niedziela, 7 sierpnia 2016

Rozdział XVI

Hej, pogoniona przez parę osób wróciłam i biję się w pierś za długą nieobecność :< Już nawet Polibudą nie mogę się zasłaniać, bo wolne </3





Bengt był doprawdy zaskoczony tym, jak szybko jego młoda żona pozbyła się wszelkiego skrępowania i świetnie odnalazła się w roli hrabiny. Przysługujący jej w związku z nową rolą przepych również jej służył. Lubiła się stroić i lubiła mówić, to Oxenstierna zauważył z całą pewnością.  Była w niej jednak, mimo wszystko, jakaś dostojność, choć może z pewną dozą zarozumialstwa, właściwego chyba nawet najbiedniejszemu polskiemu szlachciurze – tego ukryć się nie dało, nawet jeśli jej postawa i zachowanie zbyt wiele wspólnego z dostojnością na pierwszy rzut oka nie miały.
                Dziewczyna chadzała własnymi drogami i Oxenstierna właściwie nie bardzo wiedział, co takiego całymi dniami robi, jednak póki stosowała się do zakazu opuszczania terenów zamkowych, Bengt nie zamierzał wchodzić jej w drogę – miał na głowie sprawy po stokroć ważniejsze od pilnowania jej. Musiał zresztą przyznać, że dziewczyna tak ujęła go swoją szczerością, ciepłem i pogodą ducha, a nade wszystko uroczą niezdarnością, że na wiele był w stanie jej pozwolić.
                Cecylia jednak wcale nie była tak nieskrępowana i rozluźniona, jak Bengtowi mogłoby się wydawać, a wszystko to dlatego, że nie znał jej dobrze i nie był świadom, że otwartość i skrajny brak szacunku i hamulców były po prostu tak właściwym jej zachowaniem, że nawet niepewność i lęk nie zdołały do końca go zabić. Z czasem dziewczyna się oswajała ze swoją nową rolą, to prawda. Bengta uważała za miłego, porządnego i przyjemnego człowieka, kulturalnego, spokojnego i dobrze wychowanego, choć może trochę zbyt ponurego. Był też co prawda nadmiernie cichy, jak na jej gust, ale wynikało to jedynie z nader spokojnego usposobienia, zupełnie nie z braku pewności siebie. Kiedy jednak pojęła, że nie musi obawiać się z jego strony ani żadnej nachalności, ani wiecznych reprymend, a w miejsce tego otrzymywała cierpliwość i zrozumienie, nabrała do niego wiele szacunku i sympatii, jakby było tego mało po tym wszystkim, co dla niej uczynił.
                Łukasiewiczówna nigdy, ani przez sekundę nie zaakceptowała tej sytuacji. Uznawała swoje położenie za chwilowe, choć wyrzuty sumienie wobec dobrego Bengta Oxenstierny, przez Polaków uparcie zwanego Benedyktem, rosły z każdym dniem. Nie były jednak tak wielkie, by ją przy nim zatrzymać, ale przynajmniej koniec końców nie było jej już tak śpieszno do ucieczki.
                W ciągu dnia hrabia był zajęty i nie poświęcał Cecylii czasu. Ona głównie pałętała się po zamku, głucha na wszelkie zaczepki i złe spojrzenia, jakie jej posyłano. Trochę próbowała się rozeznać w plątaninie korytarzy, a trochę szukała towarzystwa, którego jednak znaleźć nie mogła. Szwedzkie panie i panny od niej stroniły, niektóre tylko spoglądały z zaciekawieniem, było ich jednak niewiele i najwyraźniej nie miały tyle odwagi, by pomówić chwilę z źle widzianą, świeżo upieczoną hrabiną. Różne pogłoski chodziły na temat ich małżeństwa. Niektóre plotki były bliskie prawdzie, szczególnie te, które mówiły, że wszystko to tylko jedna wielka mistyfikacja i bezczelny fortel, mający na celu jedynie upokorzenie feldmarszałka Wittenberga, którego – jak ponoć powszechnie było wiadomo – Bengt Oxenstierna raczej nie trawił, delikatnie rzecz ujmując. Inni znów wierzyli w wersję, jakoby Cecylia po kolei wskakiwała do łoża braci Oxenstiernów, aż jeden z nich wreszcie okazał się na tyle głupi, by wziąć ją za żonę i próbować uczynić stateczną panią hrabiną. Byli również tacy, jak feldmarszałek, którzy wierzyli w obie te wersje po części. Jeszcze inni głupio sądzili, nie wywiedziawszy się najwyraźniej, że Cecylia i Bengt przed ślubem znali się jedynie dobę, że gubernator ze śliczną dziewczyną romansował, a kiedy przyszły tego następstwa postanowił zachować się jak porządny i odpowiedzialny mężczyzna.
                Cecylii, właściwie, zupełnie to wszystko nie obchodziło. Oskarżenia o wątpliwie dobre prowadzenie się zdawały się spływać po niej niby woda po kaczce, wszak ona sama wiedziała najlepiej, a na opinii szwedzkiego dworu zależało jej co najwyżej słabo, żeby nie rzec, że wcale. Bengt też nie brał tego specjalnie do siebie, mając zaufanie nie tyle do słów Cecylii, co Bernharda. Nigdy nie uraził Cecylii jakąkolwiek uwagą czy pytaniem w tej kwestii, zawierzając jego zapewnieniom.
                Wieczory spędzali miło, choć nietypowo jak na małżeństwo. Bengt wracał często bardzo zmęczony, a Cecylia zawsze pojawiała się tuż po nim, nie wiadomo skąd i nie wiadomo gdzie, nawet przez chwilę nie myśląc o tym, by dać wykończonemu mężowi chwilę wytchnienia. Cecylia, cały czas udając, że nie zna szwedzkiego, wyprosiła, by co nieco ją nauczył. Bengt zdawał się nie żywić żadnych podejrzeń, mimo że dziewczyna „chłonęła wiedzę” w zatrważającym wręcz tempie. Kiedy się nie uczyli, grywali w szachy. Za pierwszym razem na jej propozycję mąż zareagował sceptycznym uniesieniem brwi. Cecylia spojrzała wtedy na niego chłodno i za punkt honoru obrała sobie utarcie mu nosa. Bo co? Bo kobieta jest za głupia, by potrafić? I owszem, wkrótce hrabia Oxenstierna przekonał się, że będzie musiał wytrwale walczyć o zwycięstwo, jeśli nie chce pozwolić żonie wygrać.
                Bengt wkrótce pojął, że doprawdy niezłe indywiduum trafiło mu się za żonę. Dziewczyna była nieznośna, uparta, głośna i przekonana o swojej racji.  Ale też sporo jej miała, dlatego hrabia postanowił podcinać jej skrzydła tylko wtedy, gdy rzeczywiście mogła sobie napytać biedy. A dość często widział na to perspektywy – była boleśnie bezpośrednia, aż momentami go zatykało i zapominał języka w gębie, ale dzięki temu była mu nad wyraz miłą towarzyszką rozmowy i w jej towarzystwie nigdy się nie nudził.
                Pomimo pewnej niezgrabności i nerwowości ruchów była też wyjątkowo wdzięczna. Niekoniecznie piękna ani zgrabna, bo wiele piękniejszych i zgrabniejszych chodziło w owych dniach po zamku, ale było w jej delikatnej, kruchej postaci coś, co sprawiało, że niebywałą przyjemność sprawiało mu patrzenie na nią. Może był to szczery, szeroki uśmiech, może po dziecinnemu urocza twarzyczka, a może wielkie, okrągłe oczy, jasne i o niespotykanym żółtozielonym, jakby kocim kolorze – nie był pewien. Koniec końców doszedł do wniosku, że trafił nie tylko nienajgorzej, ale wręcz całkiem dobrze, biorąc pod uwagę okoliczności.
Aż pewnego wieczora Cecylia wpadła w panikę, zrywając się z krzesła tak szybko i gwałtownie, że wszystkie figury szachowe potoczyły się po szachownicy. Bengt spojrzał na nią zdumiony.
-Ależ na miłość boską, ja na śmierć zapomniałam o twoim bracie!
-Usiądźże spokojnie, przecież po nocy i tak nie będziesz go niepokoić – odpowiedział jej na to hrabia spokojnie.
-Tak, rzeczywiście – mruknęła jakaś taka nieobecna, a po chwili znów na niego spojrzała. – Sądzisz, że nie będzie się gniewał?
Bengt zaśmiał się gorzko.
-Nie – rzekł cierpkim tonem. – Jestem pewien, że nie będzie.

*
Na wyraźną prośbę Cecylii Bengt zorganizował więc jej towarzystwo swojego brata.
Bernhard był trochę urażony, że zapomniała o nim na tak długi czas. Ostatecznie jednak usprawiedliwiał ją tym, że przecież to wszystko, to musiał być szok. Przesądziła jednak możliwość zobaczenia się z nią, postanowił się nie gniewać i cieszyć jej towarzystwem.
Gdy Bernhard otworzył drzwi, Cecylia zwróciła na niego spojrzenie. Wyglądała na zmęczoną i niewyspaną, a Bernhardowi aż serce się ścisnęło na jej widok – niby nic nie było nie tak, ale znał ją przecież wcześniej i musiał przyznać, że takiej przygaszonej jeszcze nigdy jej nie widział.
Był na nią trochę zły dodatkowo o to  że zachowała się tak lekkomyślnie, i że nie słuchała, kiedy prosił, by nie pakowała się w kłopoty. Nie mógł się jednak zmusić do powiedzenia jej tego, gdy zobaczył jak jej drobna, piegowata twarzyczka rozpromienia się odrobinę na jego widok i jak na nowo wstępuje w nią życie.
Spojrzała na niego trochę niepewnie i przekrzywiła głowę.
-Jesteś na mnie zły, Berciu?– spytała go głosem karconego przez matkę dziecka.
Bernhardowi nie pozostało nic innego jak tylko westchnąć głęboko.
-Trochę tak – przyznał z ociąganiem. A potem dodał nieco ostrzejszym tonem:  – I mam na imię Bernhard.
-Nie gniewaj się! – zaskomlała Cecylia, rzucając mu udręczone spojrzenie. – Tyle miałam na głowie…
-Nie o to idzie.
-Ach tak. Tamto. – Zrobiła zawstydzoną minę i splotła dłonie za plecami, zaraz jednak uniosła głowę i zawołała: - Co miałam zrobić, sam powiedz? Nie zrobiłbyś tak samo na moim miejscu?
Milczał długą chwilę, bo właściwie Cecylia miała rację – najpewniej postąpiłby dokładnie tak samo. Tylko ciężko było mu nie być na nią wściekłym, teraz, kiedy to wszystko miało taki, a nie inny finał.
-Pewnie tak – mruknął, siadając na jej łóżku. Ona z kolei siedziała naprzeciw niego, na krześle, z kolanami podciągniętymi pod sam podbródek. – Głupiaś, Cecylio. Teraz to dopiero będę miał problem, żeby cię stąd wyciągnąć.
W jej oczach nagle pojawił się błysk zainteresowania i entuzjazmu.
-To nadal chcesz mi pomóc? – zapytała, opuszczając stopy na ziemię, a jej uśmiech poszerzał się powoli.
-Nigdy nie zmieniłem zdania – burknął w odpowiedzi. – Tylko że, sama rozumiesz, teraz to jeszcze przed Bengtem będę musiał się z tego wytłumaczyć. 
-Ale przecież to twój brat! – zawołała Cecylia, zrywając się na równe nogi i zaczynając dreptać po pokoju w tę i z powrotem. – Możesz mieć kłopoty. I chyba już masz, przez tego paskudnego Wittenberga! Ja wtedy wszystko słyszałam, nie myśl sobie, że nie – dodała, a Bernhard zaklął na to w myślach. – Więc jesteś narzeczonym jego córki, tak?
Bernhard burknął coś niewyraźnego w odpowiedzi. Wcale mu się nie podobało, że Cecylia zaczyna dopytywać się o Annelise. Wcale mu się nie podobało, że najwyraźniej myślała, że panna Wittenberg była dla niego kimś takim, jak dla niej Toris. Bo przecież sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Jego irytowała sama myśl o Annelise, czekającej (albo wcale nie) na niego w Sztokholmie.
-Wybacz, na pewno bardzo za nią tęsknisz – powiedziała Cecylia ze szczerą skruchą. I wtedy Oxenstierna poczuł, że może po prostu zwyczajnie powiedzieć jej prawdę.
-Wcale nie tęsknię – burknął. – Więcej: cieszę się, że tu jestem, bo nie muszę jej oglądać i tym bardziej być jej mężem.
-Och. – Cecylia rzeczywiście wydawała się być zaskoczona, ale szybko odzyskała rezon. – To czemuś się z nią zaręczył, Szwedzie? Jak się kogoś nie chce, to się z nim nie żeni! I będzie mi taki mówił, że to ja jestem głupia! Jaki wielki, taki durny, Szwedzino!
Bernhard aż roześmiał się gorzko i nieszczerze na jej naiwność.
-I kto to mówi? – zapytał sceptycznie, zaciskając usta w dość wymowny sposób.
Cecylia nie odpowiedziała, a on był rad, że wreszcie udało mu się zamknąć jej usta.
-To nie jest takie proste – westchnął i oparł się o ścianę. – Skoro już wiesz, z jakiej rodziny pochodzę, to chyba sama rozumiesz, jaki jest problem. Ja nie mam prawa głosu.
-Gadanie! – zawołała Cecylia, szczerze oburzona i lekceważąco machnęła ręką. – Co, wołami cię zaciągną przed ołtarz? Jakoś powątpiewam. Postaw się i już, nie będą tobą poniewierać!
-Zabawne, że wspominasz o wołach – mruknął.
-O czym? – zapytała, mrugając ze zdziwieniem. Oczywiście, ona przecież znała tylko tyle szwedzkiego, co sam ją nauczył – no, trochę pewnie jeszcze liznęła przez te parę miesięcy, ale nadal miała niewielki zasób słów.
-Oxen – rzucił Bernhard. – To wół.
Dziewczyna wybuchła głośnym, perlistym śmiechem i śmiała się długo, aż łzy wielkie jak ziarna grochu potoczyły się po jej piegowatych policzkach.
-Śmieszne – stwierdziła, jakby jej reakcja pozostawiała jeszcze jakiekolwiek wątpliwości. – A reszta? – zapytała, odzyskawszy oddech. – No wiesz, twojego nazwiska. Znaczy coś?
Było już ciemno, choć było jedynie późne popołudnie, Bernhard więc zamiast odpowiedzieć wskazał palcem na usiane gwiazdami nocne niebo.
-Niebo?
-Gwiazda – postarał się powiedzieć ładnie i wyraźnie po polsku.
-Stierna? – Z kolei Cecylia, spróbowała po szwedzku. Trochę za miękko to zrobiła, ale musiał przyznać, że na pewno lepiej, niż ostatnim razem, gdy próbowała nazwisko jego i jego kuzyna Erika wypowiedzieć.
-Stjärna, właściwie. Stierna to dawna forma.
-Czyli co? Wołowa gwiazda? – zapytała Cecylia, unosząc wysoko brwi. – Gwieździsty wół? – Zaśmiała się głośno i perliście, a Bernhard nie mógł powstrzymać wyrazu dezaprobaty, który wpełzał mu na twarz. – Chryste Panie, co za głupie nazwisko. Chyba tylko „Krzywonos” było głupsze. Tatuś mi opowiadał. I „Świnionoga”, mieliśmy takiego we wsi! Chociaż jakoś więcej sensu miało. Bo co ma wół do gwiazdy? Po mojemu, to chyba niewiele. A już z pewnością nie widzę w wołach zupełnie nic szlacheckiego!
-Wiesz co, czasami poważnie się zastanawiam, czy z tobą aby na pewno wszystko jest w porządku.
-Wiesz co – odezwała się, najwyraźniej nieświadomie go przedrzeźniając – kiedy nie wiesz co to znaczy, to brzmi o wiele bardziej majestatycznie – mrugnęła do niego.
Powstrzymał się od odpowiedzi.
Cecylia milczała przez chwilę, a potem podeszła i usiadła na łóżku obok niego. Bernhard poruszył się niespokojnie.
-Co znowu ci się nie podoba? – fuknęła.
-Wittenberg urwie mi łeb jak nas zobaczy – odrzekł Bernhard, najwyraźniej bardzo speszony, a ona się zaśmiała.
-Zgłupiałeś, on, tutaj?  Och, zaufaj mi, że twój brat nigdy do tego nie dopuści. – Spojrzała na niego z politowaniem. – Zabawne, że w rzeczywistości to wszystko wygląda zupełnie inaczej niż on sobie wyobraża.
-Dla mnie niezbyt zabawne – burknął Bernhard.
-Dla mnie chyba też nie – powiedziała Cecylia poważnie. – Słyszałam wszystko co ci powiedział, jak mówiłam. Te drzwi wcale nie były takie znowu grube, a ja wcale nie rozumiem tak mało, jak się im wszystkim wydaje.
Bernhard poczuł się bardzo źle na jej słowa. Jak tu rozmawiać o czymś takim? Co jej miał powiedzieć? Chyba oczywistym było, że w żaden sposób nie zamierza wypełniać tego absurdalnego rozkazu. Wittenberg chyba też nie mówił tego wszystkiego do końca poważnie, zdecydowanie poniosły go emocje. Cecylii jednak najwyraźniej wcale nie o to chodziło.
-Był wściekły – powiedział jej Bernhard. – Chyba oboje nie mamy prawa mu się dziwić. Ale nic się nie martw, teraz Bengt już spokojnie o wszystko zadba.
-Och, ja się o siebie nie martwię – oświadczyła Cecylia. – Nie chcę, żebyś miał kłopoty z mojego powodu, to wszystko. Ja już wystarczająco narozrabiałam, i cóż, teraz pozostaje mi ponieść konsekwencje. I tak sto razy bardziej wolę być żoną twojego brata niż być martwa. Ale ty nie musisz już mieć przeze mnie problemów.
-Już mam. – Bernhard uśmiechnął się krzywo. – I będę miał jeszcze większe, jak cię stąd zabiorę. Ale przecież nie możemy pozwolić ci tu gnić, prawda? Mam plan. Tylko teraz naprawdę siedź na tyłku i czekaj. Jak kiedy dostanę rozkaz, to zabierasz się stąd razem ze mną.
-Jaki rozkaz?
-Jestem kurierem – wyjaśnił jej i uśmiechnął się krzywo, bez choćby cienia rozbawienia. – Uznali, że do bitew się nie nadaję, to mnie zaprzęgli do roboty jako gońca. Jak dla mnie może być, nie narzekam. Lepiej być chłopcem na posyłki Jego Wysokości niż pchać się do bitki. Zresztą, prawda jest taka, że rzadko kiedy gdziekolwiek mnie wysyłają. Wolą, żebym siedział tu i żeby mój MĄDRZEJSZY brat miał na mnie oko.
-Rzeczywiście, do bitew to ty się nie nadajesz – zaśmiała się Cecylia. – Ale nie martw się, teraz będziesz miał mnie pod ręką, to będzie miał cię kto ratować! Znaczy, nie to, żebym ci życzyła, żeby cię znów postrzelili, ale wiesz…
-Wiem, wiem – uciął. Uznał, że Cecylia zdecydowanie za dużo gadała.
-To gdzie cię wysyłają? – zapytała żywo. – Wiesz już?
Tu już nie poukładało się tak ładnie, jak Bernhard by chciał. Nie mógł jednak nic na to poradzić – to była jedyna szansa na wyciągnięcie Cecylii z paszczy lwa i nikt nie miał prawa wybrzydzać.
-Do Kiejdan – mruknął cierpko, czekając na jej reakcję.
Ona zrobiła wielkie oczy, a jej uśmiech powoli stawał się co raz szerszy i szerszy.
-Naprawdę? – zapytała drżącym głosem, a gdy kiwnął głową ni stąd, ni zowąd zarzuciła mu ręce na szyję i uścisnęła go z takim entuzjazmem, że Bernhard aż zamrugał ze zdziwienia. Najpierw czuł się okrutnie zakłopotany jej śmiałością, ale po chwili uznał, że chyba powinien na ten uścisk jakoś odpowiedzieć, a nie siedzieć jak ten kołek. Jego ręce objęły ją więc w talii, a ona zaświergotała: - Och, Berciu, tak się cieszę!
Tak, Bernhard wiedział, że się ucieszy. Ale wiedział też, że gorzko i boleśnie się rozczaruje, kiedy dotrą na miejsce. Nie miał jednak serca jej teraz tego powiedzieć.
Serce biło jej szybko i niespokojnie, a Bernhard starał się skupić tylko na jego rytmie. Czuł się dziwnie i nieswojo, kiedy miał ją tak blisko, kiedy traktowała go z taką śmiałością, jakby tak wielka bliskość była dla niej zupełnie naturalna. Bo dla Bernharda nie była. Ale nie była też nieprzyjemna. Niemal z żalem przyjął to, jak się odsunęła, nie śmiał jednak jej zatrzymywać.
I całe szczęście, że odsunęła się akurat w tamtym momencie, ponieważ za drzwiami rozległy się głosy wyraźnie sugerujące, że ktoś zamierza wejść do pokoju. A Bernhard nie chciał kolejnych problemów i nieporozumień.
Jeden głos Bernhard rozpoznawał i aż nie wierzył, że go słyszy. Przecież nie powinno go tu być, więc dlaczego…?
Ach tak. Rzeczywiście. Armia dostała w kość i wycofywali się do Warszawy. Coś o tym słyszał.
Kiedy drzwi się otworzyły, Bernhard wiedział, że się nie pomylił. Zerwał się na równe nogi, zamierzając zasalutować, jednak niefortunnie uderzył czołem w ramę łóżka i aż jęknął, bo zakręciło mu się w głowie. A więc to tyle, jeśli chodzi o godne powitanie.
-Spokojnie, Bernhardzie, nie szalej tak! – zawołał do niego mężczyzna, zaśmiewając się po cichu. – Krzywdę sobie zrobisz jeszcze, a przecież nie mogę stracić swojego kuriera, prawda?
-Tak jest, Wasza Wysokość.
Cecylia zamrugała zaskoczona na jego słowa i również się podniosła, mierząc przybyłego niepewnym trochę spojrzeniem.
Bo Cecylia spodziewać się mogła każdego, ale na pewno nie samego Karola X Gustawa we własnej osobie.
Tak jak Bernhard od razu wyglądał na Szweda z krwi i kości, tak król zupełnie obrazowi typowego nordyka przeczył. Zresztą, Szwedem chyba nawet nie był, z tego co Cecylii było wiadomo.  Był otyłym mężczyzną średniego wzrostu, o twarzy okrągłej i dość pucołowatej. Włosy miał ciemne, niemal czarne, dodatkowo długie i kręcone, co w połączeniu z ciemnymi, głęboko osadzonymi oczyma i pełnymi, mięsistymi wargami nadawało mu wygląd raczej rdzennego południowca niż Nordyka. Dodatkowo wąsik i bródka zapuszczona na typowo południową modłę dopełniały jeszcze bardziej tego obrazu.
-Podobno macie tu szpiega – jego oczy zwróciły się na Cecylię, a Bernhard zadrżał. Teraz już nawet Bengt jej nie uratuje, jeżeli król zdecyduje się ją stracić. – Córkę polskiego chorążego?
-Tak jest, panie – powiedziała Cecylia, spoglądając na niego niepewnie.
-Łukasiewicza? – dopytywał się, a Cecylia kiwnęła głową.
-Doskonale – stwierdził król. – Weźmiemy za waćpannę wielki okup. Ale panno Cecylio, waćpanna pozwoli, że będę mówił po imieniu, jestem tu od kilku godzin, a już się o pani tyle nasłuchałem, że aż strach! Zalazła waćpanna za skórę mojemu feldmarszałkowi, nie ma co. Uznałem, że zanim wyruszę, muszę z panią pomówić. Proszę, proszę. Przejdziemy się! Ty też chodź, Bernhardzie, ktoś mi musi tłumaczyć, bo przecież ja nic z ich mowy nie pojmuję!

            *

Król był człowiekiem o raczej wesołym i gadatliwym usposobieniu, choć tylko kiedy akurat nastrój mu dopisywał. W innym wypadku należało mu się usuwać spod nóg, bo drażnienie go mogło się bardzo, bardzo źle dla człowieka skończyć. Bernhard zawsze uważał Karola X Gustawa za człowieka porządnego i raczej rozsądnego, dodatkowo bardzo dobrego dowódcę i stratega – inni mówili, że pod tym względem niemal dorównywał talentami samemu Gustawowi II Adolfowi. Bernhard jednak osobiście dostrzegał w nim również pewnego rodzaju zachłanność, chciwość i nadmierną pewność siebie, jakby urodził się sądząc, że cały świat mu się należy, a bycie przywódcą i podbijanie obcych ziem to jego święte prawo. Kim jednak był taki Bernhard, by kwestionować postępowanie króla? A poza tym, to król przecież też był tylko człowiekiem.
Szli korytarzem, Bernhard nie do końca był pewien gdzie, ale przypuszczał, że szli w stronę sali tronowej. Wątpił jednak, by było to celowym zamierzeniem króla, bowiem on sam jeszcze mniej orientował się co gdzie się w warszawskim zamku znajduje. Cecylia zerkała na niego – to jest, Bernharda – trochę niepewnie, podczas gdy król paplał jak najęty.
-Waćpanna podobno, panno Cecylio, nie dość, że szpieguje moich ludzi, to jeszcze wykazuje się szczytem bezczelności – mówił, jednak Bernhard, na całe szczęście, nie wyczuł w jego głosie gniewu, ani groźby. Widocznie dopisywał mu humor, co zasadniczo było dość dziwne, zważywszy na to, że szwedzkie wojska ostatnimi czasy gorzej radziły sobie na froncie. – Ja się o pani tyle nasłuchałem w ciągu kilku godzin, że naprawdę postanowiłem poświęcić pani parę chwil, zanim wyruszę z powrotem do moich ludzi. Jak waćpanna się dała na to namówić, żeby przyjść tutaj, prościutko w nasze ręce? Waćpanna wiedziała, ile ryzykuje, prawda? I w ogóle kto to słyszał, żeby córkę chorążego do takich zadań wyznaczać?
Tu akurat Bernhard się zgadzał. Nie wiedział wcześniej, że Cecylia jest córką chorążego, wiedział tylko, że żołnierza i dowódcy – tak czy inaczej, co za ojciec pozwala swojemu dziecku na tak niebezpieczne i szalone przedsięwzięcie? Bernhard na jego miejscu na pewno by nie pozwolił. Znał Cecylię i wiedział, że jeśli ona sobie coś ubzdura, to nie ma zmiłuj, ale zamknąłby ją na amen, nawet w celi, byle tylko jej nie wysyłać. Swoich dzieci nie podaje się wrogom na talerzu.
-Córka chorążego sama się wyznaczyła – rzekła tylko Cecylia, a Bernhard, ponaglony przez króla, przetłumaczył. – A mój ojciec okoniem nie stawał, bo tak on jak i ja wiemy, że teraz dobro ojczyzny przede wszystkim się liczy.
Bernhard był zaskoczony tym, jak poważna Cecylia potrafiła się stać w sytuacji takiej, jak ta – naprawdę po tej głośnej, energicznej i rozświergotanej dziewczynie nie spodziewałby się umiejętności zachowania takiej powagi. Szła wyprostowana, z głową uniesioną do góry i chociaż jej ruchów nadal nie można było nazwać przesadnie zgrabnymi, to przynajmniej nie machała rękoma jak opętana, tak jak miała to w zwyczaju.
-Och, ależ oczywiście, wy przecież za ojczyznę to wszystko byście oddali! – Teraz w głosie króla zabrzmiała wyraźna kpina. – Szkoda, że teraz o tym myślicie, a nie kiedy poddawaliście miasta jedno po drugim.
-Wasza Wysokość sam najlepiej wie, że nie było wyjścia – rzekła spokojnie Cecylia. – Nasza sytuacja była skrajnie rozpaczliwa. Nie mieliśmy jak się bronić. A wy obiecaliście pokój i prawa. Szkoda tylko, żeście słowa nie dotrzymali – dodała już ostrzejszym tonem.
Bernhard miał trochę problemów z tłumaczeniem tak wyszukanych słów, ufał jednak, że nie mylił się za bardzo w odbiorze i tłumaczył względnie wiernie.
-Waćpanna się wydaje mocno obeznana w polityce.
-Jak sami  zauważyliście, Wasza Miłość, jestem córką chorążego. I siostrą trzech żołnierzy, pozwolę sobie dodać. Ciężko by było, żebym nie była obeznana – odrzekła Cecylia chłodnym i wyniosłym tonem.
-Więc chyba nie muszę waćpannie tłumaczyć dlaczego tak a nie inaczej się to odbyło? – spytał ją król. – Waćpanna chyba rozumie, że nie dało się inaczej. Po prostu tak to wszystko działa.
-Rozumiem tyle, że w żaden sposób nie jesteście, panie, w stanie zapanować nad swoimi ludźmi – powiedziała, a Bernhard wyraźnie słyszał w jej głosie z trudem skrywaną złość. – Chociaż wasze kradzieże i cała ta samowola nie powinny mnie w żaden sposób dziwić, bo wiem w jak tragicznym stanie znajduje się wasze państwo po niedawnej wojnie. I to było głównym powodem ataku na nas, prawda? Swojego nie mamy, to ukradniemy wam?
-Och, to nie był jedyny powód, panno Cecylio – odparł jej na to król, wyraźnie żywo zainteresowany konwersacją. A Bernhard ze zgrozą stwierdził, że Cecylia jest o wiele bardziej obeznana w polityce, niż on sam. – Pozwolę waćpannie zgadnąć pozostałe. Drodzy panowie, gdzież dotarliśmy? – zwrócił się do dwóch wartowników. – Jak Boga kocham, zginę w tym zamku, nie mam pojęcia gdzie co jest!
-Sala tronowa, Wasza Wysokość.
-Doskonale! – Karol Gustaw aż klasnął rękoma i otworzył przed Cecylią i Bernhardem drzwi. Król wszedł jako ostatni i zamknął je za sobą.
Bernhard nigdy nie był w sali tronowej. Było to przestronne pomieszczenie, trochę zdemolowane i ogołocone z jednej strony, a z drugiej stanowiło chyba pewnego rodzaju skład wszelkiego rodzaju wartościowych rupieci, których Szwedzi nie zdążyli jeszcze wywieźć, a gdzieś należało je składować. Czemu znalazły się w sali tronowej – Bernhard nie wiedział. Jedynym nienaruszonym elementem sali był malowany na złoto i obity czerwonym aksamitem tron, który stał przy wąskiej ścianie, zaraz naprzeciw nich. Podobnie baldachim, który osłaniał go od góry, pozostał nietknięty. Na jakimś koślawym stoliczku obok tronu, wśród masy różnych rupieci, leżały też dwie korony – jedna niewątpliwie królowej, a druga, większa - króla.
-Proszę zgadywać, panno Cecylio. – odezwał się znów król, a Cecylia prychnęła, oburzona.
-Zgadywać? – spytała chłodno. – Nie muszę zgadywać. Doskonale wiem, że chcecie aby Jego Wysokość Jan Kazimierz zrzekł się praw do waszego tronu. Do którego ma większe prawa, niż wy, wasza miłość.
-Nie ma ŻADNYCH praw – odrzekł spokojnie król. – Riksdag* mu je odebrał.
-Pozostaje prawo krwi – zauważyła Cecylia, desperacko próbując odszukać w głowie informację na temat tego, czym do licha jest Riksdag. – Przecież on jest Wazem. A wy, wasza wysokość, nie jesteście. I jego ojciec był przecież królem Szwecji.
-Mój również. To żaden argument.
-Dobrze, ale on jest wnukiem Gustawa I, o ile się nie mylę, a waszmość jest prawnukiem.
-Obaj jesteśmy jego prawnukami. Tak czy inaczej, wspominałem już o Riksdagu? – Spojrzał na nią z ukosa. – Nie mam pojęcia, czemuście się tak strasznie tego tronu uczepili. Jak byście nie zaczynali pięćdziesiąt lat temu, to najpewniej wcale by nas tu dziś nie było. Jak tacy zachłanni jesteście, to było się starać o Rosyjski tron. Który, warto by wspomnieć, mieliście w garści. Ale wiesz, panno Cecylio, jaki jest wasz problem? Macie stanowczo zbyt nieudolnych władców. Zygmunt III miał tron szwedzki w zasięgu ręki. Rosyjski też. Proszę to sobie wyobrazić, co mógł zrobić: połączyć Szwecję z Koroną, Księstwem Litewskim i Rosją. Trochę starań i można by dodać do tego jeszcze Ukrainę. To by była prawdziwa potęga! A ten głupiec co zrobił? Zaprzepaścił taką szansę. Boli mnie sama myśl o tym. Ja nigdy nie dopuściłbym do czegoś podobnego, och nie.
Bernhard nie miał zielonego pojęcia o pokrewieństwie władców. Nigdy nic go to nie obchodziło i przez to czuł się teraz zupełnie wyłączony z rozmowy.
-Nie jestem odpowiednią osobą, żeby się o to wykłócać – powiedziała tylko Cecylia. I chwała Bogu, pomyślał Bernhard, żeś się w końcu ugryzła w język.  – Bądź co bądź, wasze zapędy ekspansyjne też nie uszły mojej uwadze. Dominium Maris Baltici ciągle aktualne? Bardzo byłam zdziwiona, gdy oddział waszych wojsk zaatakował moją wieś. Myślałam, że Pomorze naprawdę chcecie przyłączyć, więc przez moment aż zwątpiłam. A teraz, kiedy się okazało, że to był rozkaz pana feldmarszałka i moja wieś została wybrana z konkretnego powodu, to jestem pewna, że się nie myliłam. Wewnętrzne morze przyniesie ogromne zyski, prawda?
Król patrzył na nią przez chwilę w głębokim zamyśleniu, jakby zastanawiając się co powinien odpowiedzieć. Bernhard z kolei poczuł kolejną ogarniającą go falę wyrzutów sumienia na myśl o tym, że to on był powodem, dla którego Wittenberg wydał ten nieszczęsny rozkaz. Cecylia mu pomogła i co za to dostała? Najważniejszym jednak pytaniem, dla Bernharda, było: skąd Wittenberg się dowiedział? Ktoś musiał mu donieść. I to bynajmniej wcale nie Szwed, no bo kto? Przychodziła mu do głowy tylko jedna osoba. Tym jednak zamierzał zająć się później.
-Waćpanna jest o wiele bystrzejsza niż na to wygląda – stwierdził w końcu król, przyglądając się jej badawczo. – No, jak na kobietę. Zróbmy tak – zawołał nagle. – Niech waćpanna sobie wyobrazi, że jest królową. Nie, lepiej – niech sobie pani wyobrazi, że jest królem, bo co to jest: królowa! Marne nic. Więc! Wkraczam ze swoją armią na waćpanny ziemie. Jest waćpanna królem. Co panienka robi?
Cecylia zmarszczyła brwi, nie wiedząc chyba do końca czemu ma to służyć. Bernhard, właściwie, też nie wiedział. Karol Gustaw jednak widocznie do czegoś zmierzał.
-Zwołuję pospolite ruszenie – rzekła w końcu, po długim milczeniu, Cecylia, wzruszając ramionami. Brak szacunku w jej zachowaniu kłuł w oczy, ale Bernhard ją znał i wiedział, że to dla niej naturalne. Bardziej martwił się tym, że Karol Gustaw nie wiedział, ale też gdyby wiedział, to pewnie niczego by to nie zmieniło. Bernhard widział po jego twarzy, że to już długo nie potrwa.  – Kogo się da.
-Pospolite ruszenie rozgromiłbym spokojnie – rzekł spokojnie król. – Już to zrobiłem, nie wiem, czy pani zdaje sobie z tego sprawę.
-Owszem. Z pewnością jednak z początku tak właśnie bym postąpiła, a o to przecież Wasza Wysokość pytał.
-Więc co dalej?
-Więc próbuję przekonać do siebie opozycję. Potencjalni zdrajcy, prawda? Chowam dumę w kieszeń i szukam ugody z Rosją. A najlepiej sojuszu. Myślę, że gdyby dobrze to rozegrać, to dałoby się bardzo korzystnie tę kwestię rozwiązać. Jeśli nie - uderzam do Prus, na Węgry. Nawet do Danii, Duńczycy są zawsze chętni do walki z wami, to właściwie pewny sojusznik, moim skromnym zdaniem. Szukam pomocy, bo wiem, że sami nie damy rady.
Bernhard zastanawiał się jakim cudem tak długo umykała jej wiedza, że Litwa się poddała. I jak długo zajmie jej zrozumienie, że nie była to tylko decyzja Janusza Radziwiłła.
-Waćpanna jest po stokroć mądrzejsza od waszego króla – stwierdził wtedy król. – Ten idiota nawet nie pomyślał o zawarciu pokoju z Rosją. Wie waćpanna, że on chciał zgodzić się na usynowienie mnie? Mianowanie jego następcą? A waćpanna by się zgodziła?
-Po moim trupie – warknęła w końcu Cecylia, a Bernhard uznał, że Polka chyba zbliża się do kresu wytrzymałości.
-Niech waćpanna usiądzie – rzekł król, zupełnie ignorując jej gniew. Ręką wskazywał tron.
Cecylia pokręciła głową.
-To nie moje miejsce, nie wolno…
-Powiedziałem: siadaj – rzekł z naciskiem Karol Gustaw, a tym razem Oxenstierna usłyszał w jego głosie wyraźną groźbę. Cecylia chyba też, bo podeszła powoli, z wyraźnym wahaniem, do tronu i – rzuciwszy Bernhardowi zaniepokojone spojrzenie – usiadła.
Król nie powiedział nic, podszedł do stolika i sięgnął wysadzają szafirami i perłami koronę. Cecylia spojrzała na niego niepewnie i z wyraźną niechęcią zaczęła się wiercić w fotelu. Nie chciała najwidoczniej nawet myśleć o tym, że król chciał założyć jej na głowę tę koronę. I Bernhard ją rozumiał – to było insygnium władzy królewskiej, niemal świętość.
-Och, siedźże spokojnie, dziewczyno! – jęknął Karol Gustaw, podchodząc do Cecylii. Założył jej koronę na głowę i upewnił się, że nie spadnie. Popatrzył na nią krytycznie i uniósł jej podbródek. – Głowa do góry, patrz przed siebie. Teraz jesteś królem.
Cecylia została już w takiej pozycji, w jakiej król ją zostawił. Spojrzała na niego z tak szczerą i niekłamaną pogardą, że Bernhard aż był zaskoczony, że ją na to stać.
-Naprawdę wyglądasz jak królowa – stwierdził w końcu Karol Gustaw, przyglądając jej się uważnie. – Gdybym sobie wyobrażał królową Polski, to właśnie tak.
Cecylia szybko odzyskała rezon. Uśmiechnęła się trochę krzywo i nieszczerze, rozsiadając się na tronie. Ręce złożyła na podłokietnikach, zarzuciła jedną nogę na drugą, a spódnica nieprzyzwoicie zadarła jej się do góry, odsłaniając kolana. Nie pofatygowała się, żeby ją poprawić – ba, zdawała się nawet tego nie zauważać.
-Nie wyglądam jak królowa, tylko jak chłopka w koronie – rzekła z wyraźną kpiną.
-Miałem raczej na myśli to, że wyglądasz jakbyś się urodziła po to, by tę koronę nosić. Szczególnie teraz widzę, że czujesz się jak ryba w wodzie.
I Bernhard musiał się z tym zgodzić. Znał Cecylię i wiedział, że zachowanie, jakie jeszcze przed sekundą prezentowała, nie było dla niej naturalne – naprawdę była spragniona wolności, energiczna i trochę nieokrzesana. I wreszcie porzuciła rolę dumnej, dostojnej panny, a na jej twarzy malowała się taka kpina i wyniosłość jednocześnie, że Bernhard naprawdę zgadzał się z królem – ona wyglądała jak królowa; taka, która absolutnie nikomu nie dałaby sobą pomiatać. Ona dyktowała co wolno, a czego nie. Sama sobie była panią.
Jasne włosy opadały jej na ramiona i plecy, błyszcząc niby złoto, z którego korona była zrobiona. Siedziała wyprostowana niczym struna, z głową dumnie uniesioną w górę, a na twarzy miała wymalowaną jedynie pogardę, gdy wlepiała kocie oczy w Karola Gustawa. Korona przekrzywiła się trochę na jej głowie (wyraźnie była za duża), ale Cecylia szybkim, zgrabnym ruchem doprowadziła ją do porządku. Bernhard pomyślał, że gdyby Korona była osobą, to na pewno wyglądałaby właśnie tak jak Cecylia teraz.
-Odnośnie wcześniejszej rozmowy… Jesteś bardzo dumna – powiedział w końcu król. – I dobrze, że jednocześnie na tyle rozsądna, by umieć tę dumę schować w kieszeń. – Bernhard pewnie wybuchnąłby śmiechem na podobną uwagę pod adresem Cecylii, gdyby tylko usłyszał ją w innych okolicznościach. Karol Gustaw grubo się mylił.  – Takie kobiety jak ty mogłyby rządzić światem. Wiesz, jaką ja miałbym dla ciebie radę? Powinnaś sobie znaleźć głupiego męża. Głupiego albo zakochanego w tobie na zabój. I na wysokim stanowisku. Żeby myśleć za niego. Kierować nim. Podejmować decyzje, a on niech się tylko pod nimi podpisuje. A najlepiej znajdź sobie Szweda – dodał. – Mówię zupełnie poważnie, Cecylio. Znajdź sobie Szweda, bo wygląda na to, że się przed tym nie uchronisz. – Uśmiechnął się sztucznie i nieszczerze. – Albo sama jakiegoś weźmiesz albo jakiś weźmie ciebie. Niekoniecznie za żonę. – Zaśmiał się pod nosem na ten okrutny żart, ale ani Bernharda, ani Cecylii wcale to nie rozbawiło. –  Takie czasy, co zrobić. A ja mam głupich oficerów na pęczki. Połowa z nich popuściłaby w spodnie z radości na myśl o takiej bystrej żonie, bo mi się narażają jeden po drugim. Zrobiłabyś z takiego głąba feldmarszałka. Mówię poważnie, Cecylio, nie patrz tak na mnie! Wybierz sobie kogoś, wydam rozkaz i się z tobą ożeni. Nikt nie śmie mi odmówić.
I wtedy Bernhard pojął, że król najpewniej nie rozmawiał jeszcze z Wittenbergiem na tyle długo, by usłyszeć całą historię. I że nikt mu nie powiedział. Zresztą, potwierdzałby to fakt, że cały czas zwracał się do Cecylii per „waćpanno”.
-Rychło w czas, wasza wysokość – odpowiedziała mu głosem ociekającym wręcz kpiną. Bernhard czuł w kościach, że to zmierza w bardzo złym kierunku, ale nie mógł zrobić zupełnie nic, by to powstrzymać.
-A co, masz jakieś plany? – Spojrzał na Bernharda, a ten poczuł się bardzo niezręcznie. – Ach, Bernhardzie, aż tak? – Kpina była wyraźnie słyszalna w jego głosie. – A co na to szanowny pan Arvid? – Król z radości aż zatarł ręce. – Och, ależ wojna się szykuje, jak Boga ko…
-Jest żoną Bengta. – Bernhardowi te słowa ledwo przeszły przez gardło. Król urwał w pół słowa. Popatrzył to na Bernharda, to na Cecylię, która również zacisnęła usta. A potem, rzucając Bernhardowi chyba najbardziej pełne politowania spojrzenie, na jakie tylko było go stać, roześmiał się głośno.
-O, Chryste, dawno się tak nie ubawiłem. – Zachichotał. – To teraz wiem, czemu Wittenberg chodzi w takim podłym nastroju. No, no, no, wszystko jasne! Brat ci sprzątnął dziewoję sprzed nosa, Bernhardzie?
-Nie, Wasza Miłość.
Co miał odpowiedzieć?
Karol Gustaw powstrzymał się od komentarza, mierząc Bernharda pełnym kpiny i politowania spojrzeniem, które było wystarczająco wymowne, by Oxenstierna pojął, że ten go przejrzał. Czy on miał na twarzy wypisane zainteresowanie Cecylią?
-No to moja rada spełzła na niczym, Bengt jest stanowczo zbyt kompetentny na tego rodzaju intrygi. Nie będzie miał z ciebie pożytku, chyba że po nocach – rzekł bezczelnie, a Cecylia zacisnęła usta mocniej. – No nie krzyw się, dzięki niemu przynajmniej byle żołnierz cię tu nie przemagluje. Ale też nie wyjdziesz na tym dobrze, bo poważnie, Cecylio, czy ty wiesz za iloma władcami tak naprawdę stoją kobiety? No, za mną może nie, bo ta moja Hedvig to naprawdę do niczego się nie nadaje, aż dziwne, że mi za pierwszym razem syna urodziła, to chyba jedyna rzecz, jaka się jej udała... Ale, daleko by szukać, wasz Jan Kazimierz by bez królowej zginął. Kobieto, przed takimi jak ty dzisiejsi władcy powinni padać na kolana!
Bernhard już od jakiegoś czasu czuł w kościach, że to zmierza w złym kierunku. Gdy usłyszał odpowiedź Cecylii, wnętrzności skręciły mu się ze strachu. Przyszedł moment, kiedy Cecylia porzuciła logiczne myślenie i dała się ponieść emocjom.
-Więc dlaczego nadal stoisz, Wasza Wysokość? – zapytała głosem na pozór spokojnym i uprzejmym, ale Bernhard wyczuł brzmiącą w nim z trudem tłumioną złość.
Nie przetłumaczył tego. Wiedział, że króla krew zaleje, był tego pewien. To będzie gwóźdź do trumny Cecylii, a on nic na to nie będzie mógł poradzić.
-Przetłumacz to – powiedział król tonem stanowczym i nieznoszącym sprzeciwu.
Bernhard zacisnął usta.
-Tłumacz. – Głos króla zmienił się w niebezpieczne warknięcie i Oxenstierna widział, że nie ma prawa odmówić. Cecylia spojrzała na niego tak, jakby chciała powiedzieć: „Nie martw się, powiedziałam, to zniosę konsekwencje, po prostu go posłuchaj, bo będziesz miał problemy.” Ale Bernhard się z tym nie zgadzał. Jedyną osobą, która będzie miała problemy, jest Cecylia. Jeśli jakimś cudem król nie każe jej zastrzelić, to Bernhard osobiście złoi jej skórę, tego może być pewna.
A więc przetłumaczył. Król początkowo tylko uniósł brwi ze zdziwieniem, ale potem, powoli, na jego usta zaczął wkraczać uśmiech, który wcale się Bernhardowi nie podobał.
-Ponieważ – zaczął powoli, tonem ociekającym wręcz kpiną i złośliwością. Powolnym, niespiesznym ruchem zdjął z głowy Cecylii koronę, przez chwilę ważąc ją w rękach, by ostatecznie rzucić ją przez ramię na stertę innych drogocennych rupieci, leżących tam w kolejce do zrabowania. – Nie jesteś i nigdy nie będziesz królem. Ponieważ, pomimo całego oleju w głowie, jaki niewątpliwie masz, jesteś tylko nic nie wartą kobietą, której i tak nikt nie zechce posłuchać, choćby nie wiem jak mądrze mówiła. Ponieważ pomimo, że jesteś jedną z mądrzejszych osób, z jakimi miałem do czynienia w tym zawszonym kraju, to na nic ci się to nie zda, bo jednocześnie jesteś na tyle głupia, by nie umieć zamknąć ust wtedy, kiedy by należało. Tak wygląda życie, niestety, że jeśli ktoś tu padnie przed kimś na kolana, to tylko ty przede mną i nawet głupie bohaterstwo Bengta cię przede mną nie ochroni. Chcę, żebyś miała tego świadomość, kiedy następnym razem zechcesz odezwać się do mnie w podobny sposób. To moje pierwsze i ostatnie ostrzeżenie. Wittenberga możecie sobie wodzić za nos, możecie robić z niego durnia jak wam się tylko żywnie podoba, nic mnie to nie obchodzi, ale ze mną pogrywać nie będziecie. A już na pewno nie ty.
-Pewność siebie cię zgubi, Wasza Wysokość.
Król tylko się głośno zaśmiał, gdy Bernhard przetłumaczył jej słowa.
-Podobnie jak ciebie – rzekł jej na to. Podszedł do niej blisko, aż Cecylia drgnęła niespokojnie, ale zmusiła się, by zostać na miejscu. Król przesunął czubkami palców po jej policzku, delikatnie i niespiesznie, a w Bernharda żyłach aż krew zawrzała. Jak on śmie, przeszło mu przez myśl, jak on śmie? - Byłabyś wspaniałą królową – powtórzył raz jeszcze, spojrzawszy na Cecylię, która też z widocznym trudem starała się nad sobą zapanować. – I gdybyś nią była, to miałbym z tobą duży problem, wiesz? Ale na szczęście nie mam, bo jesteś tylko córką śmiesznego szlachciury-husarza. A teraz właściwie moją poddaną. Jesteś nikim i mam nadzieję, że szybko to pojmiesz – warknął, rozciągając usta w uśmiechu, który sprawił, że Bernhard szczerze zapragnął go uderzyć.
-Nie będę się przed tobą płaszczyć, Wasza Wysokość – powiedziała. – Nie będę. Mam na to za dużo poczucia przyzwoitości. Nie będę się kłaniać najeźdźcy, nie padnę na kolana przed takim cynicznym…
Wszystko stało się tak szybko, że Bernhard potrzebował długiej chwili, by nadążyć. Cecylia nie skończyła nawet mówić, nie pozwolił jej. Wymierzył jej policzek, niezbyt mocno, ale tak, by poczuła. I by było jej wstyd.
Bernhard nie wiedział, co czynić. Nie mógł na to pozwolić, wszystko wewnątrz niego się buntowało, ale też nie miał prawa podnieść ręki na króla. Zresztą, mimo wszystko, sam przed sobą musiał przyznać, że Cecylia sama się prosiła. Już od bardzo, bardzo dawna.
-Ostrzegałem cię.
 To wszystko, to było jednak nic w porównaniu z tym, co stało się z Oxenstierną, kiedy Karol Gustaw szarpnął Cecylię za włosy, aż ta zawyła z bólu. Serce zaczęło bić mu szybciej i poczuł, że jeszcze słowo i nie będzie w stanie nad sobą zapanować. – Jesteś nikim i chcę, żeby do ciebie dotarło, że to ja jestem twoim królem. I nic na to nie poradzisz. Masz się tylko podporządkować. Jak wszyscy.
Bernhard poczuł, że ogarnia go tak wielka złość, jakiej nawet sam by się po sobie nie spodziewał. Ale to był król, na Boga! Sam Karol X Gustaw! Bernhard nie mógł, nie miał prawa nawet podnieść na niego głosu! Ale jak też mógł pozwolić, by ktokolwiek traktował tak Cecylię? Tę, która jako jedyna, prócz rodzonych braci, szczerze życzyła mu dobrze i zawsze była dla niego taka serdeczna? Zacisnął ręce w pięści i drgnął niespokojnie, wbijając w króla rozwścieczone spojrzenie. A Karol Gustaw, widząc to, uśmiechnął się tylko szerzej.
-Ani się waż, Bernhard – ostrzegł go. – Widzisz? – zapytał Cecylię i szarpnął ją mocniej, aż oczy zaszły jej łzami. Ale Bernhard, nienawidząc się bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, nie śmiał się ruszyć, nie śmiał rzec słowa. – Nawet on ci nie pomoże, choćby nie wiem jak chciał. I twój mężulek też ci nie pomoże. Jesteś tu zależna tylko i wyłącznie ode mnie. Od swojego króla. A król chce od ciebie jednego. – Obrócił ją przodem do siebie. – Pokłonu. Poddaj się, skończ się stawiać. Inaczej zadbam o to, żeby cię do tego zmuszono. Chcę zobaczyć, jak przede mną klęczysz. No dalej, przecież to nie boli!
Twarz Cecylii poczerwieniała ze złości i bólu. Oddychała ciężko i niespokojnie, a Bernhard wbijał w króla wzrok tak morderczy, że dziwił się, że ten jeszcze nie padł trupem. Gdyby mógł, och gdyby tylko mógł… Ale nie mógł zrobić nic. Nie, jeśli chciał Cecylię stąd wyciągnąć. Jeśli teraz stanąłby w jej obronie, to pewnie i jego by zamknęli. Jeśli nie stracili. Musiał wybrać mniejsze zło, przy okazji ratując swoją skórę. Martwy się Cecylii nie przyda. Miał tylko nadzieję, że ona to zrozumie.
I w końcu, po krótkiej szarpaninie, Cecylia w końcu się poddała. Osunęła się na kolana z największą rezygnacją, jaką Bernhard kiedykolwiek w jej wydaniu widział. Wbiła wzrok w podłogę, drżąc na całym ciele, a Oxenstierna teraz, gdy okulary miał na nosie, widział doskonale jak jej łzy kapią na posadzkę. Nawet nie był w stanie sobie wyobrazić, jak upokorzona musiała się teraz czuć. Nie był pewien, ale to musiał być pierwszy raz w jej życiu, kiedy ktoś podniósł na nią rękę.
Ale Karol Gustaw jeszcze nie skończył.
-A teraz, pani Cecylio, przysięgnie mi waćpani wierność.
Milczała.
-Nie każ mi powtarzać, dobrze ci radzę.
I Cecylia przysięgła, mamrocząc i roniąc łzy. Bernhardowi było jej zwyczajnie żal, choć miał świadomość, że zasłużyła.
-Cały twój naród skończy jak ty teraz – wycedził król, spoglądając na nią z góry. Po chwili sięgnął ręką do jej twarzy i zmusił ją, by na niego spojrzała. – Patrz na swojego króla, gdy do ciebie mówi.
Cecylia wyglądała jakby z największym trudem powstrzymywała się od rzucenia się na niego i dokonania próby mordu. Co Bernharda nie dziwiło, bo on był w podobnym stanie.
-Nie każę cię zastrzelić już teraz tylko dlatego, że możemy dostać za ciebie ogromny okup – rzekł w końcu król oschłym tonem. – Gdyby nie to, że twój ojciec jest chorążym, to gwarantuję ci, że pozwoliłbym mojemu feldmarszałkowi wprowadzić w życie każdy jeden jego zamiar co do ciebie, ty bezczelna, impertynencka dziwko. Z największą chęcią bym cię przytemperował już teraz, osobiście, ale niestety, a stety dla ciebie, dla swojego ojca jesteś warta swojej wagi w złocie. Co najmniej. A to jest dużo pieniędzy, nawet jeśli jesteś chuda jak szczapa. Nie zamierzam tego przepuścić tylko dlatego, że z największą chęcią popatrzyłbym, jak moi ludzie ustawiają cię do pionu. Masz więcej szczęścia niż na to zasługujesz, przynajmniej na razie. Ale jeśli nie zaczniesz nad sobą panować, to ja cię tego nauczę. I zaufaj mi, że to się nie odbędzie tak bezboleśnie, jak dziś. Zapamiętaj sobie raz na zawsze, że możesz sobie być hrabiną, ale ze mną Bengt i jego nazwisko nic ci nie pomogą. Ugłaskanie mnie należy tylko do ciebie. Nie będę miał skrupułów, choć Bengt to mój dobry przyjaciel. Nie będę tolerował twoich wyskoków.
Rzekłszy to, obrzucił jeszcze Bernharda pełnym triumfu spojrzeniem i rzekł do niego:
-Odprowadź ją. Oczywiście ma tu zostać, póki nie przyślą okupu. Potem puścić ją wolno z posłańcem, o ile Bengt się na to zgodzi, jego dziewka, jego sprawa, mnie osobiście nic do tego. Ja w każdym razie chcę widzieć okup za nią. Jeśli tylko wam się wyda, że coś kombinują, to zastrzelić ją z miejsca. Posłańca też, złoto zabrać. Chyba, że ktoś ma lepsze plany co do niej, wtedy nie widzę problemu. Ale później zastrzelić. I z łaski swojej każ ją zamknąć w celi choć na parę dni, może to ją trochę przytemperuje.
-Bengt powiedział…
-Chcesz wiedzieć, gdzie mam to, co powiedział Bengt? – spytał Bernharda Karol Gustaw, unosząc wysoko brwi. – Możecie sobie oboje chcieć nosić ją na rękach, jeśli wam się podoba, ale będziecie robić to, co ja wam powiem. I ty, i Bengt. To, że twój brat jest byle gubernatorem, to nie znaczy, że może się nie stosować do moich rozkazów. I nie obchodzi mnie, że ona jest jego żoną. W pierwszej kolejności ja jestem jej królem, a dopiero w drugiej on mężem. Ale Bengt zna swoje miejsce i doskonale o tym wszystkim wie. Jeśli nie zechce jej odprawić, to ufam, że sam zajmie się jej… wychowaniem.
-Tak jest – burknął Bernhard pod nosem, nienawidząc się bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej.
Król wyglądał na niezmiernie z siebie zadowolonego, gdy wychodził i zostawiał go z Cecylią samego. Gdy tylko drzwi zamknęły się za władcą, Bernhard ruszył w stronę Cecylii, która teraz po prostu z rezygnacją i wyraźną złością siedziała na podłodze, tak jak król ją zostawił.
-Cecylio… - zaczął ostrożnie Bernhard, kucając obok niej i kładąc drżącą rękę na jej ramieniu. Ona jednak ją odtrąciła.
-Nie mów do mnie teraz – burknęła, ale nie ze złością, a z żalem. – Ja muszę… Ochłonąć. Po prostu.
-Przepraszam – wymamrotał tylko, czując palący wstyd na myśl o tym, że w rzeczy samej nie zrobił nic, nawet palcem nie kiwnął, żeby jej pomóc.
-Nie bądź głupi – burknęła Cecylia, spoglądając na niego zaczerwienionymi odrobinkę oczyma. – Przecież nie mogłeś inaczej. Ja to wiem. Ja rozumiem. Tylko czuję się taka…
Przeklęła bardzo, bardzo szpetnie. Zamknęła oczy, całkiem zrezygnowana, zacisnąwszy ręce na materiale spódnicy. Bernhard tylko patrzył na nią bezsilnie, tak bardzo żałując tego, że nie mógł jej pomóc w żaden sposób. Nigdy nie widział Cecylii w takim stanie, rozumiał jednak, że kobietę tak prostolinijną i dumną jednocześnie jak ona z pewnością musiały zachowanie i słowa króla niezmiernie upokorzyć. Z drugiej strony, dziewczyna naprawdę powinna była trzymać język za zębami. Król pozostawał przecież królem. Naprawdę miała szczęście, że nie kazał stracić jej natychmiast.
Jego ręce same ją objęły, to było jakby poza jego kontrolą. Cecylia początkowo jakby wcale nie zareagowała, po chwili jednak przysunęła się, a jej ręce oplotły go w pasie i ścisnęły mocno i odrobinę rozpaczliwie, jakby chciała znaleźć w nim obrońcę i pocieszyciela. Bernhard z wahaniem uniósł rękę i pogłaskał ją po włosach spokojnym, uspakajającym ruchem, przyciskając jednocześnie policzek go jej głowy.
Czuł się tak, jakby robił coś złego. Jakby nie powinien był nawet się do niej zbliżyć, nawet jej dotknąć. W jego głowie zawsze istniał dystans pomiędzy nimi, który on sam sobie narzucał. Jej bliskość nie była mu niemiła, zupełnie odwrotnie – czuł się jednak przez to winny, jakby robił coś złego. Było mu dobrze, zaskakująco dobrze, kiedy trzymał ją w ramionach, taką drobną i kruchą, pozbawioną teraz zupełnie całej swojej siły. Było mu dobrze i sam nie wiedział, dlaczego – niczego więcej nie chciał, zupełnie niczego. Tylko tyle, by mógł robić to jeszcze chwilkę, jeszcze tylko sekundkę…
-Nie powinieneś mnie stąd wyciągać – powiedziała w końcu Cecylia, z głową opartą o jego pierś. – Będziesz miał straszne kłopoty, a ojciec przyśle pieniądze. Puszczą mnie.
-Nie puszczą – powiedział na to Bernhard. Nie, on wiedział, że jeśli Bengt pozwoli jej odejść, to Wittenberg ją zastrzeli. Kiedy tylko dostaną pieniądze. Król dał na to wyraźne przyzwolenie. „Jeśli coś wyda się podejrzane”. Wittenberg na pewno stwierdzi, że owszem, tak właśnie jest. I nawet Bengt go nie powstrzyma, skoro król wydał pozwolenie. Więc Bengt nie pozwoli jej odejść, bo to nadal jest jedyny sposób, w jaki można ją chronić. A Bernhardowi nawet przez myśl nie przeszło nieprzekazanie słów króla. Mogłoby to mieć brzemienne w skutki konsekwencje. Chociaż… – Zastrzelą cię, jeśli Bengt pozwoli ci odejść. Zresztą wcale nie jestem taki pewien, czy w końcu nie zrobią tego nawet wtedy, jeśli ci nie pozwoli. Muszę cię stąd zabrać.
-Nie musisz mi pomagać, Bernhard – powiedziała cicho, ściskając materiał munduru na jego plecach niespokojnie i nerwowo. – Naprawdę nie musisz.
-Jesteś chyba o wiele głupsza, niż ten nadęty osioł sądzi – powiedział Bernhard, aż Cecylia uniosła głowę i spojrzała na niego zaskoczona. – Musisz być albo głupia albo ślepa, jeśli jeszcze nie zauważyłaś, że ja po prostu CHCĘ ci pomóc. Już nawet nie chodzi o żadne poczucie obowiązku. Chcę, żebyś była bezpieczna i wolna, rozumiesz?
Cecylia patrzyła na niego przez chwilę, nie wiedząc chyba zupełnie jak się zachować, w końcu jednak uśmiechnęła się, delikatnie i niepewnie, a jej oczy nabrały pewnego właściwego jej, łagodnego i serdecznego wyrazu.
-Oj, Berciu – powiedziała i znów przycisnęła głowę do jego piersi, obejmując go mocniej. – Nie rozumiem dlaczego. Ale bardzo ci dziękuję.
Bernhard już teraz aż za dobrze rozumiał dlaczego. Nie chciał jednak zagłębiać się w motywację jego działania – było mu dobrze tak, jak było, kiedy po prostu chciał być obok niej i wspierać w potrzebie, kiedy go potrzebowała. I czuł, że to się zrobi o wiele bardziej skomplikowane, jeśli zada sobie to pytanie „dlaczego” i podzieli się z nią odpowiedzią. Tak po prostu było lepiej.



*Riksdag to szwedzki parlament.

25 komentarzy:

  1. O cholercia, Ty żyjesz! A ja z tej tęsknoty aż kilkanaście razy zmieniłem nick i usunąłem kilka blogów.
    Będę musiał jeszcze raz zabrać się za Twoje opowiadanie, bo mało co z niego pamiętam. Niestety.

    Pozdrawiam,
    graf zer0, dawniej znany jako A.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyję, żyję, cały czas żyłam, tylko naprawdę strasznie nie miałam serca do sprawdzenia tego opowiadania na tyle, żeby dodać coś nowego ;_; ale parę osób mnie pogonil, no to coś tam wrzuciłam ;)
      Well, jeśli postanowisz faktycznie poczytać to nie ręcze juz za jakość, ale też nie chce wszystkiego usuwać, poprawiać i wrzucać od nowa :c a i w ogóle miło że po takim czasie e ogóle jeszcze zajrzałes :D
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
    2. Wiesz, ja od stycznia nie napisałem niczego nowego. Aktualnie zajmuję się poprawianiem swojego opowiadania "Wszystko zaczyna i kończy się w barach", które wypadałoby nareszcie zakończyć. Tak że rozumiem Cię.
      Nie ma sensu poprawiać tego, co już napisałaś. Mam na myśli poprawianie całości, a nie jakieś literówki czy drobne błędy stylistyczne. Wpadniesz w labirynt, z którego ciężko się wydostać. Poprawisz teraz pierwszy rozdział, potem weźmiesz się za następne, znowu napiszesz kilka nowych rozdziałów i będziesz chciała wrócić do poprawiania poprzednich. Ja chociażby wróciłem do starych opowiadań, chociażby do takiego "Indice Non". I jak sobie czytałem, to pojawiło się mnóstwo pomysłów na rozbudowanie tego konkretnego opowiadania. Rozrasta się.
      Cały czas miałem Cię w obserwowanych i w polecanych na moim blogu. Byłem zaskoczony, że Ty, Omegon, Liry Moor i ShadowDragon przestaliście pisać. Łezka w oku się zakręciła.

      Usuń
    3. No własnie ja zniknęłam z blogosfery na tyle, że czytam na tę chwilę dosłownie jedno opko publikowane na bloggerze :< Trochę poszłam do pracy, trochę zmieniłam kierunek, na fizykę, a to jednak wymaga ode mnie pracy, no i tak wyszło że nawet jak był na blogasie czas, to z z chęciami było średnio :<
      Tak też pomyślałam, że to się mija z celem. Naniosę może poprawki bety i tyle. Najlepiej, to pierwszw 10 rozdziałów skróciłabym do jakichś 5-6, ale tak jak mówisz, utonę w tym ;_; Indice Non (albo nie kojarzę tytułu może?) nie przeczytałam, a to drugie pamiętam, było bardzo fajne, także chętnie rzucę na nie okiem, jak coś z nim zrobisz :D
      Omegon też cały czas pisze, tylko właściwie jedynie mi to wysyła, jak chcesz, to go pogonie, chciał nie wrzucać, ale jak go jego własna baba opieprzy, to może jednak coś wrzuci :)

      Usuń
    4. Ja miałem kryzys twórczy. I chyba dalej go mam X) Wszystko wydawało/wydaje mi się beznadziejne, gdy pisałem. Ale cóż, trzeba pisać dalej, bo inaczej nigdy z tego nie wyjdę.

      Szczerze, to obecnie też czytam tylko jedno opowiadanie. Zrobiłem sobie przerwę. Gdy wróciłem, to pojawiło się sporo nowych rozdziałów na kilku blogach. Przez ten czas znajomość poprzednich wyleciała mi z głowy i wypadałoby przeczytać je jeszcze raz, żeby mieć pojęcie o co chodzi w nowszych.

      Nie wiem czy jest sens skracać. Mnie się podoba obecna forma.

      "Indice Non" albo "Szmaragdowy Gród", nie pamiętam pod którym tytułem było publikowane, kiedy mnie odwiedzałaś na tym starym blogu. To było postapokaliptyczne opowiadanie w Uniwersum Metro 2033.

      "Wszystko zaczyna się w barach" aktualnie przepisuję. Podoba mi się jego wykonanie, ale trochę błędów się wkradło.

      Natomiast "Wszystko kończy się w barach" będę przerabiał i to mocno. Za dużo było tam nielogiczności. Zamysł będzie bardzo podobny, ale wykonanie zupełnie inne. Mam nadzieję, że lepsze.

      Jeśli nie chce wrzucać, to mnie też może wysyłać. Bardzo chętnie poczytam jego twory :)

      O, to miło słyszeć, że jesteście razem ; )

      Usuń
    5. O, ja więcej nie piszę, niż piszę, kryzys twórczy przechodzę regularnie co pół roku i trwa on PRAWIE pół roku, potem na dwa tygodnie, najczęściej na szczęście wtedy, kiedy mam wolne, siadam i produkuję 150-300 stron. I mam spokój do następnego razu, albo i dłużej :D Także ja osobiście przestałam walczyć z takimi kryzysami, bo najczęściej same w swoim czasie przechodzą. Ale to wiadomo, że każdy ma inaczej.

      No to witam w klubie, u mnie sprawa wygląda podobnie. A jednak na to czasu trzeba - no i okej, ja dużo czasu spędzam w komunikacji miejskiej i jakby mi ktoś łaskawie zapodał pdf ze swoją twórczością, to mogłabym zgrać na czytnik i do przodu. Ale kurna czytania z telefonu nie zdzierżę, więc suma summarum nie czytam prawie nic :<

      A to się cieszę, miło to słyszeć :) To takie tylko moje osobiste odczucie, że być może kilka rzeczy można by wywalić bez szkody dla całości, ale nie jest to jakaś sprawa, przy której zamierzałabym się upierać.

      TO NIE CZYTAŁAM A CHĘTNIE BYM PRZECZYTAŁA BO SZANUJĘ METRO STRASZNIE :< Daj znać, jeśli wrzucisz :)

      A co do dwóch pozostałych to też będzie fajnie, jak dasz znać :) Bo nie wiem, czy ja mam zaobserwowanego bloga? Nie mam, już sprawdziłam. To sobie po prostu zaobserwuję i problem solved :)

      Powiedział, że jeśli chcesz, to napisz do niego na maila (ma w zakładce O MNIE, czy coś takiego na http://kroniki-wygnania.blogspot.com), żeby miał Twój adres, i że prześle Ci co ma :) Ale powiedział, że zastanowi się też, czy jednak nie wrzucić :)

      Ha, a teraz będzie surprise, bo w pewien pokrętny sposób jest to Twoja zasługa, bo poznaliśmy się tylko dlatego, że mnie zalinkowałeś u siebie :P Chociaż w tak pokrętny sposób można też stwierdzić, że to zasługa mojej siostry, bo mnie zmusiła do publikowania... No ale wiesz o co chodzi :P

      Usuń
    6. A i zaobserwowałam Twojego bloga, tylko nie wiem dlaczego nie wbiło mnie jako Freyję, a Darię D???? No cóż, w każdym razie to ja, jakby coś.

      Usuń
    7. U mnie sprawa podobna. Pół roku nic, potem kilka opowiadań i znowu nic. Masakra jakaś.

      Ja mam z tym o tyle problem, że czytanie na telefonie jest fajne, ale nie cierpię pisać komentarzy odnośnie treści. Z kolei na PC świetnie się pisze, ale kijowo czyta.
      Problemy pierwszego świata. XD

      A tam, zostaw tak, jak jest. Też mam ten problem, że najchętniej wszystko bym przerabiał. I przerabiam, ale nie jest tego tyle, ile Ty masz. ;)

      W sumie nie masz czego żałować, bo ten mój "fanfik" był kalką fabuły z "Metro 2034". Nieświadomą, ale jednak kalką. Myślę, jakby to jakoś inaczej napisać i zdecydowałem się opisać wyprawę na powierzchnię. Ale to za jakiś czas. Na razie skupiam się na moim ukochanym cyberpunku, bo mam na to monopol, jak na razie xD
      Mogę Ci podesłać starą wersję na Dysk Google, jeśli chcesz.

      To poczekam aż wrzuci.

      Och nie, zostałem swatem xD Ale to dobrze :)

      Też się właśnie zdziwiłem, co to za Daria. Teraz zagadka jest rozwiązana. :)

      Usuń
  2. Może zawierać śladowe ilości spojlerów. Na wszelki wypadek najpierw opowiem dowcip, a potem dopiero napiszę komentarz. Tak jakby ktoś ogarniał wzrokiem większą część tekstu. Dalej lepiej nie czytać, bo nie pamiętam czego nie powinienem mówić.
    Wchodzą Mulat, Arab i Murzyn do baru. Barman pyta:
    "Co podać najjaśniejszemu panu?"
    Żart na miejscu bo w końcu pojawia się Krol Gustaw.
    Ja tam bym co prawda też kiedyś chciał poczytać o innym Karolu, że tak randomowo rzucę numerem, mogłoby być o XII? Chociaż wiem, wiem, Umarł nie tylko pod Fredrikshald ale i pod adresem pewnego dawno zapomnianego bloga... Btw, funnyfact #4344534857 Friedrikstad jest miastem partnerskim między innymi Słupska. Wszystko sie zgadza. To Lewacy zabili Karola :/ Teraz mam na to dowód...
    Ale do komenta..
    "Bengt był doprawdy zaskoczony tym, jak szybko jego młoda żona pozbyła się wszelkiego skrępowania i świetnie odnalazła się w roli hrabiny" He he he he... Gdyby jeszcze wiedział jak szybko pozbędzie sie innych rzeczy, to by już taki szczęśliwy nie był :D
    Fokle, gdzie, pytam się ja, jest jakaś scena jak Cecylka rozstawia po kątach jakichś mniej znaczących Szwedów? W końcu hrabiną jest! Powinna kogoś nazwać plebsem albo co...
    I co ona taka przerażona, że zapomniała o Berci? Chyba ją ... Komary pogryzły. Ale o, właśnie o takich spojlerach mówiłem. Tak to jest, jak się nie stosuje do dawanych ze szczerego serca rad...
    "Jesteś na mnie zły, Berciu?– spytała go głosem karconego przez matkę dziecka."
    Tak. Sheepuję :D Bercia w spódnicy zagniatający ciasto na chleb, a Cecylka plątająca mu się pod nogami i pytająca upierdliwie: "Mamoooo, a mogę ci pomóc??". Byłaby z niego wspaniała matka... :P Bo mnie zastanawia, dlaczego nie napisałaś "przez ojca"? :D Znaczy spoko, tu się nie czepiam, takie tam dywagacje...:P
    "Pewnie tak – mruknął, siadając na jej łóżku. Ona z kolei siedziała naprzeciw niego, na krześle, z kolanami podciągniętymi pod sam podbródek. " "siadając" i "siedziała". Może "przycupnęła"? Ładnie, profesjonalnie, bez powtórzenia :)
    "-Ale przecież to twój brat! – zawołała Cecylia,/" No! Wtedy to o tym pamiętała! :D Zresztą, niech się ona o tym jak się powinno dogadywać z braćmi milczy :D Bo dobrze wiem, what she's up to :D
    "– Co, wołami cię zaciągną przed ołtarz? Jakoś powątpiewam. Postaw się i już, nie będą tobą poniewierać!" Doceniam, szanuję... Ubogie poczucie humoru to cecha elyty :D
    "Oxen – rzucił Bernhard. – To wół" A to jest byk! Mój instynkt lingwisty (4,5 samo się nie zdobyło!)kazał mi siezastanowić, czy to nie jest aby na pewno liczba mnoga jak w angielskim. Ale nie! "Oxe" to wół... Oxen to forma dzierżawcza. Czyli nazwisko Berci brzmi w najbardziej chamskim tłumaczeniu "Wola gwiazda". Taka tam kosmetyka, ale zawsze :P
    "Wołowa gwiazda?" No właśnie... To taka "cecylkowość" czy tak chciałaś napisać? Bo poprawnie byłoby wola. Wołowa to od wołowiny. Ale jeśli to tylko Cecylka z pałą z pszyry, to luzik :P
    "Świnionoga"... Marcin byłby dumny widząc swoje nazwisko w internecie :D Życiowy sukces. Teraz znowu może się opierdalać. D
    "nordyk"... Nie byłem pewien, wpisałem w google... Wyrzuciło mi Breivika... Znaczy się, że legitne słowo :D

    OdpowiedzUsuń
  3. " A Bernhard ze zgrozą stwierdził, że Cecylia jest o wiele bardziej obeznana w polityce, niż on sam" Nooo cóż, Berciu, tak to jest, jak się człowiek woli bawić w Śląskiego górnika :P Może i się robi na przodku, ale ze światem jest się do tyłu :D A miałem napisać "do tyłku" :D
    "-O, Chryste, dawno się tak nie ubawiłem" Lutrzy nie tylko mieli błonę między palcami i po sześć palców u stóp, ale też nie wolno im było "wymawiać imienia PAna Boga twego nadaremno". Mieli nawet... Mają nawet takie rozszerzenie tego przykazania, które mówi coś o tym, że Bóg będzie karał takich, którzy go nie przestrzegają. Więc Gustaw by tak chyba nie powiedział :P
    Karol Gustaw wyszedł Ci bardzo, bardzo fajny, nawet fakt, że przywalił Cecylce nie razi w oczy. Zasłużyła sobie w końcu i tak powinna sie cieszyć. Niektórzy królowie jak nic by ją kazali ugotować w smole albo inne ciekawe rzeczy by dla mniej wymyślili :D A jej się przyda takie utemperowanie :D Bo zbyt awangardowa na tamte czasy :D
    Podobało mi się, daję okejkę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, kogo moje ślepe oczy widzą.

      Fajny żart : D

      Usuń
  4. HIYA. Nie spodziewałaś się mnie tutaj teraz, prawda? (Ja się siebie też nie spodziewałam, noale, nie będę ukrywać, że musiałam jeszcze dla przypomnienia poprzedni rozdział przeczytać, a tak w ogóle to się zorientowałam, ile ja przez te przerwy pozapominałam. :O) Ale, koniec pierdolenia smutków, teraz będzie nieogarnięty komć! :D
    Poprzedni rozdział był bardzo Cecylko-skoncentrowany, a że ja ją lubię, to mi się go przyjemnie czytało, no bo to Cecylka. A że to było już dawno, to sobie dwie takie rzeczy, które chciałam powiedzieć w komciu wypisałam. Bo ta Cecylka to z jednej strony taka farciara. Tak nabroić, tak namieszać, ZOSTAĆ SZPIEGIEM, ZOSTAĆ ZŁAPANĄ i żeby (w pewnym sensie, bo to co tutaj odpierdolił Karol Gustaw to lolz, zatkało mnie) i żeby jej się w pewnym sensie nawet upiekło, to naprawdę... Trzeba być Cecylką. :D Oczywiście ja tu śmieszkuję, a dla niej to trochę słabo, no bo po pierwsze Bengt, a mógł być Bercia, a po drugie no ona ma Torisa (wciąż ją z nim shipuję, a Bercię widzę tylko i wyłącznie jako kandydata na najlepszego przyjaciela/kogoś, kto traktować ją będzie jak młodszą siostrę, jak z nich zrobisz kiedyś parę to... To w sumie dalej będę czytać, ale wiesz, nie kibicuję im. :D) Co ja to jeszcze... A, tak różnica wieku, 11 lat między Cecylką i Bercią... Wiesz, u mnie między Rainierem i Kitty jest siedem (no dobra, sześć, bo on z grudnia, ona ze stycznia to ten siódmy rok to tylko liczba), ale powiem ci, że jak przy okazji riserzowania poprzewalałam trochę Encyclopedii Titanica, to mnie parę razy przytkało i dwa razy się upewniałam, czy dobrze widzę. XD (Sztandarowy przykład: Astorowie. JJ wspaniały rocznik 1864, Madeleine 93. NO KOPARA MI OPADŁA.) To taki offtop, już kończę. A w kewestii tematu, to ładny to był ten piętnasty rozdział. Śluby zawsze na propsie, fajnie ci to wszystko wyszło.
    AND NOW, BACK TO THE FUTURE. *Zerka w zeszycik*
    Ach, Cecylka i Bengt... Podoba mi się to, że jakbyś o nich nie pisała, to nie ma w tym niezręczności. Znaczy wiesz, rozumiesz, co mam na myśli: para niejako wymuszona, nie pasują do siebie i nie powinni być razem, tak tylko wyszło, że są, nie kochaniują sobie, nie misiują i nie żabciują, seksów nawet nie było (nie żebym narzekała, jakoś nie potrzebuję XD), a jakoś tak naturalnie, bez żenuły się o nich czyta.
    NO SE PRZYPOMNIAŁA O BERCI, BRAWO CECUŚ. Ja lubię, jak oni ze sobą rozmawiają. :D Znaczy jak Cecylka się z Bercią droczy i w ogóle. <3 A, w kwestii nazwisk... A ja swojego nie lubiłam. XDD Znaczy nie żebym się z Berci śmiała, ale lepiej, żeby akurat tego nazwiska nie tłumaczyć, no wół w połączeniu z gwiazdami to bym się nie chciała nazywać. (Krzywonos też nie, w takich chwilach jednak doceniam swoje pospolite nazwisko, które swego czasu mi takich problemów przysporzyło, że o ja pitole). BTW, to chyba się fajnie Berci trafiło, że kurierem został, nie? Przynajmniej bić się bardzo nie będzie musiał, on taki misio, nie dawajcie go na wojenkę.
    A to, co się odpierdoliło z Karolem Gustawem, to o ja pierdolę, że się tak wyrażę, CHYBAM SIĘ TEGO NIE SPODZIEWAŁA i w sumie nawet nie wiem, jak to skomciać. :D Ale to, że Cecylka od niego dostała, to mnie akurat nie zdziwiło, ja się już chyba setny raz powtórzę, że jej złego nie życzę, ale już też setny raz powtórzę, że czekałam, aż od kogoś dostanie. No, ale jak za to, co nabroiła, to w sumie tak źle nie było, nie? I zawsze był Bercia, u którego się mogła w ramionach pocieszyć (JAK U BRATA, JAK U BRATA).
    To co, kończym chyba, nie? See ya, :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. siemanejro koleżanko :D A no traciłam powoli nadzieję XD ale ja też się u Ciebie nie pojawiłam póki co, więc grzecznie milczę :P
      W każdym razie ahhhh boże Twoje komcie mnie zawsze gonią do pisania Berci... A miałam pisać co innego ICOTERAS?
      No nawet chyba w następnym rozdziale Bengt jej mówi, że ma więcej szczęścia niż rozumu :P Także absolutnie coś w tym jest co piszesz. Ale To tak tylko póki co, na razie Cecylka jest dzieckiem szczęścia i z wielu rzeczy wychodzi o wiele lepiej, niż by mogła, ale soon... :D
      Hueeee, nie no, Bengt to jest niezła opcja i Cecylka wkrótce to ogarnie, poczekaj tylko aż ona sobie uświadomi jak bardzo może jako hrabina ludźmi pomiatać :P ale ogólnie ona za niedlugo bardzo się do bengta przekona, i choć dla mnie to jest wlaśnie najsłodszy ship opka, to jednak między nimi nigdy nic nie będzie, będą po prostu dobrymi przyjaciółmi i ot, tyle, ale Cecylka naprawdę dużo się przy nim nauczy. Mam na myśli, że i trochę się przytemperuje i trochę zmądrzeje, i trochę doceni to, że Bengt z innymi facetami tamtych czasów naprawde niewiele ma wspólnego i że lepiej trfić nie mogła :P
      Tak, ja wiem, że Toris i Cecylka to Twoje OTP, ale kurna trochę Ci je zrujnuję, przynajmniej na jakiś czas :D Wreszcie wymyśliłam jak to wszystko rozwiązać, cały ten Berciowo-Torisowo-Cecylkowy trójkąt i chyba będzie to rozwiązanie satysfakcjonujące choć po części wszystkich... chociaż bez łez się nie obejdzie, huehue, a teraz się bój co wymyśliłam :D
      Wnioskuję, że to szalone palce na klawiaturze, ale to między Bengtem a Cecylką jest 11, a między Bercią a Cecylką 7 albo 6, nie pamiętam, w każdym razie nie tak dużo :P Hueeee WIEM to o Astorach, sprawdziłam sobie jak mi odpisałaś na komentarz u siebie i też to widziałam :O Ja wiem, że kiedyś to było normalne, ale na dzień dzisiejszy taka różnica wieku to jest po prostu okropieństwo, przynajmniej jak dla mnie :<
      A dziękuję, starałam się z tym ślubem, starałam się :D
      Heheheh, no zasłużyła w sumie, znaczy nie żebym ja popierała takie coś, ale takie czasy były, że jak kobitka od faceta oberwała, to to wręcz było dziwne, jak nie obrywała. Więc Cecylkę i tak potraktowałam całkiem delikatnie jak na tamte realia :P A kto miał ją do pionu ustawić, jak nie sam król? Hrabiowie i ojciec jakoś niespecjalnie sobie radzą w tej kwestii :P No, ale zasłużyła i wreszcie się trochę opamięta. A Karol Gustaw w sumie całkiem będzie ją potem lubił, także wiesz :P
      Oj Ty będziesz bardzo cierpieć, tak sobie myślę XD A na zachętę dodam, że Toris albo w następnym, albo jeszcze następnym rozdziale :P
      Dzienki za komcia stara :D A i soraski ze dopiero teraz ale nie przyszedł mi żaden mail z powiadomieniem i dopiero dziś zajrzałam :<

      Usuń
    2. NIGDY NIE TRAĆ NADZIEI, ja się zawsze pojawiam prędzej czy później, tylko z reguły później. Wiesz, że jestem leniem patentowanym. ;__: (Huehuehue, moje komcie to nieogarnięte, ale motywujące komcie!)
      WEŹ, CECYLKA JAKO CWANIARA? CHCĘ TO ZOBACZYĆ. :D Znaczy nie chcę, żeby ludźmi pomiatała, bo to jest be, ale też zależy jakimi ludźmi, if you know what I mean.
      WIEM GDZIE MIESZKASZ. Znaczy nie dokładnie, ale trochę wiem, resztę się dopracuje, TAK JAKOŚ SUPER DALEKO TO DO CIEBIE NIE MAM, więc bądź ty dobra i zostaw moje OTP w spokoju. Proszę. :D NIE CHCĘ TRÓJKĄTA. Chcę Torisa i Cecylkę. :<
      NO TAK, CHODZIŁO MI O BENGTA, a napisałam Bercia, moje szalone palce. Wiesz, piszę jedno, a myślami już jestem przy czym innym. (A weź, ja rozumiem, że trza się czasem wżenić było w bogactwo i w ogóle, ale bez przesady).
      No ja wiem, że kto jak nie król, ale jednak... No nie spodziewałam się, po prostu się totalnie nie spodziewałam. :D
      Nie chcę cierpieć, wystarczy mi, że żyję i muszę się na dniach zapakować z moim introwertyzmem i potwornym poczuciem wstydu za to, że żyję zapakować w autobus i jechać DO BANKU. Chyba ze wszystkich rzeczy, jakie mnie w życiu przerażają, wizyty w banku, tłumaczenie swojej sprawy i jeszcze załatwianie innych przerażają mnie najbardziej. JUŻ NAWET DO DZIEKANATU SIĘ NIE BOJĘ CHODZIĆ, ale banki mnie psychicznie wykańczają. Więc nie każ mi więcej cierpieć.
      Spoczi-loczi, ja mam czas, wróciłam z tej Holandii i się opierniczam jak dzika, więc wiesz, nigdzie mi się nie spieszy. :D

      Usuń
    3. No, i znowu sorki, że dopiero dziś, ale byłam wczoraj na weselu, także sama rozumiesz :D
      Heuhuehuehue witam w klubie w takim razie XD
      Nie no Cecylka zła nie jest, randomami by nie pomiatała, to nie w jej stylu, ale takimi, co jej z jakiegoś powodu podpadną... :P
      Czuję się realnie zagrożona XD Well, moja mieścinka za duża nie jest, także obawiam się, że twoja nieznajomość dokładnego adresu mnie nie ocali XD Ooo, zobaczysz, jakie Cecylka będzie miała rewolucje w tej kwestii, ale jeśli Cię to jakkolwiek pocieszy, to jeszcze przez długi czas jej relacja z Bercią ograniczy się do jego wzdychania do niej i jej wesołego niezauważania tego :P Lepiej? :D
      Spoko, mi też się zdarza. Najczęściej na kolokwium [*]
      No wiesz, chciałam jednak wprowadzić trochę takich prawdziwszych realiów, w tamtych czasach to nie było, jak mówiłam, nic dziwnego, że kobieta dostawała po pyszczku :x Także w sumie nie dziwi mnie że to był taki surprise szczególnie po tym, jak przez 15 rozdziałów to opko pisałam tak, ze w sumie było historyczne ale z takim jednak przymrużeniem oka. A tu coś takiego :O
      Well, ja wczoraj byłam w tym weselu w pracy i BOŻE jak strasznie to wcześniej odchorowywałam, tak strasznie nie chciałam tam iść, bo obcy ludzie, bo musiałam się do nich odzywać... I owszem, hajs mnie przekonał, ale wcale nie było lepiej, niż się spodziewałam, to było okropne ;_; Także może banki mnie nie przerażają, ale to rozumiem *pat pat*
      Huehuehue nie no ja do dziekanatu zawsze chodze w nastroju bojowym, szczególnie do Centrum Sportu, tam są przemiłe panie, na pytanie "Przepraszam, gdzie jest toaleta, bo nie mogę nigdzie znaleźć?" odpowiadają "Ma pani oczy? To proszę sobie iść i popatrzeć na oznaczenia na drzwiach." XDDDD Ale już się nauczyłam im mówić, że są tylko paniami z dziekanatu i generalnie są od tego żeby mi udzielać informacji, nawet takiej bzdurnej XD Ale troszku pocierpisz jednak [*]
      Witam w klubie, dziś raczej nie zamierzam wyjść z łóżka XD

      Usuń
    4. A, i gratuluję, zostawiłaś mi dokładnie 666 komentarz XD

      Usuń
    5. EJ, NAJGORZEJ, kobieto, ty widzisz, jakie my złe matki jesteśmy? Co my naszym dzieciom robimy? Chłop dobry, ale co z tego, niech cierpi, niech ma za swoje, NIECH WZDYCHA DO KOBITY, bo to jest opko i on tu nie rządzi. Jesteśmy okropne, choć w sumie to ja to uwielbiam. Wiesz, tak krzywdzić własnych bohaterów. :DDD
      (THAT WAS SICK AS HELL)
      Kochana, ty wiesz, że ja z historią jestem na bakier i u siebie potrafię pierdoły wypisywać, ja już tak mam, że pójdę do kogoś, kto naprawdę się przyłożył do researchu i ma wiedzę i ŁOOOOO ALE JAK TO TAK, TO TAK BYŁO, TO TAK MOŻNA, TO TAK NAPRAWDĘ?
      Domagam się jakiegoś medalu za nabicie takiego numerka. :D (tyle komci, tyle radości <3)

      Usuń
  5. Cudowne opowiadanie - odkryłam je jakiś czas temu i nie mogłam przeboleć tego, że najwidoczniej zostało porzucone. ;_;
    Uwielbiam lekkość twojego stylu i sposób, w jaki kreujesz postaci... <3 Jeszcze żadna postać kobieca w jakimkolwiek opowiadaniu nie przypadła mi do gustu tak bardzo jak Cecylia ^^
    Nie mogę się doczekać reakcji Torisa i ojca Cecylii na wieść o jej ślubie D:
    Mam nadzieję, że nie będę musiała czekać na ciąg dalszy przez kolejne pół roku. ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, co Ty, Bercia to jest dzieło mojego życia, jeśli założyć, że nie tylko do fizyki się ono ogranicza :P Może się od czasu do czasu trafić jakaś długa przerwa, ale z całą pewnością kiedyś Bercię skończę, choćby mi to miało zająć kilkanaście lat :D Ale nie, mam naprawdę dużo w przód napisane, a nie dodawałam nic, bo mi się po prostu zdawało, że już i tak nikt nie czyta :< Ale widze, że się myliłam i bardzo mnie to cieszy :)
      Pięknie Ci dziękuję za te wszystkie miłe słowa <3
      Ja próbowałam w swojej grafomańskiej karierze już wielu żeńskich postaci, i mogę tylko powiedzieć, że Cecylka i mnie jako autorce bardzo odpowiada, świetnie się ją pisze i naprawde łatwo jest oddać jej charakter :) Także cieszę się, że i na czytelników się to przekłada :)
      Ha, możliwe że Toris to już w następnym rozdziale, który btw zamierzam dodać przed 14 września :) raczej można się spodziewać rozdziałów raz na dwa miesiące, mniej więcej :) W każdy razie nie wiem ile tam jest do Torisa stron, ale będzie albo w najbliższym, albo po tym najbliższym, nie dalej :) A do ojca to z pięć rozdziałów. Ale ooooo, będzie się działo, w obu wypadkach :D
      No, jak mówiłam, nie będziesz musiała :) 14 września, może 13, we will see, ale na pewno przed wyjazdem coś dodam :)
      dzięki piękne i pozdrawiam :)

      Usuń
    2. No wiesz, 15 września, a noci nadal ni widu ni słychu. :D
      Skandal!Kończ waść, wstydu oszczędź.

      Jesteś jedną z tych nielicznych, baardzo nielicznych autorek, które są faktycznie autorkami. Uwielbiam czytać twoją historię. Hetalie znam, aczkolwiek po samym anime (które mi się średnio podobało) nie miałam wizji na łączenie kogoś z Polską. A te wszystkie love-hejtowe PrusPole, RusPole przedstawiane jako sadomasochistyczne związki (choć z logicznego punktu widzenia, tego normalnie dać się nie da) bardziej działały na nerwy, niż na wzrost fangirlingu we krwi. LietPol jest zaliczany do kolejnej katastrofy ziemskiej, zaraz po przepowiedni Majów i piwa z Tesco - tego tyle jest. Generalnie można już wymiotować, szczególnie że tam też poprawność polityczo-historyczna kuleje, szczególnie po Wilnie. (Jeśli nie wiesz o co chodzi, a gadasz z Litwinem - wiedz, że chodzi o Wilno!). Jedynym pairingiem z którym się nawet zgadzałam jest Polska x Węgry. No ale tu bardziej widziałam ich jako naprawdę dobrych przyjaciół, niemniej jednak nie działa mi na nerwy jak tamte poprzednie i mogę go spokojnie oglądać... Co do reszty shippingów z naszym krajem, to większość jest kompletnie wyssana z palca, nawet ugruntowania hejtowego wynikającego z historii nie ma. Czarna rozpacz, gdy widzi się ałtoreczkę która próbuje wszystkimi siłami udowodnić że Chiny x Polska to naprawdę powinien być kanoniczny pairing, no bo przecież mamy majtki made in China. A podkład angstu jest, bo Felek ma dylemat: kupić, nie kupić, bo on jest przecież patriotą.

      Trafiając na twojego bloga: Szwecja x fem!Polska. SvePol... no cóż, spodziewałam się a) albo kolejnej ałtoreczki której wybór parowania jest totalnie losowy, bo tak jej wyszło z fusów w herbacie.
      b) albo substytutu RusPola, tylko że z Bercią zamiast Rosji i Felkiem w spódnicy. W każdym bądź razie - dużo angstu, dramy, depresji i marihuany.
      No to zabieram się do czytania!
      ...
      I powiem ci, że widzę - jak bardzo się myliłam. Już po kilku zdaniach czułam że zapowiadało się świetnie! Twój blog jest jedynym blogiem którego czytam na bieżąco. I z niecierpliwością zerkam codziennie, "czy ta Freyja dodała coś, czy nie. DAWAĆ NOCIĘ BO WPIERDOL" xD W życiu nie spodziewałam się że można tak dobrze napisać wątek romantyczny (SvePola jeszcze O.o). I to zmieszałaś z akcją, świetnymi postaciami które po prostu się lubi. Każdy ma wady, każdy zalety. Każdy żyje. Bohaterów chciałoby się w rzeczywistości (No, może pomijając Wittenberga xD). Generalnie kreacja postaci - po prostu fenomenalna. Idealnie wiesz jak zrównoważyć akcję, by nie było nudno. Wolno rozwijasz charaktery, dajesz im się popisać. Nie spieszysz z wątkiem Bercia x Cecylka (za co naprawdę duży plus)! I twoje opisy mogę czytać i nie przewijać. A wiedzę historyczną to ty masz, i świetnie wpasowujesz bohaterów w te realia. A to mało kto umie. Nigdy nie spodziewałam się że trafię wreszcie na taki blog, na taką historię (i to z Hetalii) która nie będzie 20-minutową popierdółką napisaną na kolanie, i bez tego całego teatru dramy, tak często nadużywanego w pairingach z Polską. Widać że wkładasz w to dużo siły. Absolutnie nie zaniechaj pisania, nie ważne jak na fizyce będą cisnąć XD

      Niech Bercia będzie z tobą!Amen.

      *pozdrawia uradowany INTJ, też niezrozumiały fizyk*

      Usuń
    3. Ej ten komentarz jest piękny i w ogóle obrosłam w piórka, ale jestem chora i dodatkowo na wyjeździe, także pozwolisz, że odpisze jutro jak będę miała chwilkę i przy okazji przestanę zdychać na katar? :c
      Chciałam tylko dać znać ze żyję, przeczytałam i odpowiem,tylko nie o tej porze bo umieram ;_; a i rozdział planuję dodać z wyjazdu, także nie bój nic, na dniach będzie :D

      Usuń
    4. Nie ma problemu! Życzę powrotu do zdrowia, biedny człowieku D: Dodasz kiedy będziesz mogła, oczywiście))

      Usuń
    5. Dzięki piękne, już mi lepiej, no i zimno się zrobiło, nic nie robimy, to może sprawdzę ten rozdział i dodam :) na pewno w tym tygodniu się pojawi, bo zanim wrócę na uczelnie to już muszę to zrobić, a niestety zaczynam juz za tydzień ;_; :) w każdym razie postaram się już dziś ogarnąć i rozdział, i odpowiedz :) a teraz uciekam na obiad :)

      Usuń
    6. Jesus Christ ja Ci odpiszę na ten komentarz, ale dopiero jak wrócę z wyjazdu, w przyszłym tygodniu, dobrze? A tym czasem masz swojego wyczekanego rozdziała :)

      Usuń
    7. Tak tak taaaak! A ja już następny komć wstawiłam XD *trolololo* No cóż, dbam o dobre zagospodarowanie twojego czasu wolnego. : D

      Usuń