niedziela, 13 września 2015

Rozdział XIV






Mężczyzna był do Bernharda tak uderzająco podobny, że Cecylia nie miała słów, by to opisać — to samo straszne, chłodne i zasępione spojrzenie, tak samo ściągnięte jasne brwi, tak samo zaciśnięte, wąskie usta, te same rysy twarzy, tylko nos trochę bardziej kościsty i garbaty. No i wyglądał trochę starzej niż jej znajomy.
Cecylii serce podeszło do gardła i kolana się pod nią ugięły. Mężczyzna cały czas trzymał jej ramię, i całe szczęście, bo inaczej mogłaby nie ustać. To był koniec — Cecylia była tego pewna. Teraz już nic jej nie uratuje.
— Nie jestem Bernhard — powiedział mężczyzna głosem równie niskim i zachrypniętym, co jej Szwed, choć odznaczającym się inną, jakby mniej szorstką barwą. Cecylia nawet nie zdążyła się zdziwić, że mówi naprawdę ładnie i płynnie po polsku — niemal nie słyszała w jego słowach szwedzkiego akcentu. — A waćpanny nie powinno tutaj być.
— Obawiam się, że masz waść rację — odrzekła Cecylia, starając się, by głos jej nie drżał. — Co pan teraz ze mną zrobi?
Puścił jej rękę i zmierzył ją z góry poważnym, posępnym spojrzeniem.
— Nie jesteś służącą? — Bardziej stwierdził, niż zapytał. — Służąca nigdy by się w taki sposób do mnie nie odezwała. Do nikogo tutaj. Ty się boisz w zupełnie inny sposób.
— Oczywiście, że jestem… —  spróbowała skłamać, ale dostrzegła cień irytacji w oczach Szweda.
— Niech waćpanna nie kłamie — powiedział z naciskiem, ale Cecylia nie dostrzegła żadnej groźby w jego głosie. — Nie masz pojęcia, kim jestem. Gdybyś naprawdę tu służyła, wiedziałabyś to doskonale.
Nie było już sensu kłamać, ale przecież Cecylia nie mogła przyznać się wprost, że została tu przysłana na przeszpiegi. Pomimo, że sprawa była właściwie dość oczywista.
Szwed spojrzał na ładnie zdobiony fotel, który stał przed biurkiem. Skinął w jego kierunku głową.
— Niech waćpanna usiądzie.
Cecylia zawahała się przez moment. Czego on mógł od niej chcieć? Powinien ją po prostu aresztować, nic więcej. Dlaczego więc kazał jej usiąść? Cecylii wcale się to nie podobało, posłuchała jednak.
Szwed oparł się o biurko i spojrzał na nią surowo.
— Mam do waćpanny tylko dwa pytania — rzekł wzorową polszczyzną. — Od jak dawna szpiegujesz i co ma z tym wspólnego Bernhard?
— Nic — zarzekła się od razu, kładąc dłoń na sercu. Nie chciała, żeby Bernhard miał z jej powodu jakieś kłopoty. I tak już dość narozrabiała. — On naprawdę nie ma z tym nic wspólnego, ja tylko waćpana z nim pomyliłam… Jesteście tacy podobni…
— Oczywiście, że jesteśmy podobni — odparł jej na to Szwed, uśmiechając się półgębkiem. — Jestem jego bratem.
Cecylia zamrugała, zdziwiona. Och, tak — to by wiele wyjaśniało. Wysoko postawiony brat był chyba wystarczająco dobrym dla żołnierzy powodem, by Bernharda słuchać. Ale właśnie, kim on takim był…? Czy to możliwe, żeby…?
— Kim pan jest? — zapytała Cecylia, ale była niemal pewna, że zna odpowiedź na swoje pytanie.
— Bengt Oxenstierna — wyciągnął do niej rękę, a ona podała mu swoją, choć ostrożnie i z rezerwą. Gdy złożył na niej uprzejmy pocałunek, dodał: —  Jestem administratorem ziem Korony zajętych przez nasze wojska. Gubernatorem.
 JA GO ZABIJĘ  — zawołała Cecylia i naprawdę ucieszyła się, że siedzi, bo inaczej na pewno nie ustałaby na nogach. Bernhard Oxenstierna, tak? I nic nie powiedział, łajdak.
Bengt uśmiechnął się krzywo. Cecylia musiała w duchu przyznać, że był niemal równie paskudny jak Bernhard.
Łukasiewiczówna jęknęła ze zgrozą i ukryła twarz w dłoniach. Boże drogi, co za porażka, gorzej już właściwie być nie mogło. Teraz to Bernhard jak nic ją udusi. A i to chyba lepiej, bo jak wpadnie w ręce komuś innemu… Ale czy Bernhard mógłby teraz coś na to poradzić? Jakoś szczerze wątpiła. Chyba jeszcze nigdy nie była w tak ogromnych kłopotach, jak teraz.
— Skąd pani zna mojego brata? — dobiegł ją głos Oxenstierny, a ona na niego spojrzała.
— Uratowałam go — powiedziała pustym, drżącym głosem. — Kiedy został ranny na Pomorzu.
Na twarz Bengta Oxenstierny wpełzło doprawdy ogromne zdziwienie. Wpatrywał się w nią przez chwilę, marszcząc brwi i jak gdyby próbując sobie coś przypomnieć.
— Waćpannie na imię Cecylia? — spytał ją w końcu, a ona pokiwała głową.
— Tak — powiedziała. — Cecylia Łukasiewicz we własnej osobie.
— Łukasiewicz? — powtórzył po niej. — Brzmi znajomo.
— Wydaje się panu — bąknęła, a on nie drążył już tematu. — Was, Oxenstiernów, jest jak psów, z tego co zdążyłam się zorientować. Z Łukasiewiczami jest podobnie.
Gubernator uśmiechnął się na jej słowa.
— Chyba nie mogę się nie zgodzić — rzekł, ale już po chwili spoważniał. — Dziękuję pani. Jestem szczerze wdzięczny za pomoc, jaką waćpanna okazała mojemu bratu. Chciałbym móc się jakoś pani zrewanżować, bo to dla mnie osobiście znaczy bardzo wiele.
— Zgaduję, że puszczenie mnie wolno nie wchodzi w rachubę? — spróbowała Cecylia, a uniesione wysoko w górę brwi Szweda powiedziały jej, że ma świętą rację. — A może mnie pan przynajmniej nie zabijać? Wiesz waść, chyba nie będzie niespodzianką, jeśli powiem, że chciałabym jeszcze trochę pożyć…
— Nie zamierzałem cię zabić, Cecylio — powiedział, marszcząc brwi. — Erik może będzie chciał, jak się dowie, ale póki co, to ja tu rządzę. I póki tak jest, to tobie z głowy włos nie spadnie. Ale puścić cię nie mogę.
Pokiwała głową. Prawda była taka, że po gubernatorze spodziewała się czegoś o wiele gorszego. Na przykład takiego Erika Oxenstierny. Nie potrafiła nawet się na niego wściekać — było w nim coś, przez co Cecylia wierzyła, że naprawdę chciał dla niej jak najlepiej. Najpewniej właśnie przez to, jak pomogła Bernhardowi.
— Co pani wie? — zapytał ją znów, a ona pokręciła głową.
— Najżałośniejsze w tym wszystkim jest to, że absolutnie nic — skłamała gładko i bez wahania. — Nawet nie znam szwedzkiego. Znaczy, trochę rozumiem, ale czytać nie umiem. Ukradłam list w którym pojawiło się nazwisko mojego narzeczonego, ale Bernhard mi go zabrał. Nie wiem, co w nim było. A tu nic nie znalazłam.
— Oczywiście, że nie znalazłaś, bo nie trzymam ważnych dokumentów na wierzchu — odpowiedział. — Pani Cecylio, chciałbym panią puścić. Ale jeśli pani kłamie, a tego nie mogę sprawdzić, to czyjaś głowa poleci. I to będzie moja głowa.
— I co ze mną zrobicie?
— Zobaczymy.
— Pan myśli, że ja nie wiem, co tu się wyprawia? — powiedziała trochę agresywnie, kuląc się. — Że ja nie wiem, że rozkradacie stąd wszystko co się da, że zarzynacie naszych ludzi i… I co wasi żołnierze tu robią… I mnie też to zrobicie. Te wasze „zasady”, których nie potraficie przestrzegać. Co innego obiecywaliście. Wierzę w pana dobre intencje, ale przecież pan mnie nie będzie pilnował. Jak przyjdzie szturm, to nikogo nie będę obchodziła i mnie zarżniecie. A jak nie przyjdzie, to będę na waszej łasce. I przyjdzie taki moment, że mi pan nic nie pomoże, że i tak zrobią, co będą chcieli. A z resztą, to pan przecież nie zabronił robić im tego, co robią. Jaką mam pewność, że w moim wypadku pan zabroni?
— Żadnej — zgodził się. — Musi mi waćpanna zaufać. Nie stanie się pani żadna krzywda. Nie pozwolę skrzywdzić kobiety, która uratowała życie mojemu bratu. Tak wielki dług trzeba jakoś spłacić. A ja nie znajduję przyjemności w patrzeniu na czyjeś cierpienie i przyzwalaniu na nie. W przeciwieństwie do niektórych — warknął pod nosem, ale ta uwaga nie była przeznaczona dla Cecylii. — Nie ma pani wyjścia. Albo zrobimy to po dobroci, albo będzie nieprzyjemnie. A naprawdę nie chcę, aby było. Tak czy inaczej gwarantuję pani należyte traktowanie. Inaczej polecą głowy.
— Szkoda, że pan jest taki szlachetny tylko względem mnie — warknęła Cecylia, która — kiedy poczuła się pewniej — uznała, że nic wielkiego się nie stanie, jeśli wyleje swój żal. Który był przecież jak najbardziej słuszny. Przynajmniej jej zdaniem. — Skoro jest pan gubernatorem i to pan tu rządzi, to czemu pozwala pan na to wszystko, co pańscy ludzie tu wyrabiają?
— Po pierwsze, to nie mój rozkaz. Ja nie mam wpływu na pewne rzeczy, powinna to pani zrozumieć. Są ludzie postawieni wyżej ode mnie — odrzekł jej na to, a Cecylia zmarszczyła brwi. Spodziewała się raczej odpowiedzi w rodzaju „nie muszę się pani tłumaczyć”, zdziwiło ją więc to, co Oxenstierna mówił. — A po drugie, to jak pani to sobie wyobraża? Nie podoba mi się to, co się tu dzieje. Jeśli jednak nie zabierzemy stąd łupów, Szwecja do końca świata się nie wypłaci.
— Nie muszę chyba panu mówić, jak mało mnie to obchodzi.
— Domyślam się — skrzywił się Bengt. — Mnie już trochę bardziej.
— Rabunek to jedno, ale mordy i gwałty to zupełnie co innego — zauważyła Cecylia. — Oni się wcale nie hamują, i pan o tym doskonale wie.
— Wiem — pokiwał głową. — Powiem pani jedno, pani Cecylio. Nie pochwalam tego. Uważam to za niepotrzebne i zbędne barbarzyństwo. Tylko niech się pani teraz zastanowi. Gdybym miał ścinać każdego żołnierza, który dopuścił się mordu albo gwałtu na waszych ludziach, to najpewniej niemiałbym już armii.
— Może nie powinniście jej mieć, jeśli nie potraficie utrzymać jej w ryzach — prychnęła Cecylia i uśmiechnęła się krzywo, krzyżując ręce pod biustem.
— Wie pani, co mnie w całej tej sytuacji najbardziej dziwi? — zaczął Bengt, ignorując całą jej wcześniejszą wypowiedź. — Że pani powinna się teraz trząść ze strachu albo błagać o litość, a pani tu siedzi i prawi mi kazania. Ma pani naprawdę szczęście, że trafiła na mnie, bo gdyby to był marszałek Wittenberg, a mogło się tak zdarzyć, to najpewniej zamiast z panią dyskutować, to rzuciłby panią swoim żołnierzom na pożarcie. W przenośni, oczywiście.
— Czyli co, to był jego rozkaz? — zapytała Cecylia, ignorując z kolei jawne ostrzeżenie Oxenstierny.
Szwed uśmiechnął się krzywo w odpowiedzi.
— Nie, nie jego — odrzekł. — Marszałek raczej stara się przestrzegać obiecanych wam praw, choć na pewno nie upiera się przy tym tak, jak ja. On po prostu jest dość drażliwy, a pani dość irytująca, co zwyczajnie nie daje dobrego połączenia. On szybko by panią uspokoił, ale ja osobiście nie uznaję takich metod.
— Cóż za łaskawość z pana strony — zakpiła.
— Dać pani palec, to od razu by pani chciała całą rękę. — Oxenstierna pokręcił głową. —Niech mi pani lepiej powie, czego pani szukała?
— Nazwisk zdrajców — wzruszyła ramionami. — Podano mi konkretne słowa, których mam szukać, bo, jak mówiłam, nie umiem czytać szwedzkiego. I tak niczego nie znalazłam. Złą osobę sobie do roboty wybrali, ale nikogo innego nie było. Tylko ja byłam na tyle głupia, by wleźć prosto w paszczę lwa. Dosłownie i w przenośni.
Cecylia, naturalnie, przemilczała kwestię kilku podsłuchanych rozmów — zarzekając się, że ledwie zna szwedzki, mogła choć odrobinę polepszyć swoją sytuację. Bo przecież, jeśli Szwedzi dowiedzieliby się, że jednak wbrew temu, co mówiła czegoś się dowiedziała, to mogłaby być pewna, że nigdy nie wyjdzie z Zamku Królewskiego w całości.
— Głupia albo odważna. — Bengt uśmiechnął się nieznacznie. — Albo oba na raz, bo to zwykle idzie w parze.
— Wedle uznania, panie Oxenstierna. — Cecylia westchnęła i spojrzała na niego poważnie. — Co teraz?
— Teraz? — zapytał, unosząc brwi. — Och, teraz pójdzie pani się wyspać, bo będzie pani miała jutro ciężki dzień. Jak marszałek i kanclerz się dowiedzą, to nie dadzą pani spokoju.
Cecylia zamrugała zdziwiona.
— Tak po prostu?
— Owszem, tak po prostu — odrzekł i wyciągnął do niej rękę, aby pomóc jej wstać. Cecylia po długiej chwili wahania przyjęła pomoc.
Dłoń Bengta Oxenstierny była ciepła i silna, a przy tym bardziej miękka niż szorstka dłoń Bernharda. Był też odrobinę niższy niż jej Szwed, różnica jednak była niewielka — Bengtowi również Cecylia nie sięgała nawet do ramienia. Łukasiewiczówna założyła, że Bernhard był młodszym z rodzeństwa — sugerowały jej to zarówno ich stanowiska, jak i wygląd.
Gubernator prowadził ją korytarzem w stronę prywatnych pokojów, tak przynajmniej przypuszczała. Nie trzymał jej nawet za rękę, nie związał — zupełnie nic. Nie było właściwie takiej potrzeby, bo Cecylii za skarby świata nie udałoby się uciec niepostrzeżenie z najeżonej szwedzkimi żołnierzami twierdzy. Oxenstierna nawet nie oglądał się, czy Cecylia za nim idzie. A jej nawet przez myśl nie przeszło, żeby nie iść. Ten człowiek, pomimo raczej ponurej i dość nieprzyjemnej aparycji sprawiał wrażenie człowieka charyzmatycznego, honorowego i godnego zaufania. Cecylia nie wiedziała ile w tym odczuci było prawdy, czy rzeczywiście taki był — w końcu to polityk, tak więc nigdy nie było wiadomo, czego się po takim spodziewać.
Otworzył przed nią drzwi jednego z pokojów, przez nikogo nie zamieszkanego, jak Cecylia zdążyła zauważyć. W ciemności ciężko było jej coś zobaczyć, jednak Oxenstierna zaraz zapalił świece i problem sam się rozwiązał.
— Przyjdę po panią rano.
— Żadnego „Niech pani nie próbuje uciekać”? — zapytała Cecylia, unosząc brwi.
— Próbować pani może. — Gubernator uśmiechnął się odrobinkę.
Gdy zamknął za sobą drzwi, Cecylia słyszała jeszcze jak mówi coś do stojących na korytarzu żołnierzy. Podeszła więc do drzwi, by lepiej słyszeć.
— Nazwiska? — zapytał bardzo oschłym i urzędowym tonem.
— Knut Svensson i Kristoff Berg, panie gubernatorze! — odparł mu dziarsko męski głos.
— Pod kogo podlegacie? — dopytywał się Oxenstierna.
— Pod pana majora Gustawa Oxenstiernę, panie gubernatorze.
— Doskonale — oświadczył Bengt. — Dziś podlegacie więc pode mnie. Sprawa wagi państwowej. Macie tu stać i pilnować, żeby dziewczyna stąd nie wyszła. Macie nikogo nie wpuszczać, prócz mnie. Nawet feldmarszałka i kanclerza, jeśli z jakiegoś powodu by o to poprosili. Odesłać ich do mnie. A już przede wszystkim nie wpuszczać tam moich braci. Obu. Macie do dziewczyny nie wchodzić, chyba, żeby naprawdę coś się działo. Macie pilnować jej jak oka w głowie. Jeśli choćby włos spadnie jej z głowy, bez względu na to z czyjej ręki, to odpowiecie za to przede mną. Zrozumiano?
— Tak jest, panie gubernatorze!
— Spocząć — powiedział szorstko Oxenstierna. Po chwili jednak jego głos wyraźnie złagodniał. — Nie miejcie takich min, chłopcy. Po prostu tu stójcie, nie będziecie mieli problemów.
Cecylia odeszła od drzwi i usiadła ciężko na łóżku. Tak, miała nie lada kłopoty, to nie ulegało żadnej wątpliwości. Cóż mogła jeszcze zrobić? Była zdenerwowana i roztrzęsiona, ale miotanie się po pokoju nie miało najmniejszego sensu. Nic nie mogła już na to poradzić.
Położyła się na łóżku i zwinęła w kłębek. Sen długo nie chciał przyjść. Cecylia zastanawiała się nad tym, jak zniesie jutrzejsze spotkanie z pozostałymi dowódcami, bo domyślała się, że jej to nie ominie.
No i był jeszcze Bernhard — co zrobi, kiedy się dowie? Na pewno będzie wściekły, ale już nawet nie o to chodzi — Cecylii zrobiło się bardzo przykro, że teraz pewnie już więcej go nie zobaczy.

*

Bengt Oxenstierna przyszedł po nią rano tak, jak obiecał. Nikt jej nie niepokoił przez całą noc, a i ona nie niepokoiła nikogo. Stanęła przez gubernatorem zmęczona i niewyspana, bo nerwy nie pozwoliły jej zasnąć na dłużej niż dwie— trzy godziny.
Dopiero za dnia w wyraźnym świetle dostrzegła jak ogromne podobieństwo istniało pomiędzy nim a Bernhardem. Teraz wcale się już nie dziwiła, że w mroku, jaki panował poprzedniego wieczora w gubernatorskim gabinecie pomyliła go z młodszym bratem.
— Powiedziałem o pani marszałkowi i kanclerzowi — zwrócił się do niej, kiedy wyszli na korytarz. Żołnierze stojący na warcie przez całą poprzednią noc obrzucili ją pełnymi zaciekawienia, choć zmęczonymi spojrzeniami. — Marszałek dostał szału, od razu panią uprzedzam. Kanclerz i mój brat przyjęli to raczej spokojnie.
— Bernhard? — zapytała Cecylia i miała ochotę palnąć sobie w łeb, kiedy dotarło do niej jak wielka nadzieja zabrzmiała w jej głowie. Gubernator jednak zdawał się tego nie zauważać.
— Nie, Gustaw.
Och, świetnie, pomyślała Cecylia. Więc z dwójką z nich już się znała. Miała tylko nadzieję, że żaden jej nie zapamiętał.
— Pani Cecylio, mogę mieć do pani prośbę? — zapytał ją poważnie Bengt, a ona spojrzała na niego z uwagą. — Proszę nie wspominać przy nich o Bernhardzie. Oni wiedzą, że pani go uratowała, i że się znacie, ale niech pani nie przyznaje się, że o pani wiedział. Nie chce pani, żeby miał kłopoty?
— Oczywiście, że nie — bąknęła Cecylia w odpowiedzi. — Proszę być spokojnym, nic nie powiem. A czy on wie, że…
— Nie, nie powiedziałem mu — odpowiedział jej gubernator, zatrzymując się przed drzwiami jego gabinetu. Z wnętrza dobiegały zdenerwowane głosy. — Właściwie, to nawet go nie widziałem od wczoraj. Proszę bardzo, to tu. Proszę się przygotować, panno Cecylio, bo marszałek na pewno spróbuje wgnieść panią w ziemię.
— Jeszcze zobaczymy — mruknęła Cecylia, którą nagle ogarnął bardzo bojowy nastrój.
Bengt nic nie powiedział na te uwagę, ograniczył się jedynie do pełnego powątpiewania uniesienia brwi. Otworzył przed nią drzwi i wpuścił do środka.
Zgromadzeni w gabinecie natychmiast niemal zamilkli. Na twarzach Erika i Gustawa Oxenstiernów wykwitło niezmierne zdziwienie, przy czym ten drugi już po chwili zaczął się szczerzyć, przypominając sobie chyba kim takim właściwie jest ta Cecylia, i że już mieli okazję się poznać. Jeśli zaś chodzi o marszałka Wittenberga, to Łukasiewiczówna jeszcze nigdy nie widziała kogoś, kto spoglądałby na nią z tak jawną i nieskrywaną pogardą. Feldmarszałek wcale nie wyglądał na typowego Szweda (Cecylia, właściwie, nie była pewna, czy on w ogóle był Szwedem) — nosił długie, ciemne włosy, podobny wąs i w ogóle wyglądał raczej bardziej na południowca. Chyba tylko i wyłącznie w jego wypadku oczekiwania Cecylii co do wieku osoby na podobnym stanowisku nie rozminęły się zbytnio z prawdą. Był widocznie starszy zarówno od kanclerza, jak i gubernatora, nie wspominając już nawet o majorze Gustawie, który wyglądał na najmłodszego z towarzystwa. A więc i on był bratem Bernharda? Cecylia nie dostrzegała pomiędzy nim a wesołym, przystojnym, rudowłosym majorem żadnego podobieństwa.
— Och, witaj, ptaszyno — wyszczerzył się do niej Gustaw, a Erik przewrócił na to oczami. — Pamiętasz nas jeszcze?
Tłumaczeniem rozmowy zajął się Bengt.
— Niestety tak — burknęła Cecylia. — Pamiętam każdego Szweda, który władował mi się z buciorami do mojej wsi.
— Wiesz, do kogo mówisz, dziewczyno? — warknął w jej stronę Wittenberg. Cecylia już wiedziała, że tego człowieka znienawidzi. I że on chyba już nienawidzi jej.
— Doskonale wiem  — odrzekła, starając się, by jej głos zabrzmiał jak najbardziej wyniośle. Cecylia potrafiła odgrywać naprawdę zarozumiałą panienkę, kiedy bardzo tego chciała. — Ale to jeszcze nie znaczy, że będę się przed kimkolwiek tutaj płaszczyć. Niedoczekanie pańskie, mości feldmarszałku.
Tak, teraz Cecylia, patrząc na minę Wittenberga, była pewna, że już jej szczerze nienawidzi. Człowiek na jego stanowisku i dodatkowo o takim usposobieniu chyba nie zwykł do rozmawiania z kimś w podobnym tonie.
— Pani nie jest w najlepszej pozycji do dyskutowania w taki sposób, jak pani to robi — zauważył chłodno kanclerz. — Czy pani sobie zdaje sprawę z tego, że może zostać postawiona pod sąd?
— Proszę bardzo — rzekła, krzyżując ręce pod biustem. Zakładała, że to blef — gubernator twierdził, że ma w Warszawie zwierzchnią władzę, a Cecylia postanowiła mu zaufać. — Co mi zrobicie? Zastrzelicie mnie? Powiesicie? Gorsze rzeczy mogą mi się przytrafić poza murami. To zaszczyt umrzeć w imię ojczyzny.
Cecylia tak naprawdę wcale nie podchodziła do sprawy w ten sposób — chciała tylko i wyłącznie jednego: przeżyć. Łukasiewiczówna bardzo, bardzo nie chciała umierać, a już na pewno nie była pierwszą w kolejce do oddawania życia za ojczyznę. Zawsze była zdania, że lepiej być żywym i pracować na jej korzyść niż za nią umierać. Mogła sobie jednak pozwolić na podobne dyskusje, bo pomagały jej zachować twarz — cały czas jednocześnie miała nadzieję, że Bengt Oxenstierna naprawdę wywiąże się z obietnicy i nie da jej zabić. Bo jeśli nie, to w ten sposób tylko i wyłącznie się pogrążała.
— Więc po prostu to zróbmy i będzie po problemie — oświadczył Wittenberg, łypiąc na nią groźnie. Cecylia  już miała się odezwać, ale poczuła ciężką dłoń gubernatora na swoim ramieniu, spojrzała więc na niego. Spoglądał na Wittenberga z niewyrażającym absolutnie niczego wyrazem twarzy.
— Nikogo nie będziemy zabijać — oświadczył. — Wiecie co ta kobieta zrobiła dla mojej — naszej — rodziny. Nie spadnie jej włos z głowy.
— Jesteś stanowczo zbyt delikatny, Bengt — stwierdził Wittenberg, łapiąc Cecylię za podbródek. Z trudem powstrzymała się przed uderzeniem go, jednak wiedziała doskonale, że to mogłoby rozpętać istne piekło. — Gdyby na mnie trafiła, to już wisiałaby na dziedzińcu.
— Ale nie trafiła, więc nie mamy o czym rozmawiać — rzekł stanowczo Bengt i Cecylii nagle przyszło do głowy, że między nimi chyba od dawna panuje jakaś nieprzyjemna atmosfera. Widocznie panowie mocno za sobą nie przepadali. A Cecylia bardzo źle czuła się po środku tego konfliktu — na całe szczęście jednak obaj mężczyźni zrezygnowali z kontynuowania tej dyskusji, zabierając jednocześnie ręce od Cecylii, na co ta z trudem powstrzymała się od odetchnięcia z ulgą.
— Czułem w kościach, że waćpanna jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa — rzekł kanclerz, a wszystkie spojrzenia zwróciły się na niego. — I na co to pani było?
— Pan, panie kanclerzu, jest kłamcą i oszustem — rzekła Cecylia, mrużąc oczy. —I z panem nie zamierzam rozmawiać.
— Kłamcą i oszustem? — zdziwił się. — Rozmawiałem z panią raz. Nawet o pani nie pamiętałem, do dziś. Kiedy panią okłamałem i oszukałem?
— „Proszę się oddać pod PROTEKCJĘ Karola X Gustawa” — zakpiła Cecylia. — „Chcemy uniknąć niepotrzebnego rozlewu krwi”. „Proszę współpracować, to załatwimy wszystko po dobroci i nie będzie nieprzyjemności”. Współpracowałam. I co? Otrzymałam to, co otrzymałabym, gdybym się sprzeciwiała. Więc teraz sprzeciwię się jawnie, skoro podporządkowanie się i tak mnie nie ochroni. Kłamcy i oszuści, wszyscy jesteście tacy sami.
Erik Oxenstierna zmarszczył na jej słowa brwi.
— Nie mam pojęcia o czym pani mówi — odrzekł i było w jego głosie coś, przez co Cecylia nie śmiała mu nie wierzyć.
— Więc kto przysłał tych żołnierzy do Łukowców? — spytała Cecylia, spoglądając po zgromadzonych niepewnie. — Rozkradli wszystko, spalili mój dom. Pan mi obiecał coś innego!
— Po pierwsze, to nie jestem w stanie upilnować wszystkich żołnierzy w tym kraju — rzekł w jej stronę. — A po drugie, to pani naprawdę sądzi, że nie miałem na głowie niczego większego niż palenie wsi na Pomorzu? Na Pomorzu, które już dawno zajęliśmy? Tym bardziej, jeśli pani współpracowała? Obietnice obietnicami, ale to nie miałoby żadnego sensu.
— Więc kto w takim razie…
— Ja — Cecylia usłyszała głos Wittenberga i spojrzała na niego, całkiem zaskoczona.
— A to z jakiej racji? — warknęła w jego stronę Łukasiewiczówna, robiąc niespokojny krok do przodu, dłoń Bengta Oxenstierny jednak znów spoczęła na jej ramieniu, tym razem, by powstrzymać ją od ataku na feldmarszałka.
— Poszukiwaliśmy brata pana gubernatora — rzekł głosem obrzydliwie protekcjonalnym, pełnym jednocześnie politowania i kpiny. — A mnie doszły słuchy, że znajduje się w Łukowcach. Że Polacy go tam niemal zabili. Co miałem sobie pomyśleć? — spytał z teatralnym żalem w głosie. — Naturalnie przyszło mi do głowy, że jest w tej twojej wsi przetrzymywany wbrew swojej woli. Wysłałem więc mały oddział, by go znaleźli. A że sobie pofolgowali… Cóż, to jest wojna. Spójrz prawdzie w oczy, dziewczyno. Oczekujesz, że wróg będzie was chronił?
— Mamy swoje prawa — warknęła Cecylia.
— Nie, głupia — odpowiedział jej szorstko Wittenberg. — Nie macie żadnych praw. Jeśli jakichś chcecie, to o nie zawalczcie.
— Obiecaliśmy im prawa i dobrze o tym wiesz — usłyszała nad sobą głos Bengta. Ku jej zdumieniu, Erik pokiwał na to głową.
— Przestrzegam ich na tyle, na ile mogę — powiedział Wittenberg, unosząc ręce w geście kapitulacji. — Ale ani ja, ani ty nie jesteśmy w stanie upilnować całej armii. Czy moje podejrzenia nie były naturalne? Były. Chciałem ratować waszego brata i kuzyna, a mojego przyszłego zięcia. A że okazało się, że byłem w błędzie, to jest zupełnie osobna kwestia. Cóż, zdarza się.
Cecylia na chwilę została zbita z tropu i zamrugała nerwowo. Przyszły zięć? To Bernhard miał narzeczoną? Po chwili jednak skarciła się za to, że w ogóle myśli w podobny sposób. I zauważyła coś innego.
Zdarza się? ZDARZA SIĘ?
— Omal tam wszyscy nie pomarliśmy — zawołała oskarżycielsko Cecylia. — Zabrali mi wszystko, nawet suknię ślubną! Wszystko!
— Takie są prawa wojny, dziecko — odpowiedział jej Wittenberg, a ona poczuła, że jej cierpliwość właśnie się skończyła.
Sama nie wiedziała, co chciała zrobić — udusić go, uderzyć, cokolwiek. Nie docierało do niej, że przecież nie miała żadnych szans, że jej działanie zupełnie nie miało sensu i mogło przysporzyć jedynie kolejnych problemów. Pewnie i tak rzuciłaby się na wyższego o głowę Szweda, gdyby nie Bengt Oxenstierna, który z pewnością wyczuwał co się święci i złapał ją za ramię, nie pozwalając się ruszyć z miejsca. Cecylia szarpała się z nim chwilę, ale na marne. Uspokoiła się w końcu, chociaż na tyle, żeby stanąć spokojnie i tylko łypać na Wittenberga z największą nienawiścią, a jaką było ją stać. Wyraz triumfu na jego twarzy doprowadzał ją do szału.
I w tym momencie gęstą ciszę przerwało pukanie do drzwi.
— Kto? — zapytał dziarsko Bengt, odwracając się w stronę drzwi.
— Bernhard — dobiegła ich odpowiedź, a Cecylii wnętrzności aż się skręciły — nie wiedziała, czy bardziej ze strachu, czy ze szczęścia.
Gubernator wahał się przez chwilę.
— Wejdź — rzekł w końcu.
Gdy wysoki, posępny Szwed wszedł do gabinetu, jego wzrok natychmiast padł na zgromadzonych. Przesunął się najpierw po członkach rodziny i feldmarszałku, by w końcu paść na Cecylię. Po raz pierwszy Łukasiewiczówna widziała w oczach Bernharda tak wyraźne emocje — jego oczy zrobiły się wielkie, zaskoczone, brwi zmarszczyły się w wyrazie najwyższej konsternacji. A potem na jego ponurą twarz wkroczyła złość, która narastała z każdym szybkim i pewnym krokiem w ich stronę.
Jego ręka zacisnęła się na jej ramieniu, zmuszając ją, by odwróciła się w jego stronę. Cecylia zadarła głowę do góry, by móc spojrzeć mu w oczy, a on z kolei musiał się zgarbić. Przez chwilę mierzył ją spojrzeniem, pełnym zaskoczenia i złości, by w końcu odezwać się niskim, zachrypniętym głosem.
— Co ty tu robisz, Cecylio? — zapytał ją. — Coś ty najlepszego zrobiła?
— Och, no tak, przecież wy się znacie! — zawołał Wittenberg, zacierając ręce. Miał doprawdy tak podłą minę, że Cecylia z pewnością znów spróbowałaby się na niego rzucić, gdyby nie to, że teraz to Bernhard skupiał całą jej uwagę.
— Chyba aż za dobrze — burknął kanclerz, spoglądając na nich dziwnie. Cecylia i Bernhard spojrzeli na niego zaskoczeni. — To była ona, tak?
Ani Cecylia, ani Bernhard, ani w ogóle nikt ze zgromadzonych najwyraźniej nie wiedział o co kanclerzowi może chodzić. Cecylia zrozumiała to chwilę przed Bernhardem, czując jak na jej policzki wkraczają purpurowe rumieńce.
— Przecież to zupełnie nie tak! — zawołała. Ale było już za późno.
Erik więc powiedział głośno, o co mu chodziło. Cecylia myślała, że spłonie ze wstydu, kiedy kanclerz opowiadał o tym, jak „przyłapał ich” w gabinecie Bernharda. Sądząc po minie jej Szweda, on pewnie czuł się podobnie. Jedynym, co w tym wszystkim pocieszało Cecylię, był widok tego wstrętnego, podłego uśmiechu, jaki z każdym słowem wypowiadanym przez kanclerza spływał z twarzy Wittenberga. Kiedy jednak feldmarszałek spojrzał na Bernharda takim wzrokiem, jakby za chwilę miał kazać nabić go na pal, Cecylia wreszcie skojarzyła fakty, że przecież Bernhard jest narzeczonym córki Wittenberga. No to się porobiło. Teraz już nie wątpiła w to, że Wittenberg rzeczywiście zrobi wszystko, by ją powiesić.
— To nie tak — powiedzieli jednocześnie Bernhard i Cecylia, on po szwedzku, a ona po polsku. Obrzucili się przez moment zaskoczonymi spojrzeniami.
— Później o tym porozmawiamy — uciął Bengt, który też wydawał się co najmniej zaskoczony. Natomiast milczący do tej pory Gustaw wyszczerzył się jeszcze bardziej, jakby świetnie się bawił, słuchając tego wszystkiego. Na pewno jakiś milion razy lepiej, niż feldmarszałek. Cecylia była pewna, że ten człowiek najchętniej tu i teraz poćwiartowałby ją na kawałki. Co najmniej.
— Więc co z nią zrobimy? — zapytał Gustaw, wtrącając się w końcu do rozmowy. — Bądźmy poważni, przecież jej nie powiesimy! Byłoby szkoda. — Gustaw mrugnął do niej wesoło, a Cecylia, pomimo beznadziejności całej sytuacji, poczuła jakąś nagłą falę sympatii do niego.
Bernhard za to spojrzał na niego wzrokiem z gatunku „jeszcze jedno takie słowo, a to ciebie powieszę”. Cecylia domyślała się, że pewnie między nimi panowały podobne relacje, jak między nią a Gilbertem. Na myśl o Prusaku przeszedł ja nieprzyjemny dreszcz. W jednej chwili dotarło do niej, że najprawdopodobniej już nigdy nie zobaczy ani jego, ani nikogo ze swoich bliskich.
— Puścicie do domu? — zaryzykowała Cecylia, a Gustaw roześmiał się głośno.
— Oszalałaś? — zapytał. — To byłoby jeszcze większe marnotrawstwo.
Usta Bernharda zacisnęły się nieznacznie mocniej.
— Na razie zostanie tu — uciął Bengt. Kanclerz pokiwał głową.
— Chcę zapytać o jedno — odezwał się Wittenberg. Cecylia spodziewała się jakiegoś ataku, ale grubo się pomyliła. Przemawiał nad wyraz spokojnym tonem. — Czy jesteś spokrewniona z Julianem Łukasiewiczem?
Wypowiedział jego imię niewyraźnie, z widocznym trudem, nie wspominając już o nazwisku. Ale Cecylia dopiero teraz naprawdę zbladła.
— Nie — skłamała szybko. Chyba za szybko, bo nawet Bernhard spojrzał na nią podejrzliwie. A feldmarszałek uśmiechnął się nieznacznie.
— Obawiam się, że i ty nas okłamujesz — mruknął, wyraźnie z siebie zadowolony. — Spotkałem jednego z jego synów, na pertraktacjach. Każdy, kto go widział, nie uwierzyłby w to, że nie jesteście spokrewnieni. Nie dość, że wyglądacie identycznie, to jeszcze jesteście tak samo bezczelni.
Cecylia uśmiechnęła się mimo woli. Musiała być mowa o najmłodszym z trzech jej starszych braci, Aleksandrze. Co jak co, ale oboje mieli wyjątkowo niewyparzony język.
— Ekhem — mruknął Gustaw. — Przepraszam, ale kim jest Julian Łukasiewicz?
— Dowódcą chorągwi husarskiej koronnej królewskiej — odpowiedział mu Erik, na którego twarz też wkradł się delikatny wyraz zadowolenia.
— Nawet, jeśli dziewczyna naprawdę nic nie wie i można by ją puścić wolno, to uważam, że to idiotyczny pomysł — kontynuował rzeczowym tonem Wittenberg. — Trzeba wziąć okup. Albo zmusić Łukasiewicza do kapitulacji. Poznałem się już z tą rodzinką na tyle, że wiem, że prędzej sobie język odgryzą niż oddadzą się pod szwedzkie zwierzchnictwo. Ale może córeczka w naszych rękach będzie wystarczająco dobrym argumentem, żeby chorążego przekonać. Jan Kazimierz straciłby najważniejszą chorągiew. Przynajmniej tę najważniejszą dla morale żołnierzy.
— To nie jest głupi pomysł — zgodził się po chwili kanclerz.
— Mój ojciec nigdy w życiu nie podda chorągwi i nie wyprze się króla z mojego powodu — powiedziała Cecylia. —Nic z tego nie będzie.
Łukasiewiczówna tym razem naprawdę wierzyła w to co mówi, choć wywoływało to u niej wielki żal. Dla ojca najważniejsze były sprawy narodu, zawsze i wszędzie. Swoje dzieci wychowywał tak, by podzielały jego zdanie, ale w wypadku Cecylii coś poszło bardzo nie tak — nie miała do ojca pretensji, ale żal w niej był, ponieważ wiedziała, że nie przyszedłby jej z pomocą, jeśli musiałby przez to zdradzić króla. Ufałby, że Cecylia doskonale to rozumie. Ale ona nie rozumiała.
— Możemy więc go podpuścić — rzekł Wittenberg. —Osobiście uważam, że gdyby dowiedział się, jak strasznie jego córka tu cierpi i jak brutalnie jest traktowana, to przemyślałby chyba kwestię udzielania jej ratunku…
— Będzie dobrze traktowana — powiedział stanowczo Bengt, a Bernhard wpatrywał się w Wittenberga nieprzeniknionym wzrokiem, jednak Cecylii jego zaciśnięte mocno usta zradzały nerwy, jakie nim targały.
— Będzie, nie będzie. — Pan Arvid przewrócił oczami. — Ty tu rządzisz, Bengt. Ale Łukasiewicz nie musi wiedzieć, że to nieprawda. Chodzi tylko o to, by się poddał albo zapłacił okup. Albo obie te rzeczy, bo czemu nie upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu?
— Moglibyście mu napisać, że obdzieracie mnie ze skóry, a on i tak po mnie nie przyjdzie — warknęła Cecylia. Nie miała co do tego pewności, tylko tak przypuszczała, starając się zdławić w sobie żal.
— Nie masz pojęcia, jak krzywda dziecka może wpłynąć na ojca. —Wittenberg pokręcił głową. — Zostaw to mnie. Już ja sprawię, że to nas twój ojciec zapragnie obedrzeć ze skóry, jak mu naopowiadamy bajeczek o tym, co się tu z tobą wyprawia. Przyleci po ciebie w podskokach.
Cecylia kątem oka widziała, jak Bernhard drgnął — niby nic, ale znała go na tyle, by wiedzieć, że wewnątrz pewnie gotował się ze złości. Podobnie jak i ona. Ojciec, nawet jeśli po nią nie przyjdzie, to na pewno tego Szwedom nie podaruje.
— Mój ojciec urżnie ci za to łeb — warknęła, zaciskając ręce w pięści. — Nie przyjdzie po mnie, ale wierz mi, że jeśli kiedykolwiek wasze drogi się przetną, to to będzie ostatnia rzecz, jaka cię spotka.
— Niech dziewczyna wyjdzie — powiedział w końcu Wittenberg,  spoglądając na Cecylię ostro, jakby zupełnie nie dosłyszał wypowiadanych przez nią słów.
Bengt po chwili wahania skinął na Bernharda głową, dając mu do zrozumienia, by Cecylię wyprowadził.
— Ale on niech zostanie — dodał feldmarszałek, kiedy Bernhard otworzył przed Cecylią drzwi.
Zanim zostawił ją z żołnierzami, nakazując czekać, aż nie wyjdzie, rzucił jej jeszcze spojrzenie, mówiące „nie rób nic głupiego, bo osobiście cię uduszę”. Bernhard nie musiał mówić nic, by Cecylia doskonale wiedziała, co chodzi mu po głowie.
Więc została na korytarzu, oczekując na to, aż ktoś w końcu z tego przeklętego gabinetu wyjdzie.

Gdy Bernhard wrócił do środka, czuł się okropnie, czując na sobie spojrzenia wszystkich. Sądząc po minie Arvida Wittenberga, feldmarszałek planował mord. Na nim, albo na Cecylii. Albo na obojgu, bo przecież dlaczego nie?
— Ta dziewczyna może dużo wiedzieć — odezwał się marszałek tonem zupełnie niepasującym do wyrazu jego twarzy. — Raz, o naszych planach, a dwa: o planach Polaków.
— Ona nic nie wie — powiedział Bernhard, ale widząc minę pana Arvida zaraz tego pożałował.
— Skąd możesz wiedzieć, skoro bardziej byłeś zajęty jej tyłkiem niż swoimi obowiązkami? — wycedził, spoglądając na najmłodszego Oxenstiernę co najmniej nienawistnie.
— Nie byłem z nią — powiedział twardo Bernhard. — To zupełnie nie tak.
— Widziałem — wtrącił dość obojętnym głosem Erik, unosząc brew do góry.
— Nic nie widziałeś — warknął Bernhard, czerwieniąc się.
Oczywiście, że Erik Oxenstierna niczego nie widział, bo nic nie miało między nimi miejsca. Bernhard nie przypuszczał, że Cecylia nie odpuści i cała sprawa się wyda — teraz oboje mieli nie lada problem, a Bernhard nie mógł zostawić Cecylii samej. Nadal był jej dłużnikiem, bez względu na to, z jak wielkich kłopotów przyszło mu ją wyciągnąć.
— Mógłbym cię postawić pod sąd za zdradę — warknął do Bernharda Wittenberg. Była to jawna hipokryzja, bo kiedy jego ludzie dobierali się do Polek, to nie garnął się, by specjalnie ich od tego powstrzymywać. Już nie. Ale w wypadku Bernharda sprawa była osobista. W końcu był narzeczonym Annelise.
— Nie będzie żadnego sądu — wtrącił się Bengt tonem ucinającym dyskusję. — Proszę dać temu spokój, panie Arvidzie. To jest słowo przeciw słowu.
— Nieistotne — warknął jeszcze feldmarszałek. — Jeśli o ciebie chodzi, Bernhard, to nawet nie próbuj w jakikolwiek sposób się wykręcać. Ty już lepiej nic nie mów. Przecież widzę, jak wlepiasz w nią wzrok jak cielę w malowane wrota. Już z dawna słyszałem plotki o tobie i jakiejś służącej… Ale to w to postanowiłem się nie wtrącać. Teraz jednak sprawa wygląda zgoła inaczej. Ale dobrze — zwrócił się do Bengta — sąd nie ma znaczenia. Chcesz bronić swojego braciszka, to proszę cię bardzo, przeciw sobie i tak nic nie wskóramy. Zostawmy to, później się tym zajmiemy. Pomyślałem sobie jeszcze, że można by namówić ją w jakiś sposób do współpracy.
— Ona się za nic nie zgodzi —rzekł kanclerz. — Nie ten typ. Nie jesteśmy w stanie jej przekonać.
— Sądzę, że jednak jesteśmy. — Spojrzał chłodno na Bernharda. — Trzeba ją po prostu trochę uspokoić, ustawić do pionu i przekonać do kilku naszych racji. Skoro i tak ją rżniesz, to możesz równie dobrze…
— To nieprawda — wycedził, ale Wittenberg zignorował jego słowa.
— … to możesz ją nastawić odpowiednio do kilku rzeczy. Odpowiednio, czyli tak, żeby stała się nam choć trochę przychylna. I żeby dała się namówić na współpracę.
Bernhard w końcu nie wytrzymał i uderzył pięścią w stół. Kanclerz i jego brat, Gustaw, aż się wzdrygnęli, ale zarówno Bengt jak i Arvid Wittenberg pozostali niewzruszeni. Gubernator z uwagą śledził toczącą się dyskusję, a feldmarszałek tylko wpatrywał się w Bernharda z najbardziej pogardliwym i chłodnym wyrazem twarzy, na jaki było go stać.
Wewnątrz Bernharda aż się gotowało. Jaki to był uparty osioł, ten Wittenberg, jak on śmiał mówić takie rzeczy? Nawet gdyby to była prawda, to Bernhard nigdy, przenigdy by Cecylii tak nie wykorzystał. Ale nie była, Bernhard nigdy jej nie tknął i nie zamierzał tego robić. Fakt, Bernhardowi przeszło to przez myśl, wtedy właśnie, kiedy całował ją ten jeden, jedyny raz — kto jednak w podobnej chwili by o tym nie pomyślał? To była tylko ulotna myśl, nawet nie jakieś plany, bo Cecylia miała narzeczonego, więc Bernhard nawet nie próbował myśleć o niej w podobny sposób. Lubił ją, szanował, ba, nawet podobała mu się, ale na Boga, to jeszcze przecież nie oznacza, że zamierzał od razu pakować jej ręce pod spódnicę! Z drugiej strony Wittenberg chciał uchodzić za takiego wspaniałego dowódcę, wzór cnót i moralności dla żołnierzy, jednak o ile talentu wojskowego nikt nie mógł mu odmówić, o tyle z moralnością to była już całkiem inna historia.
— Ta twoja rozbrykana dziewka zza wiejskiej zagrody może nam bardzo pomóc, więc następnym razem lepiej się postaraj. — Dodał jeszcze z paskudnym uśmiechem, jakby czerpiąc satysfakcję z rosnącego oburzenia Bernharda.
A Oxenstierna w końcu nie wytrzymał i złapał feldmarszałka za poły płaszcza, nim ktokolwiek zdążył to powstrzymać. Jednocześnie nikt z obecnych jakoś nie garnął się Wittenbergowi do pomocy.
— Nie masz prawa — wycedził Bernhard — nazywać jej w ten sposób. Nie masz prawa mówić o niej takich rzeczy… Jak śmiesz ją tak bezczelnie obrażać, ty…
— Co, więc jednak jeszcze ci nie dała? — zapytał pan Arvid, a jego usta rozciągnęły się w szerokim i doprawdy podłym uśmiechu. Po chwili dodał ze sztucznym współczuciem: —  Spodziewałem się po tobie lepszych osiągów.
Bernhard oczyma wyobraźni widział, jak rozłupuje jego łeb toporem. Zamiast tego jednak po prostu go puścił i zmusił się do opanowania nerwów. Co za żałosny, bezczelny…
— No to masz podwójną okazję — powiedział feldmarszałek, uśmiechając się złośliwie. — Ustaw ją jak trzeba, przekonaj do współpracy i przy okazji sobie poużywasz. W końcu o to ci głównie chodzi, prawda?  Składam ci ofertę nie do odrzucenia.
Nikt nic nie powiedział, ani słowa. Nawet Bengt najwidoczniej postanowił się nie wtrącać, choć Bernhard wiedział, że brata ma po swojej stronie. A najmłodszemu Oxenstiernie co raz ciężej było powstrzymać się od zamordowania feldmarszałka.
— Możesz ją sobie rżnąć ile ci się żywnie podoba — odezwał się w końcu pan Arvid, teraz już całkiem poważnie, choć nadal z nutą pogardy w głosie. Teraz jednak, prócz tego, wyraźnie brzmiała w nim groźba. — Nic mnie to nie obchodzi. Ale jeśli choćby przejdzie ci przez myśl coś więcej, niż dobieranie jej się do tyłka, to wierz mi, że tego pożałujesz. Nie zapominaj, komu przysięgałeś. Nie pozwolę ci znieważyć mojej córki, związując się z jakąś polską wywłoką, której jeszcze na dodatek słoma z butów wystaje. Jak Boga kocham, nie będę miał skrupułów i ją po prostu powieszę, żebyś się raz na zawsze nauczył jak się kończy igranie ze mną.
Jedyną odpowiedzią, na jaką było Bernharda stać, był natychmiastowy zwrot o sto osiemdziesiąt stopni i trzaśnięcie drzwiami, które zatrzęsły się niebezpiecznie w zawiasach.
— Bernhard… — zaczęła Cecylia, kiedy tylko wyszedł, ale on nie chciał teraz z nią rozmawiać. Nie mógł na nią spojrzeć po tym wszystkim, co usłyszał od Wittenberga.
— Nie teraz — powiedział jej nawet na nią nie patrząc. Kątem oka jedynie widział, jak zaskoczoną i zawiedzioną minę ma Cecylia; naprawdę jednak to nie był najlepszy pomysł, aby teraz rozmawiali. Bernhard na ogół nie był zbyt nerwowy, ale teraz został przez marszałka doprowadzony na skraj wytrzymałości — jedyne, czego w tej chwili chciał, to sobie ulżyć, rozwalić coś, ewentualnie kogoś zamordować. Najlepiej feldmarszałka. A już na pewno nie chciał wyładowywać swojego gniewu warcząc na Cecylię, która być może przez swoją nieostrożność doprowadziła do tej sytuacji, ale z drugiej strony nie była niczemu winna.
Odszedł więc czym prędzej, obiecując sobie, że odwiedzi ją wieczorem i przeprosi. O ile wcześniej naprawdę kogoś nie zamorduje i nie zostanie za to zamknięty.
***
— Bernhard — głos Bengta był szorstki i nieprzyjemny, jednak miał w sobie pewną nutę zrozumienia, która nie pozwoliła Bernhardowi wyrzucić brata z pokoju.
— Daj mi spokój — burknął tylko, nie odrywając nawet wzroku od okna. Bernhard już od jakiegoś czasu siedział i gapił się w przestrzeń przez okno warszawskiego zamku królewskiego, wyobrażając sobie jednocześnie tysiąc różnych sposobów na jakie mógłby zamordować Arvida Wittenberga albo chociażby sprawić, żeby cierpiał niewyobrażalne męki.
— Nie mogę — odparł Bengt, siadając koło brata. — Powinieneś go udusić. Naprawdę powinieneś, wiesz?
— Rozumiem, że nie zachęcasz mnie do czynu, a tylko stwierdzasz, że mam prawo być wściekły? — spytał sceptycznie Bernhard.
— Ty jeden w tym całym domu wariatów pod tytułem „Oxenstierna” zawsze mnie rozumiałeś —stwierdził Bengt, opierając się wygodnie o ścianę. — Nigdy nie rozumiałem dlaczego ci idioci nie zostawią cię w spokoju tak, jak mnie zostawili.
Bernhard nawet nie miał siły tego skomentować.
— Czy to prawda, co Erik powiedział? — spytał Bengt tonem ni łagodnym, ni karcącym. Po prostu zwyczajnie neutralnym. Chciał wiedzieć, nie oceniać. I za to Bernhard bardzo go cenił. — O tobie i tej dziewczynie?
— Nie — odparł Bernhard. — To w ogóle nie tak. Ja… całowałem ją, i tylko to widział. To wszystko dlatego, że złapałem ją na szukaniu jakichś dokumentów. Nawet nie zdążyła nic znaleźć. Erik po mnie szedł, nie było gdzie jej ukryć, a prócz tego, on ją widział już wcześniej, więc by ją poznał. Może. Zrobiłem pierwsze co mi przyszło do głowy i podziałało. Ale potem ona nie mogła sobie odpuścić, musiała…
A Bernhard nie mógł bratu powiedzieć całej prawdy, bo chyba nawet Bengt nie puściłby płazem morderstwa żołnierza.
— Dziwisz się jej? — zapytał starszy z Oxenstiernów. — Bo ja wcale. Niewłaściwa osoba na niewłaściwym miejscu, ot co. Złapałem ją tak samo jak ty. Wiesz, że mnie z tobą pomyliła… Berciu?
Bernhard aż zamrugał i spojrzał na brata, który — o, zgrozo — uśmiechał się. To był bardzo osobliwy widok, tak w wydaniu Bengta, jak i Bernharda.
— Zamknij dziób — burknął Bernhard. — Jak Boga kocham, ja ją uduszę…
— To jest dobra dziewczyna — stwierdził Bengt, wzdychając głęboko. — Zapomniała w ogóle o swoim interesie, kiedy tylko ją poprosiłem, by o tobie nie wspominała. Żebyś nie miał problemów. Cóż, nie wyszło.
— Odrobinkę nie wyszło — zakpił Bernhard. — Naprawdę Wittenberg wysłał ludzi do jej domu…?
— Obawiam się, że tak. —Bengt pokiwał głową. — Wiesz, kiedy słucham takich historii naprawdę robi mi się tych ludzi szkoda i zaczynam uważać tę wojnę za szaleństwo.
Bernhard milczał długą chwilę, starając się, żeby znów nie ogarnęła go złość.
— Oby mu ktoś kiedyś za to sowicie podziękował — warknął w końcu, zachowując dla siebie uwagę, że najchętniej sam by to zrobił.
— Sam chętnie obiłbym mu mordę, gdyby nie to, że… —  zaczął Bengt, jednak urwał w pół słowa, gdy Bernhard pokiwał głową. Stanowisko zobowiązywało. — Sam rozumiesz.
— Jemu się to podoba, wiesz? — zapytał Bernhard, spoglądając na brata. — To, co robi i na co pozwala. Jemu się podoba władza nad człowiekiem.
— Obawiam się, że masz rację — westchnął Bengt. — Gdyby nie to, że w polu jest niezastąpiony, to już dawno postarałbym się u króla o pozbycie się go. Chociaż nie wiem, czy coś by z tego było, bo sam wiesz najlepiej, że oni oboje są po jednych pieniądzach. Mogę cię o coś zapytać?
— Zapytać zawsze.
— Zależy ci na tej dziewczynie? — zapytał po prostu Bengt, a Bernhard nagle poczuł się okropnie skrępowany.
To nie tak, że miał coś do ukrycia — po prostu o ile dla Bengta rozmawianie o wszystkim było zupełnie naturalne, o tyle Bernhard nie lubił wywlekać na wierzch swoich uczuć.
— Co przez to rozumiesz? — bąknął, zamiast odpowiedzieć.
— Po prostu — Bengt wzruszył ramionami. — Nie sugeruję ci niczego. A już na pewno nie tego, co szanowny pan Arvid. Chcę wiedzieć, jak to między wami wygląda, to wszystko. Bo rzeczywiście sprawiasz wrażenie, jakbyś miał do niej słabość.
Bernhard długo nie odpowiadał, bo sam musiał sprawę przemyśleć. Co czuł na myśl o Cecylii? Sam właściwie nie wiedział. Ona po prostu nagle pojawiła się w jego życiu i nic nie mógł na to poradzić. Spędził w jej domu miesiąc, przy czym przez część tego czasu dogadywali się na migi. Głównie na nią patrzył, nie mogąc z nią rozmawiać, więc znał właściwie na pamięć każdy jej kawałek, każdy ruch i gest. A kiedy zaczęli się dogadywać, to dotarło do niego jak inna i osobliwa jest Cecylia nawet nie jako kobieta, a jako osoba — jak bardzo niepasująca do ludzi, jakich do tej pory dane mu było poznać, jak bardzo niepasująca do obrazu szlachcianki i panny z dobrego domu. Odczuwał wielką sympatię na myśl o tej dziewczynie, pomimo jej irytującego i męczącego sposobu bycia. Ponadto był jej wdzięczny za pomoc i za każdy serdeczny gest, jaki w jego stronę kiedykolwiek uczyniła — czuł się jej dłużnikiem. Potem wyjechał i sądził, że już nigdy jej nie spotka, nie poświęcał jej więc specjalnie dużo myśli. A później ona znów pojawiła się w jego życiu jak grom z jasnego nieba, zupełnie niespodziewanie i zupełnie nie tak, jak by chciał. I co on wtedy zrobił? Był gotów ryzykować życie i reputację, by pomóc jej w ucieczce. Straszył ludzi śmiercią, by zostawili ją w spokoju. Czy mu na niej zależało? Bernhard nigdy poważnie o tym nie myślał, ale byłby ślepym i nieczułym idiotą, gdyby teraz, kiedy analizował to wszystko tego nie zauważył.
— Tak — rzekł więc w końcu. — Zależy mi na niej. Nie wiem, co ci jeszcze powiedzieć. Zależy mi. I to chyba najtrafniejsze określenie moich uczuć względem niej. I to w ogóle nie tak, jak oni wszyscy sądzą. Ja… Sam nie wiem, jak to jest. Po prostu nie wiem i nie jestem pewien, czy chcę wiedzieć.
Bengt pokiwał na to głową.
— Rozumiem — rzekł i zamilkł na chwilę. — Nie mogę jej puścić. Choć powinienem. Ja też jestem jej coś winien.
Bernhard spojrzał na niego pytająco.
— Uratowała mi brata — Bengt uśmiechnął się, a Bernhard musiał mu zawtórować. Czasami zapominał, że byli na tym świecie ludzie, którzy autentycznie się o niego martwili. Uśmiech jednak szybko spłynął z twarzy starszego z braci. — A teraz ktoś musi uratować ją.
— Przed czym? — zapytał Bernhard. — Ja rozumiem, że tu zbyt bezpieczna nie jest, ale weźmiecie okup i…
— Wittenberg chce postawić ją pod sąd — przerwał mu Bengt, spoglądając na niego poważnie. Z jego posępnej twarzy Bernhard wyczytał ogromne napięcie. — Wściekł się i nic nie dał sobie wytłumaczyć. On jej nie zamierza puścić z posłańcem. Na pewno się wstrzyma, dopóki nie dostaniemy pieniędzy, przynajmniej z egzekucją, ale to nie zmienia stanu rzeczy, że…
— Nie wolno mu — burknął Bernhard, spoglądając na brata. —Przecież to ty tu rządzisz, możesz mu zabronić, bo…
— Problem polega na tym, że nie mogę — wyjaśnił cierpliwie Bengt. — Gdyby to było takie proste, to już dawno posłałbym go do diabła, ale on ma prawo postawić ją pod sąd, po pierwsze za zdradę, bo przysięgała Karolowi Gustawowi, a po drugie, za szpiegostwo. To podpada pod sąd wojskowy, na który ja nie mam wpływu.
— Kobiet nie wolno sądzić — powiedział Bernhard z lekka spanikowanym tonem. Jeśli Bengt rzeczywiście nie miał takiej władzy, by Cecylię ochronić, to wszystko stracone.
— Cóż, wolno — przyznał Bengt. —Teoretycznie ojca albo męża pociąga się do odpowiedzialności, ale jakiś czas temu Riksdag postanowił, że jeśli takiego brak, to kobietę można pociągnąć pod sąd. A na jutro jej ojca nie ściągniemy.
Sprawiał wrażenie, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale ciągle milczał.
— Nie pozwolę mu… —  zaczął Bernhard, ale zamilkł niemal od razu. — Bengt, coś się musi dać zrobić, przecież ty się na tym znasz lepiej niż ja, wymyśl coś, na Boga!
— Właściwie, to wymyśliłem — powiedział w końcu, spoglądając na młodszego poważnie. — Nawet nie ja, tylko Erik. Ale to ci się nie spodoba.
— Wszystko mi jedno. Ona musi stąd wyjść w jednym kawałku.
Bengt zacisnął usta, jakby słowa albo ton Bernharda tylko utwierdziły go w przekonaniu, że to nie będzie dla niego prosta sprawa.
— Właściwie powinieneś się już domyślić — zaczął starszy. — Cecylia potrzebuje męża, którego Wittenberg nie będzie miał odwagi sądzić.
Bernhard nagle, w jednej chwili poczuł się jeszcze gorzej, niż kiedykolwiek wcześniej. A z drugiej strony zebrał się w nim jakiś dziwny entuzjazm.
— Dobrze — powiedział tylko, a Bengt zmarszczył brwi. — Dobrze, ja się z nią ożenię. Później się będziemy martwić o konsekwencje, na pewno da się to jakoś unieważnić, jeśli nie będzie mnie chciała — Bernhard nie chciał nawet o tym myśleć — ale przynajmniej…
— Bernhard — przerwał mu brat, spoglądając na niego z ukosa. — Ty byłbyś pierwszy na odstrzał, żeby cię pod sąd postawić. Wittenberg nie miałby skrupułów wobec ciebie, szczególnie, jeśli byś poślubił Cecylię, zastrzeliłby was obojga. To absolutnie nie ma prawa się tak odbyć. Nie chodziło nam o ciebie.
Bernhard milczał długą chwilę, czując się jak skończony idiota. A Bengt z kolei jeszcze bardziej się zasępił.
— No to kto miałby być jej mężem? — wydusił w końcu Bernhard, siląc się na obojętny ton. Dopiero teraz do niego dotarło, jak okrutnie nie podobała mu się myśl o Cecylii jako żony. Czyjejkolwiek.
Ale miało być gorzej.
— Ja — rzekł Bengt, unikając jego spojrzenia.
Przez chwilę jego odpowiedź zawisła w próżni, jakby nie docierając do świadomości Bernharda. Kiedy w końcu zrozumiał, poczuł okrutny, nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej, który nie pozwałał mu normalnie oddychać. A potem przez falę żalu i rozczarowania zaczęła przedzierać się zwyczajna zazdrość.
— Nie ma mowy — palnął, nim zdążył się zastanowić. Żałował tego, ale postanowił ciągnąć dalej. — Zabiorę ją stąd, Bengt, nie ma mowy, żebyś się z nią ożenił, ja się nie zgadzam, ja…
— Uspokój się — powiedział mu surowym tonem starszy brat. — Bernhard, ja wiem, że to nie jest… łatwe. Teraz to już jest chyba oczywiste, że jednak coś do niej czujesz. Rozumiem i nie sprawia mi przyjemności snucie takich planów. Ale ona albo mnie poślubi, albo umrze, rozumiesz to?
Tak, Bernhard rozumiał. Wybór więc był prosty, choć na pewno nie przyjemny.
— Wybij ją sobie z głowy — dodał Bengt łagodniejszym tonem. — Nie znacie się, rozumiem, że cię zauroczyła, ale to ci przejdzie. Tak będzie lepiej.
Bernhard modlił się, by starszy brat miał rację.
— Bernhard, ja nie robię ci tego na złość.
Zacisnął usta i wbił wzrok w podłogę. Dopiero teraz, gdy został właściwie postawiony przed faktem dokonanym pojął, jak okrutnie zazdrosny jest o Cecylię, jak okropna jest myśl o niej w ramionach innego mężczyzny, a już w szczególności jego własnego brata. Nie mógł stwierdzić, czy to rzeczywiście tylko chwilowe zauroczenie, czy nie, ale pewne było to, że w tej chwili czuł się co najmniej zdruzgotany całą tą sytuacją. To jednak nie miało znaczenia — jeśli to jest jedyny sposób na przeszkodzenie Wittenbergowi w straceniu jej, to musieli tak postąpić. I uczucia Bernharda musiały pójść w odstawkę.
— Dlaczego nie możemy jej jakoś stąd zabrać? — zapytał jeszcze licząc, że może jakoś się uda uniknąć tego nieszczęsnego ślubu.
— Dlatego, że na dniach ma tu przybyć Karol Gustaw — powiedział Bengt. — I jak go znam, to najpewniej raz, że zgodziłby się z Wittenbergiem, a dwa, że już i tak byłoby dawno po procesie, a jak wyrok by był, to król by go na pewno nie odwołał. I właśnie o to Wittenbergowi chodzi, więc muszę ją poślubić jak najszybciej.
— Jak najszybciej, to znaczy?
Bengt uśmiechnął się blado.
— Zaraz.
Bernhard milczał długą chwilę, trawiąc słowa Bengta. I najgorsze było, że miał rację ze wszystkim, co powiedział — począwszy od tego, że Wittenberg by nie darował, poprzez to, że Karol Gustaw na pewno nie byłby specjalnie łaskawy, a kończąc na tym, że to małżeństwo to jej jedyna szansa.
Bengt wstał i popatrzył na Bernharda z góry.
— Chodź — rzekł. — Pójdziemy z nią porozmawiać.
— Nie — burknął. — Sam sobie z nią rozmawiaj.
Bernhard wiedział, że zachowuje się co najmniej niedojrzale, ale jednocześnie był zdania, że nikt nie miał prawa go do tego zmuszać. Bengt wymyślił sensowne rozwiązanie — dobrze, miał rację, tak trzeba — ale niech załatwia to sam. Bernhard nie chciał znosić więcej nieprzyjemności niż to konieczne.






NO I JEST PLOT TWIST ŻYCIA. Damn, tyle czasu czekałam na ten rozdział <3
Nawet nie będę się tłumaczyć, dlaczego są takie długie przerwy pomiędzy rozdziałami. Znaczy, nawet nie mam dobrej wymówki, bo leniłam się przez ostatnie półtora miesiąca, a jak już pisałam, to inne opowiadanie. No ale parę osób się tu odezwało, to stwierdziłam,  że chyba czas najwyższy :)
NO ALE TEN ROZDZIAŁ. Nikt się nie spodziewał hiszpańskiej inkwizycji, nie? :D No, prócz tych paru osób, przed którymi się wsypałam :D Zresztą, co ja będę marudzić, przeczytaliście, to się pewnie wypowiecie. Mam nadzieję :3
Pozdrawiam!

20 komentarzy:

  1. "jeśli byś poślubił Cecylię, zastrzeliłby was obojga" oboje :P Jeden obój, dwa oboje, to już połowa kwartetu ^^ Nie, nieważne, po prostu popraw na oboje :D Z reszty to mogę się tylko czepić tego "rżnięcia", które sama mówiłaś, że poprawisz i bycia "po jednych pieniądzach", co też nie brzmi zbyt epokowo... Zresztą, wydaje mi się, że kto jak kto, ale Bengt to reprezentował sobą już dość wyższą pierdolencję, więc coś mi się wydaje, że to zbyt kolokwialnie jak na niego :P Ale to moje własne odczucia, nie żeby coś... Tak, to mi przypomina, że może powinienem sprawdzić i wstawić kolejny fragment Cysorza... Ale też miałem pisać... Kurna, tyle roboty, a tak mało czasu... :( KIEDYŚ TO ZROBIĘ, NA PEWNO! :P No mój blog też już zaczął zarastać pajęczynami... Szkoda tylko, że się żadne nowe muchy na nie nie złapały :/ Ogólnie mi się podoba, Cecylka w formie jak zwykle :P A Bercia - huehuehue - jakby on to nigdy nie mógł z nią... :D Niezbadane są wyroki Imperatora! :P Tak, ale zdecydowanie chcę w końcu Wieprza, żeby można się było z niego śmiać, że jest gruby :P A Wittenberg się nie powinien tak denerwować, bo jeszcze wrzodów dostanie i co będzie? :D :D :D To JEST śmieszne, bo on umarł na wrzody :D ... Aż cały Potop szwedzki wysuszyło... Nieważne ;P
    A wracając do Wieprza, to jak ma przyjechać, to rzeczywiście lepiej wydać Cecylke za mąż, bo toć wiadomo, że zaraz by mu się knurzyć zachciało i by ją potem chcieli ścinać za obrazę majestatu ^^ Fokle, mam idealny tytuł dla niego, wprost z Kapitana Bomby... "Otyły Panie" :D On musiał napraaawdę ciekawie wyglądać w tych pończochach co to je wtedy każdy nosił... Łydy jak balerony... :D Tak, lubię go obrażać, wolno mi :P I fokle, fochnięty Bercia... :D Szkoda chłopa, nie porucha se jeszcze dłuuuuugo :P I tak, wiem, że mój komentarz ma niski poziom kulturalno-merytoryczny, ale co tam, nie umiem inaczej ^^ Ja kończyłem podstawówkę, a nie krasomówstwo :D Ciekawi mnie jeszcze reakcja samej zainteresowanej :D Jak Cecylka zareaguje na propozycję małżeństwa ze Szwedem-najeźdźcą? :O Dowiemy się w kolejnym odcinku ^^ A, w sumie, to nie wiem jak Ty to widzisz, ale ja nie za bardzo rozumiem koncept Łukasiewicza "poddającego chorągiew"? Myślisz, że wszyscy jego ludzie by ot tak za nim przeszli na stronę Szwedełów? Bo mi się troszkę nie wydaje :P Sam owszem, mógłby się poddać czy coś, ale żeby cała chorągiew poszła w kajdany to jakoś nie wierzę :P Ale to nie wiem jak TY na to patrzyłaś pisząc to :P Tłumacz się teraz ^^
    No... Póki co, nic inkszego mi do głowy nie przychodzi :D jak cos jeszcze wymyślę, to dopiszę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, to Ty tu jesteś (c)hu(j)manistą, więc co ja się będe wypowiadac, poprawi się :D eeeee, fakt, te pieniądze to do wywałki, a historię wszelkiego rżnięcia już znasz, więc tego, WIEM CO Z TYM ZROBIĆ :D
      eeeee, chyba ja Ci miałam sprawdzić Cysorza jak do roboty chodziłeś, nie? :c Cóż, ta choroba nie boli, tylko się nachodzić trzeba...
      No jak to, pod poprzednim rozdziałem mnie Mikołaj o Ciebie pytał, więc wiesz, DO ROBOTY PÓKI JESZCZE MASZ WOLNE :D
      Cecylka w formie to będzie przy trzecim czy czwartym spotkaniu z Wieprzem, jak będzie śpiewać tę Twoja pioseneczkę o Królu Golonek, czy coś w ten deseń, nie wiem, czy pamiętasz, że mi ją pisałes :P A Wieprz w następnym rozdziale, chyba :D Jesli calość nie przekroczy 30 stron :P
      Hehehehe wiem, że umarł na wrzody i owszem, Bengt poźniej nie omieszka w podobny sposób tego skomentować, nie byłeś pierwszy, Przykro mi :P
      Wiesz co, tyle razy, ile w tym komciu wspominasz o ruchaniu i knurzeniu...:P WieSZ CO CHCĘ POWIEDZIeĆ? :P
      OTYŁY PANIE, CECYLKA TAK MOCNO APROBUJE XD A mówiłam Ci, że pierwsza narzeczona Wieprza rzuciła, bo się spasł? #przegrywroku
      Co do Berci... Jorah chwilowo ma konkurencję :P A no cóż, jak to moja mama mawia, z głodu się jeszcze nikt nie zesrał, i to tak w sam raz na razie można by Berci powiedziec :P
      Wiesz jak zareaguje? Dokładnie tak: http://i.kinja-img.com/gawker-media/image/upload/s--c8LsePUF--/c_fit,fl_progressive,q_80,w_636/xpcas0vcfyguyimr0zsr.gif :D
      Ech, bo ja to widzę tak, że:
      a) można rozwiązać to w sposób taki, że poddanie nie jest oficjalne, ale on działa i dowodzi na korzyść Szwedów, ukrywając to przed swoimi ludźmi tak długo jak się da, no bo przecież k,ażdy randomowy żołnierzyk nie zna rozkazów turbo wysokiego dowództwa, tylko ma wykonywać rozkazy swoich dowódców, prawda?
      b) część z nich, być może duża, owszem, rzeczywiście poszłaby za nim? O niezadowolenie nie było wtedy trudno, wystarczyło tylko umiejętnie wyłożyć sytuację, tak sobie myslę
      c) a czy nie było tak, że to dowódcy jednak decydowali?
      Ale skłaniałam się raczej do opcji a) :P Choć po prawdzie to uważam, że przy odrobinie dobrej woli taka sytuacja nie jest jakoś specjalnie niewiarygodna, no ale upierać się nie bedę :P
      Dziena za skomcianie <3

      Usuń
  2. Uprzejmie informuję, że kopiuję ostatnie dwa rozdziały i zgrywam sobie na Kindle'a, żeby podczytać w drodze na uniwerek/na uniwerku/w wolnej chwili między zajęciami, bo jestem strasznie zalatana i jak siadam to komputera, to mi się nie chce kompletnie niczego czytać. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko takiemu kopiowaniu, pomyśl tylko, że dzięki temu za parę dni wpadnę z pełnowymiarowym komciem. :D Jakbyś jednak miała coś przeciwko, to krzycz, tylko głośno. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, kopiuj sobie śmiało, żaden problem :p
      A,że ja się tak publicznie i niedyskretnie zapytam, co studiujesz? :D

      Usuń
  3. Witaj!
    Co prawda, komentuję pod rozdziałem XIV, ale jeszcze go nie przeczytałam. Jestem dopiero przy pierwszych, ale postanowiłam odezwać się tutaj, gdyż nie byłam pewna, czy zauważasz komentarze pod starszymi postami.
    O tym blogu usłyszałam już bardzo dawno temu, zapisałam sobie go w zakładkach, ale jakoś długo nie zaczynałam go czytać. Ostatnio w końcu się do tego zabrałam i absolutnie nie żałuję - wciągnęłam się już przy pierwszych zdaniach. Zaciekawiła mnie niebanalna fabuła za co daję Ci wielki plus, bo jestem jednak dość wybredna. Lubię czytać dobre blogi i dobre książki, a szczególnie lubię dobre blogi, które są jak dobre książki ;).
    Nie chciałabym tutaj tylko i wyłącznie Ci schlebiać, więc dodam tylko, że kiedy dowiem się trochę więcej o fabule (to znaczy nadrobię resztę rozdziałów) to jeszcze raz dam tutaj o sobie znać i pewnie rozpiszę się trochę dłużej i konkretniej.
    Pozdrawiam i życzę wesołych świąt ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :)
      Dzięki piękne za miłe słowa, szczególnie, że odnoszą się do tej wersji opowiadania, którą osobiście chciałabym trochę zedytować - to jest do tego, co tu jest opublikowane. Miło, że coś, w czym ja osobiście widzę już po czasie sporo wad nadal się komuś obiektywnemu podoba :)
      Zapraszam serdecznie w takim razie, i oczywiście czekam na opinie :) A jakby coś, to spokojnie możesz zostawiać komentarze pod wcześniejszymi rozdziałami, na pewno będę wiedziała, bo przecież informacje o komentarzach przychodzą na maila :)
      Dzięki piękne raz jeszcze i również życzę wesołych świąt :)

      Usuń
  4. Bengt to taki... dobry człowiek. A przynajmniej dla mnie na takiego wychodzi, no bo po tym, jak Cecylia pyskowała (serio, ja ją bardzo lubię i niczego złego jej nie życzę, rozumiem jej charakter, trochę już ją znam, ale chwilami naprawdę mogłaby się ugryźć w język i nie gadać więcej), po tym, co zrobiła - no, Bengt sobie zarobił parę punktów u mnie. ;) Szczena mi oczywiście opadła na wieść o ślubie, nie chcę narzekać, ale strasznie łatwo się to wszystko rozeszło i na wszystko znalazło się jakieś rozwiązanie. Znaczy dobrze, że to rozwiązanie ze ślubem nie jest do końca takie idealne - dodaje całości smaczku. Nie potrafię zgadnąć, co planujesz dalej, skoro tym plot twistem zafundowałaś mi opad kopary, ale obstawiałabym, że Cecylka wyjścia nie będzie miała i jednak do ślubu dojdzie. Ale z drugiej strony ona ma chłopa. No Torisa no (Toris mu było? tak dawno o nim nie czytałam, że mogłam zapomnieć, przyznaję), czy oni zaręczeni nie są? (wybacz, trochę już pozapominałam. No i zazdrość ze stony Berci na pewno by było. Bengt jest dla niego dobrym braciszkiem. I to jaki jest wdzięczny Cecylii, że Bercię uratowała - no dobre serce ma po prostu chłop! Chyba go lubię. :D W ogóle to trochę kiepsko z tym Julianem, że prędzej dałby umrzeć własnej córce niż zrobiłby coś przeciwko królowi, a dodatkowo smutno, że Cecylia jest tego aż tak boleśnie świadoma, no ale jestem w stanie go zrozumieć, czytało się/słyszało o podobnych postaciach w historii.
    A z tym rżnięciem to Arvid pojechał, pan wulgarny widzę. :D No ale z drugiej strony miał prawo się wściec, w końcu Bercia do czegoś się tam zobowiązał niby. Albo go na siłę trochę zobowiązali. ;P
    No i ogółem takie te chłopy, wieszać by pannę chcieli, Bengt się w miarę przyzwoicie zachował, a Cecylka mogłaby myśleć, co mówi i częściej gryźć się w język - dla własnego dobra. Chwilami (choć, powtarzam, nie życzę jej tego!) aż się dziwiłam, że nikt jej nie strzelił w twarz za dość bezczelne pyskowanie. ;P
    Nawiązując na koniec do twojej odpowiedzi na mój poprzedni komć - na filologii rosyjskiej z angielskim siedzę póki co.
    Z rozdziałem na Originie powinnam się wyrobić do tego 6 stycznia, tak sądzę, że się wyrobię, taką mam nadzieję, jakąś nadzieję człowiek mieć musi. ;P A u ciebie coś, ktoś, orientacyjnie szykujesz kolejny rozdział może? I w ogóle jak tam ci się fizykę studiuje? (nooo, jeszcze nie zdążyłam spytać a tu już pierwszy semestr się będzie kończył... XD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ŁO STARA JAK SIĘ CIESZĘ ŻE CIĘ TU WIDZĘ :D
      Na razie powiem tylko, że nie bardzo mam czas odpisać, bo muszę zjeść obiad i za pół godziny mam autobus, więc się po prostu po ludzku nie wyrobię, ALE jak mi się wieczorem chłop pójdzie myć, to wtedy postaram się na wszystko odpisać :D
      Odpowiem na razie na końcówkę - superek, bardzo się cieszę, bo potem to już będę miała przekichane, kolos za kolosem i do sesji nic z komcia nie będzie </3 Ale studia jako studia są super, jest mi 100 razy lepiej niż na tej zakichanej bioinżynierii, chociaż zdecydowanie jest trudniej, nawet jeśli mam część ocen przepisaną. Ale w każdym razie nie żałuję, że się przeniosłam :)
      No, idę jeść, i postaram się odezwać jeszcze wieczorem :)

      Usuń
    2. Dobra, dotarłam na miejsce wcześniej, nawet internety tu całkiem przyzwoite mają, więc jestem teraz :D
      Chamidło z tego blogspota, nie wiem jak to się stało, że zjadło mi pół komentarza, i to cholera w taki sposób, że nawet nie widać, że coś tam było :O Bo pomiędzy złamanym serduszkiem, a gadką o moich studiach, było jeszcze pytanie - co to znaczy, że póki co jesteś na filologii? Zamierzasz się przenieść? Nie podoba Ci się?
      I że żyję sobie i korzystam z przepisanych ocen troszkę sobie dorabiając :D No, dobra, to teraz jak już uzupełniłam tamtego komcia, to się mogę brać za następnego :D

      Usuń
  5. STARA, ja mam przez Bengta taaaaakie feelsy, jak z Athemoss na fejsbusiu obgadywałyśmy ten pomysł, to się po prostu tarzałam po podłodze :D I był takie krótki moment, że bardziej shipowałam Cecylkę z Bengtem niż Bercią :D Oczywiście nic z tych rzeczy, Cecylka nie dla Bengta, Bengt nie dla Cecylki, i tak dalej i tak dalej, ale co sobie poprzezywałam, to moje :D
    Po kolei - odnośnie Cecylki i tego, że powinna dostać w pysk - POWINNA STARA, i dostanie wreszcie, i to tak, że ŻODYN nie stanie w jej obronie, bo... bo ustawi ją Karol Gustaw :D No bo owszem, to nie może tak być, że ona wszystkim tak pyskuje i zero reakcji, nawet jeśli opko jest takie trochę z przymrużeniem oka. No więc i moja Cecylka się doczeka.
    Eeeee, żaden to spojler, to Ci powiem - do ślubu dojdzie, a jak, już w następnym rozdziale, i pewnie, że Cecylka z początku będzie takim jednym wielkim NOPE właśnie na myśl o tym swoim Litwinie Którego Nienawidzi Nawet Autorka (Tak, Toris :P Tak, są zaręczeni :) No problem, wstyd, ale sama niektóre fakty z mojego własnego opka pozapominałam, więc nie masz się czym przejmować :)), ale potem, wyjątkowo mądrze jak na siebie dojdzie do wniosku, że no chyba jednak nie ma wyjścia, trzeba zagryźć zęby i do przodu. No, ale dobra, bo Ci tu zaraz za dużo powiem i już się zrobi nieciekawie </3
    A tu była ogromna dyskusja na temat tego, jakich okresleń w tamtych czasach używano na uprawianie seksu, po długich dyskusjach z chłopem-specjalistą od historii doszliśmy wspólnie do wniosku, że "rżnięcie" ujdzie, zresztą ja gdzieś w źródłach historycznych też to odgrzebałam, ale stara, żebyś wiedziała, temat tych okresleń zajął chyba najwięcej czasu na przemyślenia z całego tego rozdziału XD A jesli o Wittenberga chodzi, to czekaj do następnego rozdziału, wtedy to dopiero wyjdzie z siebie i stanie obok :D Aczkolwiek moim skromnym zdaniem, to ma pełne prawo się przypieprzać do Cecylki, smutna prawda.
    No, znów odnośnie Cecylki, to mówiłam, że już wkrótce oberwie, a dodam, że przejdzie mały character development i zacznie się w końcu zastanawiać nad tym, co gada i robi :)
    No, to chyba wszystko, także piękne dzięki za komcia, wieczorem postaram się dodać rozdział, a teraz idę się tarzać w radości, że wreszcie ktoś przeczytał XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ZNOWU ZJADŁO KAWAŁEK. Chyba przez ukośniki w złamanych serduszkach ;C
      STARA, ja mam przez Bengta taaaaakie feelsy, jak z Athemoss na fejsbusiu obgadywałyśmy ten pomysł, to się po prostu tarzałam po podłodze :D I był takie krótki moment, że bardziej shipowałam Cecylkę z Bengtem niż Bercią :D Oczywiście nic z tych rzeczy, Cecylka nie dla Bengta, Bengt nie dla Cecylki, i tak dalej i tak dalej, ale co sobie poprzezywałam, to moje :D
      Po kolei - odnośnie Cecylki i tego, że powinna dostać w pysk - POWINNA STARA, i dostanie wreszcie, i to tak, że ŻODYN nie stanie w jej obronie, bo... bo ustawi ją Karol Gustaw :D No bo owszem, to nie może tak być, że ona wszystkim tak pyskuje i zero reakcji, nawet jeśli opko jest takie trochę z przymrużeniem oka. No więc i moja Cecylka się doczeka.
      Eeeee, żaden to spojler, to Ci powiem - do ślubu dojdzie, a jak, już w następnym rozdziale, i pewnie, że Cecylka z początku będzie takim jednym wielkim NOPE właśnie na myśl o tym swoim Litwinie Którego Nienawidzi Nawet Autorka (Tak, Toris :P Tak, są zaręczeni :) No problem, wstyd, ale sama niektóre fakty z mojego własnego opka pozapominałam, więc nie masz się czym przejmować :)), ale potem, wyjątkowo mądrze jak na siebie dojdzie do wniosku, że no chyba jednak nie ma wyjścia, trzeba zagryźć zęby i do przodu. No, ale dobra, bo Ci tu zaraz za dużo powiem i już się zrobi nieciekawie. Ale dodam tyle, że na pewno nie nalezy uznawać sprawy za rozwiązanej, powiedzmy, że raczej za chwilowo naprostowaną.
      Jazda z Bercią to się zacznie dopiero za jakiś czas, chociaż - mini spojler, bo i tak wszyscy wiedzą, że między Bercią a Cecylką prędzej czy później coś będzie - moim prywatnym hitem jest wcale nie biedny zazdrosny Bercia, ale próba gwałtu na Berci w wykonaniu Cecylki. POLECAM :D Ale póki co tak, serduszko mu pęka.
      Ojciec taki trochę nie bardzo własnie, sama mam trochę wewnętrznego rage'a na samą myśl, ale cholera, właśnie niestety ludzie nie są w porządku, na ogół, a w tamtych czasach to już w ogóle. I tak sobie myślę że taki patriota z krwi i kości spokojnie mógłby postawić ojczyznę ponad córką, uznając, że i ona podjęłaby taką decyzję. Smutno.
      A tu była ogromna dyskusja na temat tego, jakich okresleń w tamtych czasach używano na uprawianie seksu, po długich dyskusjach z chłopem-specjalistą od historii doszliśmy wspólnie do wniosku, że "rżnięcie" ujdzie, zresztą ja gdzieś w źródłach historycznych też to odgrzebałam, ale stara, żebyś wiedziała, temat tych okresleń zajął chyba najwięcej czasu na przemyślenia z całego tego rozdziału XD A jesli o Wittenberga chodzi, to czekaj do następnego rozdziału, wtedy to dopiero wyjdzie z siebie i stanie obok :D Aczkolwiek moim skromnym zdaniem, to ma pełne prawo się przypieprzać do Cecylki, smutna prawda.
      No, znów odnośnie Cecylki, to mówiłam, że już wkrótce oberwie, a dodam, że przejdzie mały character development i zacznie się w końcu zastanawiać nad tym, co gada i robi :)
      No, to chyba wszystko, także piękne dzięki za komcia, wieczorem postaram się dodać rozdział, a teraz idę się tarzać w radości, że wreszcie ktoś przeczytał XD

      Usuń
    2. Ok, serduszka usunięte, komć kompletny C: I jeszcze sama sobie statystyki nabiłam, 10/10

      Usuń
    3. Nie no, ja Bengta z Cecylką nie shipuję i shipować nie będę, z Bercią już prędzej, ale tym gwałtem na Berci w wykonaniu Cecylki to mi klina zabiłaś. XD Ludzie, widzę, że tu się naprawdę będzie działo. A co do tego ustawiania Cecylki do pionu - no, naprawdę, chwilami przy jej tekstach przymrużenie oka było aż za bardzo i mówi ci to totalny laik historyczny z tamtych czasów. Więc ja jej wciąż soczystego policzka nie życzę, ale jak się będzie należało - to na pewno jej nie zaszkodzi. Bo lepiej dostać raz w twarz i się najeść wstydu, niż głowę stracić przez niewyparzony język. :D Wgl moje komcie coś takie żałosne w długości i jakości, aż mi głupio przy twoich odpowiedziach. Trochę czytelników chyba pouciekało przez te długie odstępy w kolejnych rozdziałach, ale ja zawsze się prędzej czy później pojawię, na mnie możesz liczyć. :D
      To się bardzo cieszę, że masz więcej czasu teraz i ci się studia podobają. Ja miałam małe, ekhem, perypetie z moją maturką zasraną i wylądowałam na tej filologii rosyjskiej, to była decyzja podjęta w ciągu dosłownie pół godziny. Póki co średnio mi się podoba, jestem w takim stanie, że chyba lubię moje studia, ale nie, jednak ich nie lubię, nie chce mi się uczyć, mam problemy z zaliczeniem za pierwszym razem (jednym punktem zajebałam kolokwium, czaisz? JEDNYM PUNKTEM, moje życie to jeden punkt, ale przynajmniej mam pewność że bez większych problemów je zaliczę) i tak robię wszystko, żeby się do tego kierunku przekonać i jednak na nim zostać. Nawet się do koła rusycystów zapisałam, muszę ogarnąć z koleżanką naszą część artykułu do gazetki na dniach... Nie wiem, chciałabym skończyć ten rosyjski i dotrwać do magisterki z nim, szkoda mi zmieniać i nawet nie wiem, na co bym mogła zmienić, ale póki co chwilami mam takiego doła i takie ataki paniki, takie myśli, że jestem beznadziejna i nic nie umiem, bo nawet 1 punktu mi potrafiło zabraknąć (a zaliczenie od 70% lol)... powtarzam sobie, że dam radę, może jakoś to będzie. Wybacz ten wykład, ale tak to się kończy, jak mnie pyta ktoś o moje studia. :D (moje studia to żart, łehehehehe)

      Usuń
    4. Dobra, sytuacja odratowana, wklejam jeszcze raz :
      Co do Cecylki, to chciałam dodać, że tak jak mówię, zamierzam ją w końcu ogarnąć paroma bitchslapami od życia i jednym od Karola Gustawa, więc że tak powiem, przejdzie przymusowy character development i trochę się utemperuje :) Zresztą powiem szczerze, że i Bengt będzie miał na nią bardzo wychowawczy wpływ, bo może nie wygląda na takiego, ale przy swoim dobrym serduszku, to on jest chyba ostatnim, który dałby Cecylce wejść sobie na łeb, nienienie, on ją będzie porządnie za pysk trzymał. Za jakiś niedługi czas :)
      Ja miałam moment shipowania, ale się opanowalam :P
      Hehehehe no to Ci powiem jeden z lepszych momentów :D i jeden z tych niewielu do których jak wracam po czasie to podobają mi się nawet bardziej niż jak je pisałam :D zreszta dodalabym cos jeszcze na temat tej próby gwaltu, akw to nie publicznie, najwyżej kiedys prywatnie XD
      No troche szkoda, pewnie masz racje, ale bylo jak bylo, teraz to się po prostu lenie, troche się zajelam innym opkiem a trochę ilustruję opko Omegona, a triche placze nad Panem Lodowego Ogrodu (polecam:)) , ale ten poprzedni rok to byl nie do ogarnięcia i niestety nie mogłam dodawać tak często jak bym chciała :c ale bardzo się cieszę ze chociaż Ty, Omegon i Athenoss mi zostaliście, nie liczy się ilość, a jakość :D
      Bo cóż, ja nie jestem dobra osoba do doradza i na temat studiów bo sama ze swoich ucieklam... Ale w sumie ja od poczatku czułam ze jest zle i ze to nie dla mnie, no i miałam konkretna alternatywę. A jak alternatywy nie masz, to może faktycznie warto próbować się przekonać. Ale jesli juz stwierdzisz ze jest Ci bardzo zle, to z doświadczenia powiem, ze czasem jednak warto stracić ten jeden rok :)
      70%? Bardzo wysoki próg, u nas max to 60% na troje. Nieźle. Ale pociesze Cie ze koleżanka upierdolila kolosa z fizyki przez... 0,25 punkta. A ja do termodynamiki to pewnie będę z 5 razy podchodzić :P takze nie boj nic, wcale nie jest zle :D a pracujesz? Bo pamiętam jak mówiłaś, ze szukasz.

      Usuń
    5. Znaczy wiesz, przyznam się, że jestem creepy stalkerem i na fejsie mam cię już od roku obczajoną (nawet nie będę kłamać, że to przypadek, miałam tyle wiadomości o tobie, że z czystej ciekawości poszukałam, nie czuj się proszę prześladowana XD), więc przede mną się nie zdradziłaś, bo cię już wcześniej zdemaskowałam. Elo, Gabrysia prześladowca z tej strony. :D
      Bengt niech ją wychowa trochę, to Bercia będzie miał gotowy zajebisty materiał na żonę. Wiesz co, mnie to trochę boli, bo po tym, co ja wiem z poprzednich rozdziałów to Toris był fajny i wgl lubiłam go, a ty mówisz, że on takich okropnych rzeczy narobił/narobi i aż mi smutno. :<<<<
      Ja zostanę zawsze, mówię, żeby mi miało zejść parę miesięcy to się prędzej czy później pojawię. Jak ty poszłaś na studia i tak nagle zniknęłaś z blogosfery to sobie myślałam, że co to odwalasz, przecież nie możesz aż tak nie mieć czasu, ale jak sama poszłam, to sobie uświadomiłam, że mogłaś. XD I wiesz, to nie że mi się nie chciało albo miałam cię w tyłju i dlatego mnie tu tyle nie było, po prostu jak już miałam czas, to byłam taka zmęczona, że głównie spałam. Boże, jak mi spania bez stresu brakuje.
      Ja zawsze upierdolę coś przez 1 punkt, to juz taka tradycja i w sumie ja to mogę poprawiać, spoko, wiem, że zaliczę, nic super trudnego, ale jak sobie pomyślę, że mogłam mieć spokój za pierwszym razem, to mi się niedobrze robi.
      Nie, nie pracuję, bo nie mieszkam w Rzeszowie. Od drugiego roku pewnie będę mieszkać jeśli zostanę na tym kierunku i zdam sesję letnią. :D Ale na wakacje czegoś poszukam, mój brat składa papiery w takie jedno miejsce i jak tam wytrzyma do wakacji, to będę miała z kim dojeżdżać, więc to by było świetnie. ;)

      Usuń
    6. To ja, odpowiem jutro bo dzisiaj niestety czasu mi brakło na Internety:c

      Usuń
    7. Okok, jestem :)
      Nie no, stara spoko, ja też zdecydowanie ejstem typem creepy stalkerki, zresztą znowu tak się jakoś specjalnie ze swoją tożsamością nie kryłam, szczególnie na tumblrach, więc luzik arbuzik, żaden problem :P
      Toris następnym razem, jak się pojawi, a będzie to chyba w przeciągu dwóch-trzech rozdziałów, to naprawdę odwali taką niefajną rzecz, że będzie rage czytelników i rage Cecylki, chociaż ja tam w sumie nawet jeszcze mogę go trochę usprawiedliwiać, bo jestem zazdrosną bestią i pewnie na jego miejscu też byłabym taką świnią :P
      Nonono, powiem Ci, że tak, jak Bengt trochę Cecylkę przytemperuje, to ona dla Berci będzie idealna, bo inaczej to by mu tak szybko wlazła na łeb i go spantofliła, że aż szkoda chłopa. A Bengt ma jaja, więc sobie z Cecylką poradzi, przy okazji stosując całkiem wychowawcze metody, bo wiadomo, Cecylka to w sumie takie duże dziecko.
      Nie no, Stara, nie trzeba się tłumaczyć, jak sama mówisz - poszłaś, doświadczyłaś tego co ja, więc ja też nie zamierzam Cię gonić, ani nic, wiem jak to jest, jak człowiek nie wie w co ręce włożyć, teraz w sumie mam podobnie, bo zajęć mało, ale nauki dużo + robota, więc wolnego czasu naprawdę nie za dużo, a trzeba go podzielić między rodzinkę, spanie, chłopaka i najlepiej jeszcze chwilę opieprzania się, no i jakoś tak się okazało, że ostatnie trzy miesiące, to ja nie mam pojęcia kiedy mi minęły... Może na drugim semestrze, jak będę miała dwa przedmioty <3 No, ale wracając do meritum, to jak mówię - nie gonię, ale bardzo, bardzo się cieszę, jak już znajdziesz czas, żeby wpaść :D
      A powiem Ci, że spanie bez stresu, to przychodzi dopiero, jak się pogodzisz z tym, co studiujesz i jak poczujesz, że jesteś na właściwym miejscu.
      Nie no, wiem, jak to jest, znaczy, no, powiedzmy, że niczego jeszcze jakimś cudem nie upierdoliłam, ale to się zbliża wielkimi krokami, no, ale zawsze, co kolokwium mam ten stres, że nie zaliczę i będzie dupa, trzeba będzie zostać po zajęciach i poprawiać :C Także może nie doświadczyłam, ale doskonale wiem o co chodzi.
      Zdasz na pewno Stara, letnią łatwiej zaliczyć jak zimową :P Bo do poprawki dużo czasu, w razie jakby była potrzeba.
      Ale to całkiem dobry plan, całkiem luksusowo byś miała, jakby Ci się udało :D

      Usuń
    8. Boże, smutno mi się robi przez ciebie, ja naprawdę chciałam, żeby Toris był fajny. :< Nawet się boję sobie wyobrażać, co on to wykombinuje, że taki rejdż na niego spadnie ze wszystkich stron. Ale tego, z drugiej strony to dobrze, opko musi wywoływać emocje. :D (pomińmy fakt, że właśnie mam w słuchawkach jakiś płaczliwy podkład XD)
      Czyli, przestańmy się oszukiwać, Bengt ułoży Berci żonę, a jak już będzie dobrze wychowana, to się po prostu zamienią. :D Daj gdzieś wielką miłość i szalone uczucia opisane tak, jak przy Cecylce i Torisie to może przestanę smutać. ;P

      Usuń
    9. Znaczy ja Ci powiem tak, ja tam osobiście nie uważam, żeby on znowu był taki zły, czy niefajny, czy coś, tamto to, to bardziej wynikać będzie ze strachu i z zazdrości niż z czego innego, i jak mówię, ja jestem zazdrosną bestią, umiem się postawić na jego miejscu, więc w sumie kto wie, może będzie tylko rejdż Cecylki, a Ty stwierdzisz, że mu się nie dziwisz, no nie wiem, sama ocenisz :)
      No moreless, znaczy - to będzie długi i bolesny proces, bo, jeśli mogę się tak porozwodzić, Cecylka z czasem zrozumie co jej daje bycie żoną jednego z ważniejszych w kraju ludzi i zacznie to dość mądrze wykorzystywać, niekoniecznie tak, jak Bengtowi by się to podobało, no i tego. Trochę nieporozumień na tym tle, plus jej dość nieokrzesane zachowanie, no a Bengt nie może sobie pozwolić na to, żeby go żona przy innych waznych ludziach lekceważyła, wiesz jak to działa. Ale ogólnie, to ja to ich małżeństwo widzę całkiem zgodnym i udanym, na tyle na ile może być udane takie małżeństwo, oczywiście. Trochę nie na temat, ale chciałam sobie pogadać XD
      A poczekaj tylko, poczekaj, niedługo Bercia zacznie przezywać natłok emocji, poczekaj XD Myślę, że jak Cecylka zacznie to wreszcie odwzajemniać, to to będzie o wiele bardziej szalone niż z Torisem, może Cię pocieszy :P

      Usuń