piątek, 25 lipca 2014

Rozdział IX



Toris wydał się Bernhardowi człowiekiem całkiem pozbawionym pewności siebie i jakby przepraszającym cały świat za to, że w ogóle istnieje. Sprawiał też wrażenie niezwykle ponurego, jednak w zupełnie inny sposób niż Bernhard – o ile Szwed wydawał się gburem i mrukiem, o tyle Toris był całkiem sympatyczny, tylko jakby cały czas nieziemsko smutny i zmartwiony. Nikt jednak nie zdawał się zwracać na to jakiejś większej uwagi, dlatego też Bernhard przyjął, że musiało być to dla niego zupełnie normalne zachowanie.
Cecylia rozgadała się jak jeszcze nigdy do tej pory. Erzsebet uciekła przygotować pokój dla Litwina, a Kornela, który rozświergotał się niemal tak samo jak starsza siostra, przegoniła Cecylia, łajając go, że od rana jeszcze się za żadną robotę nie wziął, i że nie zamierza mu podarować robienia porządków przynajmniej w swoim własnym pokoju. Ewidentnie jednak chodziło jej o to, aby chłopiec dał w końcu zmęczonemu gościowi spokój.
Toris, Cecylia i Bernhard zostali więc przed domem sami. I Oxenstierna poczuł, że jest bardzo nie na miejscu, i że chyba powinien gdzieś się ulotnić, przynajmniej na jakiś czas.
Cecylia jednak nie zamierzała mu na to pozwolić.
— A to kto? — zapytał Cecylię Toris, wskazując głową na Bernharda i posyłając mu jednocześnie przyjazne spojrzenie.
— To mój Szwed — oświadczyła z prostotą Cecylia.
Bernardowi nie podobało się, że Łukasiewiczówna mówiła o nim „mój Szwed”. Ogólnie raczej mu to nie przeszkadzało, nawet wręcz przeciwnie, bo po raz pierwszy od niepamiętnych czasów czuł, że ktoś jest wobec niego naprawdę szczerze i bezinteresownie serdeczny i chyba nawet trochę przywiązany. Z drugiej strony taki zwrot nie wydawał się Bernhardowi najlepszy, jeśli przychodziło do przedstawiania go jej narzeczonemu.
— Och, to wszystko wyjaśnia — zakpił Litwin, a Cecylia szturchnęła go w ramię. — Nazywam się Toris Laurinaitis. Mam nadzieję, że moja narzeczona nie umęczyła pana jakoś mocno?
— Mówisz, jakbym ciebie męczyła! — poskarżyła się Cecylia.
Toris w odpowiedzi tylko wymownie uniósł brwi.
— Żyję dzięki niej — odparł na to Bernhard całkiem poważnym tonem. — Zniosę każde jej humory. Na imię mam Bernhard.
— Przykro mi, ale po szwedzku nie rozumiem.
Bernhard spróbował więc po niemiecku i to podziałało. Teraz tylko Cecylia z kolei lamentowała, że nic nie rozumie, jednak Toris zaraz obiecał jej wszystko tłumaczyć i wtedy wyglądała na zadowoloną.
Litwin w zamyśleniu zmarszczył brwi i zrobił pytającą minę, czekając najpewniej na nazwisko, kiedy jednak się go nie doczekał, wyciągnął do Szweda rękę. Była szczupła, chłodna i delikatna, zaskakująco wręcz, jak na mężczyznę.
Bernhard był zdziwiony, że Toris nie wyraził żadnego zdziwienia faktem, że w domu swojej narzeczonej znajduje Szweda. Przypuszczał jednak, że Cecylia przez lata znajomości przestała go zaskakiwać swoimi wyskokami i nauczyła spodziewać się wszystkiego.
Łukasiewiczówna zaraz posadziła Torisa obok Bernharda, twierdząc nie bez racji, że na pewno musi odpocząć po długiej podróży. Erzsebet podała coś do picia i wymówiła się obowiązkami, mrugając jednocześnie wesoło do Cecylii, na co ta odpowiedziała jej wesołym śmiechem, zgrabnie wskakując na płotek wybiegu dla koni.
Toris usłyszał więc całą historię o tym, jak to Cecylia bohatersko uratowała konającego Szweda, uzupełnianą raz po raz jego uwagami, żeby opowieść była spójna. Toris nie przerywał, tylko kiwał głową. Bernhardowi wydawało się, że Litwin przez chwilę patrzył na niego z niepokojem i jakby zrobił się bledszy niż normalnie, nie dałby jednak za to głowy.
— A w ogóle to jak ty się czujesz, Berciu? — zawołała Cecylia, zeskakując z płotka i zbliżając się do nich.
— Berciu? — Litwin aż parsknął śmiechem, a Bernhard tylko zacisnął usta, by wymamrotać nieśmiertelne „Bernhard”, które Cecylii tradycyjnie nic a nic nie obeszło.
— Ładnie mu imię skróciłam, nie?
Bernhard czuł, że robi się czerwony, kiedy Litwin zaczął niemal pokładać się na ławce ze śmiechu. A to wcale nie było najgorsze, co miało nastąpić.
Kiedy Cecylia podeszła do niego i poczęła bezczelnie wyciągać mu koszulę ze spodni, najpierw zrobił wielkie, przerażone oczy, by chwilę potem poczuć, jak policzki mu płoną. Toris wyglądał na równie zszokowanego jej postępowaniem, aż śmiech zamarł mu w gardle, a ona – dla odmiany – wcale się nimi nie przejmowała.
— Przestań! — zawołał Bernhard, starając się w jakiś względnie delikatny sposób opędzić od jej nachalnych rąk.
— Co ty wyrabiasz? — zapytał z kolei Toris, co najmniej zdezorientowany całą tą sytuacją.
— No przecież chcę tylko zobaczyć ranę! — żachnęła się Cecylia, krzyżując ręce pod biustem.
— Trzeba było powiedzieć — bąknął Bernhard i uniósł koszulę do góry, by pokazać jej, że rana goi się dobrze. — Zadowolona?
Z aprobatą pokiwała głową, a Toris z kolei znów zaczął spoglądać na Bernharda z niemałym rozbawieniem, jakby chciał zapytać : „To mówiłeś, że zniesiesz wszystkie jej humory, tak?”
— Ja nie wiem czego ty się tak wstydzisz! — zawołała Cecylia, której na nowo wrócił dobry nastrój. — Przecież i tak już widziałam cię nago, więc naprawdę…
Kobieta urwała w pół słowa i zrobiła wielkie oczy, jakby sama była zaskoczona swoimi słowami. Toris teraz spoglądał to na Bernharda, to na Cecylię, zupełnie nie wiedząc już, co się dzieje. A Oxenstierna wytrzeszczył oczy i spojrzał na Łukasiewiczównę całkiem zbity z tropu i nie do końca pewien, czy chce wiedzieć, co miała na myśli.
— No to może ktoś mi wyjaśni… — odezwał się nieśmiało Litwin, a Bernhard co rychło mu zawtórował.
— I mnie przy okazji też. – Bernhard zmarszczył brwi i spojrzał na Cecylię wyczekująco. Czuł w kościach, że nie spodoba mu się to, co usłyszy.
Tak więc Cecylia, czerwieniąc się jak piwonia, opowiedziała całą tę żenującą historię, jak – bohatersko chroniąc poszkodowanego Szweda przed zakażeniem rany – musiała ściągać z niego po nocy spodnie i ubierać go w ubrania swojego brata.
Litwin z każdym jej słowem wydawał się co raz bardziej rozbawiony, a Bernhard z kolei miał w głowie tylko jedną myśl, która przebijała się niczym sztylet przez palącą falę wstydu i poczucia upokorzenia.
Boże drogi, dlaczego ja tam wtedy nie umarłem?
*
Bernhard lubił Torisa i jednocześnie go nie lubił – sam nie do końca potrafił określić skąd jego odczucia się brały, znali się bowiem dopiero kilka godzin, tyle jednak wystarczyło, by w oczach Szweda Laurinaitis został bardzo sympatycznym, to prawda, ale jednak niemal całkiem pozbawionym charakteru i jakiejkolwiek pewności siebie człowiekiem. Dodatkowo, Bernhard był zwyczajnie odrobinę zazdrosny – nie tyle o Torisa, co o uwagę, jaką Cecylia mu poświęcała. Dopiero tego dnia sam przed sobą musiał przyznać, że przywykł już mocno do tego, że Łukasiewiczówna zajmowała się właściwie tylko nim, chodziła za nim jak cień i poświęcała mu maksimum uwagi – tego dnia jednak Oxenstierna został niemalże zupełnie zapomniany, a cała uwaga Cecylii skupiła się na nowoprzybyłym Litwinie. I Bernhard, pomimo, że rozumiał to doskonale, bo przecież byli narzeczeństwem i nie widzieli się od paru miesięcy, to musiał dać za wygraną i przyznać samemu sobie, że po prostu przeszkadzał mu fakt, że ktoś zagarnął wszystko to, a nawet jeszcze więcej, niż on sam od Cecylii do tej pory dostawał.
Bernhard nie był zazdrosny o Torisa w typowym tego słowa znaczeniu – przeciwnie, cieszył się, że Cecylia jest taka szczęśliwa, że ten Litwin, jak pozbawiony charakteru by nie był, dawał jej tyle uczucia i był w niej tak szaleńczo zakochany (tak, bo to było widać na milę) , bo ta kobieta zasługiwała na tyle miłości i oddania, ile tylko człowiek był w stanie jej ofiarować. Oxenstierna życzył Cecylii jak najlepiej, bo wiedział doskonale, że sam przecież nie mógł dać jej tyle, na ile zasługuje i ile jest jej winien za wszystko to, co dla niego zrobiła. Bo jak też miałby to zrobić? Ich życia zostały przecież złączone tylko na chwilę – wkrótce Bernhard będzie musiał wyjechać i najpewniej będzie to ostatni raz, kiedy uroczą Cecylię zobaczy. 
Wtedy jeszcze nie wiedział, że sposobność spłaty długu znajdzie się wkrótce sama i że to spotkanie w Łukowcach wcale nie będzie jedynym, jakie ich spotka podczas tej wojny.
*
Cecylia została z Torisem sama. Siedzieli na werandzie pod domem w zupełnym milczeniu, ale nie pełnym napięcia, czy żalu – Cecylia po prostu w końcu zamilkła, pozwalając objąć się swojemu Litwinowi, uśmiechając się mimo woli na dotyk jego ręki, przesuwającej się po jej włosach.
A Toris czuł się naprawdę wspaniale, mogąc wreszcie zrzucić z siebie wszystkie troski, jakich ostatnimi czasy miał naprawdę niemało i wrócić do ukochanych, choć tak dalekich od jego umiłowanej Litwy, Łukowców i do swojej ukochanej Cecylii.
Dom Łukasiewiczów w Łukowcach wcale nie przypominał typowego dworku szlacheckiego. Początkowo może rzeczywiście nim był, jednak złożyło się tak, że w pewnym momencie rodzina Łukasiewiczów mocno się dość rozrosła (teraz już z powrotem przybrała raczej zwyczajne rozmiary) i dom zwyczajnie trzeba było przebudować, niekoniecznie na typowo sarmacką modłę. Po pierwsze, budynek ten nie miał kształtu regularnej bryły, był raczej złożony z kilku różnych – tylko jedna z nich (przedsionek i łączący się z nim korytarz) była parterowa. Pozostałe części domu były piętrowe – w mniejszej z nich na parterze znajdowała się kuchnia, wyżej pomieszczenia gospodarcze, a jeszcze wyżej strych. Cała ta część domu przypominała swoim wyglądem dość pękatą i stosunkowo niską wieżyczkę. Po drugiej stronie z kolei znajdowała się właściwa część domu, w której mieścił się pokój gościnny z wyjściem na taras oraz pokoje sypialniane – było ich całkiem sporo, bo każdy Łukasiewicz miał tam swój pokój, a i znalazło się jeszcze miejsce na sypialnie dla Erzsebet, i bliźniaków – bo dziadek Jurgis upatrzył sobie miejsce na sypialnię w jednym z pomieszczeń gospodarczych w wieżyczce i zostało ono dla niego zagospodarowane w pokój mieszkalny, wedle jego woli.
Dla Torisa też zawsze znalazło się tu miejsce, bez względu na to, kiedy przybywał. Z niejakim bólem uświadomił sobie, że w Łukowcach właściwie spędził więcej czasu niż w swoim własnym domu w Kiejdanach. Nie żałował jednak – ze świecą było szukać takich ludzi, jak ci mieszkający w Łukowcach  i Toris był naprawdę szczęśliwy, że dane mu było ich spotkać. I to dla nich, żeby ich chronić, poświęcił swoje zasady i swój honor – tak przynajmniej próbował sobie tłumaczyć uczynki, jakich się dopuścił na Litwie.
Uwagi Cecylii nie umknęło dziwne zachowanie narzeczonego – widziała jego zmęczoną, bladą i jakby trochę szarawą skórę, cienie pod oczami i udręczone spojrzenie. Litwin wychudł sporo od ostatniego spotkania, stał się też jakby bardziej nerwowy i Cecylia naprawdę nie pojmowała, co takiego mogło się stać, że Toris wyglądał na aż tak zgnębionego. Czyżby wojna aż tak dawała mu się we znaki? Cecylia wiedziała przecież, że wojny nie są piękne. Jej jednak wojna nigdy nie dotknęła, więc miała dość naiwne, trzeba przyznać, spojrzenie na sprawę.
Łukasiewiczówna, jako osoba wybitnie prostolinijna, postanowiła po prostu po ludzku zapytać.
— Toris? — Laurinaitis spojrzał na nią i wydał z siebie cichy pomruk na znak, że jej słucha. — Co się z tobą stało? Wyglądasz na zmartwionego.
Litwin uśmiechnął się odrobinkę, wydawało mu się jednak, że uśmiech ten wypadł całkiem sztucznie. Wiedział, że Cecylia będzie pytać. I chciał, och, jak bardzo chciał jej wszystko powiedzieć, ale nie mógł, jeszcze nie teraz, teraz jeszcze by tego nie zrozumiała.
— Jest wojna, Lenkija — powiedział łagodnie i przesunął palcami po jej piegowatym policzku. — To normalne, że jestem zmartwiony. Tam na zewnątrz nie wygląda to wszystko tak, jak u was w Łukowcach. I ciesz się, bo pewnie do samego końca tego szaleństwa zostaniesz bezpieczna.
Toris nie mógł mylić się bardziej, ale naturalnie nie miał prawa o tym wiedzieć.
— Ale ja nie pytam, jak tam jest — upierała się Cecylia. — Pytam, czym się martwisz. Bo się strasznie martwisz i nie próbuj nawet zaprzeczać!
Lenkija, jestem tylko zmęczony — wyjaśniał jej cierpliwie, w głowie słysząc głosik wołający: „Kłamca! Kłamca!”. — I oczywiście, że się martwię. O ciebie się martwię i o was wszystkich. Ale Szwedzi obiecali, że nie skrzywdzą tych, którzy się poddali. A Pomorze się poddało, prawda?
Och, nie tylko Pomorze. I Toris wiedział o tym aż zbyt dobrze.
— Poddało się, jasne — prychnęła Cecylia. — Przyleźli tu nas upokorzyć i zmusić do posłuszeństwa. I jak my się mieliśmy bronić? Przyszedł taki jeden z drugim i się jeszcze dziwi, że sobie kpię.
— Z kogo znów kpisz, Lenkija? — zapytał Laurinaitis, unosząc brew do góry i uśmiechając się leciutko.
— Z kanclerza — powiedziała spokojnie i z przekonaniem, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. A Toris aż wytrzeszczył oczy.
— Co? — zapytał ją. — Jak to się stało, że… — zaczął, jednak zaraz urwał. — Czyś ty postradała rozum, dziewczyno? Lenkija, dlaczego ty zawsze musisz robić takie głupie rzeczy… Wiesz, co mogłaś sobie sprowadzić na głowę?
Toris nawet nie chciał wiedzieć, co takiego Cecylia Erikowi Oxenstiernie nagadała. Jak znał Cecylię, to na pewno nic miłego i na pewno coś wyrażającego absolutny brak szacunku. Łukasiewiczówna z natury była delikatną i łagodną osobą, choć niepozbawioną siły charakteru, jednak kiedy chciała być niemiła i opryskliwa, to naprawdę potrafiła taka być i każdego była w stanie doprowadzić do szału. Tyle, że w odczuciu Torisa doprowadzanie do szału kanclerza państwa najeźdźców nie było najtrafniejszym posunięciem, delikatnie rzecz ujmując. Przecież oni mogli ją za to tak dotkliwie ukarać,  że… Nie, Toris nawet nie chciał myśleć o tym, co Szwedzi mogli jej za to zrobić. Całe szczęście, że tak się nie stało i nie było co tego roztrząsać.
— A co miałam zrobić? — zapytała Cecylia, ale nie agresywnie, a po prostu trochę zrezygnowanym głosem. Oparła głowę o jego klatkę piersiową, a on przygarnął ją do siebie bliżej. — Co nam pozostało, jeśli nie próby zachowania twarzy? Nie ma większej hańby niż przyjąć zwierzchnictwo z podkulonym ogonem i zwyczajnie zaniechać jakiegokolwiek oporu. Wiesz, myśmy walczyć nie mogli, ale ja nie chciałam chociaż się przed nimi płaszczyć. Nie mogłabym sobie spojrzeć w oczy, gdybym bez słowa się podporządkowała.
Toris jęknął w duchu żałośnie i z absolutną rezygnacją. Wyrzuty sumienia zaczęły narastać, a on czuł się jak zdrajca, jak ostatni kłamca, tchórz i nic nie warty robak, który dał się rozgnieść podeszwie buta szwedzkiego króla. Ale przecież on też nie miał wyjścia, musiał zrobić to, co zrobił, musiał!
Jedno było dla niego pewne. To jeszcze nie był czas na wyznanie całej prawdy – Cecylia teraz zupełnie nie pojęłaby jego motywów, nie zrozumiałaby, że on to wszystko dla niej i tylko dla niej… A może to była wymówka? Może był tylko zwyczajnym tchórzem, który nie potrafił spojrzeć prawdzie w oczy i zasłaniał się troską o ukochaną?
Było trochę prawdy w obu tych stwierdzeniach – tak czy inaczej jednak Toris postanowił, że nic jej nie powie. Jeszcze nie – ona musiała jeszcze trochę w życiu przeżyć, żeby zrozumieć jego uczynki. I wtedy dopiero, kiedy zobaczy to co on, wtedy dopiero wyzna jej prawdę. Bo wtedy zrozumie.
— Zostaniesz ze mną trochę, Toris? — zapytała Cecylia, tuląc się do niego niczym pięcioletnie dziecko do matki. — Tylko trochę?
— Tylko trochę — odpowiedział jej, całując ją w czoło. — Tylko jedną noc. Ale zostanę.
Cecylia westchnęła głośno i z wyraźnym żalem. Nie musiała nic mówić, ale Toris zrozumiał. „Tylko jedną?”.
— No cóż, lepszy rydz niż nic — mruknęła po chwili Cecylia i spojrzała na niego, uśmiechnąwszy się szeroko. Jakże Toris zazdrościł jej tego optymizmu! On naprawdę miał ochotę tylko i wyłącznie wyć na myśl o tym, że to będzie tylko jedna noc. Ale naprawdę nie mógł zostać dłużej – i tak nadłożył drogi, miał bowiem jechać z Kiejdan prosto do Warszawy, a Łukowce były na tej trasie wybitnie nie po drodze.
— Och, przecież ma ci kto dotrzymywać towarzystwa — zakpił odrobinkę Toris, ale nie złośliwie, czy z wyrzutem, a raczej żartem. Nigdy nie podejrzewałby Cecylii o zainteresowanie innym mężczyzną. Gdyby tak było, to na pewno by mu powiedziała. Zbyt prostolinijna i szczera była na kłamstwa i zdrady. Nie zdziwił się więc, gdy Cecylia spojrzała na niego pytająco. – Och, twój Szwed. Nie ma mnie parę miesięcy, a ty już sobie obcego chłopa sprowadzasz… I co ja, biedny, mam począć?
— Ja ci zaraz dam sprowadzanie obcego chłopa! — zawołała oburzona Cecylia, jednak po chwili przegrała wewnętrzną walkę i roześmiała się. Popchnęła Torisa na deski i zaczęła się z nim szamotać. — Myślałby kto, żeś ty taki biedny! Po prostu jesteś zazdrosny, przyznaj się!
— Zazdrosny? — prychnął z uśmiechem Toris. Nie miał najmniejszych powodów, by być zazdrosnym. Żadnych. Choć, pomimo że cała ta wymiana zdań była tylko żartem, to musiał przyznać, że nie podobała mu się myśl, że obcy mężczyzna mieszka pod jednym dachem z jego Cecylią. I że wyraźnie są dość blisko. Nie, nie posądzał jej o żadne umizgi do Szweda, nic z tych rzeczy! Ale jaką miał gwarancję, że z czasem on nie zacznie się zalecać do niej? Chociaż, na tyle, na ile można to było ocenić po kilku godzinach znajomości, to ten cały Bernhard wyglądał raczej na porządnego człowieka. Niesympatycznego mruka, owszem, ale ciągle porządnego. Toris pomyślał, że chyba znów trochę zagalopował się ze swoimi myślami. – Zazdrosny? Chyba żartujesz. Nie mam o co być zazdrosny. No bo która kobieta oparłaby się takiemu wspaniałemu mężczyźnie, jak ja? – Mrugnął do Cecylii wesoło, choć tak naprawdę wcale nie miał nastroju na żarty.
Może i Toris rzeczywiście odrobinkę, ale naprawdę tylko troszeczkę, był zazdrosny. Doskonale jednak wiedział, że jak zwykle to jego wyobraźnia płata mu figle i że najpewniej – jak to w większości przypadków bywało – nie miał się czym przejmować. Tym bardziej utwierdził się w tym przekonaniu, gdy Cecylia objęła go mocno i pocałowała go w policzek. Toris przesunął rękoma po jej plecach i przycisnął policzek do jej włosów, pachnących sianem i lasem. Ileż on by oddał za to, żeby nie musieć wracać teraz na Litwę, kiedy wyczyniały się tam takie rzeczy! Wiedział jednak, że musi – ma zadanie do wykonania, a przecież król nie mógł czekać w nieskończoność. Na pewno nie należał bowiem do ludzi cierpliwych.
Byłby tak pewnie siedział jeszcze długo, oplatając Cecylię ramionami i słuchając jej spokojnego, rytmicznego oddechu, ona jednak nagle wyprostowała się i poczęła się wpatrywać w coś za plecami Litwina. Toris po chwili dopiero usłyszał tętent kopyt i wtedy odwrócił i spojrzał się przez ramię. Drogą do Łukowców zmierzał na koniu Wojtek, parobek księdza Beilschmidta. Wyglądał na dość przejętego, dlatego Toris i Cecylia wymienili zaskoczone spojrzenia.
— Pani Cecylio, dzień dobry! — zawołał już z daleka Wojtek. — Och, i pan Laurinaitis! Co też pan tu robi?
— Sprawy służbowe. — Toris uśmiechnął się szeroko i wzruszył ramionami.
— Grunt, że pan jest cały! — zawołał na to Wojtek. Później jego spojrzenie zwróciło się na Cecylię. — Pani Cecylio, ksiądz Beilschmidt prosi, żeby pani natychmiast przyjechała. Chodzi o tego Szweda, który leczył się u nas, na plebanii. Obudził się, ale nikt ni w ząb nie umie się z nim dogadać, a pani to raz, że trochę ponoć szwargocze po szwedzku, więc może trochę pomoże, ale i on mówi po rosyjsku, a u nas to nikt nie umie.
— Przyjadę — powiedziała Cecylia z zapałem, a po chwili spojrzała przepraszająco na Torisa. – Poczekasz na mnie? Tylko troszkę. Szybko wrócę, obiecuję.
— Poczekam, Lenkija. — Poklepał ją po ramieniu. — Macie drugiego Szweda?
Cecylia opowiedziała mu więc pokrótce o przypadku nieznanego im z imienia Szweda, towarzysza Bernharda. Toris sam nie wiedział, czy bardziej podziwiał ich wszystkich za chęć niesienia pomocy, czy bardziej był przerażony ich lekkomyślnością. Ostatecznie jednak uznał, że nie ma żadnego prawa tego oceniać – po pierwsze, to doskonale wiadomym mu było, jaka jest Cecylia i nie mógł spodziewać się po niej czegoś innego, a po drugie, to wiedział, że on sam prędzej by stchórzył i nie udzielił Szwedom pomocy wcale. Toris taki już był, że jeśli nie musiał się w nie pakować, to wolał za wszelką cenę unikać kłopotów.
Cecylia więc pojechała, obiecując Laurinaitisowi raz po raz, że wróci, zanim ten zauważy, że jej nie ma. Toris w końcu dał jej jasno do zrozumienia, żeby już jechała („No jak Boga kocham, Cecylio, jedźże w końcu, bo dłużej będziesz mnie tu zapewniać, że nie będzie cię tylko chwilkę niż faktycznie cię nie będzie!”), a on sam powlókł się w stronę niewielkiego pomostu nad małym, łukowieckim stawem, przy którym dostrzegał dwie sylwetki – jedną małą i drobną, a drugą większą, masywną i trochę przygarbioną. Rozpoznał w nich Kornela i Bernharda, więc postanowił im potowarzyszyć. Szczególnie, że Szwed podejrzanie mu kogoś przypominał – kogoś, kogo niedawno miał okazję poznać – miał więc świetną okazję, by przyjrzeć mu się z bliska.
*
— Berciu, a co robisz? — paplał Kornel, wciskając Szwedowi głowę przez ramię.
Bernhard nie mógł się oprzeć dziwnemu wrażeniu, że ma do czynienia po prostu z mniejszą wersją Cecylii. Nie był właściwie w stanie stwierdzić, kto jest bardziej męczący i gadatliwy: Kornel czy jego siostra. Ani jemu, ani jej Oxenstierna jednak nie mógł odmówić ogromnej dozy sympatii.
— Strugam — odparł po prostu Szwed.
Rzeczywiście, Bernhard strugał. Na prośbę Cecylii dano mu nóż, ostry jak brzytwa, i bardzo dobrej roboty. Niektórzy mieszkańcy Łukowców, jak na przykład bliźniacy Anielewiczowie, podejrzliwie spoglądali na Szweda i jego prośbę, Cecylia jednak szybciutko ukróciła wszelkie podejrzenia, jakie tamci wobec Bernharda żywili – Oxenstierna dostał co chciał, a bliźniacy szybko przekonali się, że rzeczywiście się co do niego mylili.  Bernhard, jako się rzekło, lubił pracować, i to nie tylko robiąc rzeczy praktyczne. Szczególnie lubował się w struganiu w drewnie. Nie była to może jako taka praca, jednak wymagała zręczności, cierpliwości i dużej wprawy, którą Bernhard nabył przez lata, tak więc dziś z jego rąk wychodziły starannie wyciosane rzeźby, figurki i elementy zdobień mebli, a czasem nawet i one same. Teraz jednak, naturalnie, nie porwał się na coś dużego. Z kawałka drewna wyciosywał figurkę zgrabnego, długonogiego konia, którego prawdę powiedziawszy zamierzał podarować Cecylii. Rozanielony wzrok Kornela był jednak wystarczającym powodem, by niemal natychmiast stwierdzić, że jednak to jemu dostanie się drewniany konik, gdy Bernhard skończy nad nim pracować.
— Zrobisz mi takiego? — zapytał Kornel wlepiając w Bernharda świecące oczka i wtedy Szwed już wiedział, że się nie pomylił.
— Miał być dla Cecylii — zauważył Bernhard, unosząc brwi. Kornel wydął usta w wdzięczną podkówkę.
— Dostaniesz go. — Bernhard mrugnął do niego, a blondynek natychmiast się rozpromienił. — Tylko wymyśl, co mogę zrobić w takim razie dla twojej siostry. Wiem, że lubi konie.
— Zrób jej różę — powiedział Kornel poważnie i z przekonaniem. Bernhard uniósł brwi jeszcze wyżej. Róża nie wydawała mu się najlepszym pomysłem. Mogło to być po prostu niezręcznym i opacznie odebranym prezentem. A już mocno nie na miejscu wydawało mu się wręczanie jej róży, kiedy w najbliższym otoczeniu przebywał jeszcze ten Litwin.
— Nie, różę nie — stwierdził więc Bernhard, a Kornel pokręcił głową z karykaturalnym wręcz politowaniem.
— Nie, bo…? — zapytał. — No zrób! Róża na pewno ją ucieszy, przecież mamy w herbie różę.
I wtedy Bernhard rzeczywiście przypomniał sobie, że Cecylia i Kornel są Łukasiewicz herbu Rosen. Teraz rzeczywiście ten pomysł wydawał mu się całkiem niegłupi. I aż dziw, że zaproponował go dziewięciolatek – Bernhard jednak zdążył już dawno temu zauważyć, że Kornel wychowywany był w największym poszanowaniu do symboli narodowych i rodowych, więc jeśli spojrzeć na jego zachowanie pod tym kątem, to nie było ono w zasadzie takie dziwne.
— Niech będzie — zgodził się Bernhard. Nigdy właściwie nie próbował wyciosać czegoś tak delikatnego i kruchego, ale przecież dlaczego nie spróbować? W końcu miał już za sobą lata praktyki.
Kroki, które usłyszał za plecami odciągnęły go od rozmyślań. Bernhard odwrócił się i zobaczył idącego w ich stronę powolnym, spokojnym krokiem Torisa Laurinaitis. Wiedział od Cecylii, że pomiędzy nim, a jej narzeczonym był zaledwie rok różnicy – ktoś, kto nie znałby ich obu i nie wiedział, w jakim są wieku, ocenił by tę różnicę nie na rok, na co najmniej na dziesięć lat. Toris, zdaniem Bernharda, odznaczał się bowiem podobną cechą jak Cecylia i wyglądał na ładne pięć lat młodszego, niż był w rzeczywistości. Oxenstierna natomiast miał świadomość tego, że on sam wyglądał zwyczajnie staro – jego wiek najczęściej oceniano na jakieś trzydzieści cztery-pięć lat, co było dość sporym zawyżeniem. Bernhard jednak już dawno temu do tego przywykł.
Laurinaitis był chyba całkowitym Bernharda przeciwieństwem. Jedyne, co ich łączyło, to spokojne usposobienie. Toris mówił więcej niż Bernhard, przemawiając zwykle łagodnym, jakby odrobinę zmęczonym głosem. Był też zdecydowanie weselszy od Szweda. Nie śmiał się może głośno i perliście jak Cecylia, jednak miał w sobie o wiele więcej humoru od Oxenstierny. Bernhard naturalnie nie znał Torisa na tyle, by wiedzieć, że różniło ich niemal wszystko – oceniał to tylko po tym, co do tej pory w zachowaniu Litwina zauważył. Prócz tego, nawet ich wygląd był tak skrajnie różny, jak to tylko możliwe: Toris był chudy, nie za wysoki i bardzo przystojny, choć odznaczał się raczej delikatnymi, kobiecymi wręcz rysami twarzy, zupełnie odwrotnie niż Bernhard, którego rysy były mocne i ostre, jakby odrobinę topornie wyciosane, twarz pozostawała koścista i surowa, a o byciu przystojnym mógł sobie co najwyżej pomarzyć. Litwin włosy miał długie do ramion i raczej ciemne; nawet sposób w jaki się poruszał był jakby bardziej płynny i przyjemny dla oka niż ciężkie człapanie Bernharda, nie wspominając już o włosach, bowiem Bernhard miał je wyjątkowo jasne, nawet jak na Szweda, ostrzyżone krótko i niedbale.
Litwin podszedł w końcu do nich i uściskał Kornela, który rzucił mu się w ramiona. Bernhard czuł się przez jego obecność taki szalenie obcy i niechciany, że naprawdę ciężko było mu zdławić to paskudne uczucie, odwrócił więc wzrok i znów zajął się ciosaniem drewnianego konika, zostawiając Litwina i Kornela samych sobie. Laurinaitis jednak, nie tyle ku niezadowoleniu Bernharda,  co doprowadzając go do stanu jakiegoś dziwnego, nerwowego napięcia, odesławszy chłopca po coś do dworku, przysiadł na pomoście obok Szweda, jakby nigdy nic wpatrując się w niebo.
Panowała między nimi cisza, dla Bernharda z każdą chwilą co raz bardziej męcząca i niezręczna. Toris też najwyraźniej nie czuł się jakoś wybitnie komfortowo w tej sytuacji, sądząc po tym, jak nerwowo i najwyraźniej zupełnie nieświadomie wyłamywał sobie palce. Bernhard nie mógł się zupełnie skupić na tym, co robi – nieomal nie zepsuł swojej rzeźby przez całe to napięcie; kiedy nóż niebezpiecznie osunął się po kawałku drewna, który powoli stawał się końską nogą, Bernhardowi wyrwało się głośne i bardzo szpetne przekleństwo.
— Mam nadzieję, że to nie na mnie pan tak złorzeczy? — zapytał go Toris, śmiejąc się nerwowo. Bernhard spojrzał na młodzieńca i zmarszczył brwi.
— Nie — powiedział szybko. — Oczywiście, że nie.
— Cieszę się — powiedział mu Laurinaitis. Litwin jednak szybko spoważniał, jego ciemne brwi ściągnęły się, a na jego twarz wpełzł wyraz troski. — Panie Bernhardzie, ja właściwie chciałem… Chodzi o to, że naprawdę się cieszę, że Cecylia panu pomogła, i że pan żyje, bo naprawdę wydaje się pan być porządnym człowiekiem. Ale nie będę owijał w bawełnę, że nie podoba mi się, że pan tu tak długo przebywa.
Bernhard zupełnie nie wiedział, co mu na to odpowiedzieć. Nie miał pojęcia, skąd wynikało podobne zachowanie Litwina. Czyżby nie podobało mu się zwyczajnie to, że jakiś obcy mężczyzna mieszkał z jego narzeczoną? Ale przecież Bernhard zupełnie nie tak na Cecylię patrzył. Już miał otworzyć usta, żeby to Torisowi powiedzieć, Litwin jednak go uprzedził.
— Nie chcę brzmieć jak rozhisteryzowany, zazdrosny szczeniak — powiedział szybko Litwin, czerwieniąc się. Najwyraźniej zrozumiał, w jaki sposób Bernhard jego wypowiedź odebrał. — To zupełnie nie o to chodzi. Powiedziałem przecież, że wygląda pan na porządnego człowieka. Chodzi o coś całkiem innego. — Przerwał na chwilę, by spojrzeć na Bernharda badawczo. — Sam pan rozumie, panie Oxenstierna, że pana obecność zwyczajnie może ściągnąć mojej Cecylii na głowę kłopoty.
Bernhard nic nie odpowiedział, początkowo przyznając Litwinowi w myślach rację. Po chwili jednak zwrócił uwagę na jeden, mały szczegół jego wypowiedzi, który sprawił, że Szwed natychmiast zapomniał o całej tej rozmowie i jej celu. Spojrzał na Litwina, marszcząc groźnie brwi.
— Nigdy nikomu tutaj nie podałem swojego nazwiska — rzekł ostrożnie. Litwina aż przeszedł dreszcz na dźwięk jego zachrypniętego, niskiego głosu. Rzeczywiście jednak po chwili najwyraźniej uświadomił sobie, że powiedział za dużo, bo zrobił bardzo zakłopotaną minę. Bernharda z kolei zaczęło dręczyć pytanie skąd Toris mógł znać jego nazwisko. Bo ewidentnie musiał je znać, to nie mógł być szczęśliwy traf. Oxenstierna miał już co do tego teorię, raczej mało przyjemną, wolał więc, przynajmniej póki co, ją przemilczeć.
— Musiał pan — upierał się Litwin, uciekając wzrokiem.
— Nie, nie musiałem i tego nie zrobiłem — odparł mu na to spokojnie Bernhard. — Nigdy bym go nie podał. Skoro pan je zna, to chyba sam rozumie dlaczego.
Litwin milczał, widocznie zastanawiając się, co odpowiedzieć. Bernhard go nie poganiał – wiedział, że jeśli Toris miał coś na sumieniu (a najwyraźniej miał), to sam musi to z siebie wydusić. A jeśli nawet ktoś miałby go do tego zmuszać, to na pewno nie Bernhard. To w żaden sposób nie była jego sprawa, co Toris Laurinaitis wyrabia, siedząc na Litwie. A już na pewno nie zamierzał wywlekać ewentualnych brudów na światło dzienne, żeby nie daj Bóg Cecylia nie dowiedziała się o tym z jego powodu. Nie, on nie chciał mieć z tym nic wspólnego
— Niech pan nie mówi Cecylii — rzekł w końcu Toris, wzdychając ciężko. — Ja naprawdę nie jestem dobry w jakiejkolwiek wojennej konspiracji. Ja się do tego nie nadaję, to chyba widać jak na dłoni… Niech jej pan nic nie mówi, bo ona nie jest głupia i sobie dopowie całą historię.
— Całą historię, to znaczy? — zapytał Bernhard, unosząc brwi. Ciekawość jednak wzięła górę.
Litwin westchnął głośno i przez moment wydał się Bernhardowi jeszcze bardziej udręczony, niż dotychczas.
— Pan nie wie, że Janusz Radziwiłł poddał Litwę? — zapytał w końcu, a Bernhard spojrzał na niego pytająco. — Och, oczywiście, że pan nie wie. Bardzo mnie to dziwi, ale najwyraźniej nikt tu nie wie. Niektórzy się zbuntowali i uciekli, więc powinno być chyba tutaj coś słychać… Chyba, że prosto do polskiego króla pognali…
— Niektórzy się zbuntowali — powtórzył Bernhard. — Ale nie pan?
— Ale nie ja — powtórzył Toris pustym głosem. — Cecylia mnie znienawidzi, kiedy się dowie. Ona nie rozumie, że ja to wszystko dla jej dobra! Obiecali mi, że zostawią Łukowce w spokoju, w zamian za moją służbę. Obiecali — powtórzył odrobinę zdesperowanym i łamiącym się głosem.
Bernhardowi nie było Litwina szkoda. Ani odrobinę. To nie było tak, że Oxenstierna miał jakiś problem konkretnie z Torisem – nie, on był Szwedowi raczej zupełnie obojętną osobą. Bernhard jednak, kiedy patrzył na Laurinaitisa i jego zachowanie, nie dostrzegał w nim poświęcenia, tylko tchórzostwo. Z jednej strony może było to godne podziwu, poświęcić swój własny kraj dla ukochanej i jej bezpieczeństwa, ale nawet Bernhard, który znał Cecylię raptem miesiąc, wiedział już doskonale, że ona nigdy, przenigdy tego nie zaakceptuje. I słusznie, Bernharda zdaniem. Miłość to jedno, ale wyparcie się ojczyzny i współpraca z wrogiem dla Bernharda była zwyczajnym tchórzostwem. On na miejscu Torisa nie przejmowałby się rozkazami, nie przejmowałby się wojną, nie przejmowałby się niczym, tylko przyjechałby do swojej ukochanej, by mieć pewność, że nie stanie jej się krzywda, broniłby jej osobiście, a nie zasłaniał się wątpliwej jakości obietnicami protekcji. Czy on naprawdę był na tyle głupi, by sądzić, że ktokolwiek będzie się przejmował ochroną tej wsi? Czy on naprawdę sądził, że był na tyle ważny dla Szwedów, aby ktokolwiek się nim przejmował? Bernhard wcale nie myślał tak złośliwie, to było zwyczajne stwierdzenie faktów – byle litewski szlachcic nie był w oczach Szwedów nikim ważnym. Laurinaitis sam chyba nie widział tego, że dał wrogim dowódcom świetny powód do szantażu, jeśli ktokolwiek w ogóle kiedykolwiek miałby się Torisem zainteresować.
Bernhard ostatecznie nic nie powiedział.
— Spotkałem pana brata — powiedział Toris, co najwyraźniej miało wyjaśnić zagadkę znajomości jego nazwiska. – Tak sądzę, że to był pana brat, bo jesteście naprawdę łudząco podobni. Bengt Oxenstierna?
Bernhard kiwnął głową. Tak, to była prawda – on i Bengt byli do siebie naprawdę wyjątkowo podobni, starszy był tylko może o pół kciuka niższy i odrobinę przystojniejszy. Nawet wuj Axel, kiedy jeszcze żył, czasami ich mylił.
— Niech pan jej nie mówi — powtórzył Toris trochę bardziej stanowczo. — To ja jej nie powiem, kim pan jest. Nie musimy sobie wchodzić w drogę. Niech pan wyjedzie, kiedy pan wydobrzeje i nigdy nie wraca, bo ściągnie jej pan na głowę kłopoty.
— Zabawne, że to samo mógłbym powiedzieć, o panu — burknął Bernhard w odpowiedzi. Wiedział jednak, że Laurinaitis miał rację. Bengt i Gustaw, kiedy już się dowiedzą, że Bernhard zniknął gdzieś bez śladu, na pewno wyślą ludzi, by go znaleźli. A to może rzeczywiście oznaczać dla Cecylii i reszty mieszkańców Łukowców kłopoty, i to niemałe. Bernhard naprawdę jak najszybciej powinien Łukowce opuścić, dla dobra ich wszystkich.
Najciekawsze w tym wszystkim było to, że nie tylko Toris, ale i Bernhard, choć w mniejszym stopniu, postrzegali Cecylię jako osobę, która nade wszystko potrzebuje czyjejś ochrony i opieki. Zupełnie bezpodstawnie, bo prawda była taka, że to ona z nich trójki właściwie była najbardziej zaradna, choć pozostawało faktem, że dobrze było, kiedy miała kogoś rozsądniejszego od siebie w pobliżu.
— Niech mnie pan nie ocenia — odparł na to Litwin ostrym tonem. — Kochał pan kiedyś kogoś absolutnie ponad wszystko? Na tyle, że byłby pan gotów poświęcić wszystko, co panu drogie dla tej osoby?
Odpowiedź brzmiała, oczywiście, „nie”. Bernhard jeszcze nigdy w życiu nie był prawdziwie zakochany i nie miał pojęcia, jak to jest, kiedy jedna osoba wywraca ci świat do góry nogami i sprawia, że jesteś gotów zrobić dla niej wszystko. I na to jednak miał gotową odpowiedź.
— Nie, nie kochałem — zgodził się z nim Bernhard. — Ale powiem panu wprost. Najciężej jest poświęcić samego siebie, a nie wszystko, co człowiekowi drogie. Niech pan o tym pomyśli, panie Laurinaitis.
— Myślałem wielokrotnie — odpowiedział mu Litwin odrobinę gniewnym głosem. — Czy nie właśnie to zrobiłem? Nikt nie ma prawa wymagać ode mnie więcej, bo…
— Nikt nie wymaga — uciął Bernhard. Jak go denerwował sposób, w jaki Litwin na całą tę sprawę się zapatrywał, to aż nie miał słów. Robił z siebie męczennika, a był zwyczajnym tchórzem i zdrajcą, takie było Bernharda zdanie. — A już na pewno ja nie wymagam. Ja nie chcę wchodzić pomiędzy pana i Cecylię. Nie chciałem tego mówić, poprzez szacunek do Cecylii i do pana, bo wydaje się pan być dobrym człowiekiem. Ale, na Boga, bądźże mężczyzną! Powinieneś się wstydzić tego, co zrobiłeś. Cecylia powinna ci urwać głowę. Zasłaniasz się opieką nad nią, ale dla mnie wygląda to tak, że zwyczajnie bałeś się stanąć przeciw wrogom. Nie oceniam, czy słusznie, czy nie. Pewnie też bym się bał, bo to na pewno nic łatwego. Mówię tylko, że ona nie spojrzy na to tak, jak ty. Chcesz być kimś wielkim w jej oczach? To broń swoich przekonań, pokaż jej, że umiesz zawalczyć. Jak to jest, że znam ją miesiąc i już widzę takie rzeczy, a ty znasz ją od lat i najwyraźniej tego nie dostrzegasz?
Bernhard rzadko mówił tak dużo. Tym razem jednak nie mógł się powstrzymać. Laurinaitis był tchórzem, dodatkowo całkiem niemal pozbawionym jakiegokolwiek samozaparcia, pomimo że naprawdę najwyraźniej był dobrym człowiekiem. Bernhard rzekł mu prawdę, że nie zamierzał wchodzić między niego i Cecylię w żaden sposób, w tym wydać jego tajemnicy. Nie mógł jednak pojąć jak to się stało, że Cecylia nie dostrzegała w Torisie tego wszystkiego, co on dostrzegał. Taka silna kobieta jak ona powinna mieć kogoś co najmniej na swoim poziomie.
— Więc może z tobą byłoby jej lepiej — prychnął kpiąco Toris, odwracając wzrok.
I wtedy Bernhard nie wytrzymał. Może i miał do Torisa jakąś niewielką dozę sympatii, jednak jego sposób bycia i robienie z siebie męczennika wybitnie działały mu na nerwy. Chciał jakoś dać mu nauczkę, ot co.
— Może rzeczywiście — warknął więc w odpowiedzi, a Toris aż spojrzał na niego zaskoczony. — Jak będziesz tak dalej robił, to obawiam się, że możesz się przekonać.
Przez moment Litwin gapił się na niego z otwartymi ustami, nie bardzo wiedząc, co powinien zrobić. Bernhard uśmiechnął się nieznacznie i dopiero wtedy Litwin zrozumiał, że Oxenstierna nie mówił tego poważnie. Całe napięcie jakby z niego zeszło i sam sobie również pozwolił na uśmiech.
— Żarty żartami, ale możesz mieć rację — rzekł na to Litwin. – Ona będzie na mnie wściekła.
— To nie był żart — powiedział już poważnie Bernhard. — Z tym, że nie chodzi o mnie, bo jak wspomniałem, ja nie chcę między was wchodzić. Zastanów się tylko trochę nad sobą. I przyznaj się jej, bo jesteś idiotą, jeśli sądzisz, że to się da ukrywać w nieskończoność. A nie wyjdziesz na tym dobrze, jeśli ona się dowie od kogoś innego.
— Przyznam się — rzekł Litwin. — W swoim czasie.
Bernhard nic już na to nie odpowiedział.
*
— Zapraszam, Polen! — zawołał właściwym sobie, lekkim tonem Gilbert, otwierając przed nią drzwi do sypialni na piętrze. Cecylia nadal była zziajana, bowiem pędziła do plebanii na złamanie karku. Raz, że chciała szybko wrócić do domu, a dwa: była bardzo ciekawa towarzysza Bernharda, po którym ten tak rozpaczał.
Mężczyzna wyglądał okropnie, porównywalnie źle do Bernharda w dniu, kiedy w końcu się obudził. Cecylia od razu jednak zauważyła, że obaj panowie muszą mieć całkiem inne usposobienie. Ten, pomimo nieludzkiego zmęczenia, zdawał się w jakiś dziwny, niemożliwy do pojęcia sposób zachowywać resztki pogodnego nastroju, bowiem uśmiechał się do Cecylii i nawet próbował jej pomachać, ale skończyło się to tylko tym, że skrzywił się niemiłosiernie.
Cecylia wiedziała, że z tym człowiekiem było o wiele gorzej niż z Bernhardem. Wylizał się z tego, to prawda, ale nie miał tyle szczęścia, co jej Szwed, który wrócił już niemal do pełni sił, a ten tutaj nigdy więcej nie stanie na nogi. Cecylii serce krajało się na samą myśl o tym.
Łukasiewiczównie przywodził na myśl prawdziwego wikinga z zamierzchłych czasów – włosy, w odcieniu odrobinkę ciemniejszym niż te Cecylii, sięgały mu do ramion, a gęsta broda sprawiała, że rzeczywiście człowiekowi prędzej przychodził do głowy jakiś pogański nordyk sprzed setek lat niźli żołnierz Karola Gustawa. Jasne, zielononiebieskie oczy błyszczały z pewną nutą wesołości, kiedy spoglądał na Cecylię, lecz czaił się w nich też jakiś smutek, całkiem zrozumiały, zważywszy na jego położenie.
 — Dzień dobry — powiedziała ostrożnie po rosyjsku, stając w drzwiach i przyglądając się Szwedowi.
— Dzień dobry — odpowiedział jej serdecznym tonem. — Och, jak cudownie, że pojawił się w końcu ktoś, z kim mogę porozmawiać, Chryste! Ale dziecko, ile ty masz lat? Rodzice nie urwą księdzu głowy za wyciąganie cię z domu?
Cecylia aż się zaczerwieniła ze złości.
— Ja ci zaraz dam dziecko! — burknęła, łypiąc groźnie na Szweda. — Ja nie wiem, najpierw mój Bercia mnie wziął za dzieciaka, a teraz ty! Ja mam dwadzieścia jeden lat, ty szwedzki przygłupie!
— Zaraz, zaraz, chwila moment. — Mężczyzna najwidoczniej wcale nie przejął się jej uwagą. — Jaki Bercia? No i przepraszam, ale wyglądasz na taką młodziutką, że…
— Dobrze, dobrze, już to słyszałam. —  Machnęła ręką. — A mój Bercia to Bernhard. Podobno twój przyjaciel?
— To Bernhard żyje? — Szwed momentalnie spoważniał. — Chryste, byłem pewien, że… — głos mu się załamał. — My się nie znaliśmy długo, rozumiesz. Ale on, Chryste Panie, odepchnął mnie, żeby mnie nie zastrzelili i sam został ranny. Tak się cieszyłem, że w ogóle z tego wyszedłem, że nawet nie pomyślałem, żeby zapytać…
Cecylia podeszła do niego i, wyczuwając, że podobnie jak ona człowiek ten jest bardzo otwartą duszą, usiadła obok niego na łóżku i pocieszającym gestem poklepała po ramieniu.
— On do dziś nie spytał, czy ktoś przeżył — powiedziała Cecylia. — To znaczy, nie dlatego, że go to nie obchodzi, ale on jest przekonany, że wszyscy umarliście. Nic mu o tobie nie powiedziałam, bo nawet nie wiem o kim bym miała mówić, ale oprócz tego nie wiedzieliśmy, czy przeżyjesz. On miał takie wyrzuty sumienia, nadal ma, obwinia się, że on przeżył, a wy nie. Znaczy, no, ty tak, ale… Och, wiesz o co mi chodzi!
— Ragnar — powiedział jej na to Szwed. — Ragnar Ljungqvist. Powiedz mu, że mam się dobrze i że ślę najserdeczniejsze pozdrowienia. No i mógłby tu do mnie zajrzeć, jeśli to nie problem. No wiesz, sam bym do niego poszedł, ale… Cóż, ja już chyba… Chyba nigdy nigdzie nie pójdę.
Szwed zacisnął usta i wbił wzrok w podłogę. Cecylii aż serce zadrżało, gdy tak na niego patrzyła – było jej go tak szalenie szkoda, że nie była w stanie wykrztusić z siebie choćby słowa. Jak straszne musiało być to z czym musiał się zmierzyć? To było zupełnie poza granicą wyobrażeń Łukasiewiczówny.
Nie tylko ten przejmujący smutek, który i jej się udzielił, ale również jego usposobienie, ewidentnie podobne do jej własnego, kazało jej sądzić, że znajdzie z tym człowiekiem naprawdę wielką nić porozumienia.
*
Oxenstierna plątał się po Łukowcach sam, aby nie przeszkadzać zakochanym. Z czasem, kiedy Łukowce nie miały już nic nowego do zaoferowania, zaczął plątać się po lesie, naturalnie nie oddalając się za daleko. Jednak, jak to niejednokrotnie już w życiu Bernharda bywało, chcąc uniknąć towarzystwa Cecylii i Torisa, to właśnie na nich się napatoczył. To był jeden z bardziej niezręcznych momentów podczas całego jego pobytu w Łukowcach – błąkając się po leśnych ścieżkach, trafił na polanę, na której Cecylia i Toris od lat zwykli byli przesiadywać. I ten dzień nie był wyjątkiem – siedzieli tam, nieskrępowani niczyim towarzystwem, ciesząc się z kolei sobą nawzajem. Oboje leżeli na ziemi, tuż obok siebie, spoglądając w niebo i tylko czasem odwracając wzrok na siebie nawzajem. Nie uszło uwadze Bernharda, że trzymali się za ręce.
Szwed bał się choćby drgnąć, żeby w żaden sposób nie zdradzić swojej obecności. Nie chciał, żeby wyszło na to, że ich śledzi, czy coś podobnego – to był głupi zbieg okoliczności, że wyszedł akurat tutaj, dokładnie w tym miejscu, gdzie Cecylia i Toris zdecydowali się przycupnąć. I w ten sposób został skazany na słuchanie ich prywatnych rozmów, przynajmniej dopóki nie zbierze się do kupy na tyle, by rzeczywiście się stamtąd ulotnić.
Cecylia szczebiotała coś wesoło jak to miała w zwyczaju, a Toris przysłuchiwał jej się z zamkniętymi oczyma i delikatnym, niemal niezauważalnym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Bernhard naprawdę nie chciał przeszkadzać – bardzo nie chciał, szczególnie zważywszy na to, że wiedział, że to jest jeden jedyny dzień, jaki Cecylia i Toris mogą spędzić razem.
Jeszcze bardziej niezręcznie robiło się, kiedy Toris nagle przerwał wywód Cecylii słowami, których nie spodziewał się ani Szwed, ani nawet sama Łukasiewiczówna.
— Wyjdź za mnie — wypalił nagle i niespodziewanie, aż Cecylia zamilkła i podniosła się z ziemi. Popatrzyła na Litwina co najmniej zaskoczonym wzrokiem.
— Przecież już mi się oświadczyłeś — powiedziała, uśmiechając się z politowaniem. – I już raz powiedziałam „tak”, więc o co chodzi?
Toris również podniósł się do pozycji siedzącej i popatrzył na Cecylię poważnie.
— Wyjdź za mnie dziś, o to mi chodzi — wyjaśnił jej, a ona zmarszczyła brwi. — Nie wiem kiedy wrócę, Cecylio. Może za parę lat. A ja już naprawdę tak długo czekam, ja…
— Ja też długo czekam, wiesz? — podsunęła mu Cecylia łagodnym tonem, przesuwając palcami po jego policzku.
Bernhard czuł się mocno nie na miejscu słuchając takich rozmów. Z jednej strony chciał jak najszybciej stamtąd zniknąć, nim sytuacja zrobi się naprawdę niezręczna, a drugiej jednak ciekaw był, właściwie, rozwoju sytuacji. Bo nagle, z największym niepokojem, uświadomił sobie, że myśl o Cecylii w małżeństwie była mu niemiła.
— Ale poczekam jeszcze — mówiła dalej Łukasiewiczówna, wtykając długi kosmyk słomianych włosów za ucho. — Wiesz, że chcę być twoją żoną. Ale nie dziś. Nie tak. Wiesz, o co mi chodzi, Toris?
— Wiem — mruknął Litwin w odpowiedzi cokolwiek niepocieszonym tonem.
Bernhardowi trochę ulżyło, ale nie całkiem. Ze zgrozą uświadomił sobie, że najwyraźniej jest małą Cecylią zauroczony. Nigdy świadomie o tym nie pomyślał, jednak teraz rzeczywiście zwrócił uwagę na to, że już od momentu, gdy Litwin pojawił się w Łukowcach Bernhard był albo niezadowolony, albo przygaszony. Nie były to jakieś intensywne, mocno nim targające odczucia, bo właściwie do tej pory nie zwrócił na nie większej uwagi, jednak teraz dotarło do niego, że chyba rzeczywiście umknął mu gdzieś moment, kiedy zrobiło mu się u boku Cecylii za dobrze.
Po chwili rozmyślań uznał jednak, że to przecież żaden problem – i tak niedługo wyjedzie z Łukowców i jego życie będzie się toczyło własnym biegiem, podobnie z resztą miała się mieć rzecz z Cecylią. Oxenstierna nie miał z tym problemu – żywił do Cecylii uczucie z gatunku tych, kiedy to człowiekowi sprawia przyjemność myśl o kimś innym, kiedy człowiek czuje się wspaniale, gdy ten ktoś traktuje go w jakiś wyjątkowy sposób, kiedy jest mu przykro, gdy ta osoba skupia się na kimś innym, ale jednocześnie jest się w stanie bez większych problemów zaakceptować rzeczywistość i stosunkowo szybko zapomnieć o sprawie.
— Wcale nie wiesz, znów się nad sobą użalasz — mruknęła Cecylia, głaszcząc Litwina po policzku. — Nie martw się. Przecież ja tu cały czas jestem, czekam na ciebie. Wróć mi z tej wojny szybko, niech wrócą nasze rodziny i wtedy się ze mną ożenisz. Chcesz robić coś takiego za plecami wszystkich?
— Wcale nie za plecami… — zaprotestował Litwin, ale dziewczyna szybko mu przerwała.
— A właśnie, że tak — upierała się Cecylia. — Jak myślisz, co by mój ojciec powiedział, kiedy by wrócił z wojny i okazałoby się, że jego jedyna córka już dawno temu sama się wydała za mąż?
— Od kiedy to tak się przejmujesz zdaniem ojca? — zapytał ją Toris, uśmiechając się półgębkiem. Cecylia odpowiedziała mu tym samym.
— A to akurat jest bardzo trafna uwaga! — zauważyła i zaśmiała się cicho. — Ojciec by mi głowy nie urwał. Ale tak czy inaczej, to nie tak miało być…
— Wiem — przerwał jej Toris. — Naprawdę wiem. Nie tłumacz się. Wszystko w porządku. Tak tylko pomyślałem, że może…
— Ale dlaczego tak nagle, hm? — zapytała go, na nowo układając się w trawie. Niecierpliwym ruchem ręki pociągnęła go za sobą.
— Nie nagle — wyjaśnił, układając się obok niej. — Myślałem o tym już od dawna.
Cecylia mruknęła coś niewyraźnego w odpowiedzi i pogrążyła się w myślach. Toris również wyglądał na zamyślonego, jednak jak na Bernharda oko, to on raczej sprawiał wrażenie, jakby zastanawiał się, czy powiedzieć coś jeszcze, czy nie.
I rzeczywiście, Bernhard miał rację. Litwin westchnął głęboko i, wahając się jeszcze przez moment, wykrztusił z siebie coś jeszcze, robiąc to tak cicho, że Bernhard niemalże wcale tego nie słyszał.
— Strasznie chciałbym, żebyś została moją żoną – powiedział w końcu takim tonem, jakby to było najtrudniejsze wyznanie, jakie kiedykolwiek przyszło mu złożyć.
Bernhard zmarszczył brwi. Nie za bardzo wiedział, dlaczego Toris się powtarzał. Przecież przed sekundą powiedział dokładnie to samo. Po chwili jednak skarcił się w myślach za podsłuchiwanie. Ostatecznie jednak ciekawość przeważyła nad wyrzutami sumienia i Bernhard został, przysłuchując się dalej.
Cecylia spojrzała na Torisa z taką miną, jakby myślała dokładnie to samo, co Bernhard przed chwilą.
— Widzę, że cię to męczy, ale… — zawahała się przez chwilę. — Mówiłeś to już, więc…
— Nie — przerwał jej szybko zakłopotanym tonem. Jego policzki lekko się zaczerwieniły. — Nie mam na myśli małżeństwa. Chodzi mi o… Wiesz. Tak naprawdę.
Ani Bernhard, ani Cecylia, sądząc po jej minie, zupełnie nic z tego nie pojmowali. Ona zrozumiała pierwsza i najpierw zamrugała ze zdziwienia, a później uśmiechnęła się do Torisa z taką serdecznością i politowaniem jednocześnie, że to było aż niesamowite.
— A jak ja sobie wypruwałam flaki, żebyś się w końcu za mnie zabrał, to nie docierało! — zawołała śmiejąc się wesoło, obejmując Torisa ramionami.
I Bernhard pojął dopiero teraz co takiego Toris miał na myśli.
Czuł, że policzki robią mu się okrutnie czerwone. Co go podkusiło, żeby tu siedzieć i podsłuchiwać? Byłoby mu o niebo lepiej, gdyby nie musiał tego wszystkiego słuchać – to była prywatna rozmowa, powinien był pomyśleć o tym wcześniej, a nie stać tu jak kołek nie wiadomo w jakim celu. Szczególnie, że po następnych słowach Cecylii zrobiło się jeszcze bardziej niezręcznie, chociaż w zupełnie innym sposób.
— Teraz to ty będziesz cierpliwy — powiedziała mu Cecylia, jednak bez cienie złośliwości w głosie. — Jutro musisz jechać, więc naprawdę nie czyńmy tego jeszcze trudniejszym. Mógłbyś potem odjechać, tak po prostu?
— Nie wiem, Lenkija — odparł jej na to cicho Toris. — Ja już nic nie wiem. Ten dzień, to jest tak, jakbym był w innym świecie. I bardzo nie chcę wracać tam, na zewnątrz.
— Więc nie wracaj — odpowiedziała mu Cecylia z prostotą. — Zostań tu. Przecież sam mówiłeś, że nie wiedzą gdzie jesteś.
Litwin zaśmiał się nieszczerze.
— Myślisz, że mój ojciec się nie domyśli? — zapytał ją z pełnym zmęczenia westchnieniem.
— I co, powiedziałby Radziwiłłowi? — zdziwiła się Cecylia.
— Książę też by się domyślił. — Toris wzruszył ramionami. — Nie dość, że by mnie skazali za dezercję, to jeszcze ty byś miała problemy.
— Jakie problemy? — zapytała go, marszcząc brwi. — Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie! — wyrecytowała, uśmiechając się szeroko i zadzierając głowę do góry. — A póki co, to ja tu jestem panią na włościach i mi tu nikt z butami nie wejdzie bez mojego pozwolenia!
— Oni by nie prosili o pozwolenie — mruknął pod nosem Toris, robiąc się jakby jeszcze bardziej markotnym.
Bernhard doskonale wiedział o co Litwinowi chodzi – jeśli rzeczywiście było tak, jak mówił, i Litwa poddała się Szwedom, to nikogo nie obchodziłyby prawa Rzeczypospolitej. Dobrze, że Toris miał choć tyle oleju w głowie, aby zdawać sobie z tego sprawę.
— No jak by nie prosili! — zawołała Cecylia, nie wiedząc najwyraźniej zupełnie nic na temat wydarzeń na Litwie. — Przecież takie jest prawo i dobrze o tym wiesz. Obojętnie jak by się wszystkim nie podobało, że rządzi tu kobieta.
Toris tylko westchnął głęboko, najwyraźniej całkiem zrezygnowany.
— Muszę jechać, nie ma rady. Chociaż naprawdę chciałbym zostać.
— To zostań.
Toris pokręcił tylko głową, nie mając już sił do dyskusji z Cecylią. Bernhard tu musiał przyznać mu rację – Łukasiewiczówna była piekielnie marudną bestią.
— Jak nie chcesz zostać, to przestań narzekać — zawołała Cecylia, tuląc się do niego. — Dlaczego ty się zawsze wszystkim zadręczasz? Nie możesz się cieszyć, póki masz z czego?
— Ty masz aż nadto optymizmu za nas oboje — mruknął jej w odpowiedzi i również ją objął.
— Ktoś musi, bo inaczej to oboje byśmy się na śmierć zapłakali! — oświadczyła, całując go w czubek nosa. — Ale wiesz, Toris, ja głupia nie jestem.
— Nikt tak nie twierdzi, Lenkija.
— Oj, no nie przerywaj mi! — jęknęła. — No więc, mnie chodzi o to, że ja wiem, że tam gdzieś dalej, wiesz, w kraju, to tak wesoło nie jest. I że pewnie bym taka wesoła nie była, jakbym tam trafiła. Ale tak sobie czasem myślę, że gdyby nie Kornel, to ja bym się z chęcią do ojca na Śląsk wybrała.
— Czyś ty już do reszty postradała rozum? — zapytał ją Toris, unosząc wysoko brwi. I tu Bernhard musiał się z nim zgodzić. — Po co? Żeby się po drodze Szwedom w łapy wpakować? Albo gorzej, Rosjanom?
— No czy ty mądry jesteś? — odcięła się Cecylia. — Rosjanie na drodze na Śląsk? A skąd i po jakiego czorta? Chryste Panie, a podobno ty tu jesteś żołnierzem!
— Tylko z nazwy — prychnął Toris. — Wcale bym się na wojnę nie pchał, ale sama wiesz, jak to jest.
— No wiem, wiem — ucięła Cecylia łagodniejszym tonem. — Ale wiesz, ja się Szwedów nie boję.
— A co ty wiesz o Szwedach? — zapytał ją cokolwiek sceptycznie Toris.
— No chyba więcej niż ty — zaśmiała się. — Jakbyś nie zauważył, to z jednym mieszkam.
— To jeszcze nic nie znaczy — odparł cierpliwie Litwin. — Z resztą, o nim też nic nie wiesz.
— Wiem — upierała się. Bernhardowi bardzo przypominała teraz małą, obrażoną dziewczynkę.
— Nawet nie znasz jego nazwiska — burknął Toris, a Oxenstiernę przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Jeśli Litwin teraz go wyda, to może się pożegnać z wolnością, tego był pewien.
— I co z tego? — zapytała Cecylia. — Po pierwsze, to nawet jakby był synem jakiegoś generała albo kogoś takiego, to i tak bym go puściła. Ba, nawet jakby był samym generałem! Może przez wdzięczność by nam później pomógł, co?
Lenkija, ja cię proszę…
— A ty znów marudzisz. — Pokręciła głową. — Po drugie, to przecież on i tak niedługo sobie pojedzie. — Bernhardowi wydawało się, że trochę zmarkotniała, mówiąc to. I to nie tylko jemu, sądząc po zaciskających się w wąską linię ustach Torisa. — Więc to nie ma żadnego znaczenia.
— A co, nie chcesz, żeby jechał? — wypalił Toris, zanim zdążył się powstrzymać. Przez chwilę zapanowało ciężkie milczenie.
— A niech jedzie — powiedziała Cecylia wzruszając ramionami. — Przecież nie może tu zostać do końca życia. Wiesz, jakby chciał, to by mógł, przecież tu wszyscy są mile widziani, wiesz o co mi chodzi. — Toris pokiwał na jej słowa głową. — Ale to nie jest jego dom. No wiesz, on się tu chyba trochę obco czuje, wiesz? Takie mam wrażenie, że ma wyrzuty sumienia, że mi na głowie siedzi.
— I słusznie, bo ci może nieszczęście ściągnąć na głowę — mruknął na to Toris, cokolwiek zgodnie z prawdą.
— Coś ty się go tak uczepił? — zapytała Cecylia, a po chwili uśmiechnęła się zadziornie. — Jeszcze trochę i naprawdę uwierzę, że jesteś zazdrosny.
— Wcale nie jestem — burknął takim tonem, że ani dla Cecylii, ani dla Bernharda nie było żadnych wątpliwości co do tego, że jednak był zazdrosny. Bernhard zaśmiał się pod nosem. Zazdrosny? O niego? Ten chłopak rzeczywiście doszukiwał się problemów tam, gdzie ich nie było.
— Och tak, rzeczywiście! — Cecylia zaśmiała się wesoło. — O laboga, Toris, jakiś ty głupi czasem, to aż szkoda słów! — Dziewczyna zbliżyła się do niego i, pocałowawszy go w policzek, rzekła: — I ty myślisz, że co ja tu z nim robię?
Bernhard poczuł się bardzo nieswojo.
— Nie bądź głupia, wcale tak nie myślę — powiedział Toris i westchnął głęboko. — Ale będę spokojniejszy, jak sobie pojedzie.
— A co, nie ufasz mi?
— Nie ufam jemu.
— Głupiś! — Cecylia pokręciła głową.
— No daj spokój, jemu zwyczajnie źle z oczu patrzy — rzekł Toris.
— No dobrze, może i jest trochę straszny na pierwszy rzut oka, ale to jest bardzo pocieszny chłopina, tak naprawdę — tłumaczyła mu cierpliwie.
Pocieszny?, pomyślał Bernhard. A więc taki dla niej jestem? POCIESZNY?
Cóż, właściwie mogło być gorzej.
— Pocieszny jest akurat ostatnim słowem, jakiego bym użył — mruknął na to Litwin, a potem dodał wyraźnie niezadowolony: — Ale lubisz go?
Łukasiewiczówna uśmiechnęła się zawadiacko.
— Nie bardziej, niż ciebie.
Kiedy Cecylia wpełzła Torisowi na kolana i znów się nad nim nachyliła, najwyraźniej by go pocałować, Bernhard uznał, że teraz już naprawdę przyszedł najwyższy czas, żeby się stamtąd wynieść.
*
Jedno było pewne – on i Toris raczej średnio przypadli sobie nawzajem do gustu. O ile ze strony Torisa kwestia była raczej oczywista, o tyle Bernhardowi nie podobało się w Litwinie to, jak rozpaczliwie on łaknął uwagi Cecylii. I wcale nie chodziło o Łukasiewiczównę – ona należała do Torisa i Bernhardowi nic do tego. Chodziło jedynie o fakt, że on się Cecylii trzymał jak tonący brzytwy, wydawał się od niej okrutnie, niezdrowo zależny, a dodatkowo jakby chował się w cieniu jej osobowości, i sprawiał wrażenie, jak gdyby śmiertelnie bał się tego, że narzeczona się nim znudzi i zostawi go samego. Co, według Bernarda, było kolejnym śmiesznym problemem, bo skoro – z tego, co mu powiedziała Cecylia – byli narzeczeństwem już od pięciu lat i przez ten czas nic się nie zmieniło, to czemu nagle miałoby stać się inaczej? No i jeszcze pozostawała kwestia podejrzeń, jakie Toris żywił wobec Bernharda. Czego on się, na Boga, spodziewa?, myślał Oxenstierna. Że co, że mu narzeczoną uwiodę? Jeśli tak, to musi być ślepy, bo zdecydowanie nie mam aparycji do tego typu przedsięwzięć. Albo co, że ją siłą wezmę? Ta wizja wydała mu się jeszcze śmieszniejsza niż poprzednia. Bernhard był ostatnią osobą, którą można było podejrzewać o takie rzeczy.
Dlatego w końcu, gdy przyszedł ten moment, kiedy Toris musiał jechać, Bernhard gdzieś w środku cieszył się z takiego obrotu spraw. Było mu szkoda Cecylii, która wyraźnie cierpiała, ale trzymała się dzielnie, o wiele dzielniej, niż Laurinaitis. Pożegnanie było krótkie i sztywne – Bernhard rozumiał to, on sam też wolał rozstawać się w ten sposób, żeby się nie rozczulać i nie sprawiać sobie więcej bólu.
Cecylia była markotna przez cały dzień i nic nie dało się zrobić, by jakoś poprawić jej humor. Śmiała się jak zawsze, tylko jakoś nieszczerze i wymuszenie, a uśmiech spływał jej z twarzy, kiedy tylko nikt na nią nie patrzył.
Wszyscy w Łukowcach byli tak przejęci pożegnaniem z Litwinem, że nikt nie zwrócił uwagi na jedną rzecz, która mogłaby skłonić ich do rozmyślań nad powodem zmartwień Litwina. Nie pojechał on bowiem na południowy zachód, w stronę Śląska, gdzie przebywał polski król. Pojechał na wschód, w stronę Warszawy. I Bernhard wiedział, że Toris nie skłamał mówiąc, że jedzie do króla. Teraz po prostu był nim dla Litwina ktoś inny.




Chryste Panie, myślałam, że dziś się uda trochę krótszy rozdział, ale jednak nie ;_; Ale to już chyba ostatni taki tasiemiec, tak mi się wydaje. 20 stron, joł.
A i przy okazji cały plan fabularny na tekst został ostatnio wywrócony do góry nogami, ale nic to, teraz jestem zadowolona z niego o wiele bardziej i tworzę w tempie ekspresowym :D
MOGĘ SIĘ POCHWALIĆ? MOGĘ? DOSTAŁAM SIĘ NA STUDIA :D Na inżynierię biomedyczną w języku angielskim i międzywydziałowe matematyczno-przyrodnicze. No i teraz nie wiem, co wybrać D: Życie takie ciężkie D: Przy następnym rozdziale pewnie się pochwalę, czego jestem dumną studentką ;_;
No i robotę skończyłam, w końcu mam wakacje :D Ale wiąże się z wakacjami to, że pewnie gdzieś pojadę, więc mogę się spóźnić z komentowaniem rozdziałów. Ale nadrobię wtedy, jak wrócę :)
No i chyba tyle ode mnie na dziś. Pozdrawiam! :)

Edit: Nie ma mnie do 9 sierpnia, Internetów raczej mieć nie będę, także tego, jakby coś, to proszę zostawiać informacje o nowościach, albo mnie pogonić później, jakbym o czymś u kogoś zapomniała, wiadomo :)

52 komentarze:

  1. No w końcu jestem. Wiem, że już dawno zostawiłaś u mnie komentarz, ale naprawdę ostatnie tygodnie miałam praktycznie całkiem wyjęte z życia i w efekcie dopiero kilka dni temu miałam okazję, by móc swobodnie powrócić do blogowego świata. Mój komentarz opóźnił się również przez to, że na Twoim blogu pojawiło się już sporo tych rozdziałów, a sama przyznasz, że do najkrótszych one nie należą. Nie, nie. Nie pomyśl sobie, że mi to przeszkadza, czy, że marudzę :) Lubię gdy mam co czytać, tylko po prostu potrzebowałam czasu na zapoznanie się z tekstem. I w głębi duszy liczę, że każdy kolejny rozdział będzie dłuższy od poprzedniego :)

    Muszę przyznać, że czasy które przedstawiasz w swoim opowiadaniu nigdy mnie zbytnio nie interesowały i szczerze mówiąc wydawało mi się, że nic ciekawego nie można w tym momencie historii osadzić. Zwłaszcza jeśli mówimy o wojnach. Nie chcę powiedzieć, że toczone wojny w tamtym okresie nie były tragiczne, bo chyba nie ma wojny o której by można powiedzieć, że nie była straszna, ale jak dla mnie mało się w nich działo w porównaniu do drugiej wojny światowej. Ale nie o tym chcę mówić. Po prostu chciałam przekazać, że bardzo się zdziwiłam, że coś co zostało osadzone w takich a nie innych czasach jest naprawdę intrygujące i ciekawe. Sądziłam, że przedstawienie życia w jednym z dworków nie będzie ciekawe, że będzie działo się ciągle to samo, powieje nudą i takie tam. Ale cóż jeśli dodać do tego kobietę o takim charakterze jaki ma Cecylia to w sumie inaczej być nie może :) Bernharda szczerze mówiąc polubiłam dopiero wówczas, gdy znalazł się ranny w Łukowcach i kiedy próbował nawiązać jakikolwiek kontakt z kobietą, która go uratowała. Wcześniej faktycznie wydawał mi nieco mrukiem i taką mało ciekawą postacią (my czytelnicy chyba zawsze lubimy energicznych i zabawnych bohaterów). Po tym rozdziale stał się moją drugą ulubioną postacią, tuż za Cecylią :) Moje serce podbił ten fragment kiedy kobieta opowiadała o tym jak przebierała nieprzytomnego szwedka a on żałował, że wtedy nie umarł :) Naprawdę tym, to poprawiłaś mi humor. Również kreacja księdza wyszła Ci doskonale i powiem, że jest on moją ulubioną postacią numer trzy. Do Torisa nie żywię żadnych pozytywnych uczuć po ostatnim rozdziale, bo powiem szczerze jeszcze jak na początku trochę go lubiłam, to teraz czuję do niego niechęć. Staram się niby postawić w jego sytuacji, ale szczerze mówiąc ciężko mi to wychodzi.

    Ogólnie jeśli chodzi o fabułę, to muszę powiedzieć, że jest wciągająca i to Twoje opowiadanie czyta się naprawdę przyjemnie. Masz też taki fajny i oryginalny styl narracji, który mnie osobiście uwiódł. Do tego piszesz tak, że nie czuje się długości rozdziałów, tylko przechodzi się przez nie naprawdę szybko. Przyznam się, że kiedy dotarłam do końcówki rozdziału IX bardzo żałowałam, że nie mogłam w odpowiedniej zakładce przejść do kolejnego. Wiesz naprawdę nie rozumiem czemu ta Twoja historia nie jest jeszcze dostępna w wersji papierowej. Jak już będzie to na pewno pokuszę się o jej kupienie :)

    Czytając całość, zauważyłam, że jak jeszcze w początkowych rozdziałach zdarzały Ci się błędy, jakieś zjedzone literki, powtórzone dwa takie same wyrazy to im dalej tym jest lepiej. To do czego mogłabym się jeszcze jakoś przyczepić (ale nie bierz tego sobie do serca, ja żadnym ekspertem w tej dziedzinie nie jestem) to jest to, że czasem pisząc o czymś powtarzasz niepotrzebnie to samo ale innymi słowami. Tak było w poprzednim rozdziale najpierw napisałaś: „zjadłby ze smakiem nawet najgorsze ochłapy” a za chwilę dalej dodałaś: „był tak głodny, że nie pogardziłby niczym, co by dostał” . Jak dla mnie to zrozumiałam to za pierwszym razem i nie zapomniałam o tym do czasu, kiedy użyłaś kolejnego przytoczonego przeze mnie zdania, więc nie widziałam sensu w tym, żeby to jeszcze bardziej wzmacniać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zmieściłam się w jednym komentarzu :)

      Gratuluję również dostania się na studia. Wiem jaka to jest radość, kiedy okazuje się, że dostałaś się tam gdzie chciałaś. Bez względu na to co wybierzesz mogę Cię zapewnić, że w jednej dziedzinie będziesz dalej dobrze się szkolić a inne rzeczy pójdą w zapomnienie. Zauważyłam to ostatnio po sobie. Miałam bardzo długą przerwę w pisaniu, bo ostatnie moje opowiadania, które gdzieś tam publikowałam sięgały czasów mojego pobytu w liceum. Teraz po paru latach zachciało mi się wrócić do tego ponownie i wszystkie zasady itp. gdzieś wyparowały z mojej głowy, trzeba sobie wszystko przypominać na nowo i wracać do dawnej wprawy. A szczególną moją plagą są powtórzenia. Podczas pisania różnego rodzaju diagnoz i opinii ćwiczeniowcy powtarzają nam, żebyśmy ciągle powtarzali tymi samymi słowami co wyszło i w jakich granicach mieści się otrzymany wynik. Nawet niektórzy czepiają się gdy tak nie jest i sięgamy po mniej znane zwroty. Przywykłam już tak do powtórzeń, że sama nie zauważam tego gdy robię takie błędy w innych tekstach. Będę czekała na kolejny rozdział nie tylko po to, by poznać dalsze losy bohaterów (na co czekam z ogromną niecierpliwością) ale również by dowiedzieć się który z tych pasjonujących kierunków wybrałaś, bo wiesz… Studiowanie to naprawdę bardzo fajna rzecz :)

      Zastanawiam się również, czy w dalszym ciągu chciałabyś sięgnąć po moje opowiadanie. Pomimo tych rażących w oczy błędów? Bo jeśli tak to chciałabym również zaprosić Cię na rozdział pierwszy. Mam nadzieję, że nie będziesz miała mi za złe tego, że robię to przy okazji tutaj a nie w spamie, skoro już się tak rozpisałam :)

      Podsumowując Twoje opowiadanie strasznie mi się spodobało, pomimo tego kontekstu historycznego za którym nigdy jakoś bardzo nie przepadałam i z niecierpliwością czekam na dalszą część. Martwi mnie tylko jedno, że skoro rozdział IX pojawił się tak niedawno, to na X przyjdzie mi jeszcze długo poczekać. Chociaż może pojawi się za niedługo, co? :)

      Pozdrawiam ciepło i życzę dużo weny :)

      Ach i skomentować tak prestiżowy rozdział jako pierwsza :) Tyle wygrać :)

      Usuń
    2. Nie masz się czym przejmować, doskonale rozumiem, że było u mnie sporo tekstu do przemielenia, więc szczerze mówiąc, to i tak uważam, że całkiem szybko się z tym uporałaś :D No, ale muszę powiedzieć, że bardzo, bardzo się cieszę, widząc komentarz od Ciebie :)

      Wiesz co, miło mi to wszystko czytać. Głównie dlatego, że ja sama początkowo, ze dwa lata temu jeszcze, uważałam te czasy za średnio ciekawe, dopóki nie zaczęłam, zupełnie przypadkiem, wczytywać się w historię panowania Gustawa Adolfa i ogółem wojnę trzydziestoletnią. Potem przyszedł czas na arcyciekawe, w wydaniu mojej pani profesor, omawianie siedemnastowiecznych wojen, no i przepadłam. Zaczęłam doszukiwać się masy informacji na własną rękę, brnęłam co raz bardziej i sama się przekonywałam, że czasy, o których myślałam, że są szalenie nudne, wbrew pozorom wcale takie nie są. Tylko, że historia, jaką wtłaczają nam do głów w szkołach rzeczywiście nie jest wcale ciekawa. Dlatego naprawdę cieszę się, że udało mi się zainteresować Cię tematyką. I swoją pisaniną :)

      Jeśli chodzi o samą treść, to spokojna głowa, we dworku to się będzie rozgrywał jeszcze tylko jeden rozdział, a potem do widzenia, jedziemy w świat :D Ale nie będę nic dalej mówiła, bo wiadomo, żeby nie psuć niespodzianki :)
      Cieszę się bardzo, że Cecylka tak Ci przypadła do gustu - postaci kobiece kulały u mnie odkąd pamiętam, więc jestem z niej naprawdę szalenie dumna, bo to chyba jedyna kobitka u mnie, o której można powiedzieć, że w sumie mi się udała :) Bardzo mi miło, że to nie tylko moje odczucie :)
      Bercia rzeczywiście jest mało sympatyczny i dość nieprzystępny, nawet dla czytelnika. Ale to dobry chłop, szorstki, ale dobry, tylko rzeczywiście chyba potrzeba trochę czasu, żeby i czytelnik jakąś sympatię mógł do niego poczuć, takie mam wrażenie. Bądź co bądź cieszę się, że i do niego się przekonałaś :) Byłoby ciężko inaczej, jako, że to jeden z głównych bohaterów, a nawet najważniejszy z nich, właściwie.
      Do Torisa ja sama mam mieszane uczucia. Raz go lubię, raz nie. I żebym chciała, to naprawdę nawet nie mam za dużo na jego temat do powiedzenia D: To taki trochę zagubiony w życiu chłopak, co to wiecznie podejmuje złe decyzje, a później nijak nie ma szans się z tego wykaraskać.

      Szalenie mnie cieszy, że tak szybko da się przebrnąć przez ten tekst, bo wiem, że jest tego wszystko naprawdę multum, a rozdział na 20 stron to nie jest mało. Nie mniej cieszą mnie komplementy pod adresem stylu - każdego chyba zresztą by cieszyły :) Za wszystkie pochwały pięknie dziękuję, ale najpiękniej za to, że kupiłabyś, gdybym to wydała - ja naprawdę wcale o tym nigdy nie myślałam, ale to szalenie miło przeczytać takie rzeczy :)

      Powiem szczerze, że dalsze rozdziały sprawdzam dużo uważniej, być może stąd to wynika. Nawiązałam już współpracę z betą, sprawdziła mi kilka rozdziałów, ale nie mogę niestety wkleić na bloga zbetowanych wersji, ponieważ czekam na recenzję na katalogowo, a regulamin zabrania tam wprowadzania zmian na blogach po opublikowaniu na katalogowo informacji, że recenzje się piszą. Więc muszę czekać D: Niemniej jednak zamierzam poprawić wsjo :) Co do tych powtórek, to rzeczywiście masz rację, zauważyłam to jakiś czas temu - tylko, że tu jest ta sama historia, nie mogę póki co jakoś tego poprawić. Bądź co bądź, prócz opublikowanych rozdziałów, mam jeszcze gotowe około 150-200 stron, i tam już większą wagę do unikania takich powtórzeń przyłożyłam :)

      Usuń
    3. Ale dziękuję pięknie za zwrócenie uwagi.

      Dzięki piękne! :) Ja się bardzo cieszę, tylko naprawdę, nie jestem w stanie się zdecydować. Myślę, że ostatecznie pójdę na międzywydziałowe, ale to nic pewnego, po prostu okrutnie się boję, że pójdę i będę żałowała. Inżynieria po angielsku wydaje się super, zważywszy na to, że chcę po magisterce pojechać na doktorat za granicę, ale z kolei międzywydziałowe pozwolą mi o wiele bardziej rozwinąć się naukowo, i to nie tylko w jednej dziedzinie. No i nie przekreśla to szansy na zagraniczny doktorat. Bo ja akurat mocno chcę iść w naukę, więc z pracą aż takiego dzikiego problemu nie mam, ale tak czy inaczej D: Bądź co bądź, dzięki za radę i w ogóle, dobrze usłyszeć coś takiego od osoby, która podobny wybór ma za sobą :)

      Tak, tak, oczywiście! A błędy wcale nie były rażące w oczy :) Głowy Ci nie urwę, że ma żadnego problemu, nie ma sensu latać do innej zakładki, jak spokojnie można wszystko za jednym razem załatwić :) Tylko, że nie wpadnę do Ciebie dzisiaj, bo po prostu chyba padnę, jak odpowiem na wszystkie komentarze. Znaczy, nie to, że odpisywanie mnie tak męczy, ale jestem dziś okrutnie niewyspana i po prostu nie skupiłabym się na tekście jak trzeba D: Ale wpadnę jutro, albo pojutrze, także spodziewaj się mnie :)

      Myślę, że na następny rozdział nie będzie trzeba czekać kolejnego miesiąca, ale niczego nie mogę obiecać :)

      Naprawdę pięknie Ci dziękuję za tak wyczerpujący komentarz, nawet nie mam słów, żeby powiedzieć, jak bardzo to doceniam :)

      Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  2. Nareszcie udało mi się przysiąść do komputera i przeczytać ten rozdział. Plany wyjazdowe uniemożliwiły mi przyjście tu wcześniej, ale oto jestem :D
    Zacznę od Twojego pytania, które zostawiłaś na moim blogu – tak, byłabym Ci bardzo wdzięczna, gdybyś informowała mnie o nowościach u siebie. Z jakiegoś powodu mój blogger w dalszym ciągu w ogóle ich nie zauważa. Z tego powodu sądzę, że bezpieczniej byłoby, gdybyś dawała mi znać o kolejnych rozdziałach.
    Im bliżej poznaję Torisa, tym mniejszą darzę go sympatią. To niewątpliwie dobry człowiek i tak dalej, ale tchórzostwo nie jest cechą, której nie jestem w stanie tolerować u kogokolwiek, a już w szczególności u mężczyzn. Nie znam się za dobrze na historii, ale z całą pewnością wiem, że kiedyś ludzie przywiązywali bardzo dużą wagę do honoru i patriotyzmu. Sądzę, że silne przywiązanie do przynależności narodowej i tym podobnym u ludzi w tamtych czasach mogłoby sprawić, że myśleliby oni o Torisie jak o najgorszym zdrajcy. A Cecylia z całą pewnością nie jest tu wyjątkiem! Po jej słownym starciu z Oxenstiernami? Dlatego kolejną rzeczą, jaka mnie w tym rozdziale niezmiernie ugodziła, był moment, w którym Laurinaitis poprosił ją o to, by ożeniła się z nim jeszcze tego samego dnia. To już dla mnie było niemalże chamskie i bardzo egoistyczne. Facet ukrywa przez kobietą coś, co mogłoby całkowicie zmienić jej podejście do niego, a planuje jej to wyznać na długo po ślubie?! Wiem, że raczej nie myślał o tym w ten sposób, ale dla mnie nadal jest to okazanie braku szacunku. Cecylia powinna wiedzieć z jakim człowiekiem bierze ślub… Poza tym on tak naprawdę nie chciał ślubu, tylko seksu (czemu myślenie o nim w tych kategoriach właśnie wywołało u mnie atak smiechu?). To nie jest dobra motywacja. W końcu ślub powinien być wyrazem miłości, szacunku i przywiązania, a nie pieprzenia się na rozładowanie negatywnych emocji tuż przed wyjazdem na wojnę. Do tego po złej stronie. Swoją drogą ciekawa jestem, co zrobiłby biedny Bercia, gdyby Cecylia powiedziała Torisowi, że powinien poczekać ze ślubem, ale niekoniecznie z tym, a potem przeszłaby do… działań xD (Ach, ten mój zboczony mózg)
    A właśnie! Skoro już jestem przy Berci, to muszę powiedzieć, że gdy czytałam ten długi monolog, jakim poczęstował Torisa, miałam ochotę poklepać go po ramieniu i mruknąć „dobra robota”. Mam nadzieję, że dał Litwinowi do myślenia. Mimo wszystko nadal sądzę, że z Torisa jeszcze mogą być jacyś ludzie. Może i pozbawieni charakteru, ale przynajmniej po dobrej stronie. Jak rany – z Berci lepszy Polak niż z niego!
    Cieszę się, że nareszcie pojawiła się postać Ragnara. Byłam bardzo ciekawa, co u niego. Strasznie mi przykro, że mężczyzna nie będzie mógł już normalnie chodzić, ale dobrze, że żyje. Już nie mogę się doczekać momentu, gdy Cecylia powie Oxenstiernie, że chociaż jeden z jego kompanów również przeżył tamtą napaść.
    O właśnie! W tym rozdziale podobała mi się niezmiernie jeszcze jedna rzecz. W tej chwili zarówno Toris, jak i Bernhard mają, można powiedzieć, haka na tego drugiego. Pierwszy zna nazwisko Berci, a drugi wie o zdradzie Litwina. To naprawdę bardzo ciekawe wątek i jestem niezmiernie ciekawa, jak go później rozwiniesz :D
    Gratuluję dostania się na studia! Niezmiernie się cieszę, że ja nie miałam takich problemów, jakie Ty masz z ostatecznym wybraniem kierunku. Od ponad roku wiedziałam, na jakie studia chcę iść i uparcie liczyłam się na dostanie się na nie (jakakolwiek inna opcja była dla mnie porażką, ale na szczęście udało mi się dostać bez żadnych problemów :D). Ale moja przyjaciółka też nie miała pewności, gdzie składać papiery. Nie wiem, czy pomogę, ale jak nie wiesz, na co iść, to pomyśl o korzyściach studiowania na każdym z tych kierunków. Mówię o perspektywach pracy, o tym, jak bardzo będą one dla Ciebie interesujące, itd. Z tego, co wiem, w Internecie często można znaleźć dokładny plan zajęć każdego kierunku – to również może być bardzo pomocne przy podjęciu decyzji :)
    Tak, czy owak życzę powodzenia w wyborze i serdecznie pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, spokojnie, ja nigdy nie gonię z czytaniem :) A już na pewno nie Ciebie, bo przecież ile czasu ja nadrabiałam Waszego bloga? Aż wstyd ;_;

      Rozumiem, właśnie tak pomyślałam, dlatego, że mnie mój blogger też wariuje i nie informuje o nowościach na kilku blogach. No i potem się okazuje, że nagle, nie z gruchy, ni z pietruchy mam trzy rozdziały zaległości D: Także będę dawała znać :)

      Jeśli o Torisa chodzi, to ja się z Tobą absolutnie zgadzam. To znaczy, mam na myśli to, że po pierwsze, facet to powinien być facet, i każdy ma prawo do strachu, szczególnie, że mówimy tu o wojnie, więc wiadomo, ciężko się nie bać, ale ja osobiście za największe tchórzostwo z jego strony nie uważam wcale poddania się Szwedom - najpewniej by zginął, gdyby postąpił inaczej. Moim zdaniem gorsze jest to, że Cecylce się nie przyzna. A nie przyzna się, bo w głębi serca wie, że ona by mu tego za nic nie wybaczyła, i tego boi się najbardziej. A co do honoru i całej reszty masz świętą rację - powiem Ci tak, w tamtych czasach zdrada była oczywiście karana śmiercią. Więc Toris ma absolutnie przekichane, po całości. I nie ma, że zrobił to, żeby chronić ukochaną - to tylko wymówka, którą sam sobie próbuje wmówić jako prawdziwy powód jego postępowania. Bo, jak mu Bernhard wytknął, Toris byłby idiotą sądząc, że jest dla Szwedów na tyle ważny, żeby ktokolwiek się nim przejmował.

      Ale trafiłaś w sedno, on właśnie dlatego, w moim zamyśle, chciał się z nią ożenić już, to i teraz, bo uważał, że jak zostanie jego żoną, to już go nie zostawi, nawet, kiedy dowie się o jego zdradzie. Osobiście powiem, że grubo się mylił, bo Cecylia by go spektakularnie kopnęła w zad nawet po ślubie, ona by się z nim nie pieprzyła jak matka z łobuzem, ale to tylko takie gdybanie. Bądź co bądź owszem, myślał dokładnie w taki sposób, chciał ją uwiązać.Tylko, że on nie ma jaj, żeby się z tym jakoś mocniej narzucić. A to, czego jeszcze chciał od Cecylki, to jest z jednej strony zrozumiałe, zważywszy na to, że ma facet 26 lat i od sześciu lat się twardo hamował, ale z drugiej strony masz świętą rację, taka motywacja absolutnie nie jest w porządku, to jest brak szacunku dla Cecylki, bo co - nie chciała ślubu, ale on i tak to zaproponował. Dajmy na to, że by na to poszła. I co? On pojechałby na wojnę, a ona mogłaby zostać z dzieckiem, bez ślubu. A takie rzeczy również były wtedy karalne. To znaczy, kobiety bywały karane. A to jeszcze dodatkowo zmienia postać rzeczy, i czyni propozycję Torisa jeszcze gorszą.
      Hahaha, no osobiście powiem, że Bercia pewnie długo stałby tam jak kołek, nie wiedząc co zrobić i będąc co raz bardziej zakłopotanym, a potem, jakby zobaczył, że oni NAPRAWDĘ to robią, to uciekłby w podskokach. A potem unikałby Cecylki przez dłuuuuugi czas XD

      Usuń

    2. Taktak, Bercia mu dobrze nagadał :D Ma chłop jednak porządny kręgosłup moralny, czego o Torisie powiedzieć za bardzo nie można. Chociaż może i Toris go ma, tylko tchórzostwo za często bierze górę. Ale masz rację, ze swoimi przypuszczeniami co do Torisa. Częściowo, ale masz rację.

      Ragnar się jeszcze całkiem z tego wszystkiego pozbiera :) Zresztą, człowiek o tak pogodnym usposobieniu poradziłby sobie chyba z każdym problemem. JESZCZE NIE NAPISAŁAM, JAK ONA MU TO MÓWI, PEWNIE BYM ZAPOMNIAŁA, TAKŻE DZIĘKI ;____;

      Oooo, tak tak, oni są na swojej wzajemnej łasce, zgadza się. A już niedługo, no, za parę rozdziałów, tylko Toris zostanie na łasce Berci. Będzie to ważne, ale za jakiś czas dopiero :)

      Dziękuję pięknie! Zazdroszczę Ci bardzo takiego zdecydowania. I oczywiście gratuluję przyjęcia :) Ja się jeszcze muszę bardzo poważnie zastanowić, a i tak, jak siebie samą znam, podejmę decyzję na ostatnią chwilę. Już tam wyżej pisałam, że z jednej strony inżynieria po angielsku jest dla mnie super, bo chciałabym na doktorat wyjechać za granicę, ale z drugiej strony, to międzywydziałowe nie zamykają mi tej drogi, choć będzie na pewno trudniej, ale za to pozwolą mi się lepiej rozwinąć naukowo, a zdecydowanie naukową karierę dla siebie planuję. Nie wiem, zobaczymy, w każdym razie pewnie sobie zerknę na te plany, dzięki wielkie za radę :)

      Dziękuję pięknie, za komentarz, i za pocieszenie w kwestii studiów :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Noooooooooo, i widzisz, jak się zawezmę, to przeczytam i nadrobię ^^ Znaczy, żem gotów na studia :D Gratuluję, gratuluję ^^ Osobiście wybrałbym to pierwsze, bo angielski niezwykle uwielbiam wręcz ^^ Ale nooo...^^ Opowiadanie :) Jak dotąd mi się strasznie,strasznie podoba, głównie dlatego, że jak wspominałem w pierwszym komentarzu, uwielbiam Trylogię, i uwielbiam Sabaton, a album Carolus Rex, to już wogle ^^ Zastanawia mnie tylko, dlaczego oni użyli tytułu "Got mit uns", a nie szwedzkiej wersjii...Swoją drogą, I bitwa o Breitenfeld to musiało być coś świetnego, 7 szarży kawaleryjskich...^^ Choć osobiście, wolałbym widzieć bitwę pod Ankarą w 1402...225 tysięcy wojowników :O^^ Ja wiem, ja wiem...normalny człowiek b powiedział "Ale to straszne, tylu tam zginęło"...Cóż, trudno, ja nie jestem normalny człowiek, ja jestem Omegon ^^ No...^^ I dlatego też, tuszę iż waćpanna zaspokoi moją potrzebe solidnej rozróby, i jakowąś potyczkę na szabelki wprowadzi ^^ Albo te armaty niech zagrzmią ^^ Ale nie spodziewałem się, że Toris zdradzi :O jeszcze tak głupio! Przecież jak Szwedzi pozajmowali ziemie bez walki, to i garnizonów niewiadomo jakich nie pozostawiali, bo po co, jak to już ich? Radziwiłł sam miał niewiele, bo mu pułkownicy w twarz pluli, a to co miał, rzucał na partyzantkę...O wiele bezpieczniej dla Cecylii byłoby, gdyby pozostał wierny Litwie i Koronie, bo jak tylko chłopi ruszą, i dowiedzą się, że sprzedawczyk, to kto wie jak się będą mścić :P No ale nie przegada takiemu noo :) Przypomniało mi się o Janie Kazimierzu ^^ W czasie potopu szwedzkiego, straż pałacowa (na zamku w Warszawie) zobaczyła skradającą sie nocą postać zakutana w płaszcz. Myśląc, że to jakiś nasłany przez Szwedów skrytobójca, złoili intruza włóczniami...A to był Kaziu, który sobie wracał po ćmoku od kochanki, swoją drogą, późniejszej "Marusieńki", do której Sobieski pisał swoje listy ^^ A, i Czarniecki też nie był taki świętoszek, jak go Sienkiewicz malował ^^ Jak oblegano Kraków, dostał 60 tysięcy złotych w złoci, na żołd dla żołnierzy. Niby fajnie, ale pocztowi nigdy nie zobaczyli:P Dodatkowo, jak się wycofywał, to jeszcze pozbierał co wartościowsze rzeczy z domów co bogatszych mieszczan i oczywiście, Żydów ^^ No ich to nikt nie lubił w tamtych czasach...:P No, ale cieszę się,że nadrobiłem ^^ Nie żałuję, że trafiłem na Twój blog :P dostałaś honorowe miejsce na moim dziale promocji ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, obrobiłam się i jestem :D
      No, zazdroszczę tego zawzięcia, bo ja im bardziej coś mi się podoba, tym wolniej nadrabiam, żeby sobie przedłużać przyjemność z czytania i suma summarum ludzie, którym bardzo chciałabym skomentować teksty czekają na komentarze baaaardzo długo ;_;
      Naprawdę nie mogę się zdecydować, najtrudniejsza decyzja, jaką muszę podjąć ;_;
      Jejku, naprawdę się szalenie cieszę, widząc wychodzącą od Ciebie tak pochlebną opinię, mimo tych wszystkich głupich błędów, jakie mi się wkradły i jakichś tam niedociągnięć D:
      To pod tym względem mamy wiele wspólnego, bo ja za Potopem i Panem Wołodyjowskim przepadam, Ogniem i Mieczem, jak wiesz, jeszcze nie przeczytałam, ale to się zrobi :D Sabaton bardzo lubię, ale Carolus Rex zdecydowanie kupił mnie w całości, jak dla mnie najlepsza płyta. Ja to sobie jej po szwedzku lubię słuchać :D
      Nie wiem, może dlatego, że walki w dużej mierze toczyły się w Rzeszy?
      Spoko wodza, ja też nie oceniam bitew pod kątem strat, a ich epickości XD Ale wracając do płyty, to akurat obejmuje panowanie moich ulubionych szwedzkich władców, Gustawa Adolfa i Karla XII, no, niby Karola X też, ale o nim to tam właściwie nic nie ma, więc D: A tak btw, to pamiętam, że jak się uczyliśmy o wojnach inflanckich to mój podręcznik był tak genialnie napisany, że do niedawna byłam święcie przekonana, że Karol Sudermański i Karol IX to dwie różne osoby ;_; A jeszcze inna sprawa jest taka, że X czasu temu wyczytałam gdzieś, że Wazowie mieli jakieś rodzinne koneksje z Oxenstiernami i koniecznie muszę gdzieś doczytać, jakie konkretnie i czy to w ogóle prawda jest *.* Mam nadzieję, że jakoś wybitnie nie nudzę? :D
      Cecylka leje szwedzkie tyłki aż trzeszczy, małej szarpaniny (no, może nie takiej małej) doczekasz się w następnym rozdziale, może to nie będzie walka na szable, ale zawsze coś. Nie ma to jak zdesperowana kobieta, bez kija nie podchodź ;_;
      JAKBYM NAPISAŁA, ŻE PAŹDZIERNIK, TO PEWNIE BYŚ SIĘ SPODZIEWAŁ. Jestem na siebie o to wściekła, ale cóż D: Ale jeśli o Torisa chodzi, to on głupi jest, i tyle, bo to, co zauważyłeś, to jest oczywista sprawa. Zresztą, to też nie do końca tak, że on to zrobił, żeby Cecylkę chronić, od siebie powiem, że po prostu trząsł portkami i zrobił to, co jemu się lepiej kalkulowało, ot co ;_;
      Jezu, tak rżałam, jak czytałam to o Janie Kazimierzu, że aż rodzice popatrzyli na mnie jak na nie wiem kogo, piękna historia, PIĘKNA XD Mina strażników, jak już załapali swój błąd, musiała być przepiękna XD
      A o Czarnieckim też już wyczytałam :D No niestety, Sienkiewicz ładnie przekoloryzował, ale mówi się trudno, czyta się pięknie, a jak było pisane ku pokrzepieniu serc, to i wybaczyć taką idealizację można :D
      Też się szalenie się cieszę, że tu trafiłeś, a że nie żałujesz, to już w ogóle, naprawdę :)
      Właśnie weszłam i widziałam, dzięki Ci piękne, doceniam to bardzo :D To teraz jeszcze tylko mnie zostaje przebrnąć przez Twoje teksty :D

      Usuń
    2. Oj tam zaraz "głupich błędów" :P Każdemu się zdarzają, a T jeszcze nie masz doktoratu z historii, żeby Ci ich nie można było wybaczyć :D
      To, że ja mam dość wąskie zainteresowania i w historii siedzę po uszy, to nie znacz, że każdy musi, zwłaszcza jeśli jednocześnie ma biologię, chemię (które są dla mnie czarną magią^^), astronomię i mitologię nordycką :P Ja mam historie i angielski :D Resztę to tak, o, jak to się mówi- po łebkach :) Cecylia sie będzie bić??:o Ło matko, kiedy wrzucisz??:D Strażnicy jak strażnicy, oni na pewno się bali, że ich zetnie, ale Kaziu?:D Ten to dopiero musiał być zdziwiony! :D W końcu mu jego królewskie dupsko złoili :D Swoją drogą, po cholerę bym się skradał po własnym pałacu? :P On się tłumaczyć musiał gdzie łazi czy co? ^^ No Sienkiewicz miał dość luźne podejście do faktów, ale jak mówisz :P ku pokrzepieniu serc :P Przebrnięcie przez moje teksty może się okazać równie długim zadaniem jak przez Twoje :D Bo może nie mam ani jednego tak długiego rozdziału...nie, rozdziały to na pewno mam i dłuższe, ale rozbite na ośmio stronowe części ^^ Znaczy w późniejszch fazach, bo jesteś w Rozdziale I, tam jeszcze były krótsze ^^ mam tylko nadzieję, że spodobają Ci sie choć trochę tak bardzo jak mi przygody Berniego :D

      Usuń
    3. No niektóre były głupie, bo nie były powodem niewiedzy, a niedopatrzenia ;_; Ale no cóż, poprawię się przy edycji za jakiś czas, nic straconego :)
      Akurat pudło, ale w sumie nie dziwię się, że tak pomyślałeś - nienawidzę biologii, nie zdawałam jej i jedyne wydanie w jakim bym ją przeżyła, to specjalizacja z biomechaniki inżynieryjnej i konstrukcja mechanicznych protez. I to tyle D: Ale rzeczywiście, chemia to jedno, bardzo lubię, a oprócz tego fizykę, szczególnie astrofizykę magluję na potęgę, a mitologia nordycka to tak przy okazji :D Niby w tej historii też się babram, ale ani nie tak intensywnie, ani nie z takim zapałem, jak bym chciała. Ale cóż zrobić, rzeczywiście nie można zajmować się wszystkim, bo by człowiek zgłupiał D:
      A no będzie, będzie, i to całkiem skutecznie :D Ale nie wrzucę wcześniej, niż za dwa tygodnie, bo w przyszłym tygodniu wyjeżdżam na tydzień no i nawet nie będę miała kiedy dokończyć, bo ten rozdział ma jeszcze dziury D:
      O matko, nadal kwiczę na samą myśl XD To się nazywa fail XD No jak to po cholerę, jakbyś był królem, to chciałbyś, żeby się wszem i wobec wydało, że sobie po kochankach biegasz po nocy? Albo jeszcze przed żoną, która właściwie myślała za króla? Zakładając, oczywiście, że wszyscy o tym nie wiedzieli, bo i tak mogło być ;_;
      No słuchaj, ja jakiegoś zabójczego tempa nie mam, na pewno jak sobie pojadę, to Cię będę czytała, bo będę miała na to masę czasu, ale czy będę komentowała, to nie wiem, bo nie wiem, czy mi Internety będą działać. Bądź co bądź przebrnę, z przyjemnością :D Póki co to jestem zachwycona :D

      Usuń
  4. A wlasnie co do mitologii nordyckiej, to mam pytanko male, jako ze osobiscie nie jestem ekspertem:-D Otoz chodzi mi o nazwe bogini krolestwa umarlych...Najczesciej przewija sie "Hel", ale na polskiej wiki jest wersja "Hlle"... nie ma zadnej bibliografii, wiec nie da sie odniesc do zrodla,z ktorego takie imie wycieklo... Probowalem szukac po angielsku, nawet po niemiecku mi kumpel pomogl...Ale nie znalazlem nigdzie indziej podobnej formy... Myslisz,ze to czyjs wymysl, czy po prostu nie umiem szukac?:-D Bo sie mi spodobalo to "Hlle", brzmi tak...inaczej niz Hel:-D to sie od razu z pieklem kojarzy:-D (tak,wiem, ze angielski bazuje na jezyku wikingow, ktorzy podbili Wyspy:-D) Gwiazdami sie jakos szczegolnie nie interesowalem nigdy :-D wolalem ziemie i wykopaliska^^ A, to pardon,:-P cos tam pisalas o biologi, to pomyslalem,ze tez zdawalas:-D ciekawe,ciekawe... mowisz,ze metr piecdziesiat zywej furii bedzie??:-D I long for it:-D No jak...? Jakbym byl krolem, to by mi nikt nie smial wypomniec,ze sie szlajam po nocach! :-D I to po wlasnym palacu!:-P No ale to Kaziu no...:-D a spoooko, czytaj sobie w jakim tempie chcesz^^ uwazaj tylko zeby Ci oczy nie splonely od bledow, bo Bete mam dopiero od kilku dni, i juz zdazyla osiwiec:-D A nie ma jeszcze pojecia,ze ledwo skoczyla poprawiac jedno, juz szykuje sie kolejne^^ Wogle...Zaczeli mi ostatni narzekac,ze dlugie rozdzialy wrzucam...:-P Chyba u Ciebie nie byli, musze popracowac nad reklama:-D I sorry za brak polskich znakow, ale na komorce sie mi zwyczajnie nie chceeee:-D bo to trzeba przytrzymac i wooogle...:-/ palce bola:-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, aż zerknęłam na ten artykuł no i rzeczywiście coś tam takiego jest, ale szczerze mówiąc pierwszy raz się z tym spotykam. pogrzebałam sobie trochę na innych wersjach językowych artykułu, sprawdziłam rosyjski, szwedzki i nynorsk i tam nigdzie Hlle się nie pojawiło, znalazłam za to "Hellia", zerknęłam do Eddy, bo to na pewno byłoby dobre źródło, ale tam pojawia się również tylko Hel, ale mimo wszystko myślę, że spokojnie możesz użyć Hlle, jeśli chcesz, dlatego, że dla przykładu, żeby daleko nie szukać, weźmy taką Freyję - jest masa zapisów, ja preferuję ten, który znalazłam w Eddzie, ale Freya i Freja też są poprawne, ta sama historia jest z Freyem - może być Frey, Frej, albo Frejr, czy Freyr albo w niektórych przekazach nawet Yngvi, z tego, co się zorientowałam, jest masa różnych wersji imion nordyckich bogów, więc sądzę, że to Hlle też może być jak najbardziej okej, chociaż etymologia jednak wyraźnie wskazuje na Hel, bo to oczywiście od słowa "helvete", czyli piekło, więc skojarzenia masz bardzo dobre :D Ja w każdym razie nigdy nie czytałam żadnych mitów nordyckich tak w formie książki, prócz Eddy, a Edda jest najstarszym źródłem, więc wiadomo, niektóre imiona są poprzekręcane, np. tam nie ma Sigurda, tylko Sygurd, to z Hel też różnie może być, ale Hlle w Eddzie nie ma. Mam nadzieję, że ten mój bełkot coś pomoże D:
      A może ja jeszcze mogę o coś spytać? Jak Ty masz takie magiczne źródła na temat różnych historycznych pierdółek, to może obiło Ci się coś na temat mundurów z okresu potopu?
      To widzisz, ja zupełnie odwrotnie, ziemia to jak średnio, ale Chryste, ile ja nocy przesiedziałam z mapami nieba, a z nosem w książkach o astronomii to już w ogóle :D Gwiazdy takie super :D
      Tak, mówiłam, że profil biol-chem-fiz, zgadza się :D Ale akurat fanką biologii to ja osobiście nie jestem, chyba że genetyka, to jeszcze k.
      No, Ci powiem, że pięknie to podsumowałeś XD Cecylkę znaczy :D
      No niby masz rację, król to król, ale Jan Kazimierz to był taki król jak z koziej rzyci trąba ;p No i może patrzę na niego trochę przez pryzmat tego, co sama w moim opowiadaniu o nim napisałam ;_; Ale on to jeszcze nic, Karol Gustaw to się pewnie w grobie przewraca XD Mam nadzieję, że nie będzie mnie straszył po nocach za to, co o nim nawypisywałam XD
      No jutro spadam na tę działkę, także zobaczymy, albo się odezwę, jak Internety będą, a jak nie, to jakoś w następny weekend się pojawię :D
      Jak tekst niebetowany, to wiadomo, że się błędy trafiają, luzik ;p
      A betę mamy tę samą :D Znaczy się, jeszcze tu nie wkleiłam zbetowanych rozdziałów, bo czekam na tę recenzję, ale bądź co bądź betuje mnie Embla :D Jak Ty ją tak robotą zawalisz, to nie wiem, kiedy ona mi dośle resztę rozdziałów ;p Ale swoją drogą powiem od siebie, że odwala kawał dobrej roboty :)
      Hehehe, no właśnie, przyślij ich tu XD Myślałam, że następny rozdział będzie krótszy... ALE CHYBA NIE BĘDZIE ;____; A tak z randomowych faktów na temat długości rozdziałów, to pisana jakiś czas temu arcysympatyczna, w przenośni oczywiście, rozmówka Karola Gustawa z Cecylką zajęła mi 12 stron, polecam, pozdrawiam, a to tylko jedna z kilku scen, jakie zamierzam umieścić w tamtym rozdziale ;_;
      Spoko, telefony to zło, jak przychodzi do pisania, znam to ;___;
      O jakiś Ty delikatny, myślałby kto! ;p

      Usuń
    2. No...Zrozumiałem tle, że "mogę sobie użyć Hlle jak mi się podoba" :D apotem to powtórzyłaś kilka razy, najwyraźniej, żebym miał 100% pewności :D:D "Pierdółek"...:O Osz Tyyy.....^^ Historię...pierdółkami nazywać... :( Się fochnę i guzik będziesz miała, a nie artykuł :D
      Od razu mam to, więc wrzucam:P Tu masz cztery sztandary szwedzkie :P http://fromholdblog.blogspot.com/2012/12/sztandary-szwedzkie-z-okresu-potopu_24.html
      Tu masz opis poszczególnych jednostek szwedzkich
      http://www.rajtarzy.pl/a_czymze_rajtaria.html
      Tu masz o mundurach, ale nie ma zdjęć :(
      http://wargaming.pl/index.php?mode=view_article&article=6
      Tu takie se, ale spod Połtawy...
      http://www.tacitus.nu/gnw/battles/Poltava/swedes.htm
      Tutaj coś o Lisowczykach, jest nawet pare malunków...
      http://mojhistorycznyblog.blog.pl/2013/10/07/ich-pojawienie-sie-budzilo-strach-w-calej-europie-lisowczycy/
      Ogólnie, jeśli chodzi o umundurowanie jako takie, to w tamtych czasach jeszcze nie przykładano tak wielkiej wagi do jednolitości :P Byleby sie kolor zgadzał :)Ale tak żebym coś miał odnośnie dokładnie potopu szwedzkiego, to nie mam :(
      A, wiesz...ja chyba zrezygnuję z betowania, właśnie z tego powodu ^^ Piszę napraawdę dużo, i już mam zaplanowane trzy rozdział po gdzieś tak 11 stron...:D Nie wyrobiła by się chyba ^^ Tym bardziej, że głównie mi przecinki wyłapywała, tam miałem dwa powtórzenia i z pięć literówek :) Wiec się nie martw ^^

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No durna komórka no ^^ Ale co pisałem...Nasłuchałem się dzisiaj Carolusa i wiesz...Taka jest moc, taka jest potęga, że nabrałem taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaakiej ochoty, żeby złamać dane samemu sobie słowo, i, a czemu by nie, walnąć jakieś opowiadanie historyczne, bez smoków i innych kosmitów...:) Uwidziały mi się klimaty albo wojny30-sto letniej albo, co podoba mi się jeszcze, jeszcze bardziej- historia Szwedzkiego Meteora, zwłaszcza tej nieszczęsnej duńskiej kuli przez łeb...:P Ale nie wiem, czy Ty czegoś takiego nie planujesz...:D No i jeszcze nie myślałem nad bohaterem, i problemem w jakim bm go postawił, no bo z perspektywy Karola XII pisał nie będę...:D A może wiesz, jakiegoś coopa zrobimy, ja zapewniam risercz, a Ty hamujesz moje zapędy fantasy... :D

      Usuń
    2. Jeeeezu, już Ci porządnie odpisałam i mi prąd wyłączyli, damn it, wszystko zginęło ;_;
      Rzeczywiście zaserwowałam Ci ścianę tekstu, sorcia, ja już tak mam, że mogę gadać i gadać jak ktoś mnie spyta o coś, co mnie interesuje ;_; I nie patrzę, czy gadam po 15 razy o tym samym ;_;
      Ale widzę, że sobie nie nagrabiłam aż tak, żeby jednak tych artykułów nie dostać? :D Dzięki Ci piękne, na pewno się przydadzą :D Właśnie ja znalazłam jedną stronkę, gdzie były nawet właśnie rysunki mundurów a okresu potopu, ale strona wygasła i zdjęć obejrzeć już nie można było D:
      Widzę, że mój dług rośnie XD
      No tak, u mnie niby rozdziały długie, ale co z tego, jak rzadko ;_; Ale to Ci powiem, że masz tempo z tym pisaniem *.*

      Już na oba odpowiem w jednym. JA PRZEZ CIEBIE TEŻ ZACZĘŁAM. Znaczy, dzisiaj sobie całą płytę puściłam, ło matko, dawno nie słuchałam, ale damn, to jest świetna płyta. Jak dla mnie ich najlepsza. No i ładnie powiedziane, jest moc :D
      TAK. Nie to, żebym Cię namawiała, ALE JEDNAK CIĘ NAMAWIAM. To jest super pomysł. Tylko lepiej Wielka Wojna Północna i dalsze wyczyny Karola, serio *.*
      TA KULA NIE BYŁA DUŃSKA. Znaczy się, dlatego Cię będę namawiała na Karola XII, bo jego historia ma cudowny potencjał - przecież oni do dziś nie wiedzą, kto mu tę kulę w łeb zasadził, czy to Norwegowie, czy może swoi, bo Szwedzi też mieli ku temu sporo powodów. Spekuluje się, że to jeden ze współpracowników Karola zrobił, nie wiem dokładnie który, musiałabym sprawdzić, będąc w spisku z Fryderykiem Heskim, późniejszym królem Szwecji. NO CZY TO NIE MA OGROMNEGO POTENCJAŁU? MA.
      I bardzo mi się podoba pomysł współpracy, poważnie, ja bardzo chętnie :D
      Ogółem chyba to Tobie mówiłam, że na początku, zanim się za potop wzięłam, to myślałam właśnie o Karolu XII i ogółem miałam obmyśloną linię fabularną związaną właśnie z jego śmiercią, ale w trochę zmienionej formie przeniosłam ją do Gud Med Oss, także wiesz, to by ze sobą nie kolidowało, a prócz tego, nawet jeśli miałabym się kiedyś się wziąć za pisanie o Karolu, to pewnie i tak dopiero jak całkiem dopieszcze Gud Med Oss, a to może potrwać jeszcze lata ;_____; Także tak, jestem jak najbardziej chętna, poważnie :D

      Usuń
    3. No dlatego napisałem "nieszczęsna" ^^ Forteca byłą duńska, a nie chciałem od razu przesądzać sprawy no:D Właśnie dlatego też mi się tak uwidział bardziej Karol niż wojna 30sto letnia..:P Nawet mam już zarysy pomysłu właśnie z Fryderykiem (bądź co bądź szwagrem Karola), bo jak zapewne wiesz, po przejęciu panowania, podpisał on pokój kończący wojnę...:P Z tym, że nie chciałbym sie skupiać tylko na jego śmierci, to by był epizod kończący historię, ale bardzo mi zależ na bitwach :) Bo to też ma moc ^^ Myślę, że współpraca byłaby najlepszym pomysłem, bo tak jak mówię, mnie trzeba pilnować, a i jeśli chce się oddać historii to co cesarskie, to dwie osoby zawsze zrobią to lepiej :P A o wojnie 30sto letniej to sobie najwyżej tam kiedyś kiedyś coś skrobnę ^^ Ale póki co chcę skończyć Wojnę o Midgard, czego mi został rozdział, może dwa, a i Ty pewnie przygody Bercia chcesz ogarnąć ^^ Ale nad riserczem już powoli zacznę pracować :D

      Usuń
    4. A póki co dam Ci swój mail, żebyśmy w wolnej chwili mogli obgadać fabułę ^^ omegon.alpharius@vp.pl

      Usuń
    5. Tak tak, ja wiem, nie tylko forteca, ale cała Norwegia była Duńska, to pamiętam :D Tak, no właśnie, ta historia z Fryderykiem super się układa, to znaczy, na potrzeby potencjalnego opowiadania, wiadomo, no i też jak najbardziej myślałam, że trzeba to zacząć wcześniej, a śmiercią skończyć, dobrze, że się zgadzamy :D
      Oczywiście, jak się bedziemy nawzajem pilnować, to też na pewno mniej błędów się wkradnie, a to kolejny plus, wiadomo :D To Ty sobie kończ, ja będę się z Bercią użerała, no i pewnie i tak skończę z Bercią i Karolem równolegle, ale myślę, że sobie dam radę, biorąc pod uwagę jak dużo w przód mam napisane, także tego :D Odezwę się do Ciebie w następny weekend, bo dzisiaj wyjeżdżam, wracam w następny piątek i nie wiem, jak będzie z Internetami, a i tak przy grillu nie będzie mi się chciało siedzieć w Internetach, także tego, za jakiś tydzień się odezwę :D

      Usuń
    6. Spokojnie sobie dasz radę, wiem co mówię, obecnie mam cztery aktywne serie :D Jak się uwezmę, to siądę raz a dobrze, i za jednym podejściem dokończę Wojnę, potem tylko wrzucę pocięte, bo już np dzisiaj rozdział o moich Kosmicznych Marines przekroczył 17 stron... :D Ale nie miałem serca po prostu skończyć akcji, no nie miałem^^ Ok, do tego czasu będę myślał i szukał.:D O ile mnie Neo nie zarzuci swoimi wampiriadami ^^

      Usuń
    7. No, teraz jak liceum już jest z głowy, a studia nadchodzą, to pewnie czas będzie :D
      17 stron mówisz, a mowiles, ze u mnie długie rozdziały :p no ale w sumie jak na części dzielisz... No i racja, jak się akcja fajnie toczy, to nie ma co tego przerywac czy skracac :D no, ją niby internety mam, ale cienkie, więc tak jak mówiłam, pogadamy o Karolu i tych sprawach jak wrócę :D

      Usuń
    8. No, właśnie nie podzieliłem ^^ BO AKCJA BYŁA ^^ się zaraziłem Twoimi tasiemcami i teraz mam:/ :D Ale do 20, o których pisałaś to mi jeszcze daleko...znacz może nie daleko, ale też nie blisko ^^ Nie za blisko :) Internety cienkie, ale za to ćmy grube, c'nieee? :D

      Usuń
    9. No i dobrze, wy u mnie przezyliscie 20 stron to u Ciebie 17 też przeżyją :p raz nie zawsze :)
      NIC MI NIE MÓW O ĆMACH, JĄ CIE PROSZĘ ;____; Właśnie uciekalam z kibla, bo zauważyłam taką wielką na ścianie, myslalam ze zejdę na atak serca ;_; wyleciałam stamtąd w podskokach, mało się o własne nogi nie zabilam ;____;

      Usuń
    10. No, takie moje właśnie postanowienie ^^ REMONT mi zaplanowali,i już któryś dzień z kolei łażę brudny od pyłu, gładzi i innych pędzli :P A Ty się na działce opierdzielasz... :P Ale mam historyjkę o ćmach! :D Otóż, wczoraj w nocy coś mi uderzyło w szybę.. Pomyślałem na początku, że to ptak jakowyś od zewnątrz...Ale, że dobre ze mnie stworzenie, postanowiłem zapalić światło i sprawdzić, czy mi tam nie zdechł na parapecie... Patrze... A to taaaaka ciem, i to jeszcze w środku pokoju mi siedzi! :O No ale naprawdę, jak kot prawie :D Potem mnie jeszcze majtnęła skrzydłami po łbie :D Szczyt chamstwa i bezczelności... Wprosiła się komuś do domu, i jeszcze się awanturuje :D

      Usuń
    11. Porządek musi być, facet jesteś, to pracuj ;p *feministki nie byłyby ze mnie dumne* Ale ja się na działce też napracowałam, może nie jak przy remoncie, ale żeby nie było, że się tylko opieprzam ;p A ile przygód! :D Nie polecam błądzenia po lesie, szczególnie pod wieczór, jak się na burzę zbiera, a człowiek nie bardzo wie, gdzie tak właściwie polazł, ani szwendania się po jakichś domach przeznaczonych do rozbiórki, szczególnie po nocy ;____; Znaczy, tak tylko gadam, bo nam po gaciach nie raz poszło, ale tak naprawdę było super :D
      ALE SUKCES, ANI JEDNA ĆMA MNIE NIE ZAATAKOWAŁA :D Ale za to zaatakował mnie pająk, TAKI OGROMNY SKURCZYBYK, poszłam pod prysznic, myję się jak człowiek, nagle coś mnie w nogę łaskocze... Ja patrzę, a tam taki wielki, obleśny pająk... Ogółem pająków się nie boję, ale to to było jakieś bydle ;______; Jak ja stamtąd wyprułam, o mój Boże, ledwo ręcznik zdążyłam złapać, no masakra, myślałam, że się o własne nogi zabiję, jak spod tego prysznica wypadłam XD A prysznic na podwórku pod domkiem, więc nie polecam XD
      ALE CHYBA BYM ZESZŁA NA ZAWAŁ, JAKBYM TAKĄ ĆMĘ U SIEBIE ZOBACZYŁA D: Jezu, aż mną trzęsie za samą myśl, obrzydliwość D: pewnie jeszcze paskudna i kudłata, co? D: uciekłabym z pokoju, na tydzień, co najmniej... ZNOWU ;___;

      Usuń
    12. Pająk jej nie pasuje :/ Przecież to takie miłe stworzenia, a im większe i bardziej włochate tym lepiej :) Sam sobie hoduję takiego jednego, póki co jest jeszcze malutki, bo jak miałem większego, to przyszła pewna osoba, i najpierw, że "no weź mi pozwól go potrzymać", a potem JEB nim o ziemię, i jeszcze z buta, bo "skoczył"...:(Co ja poradzę, że to towarzyskie stworzonko było,i sie chciało przywitać? ;( Ale prysznicu na podwórku to jeszcze nie widziałem, chyba, że deszcz :D Nie była szczególnie kudłata, całkiem zwyczajna, taka szarawa i z dużymi oczami ^^ Ale normalnie rozmiarów myszy, powaga, nawet nie wiedziałem, że takie są u nas :D

      Usuń
    13. Tak, bardzo miłe, jak są z daleka ode mnie ;_; Ale serio, hodujesz sobie pająka, SERIO? Jak już lubisz kudłate zwierzątka, to być się za chomika wziął, albo coś, a nie - pająk D: A swoją drogą Twoja historyjka o zmaltretowanym pająku przypomniała mi, jak to znajoma zachwycała się moim chomiczkiem, a ten wziął i ją dziabnął w palec... Może z butem na niego nie wyskoczyła, ale ze strachu nim rzuciła, na szczęście na pościel, bo by mi się biedaczek inaczej potłukł D:
      No słuchaj, taki luksus mam, że aż się muszę myć na podwórku, i to jeszcze w lodowatej wodzie XD Towarzystwo w postaci pająka w gratisie, w alternatywie ucieczka spod prysznica na golasa, no kto by się nie skusił ;____;
      BLE, szare są najgorsze, zaraz po kudłatych ;_; JA TEŻ NIE WIEDZIAŁAM, ŻE TAKIE SĄ I BYŁO MI DUŻO LEPIEJ, ZANIM MI POWIEDZIAŁEŚ D: Teraz już na pewno nigdy w życiu nie otworzę na noc okna, dzięki XD

      Usuń
    14. No serio ^^ Uwielbiam pająki, są takie suotkje :D A jak wpieprzają myszy...:D No niektórym ludziom lepiej nie dawać zwierzątek, bo popsują :( Wrogowie Matki Natury! :D Ale chomika by raczej nie depła, prawda? Znaczy się...takie standardy no! :D Ssaków się raczej nie rozgniata pod podeszwą ^^ No to co to za wakacje no, jak ciepłej wody nie ma! :D Może bym postąpił tak samo, bo z dzikimi pająkami to nigdy nic nie wiadomo, ugryzł mnie raz jeden, skubaniec! Mój też mnie czasem gryzie, ale to dlatego, że przechodzi okres dojrzewania, i się buntuje no! :D Tak to jest miły^^ A, nie ma za co ^^ Zawsze gotów by służyć radą ^^ Dopiero następnego dnia ją wywaliłem france jedną :P A potem mnie szarańcza nawiedziła... Plagi egipskie jak nic! :D Tak to jest, jak się nie chodzi na msze w niedziele! :D

      Usuń
    15. No akurat to jest chyba ostatnie słowo, jakiego bym użyła w odniesieniu do pająków XD
      Nie, nie, chomiczek z buta nie dostał, tylko mi gdzieś w gniazdo z pościeli poleciał, ale chyba był zbyt zszokowany, żeby uciekać ;___; Od tamtej pory ta koleżanka nie dostaje już moich chomiczków do ręki ;_; Teraz mam dwie sztuki, ale parę miesięcy temu miałam 11, bo mi się małe urodziły, TAKIE BYŁY FAJNE :D Na pewno słodsze od pająków XD
      Nie no, zimna woda była w sumie do przeżycia, gorzej, że jak płachtę podwiało, to się tyłkiem przed sąsiadami świeciło, ale mówi się trudno, nie byłam jedyna, przynajmniej XD Tak naprawdę największym problemem pod tym prysznicem były robale D:
      Nie, słuchaj, ja tego nigdy nie pojmę, co uroczego może być w pająkach, to może nie takie obrzydlistwo jak ćmy, ALE... D: Ja zostanę przy chomiczkach XD
      JEZU JESZCZE Z NIĄ SPAŁEŚ? ;___________; Ja bym miała natychmiastowy w tył zwrot, nothing to do here i wypad do drugiego pokoju ;_; Muszę się wyprowadzić gdzieś, gdzie jest za zimno na ćmy ;_________;
      Cóż, szarańcza też do szczytu moich marzeń by nie należała... Ale za to mnie się po chałupie koniki polne plączą, ale takie wielkie, że szok ;_;
      Hehehe, jak to przez niechodzenie na msze, to chyba jestem skazana na te robale :D

      Usuń
  6. Pewnie pisałam Ci już o tym z dziesięć razy, ale lubię się powtarzać: KOBIETO, z każdym kolejnym rozdziałem mój zachwyt nad Twoim stylem staje się coraz większy i większy. Podobno każdy autor (czytaj: ja) miewa czasem gorsze momenty, raz mu wszystko się bardziej zgrywa, a raz mniej, ale Ty trzymasz cały czas jeden bardzo wysoki poziom. W ogóle ustawiłaś poprzeczkę tak wysoko, zakochałam się w Twoim stylu już dawno, a, nie wiem czemu, po tym rozdziale to już w ogóle mam ochotę Cię ozłocić. Już dawno nie czytałam żadnego bloga, ba, żadnej książki, z taką przyjemnością, jak czytam Berci, Cecylii i bandzie.
    TO JEST KUŹWA DZIEŁO SZTUKI PISARSKIEJ, koniec kropka.
    A teraz, pomijając kwestię zachwytu nad całością, przechodzimy do szczegółów. RAGNAR SIĘ OBUDZIŁ, żyje, ma się dobrze, czuję się spełniona i szczęśliwa z tego powodu, to tak słowem wstępu.
    Kocham Torisa, mimo wszystko wciąż go kocham. Tak się zastanawiałam, co Ty mogłaś mieć na myśli, pisząc mi tam kiedyś, że on narobi jeszcze głupot z miłości i teraz się przekonałam, że genialnie to rozplanowałaś. W ogóle sposób, w jaki wplatasz losy swoich bohaterów w wydarzenia historyczne - poezja. Nigdy nie interesowałam się tamtymi czasami tak na serio, ale teraz żałuję, że w sumie to o tym całym potopie szwedzkim i tym, jak Szwedzi rozrabiali na wojaczce, to wiem całe co sro, tyle co u Ciebie przeczytam. Bo okazuje się, że to się nawet ciekawe rzeczy wtedy działy.
    Toris i Cecylia, jak ja się cieszę, że się znowu spiknęli, chociaż na krótko. Kocham ich, to moja ulubiona para ever i, choć Bercię lubię i to bardzo, to wiedz, że będę bardzo niepocieszona, jeśli on kiedykolwiek zacznie poważnie zarywać do Cecylii, a ona go nie spławi. Nie czuj się do czegokolwiek zobowiązana przez moje odczucia, ja tylko chcę, żebyś wiedziała, że jeśli czegoś podobnego dokonasz, to doprowadzisz mnie do łez. :D I ja jestem w tej chwili poważna. :D
    Eh, jak ja bym chciała, żeby mój Origin kiedykolwiek przybrał taką spójną formę jak Twoja pisanina.
    Dobra, powtórzę jeszcze raz, żebyś przypadkiem nie zapomniała: kocham, podziwiam, czekam na następny rozdział i postaram się ogarnąć go szybciej niż ten. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedź bedzie biedacka, i w tresc, i w polskie znaki, bo na działce siedzę i Internety mam tu biedackie , a i jeszcze na telefonie ;_; więc mam nadzieję, ze mi wybaczysz :) ale do rzeczy :)
      Chyba spłonę na te wszystkie komplementy... Matko boska, naprawdę jest mi tak szalenie miło czytać te wszystkie komplementy, szczególnie od Ciebie, w momencie kiedy, wiesz jak ją się zapatruje na Twoje pisanie - to jest dla mnie ogromny komplement. Calkiem poważnie, chociaż wiadomo, ze autor na swoją pracę zawsze patrzy bardziej krytycznie:) ale poważnie, aż mi się mordka cieszy jak czytam to wszystko, bo ja osobiście, powiem szczerze, ten konkretny rozdział uważam za mój raczej gorszy niż lepszy popis.
      Powiem szczerze, ze mam już co do Ragnara takie plany, i tak go polubilam, ze i mnie by serce pękło, jakbym go miala ukatrupic D:
      Ale wiesz, może to i dobrze, ze jakos szczególnie się na czasach potopu nie znasz - myślę, ze inaczej spokojnie domyslilabys się wszystkiego i nie byłoby niespodzianki :) powiem Ci, ze to takie wplatanie losów bohaterow w wydarzenia historyczne, to efekt mojej nerwicy, żeby wszystko, wszystko się zgadzało. Ale chyba liczy sie, ze zgrabnie wychodzi :) a jesli chodzi o Torisa to to co zrobił to jeszcze nie znaczy, ze jest złym człowiekiem albo coś w ten desen - bo on naprawdę chciał dobrze, ma dobre serduszko, a to, ze zwykle dobre intencje mogą prowadzis do podejmowania złych decyzji. A później wielu nieporozumień i dalszych problemow. I to WCALE nie był mały spojler.

      Usuń
    2. Jesli chodzi o romantyczny wątek z Cecylką w roli głównej, to wspominalam chyba wczesniej, ze on jeszcze nie jest pewny. No ale im dalej tym lepiej, już sie wiele rzeczy poukladalo, i musze powiedziec, ze troche na pewno ciężko zniesiesz, w takim razie, ale nie mówię, ze całość, ze Toris na pewno dostanie kopa na zawsze. Bo nie wiem jeszcze, poważnie. Ale powiem, ze w tym wątku szykuje sie też duuuuzy płot twist, którego - gwarantuję - nikt się nie spodziewa. Za 5 do 7 rozdziałów :) ale już Nic nie mówię, bo mogłabym sie wygasać - sama okrutnie sie cieszę na ten watej, nie mogę sie doczekać, jak go zaprezentuje :)
      Wiesz co, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, bo dla mnie Origin jest o niebo spójniejszy niż to-to moje szwedzkie coś :) serio-serio :)
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz i każde mile słowo :)

      Usuń
    3. Omg, durna autokorekta.... tam miało być oczywiście PLOT TWIST ;_;

      Usuń
    4. PŁOT TWIST, popłakałam się ze śmiechu. :D Ty to wiesz jak poprawić dzień człowiekowi, który wstał o szóstej rano, o siódmej wsiadł do samochodu i pojechał uczyć się jeździć do wielkiej metropolii zwanej Rzeszowem, gdzie dwa razy zgasł mu samochód, BO ŚWIATŁO SIĘ ZMIENIA I TRZEBA RUSZYĆ, SKORO SIĘ CZŁOWIEK ZATRZYMAŁ. Wiem, nie obchodzi to nikogo, ale ja naprawdę przeżywam i wygaduję się u każdego, na kogo się natknę. :D
      Nie waż się płonąć przez moje komplementy, masz je ładnie przyjąć i zapamiętać, bo ja się tu już od dwóch dni zbieram do edycji dziesiątego rozdziału Origina i wciąż nie mogę pozbyć się myśli, że napisałam prawdziwe gówno. I nie waż się mi wmawiać, że Origin może być choć trochę spójniejszy niż "to-to twoje szwedzkie coś". Wstydzić się powinnaś za takie słowa, teraz, zamiast komplementować, zjadę Cię z góry na dół. :D Piszesz jedną z ambitniejszych historii w polskim światku blogowych opek, powinnaś puszyć się jak paw, a nie mi próbować cokolwiek wmawiać. Zapamiętaj to sobie. :*
      Oj no, ja wiem, że mi wspominałaś, że wątek Cecylka-Bercia-romansik nie jest pewny, ale ja naprawdę załamuję ręce, jak myślę, że Cecylka mogłaby przenieść swoje zainteresowanie z Torisa na Bercię. Bercia jest super, ale Toris jest super i miód malina w dodatku. Żeby to mi takiego chłopa dali... Serio, nie wiem co ja mam, że takie kluseczki lubię. To znaczy Toris jest kluseczką, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu! Taki uroczy, że aż się chce wziąć i przytulić. No i robi głupoty z miłości, ach, TO TAKIE PIĘKNE. <3
      Szczerze, to się boję tego płot twista (:D) i jednocześnie jestem straaaasznie ciekawa, co też znowu wymyśliłaś, bo, znając Ciebie na tyle, na ile ja zna, TO MOŻE BYĆ DOSŁOWNIE WSZYSTKO. Mam się szykować na mini-mindfucka? :D
      Trzymaj się tam działki (cholera, ludzie jeżdżą na działki, żeby być bliżej natury, ja mam za domem sad i siedzę cały dzień zamknięta w swoim pokoju, powinnam coś zrobić ze swoim życiem...) i wypoczywaj. :P

      Usuń
    5. Boże, co za derp że mnie, napisalam Ci prawie całą odpowiedź, i niechcący cofnelam stronę ;_; Nic to, napisze jeszcze raz.
      Trololo, moja autokorekta poleca sie na przyszlosc ;p a żaleniem się na temat kursu się nie przejmuj, feel free, też bym się skarżyła, ale ja w ogole podziwiam, ze się zapisalas na kurs, bo ją skutecznie od ponad roku znajduje sobie co raz to nowe powody, żeby na niego nie isc ;_; także tego, szacuje, Ty przynajmniej próbujesz ;_;
      Nie no, co Ty, ja te komplementy grzecznie przyjmuje i bardzo, bardzo się z nich ciesze, ale sama wiesz jak to jest, autor sam na swój własny twór zawsze patrzy bardziej krytycznie. Ja też ;_;
      Ale kiedy ja Ci nic nie wmawiam, mówię serio! Po pierwsze, to nigdy w życiu nie opublikowalas u siebie Nic, co nazwalabym mianem gówna, a po drugie, to Gud Med Oss nie jest tak rozplanowane, jakie wrażenie sprawia. Daleko by szukać, ostatnio wątek romantyczny został wywrocony do góry nogami, przez co musiałam pisać od nowa 20 stron całości, a w pozostałych bodajże 90 wprowadzac jakieś kosmetyczne zmiany... nie znam dnia ani godziny, kiedy mi przyjdzie jakiś firmy pomysł do głowy :p ale warto bylo to zedytowac, oj, warto :D no i naprawdę strasznie doceniam wszystkie te komplementy, feel my love :D naprawdę zastanawiam się kiedy w końcu coś zrypę i komplementy się skończą XD
      Teraz już jest pewny, będą mieli swój epizod, ale nie mówię, że ze sobą skończa. Naprawdę nie wiem D: ale trochę bólu będziesz musiała znieść *pat pat*

      Usuń
    6. Rzeczywiście Toris to jest taka klucha ;_; i ją osobiście do takich uroczych kluseczek słabości nie mam, mnie to trzeba fest chłopa, z dobrym serduszkiem, owszem, ale też żeby mnie umiał złapać za pysk jak trzeba, więc chyba siłą rzeczy nie uważam Torisa za dobrego kandydata dla nikogo, a co dopiero dla charakternej Cecylki ;_; ale tak jak mówię, zobaczymy, bo to ze tak sądzę to nie znaczy, ze nie zostawię ich razem, ale niczego nie obiecuje :)
      Bój się ;p gwarantuję Ci, ze nikt się tego nie spodziewa, nikt, nawet wam to przez myśl nie przeszło :) powiem tyle, ze to moje prywatne OTP, które nie darzy i nigdy nie bedzie darzyc się uczuciem, ale znajduje w shipowaniu ich jakąś masochistyczna przyjemnosc ;_; więc nie martw się, ją będę cierpiala o wiele bardziej D: więc tak, szykuj się :D
      A, sama widzisz, tyle mi z tej działki, ze w Internetach siedzę ;_; ale dzięki piękne! :D

      Usuń
  7. śmiechem <3 Cała ta scena Becią, Torisem i Cecylią jest wiecej niż mistrzowska
    " Boże drogi, dlaczego ja tam wtedy nie umarłem?"
    Oj tak Berciu, faktycznie warto umierac za zdjęte gatki :D

    "Wtedy jeszcze nie wiedział, że sposobność spłaty długu znajdzie się wkrótce sama"
    No, to zaczynam się bać. Naprawdę to zdanie zjeżyło mi włoski na karku. Matko ukochana wyobraziłam sobie nagle Cecylię w jakimś obozie albo coś. NIE. Nie chcę. Nie zniosłabym czytania o niej w takim miejscu. Bałabym się, że to miejsce by ją złamało.

    Sposób w jaki Bernhard ocenia Torisa, a Toris jego... "niesympatycznego mruka, ale ciagle porzadnego" ;) Och, zdumiewająco trafne i urocze opisy ;) Urocze pod tym autorskim względem, bo może Litwina można by było w jakimś konteście nazwać uroczym, ale Berci juz w zestawieniu z tym słowem nie widzę :P

    "— Sam pan rozumie, panie Oxenstierna, że pana obecność zwyczajnie może ściągnąć mojej Cecylii na głowę kłopoty." uuuuuauaaaa. No, tego się nasz Szwed chyba nie spodziewał *.* No paCZcie tego Torisa no. Jeszcze tu pakty z bercią "struga" :P No ładnie. Hm.

    — Więc może z tobą byłoby jej lepiej
    (...)
    — Może rzeczywiście

    WO WO WO! Ey, wisisz mi za dentyste, bo se dolne jedynki wybiłam jak mi szczeka opadała :D Oo WO! :D

    — A jak ja sobie wypruwałam flaki, żebyś się w końcu za mnie zabrał, to nie docierało! <3

    Jak widzisz, dzisiaj nie jestem zdolna do porzadnego skomentoania. Wklejam tylko perelke za perelka i moglabym tak jeszcze długo. Jestem zbyt oczarowana, by samodzielnie cos wymyslic.

    " Pocieszny?, pomyślał Bernhard. A więc taki dla niej jestem? POCIESZNY?
    Cóż, właściwie mogło być gorzej. "

    No po rpostyu, kurwa no nie <3 Nie mogę, zaraz zejdę na ZACHWYT <3

    " Albo co, że ją siłą wezmę?"

    BERCIAAAA! Ja tu jestem i czekam! Łożko jeszcze niepościelone, także... ekhem... *zanosi sie kaszlem*



    ROZDIAŁ CAŁKOWICIE MNIE UWIÓDŁ. Nie wiem, jak przez ten dzien przejde z głową w chumrach. Dziekuje, do widzenia.

    <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cześć :D
      Och, ja nie mam absolutnie nic przeciwko takim komentarzom! :D Pewnie moje odpowiedź będzie nieco krótsza, no ale tak czy inaczej, jestem szalenie wdzięczna za komentarz, takie wypisanie perełek to naprawdę coś super miłego, także wiesz, wiedz, że dzięki Tobie mordka mi się cieszy odkąd tylko komentarz przeczytałam :D A że jestem jeszcze na chwilę w domu, to koniecznie muszę odpisać :D

      Powiem Ci, że mnie osobiście szalenie się podobała ta scena z umieraniem przez świecenie gołym tyłkiem (i nie tylko) przed Cecylką :D Może nieskromne z mojej strony, ale to zdecydowanie mój ulubiony fragment tego rozdziału :)

      To o sposobności spłaty długu to w sumie niezręcznie wyszło, bo po opublikowaniu rozdziału plany na dalszą historię się zmieniły... No i spłatą tego długu nie zajmie się sam Bercia, a jeszcze jego brat Bengt, który nagle z postaci trzecioplanowej wyrósł mi na pierwszoplanową i - co zabawniejsze - mojego ulubieńca :D Ale nic już więcej nie mówię, no bo chyba nie chcesz, żebym Ci ze spojlerem wyskoczyła, nie? :D ALE POWIEM CI - WARSZAWA. Okupowana przez Szwedów. Co Ty na to, gorzej/lepiej niż obóz? :D

      I bardzo trafne stwierdzenie, że Berci do bycia uroczym raczej daleko :D

      Toris to by chciał być cwańszy niż jest w rzeczywistości ;p

      Robotę skończyłam, to bogata teraz jestem, wiesz, także poniosę odpowiedzialność za dentystę XD Ale co do tego fragmentu:
      "— Więc może z tobą byłoby jej lepiej
      (...)
      — Może rzeczywiście"
      To taki totalny wstępik do ultrazagmatwanego i niedawno wywróconego do góry nogami wątku romantycznego, którego rozwoju, gwarantuję, nikt z Was się nie spodziewa, NIKT. Przynajmniej nie pewnego jego aspektu, który się wywiąże za jakieś 5 do 7 rozdziałów :D Nie mogę się wręcz doczekać publikacji :D

      Jezus Maria, co ten Bercia z Tobą robi XD Ale nie powiem, jestem dumna, że takie reakcje mój Szwedek wywołuje :D

      Dziękuję Ci pięknie za komentarz, ja jak nic będę przez najbliższe parę dni mordę przez niego cieszyć <3

      Usuń
  8. http://katalogowo.blogspot.com/2014/08/recenzje.html#more

    Zamówiona recenzja już na Ciebie czeka. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ahoi! ;_; Ja już nawet nie mam siły, by pisać to na blogspocie, od razu ciapię w wordzie, co jest dość... dziwaczne, pewnie wyjdzie tego parę(naście) kartek, więc bój się, bój, postaram się dorównać tym długim, pięknym rozdziałom <3
    Ale jestem zapobiegliwa, ha! Oczywiście, że internet wyłączony został po paru sekundach od jego włączenia, jakże by miało być inaczej. Ja jednak z odpalonym łordę i Gud med oss w kartach przeglądarki ruszam w bój... bez połączenia (co jest ostatnio beznadziejnym problemem ;_;)
    „Erzsebet ma pewnego rodzaju słabość do księdza Beilschmidta” HA! No ba, że ma! Te jego dowcipy i czasami ostro dziwne zachowanie... z resztą, kto się czubi, ten się lubi i to jak najbardziej popieram! Poczekamy jeszcze chwilę i tu się nagle okaże, że księżunio celibat łamie i odjeżdża z Erzsebet na białym koniu przy pięknie zachodzącym słońcu, grając na gitarze i podśpiewując tą taką... no, weselną melodię, ha! *zaciera łapki* Meh, Cecylio ja serio mega doceniam Twoją troskę wiesz, o ludzi i tą spostrzegawczość i w ogóle, raaaaany jaka-ty-jesteś-zajebista, ale na jasnego gnoma spadającego kapeluszem w dół – ksiądz, nie ksiądz, celibat nie celibat, „takie czasy” nie „takie czasy”, ale miłość/zauroczenie rządzi się swoimi prawami, ha, nie zadręczaj się na przyszłość, niestety z takim charakterem jak naszego księdza ukochanego, to za Chiny Erzsebet się nie doczeka jakiegokolwiek wyznania, a i ona sama jakoś do tego się nie skłania... z resztą, mam teraz taką śmieszną rozkminę. Gdyby Erzsebet i Beilschmidt brali ślub *zakładając, że nasz księżunio księżuniem pozostanie tylko takim z utajnioną laską* to czy nie musiałby być inny ksiądz, tylko by pan... „młody” wystarczył?... w sumie do tego nie dojdzie bo jak to tak, ksiądz udziela sam sobie ślubu XDD jezu, co ja już gadam, szykuj się na ogrom czegoś... mega dziwnego... wplecionego w esej, meh... Ale hola, hola! Nawet do pierwszego akapitu nie doszłam XD coś czuję, że to będzie dłuuuugie, zwłaszcza że mam tendencję do paplania i mielenia jęzorem, zwłaszcza w internetach...
    „Tylko że chłopina, nawet jak przeżyje, to władzy w nogach mieć nie będzie.” No a... między nogami? ;____; biedaczysko *tula*
    „Obhaoc, ciahku!” Orany, ja normalnie mniej więcej tak mówię, bo żrę bez przerwy. A jak nie żrę, to piję, to już w ogóle jest takie bulbulbul... ;_; Czyli sytuacja w kraju za dobrze to się nie ma, ciekawa jestem, czy bracia Bernharda już zauważyli ten jego... brak ;_; może kogoś wyślą? Oby nie, bo by jeszcze dom Cecylii splądrowali! Ja już sama nie wiem, czego chcę żeby było w tym opowiadaniu ;_; na pewno chcę, żeby Bercia żył *znów na mnie tak słodko łypie :3333333* i żeby Cecylia nadal ucierała wszystkich nosa i raczyła swoim uśmiechem, dobrocią i niezdarnością <3 Cecylia rules, zaraz sobie taki jej fanklub walnę, albo ooo zrobię sobie jej koszulkę czy coś ;___; a z tyłu „gud-med-oss.blogspot.com” i niżej „Cecylia team” XDD ale psychofankowe to trochę... (AŻ rzuciłam lekturę HP i Czara Ognia, którą swoją drogę czytam po raz 345678876543 i to bez żartów, żeby sobie tu poczytać tralalal)
    „ -Śpi pan, panie Szwedku? „ NIECH MNIE KTOŚ TAK BUDZI! *w* no dobra, może tak jakoś... „-Śpisz Kwasiu? Kwasiku, mrówczanie ty mraww” XD Ja – mrówczan (bo kwas siarkowy jest przereklamowany i taki nie hipsterski i nie taki „nie podążaj za tłumem”, więc jestem kwasem mrówkowym ;_;) jak dotychczas budzą mnie coś w stylu „-Konstanty ruszaj dupę” fajnie jest :”< (moja koleżanka od paru miesięcy próbuje ogarnąć czemu na mnie mówią Konstanty skoro jestem dziewczyną, jezu jej inteligencja jest wręcz porażająca. NO BO YOLO TAK? ://///////)
    „ -W ogóle pan żyje? „ made my... night aż musiałam tu fkleić do komentarza, bo zaczęłam chichotać jak wariatka. Wyobraziłam sobie taką Cecylię ze świeczką w pokoju spoconego Berci, mrawwww XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za każdym razem gdy czytam „panie Szwedku” dostaję głupawki. Totalnie.za.każdym.razem. jeszcze jest mega gorąco a ja trzymam na kolanach rozgrzanego laptopa... no zaraz mi się coś rzuci na banie, jak tak czytam te piękne, cudowne, olśniewające, zabawne, przeurocze, TWOJE żarty </3
      Smok zionący wódką?! Chcę. Do mojej kolekcji, of kors. *Zerka na obrażonego Salvena, który macha niechętnie kolczastym ogonem i układa się na drugim końcu łóżka* jezu, żartowałam, czemu te wszystkie stworzenia biorą to na poważnie :CCCC
      Dobra dość, bo nie dość, ze ryczę ze śmiechu, to jeszcze jestem cała czerwona (podobnie jak Cecylia) dosłownie pokrywają mnie rumieńce, chociaż mnie tam nie ma XD ale ten opis Cecylii podziwiającej ciało Berci mnie wymiękł, rozmiękł, utulał i porzucił, a ja zaraz trzęsawki dostanę z tego wszystkiego. Zarzynane świniaki kwiczą mniej żałośnie ode mnie! :D
      „-Panie Szwedku, jak się pan teraz obudzi, to ja pana osobiście uduszę „ Wstawiam tu fragment, bo to jakie już dźwięki wydaję, to to się nawet do świń nie porówna! Jezus Maria zaraz zakwiczę się na śmierć! A jest już środek nocy, zaraz wszystkich pobudzę! *ociera łzy*
      „O mój Boże, nie gap się, nie gap się…” UMIERAM z zakwiku, nawet nie jestem w stanie za bardzo nad tym się pastwić, po prostu mnie to ÓMARŁO, leżę, kwiczę, biję pokłony, boś Bogiem Dobrego Tekstu Przy Którym Za Każdym Razem Mrówczan Umiera Ze Śmiechu. Dziękuję, a taki podły humorek ostatnio miałam :”””””)
      „Cecylia długo nie mogła zasnąć, myśląc o wydarzeniach minionych dnia.” !!!!!!! ego Ci się zgubiło... śmiesznie nawet brzmi XD ego uciekło lel ;_;
      Tworzysz tak wspaniałe, cudowne, magiczna *pierdyliard epitetów, które by jedynie przedłużyły esej :<* postacie, że jestem tak tym wszystkim opętana, że zaraz serio sobie jakieś fandomy założę czy coś w ten deseń! Bo zarówno Kornel, jak i Cecylia, a także Ragnar i Bernhard i Erzsebet i nasz księżunio książunio to takie... erctvygbunijmedrftyg no i nie mam słów. A słowa są po to żeby je używać, co nie? No to czemu mi ich brakuje, jak przychodzi co do czego :<<< W każdym razie historia – zajebioza; postacie – zajebioza; pomysł – zajebioza; wykonanie – zajebioza. ZAJEBIOZAA
      Ale dziwnie, tą część piszę tuż po obozie harcerskim, czyli miałam 12 dni przerwy... hmm, jeśli się będę powtarzać to ćśśś :C
      Ojj, toż to nawet Cecylia ma taaaaaaaaakie zazdrostki?! A według mnie jest właśnie ładna :C zwłaszcza po tym opisie... chciałabym być taka niska, ale moje nogi stwierdziły, że chcą trochę poudawać żyrafę i... no ;/
      A Erzsebet sobie totalnie inaczej wyobrażałam, rany XD nawet przez myśl mi nie przemknęło że ma być ładna.. ;_;
      OOoooo jaka słodka historia z Torisem i Cecylią *w* ja mam nadzieję, że nie planujesz go uśmiercić, co?... no bo wiesz, Cecylia i Bercia, Cecylią i Bercią, ale Cecylia i Toris, Cecylią i Torisem, także ten no.. wiesz ;_; no ja sama nie wiem, także okej :C
      To wiązanie sukienek w tamtych czasach to była jedna wielka istna katorga, przez co chyba chodziłabym w spodniach i udawała chłopa, byleby się z tym nie babrać ;_; a ostatnie namaszczenie pana Szwedka brzmi dość... dość źle, ale ja ufam, że głównego bohatera to nie zabijesz na sam początek XD
      Ten ksiądz totalnie mnie rozbija na łopatki. A Kornel jest słodki sam w sobie i samo czytanie o nim wywołuje u mnie taki zaciesz na twarzy. Korneeeeeeeeeluś, szkrabie, jak ja bym chciała żebyś był moim braciszkiem :<
      Super XDDD Cecylia prawie ómarła Szwedka XDDD hhaha skisłam, padłam, chichram się jak pojeb. Co ty ze mną robisz :C
      „Taki wielki i straszny, że bez kija nie podchodź.” NO CO TY!!! Taka Bercia? Pffff, wcale że nie. To kluska XD nie no żarcik, jak tak czytam o takim słabym, ledwo pijącym i śpiącym Berci to mi tak smutno ;c

      Usuń
    2. Oj no co ty, Erzsebet! Jak tak możesz nie wierzyć w naszą Cecylię :C toż to ona jak coś chce – to zrobi i nie ma zmiłuj! :3 Nawet jeśli chodzi o naukę dość pokręconego języka!
      OhoHOhOHOHO! Bercia się obudził i na dzieńdoberek, przywitanko, siemaneczko, zbija ceramikę. Ja to rozumiem, Cecylia także. My – niezdary tak mamy. Cóż, dobrze że Bercia nie trafił na nadmuchaną babę która to by mu za stłuczoną ceramikę dupę przełoiła tak, żeby ustać nie mógł przez conajmniej miesiąc XD jak dobrze, że ma taką idealną Cecylię <3
      Tak swoją drogą – raaaany jaki ból. Piszę to właśnie po miernych próbach nauczenia się wszystkich chwytów na gitarze za jednym razem. Opuszki palców taaaak mnie bolą, ale się zawzięłam i stwierdziłam, że dziś dzień – 13.08 będzie ostatnim dniem, w którym łord z Twoim opowiadaniem i komenatrzem czeka. (btw, nie, nie mam internetuf, wszystkie zaległe rozdziały skopiowałam sobie do łorda, mam nadzieję, że Cię to jakoś nie ten... no bo jakoś muszę je czytać tak? :CC
      AAAAAAAA nareszcie Berciowata perspektywa! :3
      Jezu Cecylio, moja droga. Poszła pozbierać brudy Berci i się skaleczyła. Tak. Tak. To zupełnie jak ja ;_;
      „Takie nieładne imię. — Skrzywiła się Cecylia” Czo ty gadasz, Cecylio! :/// Ładne imię, takie nietypowe, a ty tu gnoisz takiego Bercię :c
      Sdfghjkldfghjktyuijokrtyguij – to mój komentarz do sceny z przeprosinami za siniaki. ;__;
      Łał, nawet nie sądziłam, że będą w stanie się jako tako dogadać! A nie jest źle! A Cecylia gdyby się dowiedziała jak ma Bercia na nazwisko... hmm, ciekawi mnie je reakcja, z bratem Bernharda totalnie się nie polubiła.. w każdym razie z jej strony. Ale byłyby jaja XD dobrze, że Bercia jednak jej nie powiedział nazwiska, bo to mógłby być jego koniec. Oczywiście, nie ze strony Cecylii, ale jakby ktoś inny z jej domu się o tym dowiedział, to tylko mądry dziadzio Jurgis jako tako by zaradził. Tak sądzę...
      Jezu, ja to od razu gdybym się obudziła, to bym się domagała jedzenia! XD cały czas żrę *nie, to nie żart ani nie dopowiedzenie, po prostu prawda ;_;* więc podziwiam Bercię, że jeszcze nie kopnął w kalendarz, skoro tyle nie jadł ;_;
      I teraz jestem ciekawa, co one mu za zupę zrobiły. Na początku myślałam, że to rosół, ale kwaśny smak rosołu, to chyba coś im się musiało w kotle poprzestawiać, także... nie. Tak więc co to do diaska ;_; Żurek (jadłam dzisiaj 8)), kapuśniak, szczawiowa, pomidorowa.. chyba ma taki kwaśnawy smak, co? Dobra, bo rozwodzę się na temat zupy, a nie czegoś konkretnego :||| tak bardzo typowa ja
      Oranyboskieco! Cecylia gadająca przez sen – ta gadatliwa dziewczyna miałaby jeszcze paplać przez sen?! OOoo... skąd Toris bierze tyle cierpliwości?! Ja też poproszę :D nie no, nie żebym coś miała przeciwko ciągłej paplaninie – jak jestem w dobrym towarzystwie to też gadam cały czas i nie ma zmiłuj, ale czy Cecylii nie powinny już zdeka struny głosowe siadać? :D
      jako że wiecznie był głodny jako że wiecznie był głodny jako że wiecznie był głodny jako że wiecznie był głodny jako że wiecznie był głodny jako że wiecznie był głodny!!!! jak ja mam go nie kochać?! Całe nasze życie spędzilibyśmy obżerając się <3
      „Cecylia mówi „Bercia”, ale to głupio brzmi.” HAHAHAH cholera wiedziałam że zacznie do niego Bercia mówić, jak już powiedziała, że Bernhard jest brzydkie! :D KOCHAM TO OPOWIADANIE.
      „I że wszyscy Szwedzi powinni się daleka trzymać. A potem przywiozła ciebie i już nikt nie wie, o co jej chodzi.” ŚMIEJĘ SIĘ NADAL. NO BO TO CECYLIA. Nikt nie wie o co w ogóle jej chodzi :D
      Kornel taki słodziutki ;3333333 jeśli będę mieć syna, to chcę Kornela ;_; daj go do adopcji, co? :C
      Ojoj bo się tu jeszcze Bercia zakocha, a jak Toris przyjedzie to będzie bubu :C
      Oo Bercia chodzi, brawa dla pana Szwedka! Chodzi kulawo, bądź co bądź, ale zawsze coś!

      Usuń
    3. „Miał się jednak dowiedzieć szybciej niż się spodziewał; co więcej, jego losy miały zostać bardzo ciasno związane z losami tego człowieka, ale wszystko miało nadejść dopiero w swoim czasie” NIE LUBIĘ CIĘ JAK MI TAK TO ROBISZ :/
      Rekacja Bernharda na Bercię – BEZCENNE!
      „— Do twojej wiadomości, ty szwedzka pokrako — oświadczyła z godnością bardzo właściwą urażonemu Polakowi, jak Bernhard zdążył zauważyć jakiś czas temu. — To mam dwadzieścia jeden lat.” PŁACZĘ! ICH ROZMOWY TO JEST JAKIEŚ TAKIE... PŁACZĘ NO ZE ŚMIECHU XDD
      „Wytrzymała niecałą minutę.
      — Berciu?
      — Bernhard — poprawił ją automatycznie, wzdychając ciężko. — Co takiego?
      — Jesteś głodny?” XTVYGUNIJD5RFTGYUIEDRTYGUHIJERDTYGUHRFTGYHU KOCHAM KOCHAM KOCHAM. Ja już nawet nie wiem jak to skomentować... po prostu fklejam najlepsze i najbardziej epickie fragmenty ;_;
      „Jak na zawołanie, pośliznęła się na mokrej desce pomostu, na którym siedzieli. Co gorsza, nawet nie wpadła do wody; poleciała zupełnie w drugą stronę, na łeb, na szyję, prosto na deski.
      Nie zdążył jej nawet złapać; rany opóźniały jego reakcje. Jedyne co mógł zrobić, to pozbierać ją z ziemi, kiedy już wyłożyła się na niej jak długa.” Jak ja mam tego tutaj nie wklejać, jak to jest mistrzostwo samo w sobie najpiękniejsze drftyguhji. To taki obraz Cecylii – niezdarność :D
      Toris przyjechał... niee ;c jakoś tak średnio mnie to cieszy, zważając na fakt, że zaczęłam od tego rozdziału parringować Bercię i Cecylię D:
      „A Bernhardowi z niewiadomych przyczyn nagle zrobiło się dziwnie przykro i po prostu zwyczajnie źle, choć w żaden sposób nie potrafił wyjaśnić źródła tego uczucia.” MI TEŻ BERCIU, MI TEŻ :C
      „[tak, między innymi o Tobie mówię, Kwasie 8D]” JA SIĘ CIESZĘ BO PATRZENIE JAK BERCIA NA MNIE ŁYPIE Z SZABLONU TO MOJE HOBBY 8))
      „— Ja nie wiem czego ty się tak wstydzisz! — zawołała Cecylia, której na nowo wrócił dobry nastrój. — Przecież i tak już widziałam cię nago, więc naprawdę…” cecylio... ja cię naprawdę lubię ALE ŻEBY ROBIĆ TAKĄ GAFĘ PRZY NARZECZONYM?! Eh, ta rozgadana mała XD dobra, kwiczę, leżę i majtam nóżkami, bo nie zabiłaś. Czy ja się kiedyś przestanę przy tym śmiać?! Bo albo się śmieję, albo ryczę... no normalnie, jeszcze tylu emocji przy czytaniu u siebie nie widziałam.. ;_; i jeszcze 500 stron takiej bajki :D
      „Boże drogi, dlaczego ja tam wtedy nie umarłem?”
      FREYO JA CI BIJĘ POKŁONY. Znaczy.. biłabym te pokłony, gdyby równoznaczne z pochyleniem się nie było zadławienie się łzami śmiechu XD
      „Wtedy jeszcze nie wiedział, że sposobność spłaty długu znajdzie się wkrótce sama i że to spotkanie w Łukowcach wcale nie będzie jedynym, jakie ich spotka podczas tej wojny.” Za takie wkładki to powinnaś dostać order „najbardziej nieznośnego pisarza całego bloggera” :|||||||||||||| bo ja się tu skręcam i wykręcam i chcę czytać więcej, a pomału kończy mi się ten zapas co sobie narobiłam przez nieobecność :<<
      A tak właściwie, to okej – Toris wrócił ulala, jaramy się, Bercia zazdrosny, Cecylia w świergotkach. No ale, czemuż to wrócił? No bo wojna to się nie skończyła, ba! Ledwo to się zaczęła i z tego co wiadomo w Poznaniu rzeczy się mają nieciekawie... no to czemu wrócił, bo nie rozumiem :C
      „Toris nie mógł mylić się bardziej, ale naturalnie nie miał prawa o tym wiedzieć.” Twoje wstawki coraz bardziej grają na nerwach ;_; DLACZEGO?!
      NO ALE CO SIĘ STAŁO NO. Nie obchodzi mnie, że Toris nie chce powiedzieć tego Cecylii, ma to powiedzieć mi. Już nawtychmiast, szybcikiem!
      Król mu dał jakieś zadanie... hmm, ale jakie?! NORMALNIE zagadka życia..
      OOO niech mi Bercia wystruga smoka. Jak ja uwielbiam smoki, to całe moje życie *i dlatego jak grałam w Skyrim to ryczałam za każdym razem gdy musiałam jakiegoś zabić. Tak, płakałam przy grze bo musiałam zabić latającą jaszczurkę... no wieeem :c*

      Usuń
    4. A od kiedy to bycie przystojnym oznacza mieć łagodne rysy twarzy? :// mi się podobają takie ostre rysy ^w^ ale ogólnie, zryty mam gust, więc... dla przykładu wzdycham do facetów z zakrzywionymi nosami :_:
      Co za Toris ciota -,- Bercie wyrzuca z domu Cecylii. Jakby się ona o tym dowiedziała, to już by miał gadane na cały miesiąc! :/
      To moment.. jawale kurna.. nie żeby nie przeklinać, tak?!
      ALE DO CHOLERY JASNEJ CZY TEN TORIS JEST TAKI NAIWNY CZY ON TAK TYLKO UDAJE?! Jasne, jasne zostawią w spokoju, może jeszcze przywiozą tu dodatkowe żarcie i stado ochrony, co? Durne. Durny Toris :/ wrr
      „I słusznie, Bernharda zdaniem. Miłość to jedno, ale wyparcie się ojczyzny i współpraca z wrogiem dla Bernharda była zwyczajnym tchórzostwem.” Jak dla mnie też. Pomijając to „ojczyzny” i pomijając „wroga” bo jak dla mnie świat idealny – to świat bez tych durnych podziałów na państwa i bez wybijania się o durną, czarną, śmierdzącą, brudną ziemię. Ale wyparcie się wolności w państwie, jakim się żyje i współpraca z kimś, kto tą wolność może odebrać, zdeptać, nasikać na nią i opluć, to już jest szczyt debilizmu. Szczyt wyższy niż Mount Everest i takim oto sposobem Toris traci u mnie tyle, że musiałby nieźle się napocić, żeby wejść znów na poziom równy oceanom.
      „Czy on naprawdę był na tyle głupi, by sądzić, że ktokolwiek będzie się przejmował ochroną tej wsi? Czy on naprawdę sądził, że był na tyle ważny dla Szwedów, aby ktokolwiek się nim przejmował?” – OTOTOTOTO. DOKŁADNIE BERCIU, DOKŁADNIE.
      Ohoho, starcie Toris vs Bercia. Jestem za Bercią nie chodzi tylko o to, że jest genialną postacią, ale po prostu poglądowo najbardziej się zgadzamy. Toris tępy ośle.
      O BOŻE BERCIU TO BYŁ TWÓJ NADŁUŻSZY MONOLOG W CAŁYM OPOWIADANIU! :D
      W swoim czasie grrr, jak ja nie lubię jak ktoś mi wszystkeigo naraz nie powie tylko będzie to ukrywał przez lata i ASVGDUHIGJOSKFAE no normalnie zabić, dźgnąć i poćwiartować. Toris nie ma jaj.
      Jezu bercia idź stamtąd i nie słuchaj ich polankowego ślubu, bo normalnie czuję w kościach że cię zaraz tam przydybają i się na śmierć obrażą! :C
      A Ragnar, jak dobrze że Ragnar żyje! Czekam tylko na jego i Berci spotkanie <3
      „Ze zgrozą uświadomił sobie, że najwyraźniej jest małą Cecylią zauroczony.” To się chłopie wkopałeś............ normalnie, Berciu, twoje szczęście jest przerażające.
      AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA TO TORISOWI CHCE SIĘ PO PROSTU RUCHAĆ XDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
      Boże
      Meh, Bercia idź stąd bo z każdym słowem mam beznadziejne przeczucie, że nagle się odwrócą, popaczą na ciebie stojącego jak kołek i podsłuchującego i wtedy dopiero będzie!
      „Pocieszny?, pomyślał Bernhard. A więc taki dla niej jestem? POCIESZNY?
      Cóż, właściwie mogło być gorzej.” Nie płakaj, Bercia :C jak Cecylia coś palnie, to jest zawsze śmiesznie. Śmiechnij ;_;
      UFF nikt go nie złapał :”)
      BIJĘ OKLASKI ZA DOSTANIE SIĘ NA STUDIA!!! <3
      No, to było mega :3 chyba nie podsumuję, czekam na kolejny! I pamiętaj – jajko wysiedzę, jak się zaraz nie zjawi :c
      POZDRAWIAM!
      ps. huh, ale to późno dodaję ;_;

      Usuń
    5. Jejciu, jejciu, Kwasie Ty mój, jak ja się cieszę <3 Na razie wpadłam tylko za sekundkę, żeby dać znać, że przeczytałam wsjo chyba z 10 razy i nadal mi się morda cieszy :D Chciałam tylko Cię zapytać, czy mi łba nie urwiesz, jak mi się parę dni na odpisywaniu Ci zejdzie? Bo sama widzisz, jakiej długości jest ten komentarz, a ja mam masę roboty z robieniem przetworów na zimę przez cały Boży dzień, a wieczorami sobie będę tworzyć...? A jednocześnie chcę Ci bardzo porządnie na niego odpowiedzieć :) W każdym razie wiedz, że kwiczałam ze śmiechu i kręciłam się w kółko na krześle jak debil, jak czytałam ten komentarz :D No i dzięki Tobie przełamałam w końcu blokadę i ostro się wzięłam za pisanie, no :D Także pamiętam o Tobie i za niedługo się pojawię z odpowiedzią. A TERAZ TYLKO CI PIĘKNIE DZIĘKUJĘ KWASIE TY MÓJ <3 <3 <3

      Usuń
    6. Przepraszam Cię w pierwszej kolejności, że to tyle zajęło, ale chyba sama rozumiesz, że jeszcze przy jako ogarnianiu życia poza Internetami , to ciężko było przysiąść i raz a porządnie odpowiedzieć, a naprawdę chciałam to zrobić porządnie. No i wreszcie jestem :D
      Ale powiem Ci, że no co jak co, ale TAKIEGO eseju się nie spodziewałam :D Nie to, że się nie cieszę, wiadomo, bo wiesz, że ja UWIELBIAM Twoje komentarze kwasie, zawsze leżę i kwiczę, a przy tym to już w ogóle, no do dziś rżę jak czytam XD
      No, że Ty jeszcze pisałaś to wszystko bez Internetów, to już w ogóle padam do stópek :D Chociaż z drugiej strony, jakby tak mnie Internety odciąć i zostawić tylko skopiowane w Worda rozdziały, to bym od razu nadrobiła wszelkie moje zaległości ;_; Ech, przydałoby mi się coś takiego ;_;
      Okej, już mamy za sobą pierwszy moment, w którym kwiczę XD Nie no, ogółem z Elką i Gilbem to jeszcze nie do końca wiem, co zrobię, pożyjemy zobaczymy :D Raz strasznie, strasznię chcę ich wziąć i zaślubić, BO KTO MI ZABRONI, przecież zawsze mogę ściągnąć z Gilba sutannę, nie? :D Znaczy się, może nie dosłownie, bo takich zapędów nie mam, ALE WIADOMO XD A czasem z kolei mam tak, że chcę zapomnieć o tym wątku, a nie mogę, bo jak zaczęłam, to COŚ muszę z nim zrobić ;_; Także no, tego, pożyjemy – zobaczymy, w praniu wyjdzie :D A jeszcze osobną kwestią jest to, że totalnie trafiłaś w sedno, znaczy – jak nawet coś się będzie kroić, to Gilbo za Chiny Ludowe się nie przyzna, prędzej sobie język odgryzie XD
      A jeśli chodzi o Twoje rozmyślania, to TAK, zdecydowanie byłby potrzebny drugi ksiądz XD Ale w sumie co ja wiem o życiu, do kościoła nie chodzę, niewierząca jestem, to wiesz, co ja się tam będę wypowiadać :D
      TAK, STARA, TEN KOMENTARZ JEST TOTALNIE OD CZAPY, ALE PRZEZ TO JEST SUPER :D
      KWASIE SERIO? XD Znaczy się, to odnośnie tych sparaliżowanych nóg Ragnara XDDDDDDD KWICZĘ XD
      Nie powiem, bo spojler, nie powiem, bo spojler, nie powiem…. D: BOŻE ZARAZ SIĘ WYGADAM I BĘDZIE, OJ JAK MNIE KUSI XD Nie no, tak ogółem, to powiem, że jeśli o zaginięcie Berci chodzi, to się wszystko wyjaśnia w dziesiątym, czyli jakoś w przeciągu tygodnia, bo jeszcze tylko muszę poprawić :D
      JA WIEDZIAŁAM, ŻE TY SIĘ Z BERCI W SZABLONIE UCIESZYSZ NAJBARDZIEJ XD

      Usuń
    7. Jeśli chodzi o wyskoki Cecylki rodzaju wszelkiego, to tylko poczekaj, TYLKO POCZEKAJ na rozdział… nie wiem który, coś koło 13, powiedzmy. WTEDY TO SIĘ ZACZNIE XD
      JEZU KWICZĘ, SERIO, FANKLUB? XD Ale naprawdę mi bardzo miło, bo mi kobitki nigdy, przenigdy nie wychodziły, a tu nagle BUM! – i pojawia się Cecylka, którą o dziwo niemalże wszyscy lubią. ALEŻ DUMNA JESTEM NO :D
      A porzucenie dla mnie Pottera odbieram jako wielki komplement, jeszcze jakiś czas temu, zanim totalnie wyszłam z fandomu, to w moim wydaniu to byłby chyba NAJWIĘKSZY komplement, na jaki byłoby mnie stać, także tego – DZIENA <3
      Ej, jeśli mogę sobie pozwolić na wtrącenie uwagi w imię godności i rozumu nerda, no i w ogóle jak na nerda przystało, to kwas mrówkowy jest super, ma tyle fajnych i łatwych reakcji, że przez całe trzy lata rozszerzenia to był mój ulubieniec :D DZIĘKI NIEMU NAUCZYŁAM SIĘ TROMMERA I TOLLENSA, JOŁ :D DOBRZE, JUŻ, SKOŃCZYŁAM Z NERDZENIEM. A tak btw totalnie, to ja się też nad tym Konstantym zastanawiałam, wiesz? XD
      PS. Jeśli chodzi o brutalne pobudki, to ja sobie takie sama funduję, na przykład dzisiaj grzmotnęłam z kanapy, bo zapomniałam, że nie śpię u siebie, i że łóżko jest mniejsze, no i tak jakoś…. ;________;
      Cieszę się, że zrobiłam Ci noc XD
      A będziesz się bardziej śmiała, jak Ci powiem, że to się właściwie wzięło od mojego wfisty, o którym mówiliśmy per Niemiec, bo nikt nie mógł nazwiska zapamiętać, a facet miał mordkę aryjską w 200%? No i generalnie wszyscy do niego mówili „Panie Niemcze”, także tego, już wiesz, skąd się Szwedek wziął :D
      WOW, LUDZIE UWAŻAJĄ, ŻE MOJE ŻARTY SĄ ZABAWNE, JESTEM Z SIEBIE TAKA DUMNA <3
      Hehehe, ja też kwiczę, ale z komentarza XD Dzięki Kwasie, naprawdę Ty z kolei mnie zrobiłaś tydzień XD
      CHCIAŁABYM CIĘ USŁYSZEĆ, OJ, BOŻE, JAK JA BYM CHCIAŁA XD
      A to się cieszę, że humorek poprawiłam :DD A serio, zaraz w jakiś samozachwyt popadnę przez Ciebie, i co będzie? Będę bardziej nieznośna, niż jestem DDDDDD:
      Ekhem, no rzeczywiście, dzięki piękne, poleciało do listy poprawek ;_;
      O JEŻU KOLCZASTY I BORU SZUMIĄCY NO TERAZ TO JUŻ TOTALNIE PŁAWIĘ SIĘ W ZACHWYCIE I TWOICH KOMPLEMENTACH PRZEPADŁAM KONIEC ZE MNĄ PATRZ NAWET ZAPOMNIAŁAM CO TO PRZECINKI SĄ DDDDDDD: Ale tak całkiem poważnie, to jak mi ktoś chce fandom założyć, to nie mogę nie cieszyć mordy do monitora, no nie mogę :D FEEL MY LOVE KWASIE <33333333

      Na razie tylko i jakoś teraz na dniach będę dodawała resztę odpowiedzi, k? :D

      Usuń
    8. No wiesz, co kto lubi ogółem, dla mnie uroda zawsze była pojęciem względnym. Znaczy, ja podobno gustu nie mam :D Jedyne, co się w moim guście pokrywa z gustami innych dziewczyn, jakie znam, to uwielbienie do Bohuna i Fassbendera :D A jeśli o Cecylkę chodzi, to zasadniczo w moim wyobrażeniu nie ma być zbyt ładna. Nie to, że brzydka, czy coś, ale wiesz o co chodzi :D ZAZDROŚĆ MI, mam 155 cm wzrostu, joł :D
      To widze, że miałyśmy totalnie odwrotne wyobrażenia i Cecylki, i Elki XD
      Nie, spoko wodza, miałam nie spojlować, no ale tyle, że Torisa nie ubiję, to mogę powiedzieć :) Ale co do wątku romantycznego wypowiadać się nie będę, bo to nie będzie tak proste jak się spodziewasz, zaufaj mi :D Ale nic nie mówię, bo jeszcze zaspojluję D:
      A JA KOCHAM KIECKI, MĘCZYŁABYM SIĘ, ŻEBY W NICH CHODZIĆ :D No o Berci to już nie ma co mówić, bo już sama wiesz najlepiej co się z nim dalej stało :)
      to się cieszę, że się Kornel podoba, bo ja nie mam żadnego doświadczenia z pisaniem o dzieciach D: I się bałam, że mi sztucznie wyjdzie, noale jak nie, to spoko :D A co do Gilba to to jest mój prywatny ulubieniec <3
      OJ TAM OJ TAM, NO CHCIAŁA DOBRZE, NIE? XD
      Spoko, szybko się chłop ogarnął, nie? :D Aczkolwiek z mojego założenia, on rzeczywiście miał sprawiać co najmniej nieprzyjemne wrażenie :D
      NO I TUTAJ MASZ ŚWIĘTĄ RACJĘ KWASIE :D Jak Cecylka sobie coś ubzdura, to nie ma ch… we wsi i i tak zrobi po swojemu ;p
      High five, też jestem skończoną niezdarą :D O BOŻE CECYLIA LEJĄCA BERCIĘ PO TYŁKU NO KWICZĘ XDDDDDDDDD
      Nie, nie, spoczko, nie mam problemu z wklejaniem moich rozdziałów w worda :) A mam nadzieję, że z palcami lepiej? D: Pamiętam, jak moja siostra miała ten sam problem D: Bo ja to nie gram na gitarze, ani nic, amuzyczna jestem D:
      No mnie się też imię, w sumie, podoba :D
      Wiesz co, ciągi losowych literek najlepiej oddają emocje, tak sądzę XD
      Coś TY, jakbym się miała pieprzyć z opisywaniem ich wzajemnej nauki języka… NO PLZ, umarłabym z nudów, a Wy zaraz za mną D: A jeśli o nazwisko chodzi, to spoko, niedługo się dowie. ALE NIE BĘDĘ SPOJLOWAĆ D: I powiem tak, bracia Berci to będzie ważny wątek, ale ćśśśśś ;p
      ZAZDROSZCZĘ LUDZIOM, KTÓRZY WPIEPRZAJĄ ILE WLEZIE I NIE TYJĄ, SERIO ;___________;
      Ogórkowa, akurat z żadną nie trafiłaś ;p Bo Szwedzi ogórków kiszonych nie żrą, oni mówią, że to popsute jest ;p
      POCZEKAJ AŻ ZOBACZYSZ JĄ W AKCJI, TYLKO POCZEKAJ XD Może i powinny, ale wiesz, osoby które tak dużo gadają mają magiczną właściwość, która pozwala im nie mieć ŻADNYCH problemów ze strunami głosowymi. W sumie wiem po sobie XD
      ZAZDROSZCZĘ WAM OBOJGU XD
      A JA WIEDZIAŁAM, ŻE CI SIĘ CECYLKA WOŁAJĄCA NA BERCIĘ BERACIA SPODOBA XD
      ONA SAMA CHYBA TEŻ NIE WIE O CO JEJ CHODZI XD Tego to nawet najstarsi górale nie wiedzą ;p I ja też XD
      A wiesz co, Kornel jest totalnie inspirowany takim małym chłopaczkiem, z którym leżałam jakiś czas temu w szpitalu. Totalnie. Nawet imię mu ukradłam, taka bezczelna byłam :D
      NO I JEST BUBU D: Ale to już wiesz :D
      Okej, to z ciągiem dalszym jestem jutro albo pojutrze <3

      Usuń

    9. TAK WIEM, JUŻ WIĘCEJ NIE BĘDĘ TEGO ROBIĆ, NAPRAWDĘ D:
      NO JA WIEDZIAŁAM, ŻE CI SIĘ BĘDZIE PODOBAŁO, ALE TO JUŻ MÓWIŁAM CHYBA XD Poczekaj, tylko poczekaj, jak fabuła dojdzie do Warszawy, to ja Ci mówię, po Warszawie, jakie oni będą mieli dyskusje, mnie się bardzo podobają, A TO COŚ ZNACZY, bo zwykle bardzo krytycznie do tego co napiszę podchodzę :D
      Spoko, taka forma komentarza też jest K, wklejaj XD
      Jak już ktoś bardzo trafnie zauważył, Cecylia pod kilkoma względami jest bardzo podobna do mnie i ta niezdarność zdecydowanie się do tego zalicza, NIESTETY ;_;
      TAK BARDZO DOBRZE WIEDZIAŁAM ŻE JESZCZE CIĘ ODWIODĘ OD TORISA :D VERY WELL :D
      No, już to chyba mówiłam, ale wiedziałam, że kto jak kto, ale Ty na pewno się z powrotu Berci na szablon ucieszysz :D
      500 stron już nieaktualne, teraz to tak celuję w jakieś 700-800 XD BAW SIĘ DOBRZE XD Ale tak całkiem serio, to to jest dla mnie naprawdę ogromny komplement, że mój tekst wzbudza w Tobie tyle emocji :D
      JEZU DZIĘKUJĘ <3
      Wiesz co, już mnie parę osób opieprzyło, w tym beta, więc jedno mogę obiecać – nie będzie więcej takich kwiatków :)
      NO JUŻ WIESZ CZEMU WRÓCIŁ XD Ale do tego to ja się później odniosę XD
      Ej noooo ja też lubię smoki, nawet bardzo, ale w Skyrimie to je ubijałam jak leci, z największą przyjemnością :D TAKIE SUPER FINISHERY ASDFGFHKLSHGDGD <3
      A ja lubię brzydkich facetów, i to najlepiej takich totalnie świńskich blondynów, więc w sumie piona, jeśli chodzi o zryty gust :D A jeśli o rysy twarzy chodzi, to nie miałam na myśli, że delikatne=przystojny, po prostu w wypadku Torisa tak się złożyło, aczkolwiek ja osobiście nie przepadam ja delikatnymi rysami. Wszystko jest kwestią gustu, nie? :D
      OJ MIAŁBY, JEJU, CECYLKA BY GO ZJADŁA ;_;
      NO DURNY. I BĘDZIE JESZCZE DURNIEJSZY, NIE ŻE COŚ ;_;
      Znaczy wiesz, ogółem to ja się podpisuję rękoma i nogami pod tym, co napisałaś, jestem tego samego zdania, ALE w tamtych czasach, w tamtej sytuacji, to właściwie to nie był ze strony Torisa aż taki szczyt debilizmy, jakim mogłoby się to zdawać. Bo Jan Kazimierz to była dupa a nie król, a Karol Gustaw przez moment rzeczywiście wydawał się lepszą opcją. Znaczy wiesz, ja nie mówię, że popieram to, że Litwini się poddali, bo wcale nie, ale z tego co się naczytałam, to Karol Gustaw naprawdę z początku obiecywał całkiem sensowne rzeczy, przede wszystkim nie zamierzał włączyć Rzeczypospolitej do Szwecji, to miała być raczej unia. A skoro w unii i tak byliśmy, to – teoretycznie – większej różnicy by nie było. To była tylko kwestia honoru, żeby pozostać przy Janie Kazimierzu. Ale honor też ważna sprawa, nie?
      TORIS TĘPY OŚLE XD Dziękuję Ci, idealnie go podsumowałaś :D
      Rozgadał się, nie? :D
      TEŻ BYM UBIŁA, OT CO.
      E tam, co najwyżej Toris by się obraził, Cecylka na pewno nie :D
      ALE BIEDAAAAA NIE OPISAŁAM TEGO ;_;
      BERCIA WE FRIENDZONIE CONFIRMED
      NO I SIĘ WYDAŁO XD BOŻE TORIS TEŻ CZŁOWIEK NIE? XD
      Spoko spoko, Cecylka go jeszcze doceni :D
      A dzięki, dzięki :D Oczywiście byłam zdecydowana na co pójdę i rozmyśliłam się w ostatniej chwili, CUDOWNIE XD
      Co Ty, takiego wspaniałego komentarza to nie ma c podsumowywać <3
      Pozdrawiam również :D
      PS. TO JA PRZEPRASZAM, ŻE TYLE CZASU NIE ODPOWIADAŁAM WYBACZ D:


      Usuń
  10. Ładny szablon, wymowny i przejrzysty, łatwo się czyta, oczy nie bolą. ;) Wpadłam tu, bo zaintrygował mnie twój nick, a zostałam ze względu na ciekawie prowadzoną historię. Błyskotliwie opisałaś relacje Bernharda z Torisem, to był jeden z lepszych momentów (ten zaczynający się od "lubił go i jednocześnie nie lubił", zresztą co ja ci będę mówić). Czasami zapominasz o przecinkach (por. "zapytał Kornel wlepiając w Bernharda świecące oczka" - przecinek po Kornelu), ale generalnie świetnie sobie z tym wszystkim radzisz, a to ważne, bo też ułatwia lekturę. No i umiejętnie nakreśliłaś tło historyczne (lubię ten okres, dodajmy). Wybacz, że się bardziej nie rozpiszę, jestem raczej oszczędna w słowach. Jak mi się coś podoba, to mi się podoba, i tyle. ;) Pozdrawiam i powodzenia: ze studiami i z pisaniem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki piękne za te wszystkie miłe słowa :D Aż się się człowiekowi mordka sama cieszy. I bardzo doceniam każde jedno z nich.
      Dzięki za komentarz, nic nie szkodzi, że oszczędny - doceniam go tak czy inaczej. I to bardzo. A za ostatnie nie dziękuję, co by nie zapeszyć :)

      Usuń