niedziela, 25 maja 2014

Rozdział VII




Erzsebet została, żeby pomóc Gilbertowi przygotować ciała do pogrzebu. Nie była to może najprzyjemniejsza praca, ktoś jednak musiał to zrobić, a Węgierka uznała, że Cecylia powinna się zajmować swoim Szwedem w Łukowcach, a całą resztę zostawić innym. Łukasiewiczówna osobiście podejrzewała, że prócz zwyczajnej przyzwoitości kierowało nią coś jeszcze – Węgierka za skarby świata by się do tego nie przyznała, ale Cecylia była niemal całkowicie pewna, że Erzsebet ma pewnego rodzaju słabość do księdza Beilschmidta. Och, Łukasiewiczówna sądziła, że najpewniej ona sama cały czas powtarza sobie jak bardzo go nie znosi, ale aż nazbyt chętnie wybierała się na plebanię – to nie mogło pozostać niezauważone, przynajmniej nie dla wrażliwej Cecylii. Łukasiewiczównę bawiło trochę dziecinne zauroczenie starszej przecież od niej kobiety, jednak z drugiej strony miała nadzieję, że nic wielkiego się z tego nie rozwinie – bo przecież Beilschmidt był księdzem – marnym bo marnym, ale jednak. Mogła z tego wyniknąć masa komplikacji.
Szybko jednak Prusak i Węgierka wylecieli jej z głowy, jako że był już wieczór, gdy wróciła w końcu do Łukowców, tak więc musiała zająć się kolacją, dopilnować żeby Kornel zaraz położył się spać i jeszcze załatwić jakoś problemy ze swoim Szwedem – musiała sprawdzić, czy rany nie krwawią, czy gorączka mu nie skoczyła, zmienić okład… I czy w ogóle powinien z nim ktoś zostać na noc? No, ktoś, znaczy: najpewniej ona sama, bo nie sądziła, żeby kto inny zechciał to zrobić.
Kornel zaraz przybiegł do niej pochwalić się, że pilnował Szweda jak kazała, i że często zmieniał mu okłady, i że tamten nawet marudził coś przez sen, ale Kornel go nie zrozumiał.
Zjadła coś na szybko, bo – jak się okazało – wszyscy domownicy kolację już mieli za sobą. Tylko dziadzio Jurgis czekał jeszcze na nią w kuchni, popijając swoje ulubione mleko z miodem.
-Jak zdrówko, dziadku? – zawołała wesoło, łapiąc kawałek placka z jabłkami i usiadła na ławie naprzeciwko starego Litwina.
-A nu dobrze, dobrze, dziecinko – uśmiechnął się do niej szeroko. – A ty? Żeś wróciła piorunem, to problemów ni było?
-Ni było – powtórzyła za dziadkiem. – Ale wiesz, dziadziu, że Gilbert tam jeszcze jednego żywego znalazł? Tylko że chłopina, nawet jak przeżyje, to władzy w nogach mieć nie będzie.
-Ze wszystkim można żyć – mruknął dziadek, wskazując sękatym palcem swoje oczy. – Ja żem się nauczył i wcale nie narzekam. Tylko myśleć trzeba dobrze, to się reszta sama poukłada, tak ci powim.
-No skoro dziadziuś tak mówi, to kim ja jestem, żeby się wykłócać! – odparła na to Cecylia z ustami wypchanymi ciastem.
-No, cichaj i połknijże tego placka, bo mi się tu zakrztusisz, i co będzie? – Dziadek uniósł brwi. – Lietuva by się zapłakał, jak by wrócił, a i my wszyscy tak samo.
-Jeszcze byście się wszyscy cieszyli, że trochę spokoju od mojego paplania macie, a Licia to już chyba szczególnie ma mnie dość – zawołała Cecylia, przełknąwszy w końcu kawałek jabłecznika. – A może chcecie ciasta, dziadku?
-Nie, ačiū, Lenkija – Staruszek machnął ręką. – A masz ty jakieś wieści z Litwy?
Cecylia natychmiast zrobiła się trochę osowiała, a Jurgis, pomimo że zdecydowanie nie mógł tego zobaczyć, usłyszał to w jej głosie.
-Nie, dziadku – odpowiedziała Cecylia. – Ale przynajmniej nie ma złych wieści. Chyba się jakoś trzymają.
-Na pewno! – odparł pocieszająco stary Litwin. – A inne wieści?
-Gilbert mówił, że Jan Kazimierz opuścił Warszawę – rzekła. – Podobno pojechał do Łęczycy, do wojsk Lanckorońskiego. Jak król pojechał, to i ojciec musi tam być. Ale wiesz, co to oznacza, dziadku? Że Szwedzi idą na Warszawę. A to niedobrze. Karol Gustaw podobno stacjonuje w Koninie. Dwadzieścia pięć tysięcy żołnierzy.
-To szwedzki król koło nas przechodził?
-Nie, koło Łukowca wtedy stacjonował tylko malutki oddział, ale Gilbert mówi, że to była część armii marszałka Arvida… coś tam. Czternaście tysięcy ludzi. Idą pod Konin. A potem pewnie przez Wartę na Warszawę, tak sobie myślę. Jak się dwie armie spotkają to będzie prawie czterdzieści tysięcy ludzi. I ciężka artyleria. A Warszawy nie ma kto bronić, jak król wyjechał.

                -Król na pewno wie, co robi – rzekł z przekonaniem dziadek Jurgis, a Cecylia tylko wzruszyła ramionami.
                -A kto go wie? – odpowiedziała, zamyślona. – Może tak, a może ucieka. A jak ucieka, to niedobrze, bo będą płakać, że wstyd i hańba, ale ja się cieszę tak czy inaczej, bo mój ojciec z nim jest. I będzie bezpieczny. Mało żarliwa ze mnie obrończyni kraju, nie sądzisz, dziadku?
                -Ty już żeś swoje zrobiła, jakeś temu kanclerzowi nosa utarła. – Litwin wesoło do niej mrugnął. – A że się o ojca martwisz, to tylko znaczy, dziecinko, że tu – jakimś cudem wycelował sękaty palec prosto w jej serce – masz tyle dokładnie, ile trzeba. Ale i bez tego byśmy to wiedzieli, bo mało to by pomógł temu chłopcu, którego dziś przywiozłaś.
                -No chłopcem to ja bym go nie nazwała – uśmiechnęła się Cecylia. – Ale właśnie, muszę iść zobaczyć jak on się czuje. I czy żyje w ogóle.
                Zerwała się z miejsca i wetknęła sobie ostatni kawałek ciasta w usta.
                -Obhaoc, ciahku! – zawołała z pełnymi ustami niemalże wybiegając z izby.
                -Labos nakties, Lenkija.

*

                -Śpi pan, panie Szwedku? – Cecylia wetknęła głowę do sypialni brata i rozejrzała się. Światło, które dawała świeca w jej ręku było raczej nikłe, uznała więc, że jeśli nie wejdzie, to więcej na pewno nie zobaczy.
                W pokoju panował okropny zaduch, a w powietrzu unosił się ciężki zapach potu zmieszanego z alkoholem. Cecylia aż się skrzywiła. Cóż, przynajmniej krwi prawie nie było czuć.
                -W ogóle pan żyje? – zapytała podchodząc do łóżka, choć nie spodziewała się żadnej odpowiedzi. Odstawiła świecznik na szafeczkę obok łóżka i nachyliła się nad Szwedem.
Mężczyzna oddychał dość płytko, ale równo, dlatego Cecylia uznała, że jest z nim względnie dobrze – przynajmniej na tamten świat jakoś entuzjastycznie się nie wybierał. Zdjęła mu mokry okład, który zdążył się już nagrzać i przyłożyła jedną dłoń do jego czoła, a drugą do swojego – cały czas był rozpalony, ale chyba już nie aż tak straszliwie jak wtedy, gdy wychodziła. Zanim zrobiła mu nowy okład obmyła mu świecącą od potu twarz. Musiała dość mocno się nad nim nachylić,  żeby widzieć – nie chciała trzymać nad nim, broń Boże, świecy, bo jak znała samą siebie, to mogłaby jeszcze poparzyć go woskiem, a tego by nie chciała. Poczuła na twarzy jego ciepły oddech aż zakręciło jej się w głowie – zapach alkoholu uderzył w nią tak mocno, że aż musiała się odsunąć.
-Chryste Panie, panie Szwedku – wymamrotała po nosem. – Pan się powinien cieszyć, że jest pan nieprzytomny, bo głowa to panu pęknie jutro na dwoje. Pan to jak ten smok wawelski. Tyle, że zamiast ogniem, to pan wódką zionie.
Szwed wymamrotał coś mocno nieartykułowanego, kiedy układała mu zimny okład na czole, Cecylia uznała więc, że śpi za głęboko, żeby cokolwiek do niego docierało. Łukasiewiczównie jednak prowadzenie monologu w żaden sposób nie przeszkadzało.
-Obejrzę panu rany – tłumaczyła cokolwiek bez potrzeby, bo przecież nieprzytomnemu człowiekowi. Ściągnęła z niego kołdrę, a on zatrząsł się niemal natychmiast – Cecylia widziała każdy skurcz, jakim targane były jego mięśnie, jak jego pierś unosiła się i opadała w szybkim, nerwowym tempie, trzęsąc się nieznacznie. No tak, miał przecież gorączkę, musiało mu być okropnie zimno. Jednak rany trzeba było obejrzeć. Na całe szczęście, Kuklik jak się za coś zabierał, to robił to porządnie – rany nie krwawiły za mocno, a na pewno nie na tyle, żeby już teraz trzeba było zakładać świeży opatrunek. Cecylia dziękowała za to Bogu, bo przecież sama za nic nie dałaby rady tego zrobić, a nie chciała budzić nikogo z domowników, o samym Szwedzie już nie wspominając.
Dopiero teraz Cecylia zauważyła, że Szwed nadal miał na sobie brudne i zakrwawione spodnie, w których go tu przywieźli. Nie można było rannego zostawić w takim ubraniu – już nawet nie kwestia tego, ze było po prostu brudne i nadawało się jedynie do prania, jeśli nie do wyrzucenia, ale mogło zabrudzić ranę na brzuchu, a do tego nie można było dopuścić. Ale to oznaczało, że Cecylia musi go rozebrać.
Pomimo całej śmiałości i beztroski, jaką Cecylia w sobie miała, rozbieranie obcego mężczyzny było dla niej raczej problematyczne. Rumieniec wkradł się na jej piegowate policzki, a ona cieszyła się, że Szwed ciągle pozostawał nieprzytomny.
Można było poprosić kogoś o pomoc, ale – jako się rzekło – Cecylia nie chciała nikogo budzić, a do rana też lepiej, żeby nie czekać, bo rany jednak powinny zostać czyste. Pluła sobie w brodę, że nikt wcześniej o tym nie pomyślał. Zanim zdążyła się rozmyślić, całkiem ściągnęła z niego kołdrę, co ten przyjął z niezadowolonym pomrukiem. Później zdjęła mu długie, skórzane buty i ustawiła je równo obok łóżka.
Z szafki wygrzebała spodnie jednego ze swoich starszych braci – Gabriel, bo to o nim mowa, na pewno nie był tak wysoki jak Szwed, nogawki więc pewnie będą za krótkie, istniała jednak spora szansa, że spodnie będą względnie pasowały, bo pomimo niezbyt imponującego wzrostu, Gabriel Łukasiewicz był bardzo dobrze zbudowanym mężczyzną.
Cecylia wróciła do Szweda i zacisnęła usta, przyglądając mu się. Och tak, ten mężczyzna naprawdę miał wspaniałe ciało, to musiała w duchu przyznać – urodą może nie grzeszył, ale na pewno jego budowa to rekompensowała. Pozwoliła sobie przesunąć wzrokiem po jego rozbudowanych ramionach, pokrytej cienkimi, jasnymi włosami klatce piersiowej, ładnie wyrzeźbionym brzuchu i wąskich biodrach. Cecylia miała to do siebie, że bardzo lubiła patrzeć na ludzi i nigdy się z tym nie kryła – nie tylko na ładnych ludzi, ale na ludzi w ogóle, bo lubiła ich ze sobą porównywać, lubiła widzieć jak różni są wszyscy, których w życiu spotyka. A że mężczyzn w takim stopniu negliżu Cecylia widywała stosunkowo często, to nie był taki widok dla niej niczym niezwykłym ani zawstydzającym. Gorzej, że musiała teraz pozbyć się jego spodni, a to już takie bezproblemowe jej się nie wydawało.
Wąski pasek jasnych włosów ciągnął się od jego pępka w dół, by ostatecznie zniknąć pod materiałem mundurowych spodni. Cecylia zacisnęła usta i – wziąwszy głęboki oddech – zaczęła te jego nieszczęsne spodnie rozpinać. Ręce trzęsły jej się tak mocno, że zajęło jej to przynajmniej ze dwa razy więcej czasu niż rzeczywiście powinno.
-Panie Szwedku, jak się pan teraz obudzi, to ja pana osobiście uduszę – mamrotała. – Jezu Chryste, co ja robię…
Starając się nie patrzeć, pociągnęła jego spodnie w dół – zeszły lekko, pomimo, że całym ciężarem ciała Szwed leżał na łóżku i w żaden sposób nie kwapił się do pomocy. Musiał trochę schudnąć ostatnimi czasy, dlatego spodnie wyraźnie były za luźne.
-Nie gap się – powiedziała sobie stanowczo, zdejmując z niego spodnie zupełnie. Na szczęście mężczyzna się nie obudził, więc Cecylia chociażby z tego powodu mogła odetchnąć z ulgą. – Dobra, jeszcze pana ubiorę i możemy o tym zapomnieć, tak?
Nie odpowiedział jej, ale też Cecylia odpowiedzi się nie spodziewała. Zaczęła zakładać na niego spodnie brata, co wcale nie okazało się takim prostym zadaniem – zdecydowanie było łatwiej go rozebrać niż ubrać, zważywszy na to, że leżał w tym łóżku sztywny jak kłoda, a Łukasiewiczówna dałaby sobie rękę obciąć, że ważył jak nic ze sto kilo. Spodnie na szczęście pasowały, nie musiała się więc dodatkowo męczyć z wciskaniem go w za mały ubiór. Starała się, naprawdę się starała na niego nie patrzeć, ale nie dało się tego ominąć, gdy musiała wciągnąć na niego porządnie te spodnie i dodatkowo je pozapinać – byłoby jednak kłamstwem, gdyby powiedzieć, że ciekawość Cecylii nie miała w tym nic do rzeczy.
Łukasiewiczówna aż zachłysnęła się powietrzem i niemal czuła, jak rozszerzają jej się źrenice, kiedy w końcu przegrała walkę ze sobą i spojrzała. Policzki zapiekły ją okropnie jak nigdy, a ręce zatrzęsły się niemożliwie.
O mój Boże, nie gap się, nie gap się…
Nikt chyba jednak nie dziwił się, że Cecylia, pomimo że gapić się nie chciała, to jednak stała i to robiła. Pierwszy raz widziała zupełnie nagiego mężczyznę, a dodatkowo jeszcze, jako się rzekło, bardzo ładnie zbudowanego, więc sama nie mogła pojąć, czy bardziej się wstydzi, czy bardziej jej się podoba to, co widziała. Kiedy jednak ta myśl do niej dotarła, wyrwała się jakby z transu i czym prędzej, drżącymi rękoma, podciągnęła Szwedowi spodnie, modląc się w duchu, by nie spłonąć ze wstydu.
Jak tylko go ubrała musiała, musiała się odwrócić, by ukryć twarz w dłoniach i by cały palący wstyd choć odrobinę minął. Po długiej chwili rzuciła okiem na jego twarz, trochę napiętą, ale pogrążoną we śnie. I dopiero wtedy całkiem jej ulżyło, bo uświadomiła sobie, że on przecież śpi i nie ma pojęcia o niczym, co się przed chwilą stało.
Zaśmiała się trochę nerwowo i opatuliła Szweda kołdrą, żeby w nocy nie zmarzł.
-Pan mnie zabije, jak się pan dowie, co ja tu z panem wyrabiam – powiedziała Cecylia do siebie, spoglądając znów na twarz Szweda. Poklepała go po policzku – Panie Szwedku, śpi pan?
Wybełkotał coś w odpowiedzi, więc Cecylia uznała, że nie ma z nim takiej tragedii jak sądziła, i że jednak może go zostawić samego na noc. Odnotowała w pamięci, żeby rano koniecznie spróbować go napoić, bo raz, że nie pił nic prócz wódki przez cały dzień, a dwa, że kiedy alkohol zacznie z niego schodzić, to będzie koniecznie potrzebował się napić, obojętnie czy będzie przytomny, czy nie.
Zabrała jego mundur, który zamierzała jutro wyprać i zacerować – no, może z drobną pomocą Erzsebet, bo Cecylia jakoś smykałki do prac domowych takich jak szycie absolutnie nie miała.
-No to dobranoc, panie Szwedku – rzuciła jeszcze, zabrawszy świecę i po cichu zamknąwszy za sobą drzwi.
Cecylia długo nie mogła zasnąć, myśląc o wydarzeniach minionych dnia. Wydarzyło się tyle emocjonujących rzeczy, co chyba przez cały ostatni miesiąc razem, albo i więcej. Dopiero kiedy sama wpełzła pod swoją kołdrę uświadomiła sobie, jak okrutnie jest zmęczona i roztrzęsiona tym wszystkim – jeszcze rankiem poprzedniego dnia nie sądziła, że spotka ją coś ciekawszego o klnącego na potęgę pruskiego księdza, a od tamtej pory zdążyła już trafić na małe pole bitwy, ocalić komuś życie, zarobić drzwiami w nos i przeżyć odrobinę wstydliwy epizod w opiece nad rannym Szwedem. Co by nie powiedzieć, na nudę nie mogła narzekać. Jeśli miałaby mówić szczerze, to właściwie była bardzo podekscytowana samą myślą o tym jak to będzie, jak jej Szwed w końcu się obudzi – bo przecież, czy w ogóle będą mogli się porozumieć? Och, naturalnie – dla Cecylii nie istniało coś takiego jak bariera językowa, potrafiła zagadać na śmierć absolutnie każdego, bez względu na to, czy ten ktoś ją rozumiał, czy nie. Zawsze jednak było tak, że życie Cecylii kręciło się dookoła czegoś konkretnego – jak nie była to opieka nad Kornelem, to był to Toris. Teraz, kiedy Laurinaitis wyjechał na wojnę, a Kornel był już na tyle duży, że właściwie nie potrzebował jej opieki, Cecylia czuła się znużona swoim życiem, tak jakby to życie dla kogoś nadawało jej sens istnienia. Nie znaczyło to oczywiście, że była nieszczęśliwa – cały czas jednak trwała w pewnego rodzaju niepewności i oczekiwaniu, jakby spodziewała się, że wydarzy się w jej życiu coś, co wyrwie ją z kilkumiesięcznej monotonii i rutyny, w jaką zaczynała popadać. I wtedy właśnie ten Szwed spadł jej z nieba – Łukasiewiczówna cieszyła się ogromnie na myśl, że przynajmniej póki nie wydobrzeje będzie miała na kim skupiać swoją uwagę.
Jedno było pewne – już wkrótce życzenie Cecylii miało się spełnić, a całe jej życie stanąć na głowie.


*

Cecylia lubiła sobie pospać co najmniej do południa, jeśli nie było ku temu przeszkód. Tego ranka jednak takowa zdecydowanie się pojawiła. Pierwszą był Kornel, który z ogromnym entuzjazmem wpakował się jej do sypialni, a następnie wprost do łóżka. A drugą wiadomości, jakie przyniósł.
-Cecylio, wstawaj! – Blondynek szturchnął ją, ona jednak tylko machnęła ręką próbując się go pozbyć.
-Idź sobie – jęknęła, wciskając twarz w poduszkę. Na Cecylię nic nie działało gorzej, niż zostanie brutalnie obudzoną. – Idź do dziadka Jurgisa, może mu z czym trzeba pomóc…
-To dziadek mnie przysłał – drążył dalej najmłodszy Łukasiewicz, nie przestając siostry szturchać. – Wstawaj, ty leniu! Elka wróciła!
-To świetnie – burknęła Cecylia. – To idź do niej, a mnie daj spokój.
Kornel jednak był nie do zdarcia chyba jeszcze bardziej niż Cecylia. Nic sobie nie robiąc z narzekań siostry, bezlitośnie ściągnął z niej kołdrę. Cecylia jęknęła i jeszcze mocniej wcisnęła twarz w poduszkę. A tak bardzo chciała troszkę odpocząć…
-Wstawaj, bo krzyżaka przywlokła! – marudził dalej Kornel. – I mówi, żebyś się zbierała, bo nie ma czasu, na mszę musi zdążyć.
-To życz mu ode mnie szerokiej drogi.
Pewnie byłby jej Kornel z łóżka ostatecznie nie wyciągnął, ale wtem w drzwiach pojawiła się Erzsebet, co Cecylia właściwie bardziej usłyszała niż zobaczyła, ale wtedy już wiedziała, że się nie wywinie i będzie musiała wstać.
-Cecylio, na litość boską! – zawołała Węgierka. – Wstawaj natychmiast! Gilbert przyszedł do twojego Szweda dać mu ostatnie namaszczenie.
Łukasiewiczównie zajęło długą chwilę przetrawienie jej słów. Kiedy w końcu to do niej dotarło, zerwała się i usiadła, mrużąc oczy, aby chronić je przed męczącymi promieniami słońca. Zaspana twarz i potargane włosy dobitnie świadczyły o tym, że Cecylii jeszcze daleko do momentu, w którym będzie w stanie myśleć względnie logicznie.
-A co, źle z nim? – zapytała zaniepokojona. Przecież rany mogły zacząć się paprać, mogło się, nie daj Bóg, wdać jakieś zakażenie, albo sama mogła naruszyć rany poprzedniego wieczora. Cecylia bardzo, bardzo nie chciała, by ten człowiek tak po prostu umarł, nie po tym ile pracy wszyscy włożyli w to, aby go uratować. I z czystej litości.
-A bo ja ci wiem? – odpowiedziała Hedervary. – Nikt do niego nie zaglądał. To tak na wszelki wypadek, nie panikuj. A dziadzio Jurgis kazał ci przypomnieć, żebyś go jakoś napoić spróbowała.
Cecylii ulżyło i znów opadła na poduszki. Rzeczywiście, powinna to zrobić. Och, teraz chyba naprawdę trzeba będzie wstać…
                -No dobrze, chyba już skończyły mi się wymówki – jęknęła i podniosła się z łóżka. – Idź do Gilberta, Kornel. Zabierzesz się z nim później na mszę, pasuje?
                -Tak! – zawołał chłopiec i wybiegł z sypialni nim którakolwiek zdążyła choćby mrugnąć.
                Tak się akurat złożyło, że Kornel, zupełnie odwrotnie niż Cecylia, bardzo dobrze dogadywał się z księdzem Beilschmidtem. No, to może był nienajlepszy dobór słów, jako że dzieliła ich spora różnica wieku, ale tak czy inaczej Kornel bardzo lubił przebywać w towarzystwie Prusaka, a i Gilbert znajdował chyba przyjemność w zajmowaniu się chłopcem. Cecylia co prawda nie do końca pochwalała to, że Beilschmidt miał w zwyczaju trochę bałamucić i rozpuszczać chłopca (no, w graniach rozsądku, oczywiście), jednak nie mogła się na nich napatrzeć, kiedy ksiądz zaczynał biegać za ruchliwym chłopakiem, albo kiedy razem chodzili łowić ryby, albo jeździć konno. Jedyne, za co Cecylia naprawdę szczerze miała ochotę urwać Prusakowi głowę to fakt, że Kornel często wracał od niego klnąc jak szewc – Łukasiewiczówna nie mogła pojąć, czemu Beilschmidt uczył go takich rzeczy. Szczególnie zważywszy na fakt, że był księdzem i raczej nie tego powinien się człowiek po nim spodziewać. Cecylia jednak uważała, że dojrzałość Gilberta osiągała właśnie mniej więcej poziom równy tej, jaką odznaczał się Kornel. A to w żaden sposób nie mogło wróżyć dobrze.
                Idąc jednak dalej, Kornel przynajmniej chętnie chodził dzięki Gilbertowi do kościoła – Cecylia sama przesadnie religijna nie była, w kościele bywała rzadko, uważała jednak, że Kornel powinien chodzić i dopiero gdy będzie starszy samemu zdecydować, czy chce, czy nie chce. Cecylia nie była w stanie wystać tyle czasu w spokoju, nie była w stanie słuchać liturgii, z której i tak nic nie rozumiała, jako że odprawiana była po łacinie, tak więc co tydzień miała kilka godzin świętego spokoju (i nudy), podczas gdy większość ludzi z Łukowców udawała się do wsi na mszę. A w tym tygodniu przynajmniej miała kolejną wymówkę w postaci Szweda, którego jednak przydałoby się jeszcze doglądać.
                Erzsebet rzuciła w jej stronę prostą sukienkę i jakąś czystą bieliznę, a Cecylia zmarszczyła nos niezadowolona.
                -Później się umyjesz, trzeba było wstać jak człowiek – zarządziła Węgierka. – No jazda, rozbieraj się.
                Cecylia, chcąc nie chcąc, ściągnęła przez głowę koszulę i trochę na oślep sięgnęła ręką po ubranie. Węgierka w tym czasie szukała czegoś po szufladach, nie zwracając zbytniej uwagi na siedzącą na łóżku Cecylię. Ta za to, naburmuszona od rana brutalną pobudką, wpadła w raczej nieciekawy nastrój, co skutkowało użalaniem się nad sobą – bo i nawet pogodna Cecylia miewała takie chwile, kiedy musiała sobie, choćby w myślach, trochę ponarzekać, jako prawdziwa Polka z krwi i kości. A teraz padło na śliczną i zgrabną Erzsebet, o którą Cecylia była w zasadzie trochę zazdrosna. Każda chyba dziewczyna, a więc w tej liczbie i Łukasiewiczówna, chciała być ładna, zgrabna i podobać się chłopcom. To jednak zawsze miała właśnie Erzsebet, a Cecylia jak świat światem po cichu jej tego zazdrościła. Łukasiewiczówna była niewysoka – mierzyła niewiele półtora metra wzrostu, a przy tym pozostawała kobietą raczej drobnej budowy, czego w sobie nie znosiła: była tak chuda, że na stojąco można było jej policzyć wszystkie żebra; pomimo, że miała ładnie zaokrąglone biodra, to odrobinę szpeciły je wystające kości, nie wspominając już o kościstych i – o, zgrozo – odrobinę krzywych w kolanach nogach. Przy takiej budowie Cecylia i tak powinna była się cieszyć, że nie należała do kobiet całkiem właściwie pozbawionych biustu – w nadmiarze może też go nie miała, ale większych powodów do narzekań nie było. Nawet twarz Łukasiewiczówny, pomimo że drobna i trójkątna, a więc raczej kobieca z założenia, tylko w teorii taką pozostawała, ponieważ ona sama uważała, że gdyby ściąć jej włosy, to z powodzeniem mogłaby uchodzić za chłopca. Jedyne, z czego była zadowolona, to zdecydowanie najwęższa talia, z jaką dale jej było kiedykolwiek się zetknąć. Cecylia, mimo, że na co dzień raczej nie myślała o takich rzeczach, to zazdrościła Erzsebet tego, że ta była kobietą w każdym calu – od wysokiej, szczupłej i zgrabnej sylwetki, poprzez wszystkie krągłości kobietom właściwe, których Węgierce z kolei wcale nie brakowało, na prześlicznej i niezmiernie urokliwej twarzy skończywszy.
                Erzsebet zawsze mogła w chłopcach wybierać i przebierać, ale po mimo to nigdy nikim poważnie się nie zainteresowała. Cecylia z kolei, która jako młoda dziewczyna okropnie łaknęła uwagi, a ginęła w cieniu urody swojej towarzyszki – z czasem zupełnie przestało to być problemem, jednak dla dorastającej dziewczyny podobne sprawy nigdy nie były przyjemnym doświadczeniem. Tego pamiętnego dnia, kiedy Cecylia, mając lat dokładnie piętnaście, uświadomiła sobie, że zakochała się po uszy w synu wojewody Kiejdańskiego, który bywał w Łukowcach z różnych nadal nie do końca znanych Cecylii powodów, była zdruzgotana, bowiem dwudziestoletni wtedy młodzieniec chętnie dotrzymywał im towarzystwa, a Łukasiewiczówna, naturalnie, była przekonana, że to przez wzgląd na Erzsebet, jednak zawzięła się, że raz jeden w życiu zwróci na siebie uwagę jakiegoś młodzieńca, tylko jednego, skoro Węgierka oczarowywała wszystkich innych. Cecylia była śmiała i odważna już jako młoda dziewczyna, nie bardzo jednak wiedziała, jak powinna z młodym mężczyzną postępować. Początkowo jeszcze hamowała się, starała się sprawiać wrażenie dostojnej panienki, jednak kiedy dotarło do niej, że Litwin po cichu się z tej jej wymuszonej powagi nabija, wszelkie jej hamulce puściły i pokazała się dokładnie taką, jaką była, z całą swoją gadatliwością, energią i bezpośredniością, która początkowo Torisa przeraziła, by ostatecznie zawrócić mu w głowie na tyle, że nie przeszło mu to po dziś dzień, mimo że od tamtego dnia minęło już sześć długich lat. Laurinaitis dopiero później przyznał się, że od małego się w niej podkochiwał – Cecylia była jego pierwszą i jedyną miłością, a uczucie to zakiełkowało już w dzieciństwie, jednak wtedy objawiało się tym, że starszy o pięć lat chłopiec zawsze plątał się za wesołą i trochę niezdarną dziewczynką, by dbać o jej bezpieczeństwo, by podać rękę, gdy upadnie i zetrze kolana, by dać kwiatek na pocieszenie, gdy zaczynała płakać. O ile uczucie Torisa dojrzewało latami, by w końcu ukształtować się w tlącą się spokojnym i jasnym ogniem miłość mężczyzny do kobiety, o tyle u Cecylii był to niespodziewany i gwałtowny wybuch, który nie minął jej właściwie przez te wszystkie lata.
                Z jakichś dziwnych, zupełnie dla Cecylii niezrozumiałych powodów, to ona o wiele wcześniej niż starsza od niej Erzsebet znalazła sobie mężczyznę, który w niedalekiej przyszłości miał zostać jej mężem. Węgierka miała teraz lat dwadzieścia pięć i nadal nie zanosiło się na jakikolwiek ślub z jej udziałem. Cień dawnej zazdrości jednak pozostawał i czasami boleśnie o sobie przypominał.
                -Masz tu gdzieś grzebień? – spytała Erzebet przez ramię. – Muszę cię doprowadzić do porządku, bo aż wstyd!
                -Leży… gdzieś tam – odpowiedziała Cecylia, bezradnie rozglądając się po pokoju.
Musiała przyznać, że była okrutną bałaganiarą i sama nie miała pojęcia gdzie co ma. Bez Erzsebet już dawno zginęłaby w tym wszystkim.
Wciągnęła na siebie bieliznę i sukienkę, a potem przez długą chwilę męczyła się z zasznurowaniem jej, ostatecznie jednak, przyjmując jakieś niebotyczne pozycje udało jej się w końcu porządnie ubrać. Erzsebet w międzyczasie znalazła grzebień i pomogła jej zapleść długie i bardzo niesforne włosy w gruby warkocz, ciągnąc ją raz po raz, przez co Łukasiewiczówna marudziła głośno i złorzeczyła pod nosem. W końcu Cecylia, choć nadal trochę zaspana, uznała, że spokojnie może się zmierzyć z Prusakiem.
-Przyszedłeś mi Szweda dobić? – zapytała Cecylia, krzyżując ręce pod biustem i wbijając spojrzenie w szwargocącego w najlepsze Gilberta. Ksiądz, prócz przeklinania, uczył jeszcze małego Kornela mówić po niemiecku. I to, o dziwo, bardzo skutecznie, bo Kornel mówił już niemal lepiej, niż Cecylia po rosyjsku – a przecież ona rosyjskiego uczyła się już ładne piętnaście lat.
-Nie, Węgierkę oddać – odrzekł. – Ale do Szweda też. Prowadź, Polen.
Cecylia popatrzyła na niego mocno sceptycznie.
-On się jeszcze na tamten świat nie wybiera – stwierdziła pewnie, spoglądając na Gilberta nieprzyjaźnie. Nie podobała jej się choćby sugestia na temat tego, że jej Szwed mógłby umrzeć. Nie po tym, ile wysiłku wszyscy włożyli w to, by wyszedł z ran cało.
-Ale przezorny zawsze ubezpieczony – odparł Prusak. – Słuchaj, ostatnie namaszczenie to nie wyrok śmierci. To się tylko tak nazywa. Jakbyś częściej w kościele bywała, to byś wiedziała.
-Nie, dziękuję, wystarcza mi twojego towarzystwa poza kościołem – odcięła się naburmuszonym tonem. To zdecydowanie nie był jej dzień, już sama zdążyła to zauważyć.
-Po prostu pozwól mi to zrobić – powiedział zaskakująco poważnie. – Ja wiem, że ty masz bardzo osobliwe podejście do tych spraw, ale nie wiesz, jakie on ma. A moim obowiązkiem jest to zrobić. W końcu jestem księdzem. Może kulawym, ale jednak.
Spojrzenie Cecylii złagodniało na jego słowa. Cóż, miał trochę racji – jej sceptycyzm to jedno, ale nie wiedziała przecież o tym Szwedzie nic: czy wierzył w Boga? Czy tego chciał, czy nie? Cóż, musiała dać mu możliwość przyjęcia sakramentu, bo faktycznie nigdy nic nie wiadomo.
-Ostatnie drzwi po lewo – rzekła łagodniej. – Kornel, zaprowadź Gilberta.
-A ty nie idziesz? – zapytał mały Łukasiewicz, a Cecylia pokręciła głową.
-Nie jadł ani nie pił nic od wczoraj – rzekła. – Trzeba będzie go jakoś dobudzić i dać mu chociaż mleka z miodem, bo na samej wodzie by nam padł i tak.
Tak więc Kornel i Gilbert udali się do sypialni Gabriela, a Cecylia ruszyła do kuchni, co by się za miodem i mlekiem rozejrzeć. Miód znalazła szybko – dziadek Jurgis zawsze musiał mieć słoik pod ręką, bo uwielbiał miód jak nic innego, a przecież, jako niewidomy, nie mógł przeszukiwać półek i szafek w poszukiwaniu specyfiku. Mleko z kolei znalazło się samo – Ignacy przyniósł wiadro jeszcze ciepłego, prosto od krowy. Cecylia właściwie nie musiała się strasznie śpieszyć, zważywszy na to, że teraz Szwedem zajmował się Gilbert, sama więc pokusiła się o kubek mleka, zanim odlała drugi, dla Szweda i wymieszała go z dwoma łyżkami miodu.
- Per istam sanctam unctionem et suam pissimam misericordiam adiuvet te Dominus gratia Spiritus Sancti ut a peccatis liberatum te salvet atque propitius allevet. – Słyszała głos Gilberta, a gdy weszła, zobaczyła go siedzącego na brzegu łóżka i namaszczającego olejem dłonie i czoło Szweda.
-Amen – rzekła równo z Gilbertem, na co ten odwrócił się w jej stronę. – Już po wszystkim? Muszę go chyba spróbować obudzić.
-Nic z tego, próbowałem – odparł Prusak. Cecylia jednak jak zwykle musiała wszystko zobaczyć na własne oczy. Kucnęła więc przy łóżku i uniósłszy odrobinę głowę Szweda wetknęła pod nią jeszcze jedną poduszkę – nie mógł przecież pić na leżąco, a unoszenie głowy, nawet gdyby go dobudzić, byłoby dla niego jeszcze zbyt wielkim wysiłkiem.
-Poradzisz sobie? – zapytał ją Gilbert, a ona tylko kiwnęła głową. – Tylko go nie zabij – dodał, uśmiechnąwszy się złośliwie, a Cecylia zmroziła go w odpowiedzi wzrokiem.
-Zabierzesz Kornela? – zapytała jeszcze Cecylia, a na usta jej młodszego brata wkradł się uśmiech.
-Ja, ja – pokiwał głową ksiądz. – Chodź tu, mały łobuzie. Jak chcesz, to po mszy możemy się pościgać na koniach, co ty na to?
-Jasne, że tak! – zawołał chłopak z entuzjazmem. Brak jakiejkolwiek reakcji Szweda na ten radosny okrzyk tylko utwierdził Cecylię w przekonaniu, że raczej go nie dobudzi. – Mogę, Cecylio?
-Możesz, możesz – machnęła ręką i uśmiechnęła się. – Tylko niech go ktoś odwiezie przed wieczorem.
-Czy ja ci kiedyś dałem powód, żeby mi nie ufać? – zapytał z doprawdy szelmowskim uśmiechem, jednak gdy Cecylia wymownie zacisnęła usta i spojrzała na niego z politowaniem, dodał: - Nie odpowiadaj, Polen. To było pytanie retoryczne.
Gilbert zabrał więc Kornela, a jako że za oknem ludzie też już przestali się plątać Cecylia uznała, że wszyscy zebrali się już na popołudniową niedzielną mszę. Łukasiewiczówna została więc najpewniej sama, o ile Węgierka nie uznała, że jest zbyt znużona, aby również jechać.
Cecylia zwróciła swoje jasne, kocie oczy na Szweda. Cały czas był nieprzytomny, ale jego twarz stanowczo złagodniała od wczorajszego dnia. Ból musiał odrobinę przejść, a i sądząc po temperaturze Łukasiewiczówna uznała, że jej gość ma się lepiej. Bez okładów nadal się raczej nie obejdzie, ale na oko Cecylii powoli miało się ku lepszemu.
Cecylia poklepała Szweda po policzku.
-Panie Szwedku, słyszy mnie pan? – zapytała, ale nie doczekała się żadnej odpowiedzi. Poklepała więc trochę mocniej. – Panie Szwedku? – Nadal nic. – I co ja mam z panem zrobić? Przecież pan nam tu z pragnienia padnie, jak tak dalej pójdzie.
Spróbowała, podtrzymując mu głowę, podetknąć mu pod nos kubek. Lekko go przechyliła, by zobaczyć, czy może napije się sam przez sen, ale jednocześnie na tyle, żeby się nie udusił jeśli nie. Niestety, okazało się, że faktycznie się zakrztusił – Cecylię ogarnęła panika i prawie rozlała całe mleko, które przyniosła, jednak w porę się opanowała, jako że atak kaszlu, jaki na chwilę ogarnął Szweda, minął. Teraz mężczyzna tylko krzywił się niemiłosiernie, pewnie z powodu ran.
-Świetnie – skrzywiła się Cecylia. – Wiedziałam, że panu krzywdę zrobię. I ten wstrętny Prusak też miał rację.
Szwed leżał tylko bez ruchu, oddychając co raz spokojniej i naturalnie nie robiąc sobie nic z jej słów. Cóż, przynajmniej się nie udławił.
-Spróbuj tak, jak się karmi źrebaki. – Do uszu Cecylii dobiegł głos Erzsebet. Łukasiewiczówna odwróciła głowę, by jej wzrok mógł paść na opierającą się o futrynę Węgierkę. W wyciągniętej ręce trzymała kawałek czystego płótna. Cecylia sięgnęła po niego, a potem – zwinąwszy go w rulon – zamoczyła koniec w mleku.
Na całe szczęście Szwed oddychał przez usta, a więc nie musiała dodatkowo głowić się z próbami zmuszenia go do otwarcia ich. Ku jej radosnemu zdumieniu, pomysł Erzsebet zadziałał – kiedy Cecylia ostrożnie podsunęła mu zamoczone w mleku płótno do ust zaczął początkowo delikatnie, a potem co raz wyraźniej je ssać. Łukasiewiczówna ucieszyła się jak dziecko i Erzsebet aż nie mogła się na nią napatrzeć – pomimo, że miała dwadzieścia jeden lat na karku, to niektóre rzeczy nadal przyjmowała ze zdziwieniem właściwym raczej pięcio-sześcioletniemu dziecku. Jako jedna z niewielu dorosłych zachowała prawdziwie dziecięcą niewinność i umiejętność czerpania radości ze wszystkiego co ją otaczało, przy tym jednak, niestety, Cecylia miała naprawdę zerowe zdolności adaptacyjne, nie wspominając już o jakimkolwiek instynkcie samozachowawczym, więc lepiej jednak było, jeżeli w pobliżu miała kogoś rozsądniejszego, kto lepiej potrafił ocenić sytuację. Erzsebet odkąd pamiętała pełniła rolę, prócz towarzyszki zabaw i trosk, anioła stróża młodej Łukasiewiczówny, która wprost uwielbiała wpakować się w kłopoty i robić wszystko to, czego robić nie powinna. A później pojawił się Toris i to on zajmował się swoją nieokrzesaną ukochaną.
Cecylia z kolei nie zastanawiała się wcale nad podobnymi sprawami – w najwyższym skupieniu i z największą radością wykonywała mozolne i nużące zajęcie, jakim było pojenie człowieka w podobny sposób. Szwed był widocznie naprawdę spragniony, bo zaczął w końcu ssać kawałek płótna łapczywie i zachłannie, aż Cecylia niemal siłą musiała mu go zabierać, by umoczyć go w mleku na nowo. I wtedy, za którymś razem, Szwed w końcu się obudził.
                No, że się obudził, to było może zbyt hucznie powiedziane – w każdym razie uniósł odrobinę opuchnięte powieki i bardzo nieprzytomnym spojrzeniem przesunął po pokoju, zatrzymawszy się na Cecylii. A ona z wrażenia aż zamarła.
                -Patrz, Elka – powiedziała cichym i trochę piskliwym z przejęcia głosem. – Obudził się!
                Erzsebet podeszła z zaciekawieniem do łóżka i również zaczęła się Szwedowi przyglądać.
                -Słyszy mnie pan, panie Szwedku? – zapytała go uśmiechając się szeroko. On jednak wcale jej nie odpowiedział.
                -Przecież on nie rozumie, Cecylio – powiedziała cierpliwie Erzsebet.
                -A może rozumie? – obruszyła się Cecylia. – Ten pies Oxenstierna jakoś rozumiał.
                Gdyby powiedzieć, że Cecylia Erika Oxenstierny nienawidziła, to byłoby zbyt wiele – z pewnością jednak początki nienawiści właśnie tak wyglądały. Nie mogła powiedzieć, żeby życzyła mu śmierci, bo tak okropne myśli raczej w naturze Cecylii nie leżały, jednak była pewna, że jeśli jeszcze kiedyś będzie dane jej się z nim spotkać, to ucieszy się z każdej jego porażki, nawet najmniejszej.
                -Zalazł ci za skórę, co? – zapytała Erzsebet, uśmiechając się półgębkiem.
                -Kacerz zakichany… - burknęła Cecylia. – A żeby go diabli wzięli. – Znów spojrzała na Szweda. Po ciągłym braku odpowiedzi wnioskowała, że albo on nadal nie nawiązał kontaktu ze światem, albo naprawdę po polsku nie rozumiał. – A pa ruskij gawarisz?
                Szwed nie tylko nie odpowiedział, ale i nie zareagował ani odrobinę na jej słowa. Patrzył na nią zamglonym wzrokiem, jakby był na zupełnym skraju przytomności i jak gdyby kosztowało go to naprawdę bardzo wiele wysiłku.
                Zamiast odpowiedzieć, trącił lekko, naprawdę leciutko i niemal niezauważalnie spoczywającą na łóżku rękę Cecylii, w której trzymała kubek. Dziewczyna szybko się zreflektowała i jedną ręką pomogła mu jeszcze unieść głowę, drugą natomiast przysuwając mu do ust kubek. Mężczyzna przymknął oczy i pił małymi, niepewnymi łykami, które jednak paradoksalnie wydawały się pełne desperacji i łapczywości. Opróżnił kubek szybciej niż Cecylia się spodziewała, i całe szczęście, bo jego głowa oparta na jej ramieniu zaczynała jej już odrobinę ciążyć. Gdy skończył, z wyraźną ulgą opadł na poduszki i jeszcze przez chwilę zmuszał się, by nie zamykać oczu, ale w końcu dał za wygraną i znów zapadł w sen – bo że nie zemdlał, to z jakiegoś powodu Cecylia była pewna. Musiał być jeszcze bardzo zmęczony i słaby, ale było z nim zaskakująco dobrze jak na stan, w jakim go tu przywieziono. Musiał być bardzo silnym i zdrowym mężczyzną, inaczej wszystko wyglądałoby o wiele gorzej.
                -Trochę jest straszny – stwierdziła Erzebet, wlepiając w niego spojrzenie ciemnych, zielonych oczu.
                -Trochę tak – powiedziała Cecylia, odstawiając kubek na bok. – Wyobraź sobie, jaki on musi być, jak jest zdrowy. Taki wielki i straszny, że bez kija nie podchodź.
                -Wiesz, że często tacy straszni ludzie wcale nie są zli, a już raczej wręcz przeciwnie? – zapytała Erzebet.
                -Pewnie masz rację. – Cecylia wzruszyła ramionami. – Chodzi mi tylko o to, że jakby takiego gdzieś spotkać, to kolana człowiekowi same miękną. Ze strachu.
                -Pożyjemy, zobaczymy – ucięła Węgierka. – Bo wygląda na to, że ten twój Szwed wydobrzeje.
                -Oby -  westchnęła Cecylia. – Czy to nie będzie ekscytujące? Ja bym straaaasznie chciała z nim porozmawiać – marudziła, a Erzsebet przewróciła oczami.
                -A jak on nie mówi ani po polsku, ani po rosyjsku to jak ty, przepraszam, zamierzasz z nim rozmawiać? – zapytała, co by nie rzec, trafnie Hedervary.
                Dla Cecylii jednak nie wydawało się to być żadnym problemem. Dla Cecylii w ogóle mało co wydawało się być problemem.
                -No przecież jakoś się dogadamy – wzruszyła ramionami.
                -Jakoś litewskiego się do tej pory ni w ząb nie nauczyłaś – zauważyła Węgierka, a Cecylia poczerwieniała na twarzy.
                -Bo to jest taki głupi język! – jęknęła. – No, znaczy się, bardzo ładny, ale taki bezsensowny! Tylko nie powtarzaj tego Torisowi, bo znów się na mnie obrazi.
                -Sześć lat go słuchasz i nic nie umiesz – ciągnęła dalej Erzsebet. – Jak ty się zamierzasz dogadać ze Szwedem w ciągu kilku dni?
                -Szwedzki chyba nie jest taki bezsensowny jak litewski. Coś chyba do niemieckiego podobny, a po niemiecku nawet czasem trochę zrozumiem – upierała się Łukasiewiczówna. – A poza tym, Toris nie mówi do mnie po litewsku. I w ogóle nikt nie mówi. Tylko dziadek czasami. Ale zobacz, przecież się Gabryś nauczył rosyjskiego szybciutko, jak na wojnę pojechał. I to mówić się nauczył, a rozumieć to już podobno po paru dniach rozumiał.
                -Ale rosyjski jest podobny do polskiego.
                -No Elka! – jęknęła Cecylia. – Dogadam się, no! Jak mus to mus, nie ma rady!
                Erzsebet mogła wątpić, choć powinna była się nauczyć, że jak Cecylia sobie coś ubzdura, to nie ma zmiłuj. I to był właśnie jeden z tych momentów. A okazać się miało już na dniach, czy Cecylia faktycznie miała dać radę.

                Następnego dnia rano Cecylia znów wparowała do pokoju, w którym przebywał Szwed. Nadal spał jak zabity, a przynajmniej tak się Łukasiewiczównie zdawało, bo nie próbowała go już budzić. Jasne włosy miał przepocone i generalnie po całej jego postaci widać było trudy jakie przeszedł – w tym gorączkę i dochodzenie do zdrowia, Cecylia uznała więc, że nie będzie zakłócała mu więcej spokoju, szczególnie że wygadało na to, że Szwed lada moment będzie w stanie nawiązać jakiś kontakt ze światem. Odłożyła więc tylko starannie zacerowany i wyprany przez Erzsebet mundur („Kiedy ty, przepraszam, zdjęłaś z niego te spodnie?”, zapytała Cecylię Węgierka, podśmiewając się z niej cicho, kiedy jedyną odpowiedzią blondynki była jej twarz, która przybrała kolor dojrzałej wiśni) na krzesło stojące obok łóżka, na jego wierzchu kładąc znalezione w jednej z kieszeni okulary. Cecylia nie wiedziała jakim cudem nie zostały one stłuczone podczas całej tej jatki, która miała miejsce w pobliskim lesie, jednak nie zastanawiała się nad tym długo. Jako, że była właściwie jedyną kobietą w rodzinie siłą rzeczy musiała mieć jakieś – marne, bo marne, ale zawsze – doświadczenie z bronią, przynajmniej na tyle, by umieć się z nią obchodzić. Wyczyściła więc bardziej z nudów niż faktycznej potrzeby jego karabin i szablę, wyczyściła i wypastowała długie, skórzane buty, ustawiwszy je pod krzesłem, na którym uprzednio położyła mundur.
                Prócz tego otworzyła okno, bo panował tu tak niemiłosierny zaduch, że Cecylia naprawdę nie mogła już wytrzymać. Ale przecież nie było się czemu dziwić – jeśli zostawić rannego, pijanego w sztok mężczyznę, chorego dodatkowo, na trzy doby w zamkniętej izbie, to naprawdę nie można było spodziewać się absolutnie niczego innego.
                Cecylia nie miała pojęcia, jak zamierza się ze swoim gościem porozumieć. Miała nadzieję, że może znał chociaż rosyjski? Wprawdzie znajomość języka polskiego wśród Szwedów nie była jakąś osobliwością, chociażby przez wzgląd na to, że polityka obu państw była mocno ze sobą związana, zważywszy na to, że Karol X Gustaw i Jan Kazimierz byli kuzynami. Nie łudziła się jednak, aby ktoś niepochodzący z najwyższych warstw społecznych i niestojący blisko króla, mógł się polskim posługiwać – dla większości Szwedów był on zwyczajnie za trudny. Najpewniej, jak przypuszczała Cecylia, mówił po niemiecku – Łukasiewiczówna nie znosiła tego języka, miała jednak jako takie o nim pojęcie – uczyła się, co prawda, rosyjskiego, i to w nim była dobra, jednak poza zasięgiem kobiety w tych czasach była właściwie każda nauka, poza pisaniem, czytaniem i językami właśnie – dlatego Cecylia chłonęła ile się dało nawet z lekcji braci, przesiadując z nimi i ucząc się po dwakroć tego, co oni. A oni wszyscy, jak jeden mąż, uczyli się niemieckiego. Raz jeden w życiu ta marna znajomość tego okropnego języka mogła się Cecylii na coś przydać.
                Jej rozmyślania przerwał trzask tłuczonej ceramiki, na który Cecylia aż podskoczyła w miejscu. Odwróciła się nerwowo i w napięciu rozejrzała się za źródłem hałasu. Po chwili dopiero je znalazła.
                Z ręką zastygłą w zamiarze sięgnięcia z komody kubka z wodą, który ostatecznie udało mu się jedynie zrzucić, zamarł Szwed, który widocznie długą chwilę temu musiał już odzyskać przytomność. Spoglądał na Cecylię zaskoczony i trochę niepewny, z miną winowajcy, jakby nienawidził się za to, że już na dzień dobry musiał coś popsuć. Jego jasne, niebieskie oczy były teraz mocno podkrążone i cała jego twarz wydawała się niezdrowo blada, jednocześnie świecąc się delikatnie od potu. Teraz Cecylia dopiero mogła powiedzieć, że mężczyzna ten właściwie nie tyle był brzydki sam w sobie, co szpeciły go zaciśnięte w wąską szparkę usta i gniewnie ściągnięte brwi, nadając mu wybitnie niesympatyczny i niezachęcający wyraz. Mimo to, Cecylia dostrzegła w nim jakąś głęboko skrywaną łagodność, która zdawała jej się tylko być maskowaną przez jego nieprzyjemny wyraz twarzy. Łukasiewiczówna ufała swojej intuicji, jeśli chodziło o ludzi, bowiem ta rzadko ją zawodziła – a teraz podpowiadała, że ten Szwed to dobry człowiek, a na pewno nie tak zły i straszny na jakiego wyglądał. Jego pełna poczucia winy mina i uciekający gdzieś na bok wzrok były dla Cecylii tylko potwierdzeniem jej podejrzeń.
                Uśmiechnęła się szeroko, spoglądając na niego z zaciekawieniem i zbliżając się z lekka do łóżka. Mężczyzna wydawał jej się niepewny i trochę zdezorientowany, jednak czy mogła mu się dziwić? Nie, na pewno nie. Jak ona by się czuła, gdyby była na jego miejscu? Na pewno była by co najmniej wystraszona. Tak więc Cecylia poczuła się w obowiązku okazać mu tyle serca, na ile ją stać, żeby nawet jeśli nie będą mogli się porozumieć w żadnym ze znanych Cecylii i jemu języków, to żeby wiedział, że krzywda mu się w jej domu nie stanie i ona osobiście będzie nad nim czuwać, żeby było mu tu, w Łukowcach, jak najlepiej.




Następny rozdział nie wiem kiedy, ale nie dłużej niż za cztery tygodnie, bo zarobiona jestem, chlip chlip D: Roboty mi się na wakacje zachciało, cholera jasna, i na nic nie mam czasu D:

EDIT: Jako, że pochłania mnie truskawkowy biznes i z uwagi na paskudną pogodę siedzę w pracy po 12 godzin, to naprawdę nie bardzo mam jak i kiedy odpowiedzieć porządnie na Wasze komentarze. Ale odpowiadam zawsze, więc proszę tylko o cierpliwość do weekendu, na wszystko odpowiem i za wszystko pięknie dziękuję.

33 komentarze:

  1. Nowy wygląd! O kurczę, genialnie ;D Praca przy przygotowaniu ciał - blee ;P
    Zapraszam do mnie na ósemkę ;) i-jego-zielone-oczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadnę w niedzielę :D Dzięki za komentarz <3

      Usuń
  2. Wybacz, że piszę tak późno, ale ostatnimi czasy mam problemy z dostępem do Internetu. Żeby dobrać się do Twojego rozdziału, musiałam się nieźle nagimnastykować xD Ale do rzeczy :)
    Śliczny szablon! To tak na początek, bo później mogę – jak zwykle zresztą – zapomnieć o tym napomknąć, a byłoby szkoda ;)
    Chyba zacznę od sceny, która nieźle mnie rozbawiła – chodzi mi oczywiście o to, jak Cecylia postanowiła przebrać Bernharda. Jej zażenowanie było po prostu przekomiczne! Chociaż trzeba przyznać, że na jej miejscu większość dziewczyn pewnie zareagowałoby podobnie xD
    W ogóle cały monolog Cecylii był śmieszny. Kiedy czytam, jak zwraca się ona do Berci nieustannie per „Panie Szwedku”, mam ochotę zacząć się śmiać. To naprawdę Ci się udało!
    Uwielbiam, gdy w opowiadaniach, które czytam, przewijają się liczne przemyślenia. Rozumiem myśli Cecylii dotyczące tego, że nie znosi bezczynności i nudy. Zgadzam się z tym, że nie ma nic gorszego od rutyny. Gdy zaś człowiek jest komukolwiek potrzebny, może czuć się jak w siódmym niebie :) Chyba każdy chciałby coś znaczyć dla innych… Cokolwiek z siebie dawać… Sama jeszcze niedawno myślałam o tym, że moje życie jest monotonne i nijakie. A teraz pluję sobie w brodę, że tak pieprzyłam, zmęczona nudą, bo spełniło się… W tej chwili znalazłam się w naprawdę nieciekawej i stresującej sytuacji i nie mówię tutaj o tych paskudnych maturach, przez które ostatecznie przebrnęłam i wydaje mi się, że poszło mi w sumie całkiem nieźle. W tej chwili cholernie boję się jutra… Z Cecylią chyba będzie podobnie. W tej chwili cieszy się, że ma tego „swojego” Szweda, którym może się opiekować, a niebawem jestem przekonana, że porobi się bardziej stresująco i ona również będzie narzekać, że sobie wykrakała.
    Kolejną rzeczą jest ta typowa zazdrość o Ersebet. Naprawdę trudno się dziwić, że Cecylia ma takie typowe odruchy. Ten problem dotyczy chyba każdej dziewczyny. Takie porównywanie się do otoczenia tylko po to, by sobie dowalić… Chociaż to przykre, że sprawa dotyczy akurat Ersebet, która jest przecież przyjaciółką Łukasiewiczówny. Ale cóż – takie jest życie, świat i tak dalej… (wybacz, mam ostatnio Weltschmerz). Poza tym takie są fakty – może i w życiu wygląd nie jest najważniejszy, ale osoby ładne mają o wiele łatwiej od pospolitego motłochu. Ach, to pierwsze wrażenie <3 Bo przecież prościej jest, gdy człowiekowi podoba się to, co widzi – od razu jest lepiej nastawiony do drugiego człowieka. Ale Cecylia naprawdę nie ma się czym przejmować :) Jej charakter i sposób bycia są tak bardzo urzekające, że nawet gdyby była najbardziej szpetną osobą na świecie (a nie jest), nie miałaby większego problemu ze znalezieniem mężczyzny :D Nie dziwię się Torinowi, że się w niej zakochał. Dziecięcy entuzjazm, pomysłowość i dobroć naprawdę przyciągają innych ludzi. Może nie wszystkich, ale z pewnością bardzo wielu :)
    Swoją drogą podoba mi się to, że w Twoim opowiadaniu jest tak dużo humoru! Chyba wspomniałam już o tym wcześniej, ale oj tam – ta odrobina humoru przemycona pod postacią scesji między księdzem i Łukasiewiczówną, a także pod postacią samej charakteryzacji tejże bohaterki jest czymś naprawdę wspaniałym i chwała Ci za to!
    Już jestem ciekawa kolejnego rozdziału. Teraz, gdy Bernhard się obudził, naprawdę chcę wiedzieć, co będzie się działo :D Zobaczymy, jak pójdzie
    tej dwójce dogadanie się. Jej koślawy niemiecki i jego nijaki polski <3
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro odpowiem, dobrze? Odpowiedź będzie dłuuuuga, a ja już ledwo na oczy patrzę, mam nadzieję, że wybaczysz D: Ale jutro jestem na bank! :)

      Usuń
    2. Dobra, już jestem :D
      To tym bardziej doceniam, że znalazłaś czas na skomentowanie <3
      Cieszę się, że szablon się podoba, ale do następnego rozdziału pewnie stąd wyleci D: Ty chyba jeszcze wtedy, jak miałam na szablonie pokrwawionego Szedka nie wpadałaś, ale w każdym razie właśnie ten szablon będę próbowała przywrócić, tyle, że w bardziej sensownej wersji :)
      Kurczę, naprawdę nie mogę wyjść z podziwu, że to co piszę kogoś bawi, bo zawsze wątpiłam w swoje poczucie humoru D: Niemniej jednak niezmiernie mnie to cieszy :D
      "Pan Szwedek" to się wziął właściwie stąd, że mieliśmy w szkole jednego nauczyciela, którego nazwiska nikt nie pamiętał. Dodatkowo, facet wielki, blondyn, niebieskie oczy, dlatego znany był jako Niemiec/Szwed. I kiedyś moja koleżanka wyskoczyła do niego z tekstem per "Panie Niemcze" XD Tak mi się to spodobało, że ewoluowało troszeczkę na Szwedka i skończyło w ustach Cecylii :D
      Ja też nie lubię rutyny w życiu i tak naprawdę jakieś tam moje przemyślenia odbiły się na tym fragmencie. Ja osobiście teraz jestem na etapie takiej monotonnej wegetacji, najpierw moje życie kręciło się dookoła nauki, teraz po maturach większość czasu spędzam w pracy, potem w Internetach i tak sobie jakoś egzystuję... Ale to jest to, jak to się mówi "Nie wywołuj wilka z lasu" - oczywiście to nieciekawie, że znalazłaś się w takiej kiepskiej sytuacji, ale życie chyba ma to do siebie, że jak zaczyna człowiek narzekać na nudę, to zaraz mu się walą problemy na łeb. Czekam teraz aż przyjdzie czas na mnie. A wracając do tekstu, to rzeczywiście, Cecylia też doczeka się problemów.
      Tak też właśnie sobie pomyślałam, że chyba każda dziewczyna jeśli nie przez całe życie, to chociaż w pewnym jego etapie tak ma i w większym albo mniejszym stopniu porównuje swój wygląd z wyglądem innych i tylko się sama w ten sposób dobija. Zawsze sobie wyobrażałam, że to się dzieje jak świat światem i poniekąd dlatego ten fragment tu się znalazł, ale jednocześnie chciałam podkreślić, że Cecylia jest taka rzeczywiście odrobinę chłopięca, przynajmniej z ryjka. Ale też chciałam jej nadać takich psychicznych cech właściwym kobietom wszystkich czasów, no i chyba jako tako mi to wyszło :) Sorcia, tak w ogóle, że ten komentarz tak średnio ma sens, ale naprawdę po kilku godzinach marznięcia i użerania się z głupimi ludźmi ciężko mi się zebrać do kupy i zacząć jakoś sensownie pisać D:
      Idąc dalej, to tak odnośnie Cecylii, to właśnie cały urok, jaki ta dziewczyna ma, nadaje jej charakter. No, przynajmniej chciałam, żeby tak to wyglądało, ale skoro mówisz sama, że tak jest... :) Bądź co bądź, jeśli chodzi o urodę, to Cecylia brzydka nie jest, ale też jakoś, że się tak wyrażę, dupy nie rwie. A z tym przyciąganiem ludzi, to rzeczywiście coś w tym jest, ale więcej mówić nie będę, bo spojler :D Ale jest jeszcze druga strona medalu, że z takim dziecięcym urokiem i dobrocią zwykle idzie w parze naiwność i Cecylia nie jest pod tym względem wyjątkiem, przynajmniej nieraz.
      Ale naprawdę okropnie mnie cieszy, że mój humor do kogoś przemawia <3
      No, Bercia nie będzie miał lekko, Cecylia nie da mu żyć, tyle powiem póki co :D I dogadają się :D Jakoś, choć bez problemów się nie obejdzie :D
      Dziękuję pięknie za komentarz i również pozdrawiam :D
      A jutro w końcu wbiję do was :D

      Usuń
  3. No, powiem, że przeczytane. Nareszcie, bo zbierałam się i zbierałam, porażona długością, a okazało się, iż całość była na tyle ciekawa, by dać się przeczytać dosłownie przysłowiowym piorunem. :)
    Cecylia rozbierająca Bercię - nie no, to zasługuje na jakiś medal, mistrzostwo po prostu. Nie gap się na niego, myślałam, że padnę. Jakoś do tej pory uważałam ją za taką pannicę, co nawet gołego faceta się nie boi, a tu wychodzi, że jednak coś jest w stanie sprawić, żeby spaliła buraka nawet na samo wspomnienie. Nie, że się jaram gołym Bercią, po prostu scena zagięła system. :D
    W ogóle bym nie pomyślała, że Elka może coś do Gilberta podwalać - to znaczy ona nie podwala, ale że w ogóle coś czuje! Bo on to (pominąwszy fakt, że jest księdzem) taki... nieprzystępny trochę. Gburowaty, chamowaty, oczywiście z mojego czytelniczego punktu widzenia bardzo oryginalny, ale żeby Elka? No, nie powiem, chętnie zobaczyłabym rozwinięcie tego wątku (i liczę, że dasz mi taką szansę!).
    W ogóle to strasznie rozwala mnie, jak Cecylia sobie gada do Berci - panie szwedku, ja panu to zrobię itepe, itede. Ona jest jednocześnie taka trochę uroczo dziecinna, a jak trzeba, to potrafi zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Takie bohaterki lubię najbardziej, aczkolwiek tęskno mi za Torisem. Bardzo mi tęskno, wróci ci on w najbliższej przyszłości?
    Tak szczerze, to siedzę teraz i się naprawdę mocno zastanawiam, w jaki konkretnie sposób obecność (i przebudzenie) Berci sprawi, że życie Cecylii stanie na głowie, ale myślę i wymyślić nie mogę. Taaaaak, jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej, czekam z niecierpliwością, więc czuj się zobowiązana (ale nie pod presją) xD.
    Łap pozdrowienia. :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. BTW, czemu przeuroczy pokrwawiony Bercia został zastąpiony przez żółte (i okrutnie wąskie) coś? Znaczy wiesz, Twój blog, Twoja sprawa, ale jakoś nie mogę przełknąć tej zmiany. :<

      Usuń
    2. A, i jeszcze po drodze był ten skromny, ale ładny szarawy szablonik. Toż to się nie godzi.

      Usuń
    3. No właśnie to jest to, że ja się trochę boję dodawać takie długie rozdziały, bo właśnie obawiam się, że mogłyby kogoś zanudzić. Ale jak było wystarczająco ciekawie, to mnie to niezmiernie cieszy :D
      O, Cecylia nie jest taka znowu nieustraszona ;p Tak naprawdę, to właśnie ona z początku miała taka być, że dla niej nie istnieje coś takiego, jak wstyd - a ostatecznie zostało tak, że powiedzmy, ona sama się nie wstydzi siebie, ale kogoś już tak. No, bądź co bądź, co do samej sceny, to ja właściwie wątpię nieco w swoje poczucie humoru, więc to cud, że się podobała XD
      (Goły Bercia zawsze spoko, Cecylia approves :D)
      Co do Elki i Gilberta, to wątek ten jest wynikiem jednego ff do Hetalii, które ostatnio przeczytałam. Bądź co bądź, nie będzie to żaden kosmicznie ważny wątek, ale owszem, rozwinę go :D
      Ahhh, miód na moje uszy, Cecylia to moja jedyna kobitka, którą kocham od A do Z i cieszę się, że się przyjmuje <3 A "panie Szwedku" jakoś tak samo mi przyszło do głowy, jak kiedyś usłyszałam koleżankę mówiącą do naszego wfisty per "panie Niemcze" (bo facet taki typowy germański blondas z niebieskimi oczami, nikt nie pamiętał jego nazwiska, bo nowy, więc był znany jako Szwed/Niemiec) i chyba właśnie przez to i "pan Szwedek" powstał :D
      A Toris będzie... Chyba już w następnym rozdziale. A jak nie w następnym, to w jeszcze następnym już na bank, jeszcze nie wiem, jak podzielę. W każdym razie wróci, spokojna głowa :D
      Nie tyle się to zdarzy podczas obecności Berci, co raczej już jak pójdzie swoją drogą. Ale więcej zdradzać nie będę, za dwa albo trzy rozdziały wszystko się wyjaśni :)
      Pokrwawiony Bercia wróci! Tak mi się ten art podoba, że MUSI tu być. Ale na razie wojuję z szablonem, nikt nie chciał się podjąć zrobienia (chociaż muszę przyznać, że nie bardzo wiedziałam gdzie szukać chętnych) i muszę się męczyć sama. W każdym razie, jak mi coś sensownego wyjdzie, to Bercia wróci. A póki co, to tak wstawiam różne szablony na próbę. Tego już przy następnym rozdziale na bank nie będzie, więc się nie musisz przyzwyczajać :)

      Usuń
    4. Niewychowana ja. Dzięki piękne za komentarz <3

      Usuń
  4. Klapam sobie miejsce, standardowo D: powrócę jak tylko wywojuje te 2 setne do czerwonego paska i dorwę komputer ;_; tak bardzo ja..
    Walne tu esej taki porządny, a co!
    A propos truskawek, tego się tak namnożyło u mnie w ogródku że nie wyrabiam z jedzeniem :| a to dopiero początek... też mam pracę na te wakacje. Będzie ciężko, oj będzie :-:
    Widzę że nieźle się pozmieniało, nawet opis autorki taki krótki ;_;
    Pamiętaj że wrócę! Tymczasem wyruszam na bój ;_;
    *skomentowałabym przez telefon, ale według mnie Twoje opowiadanie zasługuje akurat na długie i konkretne komentarze!*
    Czekaj więc, albowiem przybędę na swym smoku ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko wodza, Kwasie, ten rozdział będzie tu gnił 3 do 4 tygodni, na pewno zdążysz :D Trzymam kciuki za średnią :D
      A na esej od Ciebie zawsze czekam z niecierpliwością <3
      Ja już nie mogę patrzeć na truskawki. Wczoraj 13 godzin w pracy, dzisiaj 11 + 2 godziny udzielania korków z matmy, no pls, mam już dość na dziś, chcę tylko obejrzeć dwa odcinki Fringe i umrzeć D: A jutro znów na 7:00 do roboty D: Życie boli, praca boli D: A co będziesz robić, tak z ciekawości?
      No powiem Ci, że jak nigdy aż nie miałam co napisać XD
      Czekam, Kwasie, czekam :D i doceniam bardzo <3

      Usuń
  5. Nie każ mi długo czekać na kolejny rozdział, oj nie każ, bo się zeźlę, jak to mówił Hagrid :D
    Gdzieś ty się moja droga Freyjo podziewała, kiedym do szkoły uczęszczała i z historią byłam na bakier (ale mature z historii Wilcze dziecko nierozgarnięte pisało...)! Dlaczego? Dlatego, że my, Wilczy, tak mamy, że jak się czymś zajaramy to na maksa... Po Stalowym alhemiku chciałam sobie amputować rękę i wstawić stalową proteze (ostatecznie sie tylko wydziarałam w edzia:D), po kuroko no basket zaczęłam ogladac mecze nba, po piratach z karaibów chodziłam ze śmiesznym kucykiem na głowie jak jack i zaczełam spozywac rum, po hobbicie probowalam zapuszczac brode, po władcy studiowałam drzewo genealogiczne swej rodziny i uwierzyłam ze moja prapraprababka miała elickie nazwisko, wiec jestem półkrwi elfem, a teraz.... teraz mam ochote rzucic sie na podreczniki historii i spedzic nad nimi mnostwo nieprzespanych nocy! W porownaniu do moich wczesniejszych wyczynach, chyba sama dostrzegasz ten kontrast, jak bardzo terapeutycznie podziałał na mnie "Gud Med Oss". A no i oczywicie - po bleachu zafarbowałam sie na niebiesko ^^ niestety mieli tylko zmywalne farby :D *Ból*
    W taki oto sposób, na tym dziwnym przykładzie dziwnych epizodów mojej ezystencji, chciałam Cię skomplementować na może trochę inny sposób niż wszyscy, bo całą resztę na swój temat już wiesz. Ale pasję... Och, wzbudzić w kimś pasję - to dla mnie Sztuka, żeby zapalić, o, tej umiejejetnosci bym sobie tez zyczyla najbardziej na swiecie chyba!
    A ja się zapalałam, zapalałam i zapaliłam ;)
    :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No chyba nie dam rady jakoś wcześniej niż za dwa tygodnie opublikować, soraski D: Nie wyrobiłabym się z pisaniem, jakbym miała publikować częściej :D
      Żałuję trochę, że ja matury nie napisałam z historii. Nie, żeby mi była potrzebna, ale po prostu bym chciała D: No, bądź co bądź naprawdę się cieszę, że aż tak Cię wciągnęłam :D Wiem, jak to jest, bo ja miewam dokładnie to samo, ja zawsze mówię, że "pożera mnie fandom". Głupio się przyznać, ale do ścięcia kłaków trochę mnie zainspirował Felek z Hetalii (ale to już półtora roku temu) i w sumie do dziś chodzę obcięta jak on XD Bądź co bądź, know that feel, bro :D
      Jejku, naprawdę tym komentarzem sprawiłaś, że jestem z siebie dumna jak paw! :D Ale powiem Ci, że mnie osobiście po pierwsze właśnie tak klimaty potopu pożarły, a po drugie to u tak musiałam robić research do opowiadania, że przez kilka dni prawie mieszkałam w miejskiej bibliotece, wertując wsjo, co mieli na temat potopu właśnie, racząc panie bibliotekarki moimi pomysłami i o dziwo, nawet się wciągnęły i mi w wolnych chwilach pomagały z przetrząsaniem książek :D A przy okazji fajną powieść znalazłam, o której istnieniu nie miałam pojęcia, a też właśnie w czasach potopu osadzona, tyle że w okupowanej Warszawie i właściwie to ona też mi się mocno do tekstu przydała. Ale dobra, bo zaczynam chyba gadać nie na temat D:
      Przyjmuję jak najbardziej takie komplementy, bo tak jak powiedziałam, sama tak mam i doskonale wiem jakie to uczucie, jak coś człowieka w całości "pożera" :D Naprawdę umieram ze szczęścia po Twoim komentarzu <3
      Dzięki piękne!

      PS. Jak chcesz niebieskie włosy na stałe, to polecam tonery, moja koleżanka używa fioletowego i ma naprawdę super kolor :D

      Usuń
  6. Zgadniecie, kto wrócił. Tak, oto panna Lunatique, która po drodze powrotnej na bloggera, zahaczyła na dwu-tygodniową wyprawę do Anglii. Tak. Ale już jestem, dotarłam do celu i nadgoniłam wszystkie rozdziały twojej opowieści. Słodko. :D
    No dobrze, dobrze, dobrze... Na czym to ja skończyłam ostatnio? Chyba IV rozdział, przeczytałam jeszcze przed wyjazdem V, ale nie skomentowałam, dziś dokończyłam VI.
    Cisza przed burzą - takie sformułowanie nasuwa mi się na głowę, gdy oglądam jeszcze raz cały rozdział. Napadli na oddział - działo się dużo. Serce podskakiwało mi do gardła, w duszy modliłam się, by nikt więcej nie umierał. Na szczęście nasz kochany Szwed przeżył, a znalazła go Cecylia. Co przyniesie ta znajomość? Widząc nastawienie młodej Polki, może być bardzo ciekawa, ale i burzliwa. Dla mnie to coś w stylu zestawienia ognia i wody. Różnią się i to trzeba przyznać. Ale również coś ich łączy i to może zdecydować o losie tej relacji.
    Również jestem ciekawa, co może się dziać z Torisem i co planuje Jan Kazimierz. To drugie powinnam wyczytać z historii, ale czekam również na twoją interpretację tych zdarzeń. Nie jestem pewna czy, patrząc na Cecylię i pana Szwedka, chcę by wracał. Z drugiej strony byłoby mi bardzo smutno, gdyby zginął. :C A co do Szwedzkiej armii - Gdzie do cholery podział się Bengt?._.
    A Węgierka jest śliczna i basta! Ma charakterek i jest idealna jako przyjaciółka dla naszej głównej bohaterki. Prusak nie jest dobrym towarem dla niej, nie naruszajmy zasad celibatu itp. itd. Życzę jej wszystkiego najlepszego.
    Podsumowując - jak zawsze czekam na więcej. Liczę, że po tych spokojnych rozdziałach pojawi się jakaś bomba. Widzę też, że zmieniłaś już chyba 2 razy szablon. Ten pierwszy z Bernhardem bardzo mi się podobał, ten drugi, minimalistyczne, również. Niestety w obecnym mi coś brakuje, ale to może być mój osobisty fetysz. Nie martw się. ;)
    To chyba wszystko. Jak sobie coś przypomnę, to na pewno napiszę. ;) A Ja tymczasem wznawiam pracę nad RSP, z nowymi, świeżymi pomysłami! ^^
    Życzę jeszcze więcej weny! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, nawet nie wiesz jak miło mi widzieć Cię tu ponownie :D Ale nie urwiesz mi głowy, jeśli odpowiem Ci na komentarz jutro albo pojutrze? Jestem niesamowicie zmęczona atrakcjami, jaki mi rodzice na dzień dziecka zafundowali (nawet takiej starej kozie jak ja coś się dostało :D) i naprawdę gadałabym tylko głupoty :) Ale odpowiem na pewno!
      A póki co pozdrawiam i serdecznie dziękuję za komentarz <3

      Usuń
    2. Dobra, dziś jestem, jak obiecałam :D
      Po pierwsze i najważniejsze, to strasznie się cieszę, że wróciłaś, nie tylko z komentarzem u mnie, ale i - z tego, co mówisz - planujesz też powrót u siebie :)
      Jeśli chodzi o ten rozdział, co to się mała bitwa (albo raczej: rzeź) przydarzyła, to wiesz, wiadomym chyba było, że Bercia z tego wyjdzie, bo jak to tak zabić głównego bohatera w piątym rozdziale? Byłoby słabo :) Kwestią stojącą pod znakiem zapytania był Ragnar, którego ostatecznie postanowiłam nie zabijać, bo mi się jeszcze chłopina dalej dość mocno przyda :)
      Jeśli chodzi o znajomość Szwedka z Cecylią, to powiem tak - nigdy w życiu nie miałam takiego funu, jak pisząc o nich dwojgu. Pewnie, że są inni, Bercia ze swoim spokojnym usposobieniem będzie miał z nią istne urwanie głowy. Na pewno będzie ciekawie, na pewno pojawią się jakieś nieporozumienia, ale dogadają się. Nawet bardzo :)
      Powiem tak: Toris nie zginie. ALE, szykuję dla niego coś innego. I nie wiem, czy nie znajdą się tu tacy, co nie powiedzą, że lepiej by było, gdyby zginął. A swoją drogą, to nasz Litwin na trochę pojawi się w dwóch następnych rozdziałach i tam się już wyjaśni, cóż takiego dla niego zaplanowałam :)
      Jeśli chodzi o Jana Kazimierza, to dla mnie to był nieudacznik i dupa, a nie król. Mimo tego, że wiadomo, całym sercem stoję po naszej stronie, że to Szwedzi nas najechali i generalnie trochę słabo to wyszło, to jednak Karol Gustaw był milion razy lepszym dowódcą i królem. No, ale więcej o tym mówić na razie nie będę, bo obu królów wkrótce poznamy :)
      A co do Bengta, to jest zwykłe nieporozumienie, które będzie miało dość dotkliwe konsekwencje. Dla Cecylii. Też się wyjaśni, bodajże w przeciągu max. 4 rozdziałów :)
      Węgierka jest super i generalnie to ja ją wielbię i czczę, taka babka z jajami, że hej :D A co do Prusaka - mocno shipuję PruHuna, ale jednocześnie AusHun tak samo, więc nie do końca jestem jeszcze pewna, jak poprowadzę ten wątek, ale jedno jest pewne: jeśli o Prusaka chodzi, to jeszcze się wiele zmieni w jego życiu. I niekoniecznie te zmiany będą miały coś wspólnego z Erzsebet.
      Haaaa, bomba będzie! Jeszcze dwa rozdziały spokoju, a w trzecim (to jest, dziesiątym w sumie) znów się zacznie wojenny bajzel. A potem to już wojna i polityka pełną parą :)
      Jeśli chodzi o szablon, to nie bój nic, pokrwawiony Bercia wróci :) Tak naprawdę wstawiłabym ten stary szablon, ale miałam czyszczenie kompa i nie przeniosłam go na drugi dysk, więc mi plik zginął D: Także teraz czekam na odpowiedź od Yassmine, czy będzie chciała przerobić dla mnie nieco jeden z szablonów już gotowych. Mam nadzieję, że się zgodzi - a jeśli tak, to Bercia wróci tu na dniach. A to żółte coś, to wstawiłam, bo ja ślepa jestem i uwierzyłam etykietkom, że to jest żółto-granatowe. Myślę sobie - super, szwedzkie barwy! Wstawiam, a tu niespodzianka. No i teraz czekam, tak jak mówiłam. Ale tego się pozbędę :)
      Dziękuję pięknie za komentarz <3 I dodam, że z niecierpliwością czekam na nowość u Ciebie :)
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  7. Zapraszam na rozdział dziewiąty! :* i-jego-zielone-oczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Półtora...Półtora metra? :D Toż tego wzrostem nie można nazwać nawet :D Ja tyle miałem w przedszkolu chyba :D Ciekawie będzie wyglądała przy "Szwedku" jak się obudzi. :) O,smok wawelski ^^ słyszałaś, że ta legenda, odnosi się do prawdziwych wydarzeń? :D Znaczy się smoka nie było, to jasne,ale...Kadłubek nazywał go holophagus- całożerca. Tak się złożyło, że podczas panowania Kraka, pod Kraków przyciągnęła horda Awarów (koczownicze plemię z okolic współczesnej Turcji), i Ci barbarzyńcy zmusili króla, a właściwie księcia do składania sobie danin, w postaci min.jadła, a i dziewicami zapewne nie pogardzali. Stąd smok, który jest symbolem zła,niebezpieczeństwa :P I dalsze ciekawostki ^^ wzorując się na kronikach Marcina Bielskiego, Bartosz Paprocki, autor pochodzącego z XVI w tomu "O herbach rycerzy polskich", przytacza Skubę (Szewca, który wymyślił fortel z owcą), jako założyciela rodu Adwańców, pieczętujących się herbem Abdank....A teraz najlepsze według mnie...Kto, w czasach, o których piszesz miał ten sam herb?? "Bohdan Zenobi Chmielnicki herbu Abdank z krzyżykiem" :D Mind fuck^^ Jan Kazimierz widzę przytomnie się "ewakuuje" do Głogówka już...^^ A skoro Karol Gustaw już w Polsce, a jeszcze nie pod Koninem, to jest 14-24 sierpnia mniej więcej :D Ujście jak rozumiem będzie nam oszczędzone, chyba, że cofniesz akcję w czasie :) A szkooda, bo chciałem wiedzieć, czy uwzględnisz atak piechot łanowej :D Litewski jest ładnym językiem, takim śpiewnym ^^ Nie wiem, co się tej Cecyliji nie podoba :D Ale brata to jej współczuje, wredne małe...Mnie tak budzi siostra, z tym, że ona to jeszcze młodsza jest...Nie wie, że im człowiek starszy, tym wiecej snu potrzebuje no! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TAK, A BO CO? JA TEŻ MAM TYLE WZROSTU. No, może 150 z małym hakiem, 154, ale TAK CZY INACZEJ XD A jeśli o Szwedka chodzi, to ja traktuję ich różnicę wzrostu bardzo poważnie :D Mój kuzyn ma też coś koło dwóch metrów wzrostu, boli mnie kark jak z nim długo rozmawiam. Poważnie ;_;
      Kolejna dawka ciekawostek! *zaciera rączki*
      O smoku nam opowiadała pani profesor kiedyś, kiedyś, jeszcze w gimbazie chyba :D
      Ale o Chmielnickim nie wiedziałam, o szewczyku też nie, damn, super sprawa :D
      Tak jest, tutaj się na szczęście z datami nie pomyliłam, W PRZECIWIEŃSTWIE DO NASTĘPNEGO ROZDZIAŁU, nienawidzę się za to, po prostu mnie zignoruj ;_; Taktak, mówiłam, Ujścia na razie nie będzie, wspomniane później będzie, owszem, ale niestety akcja obmyślona jest tak, że rzeczywiście do połowy 1656 roku niewiele będzie bitew. Coś tam będzie, ale jak pisałam wcześniej, raczej niewiele.
      Też mi się bardzo podoba litewski, ale ja osobiście jestem totalną fanką fińskiego, polecam :D
      Właśnie odwrotnie, im człowiek starszy, tym mniej snu potrzebuje! Ale owszem, rodzeństwo to nie jest szczyt marzeń, dobrze, że moja siostra jest młodsza ode mnie tylko trzy lata, już jej nie w głowie takie pomysły :D
      Dobra, teraz idę dalej, spłonąć ze wstydu ;_;

      Usuń
    2. Podjadali Cie jak byłaś mała,ot co :D No popatrz, Wam opowiadała na historii takie rzecz, a nam wciskała bzdety o manufakturach :( Nic ciekawego się w gimbazie nie dowiedziałem ^^ Wszystko albo w technikum na kółku (na którym nota bene, zazwyczaj byłem tylko ja i nauczycielka, to sobie wyobraź jakie to było niezręczne!:D) albo sam wyszperałem :P Ale Szewczyk i Chmielnicki naprawdę...^^ Takie małe coś, a tak mnie cieszyło jak znalazłem ^^ I w takim razie, nie jestem człowiekiem :D To, albo to, że kładę się zwykle o 3...:D Ale lubię spać, i długo! :D Moja siostra (lub raczej siostrzyczka) ma 4 :P Włazi zawsze z jakąś swoją grającą zabawką (nakupili jej tego chyba na moją udrękę^^) i klepie mnie po po pysku jak kogo złego :D

      Usuń
    3. Mama mówi, że spałam, jak wzrost rozdawali :P
      Czasem jej się zdarzało, ale w gimbazie to naprawdę rzadko, nie znosiłam historii w gimbazie ;_; W liceum mieliśmy super babkę, tylko była strasznie rozchwiana emocjonalnie i wszyscy się jej bali ;_; Zazdroszczę takiego kółka! Naszej Sylwii nie chciałoby się zostawać dla jednej osoby, tak sądzę ;_;
      Nie martw się, ja też z teoretycznym człowiekiem niewiele mam wspólnego pod tym względem, najlepiej mi się funkcjonuje, jak chodzę spać o 3-4, a wstaję koło południa, ale teraz to się nie da, jak taki Mordor dookoła ;_; Za duże temperatury, jak dla mnie ;_;
      Matko boska, kiedy ja ostatnio takie małe dziecko na oczy widziałam, to nie pamiętam ;_; Ale moja ma 16, co jeszcze nie znaczy, że jest ogarnięta ;_; Zdarza jej się, ale cóż, więcej się kłócimy niż normalnie rozmawiamy, ale chyba takie uroki posiadania rodzeństwa ;_;

      Usuń
    4. U nas to była wychowawczyni, i taaaka dumna była, że z jej klasy, jedyna osoba na całą szkołę historie pisze...:D Upał dobija, i dlatego śpię przy roztwartych wszystkich oknach...Przez co ćmy mi włażą do nosa i innych dziur twarzowych...:P A małą sobie możesz pożyczyć na trochę, jakżeś ciekawa takich stworków :D Pooglądasz z nią Spongeboba, bo ja już nie mogę...Jaka to jest ZRYTA bajka...:D A jakie te animacje nieraz obleśne...FUJ! :D

      Usuń
    5. Nie dziwię się! :D Ale coś Ci powiem, wy byliście w technikum i zdawałeś tylko Ty, a u nas, w ogólniaku, i to całkiem niegłupim, zdawało całe osiem osób. Oczywiście wszyscy z humana.
      Ja się w nocy gotuję. No za cholerę nie otworzę okna, jak tylko się ciemno robi, to wszystko zamykam, jest okropnie, wiatrak nic nie pomaga, ale ja się tak dziko boję ciem, że naprawdę aż mną trząsa na samą myśl ;_; Jak mi ostatnio wleciała do pokoju, to się wyprowadziłam na kanapę do drugiego, mówię całkiem serio, nie miałam po kogo zadzwonić, bo mi wszyscy wyjechali/nie było ich w domu, ja mieszkałam sama, a nigdy w życiu bym tej ćmy nie zabiła, ba, nawet do pokoju nie weszłam przez parę dni ;_;
      Teraz, mam wrażenie, wszystkie bajki są zryte, jak ja byłam mała, to jakieś takie wszystko inne było, jakieś mądrzejsze, a i nawet właśnie animacje były ładniejsze ;_; Nie wiem na czym moje dzieci będą się wychowywać, chyba je będę zmuszała do oglądania tych bajek, które ja oglądałam ;_________;

      Usuń
    6. Właśnie, że u nas jest Zespół Szkół techniczno-licealnych, i mamy 8 kierunków technicznych, plus liceum o profilu policyjno-prawnym, wojskowym i ratowniczym ^^ Ponad tysiąc osób :D I JEDNA osoba :D A naprzeciwko 3 baby z komisji, i sie wszystkie we mnie wgapiały, czy nie odpisuje...:D Jeszcze miałem stracha, że się nie wyrobię, bo z historii, nie wiem czy wiesz, jest aż 29 stron zadań :P I sobie piszę, piszę, a jedna (babka od wfu) podchodzi chamsko, i mi podnosi arkusz,żeby sprawdzić (w trakcie pisania!) czy 120, czy 120 minut :P Takie nieogarnięte...:D Myślałem, że wyjdę i napisze na korytarzu :P Ćmy to nic, komary są gorsze :P A dzisiaj, to już przesada była...i to TWOJA wina, boś miała za mnie do dziadka jechać zboże wnosić, i nie pojechałaś! :/ :D I włażę jak ten tuman na drabinę, 6 metrów nad ziemią, na plecach worek z owsem (chyba,nie rozróżniam ^^, prawie wlazłem na ten strych a tu...osy wypadają spod blachy i myyyk, nalot na mnie :D 4 mnie użądliły :D Ani się odgonić od diabelstwa, bo jedna ręka trzymała drabinę, a druga worek (jeszcze niezawiązany, więc jakbym puścił, to by dziadziuś nie bacząc na mój szlachetny już wiek, wziął pas, i oprócz ugryzień, miałbym jeszcze pręgi, nie powiem gdzie, bo nie przystoi...) :D Nie spuchłem, bo nie mam alergii, ale przyjemne to nie było:P A usłyszałem mniej więcej "Co się dzirosz?" "A bo mnie je**ne pszczoły ugryzły!" *chwila ciszy* "Pszczoły? Ostatnio jak sprawdzałem, to to osy były...Co, nie umiesz odróżnić?" :D I weź tu nie lub dziadka :D A co do tej bajki...ostatnio był taki motyw, ze złapał jakieś choróbsko, i cały łaził pokryty jakimś szlamem czy czymś tam...I jeszcze od czasu do czasu mu sie pojawiały jakieś wrzody, z których tryskała ropa... Oni to dzieciom puszczają :P Geeez, jak ja Ci tu spamie...:D Zabijesz mnie :P

      Usuń
    7. 120 czy 120... w mózg mnie pogryzły :D 120 czy 170:P

      Usuń
    8. Okej, to całkiem zmienia postać rzeczy, bo u nast tak skromnie, cztery klasy po 35 osób, także tego ;_; Chociaż jak na to, że była u nas normalna humanistyczna klasa, to i tak słabiutko, jak zdawało tylko osiem osób. U NAS JEDNA OSOBA ZDAWAŁA WIEDZĘ O TAŃCU, co to za przedmiot, ja się pytam? XD
      A ja z kolei miałam tak rosyjski pisać, ale ostatecznie zrezygnowałam, chociaż teraz trochę żałuję, bo drugi język by mi się liczył na studia D:
      To ładnie nam dowalili na tej historii *.* ale swoją drogą, aż zerknęłam na arkusz i wtf, na maturze z historii pisze się wypracowanie? SERIO? Znaczy, jak temat fajny, to czemu nie, ale nawet by mi przez myśl nie przeszło, że trzeba by pisać jakieś wypracowanie na historii *.*
      Ale z innej paki to jak ja zobaczyłam arkusz z chemii, to myślałam, że padnę, 39 zadań, a 80% z tego to biochemia, czyli najgorsze gówno jakie mogło się trafić ;____; A reszta, w większości, elektrochemia, która jest dość trudna, ale przynajmniej ciekawa ;_; Ale przynajmniej nie byłam sama w sali, a to już jakiś plus, chyba bardziej bym się stresowała tym, jak się na mnie egzaminatorzy gapią, niż samym pisaniem :D
      Daj spokój, u nas by chyba dyrektorka egzaminatora zjadła za coś takiego XD U nas w szkole to był taki cyrk z powodu tych matur, że szok. Ale jak mi się śmiać chciało, nie mogłam się skupić w ogóle na pisaniu, bo na jednym egzaminie dwa gołębie sobie schadzkę urządziły na parapecie i za cholerę egzaminatorzy nie mogli ich wygonić, więc oczywiście, jak się łatwo domyślić, walka (nielubianego raczej, na dodatek) profesora z kopulującymi gołębiami była dla ludzi o niebo ciekawsza niż egzamin XD
      Ja już wolę komary, ćmy to zło, wczoraj mi znów jedna wpadła do pokoju, tym razem na działce, nie poszłam spać, póki ojciec nie ubił ;_;
      Bo mnie ojciec zaprzągł do roboty przy koszeniu trawnika, sam widzisz, sprawa wagi państwowej! :D
      Ja wiem, powinnam powiedzieć, żeś biedny, że Cię pokąsały, ale Twój dziadek, O MÓJ BOŻE, rzeczywiście masz rację, nie da się nie lubić, nie znam, ale naprawdę jak tak piszesz, to już leżę i kwiczę XD
      Ale z drugiej strony, ja bym na Twoim miejscu mimo wszystko wolała spitalać przed osami w podskokach, pewnie bym się zabiła o drabinę, albo z niej zleciała, potem na dokładkę jeszcze bym skórę miała przetrzepaną za rozsypanie tego czegoś, owsa, niech będzie, o, i taki byłby finał tej historii, gdybym to ja się miała za to wziąć, więc nie polecam się XD
      Matko boska, ja nie wiem, co się stało z bajkami z naszych czasów, puszczają takie nie wiadomo co ;_______; Obrzydlistwo ;p A gdzie Magiczny Autobus, na przykład? To były bajki, nie dość, że same w sobie super, to jeszcze się dzieciak czegoś dowiedział... Ja od tego zaczynałam :D
      Luzik arbuzik, głowy Ci nie urwę, feel free :D

      Usuń
    9. Uuuu, to mała ta szkoła była :o Ja jeszcze w 4-tej klasie spotkałem czasami na korytarzu nauczycieli, których wcześniej nigdy na oczy nie widziałem :D A z nazwisk to znałem tylko tych co mnie uczyli :D Właśnie widziałem, że to można zdawać, ale się zastanawiałem- raz- po cholerę? A dwa-jak??:D Ciekawe jak mu poszło ^^ u mnie najbardziej egzotyczna to łacina była :D Nie wiem, gdzie on się tego uczył, bo na pewno nie w szkole :D My mieliśmy tylko angielski i niemiecki :( Taki ból, bo nie znoszę szkopskiego, a chodzić musiałem :P Wypracowanie, tak. Ale tylko na rozszerzonej, na podstawie nie:D A rozszerzona jest taka, że jak mi babka przynosiła arkusze, to ona sama musiała niektóre rzeczy sprawdzać :D NIC, co tam było, nie było nawet wspominane na lekcjach :D "Na załączonej mapie, wyznacz trasę przemarszu armii niemieckiej podczas Powstania Warszawskiego", "Zaznacz, którymi kanałami poruszali się powstańcy"...najlepsze oczywiście były same mapki/zdjęcia, bo chyba kserowali ksero, w dodatku pralką :P NIC nie było widać...Stoi jakiś czarny murzyn na tle czarnego nieba, ubrany na czarno i kto to jest? :O PIŁSUDSKI! :D Nie ogarniesz^^ ja z chemii to tylko alkany :D mam kumpla, który ma bzika na tym punkcie, tylko trochę w złą stronę :D Trzyma w domu pełno kwasów i innego żrącego szajsu, i się bawi w wariata :D Mnie nie stresowała komisja, tylko denerwowała. Sie wkurzyłem w pewnym momencie, i tracąc cenny czas, też sie zacząłem na nie gapić... Tak z byka :D Bo te gołębie to był znak od Kosmosu :D a brzmiał on "Pie***lcie to!" :D No dziadzio ma specyficzne poczucie humoru :P Ni było jak uciekać, bo gdzie? :D 5 metrów nad ziemią to możesz co najwyżej skoczyć :D A Magicznego Autobusu nie znam :O Znam smurfy :D

      Usuń
    10. No mała, nie powiem, zresztą żadnych dziwacznych profili nawet tam nie było, ot, human, językowa, mat-if i biol-chem-fiz. Nauczyciele znali nas wszystkich, nawet jak nas nie uczyli, tragedia ;_; W dużej szkole łatwiej nie rzucać się w oczy ;_;
      Wiesz co, ja rozumiem, ale w szczególnych przypadkach, bo moje znajome zdawały, ale one chodziły do szkoły baletowej, no więc to jest zrozumiałe, ale damn, u nas zdawał chłopak z mat-infu, no po cholerę mu to było, to ja nie wiem ;_; I jak mu poszło w sumie też nie wiem.
      Łacina w sumie fajna sprawa, w jednym liceum w Łodzi normalnie uczą. Ale nie w moim, ja nie chodziłam do Łodzi. Ja miałam angielski i do wyboru francuski albo niemiecki i pewnie poszłabym na niemiecki, bo bardzo mi się podoba, ale bałam się jednej nauczycielki, która po roku miała wrócić ze zwolnienia, I SŁUSZNIE SIĘ BAŁAM, bo jest babsko naprawdę okropne, ludzie płakali na tym niemieckim, po prostu szok. A co mądrzejsi to poszli na francuski, na którym nie robiliśmy nic, kompletnie nic. Umiem powiedzieć tylko jedną, najważniejszą frazę, Je ne comprends pas, i nawet nie wiem, czy napisałam to dobrze, polecam pozdrawiam, do tego francuski jest tak paskudny, że nie mam słów ;_; Ale za to wepchnęłam się prywatnie na rosyjski i tego nie żałuję wcale, jest super :D
      Ale no tak czy inaczej - jak to wypracowanie niby jest oceniane? Bo chyba nie tak jak to na polskim, pomijając już oczywiście różną ilość punktów?
      Ha, słuchaj, moja koleżanka jest ćwiczeniowcem/adiunktem/cholerawiekim na chemii na UŁ i jak uczyła mnie do matury, to nieraz po dwie-trzy godziny siedziałyśmy nad maturalnymi zadaniami i ni w ząb żadna nie wiedziała o co chodzi, a na fizyce z kolei, ale to już w szkole, na fakultecie robiliśmy jedno zadanie z matury i nikt, nawet pani profesor nie mógł dojść do tego jak je rozwiązać, ciągle wychodził zły wynik. I ja je w końcu zrobiłam, ale tylko dlatego, że to była fizyka jądrowa i trzeba było rozpatrywać reakcję pod kątem chemicznym, a nie tylko fizycznym, uzgadniać współczynniki i tak dalej, wiesz, brać pod uwagę co przereagowało, co zostało, z czego powstały produkty... No urwanie dupy po prostu, i osoba niebędąca obcykana z chemią za cholerę by tego nie zrobiła. A to było zadanie maturalne ;_;
      CZARNA MAGIA DLA MNIE ;_; Ale btw, czy to naprawdę jest poziom rozszerzenia? Bo mnie wygląda na to, że wyżej, ale co ja wiem o życiu ;_____;
      A takie ksero to ja znam z klasówek z historii, tragedia ;_;
      ELEKTROCHEMIA JEST SUPER, polecam :D Mnie też się zdarza bawić niekoniecznie bezpiecznymi specyfikami, raz kwas mi kapnął na rękę, ale to na zajęciach w szkole, do dziś mam bliznę ;_; Ale kiedyś zrobiłam burzę w probówce, o! :D
      Ja się w ogóle bardzo niezręcznie czuję, jak ktoś się na mnie gapi, więc nie byłoby fajnie, jakbym jednak ten rosyjski zdawała ;_;
      I co, jakaś reakcja była? :D
      Pewnie wszyscy dokładnie tak chcieli zrobić, wedle sygnału z Kosmosu, bo to ten nieszczęsny polski był, co wszyscy płakali, że Potop XD
      Jak znam moje szczęście i koordynację ruchową, to albo bym z tych pięciu metrów spadła, albo, jak już skoczyć, to bym się połamała ;_; A tak abstrahując od drabiny i os, to naprawdę moja koordynacja ruchowa oscyluje gdzieś w granicach zera absolutnego, więc zastanawiam się, jakim cudem ja się nigdy na koniu nie połamałam ;_;
      CO? Naprawdę nie znasz? Najlepsza edukacyjna bajka ever, od tego zaczęła się moja miłość do nauki :D
      A Smurfów nigdy nie lubiłam D:

      Usuń
  9. Cześć i czołem! :D
    ale aż nazbyt chętnie wybierała się na plebanię — pewnie upić księdza winem porzeczkowym i ukraść mu mapę D: dobra, to nie było zabawne D: ale hm, hm, Erzsebet, zostaw Prusaka >.< w każdym razie, czekam na AusHuna, bo PruHun totalnie mnie denerwuje ;-;
    problemy ze swoim Szwedem — już to chyba mówiłam, ale będę powtarzać chyba aż do śmierci — wzrusza mnie to <8
    łapiąc kawałek placka z jabłkami — lubię. Ostatnio jadłam jabłko i popijałam kompotem jabłkowym, jakby mi jabłek było mało, a znajoma podpowiedziała, że tylko mi szarlotki na zagryzkę brakowało D:
    a Licia to już chyba szczególnie — totalnie, Licia *.* nie żebym polubiła Torisa, a skądże, ale samo słowo Licia tak cholernie mi się podoba <8
    marszałka Arvida… coś tam — 5EVA END EVA <8 uwielbiam <8
    No chłopcem to ja bym go nie nazwała — ja też nie, kawał chłopa, a nie chłopiec XD
    Pomimo całej śmiałości i beztroski, jaką Cecylia w sobie miała, rozbieranie obcego mężczyzny było dla niej raczej problematyczne. — no nie dziwię się D:
    Jak tylko go ubrała musiała, musiała się odwrócić, by ukryć twarz w dłoniach i by cały palący wstyd choć odrobinę minął. — pewnie moja reakcja byłaby identyczna, also high five, Cecylia ;-;
    Cecylia jakoś smykałki do prac domowych takich jak szycie absolutnie nie miała. — no dokładnie tak jak ja D:
    Jedno było pewne – już wkrótce życzenie Cecylii miało się spełnić, a całe jej życie stanąć na głowie. — aż się boję, co wymyślisz…
    Gilbert przyszedł do twojego Szweda dać mu ostatnie namaszczenie. — Gilbo, fuk u D: nie no, dobra, wiem, że tak się robi, ale Gilbo, fuk u D:
    Cecylia jednak uważała, że dojrzałość Gilberta osiągała właśnie mniej więcej poziom równy tej, jaką odznaczał się Kornel. — <8
    odrobinę krzywych w kolanach nogach. — znam ten ból D: nawet matka mi mówi, że mam krzywe nogi D:
    Słuchaj, ostatnie namaszczenie to nie wyrok śmierci — niby tak, ale słyszałam, że większość ludzi po otrzymaniu tego sakramentu (można tak powiedzieć?) umiera, więc nie myślałabym tak optymistycznie D: no ale wiem, że nie zabijesz Szwedka ^^
    I ten wstrętny Prusak też miał rację. — wstrętny Prusak <8
    A pa ruskij gawarisz? — jak byłam w Egipcie dwa lata temu to spotkałyśmy tam jakiegoś Ruska i moja matka próbowała od niego wyciągnąć, gdzie jest jakaś stołówka, ale problem w tym, że on nie mówił po angielsku — tylko ciągle powtarzał pa rus kij, pa rus kij, to moja matka mu na to, że ona nie pa rus kij, to on na to to nie pogawarim (jakkolwiek powinnam to zapisać) oO
    Bo to jest taki głupi język! — podobno ma więcej przypadków niż polski, tak na marginesie :D

    Ten ostatni akapit to, rozumiem, ta scena z ósmego rozdziału, widziana oczami Cecylii? Bo fajnie wyszła :D (taa, zajrzałam do ósmego rozdziału… kiedyśtam)
    Wybacz, że tak mi długo zeszło, ale poprawiałam jeden mój tekst… i zaraz pójdę chyba poprawiać następny, ale jeszcze jeden rozdział przeczytam, choćby przez tę pierwszą scenę, o :D
    W każdym razie wiedz, że mi się podobało.
    Pozdrawiam
    Amnezja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no hej :D Trochę późno, ale spieszę z odpowiedzią! :D
      Dobra, niech stracę, będzie AusHun, na Twoje życzenie XD
      JUST WAIT, będzie więcej "MOJEGO SZWEDA" :D
      JABŁECZNIKI TO JEST NAJWIĘKSZE DOBRO TEGO ŚWIATA. Potwierdzam i aprobuję :D Moja babcia robi taki pyszny, że łooo <3
      PS. Właśnie mi się przypomniało, że jeszcze kawałek jest w szafce, WYGRAŁAM :D I JABŁKA TEŻ MAM PYSZNE, i to własne, bo z działeczki przywiezione, o :D
      Mnie akurat się LICIA nie podoba, to było zło konieczne XD
      NO KURNA CAŁE DWA METRY SZWEDA W KOŃCU :D
      Ja bym spłonęła ze wstydu, jakbym miała obcego faceta rozbierać, naprawdę, nawet jakby był nieprzytomny XD Boże, a jak by się jeszcze obudził w trakcie, o nieeeee XD
      Na temat Gilba to ja nie będę może nic mówić, bo jego postać to nic dodać, nic ująć, ja tu go tylko odtwarzam XD
      Ja to w sumie nie wiem, jak to jest z tym ostatnim namaszczeniem, guglałam, bo ja niewierząca jestem, do kościoła nie chodzę, na religię nie chodziłam, to i nie za bardzo się znam D:
      NO WSTRĘTNY XD
      PIĘKNA HISTORYJKA, śmiechłam XD
      Nie mam pojęcia jak jest z litewskim, szczerze mówiąc, ale fiński ma 15 przypadków :D

      Taktak, właśnie to :) Cieszę się, że wyszło :D
      Nienienie, nie ma sprawy, nie przepraszaj, spójrz w jakim tempie ja nadrabiam u Ciebie D:
      Dzięki za komentarz <3 Lecę odpowiadać dalej :D

      Usuń
  10. "-Czy ja ci kiedyś dałem powód, żeby mi nie ufać? – zapytał z doprawdy szelmowskim uśmiechem, jednak gdy Cecylia wymownie zacisnęła usta i spojrzała na niego z politowaniem, dodał: - Nie odpowiadaj, Polen. To było pytanie retoryczne." - tutaj nie wiadomo o kogo chodzi. Można się co prawda domyślić, że chodzi o Prusaka, jednakże lepiej byłoby, jakbyś zaznaczyła kto się wypowiada ; )
    Druga sprawa: znalazłem, dla mnie, nielogiczność, jaką jest wiek Cecylii. Jeśli się nie mylę, kiedyś dziewczyny wychodzi za mąż nawet w wieku czternastu lat. Szesnaście, siedemnaście i zazwyczaj były już zamężne, szczególnie jeśli były z jakiegoś dobrego domu. Pewnie zdarzały się wyjątki et cetera, ale w sumie nie wiem, czy to nie jest błąd, że Cecylia ma aż dwadzieścia jeden lat i wciąż nie wyszła za mąż. Nie mówię tego z żadną złośliwością, zresztą jak zawsze ; )
    Co tam jeszcze było... Ach, rozbawiło mnie zachowanie Polki. Jeszcze niedawno była gotowa spędzić kilka chwil w objęciach Litwina by robić to, o czym jakakolwiek wzmianka powoduje rumieńce na moim licu (tak samo jak wzmianka rodziny o mojej dziewczynie - dziwna reakcja, nad którą ni w sposób nie mogę zapanować : D), a jak przyszło do rozbierania Szwedka, to nagle zrobiła się z niej nieśmiała pannica. Wiadomo, co innego kochanie się z ukochanym, a co innego zdejmowanie spodni nieznajomego. I nic tu nie zmienia fakt, że chłop był nieprzytomny ; D
    Ogółem to bardzo nie mogę się doczekać, aż będzie opis jakiejś większej bitwy. Nie mam przez to na myśli, że się nudzę, broń Boże. Gdybym się nudził, to bym nawet nie czytał, a tym bardziej komentował ; )
    Jeśli o Bogu już mowa - dziwny jest dla mnie fakt, że Cecylia nie jest zbyt religijna. W dewizie naszego kraju jest "Bóg, Honor, Ojczyzna", toteż spodziewałbym się po niej bardziej religijnego podejścia do życia. Ale jak powszechnie wiadomo, zawsze zdarzają się wyjątki ; )
    A.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JEJU PRZEPRASZAM ŻE DOPIERO TERAZ JAKOŚ MI UMKNĄŁ TEN KOMENTARZ D:
      Dzięki piękne za wyłapanie tego, poprawi się :)
      Wiesz co, ja mam pewną denerwującą przypadłość, która sprawia, że pewne fakty, które mam przemyślane i dopracowane, pomijam w tekście, bo jestem pewna, że już o nich gdzieś napisałam. A potem się okazuje, że byłam w błędzie - no i tak właśnie było w wypadku wieku Cecylki. Bo gdzieś miałam plan, żeby wcisnąć, że ktoś napomknął jej, że w sumie z niej to już prawie stara panna (jak na tamte czasy, oczywiście), ale musiało mi to umknąć ;_; Pojawia się chyba gdzieś dalej. Znaczy, ogółem to wychodzenie za mąż w wieku lat kilkunastu, mam na myśli właśnie 12-14, to było raczej właściwe dla średniowiecza, w XVII wieku już raczej nie było to takie powszechne. Ale prawdę zauważyłeś, że Cecylka w sumie stosunkowo stara już jest. Ale to jest jak najbardziej zamierzone, a wynika z tego, że cóż - ciężko byłoby mi pisać z punktu widzenia młodszej dziewczyny, zważywszy na fabułę, jaką planuję i tak dalej. Wyjdzie w praniu :)
      Ej no, ja bym się wstydziła, jak bym miała obcego faceta rozbierać, mimo że jakaś wybitnie wstydliwa to nie jestem XD Aczkolwiek się cieszę, że się scena podobała :D
      No niestety, pierwsza większa bitwa jaka się szykuje, to będzie odbijanie Warszawy latem 1656 roku, więc trochę to potrwa jeszcze, ale obiecuję, że jakieś małe mordobicia chociaż się po drodze trafią :D
      A tu akurat rzeczywiście ona jest ewenementem. To był zabieg niezbędny do pewnego plot twista, którego szykuję w przyszłości, w praniu wyjdzie, o co mi chodzi, a wiadomo, nie chcę spojlować :)
      Dzięki piękne za komentarz :D

      Usuń