czwartek, 1 maja 2014

Rozdział VI



—Pani Cecylio, pani nie powinna siadać na koźle! — zganił Łukasiewiczównę chłopiec stajenny, Janek. — Toż to nie wypada, żeby…
                —Weź się przymknij, Jaśku! — skarciła go Erzsebet, rzuciwszy w niego chustą. — Toś się jeszcze nie nauczył, że nasza pani Cecylia to od każdego chłopa we wsi lepiej nad koniem panuje? To jak na koźle posiedzi, to się też nic wielkiego nie stanie!
 Cecylia, zachęcona pochwałą Węgierki, usadowiła się wygodnie na koźle, obok tego chłopaczyny Jaśka, który zaniechał już chyba protestów.
 Łukasiewiczówna, gdy już znalazła wygodną pozycję, znów zaczęła śpiewać – dokładnie tak, jak robiła to przed chwilą i całą drogę z plebanii. Nikt nie miał serca tłumaczyć jej, jak okrutną raną zadawaną muzyce był jej śpiew; pozostawało tylko dyskretnie zasłaniać uszy, co by Cecylia nie zauważyła i się nie obraziła - jeszcze tego by im brakowało, żeby chodziła naburmuszona przez resztę dnia.
Wracali właśnie ze wsi, gdzie pojechali dzień wcześniej, by zostawić część zboża, należną jako podatek kościołowi, a że ich wieczorem paskudny deszcz zastał, to  musieli wszyscy: Cecylia, Kornel, Jasiek, Erzsebet, Mikołaj i Ignacy oraz dziadunio Jurgis, zostać na noc na plebanii – całe szczęście, że proboszcz – to jest ksiądz Beilschmidt - ich ugościł, bo poprzedni już znowu taki uczynny nie był. Nie, żeby Gilbert był jakoś specjalnie uczynny, bo cały wieczór ględził tylko ile roboty będzie przez nich miał, jak bardzo Kornel jest głośny i jak bardzo mu przeszkadza, jak bardzo zrujnowali mu wieczorne plany przepisywania w świętym spokoju jakiegoś opasłego tomiszcza – Cecylia jednak bezczelnie oświadczyła – nie: poinformowała księdza - że na noc zostają. I nie było zmiłuj, chociaż wieczór upłynął pod znakiem przekomarzania się Polki i Prusaka, a gdy Cecylia się znudziła, dołączyła do niej Erzsebet i obie tak na księdza nasiadły, że ten w końcu przestał marudzić i złorzeczył jedynie pod nosem.
                Wracali więc dziś; pachniało świeżo, wiał lekki wietrzyk i naprawdę było aż nazbyt przyjemnie, zważywszy na wojenną pożogę, jaka ostatnio ogarniała polskie ziemie. Na szczęście, Łukowce wojna z jakiegoś powodu omijała szerokim łukiem, ale Łukasiewiczówna obawiała się, że to już tylko kwestia tygodni, kiedy się to zmieni.
                Słońce piekło dość mocno, jak na koniec sierpnia, aż Cecylia sama była tym zdziwiona, bo o tej porze roku zwykle powoli zbierało się już na jesień. W każdym razie, nie było co narzekać – dzień był piękny, pogoda dopisywała, nikt tutaj nie musiał się jeszcze martwić Szwedami (jak Erik Oxenstierna i jego ludzie odeszli, tak kolejnych ani widu, ani słychu) – wszystko więc było w porządku.
                Do czasu.
                Byliby pewnie wrócili do domu, niczego nie zauważywszy. No i może całe szczęście, że Ignacy miał bardzo bystry wzrok, bo – jak się okazało – dzięki temu mieli szansę zrobienia czegoś bardzo, bardzo dobrego – przynajmniej tak zapatrywała się na to Cecylia Łukasiewicz.
                —Co to tam leży, takie niebieskie? — zapytał nagle Ignacy, wstrzymując konia i przyglądając się czemuś w oddali.
                —Gdzie? — Zerwał się z miejsca Kornel, jako dziecko energiczne i żywiołowe jeszcze bardziej niż Cecylia i rozejrzał się bacznie dookoła. Jakież to było ruchliwe chłopaczysko, doprawdy nie szło go upilnować za skarby świata – tylko Cecylia była mu w stanie przemówić jakoś do rozumu.
                —Tam, w trawie — odpowiedział Ignacy, wskazując palcem bliżej nieokreślone miejsce gdzieś na polu. — Pod tym zagajnikiem… A niech mnie, dobry Boże! Toż to chyba człowiek!
                —Jak: człowiek? — zapytała Erzsebet, również zrywając się z miejsca. Rozejrzała się z niepokojem, próbując owego nieszczęśnika znaleźć.
                —No człowiek, normalnie! Patrz, leży tam i… — Ignacy znów wytężył wzrok. — Na Boga, on chyba nie żyje!
                Wtedy Cecylia również się zerwała i spróbowała dostrzec owego, najpewniej martwego, nieszczęśnika. Owszem, dostrzegła pod zagajnikiem jakąś niebieską plamę, ale żeby miała powiedzieć, że to człowiek…? Cóż, sama wiedziała najlepiej, że nie powinna jednak dyskutować – to Ignacy miał z nich wszystkich najbystrzejszy wzrok, więc jak mówi, że człowiek – znaczy się człowiek.
                Cecylia zsiadła z wozu i podeszła do Ignacego energicznym krokiem, odrzucając na plecy długie i mocno już poplątane, słomiane włosy.
                —Posuń się, wsiądę z tobą na konia. — Usłuchał jej i już po chwili usadowiła się przed nim w siodle. — Ja, Ignaś i Mikołaj pojedziemy tam sprawdzić co i jak. Wy tu czekajcie. Gdybyśmy nie wracali, to najpierw jedźcie do Łukowców, zostawcie dziadka i Kornela, a potem weźcie paru chłopów i wróćcie po nas. Dobrze?
                —Ja też chcę! — zawołał oburzony Kornel, tupiąc nogą i wyginając usta w wdzięczną podkówkę.
                —Nie ma mowy, Kornel. Zostajesz tu – powiedziała kategorycznie Cecylia, spoglądając blondynka surowo. Nie zamierzała jeszcze brać odpowiedzialności za swojego młodszego brata, szczególnie kiedy tak naprawdę nie wiedzieli, czego mieli się spodziewać. Nawet gdyby nikogo tam nie było, a tylko rzeczywiście same ciała, Cecylia nie chciała, żeby niespełna dziesięcioletni chłopiec oglądał podobne rzeczy – była może lekkomyślna i impulsywna oraz nie zawsze przemyśliwała dokładnie to, co robiła, ale nie była głupia i miała na tyle wyczucia by wiedzieć czego należy chłopcu oszczędzić.
                Kornel rochę jeszcze pomarudził, ale na szczęście czuł przed Cecylią jakiś respekt, więc posłuchał i wrócił na wóz do dziadka Jurgisa. Całe szczęście, że mieli tego dziadunia ze sobą, bo inaczej by obrażonego Kornela faktycznie nikt nie upilnował pod Cecylii nieobecność – jak już było wspomniane, dziadek Jurgis to osoba dla Łukasiewiczów naprawdę wyjątkowa, dla każdego z nich. Nikt w Łukowcach nie był już w stanie wyobrazić sobie życia bez pociesznego Litwina z zaskakująco ciętym, jak na staruszka, językiem.
                Pojechali więc w stronę zagajnika. Faktycznie – im bliżej byli, tym bardziej oczywistym stawało się dla nich, że to faktycznie człowiek tam leży. Martwy.
                Łukasiewiczówna zsiadła z konia jeszcze zanim zdążył się porządnie zatrzymać. To samo uczynili Ignacy i Mikołaj. Podeszli więc do tego nieszczęśnika, leżącego w trawie. Cecylia pochyliła się nad nim i nagle ogarnął ją niezmierzony smutek – ten chłopiec był najpewniej młodszy od niej samej. Jak oni mogli, ktokolwiek by to nie był, jak można być tak okrutnym, żeby odbierać życie takim dzieciom…
                —To Szwed — dotarł do uszu Cecylii głos Mikołaja. Drugi bliźniak pokiwał na to skwapliwie głową. — Zastrzelony. Najpewniej nad ranem, krew jeszcze świeża.
                Szwed, nie Szwed – Cecylii było tego chłopca okrutnie szkoda. Wiedziała, że trwała wojna i podobne zdarzenia w zasadzie były codziennością, ale… Cecylia sama nie wiedziała, ale wojna po prostu nie była dla niej - zbyt wiele okrucieństwa, zbyt wiele niepotrzebnie przelanej krwi. Doskonale jednak rozumiała, że dla nich, Polaków, w zaistniałej sytuacji jest to przykrym i okrutnym obowiązkiem – wyrzucić nieprzyjaciela z kraju, a jeśli to nie poskutkuje, to wyrżnąć go w pień.
                —Trzeba tu sprowadzić Beilschmidta — powiedziała stanowczo Łukasiewiczówna, podnosząc się i wtykając sobie spódnicę za pas, żeby jej się nie plątała we wszystkie chaszcze, które rosły dookoła. — Ktoś ich musi pochować.
                Ignacy i Mikołaj mieli najpewniej na ten temat całkiem odmienne zdanie, nie dyskutowali jednak z Cecylią. Wszyscy w Łukowcach byli już przyzwyczajeni do jej osobliwego podejścia do świata i chyba traktowali to jako ostatnie przejawy zdziecinnienia z jej strony. Cecylia jednak, wbrew pozorom, była pewna swoich przekonań, które były w rzeczywistości bardzo przemyślane i – nawet jeśli miałaby kiedyś na tym ucierpieć – to chciała w życiu kierować się przede wszystkim współczuciem i poczuciem sprawiedliwości.
                —Ja pojadę — powiedział Mikołaj, a Cecylia pokiwała na to głową.
                —Dobrze — zgodziła się. — To teraz niech któryś zostanie z końmi, a drugi niech ze mną idzie do tego lasku. Trzeba zobaczyć, ilu ich tam jest.
                Mikołaj tylko kiwnął głową i wziął od brata wodze jego klaczy – Łukasiewiczówna widziała po jego minie, że takie małe pobojowisko jakie mieli tu zastać należało raczej do ostatnich rzeczy jakie chciał oglądać – nie było tajemnicą, że chłopak ten był dość wrażliwy, jeśli przychodziło do krwi i ran. Poszedł więc z Cecylią Ignacy.
Im głębiej między drzewa wchodzili, tym wyraźniejszy stawał się nieprzyjemny zapach krwi i potu, uderzający w ich nozdrza. Cecylii zrobiło się okropnie niedobrze, szybko jednak się opanowała. Mieli przed sobą małe pobojowisko; ciężko było Cecylii patrzeć na to wszystko, martwych chłopców i mężczyzn, nie tylko Szwedów, ale i Polaków, choć w zdecydowanie mniejszej ilości. Ciał w sumie było tylko siedem, na całe szczęście. A może aż siedem, Cecylia nie potrafiła tego ocenić. Niewielka grupka Szwedów musiała się odłączyć i trafić na Polaków, niekoniecznie żołnierzy, bo jak na Cecylii oko, to byli zwykli chłopi. Albo rabusie – w każdym razie nikt, kto byłby Cecylii osobiście znany. Musiało dojść do starcia pomiędzy nimi i ot – cała historia.
                Gdy głuchy jęk dobiegł do jej uszu, ciarki aż przeszły jej po plecach. Dobry Boże, któryś z nich to przeżył, pomyślała ze zgrozą Cecylia. Zaczęła się rozglądać, w panice i napięciu, za źródłem tego dźwięku, jednak początkowo całkiem bezskutecznie. Ignacy wydawał się być tak samo zszokowany jak ona. Później było Cecylii okrutnie wstyd, ale w tamtej chwili nie myślała nawet o tym, żeby pomóc temu człowiekowi. Nie chciała tylko, żeby umarł na jej oczach, nic więcej, bo egoistycznie obawiała się, że mogłaby tego nie znieść.
                W końcu dostrzegła go, jak próbuje się poruszyć, na prawo od nich, obok jednego ze złamanych drzew. Pognała w jego stronę co sił w nogach, a Ignacy ani chybi jej zawtórował.
                To był Szwed; nawet mundur nie był potrzebny, żeby dało się to poznać. Leżał na plecach, oddychał płytko i urywanie. Jego twarz o mocnych, ostrych rysach wykrzywiał teraz grymas bólu, o czym dodatkowo przekonywały Cecylię jego zaciśnięte z wysiłkiem oczy. Jasne włosy, pozlepiane na wpół skrzepłą krwią lepiły mu się do czoła. Łukasiewiczówna nie potrafiła określić jak bardzo, ale wydawał się też bardzo wysoki – stereotypowy Szwed z krwi i kości. Cecylia nie myślała o tym w tamtej chwili, ale nie wyobrażała sobie, by mógł nie mieć do tego wszystkiego niebieskich oczu.
                Był ranny w dwóch miejscach – prawe ramię, tuż pod obojczykiem oraz lewy bok. Z racji tego, że pierwsza rana nie krwawiła zbyt mocno, Cecylia uznała że pewnie pocisk nadal tkwi w środku. Rana z boku była jednak o wiele poważniejsza; widać nawet on sam desperacko próbował zatamować krwotok kawałkiem płaszcza, co względnie mu się udało. Teraz jednak leżał w kałuży krwi, nie rosnącej już co prawda, jednak zdecydowanie nie było z nim dobrze. Mówiły jej to jego rany i jego twarz, trupio blada i spocona.
                Wyglądał, jakby kompletnie nie miał pojęcia gdzie się znajduje. Był tylko częściowo przytomny, i chyba całe szczęście, bo ból musiał być nieznośny – Cecylia nawet nie chciała sobie tego wyobrażać. Z przerażeniem uświadomiła sobie, że on musiał tu już leżeć od ładnych kilku godzin. Co za biedny człowiek – czy zasłużył sobie czymś na taki los? Być może tak, ale Cecylii teraz to ani odrobinę nie obchodziło.
                —Ignaś, on żyje — wymamrotała Cecylia, drżącymi rękoma zdejmując sobie z ramion chustę. — Idźże po kogoś, trzeba mu pomóc…
                —Nie mamy bandaży, jak ty chcesz mu… — zaczął, ale ja kobieta wcięła mu się w słowo.
                —To niech ktoś pomoże mi go zabrać na wóz! — powiedziała tylko spanikowanym tonem, łapiąc się za mundurową kurtkę Szweda. — Zabierzemy go do Łukowców i Kuklik się nim zajmie. Szybciej!
                Ignacy tylko pokiwał głową i pognał w stronę drogi. Na całe szczęście nie było stąd daleko do wozu, więc jeśli udałoby się Cecylii prowizorycznie opatrzyć ranę, to istniała spora szansa, że dadzą radę go przetransportować.
                —Spokojnie — mówiła do niego, choć wiedziała, że nie pojmie pewnie z tego ani słowa, po pierwsze z racji bariery językowej, a po drugie z powodu nieświadomości. — Pomożemy ci. Nie dam ci tu umrzeć, wiesz? Nawet, jeśli jesteś Szwedem.
                Cecylia aż podskoczyła, gdy nagle, ni stąd ni zowąd, mężczyzna ów złapał ją za ramię; chwyt miał zaskakująco mocny jak na tak poszkodowaną osobę, jednak Łukasiewiczówna wyraźnie czuła jak jego dłoń drży; musiało go to kosztować wiele wysiłku.
                Otworzył oczy i popatrzył na nią niewidzącym wzrokiem. W jego jasnych, błękitnych oczach Cecylia widziała tylko cierpienie i strach, jakie dostrzegało się u ustrzelonego na polowaniu zwierzęcia, tuż przed ostatecznym pozbawieniem go życia. Tym bardziej rozpaczliwie zapragnęła mu pomóc, sprawić, by wyrwał się ze szponów śmierci; on jednak, najwidoczniej miał co do tego inne plany. Powoli, z wyraźnym wysiłkiem, przesuwał jej rękę w stronę – jak po chwili zauważyła – leżącego nieopodal karabinu. Sam chyba nie był w stanie go dosięgnąć. Ale czy on oczekiwał, że ja…?
                Avsluta mig — wycharczał głosem okrutnie zachrypniętym, który przypominał Cecylii raczej warczenie psa niż głos człowieka. Problem polegał na tym, że Łukasiewiczówna nie rozumiała ani słowa. — Vänligen, skjuta...
                Zrozumiała, mimo wszystko, co chciał jej powiedzieć. Nie jego słowa, ale zamiar. Chciał, by go dobiła. Och, cóż za biedny człowiek, jak okrutnie było jej go żal w tamtej chwili! Nie chciała nawet myśleć jak nieznośny musiał być dla niego ból, skoro chciał się posunąć do tak drastycznego kroku. A nagorsza była świadomość, że próbując ratować mu życie, sprawią mu pewnie jeszcze o wiele więcej bólu.
                Oszalałeś, człowieku?   Choć jego ręka nadal zaciskała się na jej ramieniu, Cecylia ujęła jego twarz w dłonie i zmusiła, by patrzył prosto na nią. Jego oczy przeszywały ją na wskroś, nawet zaćmione mgiełką nieświadomości – było w nich coś niepokojącego, jakby dzikiego i pierwotnego, jakiś chłód, który sprawił, że Cecylii po plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Pomogę ci, przysięgam. Pomogę. Ale nie w taki sposób.
                Odgarnęła mu włosy z twarzy w uspokajającym i w pewien sposób geście, a potem odsunęła karabin jak najdalej.
                Polen jęknął Szwed ni to z bólem, ni z wdzięcznością, ni z wyrzutem, Cecylia sama nie wiedziała. Jego uścisk zelżał, a potem ręka bezwładnie opadła na ziemię. A Cecylii serce zadrżało.
                Trzymaj się powiedziała, ale do niego jej słowa już chyba nie docierały. Zabrała się więc za prowizoryczne opatrywanie jego rany, tej na boku, jako że wyglądała doprawdy okropnie.
                Gdy docisnęła do niej chustę, próbując zawiązać, Szwed rzucił się rozpaczliwie i zawył tak głośno, że mógłby obudzić chyba wszystkich umarłych. Cecylia nie chciała mu sprawić bólu, naprawdę całym sercem nie chciała, jednak to trzeba było zrobić. Albo to, albo śmierć – wolała więc, żeby cierpiał. I wierzyła, że on też to wolał – może nie w tej chwili, ale miała nadzieję, że jeśli go uratują, to i on stwierdzi, że podjęła słuszną decyzję.
                Przepraszam jęknęła drżącym głosem, a ręce zaczęły trząść jej się jeszcze bardziej niż przedtem, utrudniając opatrywanie rany jeszcze bardziej. Przepraszam, panie Szwedku, przepraszam...
                On wcale jej jednak nie słuchał, ani nawet w żaden sposób nie reagował na jej głos. Chyba stracił przytomność – tak przynajmniej sądziła Cecylia, jako że w żaden sposób nie sygnalizował, że choćby ją słyszy. I tak chyba było lepiej – wiele niepotrzebnego bólu mogło go ominąć. Opatrzyła więc ranę najszybciej i najlepiej jak umiała, ciesząc się, że nie był już świadomy tego, co robiła. I miała nadzieję, że do samych Łukowców tak już pozostanie.
               
*

                Ignacy i Mikołaj pojawili się niedługo później i wspólnymi siłami zawlekli Szweda na wóz. Dopiero potem jeden z nich pognał na koniu wprost do Łukowców, powiadomić Kuklika, że pewnie będzie musiał kogoś pozszywać, i to bardzo pilnie. Drugi natomiast wrócił do plebanii, by wezwać księdza Beilschmidta – kwestia pogrzebu też nie mogła czekać.
Szwed nie odzyskał przytomności nawet na chwilę, i chyba całe szczęście, bo droga nie była ani łatwa, ani szybka; mogłaby mu sprawić tylko więcej bólu. Na szczęście krwotok udało się Cecylii zatamować, przynajmniej na tyle, że by dowieźć go w całości do Łukowców.
Nikt nic nie powiedział, gdy go przywlekli i ułożyli na wozie. Tylko Kornel od razu obiecał go pilnować, a dziadunio Jurgis popatrzył na Cecylię niewidzącymi oczyma, jakby chciał jej powiedzieć, że zrobiła dokładnie to, co należało. On jeden niemal zawsze dzielił z Cecylią swoje poglądy, niemal zawsze ją popierał. Nie było chyba w Łukowcach nikogo Łukasiewiczównie bliższego. Gdy koścista, sękata ręka objęła Cecylię i poklepała ją pocieszająco po plecach, serce jej zadrżało. Uśmiechnęła się do dziadunia z nieopisaną wdzięcznością, zapominając na chwilę, że przecież nie mógł tego widzieć.
—Dobre z ciebie dziecko, Lenkija — mruknął dziadek, który już lata temu podłapał sposób w jaki nazywał ją Toris.
—Oj, dziadku, żebym kiedyś nam przez to nieszczęścia na głowy nie sprowadziła! — mruknęła Cecylia, opierając głowę o ramię dziadka. Spojrzała na swoje drżące ręce, brudne od krwi. Włosy też ubrudziła – jasny kosmyk opadał na jej koszulę i krew na jego końcu była aż nazbyt widoczna. Nie czuła obrzydzenia, ani niechęci – dla niej ta krew była tylko symbolem bólu, jaki miał czekać ich wszystkich, nie tylko Polaków, ale i Szwedów. Tyle śmierci, tyle niepotrzebnie przelanej krwi, to takie okropne, takie niesprawiedliwe…
Dłoń Erzsebet zacisnęła się na jej własnej, drobnej i kościstej. Cecylia spojrzała na Węgierkę, a ta uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco, z jakimś smutkiem i wzruszeniem w ciemnych, zielonych oczach.  Nie musiała mówić nic, by Cecylia zrozumiała. Ona też uważała, że Łukasiewiczówna zrobiła dobrze – i znaczyło więcej, niż Cecylia była w stanie wyrazić.
Gdy dojechali, wszystko działo się szybko. Szwed odzyskał przytomność, przynajmniej na tyle, by otworzyć oczy, jednak nie miał siły wydusić z siebie choćby słowa – wlepiał tylko swoje niebieskie ślepia w otaczających go ludzi, Cecylia jednak nie sądziła, by był w stanie choćby ich odróżnić. Ciężko było go zawlec do środka dworku, po pierwsze robiąc to tak, by nie naruszyć ran, a po drugie, to był z niego chłop jak dąb i zwyczajnie trudno było przetransportować jego bezwładne ciało.
Cecylia kazała wnieść go do sypialni jednego z jej starszych braci, Gabriela, jako że znajdowała się najbliżej wejścia. Pościel była świeża, było to więc świetne miejsce na ułożenie rannego.  Szwed dyszał niespokojnie, był wyraźnie wystraszony i okrutnie obolały. Nie miał chyba siły otworzyć oczu, jednak był przytomny, Cecylia wiedziała to, bo czasami trącał ją ręką, jakby chciał sprawdzić, czy nadal tam jest, szukając jakiegokolwiek kontaktu z rzeczywistym światem.
—Pani Cecylio, niech pani stąd idzie, to nie jest miejsce… — odezwał się Kuklik, Cecylia jednak szybko mu przerwała. Był to właściwie członek rodziny ze strony pani Zuzanny, matki Cecylii, ale to była jakaś piąta woda po kisielu, nikt już nawet nie wiedział jaki więzami był z panią Zuzanną spokrewniony. Nie nazywał się też, naturalnie, „Kuklik” – to tylko przezwisko związane z profesją, a niemające z jego prawdziwym imieniem (Józef Górski) nic wspólnego. Majątek nie należał w żaden sposób do niego, jako że nie pochodził od strony Łukasiewiczów, mieszkał jednak na dworze i pomagał jako ich osobisty, łukowiecki lekarz.
—Nie ma mowy! — oświadczyła z uporem Łukasiewiczówna. — Zostaję tu, pomogę.
Kuklik wiedział, że nie ma ani szans na wygranie z nią, ani czasu do stracenia. Kazał jej się więc tylko umyć i przebrać w czyste ubrania. I przynieść wódkę.
Jak powiedział, tak zrobiła. Wróciła dosłownie biegiem, a serce biło jej jak szalone. Złapała po drodze butelkę wódki, jak prosił Kuklik. Domyślała się, naturalnie, że ma posłużyć do dezynfekcji ran. I najpewniej żeby Szweda upić, co by nie zszedł z tego świata z bólu, jak będą go zszywać.
—Dobrze, jesteś — rzekł Kuklik, gdy Cecylia wróciła. W sytuacjach, gdy ważyły się sprawy życia i śmierci zapominał o grzecznościowych formułkach i zwracał się do niej zwyczajnie, po imieniu. Co naturalnie nie rozbiło jej żadnej różnicy, a nawet pasowało jej jakby bardziej. – Ignacy będzie go trzymał, Mikołaj musi mi tu pomóc z tamowaniem krwotoku. A ty, dziecko, mów do niego i daj mu się napić.
—Ile? — zapytała, odkorkowując butelkę i padając na kolana, by znaleźć się na wysokości leżącego na łóżku półprzytomnego Szweda.
—Dużo — odrzekł lekarz, a Cecylię aż przeszły ciarki.
Mężczyźni ściągnęli ze Szweda mundur, przynajmniej jego górną część. Spodnie tylko opuścili na tyle, by odsłonić ranę; najpewniej ze względu na Cecylię. Widać było, że bolało go; zagryzał zęby, by nie wydać z siebie żadnego dźwięku, jednak średnio mu się to udawało – dyszał ciężko, a raz po raz jakiś głuchy jęk wyrywał mu się z zaciśniętych desperacko ust.
Rany wyglądały okropnie, Cecylii aż zrobiło się słabo na ich widok. Cały bok miał poszarpany dosłownie, kula musiała przejść na wylot, ale i pewnie poprawił ją bagnet. Rana w ramieniu z kolei wyglądała lepiej; kula nie weszła chyba zbyt głęboko, bo Łukasiewiczównie wydawało się, że ją dostrzega. Wnętrzności okrutnie jej się skręciły, jednak zmusiła się do pozostania na miejscu.
—Panie Szwedku — powiedziała w końcu, nachylając się nad jego zbolałą, spoconą twarzą. Spojrzał w jej stronę, z wyraźnym wysiłkiem obracając głowę i zmuszając się do otwarcia oczu. — Proszę się napić.
Podetknęła mu butelkę pod nos, a drugą ręką pomogła mu unieść głowę, żeby się nie zakrztusił. Przełknął kilka łyków wódki na raz, jeden po drugim, wyraźnie powstrzymując się po tym przed zwymiotowaniem. Na szczęście dał radę; widocznie pozostało w nim tyle świadomości, że wiedział, co zaraz się z nim stanie i że lepiej będzie, jeśli sporo wypije.
Jęknął głośnym i ochrypłym głosem, gdy Kuklik obmywał mu ranę na boku. Dla Cecylii brzmiało to jak ryk dobijanego zwierzęcia i aż zatrzęsła się na ten dźwięk. Szwed spojrzał na nią jakby przytomniej i lekkim kiwnięciem głowy wskazał na butelkę. Pomogła mu więc unieść głowę, by mógł się napić. Znów. Przełknął z trudem i ciężko opadł na poduszki.
Zawył przeokrutnie i rzucił się gwałtownie na łóżku, gdy Kuklik zaczął zszywać mu ranę. Nie tylko Ignacy musiał go trzymać: Cecylia i Mikołaj też musieli pomóc, inaczej niemal na pewno by się wyrwał. Aż niepojęte było ile ten człowiek miał w sobie siły pomimo tak poważnych ran.
Cecylia dała mu się napić i tym sposobem opróżnili już pół butelki. Odgarniała mu brudne, spocone włosy z twarzy, starając się uspokoić go jak dziecko; cóż jednak mogła poradzić przy takim bólu? Co najwyżej próbować odwrócić jego uwagę, nic więcej.
—Spokojnie, wszystko będzie dobrze — mamrotała łagodnym, choć drżącym z nerwów tonem, pomimo że doskonale wiedziała, że on zupełnie jej nie rozumie. — Poskładamy pana do kupy i wszystko będzie dobrze…
Chyba próbował coś do niej powiedzieć, ale ona nie rozumiała.
Szwed zniósł naprawdę dzielnie to zszywanie. Wódka pewnie mu pomogła, ale jednak wytrzymał nie tracąc przytomności nawet na chwilę. Choć może lepiej byłoby dla niego, gdyby zemdlał.
Gdy gorsza rana została zszyta i opatrzona, przyszedł czas na wyciągnięcie kuli. Jak się okazało, to miało być dla Szweda o wiele gorsze i bardziej bolesne doświadczenie.
Łukasiewiczówna dała mu się jeszcze napić, zanim Kuklik zaczął. Z trudem, ale Szwed wypił większą część pozostałego trunku.
Cecylia słyszała krótkie polecenia, głosy Ignacego, Mikołaja i Kuklika, nie docierało jednak do niej ich znaczenie. Zajęła się tym biednym Szwedem, mówieniem do niego o głupotach, pocieszaniem go słowami, których nie rozumiał, dodawaniem mu otuchy, chociaż jej samej też by się to przydało. Za dużo krwi, za dużo krzyków, za dużo cierpienia było jak dla niej w tej izbie. Trzymała ją tu tylko świadomość, że być może ratowali właśnie czyjeś życie. I że on najwidoczniej rozpaczliwie Cecylii potrzebował, by skupiać na niej uwagę.
Gdy Kuklik spróbował dostać się do kuli, Szwed wydał z siebie ochrypły, bolesny skowyt, który przeszedł umysł Cecylii na wylot i wywołał ciarki biegnące wzdłuż kręgosłupa. Jednocześnie ręka, którą do tej pory Szwed ściskał pościel zacisnęła się nagle boleśnie i bezlitośnie na jej ramieniu. Jęknęła na to, bo jego chwyt był bardzo silny, desperacki i pełen rozpaczy. Jednocześnie Szwed miał tak wielką siłę, że wciągnął ją na siebie; musiała oprzeć się ręką o jego rozpaloną, mokrą od potu i krwi klatkę piersiową, a resztka wódki wylała się na pościel. Mikołaj wyglądał, jakby chciał uwolnić dziewczynę ze szwedzkiego uścisku, ona jednak pokręciła głową, pomimo że bolało ją okropnie, gdy ręka Szweda się zaciskała.
Podniosła się ostrożnie, żeby nie naruszyć świeżo zszytej rany; wolną rękę oparła na pościeli, obok jego głowy. Ignorując delikatne drętwienie ręki, drugą odgarnęła mu włosy z czoła i objęła jego twarz czułym, niemal matczynym gestem.
Jęczał boleśnie, a w końcu z jego piersi wyrwał się ochrypły szloch, gdy Kuklik usuwał kulę. Cecylia starała się mówić do niego, cokolwiek, byle mówić, choć on i tak wcale jej nie słuchał. Mówiła jak do dziecka, uspokajała, pocieszała. Poczuła się, jakby znów miała dwanaście lat; jak wtedy, gdy po śmierci matki zajmowała się płaczącym Kornelem, jak tuliła go do siebie i uspokajała. Jak była mu matką, pomimo tego, jak młodziutka wtedy była.
Kornel nie miał nikogo prócz Cecylii. I czuła się tak, jakby ten biedny żołnierz też nie miał. Bo czyż w tej konkretnej chwili tak nie było?
—Cicho — powiedziała, starając się, by jej głos zabrzmiał jak najbardziej łagodnie. I by nie drżał. — Już prawie po wszystkim. — Oparła twarz o jego spocony, rozpalony policzek; nerwy sprawiły, że nie mogła utrzymać pionu. — Będzie dobrze. — Teraz szeptałam mu wprost do ucha. – Już dobrze…
Jego uścisk na jej ramieniu zelżał jak tylko Kuklik skończył zszywać ranę. Szwed dyszał ciężko, nierówno; nieartykułowane charczenie wyrywało się z jego gardła, a Cecylia nie miała siły się podnieść. Ręka bolała ją okrutnie, bo naprawdę zdrętwiała dopiero teraz, gdy krew znów popłynęła. Trwała tak, oparta twarzą o szwedzki policzek, słuchając jego dyszenia, czując drżenie jego ciała i szaleńcze bicie jego serca i pewnie leżałaby tak jeszcze długo, gdyby nie lekarz.
—Cecylio. — Świadomość wróciła jej dopiero na dźwięk głosu Kuklika i jego rękę, delikatnie opadającą na jej ramię. — Już po wszystkim.
Podniosła się więc z trudem, bo nerwy dopiero teraz zaczęły z niej schodzić. Ręce trzęsły jej się niemiłosiernie i w ogóle czuła się, jakby zrobiło się okropnie zimno. Pomimo, że był środek lata.
Jasne, intensywnie błękitne oczy Szweda śledziły ją przez moment spod półprzymkniętych powiek, jednak wkrótce, z wyraźnie malującą się na jego surowej twarzy ulgą, zamknął je i pozwolił sobie na odpoczynek.
—Będzie żył — powiedział Kuklik i poklepał ją po plecach. — Dobrze się spisałaś, dziecinko. Niech ktoś go umyje i przyniesie czystą pościel. I opatrzy te rany.
—Ja to zrobię — zapewniła szybko Cecylia. Pomimo nerwów nie chciała go teraz zostawiać; czuła się w jakiś sposób za niego odpowiedzialna, chciała osobiście zadbać, by było mu jak najlepiej, przynajmniej póki nie wyzdrowieje.
—Cecylio, jesteś zdenerwowana…
—Ja to zrobię — powtórzyła pewniejszym głosem. — Zadbam o niego.
—Wiem — westchnął Kuklik.  — I dlatego się martwię. To Szwed, kwiatuszku.
—To człowiek — warknęła niemiłym i niezbyt charakterystycznym dla siebie tonem, ale naprawdę robiła się już zła na wszystkich dookoła. — Zasługuje na pomoc jak każdy inny. W obliczu śmierci wszyscy jesteśmy równi. Zaczniemy być wrogami jak wydobrzeje.
—Jesteś taka naiwna, Cecylio — powiedział Kuklik, posyłając jej smutny uśmiech. — Tacy ludzie to skarb, ale kiedyś na tym ucierpisz.
—Tak trzeba, panie Józefie — powiedziała tylko w odpowiedzi, wzdychając głęboko. – Poprosi pan Erzsebet, żeby przyniosła mi tu bandaże?
—Oczywiście — odparł i tak on, jak i bliźniaki zebrali się do wyjścia.
—Dziękuję, panie Józefie — powiedziała jeszcze Łukasiewiczówna, a on pokręcił głową.
—To on powinien dziękować tobie, kwiatuszku — odparł, a Cecylii zrobiło się ciepło na sercu na dźwięk jego słów. — Powinien nosić cię na rękach i całować po stópkach, kiedy wydobrzeje.
—Toris nie byłby chyba zbyt szczęśliwy — zaśmiała się nieszczerze, bo na samo wspomnienie Torisa robiło jej się okrutnie tęskno.
Kuklik tylko pokręcił głową ze smutnym uśmiechem wymalowanym na twarzy i wyszedł, zostawiając Cecylię samą ze Szwedem. Odwróciła się więc do niego i złapała za szmatki, które zostały tu zawczasu przyniesione, podobnie z resztą jak miednica z wodą. Szwed chyba stracił przytomność, albo zwyczajnie usnął; musiał być wycieńczony. Wyraz jego twarzy w każdym razie złagodniał i chyba nie bolało go już tak okropnie.
Obmywała mu twarz ostrożnie, starając się nie nalać mu wody w oczy. Jasne włosy, pozlepiane zaschniętą krwią zajęły jej długą chwilę; nie chciała go obudzić, a skrzepła krew nie dawała się łatwo usunąć. W końcu jednak udało się Cecylii jej pozbyć; mokre włosy odgarnęła mu do tyłu, by nie wchodziły w oczy.
Rany obmywała ostrożnie, żeby ich nie naruszyć; później zmyła z niego pot i krew, doprowadzając go tym samym do chociażby względnego porządku.
Było w tym zajęciu coś, co sprawiało jej w pewien pokrętny, niezrozumiały sposób przyjemność. Czuła się ważna, czuła się potrzebna, a co więcej, miała poczucie, że robi coś dobrego. Może był to pewnego rodzaju egoizm z jej strony, jednak miała pewną potrzebę robienia dla świata czegoś dobrego; sama sobie w ten sposób sprawiała przyjemność i czyniło ją to szczęśliwą. Szczególnie teraz, gdy wokół szalała wojna, a ona postanowiła pomóc komuś, kogo w teorii z radością powinna była dobić. Czyż nie była szalona, jak uważała większość jej domowników?
Gdy twarz Szweda złagodniała, Cecylia dostrzegła w niej pewnego rodzaju nieuchwytne piękno - nie w niej samej może, bo mężczyzna ten do specjalnie urodziwych raczej nie należał, już raczej zupełnie odwrotnie, Cecylia szpetnym by go może nie nazwała, ale na pewno po prostu nieładnym - dostrzegała jednak coś niezmiernie urokliwego w łagodnie ściągniętych, jasnych brwiach, wcześniej zmarszczonych w grymasie bólu, w zaciśniętych ustach, w mocnych i trochę kanciastych, męskich rysach twarzy; było coś pięknego w spokoju, który go teraz ogarnął i Cecylia poczuła się ważna i potrzebna na myśl o tym, że dzięki niej mógł leżeć tu teraz, spokojny i bezpieczny, choć wyczerpany. Ale przynajmniej żywy.
Jego oddech stał się miarowy i spokojniejszy, a gdy spłycił się jeszcze, wiedziała, że usnął twardym snem. Patrzyła na niego po prostu, czując się znów jak za dawnych lat, kiedy całe jej życie polegało właściwie na trosce i opiece nad tym, kto rozpaczliwie jej potrzebował.
Przyszła Erzsebet i pomogła Cecylii go opatrzyć; sama nie dałaby rady unieść go na tyle, by owinąć bandażem jego rany, a i we dwie miały z tym problem. Szwed krzywił się trochę przez sen, gdy bandaże mocniej opinały rany, na szczęście jednak się nie obudził.
—Jest rozpalony — powiedziała Erzsebet, przyglądając mu się z właściwym sobie zaciekawieniem.
—To chyba normalne — odparła Cecylia, łapiąc się za miednicę. — Zrobię mu okład. Tylko pójdę po wodę do studni. Zostaniesz tu…
—O nie, nie ma mowy! — zawołała Węgierka, wyrywając Cecylii miednicę z rąk. Łukasiewiczówna popatrzyła na nią zaskoczona. — To twój Szwed. Przywlokłaś go, to go teraz pilnuj.
Dziarskim krokiem opuściła pomieszczenie, szczerząc się do Cecylii przez ramię, a ona długą chwilę patrzyłam za Węgierką z bardzo niemądrym wyrazem twarzy. Dopiero potem parsknęła śmiechem.
Cóż, chcąc nie chcąc musiała się z tym pogodzić  - od tego dnia to faktycznie miał być dla wszystkich jej Szwed.

*

Następnego dnia Cecylia wzięła Erzsebet i razem pojechały do wsi, żeby dowiedzieć się od Gilberta, czy będzie potrzebował pomocy przy pogrzebie. Na czatach przy Szwedzie miał zostać Kornel – chociaż w ten sposób Cecylia mogła go czymś zająć, tak żeby nie zatruwał głowy pozostałym domownikom, którzy mają masę pracy. Dodatkowo, Szwed był tak rozpalony, że dość często musiał mieć zmieniane okłady – Kornel dostał więc misję ochrony życia i zdrowia nowego lokatora, którą przyjął z właściwym sobie dziecięcym zapałem.
—Jak Boga kocham, Cecylio, ty się zawsze musisz w coś wpakować — rzekła Erzsebet, podciągając popręg u swojego zgrabnego, bułanego konika imieniem Tadeusz.
—No co znowu? — jęknęła Polka, napierając lekko biodrem na łopatkę Żaby – nie było to jednak wcale konieczne, bowiem Żaba sama podnosiła kopyto do góry widząc tylko, że Cecylia zamierza je wyczyścić. — Chyba dobrze, że go przywieźliśmy, nie? Teraz trochę poczekamy i się zbierze do kupy… — paplała Cecylia, wyciągając Żabie kopystką grudę siana zmieszanego z błotem spod podkowy. — Ja nie wiem, Żabo, gdzieś ty się tak wyświniła…
Klacz trąciła ją pyskiem w ramie, a Cecylia poklepała ją po szyi.
—Ja nie mówię, Cecylio, że źle — wyjaśniła cierpliwie Erzsebet, poprawiając sprzączkę przy strzemieniu. — Tylko skąd wiesz, czy nie będą go szukać? Bo jeśli tak, to może się okazać, że niezłego bigosu sobie narobiliśmy.
—To tylko kapitan, raczej nikt ważny — Cecylia wzruszyła ramionami i zostawiła Żabę na chwilę, by sięgnąć siodło. Erzsebet zawsze była pod wrażeniem, że Łukasiewiczówna, pomimo niezwykle drobnej budowy radziła sobie doskonale ze stosunkowo ciężkimi pracami – bez choćby mrugnięcia złapała oburącz ciężkie, skórzane siodło i zarzuciła je niemałej przecież Żabie na grzbiet. Na pierwszy rzut oka Cecylia sprawiała wrażenie trochę zagubionej, dziecinnej i przede wszystkim o wiele młodszej niż w rzeczywistości była dziewczyny, która nie za bardzo ogarnąć wszystkiego, co się dookoła niej działo – Erzsebet jednak znała Cecylię całe dwadzieścia jeden lat, od urodzenia i wiedziała, że nie mogło być nic bardziej mylnego. Łukasiewiczówna była zaradna i bystra jak mało kto – była jak kot, który zawsze spada na cztery łapy, a dodatkowo miała w sobie tyle optymizmu i entuzjazmu, że mogłaby nim obdzielić chyba wszystkich ludzi w Łukowcach i jeszcze sporo by dla niej zostało. Oprócz tego Cecylia była jednak dość lekkomyślna, najpierw robiła, a później myślała, dlatego Erzsebet bardzo się o nią martwiła – dopóki ktoś nad Cecylią czuwał nie było problemów, ale Węgierka bała się, że Łukasiewiczówna przez całą swoją wrażliwość i chęć niesienia pomocy ściągnie sobie kłopoty na głowę – i teraz właśnie istniało spore ryzyko, że tak się stanie.
—Ale czy tobie nie wydaje się to dziwne? — zapytała jeszcze Erzsebet opierając się o futrynę i czekając, aż Cecylia skończy siodłać Żabę. — Było ich tylko pięciu. To nie był oddział, Cecylio! Ja się boję, że to byli kurierzy. A jeśli tak, to pewnie będą ich szukać.
—To trzeba obszukać ich mundury — oświadczyła Cecylia, prowadząc Żabę do wyjścia. — Tadzik, weź no posuń ten zad… Dziękuję, Erzsi. No więc, zanim wypiorę i zszyję jego mundur, to go przejrzę. I Gilberta też trzeba poprosić. Jak nic nie znajdziemy, to nie ma się co martwić.
—A jak znajdziemy? — Zapytała Erzsebet, wsiadając na konia. Cecylia zrobiła to samo i obie ruszyły drogą w stronę wsi.
—No przecież go nie wyrzucimy! — oświadczyła oburzona Cecylia. Erzsebet uśmiechnęła się pod nosem na jej słowa – to był dom Cecylii, a ona mówiła o nim, jakby należał też do Erzsebet. Cecylia generalnie bliskich ludzi traktowała z ogromną serdecznością; dla niej nie istniały absolutnie żadne bariery, czy to społeczne, czy kulturowe. Erzsebet była dla niej zawsze niczym siostra, której Cecylia nigdy nie miała – dzieliły się troskami i radościami, wiedziały o sobie właściwie wszystko, a Erzsebet zawsze była jej i całej jej rodzinie wdzięczna za to, jak przyjęli ją pod swój dach gdy jej rodzice zginęli w jednej z wojen. Tak naprawdę czuła się trochę tak, jakby ona sama była kiedyś na miejscu tego Szweda. Teraz Cecylia, tak jak wcześniej pani Zuzanna ją samą, przyjęła go pod swój dach i dbała o niego jak o członka własnej rodziny.
—Nie, nie wyrzucimy — mruknęła Erzsebet. — Ja się tylko martwię, Cecylio. Wiesz sama jak to jest z twoimi pomysłami.
—Są bardzo dobre — oświadczyła z przekonaniem Cecylia, a Węgierka uznała, że wszelkie dyskusje z nią są jak walka z wiatrakami. — Nie ma co sobie języka strzępić, zobaczymy co będzie. Wiesz, Wojtek od tego wstrętnego Prusaka nauczył mnie nowej piosenki…
Erzsebet wcale nie uważała księdza Beilschmidta za „wstrętnego Prusaka”, ale zachowała tę uwagę dla siebie. No dobrze, był może głośny, bezczelny, wyszczekany i wulgarny, ale Erzsebet znała się na ludziach na tyle, by wiedzieć, że to nie wszystko, co Gilbert miał do pokazania. Wiedziała, że umiał sprawiać wrażenie szalenie pokornego i zdyscyplinowanego – w końcu jak inaczej mógłby zostać księdzem? Szczególnie wyglądając tak, a nie inaczej? Musiał mieć coś, czym władze kościelne przekonał. I Erzsebet bardzo chciała wiedzieć, co takiego?
Cecylia zaczęła śpiewać, a Węgierka jęknęła w duchu. O Łukasiewiczównie było można powiedzieć wiele dobrego, ale na pewno nie to, żeby miała jakikolwiek talent wokalny. Delikatnie rzecz ujmując.
Zapowiadała się bardzo długa podróż…
*
Cecylia załomotała w drzwi plebanii.
—Wiem, że tam jesteś, Gilbert! — zawołała, marszcząc jasne brwi.
—Jakbym chciał z tobą gadać, to już dawno bym wyszedł — odpowiedział jej głos z wnętrza budynku. — Nadal mam cię dość po wczorajszej nocy.
—Wyłaź, krzyżacka zarazo! — Cecylia była naprawdę niezmordowana. — Przecież już ci się nie będziemy pakować do chałupy na noc. No weźże…
Drzwi otworzyły się gwałtownie i zupełnie niespodziewanie – Cecylia nie zdążyła się odsunąć i uderzyły ją prosto w nos. Jęknęła głośno i zaklęła naprawdę szpetnie, przycisnąwszy sobie obie dłonie do nosa. Pan Julian Łukasiewicz zdecydowanie nie byłby zadowolony, gdyby teraz swoją jedyną córkę słyszał.
—No i widzisz, Polen? Wtykasz ten nos zawsze tam gdzie nie trzeba — prychnął ksiądz, widząc jednak karcące spojrzenie Węgierki, spytał: — Cała jesteś? Wiesz, to nie było celowo…
—Przeprosiłbyś chociaż! — zawołała oburzona Erzsebet. Och, jakże ten Gilbert działał jej czasami na nerwy!
—Było myśleć, a nie jazgotać — odparł Prusak, spoglądając na Węgierkę zmrużonymi oczyma.
Cecylia natomiast poczuła się zapomniana.
—Halo, ja tu jestem i cierpię! — zawołała, przecierając krew płynącą jej powoli z nosa wierzchem dłoni. Zamiast się wytrzeć rozmazała tylko posokę po swoim piegowatym policzku.
—Mein Gott, ależ z ciebie sierota. — Gilbert przewrócił oczami i wpuścił je obie na plebanię. Zaraz znalazł też jakiś czysty kawałek szmatki i wytarł jej krew z policzka. — Cała będziesz. I wybacz, naprawdę nie chciałem.
—To zakrawało o atak na naród polski! — zawołała Cecylia z udawanym oburzeniem.
—Tak, jasne. Wspomnij jeszcze raz o Grunwaldzie a wierz mi, że zaprowadzę cię pod te drzwi jeszcze raz i poprawię.
—Po prostu nie możesz pogodzić się z waszą porażką, ot co — oświadczyła z przekonaniem Cecylia.
—To było prawie dwieście pięćdziesiąt lat temu, wiesz, Polen? — Beilschmidt uniósł brwi w wyrazie największego politowania.
—A z was, Prusaków, jak barbarzyńcy byli, tak zostali — rzekła Erzsebet w obronie Łukasiewiczówny. Gilbert spojrzał na nią pytająco. — Byś nas chociaż jakoś po ludzku ugościł, co? Chociaż trochę wody? Jechałyśmy tu jakiś czas, wiesz o tym?
—Zapraszam, czym chata bogata — rzucił Gilbert, wzruszając ramionami. — Tylko ciasta mi nie zeżryjcie, bo więcej nie mam.
—Później — Cecylia machnęła ręką. — Gilbert, byłeś już…
—Byłem.
—Nie potrzebujesz pomocy? — zapytała Cecylia. — Wiesz, ja mogę kogoś…
—Przydałby się ktoś do kopania dołów.
—A możesz mi się w słowo nie wcinać? — ofuknęła go Cecylia, marszcząc brwi.
—A możesz dać mi trochę od siebie odpocząć? — odciął się Prusak. — Nie mam pojęcia jak ta twoja litewska niedojda cię znosi. A jak jeszcze nie wie, to się po ślubie zdziwi.
—Z mojego Torisa to wcale nie jest żadna niedojda! — oburzyła się Łukasiewiczówna. — Ale że co ci teraz nie pasuje, swoją drogą?
—A to — zaczął Gilbert, marszcząc brwi i czerwieniejąc odrobinę — że powiedz ty mi, jak można wyłazić przez zaśnięciem trzynaście razy, a potem jeszcze paplać w najlepsze przynajmniej do północy?
—Bo ja się musiałam iść napić, i po drugi koc, i znów się napić, i jeszcze się później głodna zrobiłam, potem Kornel chciał pić, potem poszłam talerz odnieść…
—Wiesz co, zapomnij, że pytałem — Gilbert ukrył twarz w dłoniach z najwyższą rezygnacją. — Jak twój Litwin wróci, to przekaż mu moje kondolencje.
Przez chwilę panowała cisza, którą w końcu przerwała Erzsebet.
—Naprawdę trzynaście razy? — zapytała z niedowierzaniem, a Prusak zacisnął usta w wąską szparkę.
—Liczyłem — burknął.
—Weźcie się, ode mnie, jakby, odczepcie — burknęła Cecylia. — I w ogóle nie po to tu przyjechałyśmy! To ilu chcesz tych ludzi?
—Dwójkę przyślij i damy sobie radę — rzekł Beilschmidt, jednak nagle jego twarz zasępiła się. — Zabrałyście jakiegoś Szweda do Łukowców? — zapytał jeszcze, a obie pokiwały głową. — To się okazało… że jeszcze jeden przeżył. Ledwo dyszał, jest w o wiele gorszym stanie niż ten wasz. Tak przynajmniej ten twój parobek powiedział. Dopiero co odesłałem lekarza. Dało radę go jakoś poskładać, ale nie wiem, czy coś z tego będzie. A doktor powiedział, że równie dobrze on się może nigdy nie obudzić. Ale żyje.
Cecylia niezmiernie się ucieszyła na te wieści – choć przecież wcale nie były takie znowu dobre – jej jednak wystarczyła sama świadomość, że komuś udało się wyrwać ze szponów śmierci, żeby mogła czerpać z tego nieopisaną radość.
—Jak dla mnie, to lepiej, żeby się nie obudził — powiedział Beilschmidt, a Cecylia już otwierała usta, żeby go skarcić za takie okrutne słowa, jednak przerwał jej gestem ręki. — Będzie sparaliżowany od pasa w dół. Jak uda mu się usiąść o własnych siłach, to to i tak będzie sukces. Kula trafiła w kręgosłup.
Jak momentalnie Cecylia się ucieszyła, tak teraz posmutniała. Nie życzyła temu człowiekowi śmierci, naturalnie, jednak współczuła niezmiernie tego, z czym przyjdzie mu się zmierzyć. Widywała już ludzi bez ręki, bez nogi, bez oka… Ale żeby mieć obie nogi, a nie móc nimi poruszyć… sama ta myśl wydawała jej się naprawdę okrutna.
—To się lepiej za niego jak najgorliwiej módl, ty księże od siedmiu boleści! — rzekła z przekonaniem. — Jak się zwróci do Boga sam osobiście jego ksiądz, to chyba powinien posłuchać.
Gilbert nie mógł się nie uśmiechnąć na jej słowa i naiwne pojmowanie wiary – bo znał Cecylię na tyle, by wiedzieć, że mówiła całkiem poważnie.
—Przykro mi, ale to tak nie działa, Polen.
Cecylia była bardzo rozgoryczona z tego powodu.





No, dzisiaj rozdział ultradługi, bo następnego nie będzie co najmniej 3 tygodnie. Myślę, że w tych trzech tygodniach spokojnie się wyrobię, ale na 100% obiecać nie mogę. Na pewno rozdział pojawi się jeszcze w maju.
 No, także teges... trzy dni do matury, omójboże, płakać mi się chce, tragedia i w ogóle żal, już bym to chciała napisać, już nie mogę patrzeć na te zakichane książki, naprawdę to oczekiwanie męczy mnie o wiele bardziej niż sam egzamin by zmęczył D:
Będę chyba do Was zaglądała w trakcie matur, może nie dokładnie na bieżąco, ale pewnie jakoś zajrzę, jakby coś nowego się pojawiło, bo przecież ileż można się uczyć, trochę rozrywki człowiek też musi mieć. A jakbym jednak nie zajrzała, to proszę o cierpliwość, zajrzę na pewno po egzaminach i wszystko nadrobię i skomentuję.
Nie ma co płakać, trzeba iść się uczyć, także pozdrawiam i jak zwykle zapraszam do komentowania, bo wiadomo - komentarze karmią wena :)

36 komentarzy:

  1. Ohoho jestem pierwsza :o Powiem Ci jedno: im dłużej czytam tym większego nabieram przekonania, że mogłabyś wydać to jako książkę :D Twój styl pisania, fabuła są na prawdę genialne i byłabym pierwszą, która by takową książkę kupiła :D Życzę powodzenia na maturze i pozdrawiam gorąco:
    i-jego-zielone-oczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę? Oszalałaś? :D Za słaba jestem na takie numery ;p Ale bardzo mi miło, że tak sądzisz :3
      Nie dziękuję, co by nie zapeszać :) Ale za komentarz dziękuję :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Jeszcze chyba nie oszalałam :D No, może troszkę, ale to szczegół :D Z tą książką to na serio ;D
      zapraszam na nowy rozdział, tym razem już VI ;) i-jego-zielone-oczy.blogspot.com

      Usuń
  2. Wybacz, że wcześniej nie wpadłam, ale stwierdziłam że od razu napisze komentarz czytając. Taaa... literki majtają mi przed oczami i przeczytałam akapit, ale chyba zaraz rozsadzi mi czache, więc nie bardzo jestem w stanie ;-; jeszcze chciałam walnąć tu taki super ultra fajny esej...
    Tak więc skomentuję tak na 5 stron a4, ale dopiero jak ogarnę chorobę i dostanę w łapki komputer :c
    Bo jak normalnie jestem optymistą to teraz nawet super słodkie kotki mnie nie cieszą :/
    Czekaj na mój esej :>
    I jeszcze (bo nie wiem czy zdążę przed poniedziałkiem, nagle cała moja rodzina ma urodziny :////) TRZYMAM ZA CIEBIE KCIUKI, DASZ RADĘ NAPISAĆ ŚWIETNIE! :> Bercia też ba Ciebie liczy :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko wodza, Kwasie :) Nie ma nic gorszego, niż to jak człowieka choroba rozkłada, sama przerabiam to non stop od paru tygodni, bo jak się trochę wyleczę, to za chwilę znowu wszystko wraca i jest do kitu D: Także spoko wodza, wypoczywaj i zdrowiej! :)
      A na esej czekam z niecierpliwością :D
      Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć! :) No, mam nadzieję, że pójdzie mi dobrze D: Czasem ogarniają mnie takie nagłe ataki paniki, że nie zdam polskiego albo ustnych D: Ale ogólnie, to naprawdę będę mocno rozgoryczona, jak swoje rozszerzenia zdam poniżej 85%, bo kułam się jak głupi osioł i uważam, że naprawdę jestem dobrze przygotowana. Ale wiadomo, jak to bywa na egzaminach D:
      Bercia na mnie spogląda z pulpitu i gapi się, jakby chciał powiedzieć "Na co czekasz? Odejdź od tego komputera i bierz się za zadania. Ja widzę, co ty robisz!" XD No, anyway, jak oboje pokładacie we mnie nadzieje, to nie mogę dać dupy! :D

      Usuń
    2. Dobra, jestem! Oh, shit. Spóźnienie jest totalnie nie po mojemu, bo wolę być punktualna, ale zrobiło się dość.. gorąco w moim otoczeniu T.T i tak odkładałam cały czas komentarz, bo serio chciałam żeby był super dłuuuuugaaaaaaśnyyyy. No i to wszystko przełożyło się na moje dłuuuuugaaaaaśneeee spóźnienie ;____; ale jestem! Zwarta, gotowa i już zacieram łapki. Klawiatura w ruch!
      Wygląda na to, że Cecylii jakiś słoń na ucho nadepnął. Haha, to serio podobna do mnie! Bo i zawsze się wywalę i śpiewać nie umiem... chociaż u mnie to zawsze powiedzą że śpiewam jak ostatnia oferma :| no przecież się staram nie wyć tak za bardzo... do Cecylii mają większą łagodność. A i dobrze, chociaż za aż takiej delikatnej jej nie mam. Serio, Cecylia to moja ulubiona kobieca postać w tym opowiadaniu! :3
      Okay, narzekający Gilbert zrobił mi dzień! :D Niby nie Polaczek, ale z kim się przystaje takim się staje i chyba jego to też dotyczy. No bo Polaczki Cebulaczki nic tylko by narzekały! Czasem aż przykro słuchać, jak tak ględzą jak to im jest źle i jak to im się nie powodzi :||||| oczywiście wdg psychologii, przyciągają tym samym wszystkie złe zdarzenia tym swoim narzekaniem i smutaniem i gadaniem o tym jacy są biedni! No uwielbiam psychologię! Człowiek to taka mała kupka złomu, którą trzeba ponaprawiać, bo sam się jedynie psuje! ><
      " Słońce piekło dość mocno" *rzuca się na kolana i wznosi ręce do nieba* BŁAGAM niech to będzie prawda! Leje 4 dzień, a tak w ramach sztandaru stałam przy pomniku poległych żołnierzy i patrzyłam jak wykonują manewry oddając cześć poległym. No dobrze, okej. Należy im się. Ale do cholery jasnej, deszcz lał jakby ktoś prysznic uruchomił centralnie nad naszymi głowami, a ja tylko w spódniczce *jeżusiu* i koszulce, co się już do mnie totalnie przykleiło! A tak. Cebulakiem-Polakiem jestem to sobie ponarzekam :| zwłaszcza, że przez cały tydzień gorączkę miałam :D Ale to tak nawiązując, to uwielbiam czytać w opowiadaniach o zupełnie innej pogodzie, niż o takiej która panuje za oknem. Także się zgrało :3
      Ignacy, łoho! Sokoli wzrok! No ale się przydało, nigdy nie wiadomo. Sama chciałabym mieć jakiś jeden zmysł super wyostrzony, mogłabym powiedzieć że to jakaś super moc! Ihhaaa :3 A Kornel, taki ruchliwy chłopaczek. Hm, nie wiem czemu mam wizję lekko rudawego, chudego jak szczapa z delikatnymi piegami na nosie i dużymi, soczyście zielonymi oczami. Jeżu w borze! Na takiego to by sobie popatrzeć można całymi dniami nawet! :D
      A tak jeszcze co do wyglądu Cecylii. Odkąd zobaczyłam 1 odcinek Gry o Tron *bo w książce sobie inaczej zupełnie wyobrażałam większość rzeczy :|
      * to Cecylia kojarzy mi się z Daenerys. ;___;
      "powiedziała kategorycznie Cecylia, spoglądając blondynka surowo." hmm, a tu coś się chyba zgubiło. Znaczy się czytam z 5 raz i chyba jednak mi coś umyka :D
      Kornel to jej brat?! SUPER :C no to blondynek z masą splątanych włosów, a reszta taka sama :| ale totalnie widzę go z piegami i zielonymi jak skropiona rosą trawa oczami :')
      Ojej, Cecylia to trochę jak Bercia z tą wojną. Powinni oboje się zaszyć gdzieś w krzakach i czekać aż wszystko przeminie ;_; Nie jestem pewna, czy bym dla Niemców taka litościwa była :| może dla Ukraińców tak, Szwedów, no jeszcze pewnie, Austria, Węgry... ale Niemcy?! Rosja?! No za nic. Ani tych, ani tych nie trawię. Oczywiście, nie szufladkuję od razu jak widzę człowieka, ale jeśli jest zhitlerowany, albo zputinowany, to go na stryczek, niech pomajta nogami trochę, może mu się odwidzi ;_;
      Czy tylko mnie rajcuje, jak bohater jest ubabrany w brudzie i krwi?! Nie? Aha ;____; Cecylia znalazła Bercię! Yay! :3
      O rany ta scena była tak cholernie smutna, że aż mam zaszklone oczy - ja, która rzadko płaczę przy książkach. Mogę się śmiać, być obojętna, ale rzadko ryczę ;_; To mnie zabiłaś. Ale dobrze, że Bercia trafił na taką litościwą, opiekuńczą Cecylię, bo coś czuję że inny Polen by go dobił jak nic ;_; chociażby dlatego, że za duże obciążenie i nie wiadomo czy przeżyję. A teraz uczcijmy piękną osobowość Cecylii, którą wykreowałaś, minutą ciszy... <3

      Usuń
    3. Bo Cecylia w rzeczy samej postąpiła niesamowicie. Babranie się w czyjejś krwi to chyba średnia przyjemność, raczej niewiele by się na to odważyło, na dodatek jednego z najeźdźców. Weźmy pod uwagę, że Cecylia nawet nie wie, czy to nie jakiś Szwed - Barbarzyńca, który jak tylko wróci do zdrowia, to wymorduje całą wieść :| mimo wszystko, fajnie wiedzieć, że jeszcze gdzieś tam istnieją takie kobitki, które nerwy ze stali mają *bo ja bym chyba miała jakieś żołądkowe rewolucje* i ogółem, Cecylia rządzi * NAWET JEŚLI ISTNIEJE TYLKO TU. NA BLOGU, który swoją drogą jest ucieleśnieniem tego, co chciałam od zawsze przeczytać, a jakoś się nie odnalazłam z książką o tak podobnej tematyce na półkach :| jak nie trafię, to ma język jakiś taki zupełnie z kosmosu i co drugie słowo nie rozumiem co ja tak właściwie czytam, a to chyba dość ważne, żeby mieć w ogóle pojęcie co to tak właściwie jest XD a jak już trafiam na powieść o wojnie i języka yody nie ma, to się akcja skupia tylko i wyłącznie na dokumentach, lub zbyt ściśle na zabijaniu. HALO! Czy tylko Ty w powieści o wojnie uwzględniłaś wątki poboczne?! :c*
      Straszne czasy, gdy środkiem dezynfekującym jest wódka, znieczuleniem jest wódka i ogółem w ó d k a. Strasznie piękne swoją drogą. Bo wojna z pewnością jest smutna, tragiczna, łamiąca serce, ale ma swoje piękno ;_; tak sądzę. Smutne piękno.
      "Poskładamy pana do kupy i wszystko będzie dobrze…" prawie się zakwiczałam na śmierć :D i te wtrącenia panie szwedzie, też mnie ómierają XD
      "To Szwed, kwiatuszku" nie, to Bercia, misiaczku C;
      "bo mężczyzna ten do specjalnie urodziwych raczej nie należał" Bercia to ciacho, droga Cecylio. Takie szwedzkie ciacho do schrupania *uffffff, jednak dobrze że tak na mnie nie łypie teraz! Bo by się chyba załamał! :D Ale jak sobie przypominam jego buźkę, to mu tak do twarzy z krwią :3*
      "To twój Szwed. Przywlokłaś go, to go teraz pilnuj." NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE. To mój Szwed :c odwalcie się od mojego Szweda. Pssssiiiik! :ccccccc </3 zachowuję się jak dzieciuch ;_;
      "—Mein Gott, ależ z ciebie sierota. " ale że przepraszam bardzo, coś chyba nie! Przecież to on ją walnął tymi drzwiami między oczy, a nie ona sama siebie, no coś nie tak :|| siebie powinien nazwać sierotą :D
      "—To zakrawało o atak na naród polski! — zawołała Cecylia z udawanym oburzeniem.
      —Tak, jasne. Wspomnij jeszcze raz o Grunwaldzie a wierz mi, że zaprowadzę cię pod te drzwi jeszcze raz i poprawię." UMIERAM ZE ŚMIECHU. W ogóle jak Gilbert występuje, to się tak wesoło na scenie robi :D Gilbert jest zajebiście zrzędliwy :D
      OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO. Przeżył! Ale jak to nie będzie mógł chodzić :< przynajmniej przeżył, okej. Żyją. jest dobrze, nie ma co się denerwować. XD To było ultradługie? Już się boję jak mogą wyglądać ultrakrótkie. Jedno zdanie? :_: to było krótkie! :C Żądam natychmiastowo więcej. Tak o parę(set) więcej stron a4 w wordzie czcionką Times New Roman rozmiar 12. Albo nawet 10! :3
      Teraz jak to przeczytałam to jakoś mi tak pusto ;_; Strasznie uwielbiam Cecylię, chyba w życiu tak damskiej postaci nie uwielbiałam, bo z reguły to jakieś faceciaki przypadają mi do gustu w książkach. A tu BAM. Cecylia – idealna bohaterka. Trochę mi teraz tak dziwnie, no bo Cecylia ma Torisa, ale jakąś taką nutę chemii czułam gdy Cecylia pomagała rannemu, biednemu Berci, którego boli wszystko. No i trochę teraz jestem rozdarta ;_; no bo Toris i Cecylia to było takie awww, ale że jako uwielbiam Bercię, a Cecylia też dostaje ode mnie głębokie pokłony, to się trochę zastanawiam, czy byś ich może nie spiknęła ;_____; dobra okej, rób co chcesz, jak uważasz, ja się z tym zgodzę (albo nie i przyjdę z tasakiem i będę płakać, bo skończyło się zupełnie inaczej niż bym chciała i potrzebowałabym sto ton chusteczek higienicznych). Ale czo, teraz Cecylia będzie miała dwóch Szwedów? Czy Ragnar *no bo to on, prawda? ;_;* zostanie u Gilberta? Jestem raczej za tym, żeby Bercia został z Cecylią sam na sam *unosi sugestywnie brwi*.

      Usuń
    4. Rozdział był całkowicie Cecyliowy i przepełniony jej wrażliwością, a zarazem stalowymi nerwami i chłodnym umysłem. Cecylia jest totalnie najlepszą postacią EVER i już się chyba powtarzam, ale całkowicie ją uwielbiam <3 Teraz tylko czekam na Berciową perspektywę, bo nie czaiłam co on tam sapał za bardzo :C i w ogóle wydaje się taki inny, gdy opisujesz to Polakowo *jeżu co ja już gadam, może się połapiesz...* taki inny narodowościowo bardziej niż normalnie. .___________.
      Ogólnie w tym rozdziale obdarzyłam jeszcze swoją miłością Kornela, bo to dziecko godne uwagi :3 i ma takie piękne imię. Rzadko się teraz je spotyka *w każdym razie ja rzadko spotykam :|* a to takie ładne imię. No ;-;
      To było najdłuższe spóźnienie, jakie kiedykolwiek miałam nie-przyjemność zrobić :C bardzo przepraszam :|
      Mało to esejowate jak na mnie, no cóż ;_; mam nadzieję że w dalszych rozdziałach jeszcze się więcej rozpiszę :D Pisałam to wczoraj... ale w związku z tymi podtopieniami urwało czy zakłóciło jakiś kabel czy tam Bóg-wie-co-się-stało i mi internety urwało :| nienawidzę takich sytuacji.
      No cóż, dodawaj szybko kolejny! ;D
      Pozdrawiam <3

      Usuń
    5. Kwasie, mam dzieciaka na głowie do pilnowania, odpiszę Ci wieczorem, dobrzeeeeee? <3

      Usuń
    6. Dobra, wygrałam walkę ze wstawianiem szablonu, to teraz mogę odpowiedzieć :D Kwasie, nic się nie przejmuj opóźnieniem, każdemu się zdarza, a jak jeszcze macie u siebie taki kołchoz jak mówią w telewizji, to już w ogóle się nie dziwie... Ja sobie bezpiecznie siedzę na dupsku w centrum, także nie mam na co narzekać, poza tym, że się przeziębiłam od tego deszczu, ale tam u Was to chyba niewesoło D: także mam nadzieję, że już się jakoś ogarnęło tam wszystko :)
      A i długością naprawdę mnie ten komentarz od Ciebie powalił *.* Tyle szczęścia, że łoooo <3 Szczególnie, że znerwicowana jestem, bo mi w piątek system padł w komputerze I DO JASNEJ CHOLERY NIE MAM CIERPLIWOŚCI WGRYWAĆ WSZYSTKIEGO OD NOWA I MNIE KREW ZALEWA D:
      A ten brak talentu muzycznego, to sobie akurat Cecylii pozwoliłam dać od siebie XD A to, że jej nie wypominają, to nie jest kwestia łagodności, a raczej tego, że wiedzą, że by ich wtedy zajazgotała na śmierć XD Cecylia ma twardą dupę, taka krytyka by po niej spłynęła ;p Także słusznie nie masz jej za tak delikatną :D Ale tak się strasznie cieszę, że mi się moja Cecylia udała, bo tak jak sama zauważyłaś, zwykle postacie kobiece pozostawiają niestety wiele do życzenia, moje też D:
      A czytałam chyba kiedyś o tym książkę, że dobre myśli przyciągają dobre zdarzenia i odwrotnie. I chyba coś w tym jest, bo w sumie my, Polaczki, chyba najlepiej faktycznie nie mamy, ale co się dziwić, jak w kółko tylko naszym cebulackim zwyczajem narzekamy na wszystko i wszystkich? No cóż, taka mentalność... mój kraj, taki piękny ;_;
      No nie dziwię się, że narzekasz, ja też bym narzekała - żebyś ty mnie słyszała, jak bluzgałam, jak wracałam z matury z chemii w piątek, jak lało przeokrutnie, a ja tylko w sukience i jakichś balerinkach od siedmiu boleści... Tak przemokłam, że dzisiaj nic nie mówię i zdycham na ból gardła D: A Ty przynajmniej mogłaś sobie mówić, że stoisz, bo się poległym należy. Ja nawet takiego usprawiedliwienia dla tego wszystkiego nie miałam XD
      Ale wiesz co, Twoja wizja Kornela to generalnie jest zgodna z prawdą, bo ten jego blond to w mojej głowie faktycznie jest taki trochę ryżawy, bo i o Cecylii gdzieś tam zamierzam wspomnieć, że tak

      Usuń
    7. właśnie jest. Ale z resztą to trafiłaś na 1000% :D A przyznam się, że Kornel inspirowany jest prawdziwym Kornelem, którego spotkałam w zeszłym roku, leżąc w szpitalu. Jeszcze się na dziecięcy oddział rzutem na taśmę załapałam i miałam na sali właśnie takiego słodkiego Kornelka, ślicznego jak z obrazka, naprawdę się napatrzeć nie mogłam, mały, piegowaty, roztrzepany chłopaczek, a był tak straaaaasznie sympatyczny, że mi serduszko pękło normalnie, a jeszcze jak jego mamy u niego nie było, to cały czas chodził za mną, żebym się nim zajmowała i w ogóle <3 Generalnie ja nie lubię dzieci, ale on mnie tak ujął, że aż skończył tutaj, jako jedna z postaci :D
      Cecylia i Daenerys? Osobiście mam skrajnie inne wyobrażenie, ale wiadomo – po to nie dodałam żadnych zdjęć/obrazków, żeby każdy mógł sobie wyobrażać bohaterów inaczej :D osobiście, jeśli miałabym już kogoś wskazywać, to widzę Cecylię podobną do Enyi Bakunowej lub Germaine Persinger albo ewentualnie Nastii Kusakiny, ale to już mniej. Ale wiadomo, niczego nie narzucam :D
      No cholera jasna, ile razy bym nie sprawdzała, to zawsze mi coś umknie no… Dzięki, Kwasie, zaraz poprawię : )
      Póki co to Cecylia i Bercia mają podobne podejście do całej tej wojny, ale później Cecylia poczuje się w obowiązku jednak przysłużyć się narodowi. A i Berci się przez to oberwie, bo UWAGA MAŁY SPOJLER poczuje się w obowiązku pilnować jej tyłka KONIEC SPOJLERA :D Ohoho, Cecylia nie znosi Rosjan, tu trafiłaś w dziesiątkę :D I to jeszcze będzie później, i będzie ważne :D Niemcy jako tacy jej nie przeszkadzają, już prędzej Prusacy, więc drze z Gilbertem koty, ale jednocześnie lubi go i to właśnie jakoś ociepla w jej oczach wizerunek Niemców/Prusaków i nawet ich tak strasznie nie hej tuje. Ale Rosjan to co innego, hejt na całego, jak na Cebulaczkę z krwi i kości przystało! Mnie tam osobiście Ruscy ani grzeją ani ziębią, ale pod tym względem Cecylia ma co innego do powiedzenia niż ja :D
      Nie, ja też lubię bohaterów uwalonych krwią, high five! :D Szczególnie wielkich żołnierzy, taka moja słabość, przyznam się bez bicia :D
      Jejku, naprawdę? <3 Jeeeeezu, tak się cieszę <3 lubię pisać takie kipiące emocjami sceny, ale nie sądziłam, że ta konkretna kogoś aż tak poruszy <3 (bo tak btw, to będzie jeszcze sporo, w mojej skromnej opinii, bardziej emocjonalnych, powiedzmy) Ahhhhh idę utonąć w samozachwycie :D
      Jeśli chodzi o Cecylię, to ona… No, powiedzmy, nie boi się ubrudzić. Znaczy, to pisałam w jednej z pierwotnych wersji rozdziałów, które ostatecznie nie zostały opublikowane, że takie jej zachowanie i gotowość do poświęceń i taka skłonność do opieki nawet w tak drastycznych warunkach, wynika z tego, że jej matka umarła przy urodzeniu Kornela i Cecylia już mając dwanaście lat musiała się nauczyć jak sobie radzić w trudnych sytuacjach, bo to ona musiała zajmować się Kornelem, pilnować go, a wiadomo, jak to dzieci, krzywdę sobie zrobią bez problemu. Wiadomo, to nie to samo, co postrzelenie, ale jednocześnie Cecylia po prostu jest przyzwyczajona do opieki nad innymi. Ech, gadam trochę bez sensu, ale chyba wiadomo, o co chodzi? No, nie powiem, że Cecylia nie ma żołądka ze stali, bo ma – łatwość w patrzeniu na krew jest u niej po prostu od zawsze, tak jak u mnie mdlenie na jej widok. Znaczy widok krwi, oczywiście :)
      Ale cieszę się, że trafiłam jakoś w Twoje upodobania, bo ja się osobiście bałam, że ta historia się zwyczajnie nie przyjmie D: Ja akurat jestem fanką powieści historycznych wszelkiego rodzaju, w tym też i Potopu, ale tu się muszę zgodzić, że czyta się to cholernie ciężko. I chyba właśnie dlatego sama postanowiłam coś napisać, bo cierpiałam na niedobór takich bardziej przystępnych, powiedzmy,

      Usuń
    8. tekstów historycznych. A wątki poboczne, moim zdaniem, są szalenie ważne! Właśnie po to, żeby pokazać, co wojna może z człowiekiem zrobić, żeby pokazać, tak jak mówisz, że są jej pewne piękne aspekty, a jednocześnie, oczywiście, również okropne i drastyczne. I mam nadzieję, że dam radę to wszystko pokazać.
      Wódka zawsze spoko, jeśli chodzi o Cebulaków, ale fakt, że znieczulenie to z niej marniutkie. Bercia się musiał nacierpieć D:
      Cieszę się, że moje marne poczucie humoru kogoś rozbawiło XD Jeśli chodzi o „pana Szwedka”, to na przemian z „Bercią” przylgnie do Bernharda na zawsze, przynajmniej w wydaniu Cecylii. Poczekaj, aż on to usłyszy XD
      Hehehe, ja też uważam, że Bercia to ciacho, chociaż może faktycznie mało twarzowe D: Ale przecież nie można mieć wszystkiego, nie? :D
      E tam jak dzieciuch, ja tam się cieszę, że aż tak za Bercią przepadasz :D
      Gilbert ma swoje własne pojęcie o prawdzie, zapamiętaj to :D Z Prusakiem się nie dyskutuje! No, z Cecylią też nie, więc dlatego ich znajomość wygląda tak, a nie inaczej :D A jeśli chodzi o jego zrzędliwość, to on jeszcze nawet dobrze nie zaczął XD
      To było 15 stron Calibri 11, chcę Ci powiedzieć ;p Następnego rozdziału mam póki co 12 stron, coś tam jeszcze naskrobię i rozdział będzie w tym tygodniu. Dzięki Tobie, Kwasie, bo tak mnie zmotywowałaś tym komentarzem, że wyciągnęłaś mnie za uszy z mojej nowej obsesji w postaci tonięcia w świecie Tolkiena i jarania się Sauronem i Melkorem <3 Jakiś czas temu przeczytałam Silmarillion i O MÓJ BOŻE ONI SĄ TACY TOTALNIE CUDOWNI, ŻE NIE MOGĘ D: Także tym swoim komentarzem sprawiłaś, że rzucam na chwilę Saurona i Melkora i się wezmę za dokończenie rozdziału :D I naprawdę, tak się strasznie cieszę, że Cecylia się podoba, bo to jedyna kobieca postać, którą stworzyłam i jestem niemal w stu procentach zadowolona :D
      Chemia, mówisz? :D To Ci powiem, niezamierzona – zamierzona to będzie dopiero chyba za dwa rozdziały :D Chociaż może i już coś w następnym będzie :D Generalnie, to planuję, no, powiedzmy, taki trójkąt miłosny (Jezus Maria, brzmi tragicznie), w wykonaniu Berci we friendzonie + oczywiście Cecylii i Torisa. A tak poważnie, to wiadomo, że Cecylia nagle się nie odkocha w swoim Litwinie, ale jednocześnie tak się wszystko potoczy, że przez te pięć lat wojny o wiele więcej czasu dane jej będzie spędzić z Bercią, więc… :D Nic nie mówię, bo sama nie wiem, co zrobię – mam dwa plany, jeden z Bercią, a drugi z Torisem w roli głównej. A który wykorzystam – nie wiem, szczerze powiedziawszy. Ale na pewno będziesz miała okazje do nacieszenia się sam na sam Cecylii i Berci, soon :D I to nie jeden raz :D
      A, i oczywiście tak, to Ragnar :D I zostaje on u Prusaka :)
      A to tak zwykle bywa, że z punktu widzenia kogoś innego, to różne wrażenie ludzie sprawiają. Ale spoczko, jeszcze jeden rozdział z Cecylią, a potem Bercia się ogarnie i wracamy do niego :D
      Też mi się strasznie imię KORNEL podoba <3
      Za spóźnienie nie masz co przepraszać, a jeśli chodzi o esej, to już mówiłam, że dał mi takiego kopa, że już lepiej nie trzeba :D A teraz biegnę pisać <3
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz <3

      Usuń
  3. Łał! Muszę Cię zdecydowanie pochwalić za to, jak bardzo starasz się opisywać sytuację, zamieszczając w nich maksimum realizmu. To, jak opisałaś stan Bernharda, uczucia Cecylii i w ogóle cały ten zabieg było niesamowite! Normalnie aż mogłam sobie wyobrazić całe to jego cierpienie. A gdy tylko padło stwierdzenie: "przynieś wódkę" aż się skrzywiłam na wyobrażenie sobie tego, jak będzie ona używana do zdezynfekowania rany. W pierwszej chwili w ogóle nie pomyślałam o tym, że alkohol przecież działa również znieczulająco! Może to nie była jakaś szczególna ulga od cierpienia, ale na nic lepszego w tamtych czasach liczyć nie można było. Straszne czasy...
    Cecylia bardzo mi zaimponowała tym, że nie była zaślepiona w myśleniu o rannym człowieku jak o Szwedzie, wrogu. Chociaż doskonale wiem, że może z tego powodu mieć niejedne kłopoty, cieszy mnie bardzo jej altruizm i wrażliwość na ludzkie cierpienie. Bardzo podobało mi się to, że kobieta czuła się odpowiedzialna za Bernharda. I to tak bardzo, że była w stanie znieść widok całej... hmm... operacji, a po niej jeszcze opiekowała się Oxenstierną. Niewiele osób na jej miejscu odważyłoby się na to. Przykładem może być Erzebet, która nie chciała zostać z nim sama choćby na jedną minutę. Ciekawa jestem, czy to było ze strachu czy też może z niechęci. A może to było zwykłe umywanie rąk od ponoszenia odpowiedzialności za "fanaberie" Cecylii? Ach... Już nie mogę się doczekać, gdy Bercia powróci do pełni sił :)
    Cieszę się, że postępowanie Cecylii nie spotkało się jedynie z dezaprobatą. Wiem, że opinie innych nie wpłynęłyby na jej zdanie na temat ratowanie życia Oxenstierny, jednak jestem przekonana, że ważne jest dla niej to, by ktokolwiek rozumiał motywy, które nią kierowały.
    Uwielbiam Twoje poczucie humoru. Chociaż tematyka opowiadania nie jest szczególnie zabawna, widzę, że próbujesz sprawić, by czytało się je lekko i przyjemnie. W tym celu właśnie zamieszczasz takie drobiazgi jak uszczypliwości, którymi wymieniają się Łukasiewiczówna i Gilbert. Jako czytelniczka naprawdę bardzo to doceniam :) Te ich dialogi po prostu uwielbiam!
    Z tego, co widzę, postanowiłaś chyba nie uśmiercać przyjaciela Bernharda. Szkoda tylko, że zgotowałaś mu tak ciężki los inwalidy... Jak tylko pomyślę o tym, że w wyniku urazu kręgosłupa permanentnie można stracić czucie w nogach, robi mi się słabo. Taki los jest naprawdę ciężki. Gdybym znalazła się w takiej sytuacji, chyba zaczęłabym cierpieć na depresję i ciężko byłoby mi się z niej wyrwać. Dlatego podziwiam ludzi, którzy pomimo takich przeciwności potrafią być pogodni i radośni. Ale cieszę się niezmiernie, że Ragnar jednak żyje. Ma przecież dla kogo żyć. W poprzednim opowiadał o swojej ukochanej Solveig. Sądzę, że pomimo przeciwności, jego historia może się jeszcze skończyć naprawdę szczęśliwie :)
    Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Ale nie dziwię się, że będziesz miała kilkutygodniową obsuwę. Matury to poważna sprawa, która zabiera sporo czasu. Gdyby nie to, że mam gotowe wszystkie rozdziały, a aktualnie jestem z przyjaciółką do przodu, zapewne również zrobiłabym przerwę we wstawianiu.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, naprawdę straaaaasznie się cieszę, że Ci się te szczegóły tak bardzo podobały, bo czasem to aż się zastanawiam, czy nie przesadzam, bo jedna scena zajmuje mi przez to z 10 stron w wordzie D: Ale jak jest dobrze, to bardzo się cieszę :)
      A wiesz, że mnie się dopiero po napisaniu tego przypomniało, że alkoholem można zdezynfekować rany? Pisałam z założeniem tylko i wyłącznie znieczulenia, powiedzmy, na początku XD Jestem na biol-chemie, chcę tylko dodać XD Tragedia,taką fuszerę odwalić... dobrze że ja nie zdaję biologii XD Ale fakt faktem, w tamtych czasach lekko nie było...
      Cecylia ma to do siebie, że ona by się nad każdym zlitowała w takiej sytuacji - człowiek musiałby naprawdę mocno i głęboko zajść jej za skórę, żeby pozwoliła mu umrzeć. Ona generalnie wiele rzeczy robi idąc pod prąd, ale wiadomo - jako pani na włościach może sobie na to pozwolić, bo nawet gdyby nie chcieli, to ludzie i tak muszą jej słuchać. A do opieki nad kimś, to ona jest pierwsza. A jeśli chodzi o Węgierkę, to chodziło trochę o fanaberie, że po prostu "Twój pomysł, twój kłopot, ja się nie mieszam, chciałaś go zabrać, to teraz się nim zajmuj" a z drugiej strony boi się kłopotów. Niechęci też trochę w tym jest, ale nie aż tyle, żeby była jakaś okropnie uprzedzona - ona generalnie, jak powiedziała, uważa, że to Szwed Cecylii i nikogo więcej. I jej problem. A Bercia się bardzo zdziwi, jak już się obudzi :D
      Nie chcę robić z Cecylii takiej, co to wszystkim robi na przekór i wszyscy uważają jej postępowanie za skrajną głupotę. Owszem, postępuje niekonwencjonalnie, ale chciałam, żeby było to choć przez niektórych ciepło przyjmowane. I taki dziadek Jurgis, ale i Kornel nadali się do tego idealnie. A Erzsebet też, mimo wszystko, się z Cecylią zgadza i stoi za nią murem :) A i właśnie tak jak mówisz - dla Cecylii poparcie też jest niezmiernie ważne.
      Naprawdę? Ja zawsze sądziłam, że nie mam poczucia humoru D: Ale miło mi słyszeć, że jest inaczej :D A i owszem, Gilbert jest, póki co, głównie dla urozmaicenia tekstu, choć będzie jeszcze ważną postacią :)
      A i owszem, jednak uznałam, że Ragnara przy życiu zostawię. Zgadzam się z Tobą w stu procentach, że takie kalectwo musi być straszne i ja też najpewniej bym się załamała. Spojlować nie chcę, ale przyszłość Ragnara wcale się tak czarno nie rysuje, wbrew pozorom :)
      A no niestety, sama wiesz jak to jest D: Ja niby też mam coś wprzód napisane, ale chcę to dopieścić przed publikacją, więc nie dałoby rady w trakcie matur D: Szczególnie, że ja zdaję calutki ten tydzień i trzy dni z następnego, więc generalnie mam dwa tygodnie wycięte z życiorysu D:
      Dziękuję pięknie za komentarz i również pozdrawiam!

      Usuń
  4. Nominowałam Cię do Liebster award, więcej informacji znajdziesz na moim blogu: i-jego-zielone-oczy.blogspot.com <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Do napisania komentarza u ciebie zbierałam się od czwartku, ale nagle obiecałam sobie, że dokończę czytać "Bastion", który męczyłam od kilku dobrych tygodni, a potem korzystałam z pogody i rozbijałam samochód mamy na polach xD Ale chyba już lepiej późno niż wcale, więc postaram się jakoś nadrobić opóźnienie długością, tym bardziej, że rozdział wywarł na mnie dobre wrażenie:D
    Wydaje mi się, że dla innych śpiew Cecylii jest porównywalny z tym, z czym muszę się zmierzyć, kiedy moje sąsiadki mają próby do przedstawień xD. Nie żeby nie miały głosu, ale po 50 razie słuchania tej samej piosenki chce się po prostu rzucić z okna i czuję, że tak samo czuli się ci, co mieli "przyjemność" słuchania Cecylii:D
    Wracając, Cecylia strasznie mi zaimponowała. Była wojna, większość - jeśli nie wszyscy Polacy, gdyby natknęli się na coś takiego, pewnie dobiliby Bercię z samej zasady - bo wróg, a wrogów się tępi, a ona postanawia mu pomóc. No kurczę, to tak ruszyło moim serduszkiem, że wysłowić się nie mogę:)
    Uwielbiam przekomarzania pomiędzy Cecylią a Gilbertem, a już szczególnie "krzyżacką zarazę". No padłam po prostu xD
    Błędów nie znalazłam, nawet interpunkcyjnych, ale gdzieś w tekście, pod sam koniec rzuciło mi się w oczy (chyba w wypowiedzi Cecylii, jeśli się nie mylę) słówko "totalnie", ale to raczej nie jest nawet błąd, po prostu mi to wpadło w oko:D
    No tak, może trochę niewczas, skoro już po maturze z polskiego, ale życzę ci powodzenia na pozostałych przedmiotach:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko wodza, ze mną nie ma problemu, też się nieraz zbieram do skomentowania tydzień albo i dłużej, także ja zupełnie nie mam nic przeciw, książki ważna rzecz, a i rozbijanie samochodu zawsze spoko :D I tak jak mówisz, zawsze lepiej późno niż wcale, a dodatkowo Twoje komentarze zawsze okrutnie mnie cieszą, bo wiem, że historia to Twój konik :D
      Hahaha, Cecylia akurat ma ten sam problem ze śpiewem, co ja, a mianowicie naprawdę o wiele lepiej jest, jak jednak milczy XD A sąsiadki muszą dawać się we znaki... Ech, ja mieszkam przez ścianę z fanatycznym narodowcem, także też bywa kiepsko, jak nieraz swojej mamie kazania na temat narodu prawi XD A żeby było śmieszniej, to jeszcze z owym chłopakiem chodzimy do jednej szkoły, a że mnie o wiele bliżej poglądowo do lewicy niż do prawicy, to bywa śmiesznie XD
      Cecylia ma dobre serduszko, ona się nad każdym ulituje, jeśli jest w potrzebie, no chyba że ma czarno na białym, że ten ktoś na swój los sobie zasłużył, to wtedy by go zostawiła samemu sobie. A że Bercia na potępienie sobie raczej nie zasłużył, to się Cecylia ulitowała... I nie pożałuje ostatecznie, tyle mogę dodać :) Chociaż trochę nieprzyjemnych konsekwencji też z tego będzie D:
      A ja z kolei uwielbiam o nich pisać! :D
      No faktycznie, jest - zastanawiałam się, czy użyć tego słowa, bo ono jest takie trochę... nowoczesne, ale ostatecznie uznałam, że go użyję, bo raz że brakowało mi dobrego synonimu, żeby miał podobny wydźwięk, a dwa, to hetaliowy Polska non stop gada właśnie w taki sposób i musiało mi to po prostu jakoś wpłynąć na tę wypowiedź Cecylii D: No nic to, jak mi przyjdzie do głowy jakiś dobry synonim, to zedytuję. Dzięki za zauważenie :D
      Nie dziękuję, żeby nie zapeszać :) A wiesz, że wygrałam tę maturę z polskiego? MIELIŚMY POTOP XDDDDDD

      Usuń
  6. YO, ZIĄ.
    Jestem, Carolina Poślizg Dayang-Brooke, chyba tak powinnam się nazywać. No ja nie wiem, czemu mi aż tyle zeszło (wciąż sobie wmawiam, że wcale nie jestem śmierdzącym leniem).
    Lecim z tym koksem. Jakie z tej Cecylii kochane stworzenie. To znaczy to, jak ona się zaopiekowała Bercią, no ja się rozczulałam. Z jednej strony on prawie umiera, wyje, wrzeszczy, rzuca się i miażdży jej rękę (siniaki zostaną), a ona go uspokaja, taka do rany przyłóż. Serio, dużo sobie zarobiła tym rozdziałem. +50 do szacunu na dzielni, jakkolwiek durnowato to brzmi. :D W ogóle ona jest taka fajna, łączy w sobie to, że jak trzeba potrafi być twarda, jak trza, to potrafi współczuć, a innym razem zakasać rękawy i wziąć się do roboty i jeszcze rozmówić się z niepokornym księdzulem. On też jest boski, uwielbiam fragmenty z nim. CHCĘ MIEĆ TAKIE POSTACIE U SIEBIE, ale nie potrafię ich kreować. Wpędzisz mnie w deprechę. :D
    W ogóle dobrze, że Bercia przeżył, ALE CO BĘDZIE, CO BĘDZIE, Polaczki go zgarnęły w końcu! Z tego musi jakiś pasztet wyniknąć przecież! Musi! Wyniknie? Mam rację? Będzie się działo? (jakby teraz się nie działo, głupoty pierdolę :P)
    NO I RAGNAR ŻYJE. IMPREZA, ŚWIĘTUJEMY. :DDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PRZYSIĘGAM, NIE WIEDZIAŁAM, ŻE TAK ŻAŁOŚNIE KRÓTKO WYSZŁO. Hańba mi. :<<<<

      Usuń
    2. E tam, liczy się treść, a nie długość :D
      Jak mówiłam, ja nie gonię, także te tygodniowe poślizgi w żaden sposób mi nie przeszkadzają ;)
      Nie chcę z tą moją Cecylią przedobrzyć, także trochę głupich numerów jeszcze naodwala, żeby to się jakoś wyrównało z tym jej dobrym serduszkiem i całą resztą. No, ale pozostaje się cieszyć, że skoro ma +50 do szacunu na dzielni, to chyba jeszcze nie przedobrzyłam XD Generalnie, to chcę żeby ona była taka właśnie skora do pomocy, jak trzeba, energiczna i chętna do roboty, ale jednocześnie żeby - jeśli ma powód - gniewała się długo i okropnie. I generalnie to chcę ją zaopatrzyć w parę takich typowo polskich, powiedzmy, wad, jak taka głupia, nieprzemyślana odwaga, nadmierne unoszenie się honorem, blablabla, wiadomo. Za jakieś... trzy rozdziały zobaczymy co z tego będzie :)
      Że Gilbert się przyjmuje, to też się niezmiernie cieszę (nie mam poczucia humoru, naprawdę, więc jak komuś się te moje cuda podobają, to obrastam wręcz w piórka :D). A co do Twoich postaci, to tak po prawdzie, to ja mogłabym powiedzieć to samo Tobie. Srsly, bo ja z kolei zazdroszczę Ci tego, jak stopniowo ujawniasz ich charaktery, co jeszcze bardziej człowieka zaciekawia. A ja wam daję prawie wszystko na tacy D:
      Cecylia Polaczkom nie da Berci krzywdy zrobić! Ale owszem, dobrze zakładasz, niezły pasztet z tego będzie :D Tyle, że wcale nie ze strony Polaczków. Ale już się zamykam, bo się znów z czymś wygadam D:
      A no żyje, żyje :D I chłopina jeszcze sporą rolę jednak odegra :D
      Dzięki piękne za komentarz <3

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niesamowite wciąż wydaje mi się to, jak potrafisz opisywać wszystkie sytuację, uczucia, miejsca, ból z taką dokładnością, jakbyś sama to przeżywała :) do tego naprawdę trzeba talentu, wiec o twoje wypracowanie na maturze nie mam się nawet co martwić. Konfrontacja Bernharda z Cecylią po mistrzowsku, a scena opatrywania Oxenstierny dopracowana do perfekcji. Niczego nie można się przyczepić. Ciekawi mnie, któremu Szwedowi jeszcze udało się przeżyć. Ale fakt faktem, że bójka była niezwykle brutalna i tak chłopi pocharatali mi Bercię, że aż mi łezki poleciały. Nie mam pojęcia czy udało mi się skomentować przed północą, ale chyba jeszcze mi policzysz jako dzisiaj XD a tego księdza bardzo polubiłam. No i oczywiście wciąż mnie zastanawia co u kochanego Litwina :3 Toris twardy jest i nic nie da sobie zrobić mam nadzieję ;) No cóż... Pozdrów ode mnie Bernarda i życz powrotu do zdrowia :3 a Tobie mam nadzieję matury poszły tak dobrze, że 100% będzie ze wszystkiego ^.^
    Pozdrawiam i życzę weny oraz powodzenia w ciągu dalszym nauki i matury :) trzymam kciuki od samego początku, więc nie ma rady - musiało pójść wspaniale :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, jeśli chodzi o wypracowanie na maturze, to akurat miałam dzikie szczęście, bo nam się Potop trafił XD Jezu, jedyna lektura, jaką znam tak od A do Z XD Ale tak poważnie, to cieszę się bardzo, że Ci się podoba ;D
      Ma mogę powiedzieć komu, bo właściwie gdzieś to chyba nawet pada w tekście - Ragnarowi, oczywiście :)
      No poharatali, ale Bercia to jest silny chłop i on się tak łatwo nie da ukatrupić! :D
      A Toris już wkrótce znów zawita, za dwa albo trzy rozdziały chyba. A i Gilbert będzie częstym gościem :D
      U mnie on już zdrowy! :D Także nie ma się co o niego martwić, szybko się zbierze do kupy :D
      Ech, te moje matury to pozostawiają wiele do życzenia, dowalili nam jak jeszcze nigdy do tej pory... Ale wszyscy je położyli, więc w sumie nie ma takiej tragedii D:
      Dziękuję, chociaż matury już NA SZCZĘŚCIE skończyłam :D Pozdrawiam również, bardzo dziękuję za komentarz i przepraszam za zwłokę z odpowiedzią, ale mam bardzo proste wytłumaczenie - padł mi system na kompie i dopiero wczoraj późno w noc go ogarnęłam D:

      Usuń
  9. Zapraszam do mnie na VII rozdział! :* i-jego-zielone-oczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Po pierwsze... Jakbym tu zaglądał w trakcie/przed maturami to bym Cię denerwował :D Jakie uczenie się, kobietoo? ^^ Tylko tle, co napisałem i przeczytałem parokrotnie prace maturalną (zacząłem na cztery dni przed egzaminem ustnym:D), a resztę to sobie myyk, na fristajlu tak zwanym napisałem :P Zawsze podchodziłem do nauki z olbrzymim dystansem, bo po co się zadręczać ^^ Jak Ty piszesz, że Ci się płakać chciało...;/ My z kumplami przed pisemnym polskim, siedzieliśmy do 2 nad ranem na konferencji facebookowej i śmialiśmy się, że nie zdamy :D Co się debilnych filmików i zdjęć naoglądałem...:D No, ale już po, wszystko za nami, co nie? Ja jeszcze tylko czekam na wyniki egzaminu zawodowego, który pewnie oblałem, bo trzeba mieć 75% żeby zdać, a jak zobaczyłem, że założenia przewidują wymurowanie kominów, to stwierdziłem nagle, że sie pobawie kalkulatorem :D Ale rozdział, rozdział :) Znowu się będę wymądrzał ^^ Bo nie jestem pewny, czy użycie słowa "wódka" jest adekwatne do czasów ^^ Wtedy to raczej była gorzałka, przepalanka, prośnianka...Ale pewności nie mam, bo to by się trzeba było znać na filologi :D Ale już "Z mojego Lici to TOTALNIE nie jest żadna niedojda!", to trochę się zapędziłaś chyba :P To raczej pasuje do obecnych czasów ^^ A co do spania, to ciekawostka, o której być może wiesz...^^ Ale...Otóż spanie "ciągiem" jest też zupełnie nowym wynalazkiem :) W tamtych czasach, ludzie zazwyczaj kładli się spać o zachodzie słońca i budzili się koło północy :P Przez kilka godzin zajmowali się różnymi sprawami, jedli, pili, odwiedzali znajomych...Ale najczęściej się modlili, bo cóżby wtedy innego :P We wszystkich starych modlitewnikach są nawet specjalne psalmy, litanie i modlitwy na "międzysen" :) Berni ma szczęście, że go nie leczył typowy cyrulik, bo b mu jeszcze "złej krwi" upuścił" :D
    Jakbyś jeszcze kiedyś chciała coś pisać o ranach, to pamiętaj o chlebie z pajęczyną, najlepiej przeżutym ^^ tu masz mały artykulik o średniowiecznych metodach: http://sredniowiecze.zdrowo.info.pl/leczenie-ran.html
    To też Ci się może przydac, jeśli planujesz arrmaty ^^
    http://www.konflikty.pl/a,5389,Wojska_ladowe,Porownanie_armii_polskiej_z_europejskimi_pod_wzgledem_zmian_w_wyposazeniu_artyleryjskim_i_produkcji_artylerii_w_XVI_i_XVII_wieku.html
    No ^^ A, i pod Gołębiem (o ile opiszesz tą bitwę) Jan III Sobieski walczył po stronie SZWEDÓW :O :P Zdrajca jeden ^^ Wogle... Rozwala mnie Cecylia i ten jej "Pan Szwedek" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh, co żem wstawił...Ten link do leczenia to badziew jest ^^ nie to chciałem :P http://sknchirurgiamiedzylesie.wum.edu.pl/abstract/OSKA/rany.html
      TO jest coś mądrego ^^

      Usuń
    2. Ach, widzę, że Ty też jesteś z tych, co "Ludzie, wy naprawdę uczycie się do matury?" XD Na ustną się nie uczyłam, napisałam pracę w lutym i tyle, dziękuję, do widzenia, mama mnie przepytała dzień przed maturą i tyle, ja się tak kułam jak debil na rozszerzoną chemię ;_; Ale przynajmniej poskutkowało. Nawet na rozszerzenie z matmy weszłam sobie od tak, z ulicy, nic się nie uczyłam, a w szkole miałam podstawę i nie najgorzej zdałam. Ja jak chciałam z kimś pogadać, to wszyscy na mnie wsiadali, że IDŹ SIĘ UCZYĆ, JUTRO MASZ MATURĘ, no to poszłam i się uczyłam XD A pamiętam, że płakałam wtedy nad substytucją nukleofilową i elektrofilową, po dziś dzień nie mam zielonego pojęcia o co w tym chodzi, polecam pozdrawiam ;_; A niby mam opcję studiów z ogromną ilością chemii, hehehe.
      No, ja Ci powiem, że ja się cieszę, że już z głowy, bo dla mnie to był dramat, wszystkie rozszerzenia, jakie zdawałam, i w ogóle wszystkie pisemne egzaminy, prócz chemii, miałam upchnięte w jednym tygodniu, a nie zdawałam tego mało, to było okropne ;_;
      A na temat Twojego egzaminu zawodowego, to nic nie powiem, bo nie mam zielonego pojęcia o wmurowaniu kominów, ale wnioskuję, że to było coś mocno z kosmosu wzięte? ;_;
      Nie, dobrze, wymądrzaj się. JEZU TO I TAK NIE BĘDZIE TAKIE ZŁE JAK TEN WRZESIEŃ, TAK MI GŁUPIO, a to wina mojego niedopatrzenia i zmiany zamysłu co do losów Torisa, a nie braku wiedzy tym razem. Ale dobra, popłaczę sobie nad tym we właściwym miejscu ;_; Z wódką możesz mieć rację, nie wiem, szczerze mówiąc, ale rzeczywiście nie kojarzę, żebym się zetknęła ;_; Chryste Panie, ile ten tekst będzie potrzebował korekty... Ale nic to, zrobi się. Dzięki za wytykanie, serio.
      NIE SKOMENTUJĘ TEGO TOTALNIE. Naprawdę, nie wiem, czemu to tam się znalazło. Rzeczywiście się po prostu zagalopowałam. Chyba i tu oleję zakaz poprawek ;_;
      Tak, o modlitwach i takim spaniu z przerwami nic nie wiedziałam, rzeczywiście. To znaczy, teraz mi coś świta, bo nie jestem pewna, czy nie było coś o tym w Imieniu Róży, ale głowy nie dam, no i tak czy inaczej o tym zapomniałam, nawet jeśli wiedziałam. Dzięki piękne, odrobię Ci kiedyś w polu te wszystkie ciekawostki! :D O chlebie z pajęczyną teraz też już wiem, z Krwawego Sztormu, ale pisałam ten rozdział zanim dorwałam się do tej książki, więc... D:
      JEZU TE WSZYSTKIE ZA TE WSZYSTKIE LINKI TO JA CIĘ POWINNAM OZŁOCIĆ :D Ale sobie dzisiaj rozdziały poczytam, hohoho, już to widzę, skończę z nosem w artykułach od Ciebie i taki będzie finał ;_; A ludzie znów będą czekać, ale nic to, przeżyją ;D
      Eeee, nie, raczej jej nie będzie. Tak naprawdę porządne bitwy u mnie, to się zaczną dopiero od odbijania Warszawy, wcześniej będzie głównie tułaczka po kraju/sprawy bardziej polityczne. Akurat w trakcie bitwy pod Gołębiem akcja ma się toczyć na Zamku Królewskim, ale mam akurat w tym miejscu dziurę, więc wszystko się jeszcze okaże w praniu. O Sobieskim nie wiedziałam, kolejny powód do odrobienia Ci tego wszystkiego w polu, dolicz sobie ;_;
      Pan Szwedek to dopiero rozgrzewka, ja osobiście wolę Bercię :D
      Idę dalej :D

      Usuń
    3. No może nie jakiś szczególnie kosmos, ale no...Trzeba było sobie powtórzyć, żeby napisać wszystko jak trzeba, a ja...:D No jak do matury ^^ Ściany z czegokolwiek, fundamenty, słupy, ocieplenia, strop...To bym napisał spokojnie ^^ Ale kómin proszę ja Ciebie, to inna bajka, bo ma szereg wymogów i trzeba je znać :D W imieniu Róży raczej nie, chyba, że w książce, bo nie czytałem :D No, jak odrobisz w polu, to MK, bo jutro dziadek ma żniwa i oczywiście, już dzwonił, że potrzebuje pomocnika :D Co to dla Ciebie wnieść worek ziarna na strych po drabinie..:D

      Usuń
    4. A chciałam iść studiować budownictwo, chciałam... ;____;
      Taktak, ja o ksiązce mówiłam :)
      No jasne, co to dla mnie, słuchaj, dzwoń do dziadka, jutro jestem! :D

      Usuń
    5. Ja architekturę, ale bardzo miła starsza pani mi uświadomiła, że część mojego mózgu odpowiedzialna za rysowanie, jest upośledzona :D

      Usuń
    6. Dla chcącego nic trudnego, moja znajoma, co to hieroglify jakieś, a nie rysunki z początku tworzyła, poszła na jakiś kurs i dostała się na architekturę bodajże w Poznaniu. Ale powiem Ci, masz rozmach, z architektury przerzucić się na anglistykę? Nieźle ;p

      Usuń
  11. Kobiety... Jednej nie przegadasz, a co dopiero dwóch.
    Spodziewałem się bardziej, że Bernhard zostanie ranny w jakiejś regularnej bitwie, a nie napadnięty w lesie.
    Jeśli chodzi o wojny, to nie byłoby o wiele prościej, jakby królowie potykali się sami? Jeden drugiego pokona i wygrywa całą wojnę. Albo wysyłaliby najlepszy miecz w całym królestwie, by spotkał się z wysłannikiem drugiego. Takie rozwiązanie byłoby mniej czasochłonne i mniej kosztowne.
    Dalej zastanawiam się jak będą się porozumiewywać ze Szwedem. No i nad tym kto przeżył. W sumie nie pamiętam czy to opisałaś w poprzednim rozdziale etc. Za duże przerwy sobie robię.
    A.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niestety, to jest święta prawda :D
      Nie, regularne bitwy to dopiero te z połowy 1656 roku będą nas tu interesowały. Niemniej jednak się pojawią, a zacząć zamierzam od odbijania Warszawy :)
      TAK, ja też o tym myślałam. Byłoby o wiele prościej. Ale jak to tak, żeby król walczył? Albo najlepszy miecz? A kto zagarnie łupy? I to chyba największy problem.
      A tu już nic nie będę mówić, bo spojlery :)
      Dzięki piękne za komentarz :)

      Usuń
  12. Jak obiecałam, tak jestem :D
    Weź się przymknij, Jaśku! — aleś mu dogadała, Erzsebet xd ale i tak nie lubię Węgierki, sorka ;-; w APH mnie zawsze strasznie wnerwiała
    jak okrutną raną zadawaną muzyce był jej śpiew — to prawie jak ja :D ale w moim przypadku to zaraz siostrzyczka przybiega i każe się zamknąć, ale jak ona śpiewa (choć wcale nie robi tego lepiej, zwłaszcza że śpiewa gardłem) to jest k ;q;
    Nie, żeby Gilbert był jakoś specjalnie uczynny, bo cały wieczór ględził tylko ile roboty będzie przez nich miał — ach, Gilbo XD
    Kornel rochę jeszcze pomarudził — chyba trochę. :>
    Trzeba tu sprowadzić Beilschmidta — chciałabym wiedzieć, dlaczego w tym momencie zaczęłam się śmiać jak głupia D: borze, ale ze mnie debil D:
    Drugi natomiast wrócił do plebanii, by wezwać księdza Beilschmidta — nie wiem, dlaczego, ale jak widzę ksiądz Beilschmidt to zaczynam się lać. Chociaż może wiem, on po prostu nie pasuje na księdza, tak osobowościowo. Ale bekę mam D:
    że by dowieźć go w całości do Łukowców. — * wyobraża sobie Bernharda w kawałkach * nie, żebym się czepiała, skąd. Btw. tam nie miało być żeby? Łącznie? :ooo
    ale to była jakaś piąta woda po kisielu — wiem, o co chodzi, ale i tak mnie to rozbroiło. Chyba coś jest ze mną nie tak, może powinnam się do jakiegoś psychiatry zgłosić albo co ;q;
    w mocnych i trochę kanciastych, męskich rysach twarzy — przypomniała mi się męska szczęka Hochbauera i przez moment zagroziła mi niemożność, ale już wszystko jest k :D w każdym razie, ładnie go opisałaś. Naprawdę.
    To twój Szwed. — ou XD
    zgrabnego, bułanego konika imieniem Tadeusz. — ostatnio w Teleexpresie, chyba nawet wczoraj, było coś tam, coś tam, mówi pan Tadeusz; ja: * wtf *
    niezłego bigosu sobie narobiliśmy. — nie wiem, jak Ty, ale ja jestem zdania, że gdyby Ludwik XVIII zrobił restaurację, miałby bigos :D ale to taka mała dygresja, bardzo lubię to określenie narobić sobie bigosu
    Są bardzo dobre — bo grunt to pewność siebie, nawet ja to powiem :3
    Erzsebet wcale nie uważała księdza Beilschmidta za „wstrętnego Prusaka” — mam nadzieję, że nie planujesz PruHuna? Proszę, powiedz, że nie planujesz ;-; ja cały czas liczę, że znajdę tu gdzieś Rodrysia ;-; * PruAus 9eva * (swoją drogą, najnewa też brzmi spoko, lepiej niż forewa)
    Wyłaź, krzyżacka zarazo! — nie mam nic do dodania.
    Wspomnij jeszcze raz o Grunwaldzie a wierz mi, że zaprowadzę cię pod te drzwi jeszcze raz i poprawię. — dałabym przecinek przed a; ale nie martw się, Gilbo, jeszcze pod Tannenbergiem wygracie :D
    Tylko ciasta mi nie zeżryjcie, bo więcej nie mam. — <8
    Z mojego Torisa to wcale nie jest żadna niedojda! — polemizowałabym. c:
    Weźcie się, ode mnie, jakby, odczepcie — totalnie XD

    Kurde. Przez Ciebie chyba będę miała kompleksy, wiesz? I ja tak zupełnie serio. D:
    Tak więc już Cię nie lubię i obrażam się do odwołania, ale i tak idę czytać dalej ;-; chyba nie muszę mówić, że żartuję ;q; (chociaż faktycznie idę czytać dalej)
    Chyba powiedziałam już wszystko, co chciałam powiedzieć… tak mi się wydaje. A jak mi się coś przypomni to dopiszę, tutaj albo na mailu, zgoda? c:
    Pozdrawiam
    Amnezja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PIONA. też nie lubię Węgierki. Nie wiem, czy to bardzo tu widać, ale ciężko mi idzie pisanie o niej.
      trolololo, ja też wyję przeokrutnie, znów możemy sobie podać ręce ;p
      No nawet chyba na pewno TROCHĘ :D Dzięki za wyłapanie, jak zawsze :D Już się biorę za poprawki, bo nigdy tego nie zrobię ;_;
      No jasne, że nie pasuje na księdza, ale to jest hetaliowy kanon przecież! :D
      No miało być, dzięki po raz wtóry D:
      A jak ten Hochbauer ma na imię, to sobie wyguglam? Bo nie pamiętam, czy w tym framencie co mi przesyłałaś imię padło? Ale dzięki, cieszę się, że dobrze wyszło :D
      Kocham nazywanie koni dziwacznymi imionami :D
      Też je lubię :D Zresztą, ja w ogóle lubię tego rodzaju powiedzonka, tylko że czasem bardzo niefortunnie ich używam, niestety D: *HERP DERP*
      Cecylka tej pewności siebie to ma aż za dużo XD
      Trololololo, planowałam. Ale nie wiem. Bo nie mój ship i chyba nic z tego nie będzie i stanie właśnie na AusHunie. KU TWOJEJ RADOŚCI :D Rodryś raczej się pojawi :D
      Też się poprawi, dziena!
      JA TEŻ BYM POLEMIZOWAŁA, noale co zrobić D:

      Oszalałaś, dlaczego? *.*
      NIEEEEE, nie obrażaj się no! :D
      Dzięki Ci piękne za komentarz, jak zwykle :) I oczywiście pisz, gdzie Ci wygodnie :)
      pozdrawiam również!

      Usuń
  13. Uwielbiam Gilberta i jego teksty. A Cecylia z tym piciem przed snem to zupełnie jak ja. :)
    Resztę czytałam jakoś tak wcześniej i w sumie to niewiele pamiętam. Nie chcę tu głupot napisać.
    Chciałam tylko dać znać, że jestem i sobie bardzo, ale to bardzo powolutku czytam.
    Pozdrawiam i weny!
    [pat-czyli-ognistowlosa]

    OdpowiedzUsuń