piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział V



                Bernhard i jego kompani zaczęli mieć bardzo przyziemne problemy.
                Minęło kilka dni, a oddziału Bengta jak nie było, tak nie ma. Bernhard jeszcze nie martwił się zbytnio, bo wiedział przecież, że brata mogło coś zatrzymać na dłużej – młody Oxenstierna nie był z takich, co by od razu zakładali najgorsze. Tak czy inaczej jednak, z ciągłej nieobecności Bengta wynikały tylko kolejne problemy i to rangi absolutnie życia i śmierci. Po pierwsze i najważniejsze – kończył się żołnierzom prowiant. I tak już mocno zacisnęli pasy, co by wystarczyło jeszcze przynajmniej na ten dzień – sprawy nie miały się jednak najlepiej i Bernhard doskonale zdawał sobie z tego sprawę, podobnie z resztą jak jego towarzysze. Po drugie, było niemiłosiernie gorąco – gdyby nie drzewa i błogi cień, jaki dawały, cała piątka pewnie już dawno sczezłaby tu, czekając w palącym, lipcowym słońcu na przyjazd oddziału Bengta albo powlekliby się do wsi, błagać Polaków o pomoc, co najpewniej nie skończyłoby się najlepiej. Teraz natomiast zdychali z gorąca, pozbywszy się przynajmniej wierzchnich warstw mundurów i dogorywali pod drzewami. Powietrze było ciężkie, jakby lepkie, człowiekowi trudno było oddychać, a co dopiero mówić – wynikała z tego jednakowoż przynajmniej taka korzyść, że nie chciało im się jeść przy takim upale. Wody szło za to bardzo dużo, ale tej mieli pod dostatkiem, bo nieopodal płynął leniwy, ale zaskakująco czysty strumyk. Po trzecie, i wbrew pozorom wcale nie mniej ważne, wszyscy robili się znudzeni – na pierwszy rzut oka może nie był to straszny problem, sam Bernhard nawet tak sądził, dopiero po paru dniach wyszło na jaw jak wielki błąd w ocenie stanu rzeczy, a raczej jednego ze swoich kompanów, popełnił. Ale po kolei.
                Tego dnia słońce doskwierało wyjątkowo mocno. Bernhard siedział na skraju lasu, ukryty między drzewami, oparty o pień dębu, nie myśląc o niczym zupełnie – tylko o tym, by ten upał wreszcie się skończył. Nikt nie przejmował się już bezpieczeństwem ani innymi „nieistotnymi” kwestiami; mundury zostały zrzucone, Bernhard nawet butów się pozbył, by choć odrobinę odsapnąć od nieznośnego gorąca. Na szczęście na niebie z wolna pojawiały się chmury, co raz to większe – wszystko było lepsze od tego żaru lejącego się z nieba, już pal sześć, że pewnie będzie padać – lepsza ulewa, niż ten upał.
                —Myślisz, że zdechniemy tu z gorąca, czy Polacy w końcu nas znajdą? — zapytał Ragnar z właściwym sobie optymizmem pobrzmiewającym w głosie, siadając ciężko na ziemi obok Bernharda.
                —Ja chyba zdechnę już za moment — burknął Oxenstierna w odpowiedzi. Spodnie i koszula wręcz się do niego lepiły. Dałby sobie rękę uciąć, że jeśli piekło istnieje, to musi panować w nim zbliżona temperatura.  — Jakoś mi się tęskno zrobiło za starą, dobrą, skandynawską zimą.
                Ragnar zaśmiał się pod nosem, jakby jego wcale ten paskudny upał nie dotyczył i wyciągnął zza paska manierkę. Upił z niej naprawdę sporej wielkości łyk a potem podetknął ją Bernhardowi pod nos.
                —Nie chcę — rzekł tylko Oxenstierna, kręcąc głową. Miał wrażenie, że po każdym łyku robi mu się jeszcze bardziej gorąco niż do tej pory, wolał więc sobie darować, jeśli naprawdę nie był spragniony.
                —Pijże, człowieku! — Ragnar zamachał mu manierką pod nosem. — Bo naprawdę wyzioniesz ducha. A poza tym, to nie woda. — Mrugnął do kapitana porozumiewawczo i wyszczerzył się.
                Na to Bernhard uniósł wysoko brwi i zdecydował się wziąć jednak manierkę od Ljungqvista. Zanim się napił, niepewnie powąchał jej zawartość, chociaż naturalnie wiedział, czego można się było spodziewać. W końcu upił łyk. Napój był słodki i trochę palił w gardło – niewątpliwie wino, choć bardzo mocne. Czuć było w nim owoce, których Bernhard nie potrafił zidentyfikować, ale smak był znajomy.
                —Skąd to masz? — zapytał Ragnara, oddając mu jego własność.
                —Nie wiesz, że darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda? — zapytał Ragnar uśmiechając się szeroko, ale po minie Bernharda wywnioskował najwidoczniej, że kapitan pyta zupełnie poważnie, dodał więc: - Björn zwędził to z jakiegoś gospodarstwa, jak go posłałeś na zwiady. Wiesz, on się ciebie trochę boi, to się nie chciał przyznać, ale mówię: nie możemy się tu przecież urżnąć jak świnie bez ciebie. No to stwierdziłem, że jak on się boi, to ja ci powiem.
                Bernhard parsknął na to śmiechem. On naprawdę był ostatnią osobą, jakiej ktokolwiek tutaj powinien był się obawiać; w opinii samego Oxenstierny, to już raczej Björn właśnie był najbardziej porywczy i gwałtowny z nich wszystkich. Bernhard był tak negatywnie usposobiony do wojska i całej ten militarnej otoczki, że pozwolił nawet im wszystkim zwracać się do niego po imieniu – nienawidził „szanownego kapitana Oxenstierny”, czy nawet zwykłego, pospolitego „kapitana” – Bernhard był po prostu Bernhardem, i nim chciał pozostać, bez względu na czas i miejsce, w jakim akurat się znajdowali. To był kolejny błąd, choć Bernhard jeszcze wtedy tego nie dostrzegał – nauczyć się miał dopiero z czasem.


                Upały w końcu minęły – teraz dla odmiany zrobiło się nieprzyjemnie chłodno, przynajmniej jednak nie padało. A Bengta ciągle nie było – Bernhard powoli zaczynał się martwić. Momentalnie jednak na głowę spadły mu inne kłopoty.
                Björn i Christer przynosili skądś jedzenie – Bernhard chyba nie za bardzo chciał wnikać skąd je kradli (bo że kradli to nie ulegało żadnej wątpliwości), jako że po dobrej jakości strawy wywnioskował, że należała do raczej bogatych ludzi, którzy na pewno nie zbiednieli od kilku kawałków kiełbasy i paru bochenków chleba - od jak dawna Bernhard nie miał w ustach tak pysznego chleba, sam już nie pamiętał – rumiana skórka chrupała jeszcze, gdy wgryzał się w grubą pajdę, zajadając się nią łapczywie. Głód już mocno dał się im we znaki, na całe szczęście jednak ktoś wyratował sytuację. I nawet więcej wina zwędzili – Bernhard wiedział, że nie powinni pić dużo, jako że właściwie w każdej chwili na horyzoncie mógł się pojawić oddział Bengta, sam jednak nie mógł oprzeć się pokusie, więc jak mógłby odmówić tego samego towarzyszom?
                Tym właśnie sposobem pewnej sierpniowej nocy skończyli siedząc w tym samym, przydrożnym lesie, pijani w sztok, rozweseleni i odrobinę zbyt głośni. Olaf odłączył się od towarzystwa, układając się wygodnie w trawie tuż obok drzew, by mieć dobry widok na niebo – Bernhard zdążył się już dowiedzieć, że Olaf był dobrze wykształconym człowiekiem, szczególnie w dziedzinie astronomii, która dla Oxenstierny była czarną magią. Był też samotnikiem, podobnie jak Bernhard – z resztą, faktem było, że mieli wiele z siebie nawzajem, dlatego Bernhard pozwalał mu postępować wedle własnej woli i chadzać własnymi ścieżkami, absolutnie nie wnikając w sprawy z gatunku „co?”, „gdzie?” i „dlaczego?”.
                Björn i Christer natomiast byli głośni i trochę męczący. Bernhardowi przeszkadzał ich nieco zbyt ordynarny ton rozmowy, podobnie jak sam sposób wyrażania się, nie zamierzał jednak się wcinać – dawał swoim podwładnym dużo swobody, traktując ich raczej jako przyjaciół niż faktycznie kogoś, kto miał mu podlegać. Może niekoniecznie był to mądry krok, ale Bernhardowi wydawał się bardziej naturalny, niż zachowywanie wszystkich tych wojskowych konwenansów.
                Ragnar natomiast rozpuścił się jak dziadowski bicz – paplał jak najęty, ale Bernhardowi właściwie jego monolog nie przeszkadzał, słuchał więc cierpliwie, potakując tylko, albo mrucząc coś niezrozumiałego, kiedy Ljungqvist tego od niego oczekiwał.
                —Nudna ta wojna jak nie wiem co — rzekł, układając się w trawie; Bernhard przypuszczał, że to nie była kwestia wygody, a stanu upojenia – Ragnar zwyczajnie nie mógł utrzymać pionu. — Ileż można siedzieć na tyłku w jednym — przerwało mu ciche czknięcie — miejscu?
                —Ile będzie trzeba — odparł Bernhard, jednak wcale nie karcącym tonem. Sam też był już mocno znużony tym wyczekiwaniem, rozumiał więc kompana doskonale. On sam radził sobie z nudą długimi, nocnymi spacerami wzdłuż drogi — niezbyt może bezpieczne, ale chyba zwariowałby siedząc bez przerwy na miejscu.
                —A, weź ty — marudził dalej Ragnar. — Temu twojemu bratu to wcale nie spieszno tutaj, jak widzę. Prędzej nas Polacy znajdą i wyrżną niż on tu w końcu dotrze.
                —Nawet tak nie mów — wtrącił się Christer, który był młodym chłopakiem, trochę bojaźliwym i bardzo pod wpływem Björna. — Ja się jeszcze na tamten świat nie wybieram, nie wiem jak wy.
                —No co wy, przecież oni wszyscy się z Rosjanami tłuką, tutaj same panienki zostały — wtrącił Björn, opierając się wygodnie o pień drzewa.
                Bernhardowi nie spodobało się coś w jego tonie, uznał jednak, że pewnie przesadza – brak zajęcia sprawiał, że człowiek zaczyna myśleć o głupotach i to chyba było całkiem normalne.
                —Jak już o kobietach wspomniałeś — rzekł rozmarzonym głosem Ragnar. — Myślicie, że jakieś listy da radę przesłać do Szwecji?
                —Może i da, jak się postarać — odparł Bernhard, wzruszywszy ramionami. — Sigmund mówił, że czasem coś wysyłał.
                Nie pokusił się o wytłumaczenie kim jest Sigmund, a oni nauczyli się już obchodzenia z Oxenstierną na tyle, by wiedzieć, że nie ma co jakkolwiek drążyć tematu, nawet jeśli tak błahego.
                —A co, masz tam kogoś? — zapytał Christer, a Ragnar uśmiechnął się szeroko.
                —No przecież, że mam! — zawołał Ljungqvist. — Mówię wam, piękniejszej panny to ze świecą szukać. A i skromniejszej… taka ta moja Solveig nieśmiała i cicha, że czasem aż mi jej żal. Ale to naprawdę najcudowniejsza, najszlachetniejsza istota jaka chodzi po ziemi…
                Bernhardowi zrobiło się właściwie trochę przykro, kiedy Ragnar zaczął opowiadać o swojej ukochanej. Ljungqvist, jako osoba nader gadatliwa, zdążył już opowiedzieć o sobie bardzo wiele; Bernhard dowiedział się, że był synem asesora, pochodził jednak z mieszczańskiej, nie szlacheckiej rodziny, tak jak kapitan z początku sądził. Uczył się na uniwersytecie w Uppsali, miał zostać lekarzem, i to ponoć piekielnie dobrym. A teraz jeszcze dowiedział się, że wojna zniszczyła mu nie tylko planowaną karierę, ale i życie prywatne – ślub Ragnara i jego Solveig nie był jeszcze, co prawda, planowany, ale byli już narzeczeństwem i na pewno rozstanie musiało być dla nich bolesne. Bernhard podziwiał Ragnara za jego optymizm, za wiarę w szczęśliwy powrót do domu i umiejętność czerpania radości z samego wspominania ukochanej.
                Rozmowa zeszła właśnie na temat kobiet. Bernhard niewiele miał do powiedzenia, no i temat też średnio go ciekawił, dlatego milczał i pogrążył się w myślach, słuchając tylko jednym uchem.
                Ragnar rozgadał się o Solveig jak o niczym do tej pory; opisywał ją tak szczegółowo, że sam Bernhard czuł się, jakby naprawdę tę kobietę znał. Pokazał nawet medalik, który dostał od niej na pamiątkę i pocieszenie w czasie, gdy będzie w Rzeczypospolitej – Bernhard przelotnie pomyślał wtedy o Annelise i jej chusteczce, którą oddał polskiej dziewczynce, szybko jednak odsunął od siebie te myśli, alkohol bowiem nie sprzyjał myśleniu o tak poważnych i przygnębiających sprawach.
                Oxenstierna sądził, że ten wieczór skończy się dobrze – nudno, to prawda, ale dobrze. Pomylił się jednak grubo. Co więcej, najpewniej wszystkie wydarzenia tego wieczoru miały być później brzemienne w skutki.
                Wszystko przez tę gadkę o kobietach oraz przez to, że posyłał Björna i Christera na zwiady i po jedzenie. Już wcześniej zauważył, że coś zbyt chętnie się tam wybierali, choć początkowo sądził, że to tylko ze względu na nudę.
                Björn wstał i przeciągnął się leniwie. Zachwiał się trochę na nogach (Bernharda ogarnęły wyrzuty sumienia, że naprawdę nie powinni byli tyle pić), a potem – gdy już odzyskał równowagę – włączył się w rozmowę na nowo.
                —Ty się swoją Solveig zachwycasz, ale ona jest daleko, daleko, po drugiej stronie Bałtyku… A widziałeś, ile tu jest pięknych dziewczyn? — zapytał Björn, z szerokim uśmiechem na twarzy. — Myśmy z Christerem widzieli jedną, śliczna jak z obrazka, żebyście widzieli! Ciemne włosy, zielone oczy, a zgrabna jak nie wiem! W życiu takiej nie widziałem, aż się człowiek napatrzyć nie mógł.
                Bernhard uznał, że wszystkim tu naprawdę wybitnie się nudziło. Czy wojna naprawdę tak miała wyglądać? Mieli siedzieć w krzakach i podglądać polskie dziewczęta? To wydało mu się tak śmieszne i absurdalne, że aż zapragnął się roześmiać. A on się bał o życie, bał się o jakieś potworne czyny, których być może zmuszony byłby dokonywać. A skończyło się na tym. Nie to, żeby Bernhard narzekał – lepsza przecież skrajna nuda od krwawych jatek i wszechobecnej śmierci. Teraz po prostu uznał całe to gadanie o wojnie za delikatny przerost formy nad treścią. I tutaj grubo się pomylił, ale nie był to jeszcze ten moment, kiedy miał sobie to uświadomić.
                —A co mi po oglądaniu się za dziewczynami? — Ragnar wzruszył ramionami. — Popatrzeć sobie zawsze mogę, ale przecież to nie to, co moja Solveig.
                —Patrzenie patrzeniem, ale na Boga, przecież coś nam się od życia chyba należy, jak żeśmy się już na tę wojnę przypałętali, nie? — przekonywał dalej Björn, a Bernhard zmarszczył brwi, zastanawiając się, do czegóż takiego on zmierzał.
                —I że niby co ty chcesz przez to powiedzieć? — Ragnar wypowiedział na głos pytanie, które Oxenstierna zadał sobie w myślach.
                —Że chyba mamy prawo sobie trochę poużywać? — odrzekł Björn, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. — My tu karku nadstawiamy, i co, że niby nic nam się w zamian nie należy?
                Bernhardowi bardzo nie podobało się to, co Björn mówił, ale cały czas miał nadzieję, że jednak źle całą wypowiedź zrozumiał. Wpatrywał się teraz w Björna uważnie, analizując każde wypowiadane przez niego słowo i czując, jak powolutku zaczyna ogarniać go zdziwienie zmieszane z narastającym niesmakiem.
                —Tak się nie robi — powiedział zaskakująco stanowczo Ragnar na słowa kolegi; najwidoczniej odebrał to wszystko dokładnie tak samo jak Bernhard.
                —E tam „nie robi się”. — Björn lekceważąco machnął na to ręką. — Taka kolej rzeczy, wojna to wojna i nie ma zmiłuj. Życie bywa brutalne.
                Bernhardowi nie mieściło się w głowie, jak w ogóle można było myśleć w podobny sposób. Zaskoczenie, które wcześniej ogarnęło Oxenstiernę, teraz ustąpiło miejsca złości. Ostatecznie jednak powstrzymał się od powiedzenia czegokolwiek i postanowił czekać na rozwój sytuacji.
                —Nie zachowuj się jak barbarzyńca — prychnął z pogardą Ragnar, a Björn roześmiał się głośno na jego słowa.
                —Poczekaj jeszcze trochę, aż cię przyciśnie — odpowiedział Ragnarowi odrobinę kpiącym tonem. — Gadaj co chcesz, ale i ty o tym pomyślisz, i już takim świętoszkiem nie będziesz. Jakby człowiek miał tu siedzieć parę lat i wcale się żadnej do tyłka nie dobrać, to by mu odbiło…
                Bernhard poczuł się, jakby dostał po twarzy, słysząc słowa Björna. I już nie chodziło nawet o dobór słów – do Oxenstierny po prostu w końcu w stu procentach dotarło co takiego Björn próbował zasugerować. Co chciał zrobić. Bernhard czuł, że jeszcze chwila i przestanie nad sobą panować.
                —A poza tym — kontynuował Björn, nie zdając sobie najwyraźniej sprawy z tego, jakie uczucia w młodym kapitanie wywoływał, wypowiadając każde kolejne słowo. — To co ty sobie myślisz, że one tu wszystkie grzecznie na swoich mężów czekają? Przecież też są wyposzczone tak, że szkoda gadać, i nawet jak krzyczą, że nie chcą, to ja wcale nie wierzę. Przyznać to się nie przyznają, ale ja już dobrze wiem, jak jest. A z resztą, jaka to różnica, co mi będzie taka krzyczała, jak i tak nawet pół słowa nie rozumiem… — zachichotał z własnego dowcipu, razem z wtórującym mu Christerem, jednak Bernharda ten „żart” nie rozbawił, a przeciwnie – doprowadził go na skraj furii.
                —Coś ty powiedział? — wycharczał Bernhard, spoglądając na Björna groźnie i zaciskając ręce w pięści.
                Jego słowa zawisły w powietrzu; zamiast odpowiedzi była tylko ciężka, z każdą sekundą gęstniejąca co raz bardziej i bardziej cisza. Oxenstierna czuł na sobie spojrzenia pełne napięcia towarzyszy, w tym nawet Olafa, który chyba zainteresował się rozwojem wypadków. Christer wyglądał, jakby nie marzył o niczym innym jak tylko zniknąć z powierzchni ziemi, albo przynajmniej znaleźć się poza zasięgiem Bernharda. Ragnar też wpatrywał się w niego z napięciem. Na twarzy Björna natomiast odmalowało się wahanie.
                A Bernhard był wściekły. Nie mieściło mu się w głowie, jak ktokolwiek mógł wygadywać takie rzeczy i to jeszcze tak pewnym siebie tonem! Nie mieściło mu się w głowie, jakim cudem komukolwiek mógł przyjść do głowy pomysł podobnego postępku, jak ktoś mógł uważać gwałt za coś normalnego, a kobiety za coś co mu się należało, bo mieli stan wojny! To było odrażające i skrajnie nienormalne, choćby pomyśleć o czymś takim, a co dopiero planować to w rzeczywistości – i choć Bernhard nie mógł mieć pewności, czy Björn faktycznie by to zrobił, czy tylko tak gadał zachęcony alkoholem, to jego gniewu nic nie było już w stanie zatrzymać.
                —Ja tylko… — zaczął Björn, ale po chwili, kiedy Bernhard powoli, starając się jak najbardziej trzymać nerwy w ryzach wstał, stracił wątek. — No Bernhard, sam powiedz, czy to tak nie działa? Nie wmówisz mi, że to się na wojnie nie dzieje…
                Bernhard nic mu się odpowiedział, tylko podszedł do Björna i spojrzał na niego z góry, marszcząc brwi i wcale nie starając się wyglądać na mniej wściekłego, niż był w rzeczywistości. Björn zbladł trochę na jego widok, starał się jednak zachować zimną krew – nikt jednak nie dziwiłby się chyba jego lękowi, gdyby Bernharda w tej chwili zobaczył: wyższy od Björna o kilka cali, z zaciśniętymi ustami, zmarszczonymi brwiami i jakimś dziwnym ogniem w oczach, z których paradoksalnie zdawał się bić zadziwiający chłód. Bernhard, kiedy był zły, robił się naprawdę straszny.
                —Taka kolej rzeczy, jak żeśmy ziemię podbili, to możemy sobie wziąć, co nasze — oświadczył Björn głosem, który z zamierzenia miał być raczej pewny, ale w praktyce wypadło to zgoła inaczej. — Od tego są, żeby…
                Nie zdążył dokończyć, bo nerwy w końcu Oxenstiernie puściły. Gwałtownym, pewnym ruchem złapał Björna za poły mundurowego płaszcza i przycisnął go do drzewa, dając upust całej swojej tłumionej wcześniej złości. Żołnierz aż jęknął, gdy uderzył plecami o twardy pień; Bernhard miał naprawdę dużo siły i Björnowi dane było to odczuć. Próbował wyrwać się z uścisku Oxenstierny, ale ten, w nagłym przypływie gniewu, złapał go za szyję i przycisnął do drzewa mocniej.
                Björn nie mógł złapać oddechu. Nie, Oxenstierna nie próbował go udusić - chciał tylko wywołać panikę, a nie robić mu krzywdę. No, chcieć to może akurat chciał – ale nie zamierzał. Dłonie Björna desperacko zacisnęły się na nadgarstku Bernharda, próbując uwolnić się od żelaznego uścisku kapitańskiej ręki. Na próżno.
                —Powiedz to jeszcze raz — warknął Bernhard cichym, ostrzegawczym tonem, nie myśląc nawet o puszczeniu Björna. Spoglądał na niego mrużąc oczy i nachylając się tak, że ich nosy dzieliły jedynie milimetry.  — Jeszcze raz, a dam ci taką nauczkę, że zapamiętasz raz na zawsze, że nigdy, przenigdy, nie masz prawa nawet myśleć o podobnych rzeczach. Jesteś odrażający — dodał Oxenstierna cichym, zachrypniętym i drżącym od gniewu głosem. — Nie masz prawa mówić tak o żadnej kobiecie. Żadna z nich nie jest twoją własnością. A ty nie jesteś zwierzęciem, więc nie zachowuj się jak zwierzę. Jeśli uznam, że choćby spojrzałeś na jakąkolwiek kobietę w niewłaściwy sposób, czy to Polkę, czy Litwinkę, czy jakąkolwiek inną, to gorzko tego pożałujesz. A jeśli dowiem się, że ośmieliłeś się którejkolwiek zrobić coś tak odrażającego, to gwarantuję ci, że będzie to ostatnia rzecz, jaką w życiu zrobiłeś.
                Dopiero, gdy skończył mówić i gdy twarz Björna zrobiła się wręcz purpurowa, puścił go. Żołnierz upadł na kolana, oddychając głęboko i chrapliwie, rozpaczliwie łapiąc każdy oddech i rozcierając szyję w miejscu, gdzie Bernhard go ścisnął. A Oxenstierna spojrzał na niego z największą pogardą, na jaką było go stać.
                —Zrozumiałeś? — warknął jeszcze, przyglądając się wijącemu się u jego stóp żołnierzowi.
                —Bernhard, słuchaj… — zaczął spanikowanym tonem, ale Oxenstiernę tylko jeszcze bardziej to rozgniewało. Nagle, po raz pierwszy, zapragnął być nazwany „kapitanem” – nie chciał, by takie ścierwo, jakim był od teraz w jego oczach Björn, zwracało się do niego po imieniu.
                —Zrozumiałeś? — powtórzył z naciskiem, mrużąc oczy, a ręce aż mu się trzęsły ze złości.
                —Tak jest, kapitanie — odparł w końcu w odpowiedzi Björn, uspokoiwszy oddech. Podniósł się z ziemi i, ciągle dysząc, oparł się od drzewo z niepokojem zerkając na Oxenstiernę, jakby w każdej chwili spodziewał się kolejnego ataku.
                Bernhard nic mu na to nie odpowiedział; nie zamierzał wchodzić w żadne dyskusje z tym człowiekiem. Odwrócił się na pięcie i szybkim, nerwowym krokiem zmierzał w stronę pobliskiego pola, jeszcze porośniętego wysokim zbożem.
—Gdzie idziesz? — zapytał go Ragnar, a Bernhard, nie zatrzymując się, odpowiedział szorstko:
—Przejść się. Wrócę.
Nikt tematu nie ciągnął, a Bernhard, nie dręczony już przez nikogo, odszedł w swoją stronę, by chwilę ochłonąć.
 Z jednej strony nadal był zszokowany faktem, że komuś coś podobnego mogło przyjść do głowy. Z drugiej strony natomiast ciągle był okropnie wściekły. Nie żałował ani trochę, że potraktował żołnierza tak szorstko, wręcz brutalnie. Należało mu się to, przynajmniej w opinii Bernharda – trzeba było sprowadzić Björna na ziemię, zanim narobił głupot. Tak naprawdę, to Bernhard uważał, że jeśli to do niego dotrze, to właściwie wyświadczył mu przysługę.
Czy Bernhard czuł się lepszy od Björna? Tak, w pewien sposób tak; do tego młodego chłopaka pałał teraz niezmierzoną pogardą. Przerażała go jednak myśl o tym, że nie minął nawet miesiąc wojny, a niektóry już zaczynali mieć podobne zapędy, nawet pomimo żelaznej dyscypliny, jaką szczyć się ponoć miała szwedzka armia  – Oxenstierna musiał spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że Björn miał trochę racji w tym, co mówił: z czasem w każdym odzywa się jego ciemna strona, szczególnie, kiedy ma się poczucie władzy nad innymi ludźmi. I największy problem tkwił w tym, że Bernhard okrutnie bał się tego, co jego własne wnętrze mogło skrywać.



*

Kolejne dni były raczej nieprzyjemne i pełne napięcia, przynajmniej pomiędzy Björnem a Bernhardem. Oxenstierna nie pozwolił już więcej ani jemu, ani Christerowi chodzić do wsi po jedzenie – albo wysyłał tam Ragnara, albo Olafa, albo chodził osobiście. Pewnego razu wybrał się do jednego z gospodarstw sam. Był późny wieczór, więc Bernhard wątpił, żeby jeszcze na kogoś miał się natknąć. Jego wzrok właściwie nie ułatwiał mu zadania, bo miał wrażenie, że nawet w okularach bardzo źle widzi, musiał jednak jakoś to znieść. Słońce zaszło już dawno, Bernhard więc pozwolił sobie iść blisko drogi, żeby nie potknąć się o żaden wystający korzeń albo powalony konar drzewa. Dookoła panowała błoga i niemal niczym niezmącona cisza – jedynym dźwiękiem, jaki docierał do uszu Oxenstierny był głośny i rytmiczny śpiew świerszczy dochodzący właściwie zewsząd. Bernharda na myśl o tym przeszedł nieprzyjemny dreszcz – nie przepadał za świerszczami, konikami polnymi i innym tego typu skaczącym robactwem. Słyszał też co jakiś czas ponure pohukiwanie sów, które nadawało niesamowitego, odrobinę mistycznego klimatu całemu temu długiemu spacerowi do wsi. Bernhard, jako samotnik, raczej znajdował przyjemność w tego rodzaju samotnych wyprawach – ich obóz był oddalony od wsi przynajmniej o kilometr, tak więc miał trochę czasu na napawanie się brakiem jakiegokolwiek męczącego towarzystwa.
Idąc, rozglądał się dookoła – niebo tej nocy wyglądało doprawdy cudownie, czarne jak smoła, usiane niezliczenie wielką ilością jarzących się bardziej lub mniej gwiazd. W okolicy nie było żadnych świateł, widok więc był doprawdy zapierający dech w piersiach – Bernhard aż zatrzymał się, by przez moment, wytężając wzrok, podziwiać jaśniejsze pasmo gwiazd i obłoków, przecinających niemal całe niebo – jakież to było piękne, jakie niesamowicie monumentalne! Doprawdy wspaniale było podziwiać coś tak doskonałego i majestatycznego; człowiek czuł się malutki i nic nieznaczący w otaczającym go świecie, kiedy tak stał i wpatrywał się w miliardy otaczających go gwiazd i ciał niebieskich, których nikt nie zdołał zliczyć. Bernhard nie odebrał jakiegoś ogromnego wykształcenia w dziedzinie astronomii, tylko konieczne postawy, zawsze jednak znajdował przyjemność w podziwianiu nocnego nieba – ta noc nie była od tego wyjątkiem. Po chwili zadumy ruszył dalej, wiedząc, że zbliża się już do celu.
Wieś nie była zbyt wielka, ale na pewno stosunkowo bogata – chłopskie chaty wyglądały dużo lepiej niż w innych mijanych przez niego wioskach. Tym bardziej nie miał więc wyrzutów sumienia, że kradł trochę jedzenia dla siebie i kompanów – oni niemalże głodowali, a przecież nikt tu od tych ich małych eskapad nie zbiednieje.
Bernhard przemknął do spichlerza za plecami chłopa, który plątał się jeszcze po podwórku. We wcześniej zabrany worek wpakował trochę chleba, by później z zaskakującym wyczuciem i zwinnością jak na kogoś jego gabarytów przemknąć pod ścianę domu i z pomieszczenia, które wyglądało na kuchnię zwinąć parę pęt kiełbas, trochę mleka i coś, co później okazało się być wybornym plackiem na miodzie. Oxenstiernie dopiero po chwili przyszło do głowy, że okradał najpewniej właścicieli wsi, bo przecież skąd kuchnia w zwyczajnej chłopskiej chacie? W ciemności właściwie jedyne po czym mógł rozróżniać domy były ich gabaryty – i faktycznie ten konkretny był sporo większy od innych. Tym bardziej pozbył się już wszelkich wyrzutów sumienia – właściciele ziemscy na pewno od tego nie zbiednieją.
Kiedy przemykał z powrotem w stronę drogi wydawało mu się, że ktoś z gospodarstwa go widział; zaczaił się więc gdzieś na jakiś czas, co by sprawdzić, czy nikt za nim nie idzie. Przez moment słyszał głos, zupełnie dla niego niezrozumiały, ale chyba zbliżający się w jego stronę. Serce momentalnie zabiło mu szybciej, jakby chcąc wyrwać się z jego piersi na wolność, a wnętrzności skręciły się nieprzyjemnie – już-już, spodziewał się, że za moment któryś z chłopów zajdzie go od tyłu i zastrzeli - na szczęście jednak nic takiego się nie stało, więc Bernhard uznał to wszystko za fałszywy alarm.
Upały w dzień wróciły, ale teraz z kolei noce robiły się co raz zimniejsze. Pewnego wieczora odważyli się nawet rozpalić ognisko – widywali je w innych miejscach, nieopodal, sądzili więc, że ogień nie wzbudzi podejrzeń. I to był największy błąd, jaki popełnili podczas całego tego oczekiwania na Bengta Oxenstiernę.
Nikt niczego nie podejrzewał, gdy kładli się spać. Na warcie miał stać Ragnar. I stał. Póki nie usnął. I to był kolejny błąd – czegóż innego jednak można było się spodziewać po zostawionych samym sobie mężczyznach, żołnierzach tylko z nazwy, bo przecież w rzeczywistości żaden z nich nie miał pojęcia co powinni robić, jak się zachowywać, jak się ukryć, by nie ściągnąć na siebie niebezpieczeństwa? Żadnego z nich nigdy tego nie nauczono. I to stało się przyczyną nadchodzących wydarzeń.
Bernhard nie potrafił przestawić się na spanie na powietrzu, mimo, że była to już któraś z kolei noc; ciągle ogarniał go jakiś dziwny niepokój, byle szmer wyrywałby go ze snu, który był bardziej czuwaniem niż tym, czym faktycznie powinien być. I to uratowało mu życie.
Obudziły go szepty. Bardzo ciche i nerwowe, z których nie mógł pojąć ani słowa. Pomimo zaspania, już po chwili dotarło do niego co to oznacza – Polacy. Był jeszcze zbyt zaspany, by stwierdzić, czy byli już tu w ich obozie, czy dopiero się zbliżali. Trzask łamanej gałązki gdzieś na lewo od niego powiedział mu jednak, że nie ma sensu się łudzić – byli już tu. Serce zaczęło mu bić gwałtownie i szybko i musiał włożyć całą swoją siłę woli w to, aby się nie poruszyć, żeby nie zdradzić, że nie śpi. Dziękował Bogu, że spanie na otwartej przestrzeni napawało go takim lękiem, że spał z rękoma wręcz oplecionymi dookoła karabinu. Tylko, że niewiele mu to dawało, jeśli nie mógł nawet się poruszyć.
Głosy wzmogły się, stały się głośniejsze i bardziej nerwowe. Coś chrupnęło, ktoś krzyknął i rozległ się strzał, przecinający ciszę niczym brzytwa i boleśnie dając się we znaki nieprzyzwyczajonym do tak głośnych dźwięków uszom.
Bernhard uznał to za dobry moment, żeby się rozejrzeć. Było tu kilku Polaków, chłopów najpewniej, jak Oxenstierna przypuszczał mając na uwadze ich strój. W obozie panował chaos – dwóch obcych rzuciło się z pistoletami na Olafa, który dzielnie starał się walczyć. Christer w pośpiechu próbował naładować karabin, podobnie z resztą jak Polak, który jeszcze przed chwilą do niego mierzył, ale najwyraźniej chybił. Björn wymachiwał szablą, przed którą próbował uskoczyć drobny chłop. A Ragnara ani widu, ani słychu.
—Ty sukinkocie, zaraz ci pokażę jak się walczy! — zawołał Björn, i – ku zdumieniu Bernharda – faktycznie Polaka trafił, i to tak celnie, że ten aż zawył z bólu.
Bernhard w ostatnim momencie zorientował się, że nieopodal stał jeszcze jeden Polak, który celował do niego z karabinu. Przeklinając swoją wadę wzroku, która ostatnio naprawdę się pogorszyła, w ostatniej chwili udało mu się uchylić; podczas gdy mężczyzna przeładowywał broń, Bernhard do niego wymierzył, a potem bez wahania nacisnął na spust - i jakimś niepojętym dla niego cudem trafił. Chłopak padł na ziemię, łapiąc się za pierś, z której obficie sączyła się szkarłatna posoka. Oxenstiernie zatrzęsły się ręce. Jak przez mgłę docierała do niego świadomość, że właśnie strzelił do człowieka. I że go zabił. Dlaczego, na Boga, dlaczego to przyszło tak łatwo? Dlaczego nie czuł żalu? Dlaczego jedynym uczuciem, jakie go ogarniało, była ulga?
Wyrzuty sumienia miały przyjść później; teraz Bernhardem kierował tylko instynkt przetrwania - nie była to pora na zastanawianie się nad moralnością swoich czynów. Któż bowiem, mając do wyboru moralne zachowanie i własną śmierć lub zamordowanie kogoś innego, ale pozostawiające perspektywę przeżycia, wybrałby tę pierwszą opcję? Bernhard musiałby być skończonym idiotą bez najmniejszych nawet śladów instynktu samozachowawczego by tak postąpić.
Björn był blisko – Bernhard nie potrzebował okularów, żeby widzieć, jak jeden z Polaków zachodzi go od tyłu i podrzyna mu gardło. Z jego ust wydarł się zduszony jęk na widok otwierającej się rany; przez moment Oxenstierna był pewien, że zwymiotuje – pochylił się na chwilę  i miał wrażenie, jakby wnętrzności wywróciły mu się na lewą stronę. Nie udało mu się opanować i jego ciałem wstrząsnęły gwałtowne torsje. Był absolutnie zszokowany i przerażony tym, co się działo. Kątem oka widział, jak Olaf pada martwy na ziemię, powalony strzałem z polskiego pistoletu.
Bernhard dostrzegł Ragnara w ostatniej chwili. Widział Polaka, który do Ljungqvista mierzył. Oxenstierna nie zastanawiał się co robi i dlaczego to robi – odruchowo jakby, chcąc ratować przyjaciela, rzucił się w jego stronę, by odepchnąć go z toru kuli. To nie był przemyślany akt heroizmu – Bernhard nie myślał o tym, że sam może stać się celem, chciał tylko zrobić wszystko co w jego mocy, by uchronić towarzysza przed losem, jaki spotkał Olafa i Björna. Ragnar upadł na ziemię, pchnięty brutalnie przez Oxenstiernę, który miał zamiar roześmiać się z triumfem, że udało mu się bezproblemowo ocalić życie towarzysza. Wtedy jednak prawe ramię Bernharda przeszył okrutny, palący ból – Oxenstierna zawył głośno niskim, zachrypniętym głosem, niczym ranione zwierzę i upadł na ziemię. Czuł się, jakby ktoś odrywał mu od kości kawał mięsa. Łzy bólu pociekły mu po policzkach, a on zagryzł z bólu wargę, aż po jego podbródku spłynęła cieniutka strużka zmieszanej ze śliną krwi.
Ragnar próbował naładować karabin, który Bernhard wypuścił z rąk. Oxenstierna pierwszy raz widział w oczach Ljungqvista takie przerażenie, jak wtedy, gdy Polak, zamiast wycelować w niego pistolet, po prostu uśmiechnął się z pewną dozą triumfu i politowania. Ragnar odwrócił głowę, by zerknąć przez ramię i wtedy uświadomił sobie, że ktoś celował mu prosto w plecy.Już chwilę później, gdy głuchy odgłos wystrzału rozległ się w lesie, Ragnar Ljungqvist upadł bezwładnie na ziemię, dysząc ciężko, by dogorywać w męczarniach – bo Oxenstierna zdążył się zorientować, że zadana mu rana nie zabije go zbyt szybko, a już na pewno nie bezboleśnie.
Bernhard nie wiedział, czy ma ochotę zawyć bardziej z bólu czy rozpaczy. To było za dużo, wszystko to, co się działo. Oxenstierna nie był w stanie tego pojąć. Nie wierzył, po prostu zwyczajnie nie wierzył, że to mogło się stać tak szybko i tak łatwo. Nie wierzył, że już nigdy nie złoi Björnowi skóry, że nigdy nie usłyszy paplania Ragnara, ani mądrych słów Olafa, nie wierzył, że za moment sam zginie, że tak miał wyglądać koniec jego dwudziestosiedmioletniego życia.
Christera też już nie było – powiedział mu to przerażony i gwałtownie urwany krzyk młodzieńca, a potem odgłos ciała upadającego bezwładnie na ziemię. Bernhard nie chciał nawet się zastanawiać, co mu zrobili.
Został sam.
W ostatniej, rozpaczliwej próbie pożegnania się z życiem z godnością, Bernhard zmusił się, by wstać. Kolana mu drżały, jednak udało mu się to, choć nie mógł złapać oddechu. Krew z rany w ramieniu spływała po jego torsie ciepłą, wąską strużką, wsiąkając w ubranie, a Bernhardowi robiło się co raz bardziej słabo. Nie sądził, by wytrzymał długo.
Polak był młody i niedoświadczony – tylko dlatego, pomimo bliskiej odległości, nie trafił Bernharda prosto w brzuch, a w lewy bok. Kula przeszła na wylot, Oxenstierna był tego pewien; czuł, jak ołów rozrywa mu mięśnie, a potem brutalnie wyrywa się z jego ciała. Krew popłynęła obficie, a pod Bernhardem ugięły się nogi. Zrobiło mu się ciemno przed oczami, nie mógł utrzymać równowagi. Jego kolana uderzyły o ziemię, a Oxenstierna nawet tego nie poczuł; rany zadane kulami skupiały całą jego uwagę, każdy inny ból był dla niego zupełnie niedostrzegalny.
Legł na ziemi, dysząc ciężko i jęcząc boleśnie; czuł, jak ciepła krew wypływa z rany na boku, powoli pozbawiając go świadomości. Bernhard nie żałował w tej chwili towarzyszy – był zdolny tylko do odczuwania fizycznego bólu, niczego więcej, żadnego żalu ani smutku, żadnej nadziei na przeżycie. Myślał, że gorzej już być nie może – zdechnie tu, targany okrutnym i otępiającym bólem, wykrwawiając się powoli na śmierć. Muszkiet wbijający się w jego ranę, który w zamierzeniu miał go chyba dobić, powiedział mu, że grubo się pomylił. Szwed zawył głośno i rozpaczliwie, wiercąc się dziko, aby uciec przed ostrzem – sprawiło mu to jednak jeszcze więcej bólu, bowiem poszarpał ranę.
—Zostaw go! — Bernhard jak przez mgłę usłyszał czyjeś słowa, jednak nie pojmował ich znaczenia; brzmiały całkiem obco, zupełnie dla Szweda niezrozumiale. — Niech zdechnie, szwedzka gnida. Ale pastwić się nad nim nie musisz.
—Dobić go? — odpowiedział inny głos, chyba tego chłopca, który do Bernharda strzelił.
—Nie. I tak zaraz się wykrwawi — powiedział stanowczo ten pierwszy.
—Zabił Franka! — obruszył się chłopaczek.
—Franek wiedział na co idzie. A on zdechnie. Szkoda kul, jeszcze się mogą przydać. Chodźmy.
Ostrze zostało wyciągnięte z rany, ale ból jakoś wcale nie ustał, już raczej wręcz przeciwnie – Oxenstierna przyjął to z głośnym, bolesnym jękiem, przewracając się jednocześnie na bok. Bernhard słyszał kroki i głosy oddalających się Polaków; z ogromnym trudem sięgnął po leżącą nieopodal kurtkę mundurową Christera i przycisnął ją sobie do rany na brzuchu – wrzasnął wtedy okrutnie, ale zmusił się, to zatkania materiałem wylotów rany. Nie wiedział, czy to pomoże – nie zależało mu jednak, bo nie potrafił w tej chwili określić czy bardziej chciał żyć, czy po prostu umrzeć, by nie musieć już odczuwać tego okrutnego bólu. Chciał tylko, żeby ta katorga się skończyła, obojętnie w jaki sposób.
Nie wiedział, jak długo tam leżał – wydawało mu się, że to były miesiące, jeśli nie lata. Ból nie ustawał, a on momentami tracił przytomność, tylko po to, by odzyskać ją na chwilę i znów leżeć w bólach i agonii na pokrytej liśćmi leśnej ściółce.
Słyszał jęki Ragnara, który dogorywał parę metrów od niego. Żaden z nich nie miał już siły się ratować. To był koniec, Bernhard z rozpaczą sobie to uświadomił.
Potem były czyjeś kroki. Powolne, niezdecydowane. Czyjś głos, miękki i przyjemny, choć ewidentnie spanikowany. Mowa, której nie pojmował i delikatne dłonie, przesuwające się po jego ciele.
Bernhard nie wiedział kto to; nie pojmował co się dzieje. Podjął jednak decyzję – chciał umrzeć, by zakończyć tę mękę, której nie był w stanie dłużej znieść. Jego dłoń ostatkiem siły brutalnie zacisnęła się na czyimś drobnym, chudym ramieniu, próbując nakierować je na leżącą nieopodal broń. Wycharczał prośbę o dobicie, z trudem i wysiłkiem, który wiele go kosztował. Nie pojmował już, że przecież nie zostanie zrozumiany.
Gdy ciepłe, drobne dłonie objęły jego twarz, zmusił się do skupienia się i otworzenia oczu.
Ktoś coś mówił. Kobieta. Mówiła ze strachem, ale i determinacją w głosie, z niepewnością i troską w niesamowitych, kocio zielonych oczach.
Jasne i lśniące niczym złoto włosy we krwi, jego krwi. Piegowaty nos, trójkątna twarz. Oczy jak u kota. Głos jak u anioła. I ręce, takie delikatne, takie ciepłe, jednocześnie sprawiające mu ból.
—Polen, proszę... — wycharczał tylko z rozpaczą i rezygnacją, gdy pojął, że odrzuciła broń na bok. Dlaczego mnie nie dobijesz? Dlaczego sprawiasz mi ból? Dlaczego nie chcesz mi pomóc?
Nie pojmował, że zamiast pozbawiać go życia, chciała je uratować.
Gdy po raz ostatni tracił przytomność, zdążył jeszcze tylko pomyśleć, że powinien dziękować Bogu, że nie musiał umierać samotnie.
A potem był tylko ból, gasnący z każdą chwilą. Aż wreszcie przyszła ciemność i Bernhard niczego więcej już nie pamiętał.





 Czekać na lincz? :D
Nie wiem, czy Ragnar przeżyje, czy nie - zobaczymy jeszcze, bo w rozdziałach, które mam napisane i gotowe do publikacji, będzie to wymagało tylko nieznacznych modyfikacji, dopiero później ewentualnie okaże się ważne. 
Nie mam w zwyczaju zostawiania takich cliffhangerów, ale w gruncie rzeczy, czy to w ogóle był cliffhanger? Chyba nie, bo raczej oczywistym jest, że nam Bercia ducha nie wyzionie :)
Nie mam zielonego pojęcia na ile taka rana może być śmiertelna (biochemistka od siedmiu boleści ;n;), bądź co bądź, zakładam, że jeśli kula nie uszkodzi organów, to chyba dałoby się spokojnie człowieka odratować. A jak nie, to odwaliłam fuszerę D:
Tak tylko gwoli wyjaśnienia - Polacy, którzy zaatakowali "oddział" Berci to była chłopska partyzantka. Z racji tego, że większość wojsk w Rzeczypospolitej w tamtym czasie była na wchodzie, walcząc o granicę z Rosją, pospolite ruszenie pod Ujściem szybciutko zostało rozbite (o ile nie skapitulowało, bo nie pamiętam, szczerze powiedziawszy), za walkę ze Szwedami z czasem wzięły się mocno prowizorycznie formowane oddziały partyzanckie składające się właściwie z każdego, kto chciał wziąć udział - to były i tak żałośnie małe siły, ale jakaś walka została podjęta.
I znalazłam wreszcie świetny artykuł o drugiej wojnie północnej, więc chyba nie będę więcej popełniała żadnych rażących błędów. Tylko teraz pluję sobie w brodę, bo mogłam wcześniej wprowadzić Hieronima Radziejowskiego, bo dopiero teraz się dowiedziałam, że wkroczył on do Rzeczypospolitej z armią Arvida Wittenberga, a nie Karola Gustawa, o czym byłam przekonana D: Dzięki temu tekstowi moja wiedza naprawdę się poszerza - to się nazywa łączyć przyjemne z pożytecznym :D
A w ogóle wiecie, że Jan Kazimierz i Karol X Gustaw byli dalekimi kuzynami? Ja się dowiedziałam właśnie w tej chwili. Ale dobra, nie będę Was przecież zanudzać :D
Przed maturami pojawi się jeszcze jeden rozdział, może dwa, ale tego obiecać nie mogę. A potem to jeszcze dam znać.
Standardowo ładnie proszę o opinie, bo karmią wena :3 
Pozdrawiam!
Edit: jak ktoś chce sobie obejrzeć idealnych (no, w moim wyobrażeniu, wiadomo) Cecylię i Torisa, to mam ich TU. A Bercię, moim zdaniem lepszego niż na szablonie, macie z kolei TU. A przy okazji oryginalny hetaliowy Polska, aka Feliks Łukasiewicz :3

Edit 2: Rozdział VI pojawi się najpóźniej 2 maja.

45 komentarzy:

  1. Ohoho wygląda na to, że jestem pierwsza :D Co ja mogę powiedzieć? Rozdział jak zwykle - długi i wciągający :D Mam nadzieję, że dalej wszystko się dobrze potoczy. Szczerze mówiąc nie lubię historii, chyba mam na nią alergię xd ale czytając Twoje opowiadanie nie odnoszę wrażenia nauki przeciążającej umysł, lekko się je czyta i jest na prawdę bardzo dobre :)
    zapraszam Cię na notkę inną niż wszystkie, zależy mi na Twojej opinii ;)
    i-jego-zielone-oczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, na tyle dobrze, na ile na wojnie może się dobrze potoczyć :) Ale Bercia się zbierze do kupy w każdym razie :3
      Cieszę się, bo ja takiej szkolnej historii też nie lubię - jej problem polega na tym, że mówią najczęściej o rzeczach straszliwie nudnych, a jest masa o wiele ciekawszych, o których ktoś, kto sam nie pogrzebie w ich poszukiwaniu najpewniej nigdy się nie dowie :'C
      Wpadnę na wieczór :)
      Dziękuję pięknie za komentarz <3

      Usuń
  2. Mam takie genialne zaległości w bloggerze przez te egzaminy, że aż nie chce mi się tego nadrabiać -------- moja logika. handluj z tym B)
    No i nawet nie zdążyłam zająć sobie pierwszego miejsca! Skandal, hańba! Smutek, rzal bul, zostały tylko rzyletgi :<<<<<
    Błąd, hmm, nie wiem co Ty knujesz, ale spodziewam się, że Bernhard dostanie mocno po dupie ;""""")))) raczej już nie jest zadowolony, no popacz tylko jak łypie ;_; urządzisz jakiś bunt przeciwko szanownemu kapitanowi Bernhardowi, hę? ;_;
    Ej, Twój opis jedzenia spowodował, że automatycznie stałam się głodna... zaraz wracam, idę żreć ;'C oczywiście jak na złość nie ma nic. Okay, to będę się katuszować pięknymi opisami żrenia. >ok
    Solveig. Solveig. Solveig. Ojejku. Ale mnie wzięło na to imię, zaczęłam je gadać sama do siebie :D nawet tłumacz musiał mi je odczytać :D a Ragnar zasługuje na kobietkę :3
    Ty mi dodajesz takie teksty do całości, że mam gęsią skórkę i ogromną ochotę dowiedzieć się co dalej! "I tutaj grubo się pomylił, ale nie był to jeszcze ten moment, kiedy miał sobie to uświadomić." to taki przykład Twojego okrucieństwa :D Chyba nie wysiedzę, żeby dowiedzieć się co takiego czeka na Bernharda w dalszych rozdziałach ;_; jesteś okrutna, bardzo.
    "prawo poużywać" poużywać. prawo. poużywać. a co to kuźwa, te kobiety to jakieś rzeczy są?! * zamachnęła się na Bjorna, ale umknął przed jej pięścią..* wredni, głupi, samolubni! Ciałolodzy się znaleźli rwamać. :C jak go przyciśnie, to ma przecież rękę. To zaciśnie rękę i powie "do boju! za ojczyznę!" *przeciera oczy* co ja tu wygaduję...
    Tak Bernhard, nakop mu do dupy! Walnij go z glana... oh, wait... To mu badyla do dupy wsadź, będzie wiedział jak się te dziewczyny czują! Cwaniaczek jeden głupi but brudny idiota kuźwamaćcozacwel. Brzydki śmierdziel głupi cwaniaczek jawale, zaraz jak mu wsadzę nóż w spodnie i odetnę to i owo i przyczepię do czoła, żeby udawał jednorożca to mu tak wesoło NIE będzie do jasnej ciasnej kiełbasnej. Wrrr
    Oj tak, robi się dość straszny... *zerka na prawo na łypiącego z szablonu Bercię* też bym się przestraszyła... tuż po tym jak bym powiedziała, że jest bardzo sexowny! ^w^
    Tak! Dobrze Berciu, dowal mu! Zabij go! Powieś na drzewie na sznurówce!!1!!!!11111111!!!!oneoneone!!!1 Chciał sprowadzić Bjorna na ziemię i podciągnął go do góry, przyciskając do drzewa. Ok! :D
    "I stał. Póki nie usnął." Ojjj to się już nieźle zapowiada... współczuję... aż boję się dalej czytać, naprawdę :D
    Idźcie stąd Polacy, a sio, szybciutko w podskokach, ale mi już! :CCC Ojej, biedny Bercia, teraz będzie się pewnie katuszował za zabicie Polaczka ;_; no ale co, trzeba im tu było przychodzić? Nje, nje trzeba było :C
    Tarararara, oglądam encyklopedię dramatica, a taki opis mordobicia wręcz wywraca mi w żołądku. Tak, to wcale nie jest dziwne. Mam głupie wrażenie, że chcesz go zabić, tak więc, nie nie doczytam chyba do końca, pójdę skulić się w kącie i zacząć ryczeć. NIE ZABIJAJ MOJEGO BERCI <3 o i przynajmniej mam inne wyobrażenie postaci :D
    Ciekawa jestem co to za kobieta ;_; bo jak to będzie Cecylia, to nici z romantycznych scenek :C Ragnar nie umieraj, twoja kobita na ciebie czeka :<<
    Idę utonąć w żalu po przeczytaniu tego rozdziału. Mam istny mętlik w głowie... nieee, czemu on się skończył?! Ja chcę więcej :"(
    Pozdrawiam i przesyłam ogrom weny! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, zmieściłam się ,__,
      nie, nie jestem z tego dumna, ale wyżęto ze mnie wszystkie siły. Najpierw nauka, a potem ubolewanie nad bijatyką. :_:
      Dodam jeszcze, że całość wyszła tak genialnie, że mogłabym się cukrzyć nad Twoim talentem godzinami. Oddaj mi trochę :'c
      Rozrywanie mięśni bezbłędne! Idę szukać chusteczek :")

      Usuń
    2. Spoko wodza, Kwasie - ja straaaaasznie doceniam, że zostawiłaś taki długaśki komentarz pomimo tego, że masz masę roboty z egzaminami, srsly, także wiesz :3 Poczuj moją miłość i wdzięczność <3
      Oho, widzę, że komentarz pisany na bieżąco XD A i owszem, dostał po tej swojej zgrabnej, nordyckiej dupie ;p Eeee, Berciu, zapomnij, że to słyszałeś...
      Co Ty, on jest za dobry na bunt ;p Kto by się tam chciał takiemu buntować? Znaczy, brak dyscypliny to może i mógłby powodować bunt, ale po co, jak im w sumie dobrze było? :D Not this time :D
      A wiesz, że jak pisałam, to mi też się takiego chrupiącego chlebka zachciało...? <3 Ale było wtedy chleba nie było, chlip chlip, i było koło 3:40 rano, dobrze pamiętam, i mama mnie opieprzyła, że po pierwsze jeszcze nie śpię, po drugie że siedzę na kompie, a po trzecie, że robię sobie kanapki i herbatę XD
      Też mi się traaaaasznie to imię podoba :D Moja postać z Morrowinda ma tak na imię :DD Stare dobre czasy, jak się miało czas na granie... *powiedziała, instalując nowego Bioshocka ;_;*
      To się szykuj na jeszcze wiele takich tekstów, to chyba moja cecha charakterystyczna XD
      Tu wymiękłam XD Jezusmaria, bardzo dobrze mówisz, i nie powinnam się śmiać, ale OMÓJBOŻEICAN'T XD DO BOJU, ZA OJCZYZNĘ XDDD Ale w tajemnicy Ci powiem, że Bercia się z Tobą w tej materii zgadza :D
      Pierwotnie Bercia miał powiedzieć do Bjorna, że jak się dowie, że ten coś jednak zrobił, to zadba o to, żeby na własnej skórze się przekonał jak to jest, ale usunęłam to, bo nie chciałam, żeby zostało jakoś niewłaściwie odebrane.
      Przy jednorożcu umarłam po raz drugi XD Zaczęłam się z tego śmiać poczas rozmowy z koleżanką, aż się na mnie obraziła, że czytam komentarze zamiast jej słuchać XD (Dziewczyna jest trochę przewrażliwiona na swoim punkcie) Ale było warto XD
      A w ogóle to gromkie brawa za te wszystkie epitety pod adresem Bjorna, bo ja też gardzę - teraz ten Bjorn to odosobniony przypadek, bo Szwedzi się mieli za CYWILIZOWANYCH, i że oni takich rzeczy nie, no skądże znowu... Dopóki nie zajęli Warszawy. A im dłużej trwała okupacja, tym było gorzej... I całe to ich "cywilizowanie" poszło się... chędożyć. I to są, niestety, fakty historyczne.
      Czyli nie tylko ja uważam, że wielki, wściekłu Nordyk jest ultra hot? XD Dobrze wiedzieć XD A Ty Berciu, po prostu udawaj, że tego nie słyszysz XD
      No widzisz, chciałaś, żeby mu nakopał, i voila :D *Challenge complete*
      Będzie się chłopina zadręczał, ale to dopiero, jak się do kupy zbierze. Ale no cóż zrobić, wyboru zbytnio nie miał...
      Naprawdę aż wywraca w żołądku? Damn it, myślałam, że zrobiłam to względnie delikatnie XD Luzik arbuzik, przecież Bercia to główny bohater, nie wykorkuje nam w piątym rozdziale :D
      No właśnie ja osobiście jestem bardzo ciekawa, jak sobie czytelnicy moje postacie wyobrażają :D A btw, jak chcesz, to Ci mogę pokazać swoje rysunki, bo ja Bercię, Cecylię i Torisa to po prostu ostatnio namiętnie rysuję wszędzie po zeszytach XD A i nawet całkiem po ludzku mi rysowanie wychodzi, więc nie ma wiochy :D

      Usuń
    3. CHWILA MOMENT, jakie romantyczne scenki? XD Kogoś mi tu swatasz za plecami? XD Toris chyba nie byłby szczęśliwy ;p Ale też w tajemnicy mogę powiedzieć, że będzie między Cecylią i Bercią trochę takich scenek, także się doczekasz :D Ale do czego to zaprowadzi, to nie powiem, bo będzie spojler, i to ultra wielki D:
      Ragnar w napisanej póki co wersji żyje, ale nie obiecuję, że tak zostanie... Muszę to ciężko przemyśleć :D
      Następny będzie tak długi, że Ci się wszystkiego odechce XD
      Ohohohoh, tak się strasznie cieszę, że się podobało <3 A długością komentarza się nie stresuj, Kwasie! Jak już napisałam, doceniam bardzo że i tak w ogóle się odzywasz pomimo masy roboty :3 A jak masz straszne wyrzuty sumienia z tego tytułu, to zawsze możesz mi walnąć jakiś esej już po egzaminach, ja zawsze przyjmę takowy z otwartymi ramionami :D
      A Tobie to już chyba naprawdę więcej nie potrzeba, bo ja przez Ciebie w kompleksy popadam D: Ale też nie mogę wyjść z podziwu :D
      Nie ma co płakać (w bliżej nieokreślonej przyszłości będzie gorzej). WYBACZ, NIE MOGŁAM D:
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz <3 Kop w tyłek do pisania jak zwykle :D A wczoraj napisałam dwa rozdziały... Dzisiaj chyba dzięki Tobie napiszę kolejne dwa... Tylko się cieszyć XD
      A do Ciebie wpadnę na wieczór, bo teraz to się muszę wreszcie za jakąś maturkę wziąć D:

      Usuń
    4. Oooooooo... GDZIE DO JASNEJ CIASNEJ JEST MOJA BERCIA?! :C
      W rozdziale VI walnę Ci esej i to taki, że aż głowę urwie! Mam nadzieję... ;__;
      Ja? Ja nie swatam nikogo, nieee skądże, takie pomysły to nie u mnie......... no nic :C
      Czemu wywaliłaś Bercię? :C uważaj, bo się obrazi :CCccccccccc tak ładnie się patrzył!
      Idę płakać.
      Aż musiałam napisać Ci komentarz ;___;
      Szablon z Bercią... {*}
      I na dodatek tyle czekać na rozdział....
      Chlip chlip.
      Poproszę chusteczki :C
      Pozdrawiam..................................... :C

      Usuń
    5. Kwasie, ten szablon się chyba tylko Tobie podobał XD Znaczy, wiele osób mocno mi go objechało, tak po prawdzie XD Ale składam dziś w nocy zamówienie, to może mi zrobią. I Bercia wtedy wróci, spokojna głowa, bo w sumie o ile wizerunku Cecylii i całej reszty nie narzucam, o tyle dla mnie jest tylko jeden właściwy Bercia i chciałabym, żeby go było widać :) A wywaliłam, bo... No bo ten szablon był do kitu, no! Mogę go objechać, bo sama go zrobiłam XD
      Bercia się nie obrazi, bo egzystuje sobie tu: http://s6.ifotos.pl/img/beztytuuP_enhhhqq.PNG
      Tak, to jest mój pulpit. Nie nie mam pojęcia, jak ja się odnajduję w takim syfie D: Ale mam męża na tapecie, więc co tu narzekać :D
      Ale obczaj jak mi się ładnie Skyrim nazywa - CHEMIE RÓB XD Koleżanka mi ustawiła, jak się nie chciałam uczyć do matury XD
      Spoczko foczko, postaram się, żeby na nowym szablonie Bercia wrócił, jak mówiłam... tylko niech mi ktoś zechce przyjąć to zamówienie D:
      A rozdział dodam w środę albo czwartek, zależy kiedy ruszę dupsko, żeby sprawdzić D:
      Ale spodziewałam się, że Tobie jednej będzie żal tego szablonu :)
      Pozdrawiam również i szykuję się już na ten Twój esej :D

      Usuń
    6. ZŻARŁO MI PÓŁ KOMENTARZA BO NAPISAŁAM GO W TRÓJKĄTNYM NAWIASIE... Było tam jeszcze, że trochę zderpiłam i teraz to już w ogóle nie czaję, czy swatasz, czy nie swatasz XD Sorcia, moja ułomność czasem wychodzi na światło dzienne D: I jeszcze że do Ciebie wpadnę w nocy, jak przebrnę przez zakichane właściwości pierwiastków i resztkę Potopu, która mi została do obejrzenia... Czyli pewnie coś koło 2-3 rano XD

      Usuń
  3. Hej, przybyłam tu przypadkowo, ale nie jestem tu by spamowac. Twój pseudonim kojarzy mi się z pewną autorką wspaniałych blogów. Czy Ty kiedyś zwałaś się Freyą? Jeśli tak, to czemu usunełaś CZARNĄ PARADĘ ŻYWYCH TRUPÓW, i w ogóle się ze mna nie pożegnałaś? :((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, przykro mi, ale to nie ja byłam Freyą :< Niestety nie pomogę :< Aczkolwiek zawsze mogę zaprosić do czytania do siebie, skoro już tu wpadłaś :)

      Usuń
  4. Po pierwsze - szablon powala, prosty ale prezentuje się cudnie ♥.♥
    Jak zwykle napisałaś dużo, a mi i tak jest mało!!
    Ale co do treści, jak koleżanka z pierwszego komentarza napisała, ja też mam alergię na historię, na prawdę czasem wolałam ją ominąć, a w liceum miałam tak niedobrego nauczyciela że ledwo na dwójach szłam. Ale to co piszesz, jej na prawdę czyta się cudnie i jeśli tak przedstawiali by nam historię to pewnie bym się w niej zakochała tak samo jak w Twoim opowiadaniu!!!! ♥
    Chce więcej, chce więcej, chce więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się tak podoba <3 Na więcej trzeba będzie jeszcze ze dwa tygodnie poczekać D:
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz :)
      PS. Widziałam powiadomienie o nowym rozdziale u Ciebie, pojawię się jakoś na dniach :)

      Usuń
  5. No dobra, jestem, zaskoczył (pozytywnie oczywiście) mnie nowy szablon. Nawet po zrobieniu przybliżenia nie muszę koniecznie wkładać okularów, a do tego taki prosty; no cudeńko*-*
    Przyznaję bez bicia - przeczytałam cały rozdział godzinę po dodaniu, a teraz komentuję, zła ja:)
    Fragment o upale przypomina mi trochę o próbach podbicia Rosji w 1812, a potem w 1941. Bo to wszystko przez pogodę;_; Tam zastała Napoleona i Hitlera zima, a tu Szwedzi smażą się w polskim upale, jak Krzyżacy w 1410. Mniejsza, zaczynam przynudzać.
    Miałam taką ogromną chęć udusić Björna. Chyba go po prostu nie lubię. No dobra nie toleruję i Bercia pewnie przybiłby mi piątkę w naszych czasach xD
    Kurczę, wiem z historii jak przebiegał Potop, ale nie przypuszczałam, że Szwedzi tak łatwo opanowali prawie pół Rzeczypospolitej:o. Znaczy, rozumiem, że Polacy prowadzili wojnę z Rosją przy okazji, ale to jest dla mnie nieprawdopodobnie, że Szwedzi przejść przez całą Polskę. I nie zrozum mnie źle, po prostu wzięło mnie teraz na rozkminianie o przeszłości xD
    Na cały ostatni fragment mam znowu jedno słowo: WOW. A chłopska partyzantka jest świetnym pomysłem. Chyba bym na coś takiego nie wpadła, a to było logiczne, że kiedy coś się Polakom narzuca, to są wku...rzeni i będą próbować walczyć :D
    Nawet nie próbowałam sobie wyobrażać tego wszystkiego, chociaż..... dobra wyobraziłam xD I to było niezłe! Chociaż dziwnie się poczułam, kiedy poderżnięto gardło Björnowi. To jest już taka moja paranoja, że nie nie mogę patrzeć, kiedy ktoś złamie nogę, wybije sobie coś itd. Oczywiście koleżanka z ławki robi mi terapię, opowiadając o ostatnich odcinkach Hannibala i thrillerach medycznych. Ugh, znowu przynudzam-.-
    BYŁA CECYLIA!!! *cieszy się jak małe dziecko*. Niby przez jeden, krótki moment, ale JAK BARDZO MI SIĘ TO PODOBAŁO SFAKGNADKBTGSKADB. Właśnie poznałaś moje zdanie na ten temat xD.
    Zniszczyłaś moje małe wyobrażenie Torisa tym artem, ale chyba już go nie wybiję z głowy;_; Ale Cecylia była bardzo podobna mojemu headkanonowi i przynajmniej tyle mnie cieszy:)
    Życzę ci mnóstwa weny, czasu na pisanie i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahhh, ja kocham minimalizm, więc ten szablon kupił mnie od razu, gdy go zobaczyłam <3 Ja akurat problemów z czytaniem nie mam, bo jestem krótkowidzem, ale rozumiem *pat pat*. Ten na pewno jest czytelniejszy.
      Ale spoko wodza, ja nie gonię z komentowaniem! Cierpliwa jestem :D
      Trochę właśnie tak. Z jednej strony myślałam właśnie o Grunwaldzie, a z drugiej to potrzebowałam czegoś, żeby trochę rozciągnąć rozdział. Upał był jak znalazł :D
      Hehehehe ja też. Ale Bercia prawie udusił go za mnie :D OMG, pewnie tak XD
      Wiesz co, ja też nie przypuszczałam, póki nie poczytałam paru książek na ten temat. Btw, wiesz, że polazłam do biblioteki i wertowałam tam chyba wszystkie książki, jakie na temat Potopu mieli? Ahhh, teraz jestem tak bogata w wiedzę, że nie odwalę już żadnej fuszery, mam nadzieję :D W każdym razie też byłam w szoku, ale tak było, że większość miast po prostu poddawała się jedno po drugim. Wynikało to poniekąd stąd, że Karol X Gustaw obiecywał dowódcom polskim, że zostaną zostawieni w spokoju i że będą mieli zapewnione prawa i wszystko... Nawet starał się na początku dotrzymywać słowa, więc tym chętniej następni się poddawali, szczególnie że Jan Kazimierz nie był uznawany za dobrego króla. Dopiero potem się okazało, że Szwedzi nie zamierzają dotrzymywać słowa, zaczynają kraść, mordować, gwałcić i generalnie panoszyć się jak jasna cholera, w tym dewastować i znieważać kościoły i klasztory. Jednego z opatów (chyba, albo kogoś innego, w każdym razie związanego z kościołem) zrzucili z mostu, wcześniej obciąwszy mu ręce. Bo tak, bo mogli. I było jeszcze wiele bardzo brutalnych przypadków, o których pewnie napiszę. I Polacy dopiero wtedy przejrzeli na oczy. To są totalnie fakty, tak samo z resztą, jak partyzantka - i ile nie jestem pewna na sto procent, czy chłopi brali w niej udział, o tyle wiem, że takowa działała naprawdę. Więc ja też na to nie wpadłam, to po prostu podkoloryzowany fakt historyczny :D Ale cieszę się, że się przyjęło :D
      Ahhhh, wiem, że Ty jesteś amatorką latającego mięsa, także czekałam na Twoją opinię :D Starałam się, w sumie, opisać to względnie delikatnie. Mnie akurat podrzynanie gardła nie rusza, ale moją kumpelę bardzo, także rozumiem. Mnie rusza jedynie jak się coś robi z oczami... BLE. Hannibala akurat osobiście mocno hejtuję, ale to ze względu na bardzo kulawego Grahama (Aspergeryk w najgorszej odsłonie, z jaką się zetknęłam - a odbieram to mocno osobiście, bo chyba kiedyś Ci pisałam, że sama mam Aspergera), moim zdaniem, bo Mikkelsenów (obu, Madsa i Larsa, chociaż drugi z Hannibalem nie wspólnego nie ma, ale Sherlock asdfghjk <3) osobiście lubię. Teraz to ja przynudzam nie na temat D:
      YAY! Nie wiedziałam, że Cecylia ma taką fankę! :D To mam dla Ciebie dobre wieści - następne dwa rozdziały z jej punktu widzenia, bo Bercia będzie... niedysponowany :D Btw, nic nie wyraża opinii lepiej niż taki losowy ciąg znaków XD
      Moim zdaniem on ma tu trochę zbyt kwadratową twarz, powinien mieć bardziej owalną i szczuplejszą, ale... jest prawie dobrze XD Ale ja nie narzucam swojego wyobrażenia, nigdy w życiu! :D Ale cieszę się, że z Cecylią trafiłam, bo naprawdę kocham fem!Polskę u kellybean i dla mnie zawsze była ideałem fem!Polski :D
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz i również pozdrawiam <3

      Usuń
  6. Ostatni będą pierwszymi, pamiętaj o tym za każdym razem, gdy zobaczysz mój mega spóźniony (i mega nieogarnięty) komentarz. :D
    Po takim spokojnym początku to ja się serio TAKIEJ rakiety nie spodziewałam, ale zaskakujesz i to bardzo pozytywnie. No bo ja sobie myślałam że posiedzą w tym lasku, pogadają, a potem przyjdzie braciszek Bernharda, zgarnie ich, opierniczy, że się schlali i pójdą dalej, do reszty, a tu SUPRAJZ. Madafaka w dodatku, bo to wykracza poza granice mojego myślenia "co może być dalej, skoro teraz jest tak".
    No wyrżnęli ich. Wyrżnęli jeden za drugim, serio nie pomyślałabym, że chłopi mogą się tak przyczaisz i tak zaskoczyć Szwedów. Nie żeby coś, ale ci prawie co żniwa skończyli i z pola zeszli, a ci uzbrojeni i jako-tako na pewno przeszkoleni żołnierze, twarde chłopy... No ten tego. Zaskok wciąż mnie trzyma i nie puszcza.
    O ile Olafa, Christera i Bjorna (wybacz, jak popierniczyłam pisownię, niby sprawdzałam, ale zawsze coś mi mogło nie styknąć) ci wybaczę, to Ragnara nie. NIE NIE NIE. To znaczy ja w pełni szanuję fakt, że to jest twoja historia, ty tu piszesz, ty tu rządzisz i możesz mordować kogo tylko chcesz, ALE KAŻDEGO BYLE NIE RAGNARA, on jest taki fajny. No i nie Bercię, chociaż co do niego to pewność jest, że nie umrze, bo przecież nie zabija się w piątym rozdziale jednej z głównych postaci, nawet George R.R. Martin tak nie robi. :P
    W ogóle wspaniały opis tej potyczki w lesie (czy potyczka to odpowiednie słowo? może raczej rzeźnia? :P) - dynamiczny, odpowiednio szczegółowy, wiesz o co mi chodzi. Podobał mi się bardzo, a ja już jakoś tak mam, że opis musi być naprawdę dobry, żeby mnie zachwycił, zwłaszcza jeśli idzie o sceny walki. Masz +50 do ogólnej zajebistości.
    No i Cecylia, zawsze we właściwym miejscu o właściwym czasie. :D
    Co do szablonu, to powiem tyle, że na początku nie byłam pewna, czy pod dobry adres weszłam, tak gwałtowna ta zmiana mi się wydała. Ale ogółem jest spoko, lubię taki minimalizm, sama go namiętnie stosuję. ;)
    Zwijam się, bo czeka mnie jeszcze dalsze nadrabianie zaległości. Chciałabym obiecać, że następne rozdziały będę komentować szybciej, ale ja już chyba nie potrafię inaczej niż tydzień się zbierać, kiedy coś jest dłuższe niż 1 strona. :<
    Pozdrawiam serdecznie. ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapamiętam na pewno :D Ale zobacz, nawet nie byłaś ostatnia! Z resztą ja nie gonię, spokojna głowa :D
      Cieszę się, że pozytywnie, bo szczerze powiedziawszy, to nie byłam pewna właśnie, czy to nie zostanie odebrane tak, że wydarzyło się bez sensu, tak ni z gruchy, ni z pietruchy D: Chociaż ja osobiście tłumaczyłam sobie to wszystko tak, że nasza piątka Szwedów została właściwie wywleczona z domów tak jak stali. Przeszkolenia nie było, nawet najmniejszego - oczywiście pewności nie mam, ale wszystkie dzienniki jakie znalazłam w Internetach i przeczytałam na to wskazują. Mogli więc nie mieć pojęcia, jak się ukryć i nie zwracać na siebie uwagi. Tak sądzę, przynajmniej D:
      Co do tych chłopów, to partyzantka to jest true story, tak twierdzi pewna książka z miejskiej biblioteki i trochę Internetów. Znaczy, może nie było tam konkretnie o chłopach, ale o walce cywilów na własną rękę, właśnie w partyzantce. Więc uznałam, że wątek wykorzystam, a co! :D A wracając jeszcze do żołnierzy, to fakt, może i twardzi, ale złapani nad ranem, kto byłby w stanie się tak w biegu ogarnąć? To było właściwie z góry przegrane, tak mi się wydaje. Nie wiem, czy wyszło mi to tak przekonująco, jak to wygląda w mojej głowie, ale I TRIED D:
      No właśnie ja się nie chcę bawić w Martina (przy Robie Starku naprawdę miałam ochotę wziąć i go zamordować, ale zrehabilitował się Joffreyem XD). W każdym razie, wracając do Ragnara, to mam trzy opcje rozwoju jego przyszłości i jeszcze naprawdę nie wiem, o którą się pokuszę, ale chyba go nie zabiję :) Na początku miał być tylko epizodyczną postacią, ale potem, jak powymyślałam mu parę linii fabularnych to naprawdę się do niego przywiązałam D: A o Bercię to wiadomo, że się nie ma co martwić :D Pozbiera się chłopina :D
      Ahhh, dziękuję :D Szczerze, to pierwszy raz coś takiego pisałam, ale bardzo mi się podobało i w ogóle :D Chyba odnajduję w sobie jakąś pasję do urządzania rzeźni moim bohaterom :D Nie mogę się już doczekać jakiejś większej bitwy :D Ciekawa jestem bardzo jak mi pójdzie, ale aż się do tego palę :D Jejku jejku, jak sobie zsumuję te punkty zajebistości, które mi przyznajesz, to naprawdę zaraz mogę upgrade'ować :D
      A no przecież! To było, właściwie, jak sądzę, do przewidzenia, ale przecież, kurczę, jakoś musiało dojść do ich spotkania. A Cecylia ze swoim nastawieniem do Szwedów chyba inaczej by się do żadnego nie przekonała, niż widząc go na granicy życia i śmierci D:
      Cieszę się, że się podoba - mnie właśnie urzekł totalnie swoją prostotą i musiałam go ustawić :D
      Spoczko, nie ma się co spinać, między szóstym i siódmym rozdziałem będą chyba ze trzy tygodnie przerwy (matura, hehehe), także naprawdę nie ma się co spieszyć :D Ale znam to, mnie też się w sumie ciężko zabrać, mimo, że czytać niektóre rzeczy naprawdę lubię. Wrodzony leniwiec przejmuje nade mną władzę D:
      Pozdrawiam również i dziękuję pięknie za komentarz <3

      Usuń
  7. Wreszcie znalazłam trochę czasu, by skomentować ten rozdział :) Przeczytałam go wprawdzie w piątek, ale rodzice szybko i skutecznie odciągnęli mnie od laptopa, przez co aż do dzisiaj nie miałam możliwości do niego przysiąść :/ Może to trochę dziwne, ale nie lubię świąt, bo potem okazuje się, że czeka mnie po powrocie ogromna liczba obowiązków, a nie lubię mieć zaległości - albo je olewam, albo od razu się do nich rzucam i wypełniam (wszystko zależy od tego, jak bardzo jest to dla mnie ważne). Ale do rozdziału :)
    Tak coś podejrzewałam, że ukażesz tutaj taki obraz wojny, jakim jest on w rzeczywistości. A to oznacza kradzieże żywności, rabunki, ataki i - niestety - traktowanie kobiet jak zabawki. Postawa Bjorna niemiłosiernie mnie wkurzyła. "Jestem żołnierzem, przyprowadziłem do tej cholernej Polski mój szanowny tyłek, więc wszystko mi się należy. A kobiety to już zwłaszcza. Jakby nie było przybyłem tutaj ryzykować własnym życiem - co z tego, że póki co, jedyne, co robię, to leżę na brzuchu i zbijam bąki - teoretycznie zawsze mogę zginąć! A to oznacza, że wszystko mi wolno!" Jak słyszałam, co ten człowiek pieprzył - i tutaj alkohol nie jest ŻADNYM usprawiedliwieniem - szlag mnie jasny i niespodziewany trafił. Cieszę się, że Ragnar się z nim kłócił. A już w szczególności to jestem dumna z Bernharda, który pokazał Bjornowi, gdzie jego miejsce.
    Kurczę, teoretycznie chyba nie powinnam tak mówić o zmarłych, ale cóż - nie mogłam usiedzieć w spokoju. Mimo wszystko.
    Co do ataku na obóz naszych Szwedów, nie mogę powiedzieć, że się dziwię. Polacy to naród, który zawsze walczy o swoje. Tutaj nie było miejsca dla wrogów. Zwłaszcza, że oni okradali "naszych". Wprawdzie nie były to poważne kradzieże, ale zawsze...
    Rany, które zostały zadane Bernhardowi są poważne, ale rzeczywiście nie muszą zostać uznane za śmiertelne. Dobrze, że pojawiła się pomoc. Chociaż jestem niezmiernie ciekawa, co z niej wyniknie. Jakby nie było, w Polsce niewiele osób włada językiem szwedzkim. Ale cóż - na razie Bercia jest bezpieczny :) Mam tylko nadzieję, że jednak postanowisz nie uśmiercać Ragnara. Bardzo go polubiłam. I jeszcze ta piękna historia o jego miłości... Strasznie przykre są takie rozstania na wojnie. Tam, gdzie w rodzinie są żołnierze, zawsze wszyscy cierpią... (kurczę, aż wstyd się przyznać, że jestem taką romantyczką. Zazwyczaj historie miłosne przyprawiają mnie o mdłości, a mimo to, podświadomie przyklaskuję tej mdławicy...)
    Rozdział naprawdę przecudowny. Już nie mogę doczekać sie tego 2.05 chociaż to będzie ostatni dzwonek przed moimi maturami ;( Ale cóż - pisemne mnie nie przerażają. Ustne to zupełnie inna sprawa. A konkretnie ustny polski - nie lubię się produkować przed ludźmi. Zawsze nogi mi dygoczą, serce wali jak oszalałe, a ja tylko czekam na koniec. Dobrze chociaż, że głos mam wówczas zadziwiająco pewny i równy...
    Już nie mogę się doczekać tego, co będzie, gdy Bercia odzyska przytomność w czyimś domostwie :)
    Swoją drogą muszę powiedzieć, że to trochę drażniące, gdy piszesz, piszesz, piszesz, a potem wstawiasz takie zdanie jak np. "Póki co nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego, jak wiele zmieni się przez tę decyzję." Przez takie wyrażenia aż zaczyna mnie nosić, bo usilnie chcę poznać ciąg dalszy. To Twój celowy zabieg, nieprawdaż? ;D
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem w stu procentach, ja może Internety miałam, ale czasu za grosz D:
      No, wojny nie są piękne, i chciałam, żeby w moim tekście właśnie to było widać. Bjorn był tylko jednym z wielu, a i przejawiał skłonności tylko do jednej z wielu rzeczy, jakie Szwedzi w Rzeczypospolitej wyrabiali. Na następny ogień pójdzie chyba złe traktowanie duchownych, bo pomimo, że ja sama jestem niewierząca i w ogóle, to naprawdę taka podłość i okrucieństwo wobec księży strasznie mnie zbulwersowały - nawet nie dlatego, że to księdza, a po prostu, że jak można człowiekowi coś takiego zrobić dla zabawy? Tak gadam jak potłuczona nie wiadomo o czym, ale nie chcę tu zdradzać o czym napiszę. W każdym razie zamierzam napisać o przypadku, o zgrozo, prawdziwym. Tak czy inaczej, nawet nie wiedziałam, jakie rzeczy oni tu wyczyniali, póki sama nie zaczęłam grzebać, żeby się dowiedzieć. W szkole mówili jedynie o kradzieżach.
      Ale powiem Ci, że idealnie napisałaś to, co ja chciałam pokazać - takie właśnie podejście do sprawy miał Bjorn w mojej głowie i cieszę się, że zostało to tak właśnie odebrane. Ale miałam naprawdę sporo problemów, żeby pisać jego kwestie - no bo jak tu napisać przekonująco coś, z czym ja zupełnie się nie zgadzam i w żaden sposób nie jestem w stanie zrozumieć? Dlatego jestem w sumie zadowolona, że Cię (i nie tylko Ciebie) to ruszyło, bo nie byłam tego pewna, czy to nie wyszło sztucznie. Ale widocznie nie :) Ragnar to porządny chłopak, to się kłócił, a jeśli o Bernharda chodzi, to on jest generalnie bardzo spokojny i wyrozumiały, ale jak mu tamy pękną, to bez kija nie podchodź - i Bjorn przekroczył granice jego cierpliwości.
      Na śmierć może nie zasłużył, ale przecież nikt tego Bjorna nie będzie chwalił. Bo i nie ma za co, już raczej właśnie odwrotnie.
      Kradzieże kradzieżami, to już pozostawiam do interpretacji czytelników, czy to te kradzieże ściągnęły Szwedom Polaków na łeb, czy może po prostu ich nieostrożność, czy może to był zwykły przypadek. Wedle uznania w tej materii - faktem jednak pozostaje, że takowa partyzantka faktycznie działała na terenie Rzeczypospolitej. Więc, jako się rzekło, wedle uznania, co się bardziej prawdopodobne wydaje, to taką wersję można przyjąć.
      Tak mi się wydawało, że niekoniecznie się od czegoś takiego umiera. Z bólu można oszaleć, to na pewno (znaczy, nie na pewno, bo nikt mnie nigdy nie postrzelił ani nie dźgnął bagnetem, więc co ja wiem o życiu XD), ale nie wydawało mi się, żeby koniecznie miało się to skończyć śmiercią. No, Cecylia po szwedzku nie szwargoli, ale z własnego doświadczenia powiem, że co nieco rozumieć można się nauczyć w przeciągu dosłownie kilku dni, więc zamierzam zsumować to + fakt, że Bernhardowi w dzieciństwie obiło się trochę, jak Bengt uczył się polskiego + żałośnie niskie umiejętności Cecylii w kwestii posługiwania się niemieckim (ona jest mocna w rosyjskim, ale to wynika z kwestii raczej praktycznych dla mnie, bo sama mówię po rosyjsku, a później pojawi się bohater-Rosjanin i wtedy sporo będzie tu w ogóle po rosyjsku, a wiadomo, że łatwiej mi wrzucać wstawki z języka, którym sama mówię względnie dobrze - w innym wypadku umiałaby mówić po niemiecku i byłoby po problemie, ale przecież dwoma językami raczej nie może mówić... tak mi się zdaje, że to raczej średnio prawdopodobne) - w ogóle miałam problem, bo też bałam się, że kwestia tego ich dogadywania się też wypadnie jako raczej dość naciągana, ale z drugiej strony, jak mus to mus i człowiek jak musi, to się bardzo szybko nauczy, szczególnie jeśli mówimy tylko o rozumieniu języka, a nie o posługiwaniu się nim. No, trochę się tu naprodukowałam nie na temat, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz, ja już tak mam, że jak zacznę, to nie mogę skończyć XD

      Usuń
    2. Na temat Ragnara wypowiedziałam się już gdzieś wyżej, że raczej go nie zabiję, bo się w sumie do niego przywiązałam D: Mam dla niego trzy linie fabularne, że tak powiem, w tym jedna to śmierć, ale chyba skorzystam z którejś z dwóch pozostałych, poważnie :) Wiesz co, ja też tak mam, że romansów nie lubię jako takich, ale jednak romantyczka we mnie też tkwi i jeśli nie jest za dużo albo nie są przesadzone, to ja zawsze się cieszę romantycznymi wątkami. Szczególnie takimi tylko wspominanymi, a nie dziejącymi się na oczach czytelnika, bo moje wyczucie oscyluje gdzieś w granicach zera absolutnego i różnie to bywa XD W każdym razie jedno jest pewne, na nadmiar słodyczy nie będziesz mogła tu narzekać, bo romantyczny, powiedzmy, wątek owszem, będzie - ale do typowego romantyzmu to mu będzie daleko. Wojna, niestety - w pierwszej kolejności się myśli o tym, żeby przeżyć, a ewentualnie potem o miłości. Z masą różnych dziwnych rzeczy po drodze. I nawet ten cały romantyzm z Torisem - jeszcze się raz pojawi, ale potem szybciutko go diabli wezmą D:
      Cieszę się straszliwie, że rozdział się podobał, bo naprawdę bałam się o jego odbiór jak o żaden inny do tej pory. Może dodam ze dwa dni wcześniej :) W każdym razie też chcę się uwinąć przed maturami, bo w trakcie nie będę nic dodawać na pewno. A co do egzaminów, to mam dokładnie to samo. Tyle, że mnie ustny angielski przeraża. Co w sumie jest dziwne, bo generalnie dobrze mówię po angielsku, tylko jakoś tak... stres mnie zżera D: A polski jak polski - mam fajny temat, bardzo mi podchodzi, więc mogę właściwie mówić z marszu (i chyba tak zrobię, bo pracę jak napisałam, tak do tej pory nawet na nią nie spojrzałam D:), bo jaka to różnica czy dostanie się 31 czy 100%? Znaczy, różnica dla mojej ambicji, ale prócz tego to żadna. Na szczęście :) Aczkolwiek też mam problem z takim dość publicznym mówieniem D: TRAGEDIA D: Moja pewność siebie w takich sytuacjach oscyluje jeszcze niżej niż mój romantyzm D:
      Będą dwa rozdziały z nieprzytomnym Bercią, z puntu widzenia Cecylii i troszkę Erzsebet. W każdym razie Cecylia to zdolna dziewczyna i nawet z nieprzytomnym Bernhardem potrafi narozrabiać :D Facet się trochę przerazi, jak się dowie, ale nie chcę niczego spojlować :)
      To mi się jakoś samo wkradło, ale już kilka osób zwraca mi na to uwagę XD Może trochę za dużo faktycznie tego upycham, ale jednocześnie owszem, robię to z premedytacją :D
      Pozdrawiam również i bardzo dziękuję za komentarz! <3 A do was wpadnę jednak jutro, bo teraz to już tylko o łóżku myślę D:

      Usuń
  8. Zapraszam do mnie na nowy rozdział! i-jego-zielone-oczy.blogspot.com :* Przepraszam za spam :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeeeeej, ale długie! (wczoraj zaczęłam czytać całe opowiadanie) :D Ale warto było się namęczyć, bo opowiadanie jest boskie! Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się trochę wcześniej :) Na pewno będę czekać ;3
    ______________
    Zapraszam do mnie: pluffys.blogspot.com ~

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojeju :o tu tyle rzeczy, że nie wiem od czego zacząć. Może jeszcze raz (chyba setny XD) przeproszę za spory poślizg, ale juz się tlumaczylam i na szczęście wszystko wybaczyłaś :)
    Bernhard poważnie ranny. Mój ideał poważnie ranny. Najlepszy najeźdźca jako jeden z niewielu niezgadzajacy się z gwałtami mężczyzna ranny ;-; przeżyłam tą scenę niesamowicie. Tak bardzo niesamowicie, że chyba nie zasnę dopóki nie opchnę się paczką pianek popijanych ciepłym kakaem ;-;
    Biegnę czytać co dalej, bo chyba zwariuję ._.
    Pozdrawiam i wracam za chwilę pod następnym postem ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie mogę pisać komentarzy, bo mam dostęp obecnie do kompa tylko na kursie i pani patrzy na mnie podejrzanie... :p

    Ale musisz wiedzieć, ze doszczetnie przepadłam za Twoja opowiescia. Dawkuję sobie ją powoli, aby jak najdluzej sie rozoszowac akcja. Ach, jak mi sie Cecylia podobala, jak pyskowala Szweda! A ten rozdzial... Od poczatku narastalo we mnie napiecie no i masz, bum na koniec! Wooo, ostro. Ostał sie Bercia, Rangar ewentualnie. Żaaaal mi chłopaków. Jak ginęli to wpadłam w taki swoj stan "wo wo wo, chwila, kurna, co jest grane?!?".
    Mistrzowsko skomponowany rozdział.
    Jestem Twoja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To doceniam tym bardziej, że w ogóle napisałaś :D

      Jeeeeju, doskonale znam to uczucie, kiedy się coś przeciąga jak najdłużej, żeby jak najdłużej czerpać przyjemność z oglądania/czytania/czegokolwiek innego, więc to dla mnie naprawdę ogromny komplement <3 Mam nadzieję, że reszta utrzyma poziom w takim razie :D

      Dzięki Ci piękne za komentarz :D I, kurczę, w sumie mam więcej do powiedzenie, ale to już nie dziś, bo padam na twarz i będę głupoty pisać, najwyżej jutro coś jeszcze tu naskrobię :) W każdym razie wielkie dzięki <3

      Usuń
  12. Co do piekła, to nordyckie piekło-Niflheim, to skute lodem miejsce :) jak umarłeś w łóżku, a nie w bitwie- masz pecha stary- idziesz se odmrażać giry do piekła :D I picie wina an pewno im pomogło na upał :P Alkohol rozszerza naczynia krowionośne, to raz, a dwa to przecież powoduje niemiłosierną suchość w ustach, wiec sobie strzelili chyba w stopy pijąc to wino ^^ W dodatku, w czasie upałów się bardziej upiją i woogle :P Wiesz, mam jedną uwagę do Twojego stylu :) używasz czegoś w stylu "nie wiedzieli, że ich czyn będą brzemienne w skutkach"... to troche psuje magię niespodzianki :P ja osobiście, podskakuję później na najlżejszy szelest w opowiadaniu "a czy to już? Juz ich zabija? A może nie? A, to tylko lis..." :P Wiem, że masz już napisane na zaś, ale tak na przyszłość ładnie proszę ^^ A Szwedzi się powinni dziwić nad kiełbasą no!:D Jak to pisał Pasek, oni się zażerali kaszanką, której w Polsce się psom nawet nie dawało ^^Ale Pasek to naziol był, wiec może trochę przesadził ^^ Trochę dziwi mnie zachowanie tego dowódcy chłopów, którzy zaatakowali Berniego :P Tu mu mówi, że nie powinien go męczyć, a chwilę później tymi samymi usty skazuje go na długie godzin męczarni od rany brzucha... W tamtych czasach (tu odniosę się do Twoich wątpliwości co do rany), jak kula wyszła na wylot, to zazwyczaj, o ile nie wdała sie infekcja, człowiek przeżywał. Kule były niewielkie, okrągłe i nie eksplodowały, wiec o ile nie przefrunęły bezpośrednio przez serce albo tetnice, to się chłop wylizał zawsze jakoś :P A ja myślałem, że Radziejowski jest z Witenbergiem! :D Pisałem nawet w komentarzu do III rozdziału "mam nadzieje, żeś wzięła Radziejowskiego, bo w Ujściu to on skłonił szlachtę do zdrady" ale skasowałem, bo pomyślałem: "Nieeee, na pewno to wie"^^ Ale wybaczam, wybaczam ^^ I kolejna ciekawostka, bo jestem przy tematyce balistycznej- ^^ Pod Chocimiem, jak Polakom zaczynało już brakować prochów i pocisków do armat, zaczęli pchać do luf co popadło- gwoździe, szkło, sztućce nawet :P Ale jeden pułkownik, nie pamietam nazwiska przeszedł sam siebie, upychając proch trawą ^^ Pomysł dziwny, bo dziwny ale...Turcy przypuścili jeden szturm na jego pozycję. Oddał trzy salwy...Janczarzy uciekli gubiąc hełmy :P Kilka dni później podjazd schwytał kilku jeńców. Zapytano ich, czemu już nie szturmują tej jednej pozycji. A oni na to, że nie będą tam walczyć, bo jest ona obsadzona przez czarowników. Wszyscy zrobili oczy jak spodki...Dlaczego? A no, odpowiadają turasy- jak kilka dni temu atakowaliśmy, to zamiast kul, armat plunęły na nas czymś zielonym, od czego prawie 400 wiernych pomarło w straszliwych męczarniach :D Oczywiście przesadzali, ale chodziło o propagandę ^^ Ale widzę, że relacja Berhnard-Cecylia-Toris, zdąża w stronę trójkąta Bohun-Helena-Skrzetuski ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mitologii nordyckiej akurat możemy dyskutować, że tak powiem, na równi, bo nie dość, że sama dużo o niej czytam, to jeszcze moja praca maturalna się na nordyckiej mitologii między innymi opierała, a i po lekturze Eddy Poetyckiej jestem, także po mitach z pierwszej ręki :D Zresztą, tak całkiem btw, jedna z pieśni eddycznych, Pieśń Najwyższego aka Havamal doczekała się fajnego wykonania, zespół Falkenback. Polecam :D
      O suchości w ustach nie pomyślałam (Na swoje usprawiedliwienie mam tyle, że ja nie wpadam na głupie pomysły picia alkoholu, kiedy dookoła Mordor, w przeciwieństwie do moich Szwedów, bo rzeczywiście nawet nie chcę myśleć, jak okrutnie można zdechnąć;_;), ale nikt znowu nie powiedział, że Ci moi bohaterowie, z Bercią na czele, są jakoś wybitnie bystrzy. No, Cecylka już raczej tak, ale Bercia i reszta raczej nie, co widać na załączonym obrazku :)
      Okej, dzięki za wytknięcie - ja osobiście, powiem szczerze, zastanawiałam się nad tym, czy to jest k czy nie, ale jedna z czytelniczek powiedziała, że jest fajnie i że przypomina jej to pisaninę Riordana (do dziś nie wiem, co to za człowiek ;_;), ale mówię k, to niech będzie. Ale może rzeczywiście, jak się raz czy dwa trafi, to jest k, ale u mnie to się często trafia, jak tak sobie zerknęłam na te moje teksty. To, że mam napisane na zaś, to nie znaczy, że nie można nic tam poprawić, wręcz przeciwnie, nie pamiętam, czy pisałam to Tobie czy komuś innemu, ale ostatnio do wywalenia poleciało mi dwadzieściakilka stron, bo ze znajomą wywróciłyśmy jeden z wątków do góry nogami. Więc takie kosmetyczne sprawy, jak te wstawki na które zwróciłeś uwagę, to żaden problem wywalić :) Także będziesz musiał to przeżyć jeszcze do rozdziału IX włącznie, ale nie pamiętam, czy coś tam takiego jest, a dalej to się wywali.
      Toś mnie tą kiełbasą zatkał ;_; Z jednej strony jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej wiedzy, z drugiej to się obawiam, że jeśli Ty i na takie rzeczy uwagę zwracasz, to w tym tekście zaraz znajdzie się masa dziur, a jeszcze z trzeciej, to się totalnie cieszę, że to wytykasz, bo na pewno uwzględnię wszystko w poprawkach, jak już całość napiszę.
      Eh, jak zwykle to chyba ja byłam retardem. Znaczy, tak to jest, jak się bez bety pisze, bo ja jestem taka nieogarnięta, że naprawdę potrzebuję kogoś, kto będzie pilnował tego co piszę. Teraz już beta jest, ale sprawdza rozdziały opublikowane, a ja i tak nie mogę tu nic zmienić ze względu na to, że czekam na recenzję i regulamin zabrania... No ale dobra, ja jak zwykle się rozgadałam i jak zwykle nie na temat. Co do tego chłopa, to miałam na myśli podejście "Weź go zostaw, nie męcz go, bo nie mamy czasu, a on sobie sam zdechnie", ale pewnie coś nie pykło. Nic to, jakoś może to ogarnę po tej recenzji, jak już będę mogła zmiany wprowadzać ;_;
      No tak też właśnie sądziłam, co do tej rany, ale za cholerę nie mogłam riserczu ogarnąć, a i zapytać też nie bardzo miałam kogo, bo mam tylko jedną znajomą, której rodzice są lekarzami i mogliby co nieco powiedzieć, ale akurat, powiedzmy, że się dość mocno z tą koleżanką nie lubimy, więc za cholerę bym jej nie spytała, i skończyłam z wątpliwościami. Ale dzięki za ich rozwianie :)

      Usuń
    2. Znaczy, ja nigdzie nie napisałam, że Radziejowski jest z Karolem Gustawem, to znaczy nigdzie w tekście tego nie napisałam, po prostu byłam tego pewna na milion procent i gdybym wiedziała od samego początku, że szedł z Wittenbergiem, to na pewno gdzieś koło czwartego rozdziału bym go wcisnęła. A tak, to po ptakach, i pojawi się dopiero na Zamku Królewskim z Bengtem Oxenstierną, w czasie mniej więcej takim, jak sam Karol Gustaw D: Echh, już się nauczyłam robić dokładniejszy risercz ;_;
      O, a to akurat bardzo przydatna ciekawostka! Znaczy się, o tym akurat nasza pani profesor nam mówiła, ale skoro masz pojęcie na temat balistyki, to może miałbyś jakieś dobre źródło na temat broni palnej (i nie tylko, ale to już niekoniecznie) używanej w XVII wieku? Bo do wczoraj byłam przekonana, że samopały będą k, bo też w jednej książce historycznej je gdzieś tam przyuważyłam, pogooglowałam i wydawało się k, ale wczoraj z kolei wyczytałam, że one wyszły z użycia na początku siedemnastego wieku, no i klops ;_; Więc gdybyś może przez przypadek miał jakieś ciekawe źródło/wiedzę własną, to bym była dozgonnie wdzięczna za jakieś hinty :D
      NIE CZYTAŁAM OGNIEM I MIECZEM D: Poguglowałam za to, i z tego, co Internety powiedziały, to z początku może to tak wyglądać, ale mój ostateczny zamysł jest totalnie inny. Ale nie wiem, może się okazać, że Internety mnie w błąd wprowadziły, jak przeczytam w końcu książkę/obejrzę film, to się będę mogła wypowiadać :D

      K, to na komentarz w spamie też odpowiem już tutaj, co? Chociaż do powiedzenia mam tylko tyle, że mnie swoją reklamą kupiłeś w całości :D Znaczy się, ja i tak już wcześniej u Ciebie byłam i rzuciłam okiem, ale jeszcze nic nie czytałam, chociaż w planach miałam, ale teraz to już masz jak w banku, że się odezwę jeszcze w tym tygodniu, bo tak, to planowałam dopiero po wszelkich wyjazdach... A nie wiem, kiedy będę w domu, jak już wyjadę, także tego :D W każdym razie na pewno wpadnę jakoś w przeciągu kilku dni i zaraz się na dzień dobry za tych twoich wikingów wezmę, a potem za resztę :D

      Usuń
    3. No to o kiełbasie to znowu nie taki wyczyn z mojej strony, "Pamiętniki" Paska, musiałem poprawiać 3 razy bo Barok w literaturze to dla mnie zawsze była ciemna magia ^^ A on tam pisał o swojej wycieczce do Skandynawii właśnie podobnymi słowami :P Z tym,że jak mówię- Sarmata w każdym calu, pozytywnej recenzji być nie mogło :P Co do tych, nazwijmy to "spojlerów"...Nie mówię, że to jest błąd, bo jest sporo autorów, którzy tak robią :P Po prostu mi osobiście to nie przypada do gustu :) wolę czytać i nagle "OOOOOOOOOOO" ^^ Rozumiesz :) E, no to Ogniem i mieczem musisz nadrobić :P Świetne jest, lepsze niż Potop nawet...Wiśniowiecki jak szedł, to zostawiał za sobą "ziemię i wodę", wszystko inne wyrzynał, ścinał, palił i wbijał na pal ^^ miodzio ^^ Co do broni...określenie "karabin", którego użyłaś, weszło do słownika polskiego właśnie w XVII wieku ^^ Ale chciałaś jakiś artykuł...http://www.pmihw.pl/readarticle.php?article_id=13
      Tam masz bardzo ładnie opisane ^^ Jak za mało,to wystarcz poszczególne typy broni wygooglować ^^ A, i jeszcze polecam na T wstukać "Jędrek o historii" :P Bardzo mądrze i ciekawie koleś opowiada^^ Ma nawet film pod ttułem "Szwedzi i husaria", więc powinien Cię zainteresować ^^ No i cieszę sie skutecznością autopromocji :P Przyda się mi na rozmowie kwalifikacyjnej na UJ :P Dobrze wiedzieć, ze nie zardzewiała ^^

      Usuń
    4. Ekhem, ja i Pasek bardzo się nie lubimy. To jest w ogóle bardzo długa historia, która zaczyna się od tego, że miałam w liceum naprawdę beznadziejną nauczycielkę od polskiego, ale beznadziejną w tym sensie, że nie wymagała prawie nic - nie zapisałam nawet jednego zeszytu przez całe trzy lata, poważnie. No i kiedyś, nie pamiętam już co się stało, ale przyszłam do szkoły mocno wczorajsza, mówię "A, co tam, polski na dzień dobry, i tak nic nie będziemy robić, to idę!". No i tak poszłam, że nam zrobiła pisanie wypracowania na dwóch godzinach, zestawienie Hobbita i Paska. Ja wtedy nawet nie spojrzałam na autora, to znaczy, przepisałam, że to Pasek, bo tak było napisane, ale wiesz jak to jest, jak człowiek jest taki nie za bardzo, to że przepisałam, to nie znaczy, że przetrawiłam tę informację. I ubzdurało mi się, że zestawiam ze sobą dwa teksty fantastyczne, czujesz? A jak potem mi po lekcji koleżanka powiedziała, że to przecież były Pamiętniki i tam było coś o Danii, to sobie uświadomiłam, że chyba nie powinnam była przychodzić tego dnia do szkoły XD Od tamtej pory nigdy nie tknęłam Paska, nigdy, bo nadal mi głupio na samą myśl o tym, co ja tam nawypisywałam, ale z wypracowania było całe 3+, co i tak jest niezłym wynikiem, przy takich bzdurach, jakie ja tam wypisałam ;_______;
      Ale może sobie zerknę jednak :D
      Nie no wiesz, ja wiem, że to żaden błąd, ale nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, więc jak się to trafi raz czy dwa, to jeszcze spoko, ale jeśli tego jest więcej (a jest), to się może rzeczywiście zwyczajnie przejeść i psuć frajdę z czytania. Także czaję o co chodzi :D
      No właśnie wiem, już się zabieram do tego od dawna, ale ciągle mi wypadało coś, przez co za nic nie mogłam się porządnie wziąć za tę książkę, póki co mam za sobą cały jeden rozdział ;_;
      NO I WŁAŚNIE DLATEGO TEN RISERCZ JEST MI TAKI POTRZEBNY D: Dzięki wielkie za ten karabin, zedytuje się, no i za artykuł to już w ogóle dziękuję pięknie. I za Jędrka też :D
      No nie powiem, na rozmowie kwalifikacyjnej to na pewno :D

      Usuń
    5. Zestawienie Hobbita i Paska? :O Jakim kurdę prawem? :O Równie dobrze mogłaby walnąć Wiedźmina i Pana Tadeusza :P Chociaż...O Wiedźminie to bym chciał pisać^^ W prezentacji maturalnej sobie wziąłem Dijkstrę jako przykład patrioty, a resztę z Pieśni Lodu i Ognia plus Ogniem i mieczem ^^ Babki się patrzały na mnie jak na ikonę w cerkwi :D "Cóż, zadam pytania tylko z Sienkiewicza, bo musimy się przyznać, że reszty nie znamy"...Gdzie one żyją?? :D Wczoraj nie przeczytałem nowych rozdziałów, bo byłem zajęty pisaniem swojego, ale to się zaraz nadrobi ^^ Fajnie, że Ci się Jędrek spodobał, naprawdę, koleś ma pasję ^^ I wąsy jak szczota, ale to szczegół :) No, dzisiaj mam dobry humor, bo wróciłem z Krakowa, z UJ i rozmowa poszła gładko :P Podobno będę w pierwszej piątce przyjętych na anglistykę. yaaa! :P Lecę czytać ^^

      Usuń
    6. Nie wiem, jakim prawem, naprawdę, wtedy się nawet nad tym nie zastanawiałam, bo byłam w fatalnym stanie ;_; A jakim cudem ona wpadła na taki pomysł, to nigdy do tego nie doszłam ;_;
      To super temat miałeś *.* Ja miałam całkiem inaczej, wzięłam sobie "Mity i legendy a twórczość Tolkiena", oczywiście praca w 90% oparta na Eddzie i Kalevali, ale polonistka była fanką Tolkiena, zadała mi trzy dziecinnie proste, szybciutkie pytania w stylu "Jak sądzisz, co pociąga ludzi w fantastyce", albo "Czy postacie kobiece u Tolkiena pokrywają się z obrazem bohaterki nordyckiej"... I wtedy zaczął się hejt na Arwenę, przez który siedziałam chyba z 10 minut dłużej, ale zdałam na setkę :D
      Ale rzeczywiście, niech mi ktoś powie po chust oddaje się bibliografię, jak oni nawet na to nie zerkną? A poza tym, że PLiO nie znają, to jeszcze jestem w stanie przełknąć, NO ALE WIEDŹMINA? ;_;
      Luzik arbuzik, ja z niczym nie gonię, poczekaj aż zobaczysz moje tempo nadrabiania u Ciebie, to łoooo, już mi wstyd na samą myśl ;_; A jak na działkę pojadę i stamtąd Ci będę komentowała, to nie ręczę za to, co Ci napiszę, na pewno wiesz jak wyglądają działeczkowe posiadówki ze znajomymi, więc... :D
      Gratuluję! Ale jejku, jaki Ty jesteś wszechstronny, matko, naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem. Rzadko spotykam ludzi obeznanych i w ogóle zainteresowanych tyloma różnymi rzeczami, wiesz, szacun na dzielni i te sprawy :D Lecę dalej :)

      Usuń
    7. No moja przemowa trwała 24 minuty (france mi policzyły^^) i to jeszcze prawie bez oddechu, bo miałem naprawdę sporo, a nie miałem serca skrócać...No bo weeeź...Jak jest w temacie "Patriotyzm" to wiadomo, że historyk ma raj ^^ A Jak wnosiłem pod niebios Eddarda Starka ^^ Coś tam powiedziałem, że "jego postawa była zbyt szlachetna by mógł przetrwać starcie z otaczającą go zgraję szakali czyhających tylko na najmniejsze potknięcie, by wyrwać i pożreć jego bijące dla Westeros i króla Roberta serce" :D Ale to i tak, bo początkowo, chciałem użyć "Mein Kampf" jako przykładu złego patriotyzmu, zatruwającego dusze i umysły...:P Babka od polskiego mi to wybiła z głowy :D (i też setka^^) A wiesz, w zasadzie to nie wiem, bo mieszkając na terenach wiejskich nie muszę jeździć "na działkę" ^^ U nas się jeździ do lasu, i potem się ma blizny od siekier w nogach, bo się po pijaku drzewo rąbie ^^...Nie żeby ja:D:D A dzieki, dzięki ^^ ze swojej strony powiem, że rzadko spotkam ludzi, którzy, którzy chociaż rozumieją połowę tego,o czym mówię, a tym bardziej- wogle ich to obchodzi :D Że o wiedz na te tematy nie wspomnę :D Więc fajnie się z Tobą wymienia opinie :D

      Usuń
    8. U mnie nic nie liczyły, nie mam pojęcia, ile to trwało, ale na pewno dłużej niż przewidziane 15 minut. No ale rzeczywiście, tak naprawdę, jak człowiek sobie w temat trafi, to nie będzie miał praktycznie żadnych problemów, moim zdaniem, bo to sama przyjemność mówić o czymś, co się lubi :D
      Łooooo, co za elokwencja, kolego! Szczęka pewnie egzaminatorom opadła, co?
      Dobrze, że Ci wybiła, bo przykład dobry, ale czy ta książka nie jest przez przypadek zakazana, czy coś?
      Mnie za to babka od polskiego kazała powiedzieć o inspiracjach biblijnych u Tolkiena, ale uznałam, że nie ma bata, nie powiem o tym, dlatego że miałam temat MITY I LEGENDY, więc jeszcze by mi się egzaminator obraził, bo nigdy nie wiesz na kogo trafisz, i nie byłoby śmiesznie ;_; A że ja jestem osobiście niewierząca i wyczucia nie mam, co może wierzące osoby obrazić, to wolę się nie odzywać, bo naprawdę nikogo obrażać w tej materii nie chcę.
      Jaaaaaaa, jak ja Wam wszystkim okrutnie zazdroszczę, bo już parę osób z Internetów, z którymi sobie popisuję mówiło mi, że na wsi mieszkają ;_; Koleżanka z bloku też mi się na wieś wyprowadziła, bardzo blisko, 40 minut rowerem, to na działkę mam dalej, bo godzinę, ale tak czy inaczej, dziko zazdroszczę ;_; Bo ja niby w małej mieścinie mieszkam, ale i tak, fajnie nie jest. Jezus, ja bym się zabiła, no jak nic bym się zabiła taką siekierą XD Póki co, to największą krzywdę, jaką sobie po pijaku zrobiłam, to było grzmotnięcie ze schodów na tej działce, bo są tak okrutnie strome, że na trzeźwo ciężko z nich zejść, a jak człowiek trochę słabszy, to cóż, nieciekawie XD I raz się na wsi u ciotki zgubiłam gdzieś na polu, ale to się nie liczy ;_;
      Ależ proszę! Mnie też bardzo miło :D Ale to jest to, naprawdę rzadko spotykam ludzi, z którymi mogę o takich zainteresowaniach sensownie powymieniać się uwagami, zwykle tylko słuchają z większym albo mniejszym zainteresowaniem, ale to nie to samo, co wymiana opinii, także wiadomo o co chodzi :D

      Usuń
    9. No wiadomo, że elokwencja, bo się siedziało nad tym i pisało specjalnie, żeby szpanować językiem :D całą pracę taką miałem ^^ Tak samo na pisemnej, więcej czasu spędziłem na układaniu retorycznym niż na zastanawianiu sie co napisać :P...Ale mi już od pierwszej klas technikum przepowiadali nauczyciele,że zostanę politykiem, albo domokrążcą, bo nawet złamanego kija bym zareklamował jakby był ze złota :D Tylko sie mi musi chcieć ^^ A walnąłbym pomiędzy Mity i Legendy :D "Wierzy Pan w Thora, Odyna, Lokiego, Freię...?" "Nie". "A w Buddę albo Allacha?" "Nie", "widzi Pan, Pan również jest ateistą. Ja tylko poszłam o jednego boga dalej" ^^ i niech się zatka :P No zabić to może nie od razu...wykrwawić :D A tu zasięgu nie ma, samochodów nie ma...i wiozą człowieka na bagażniku roweru, a że nogi długie, to trzeba opierać o siodełko...Masakra, jaka niewygoda...:D A jeszcze lekarz, raz że wkurzony, że o 22 sie dobijamy, a dwa wyczuła bestia alkohol i bez znieczulenia szył, bo nie wolno! :D Nie, Mein Kampf nie jest zakazana, ale nadal źle przyjmowana. No i jest jeszcze jeden plus życia na wsi- weź spróbuj po mieście łazić z gołą klatą...No, Ty akurat i tu i tu nie możesz (HA!), to zaraz się ktoś przyczepi:D A tu? Do sklepu, do...a no w sumie tyle, do koscioła już nie chodzę :D

      Usuń
    10. Ja się nie popisałam, nawet mi się wyrwało coś w rodzaju "Motyw ten ma związek z historią znaną nam z mitologii nordyckiej, dotyczącą.... e.... no, karła i jego skarbu... Ale ja zapomniałam, jak ten karzeł ma na imię" ;____;
      No powiem Ci, że wiadomo, tak twarzą w twarz to się nie wypowiem, ale nawet jak tak piszesz, to masz gadane, aż jestem w szoku, powaga :D
      Wiesz co, ja to jestem taka, że takiemu przeciętnemu człowieczkowi, to bym coś takiego spokojnie była w stanie powiedzieć i jeszcze świetnie się przy tym bawić, ale jednak bym nie ryzykowała, jeszcze by mnie oblali, i nie byłoby wcale tak znowu śmiesznie XD
      No to rzeczywiście macie tam przygody, ale za to jakie wspomnienia, nie? Szczęście, żeście rower pod ręką mieli, i że jeszcze się znalazł ktoś, kto był w stanie na nim jechać, bo też różnie mogło być ;P
      No, to chyba w Niemczech jest w takim razie zakazana, porąbało mi się.
      EJ, to jest akurat bardzo dobry argument, zawsze, ZAWSZE wam, facetom, tego zazdrościłam, szczególnie teraz, jak mamy takie piekło, chociaż jak w domu siedzę, to mogę siedzieć, jak mi się żywnie podoba, ale tak czy inaczej, weź tu z domu wyjdź ;___; Dlatego do sklepów latam przed zamknięciem, jak już chłodniej jest ;____:

      Usuń
  13. Zwykle jak coś czytam, to po prostu czytam, a przy twoim opowiadaniu (jeśli to można nazwać opowiadaniem) myślę więcej niż powinnam. :)
    Jestem dumna z Bernharda, ze tak potraktował tego Björna. Ja tam nie rozumiem facetów i chyba nigdy nie zrozumiem. Oni zawsze martwią się o takie dziwne sprawy.
    Tak jakby Björn nie mógł się po prostu zająć zdobywaniem pożywienia albo czymś innym. Ale zawsze muszą się znaleźć jakieś szuje. :)

    Jestem w szoku. Jak mogłaś już w piątym rozdziale pozabijać tych, których dopiero zdążyliśmy poznać. Biedny Ragnar, którego już zdążyłam polubić, te jego monologi, których co prawda tu nie przytaczałaś (i dzięki Ci za to), ale zdołałam je sobie wyobrazić, i jego durna odwaga, która mogła go zgubić, gdyby tym na kogo trafił, nie był Bernhard.
    Biedny Olaf... Jego to polubiłam głównie dlatego, że nie rzucał się w oczy i przypominał mi bałwanka z Frozen.
    Björna to mi szkoda tylko z tego samego powodu, co Beniowi: że ne będzie mu już mógł przywalić. :)
    No a Bernhard będzie teraz dzielnie walczył o życie, bo jest silnym facetem i pojawia się w kolejnych rozdziałach (tak, już zdążyłam zobaczyć :D), ale też dlatego, że nie może umrzeć, bo to w końcu o nim jest opowiadanie.

    A to wszystko tylko dlatego, że nie czytali "Igrzysk Śmierci". :D Gdyby przeczytali, to by wiedzieli, że w nocy się nie rozpala ogniska, tym bardziej będąc na czyimś terenie i jeszcze podczas wojny.
    Mózgów to wy panowie chyba nie macie/mieliście. :)
    Siedzieli tyle nocy po ciemku, to dlaczego tej jednej nie mogli? Ja myślę, ze za Beniem ktoś jednak szedł, ale pewnie by go zgubił i nie zawołał posiłków gdyby nie rozpalili tego głupiego ogniska. :)

    Dobra, dobra koniec tego gadania, bo cie zanudzę na śmierć.
    Poczytam sobie jeszcze komentarze wyżej, bo niektóre są naprawdę ciekawe. :)
    Pozdrawiam i weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, zapomniałam. Zawsze o czymś zapomnę. :)
      Co się dzieje z Bengtem (dobrze napisałam?) Przez niego właściwie to wszystko się wydarzyło. Gdyby przylazł z tym swoim oddziałem trochę wcześniej, to wszystko byłoby dobrze. Ale wtedy w sumie nie Benio nie trafiłby do Cecylii i tak dalej.
      Ale mimo wszystko, gdzie on się podział? a może on wcale nie miał tędy przechodzić, a Erik i Gustwa specjalnie zostawili go na pastwę losu?
      Dobra, już kończę. Jak już pisałam, za dużo myślę. :)
      Pozdrawiam jeszcze raz. :D

      Usuń
    2. No cześć, koleżanko! Widzę, że Ci bardzo ładnie to nadrabianie idzie :D Szalenie się cieszę :D
      To chyba dobrze, że opowiadanie skłania do myślenia, co? :D
      BTW, czym byś to nazwała, jak nie opowiadaniem? *.*
      Czasy były jakie były, Bjorn nie jest jedyny, który myśli/myślał w taki sposób. Tak właściwie, to jeśli o żołnierzy chodzi, to bardzo wielu ich myślało w podobny sposób.

      LAJF IZ BRUTAL END FUL OF ZASADZKAS. A tak po prawdzie, to palenie ogniska w nocy to czysty idiotyzm, szczególnie kiedy się nie chce zostać znalezionym, ale tak to jest, jak się nieprzeszkolonych ludzi do walki wyśle. O.

      Nie rozpaczaj jeszcze po Ragnarze! :D

      Spoko spoko, Berci nic nie grozi, ciężko, żebym głównego bohatera ukatrupiła, nie? :D

      A nie mogli dalej bez ogniska, bo im zimno było. No i sobie pomyśleli, a co tam, nikt nas nie przyuważy! A tu klops D:

      Jeśli o Bengta chodzi, to zamierzam to wyjaśnić po prostu nagłą zmianą planów, o której nie było ani potrzeby, ani możliwości poinformowania armii Wittenberga. No bo komu by przyszło do głowy, że by kilku żołnierzy zostawili, i że koniecznie trzeba o każdej zmianie trasy po - zaznaczam - zajętych już ziemiach informować?
      Bengt to już w Warszawie niedługo będzie siedział, bo to pan gubernator podbitych ziem, postać historyczna, ważna osobistość, fejm się zgadza :D
      Nie, Erik i Gustaw po prostu chcieli pozbyć się problemu i zwalić go na łeb Bengtowi, i tyle :)

      Dzięki Ci piękne za komentarz :D

      Usuń
    3. Pewnie, że dobrze, tylko ja prawie nigdy nie zastanawiam się nad tym co czytam (przynajmniej na blogosferze), więc to trochę nowość. :)
      No ja nie wiem, ale patrząc na rozmiary Twojego opowiadania, to się zastanawiam czy to można nazwać opowiadaniem. Tak, tak, wyszło masło maślane. :)
      Mam to zdanie na tablicy korkowej, to znaczy miałam, bo teraz to już całkiem wyblakło, bo tyle tam wisi... dobra nieważne. :D
      Ooo! Czyli ze Ragnar przeżyje?
      No w sumie to dziwne zabić głównego bohatera, chociaż po tym co czytałam ostatnio, to to nie jest aż takim dziwactwem. :)
      Oj tam, mogli wytrzymać bez tego ogniska. Z resztą ludziom nie dogodzisz: najpierw się skarżą, że za gorąco, a potem, że za zimno. :)
      Teraz to się coraz ciekawsze robi, więc szybko pójdzie.

      Usuń
  14. Masz tu tyle komentarzy, że brak mojego nawet nie zrobiłby wielkiej różnicy. Ja o takiej ilości pod swoimi blogami to mogę tylko pomarzyć.
    Czekanie w pełnym upale na cokolwiek do przyjemnych nie należy. Człowiek nawet jak siedzi w cieniu, to i tak się straszliwie wtedy poci. Największym plusem jest to, że cała woda z organizmu wychodzi właśnie w postaci potu. Sikać się nawet nie chce ; D
    Nie ma to jak zachwyt nad polskimi dziewczętami. I to jest jeden z większych powodów, by być patriotą.
    Kolejny minus za słowo "zidentyfikował". Też zupełnie nie pasuje mi ono do takiego typu powieści. Proponowałbym "rozpoznał". Lepiej brzmi ; )
    W końcu Bernhard pokazał, że ma jaja. Potrząsnął trochę swoim podwładnym i powiedział mu co myśli. A nawet mu zagroził. Takiego go lubię.
    Przypomniała mi się w sumie mina księdza, gdy dla żartu zapytałem go co jest złego w gwałtach (opowiadał nam o sekcie działającej w Polsce, która opiera się głównie na stosunkach seksualnych). W skrócie ręce mu opadły i załamał się ten nasz kleryk.
    Zastanawiam się jak przełamią barierę językową i co ludzie powiedzą na to, że dziewczyna chce ratować wroga.
    Pamiętam, że kiedyś było tak, że lekarze czy medycy byli w miarę nietykalni, bo większość z nich leczyła wszystkich, nie patrząc na narodowość.
    O tym, że zazdroszczę Ci talentu etc. nawet nie ma sensu przypominać ; )
    A.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, to tylko pozory, połowa z tego to odpowiedzi ode mnie, część to dyskusje z Kwasem, więc jakby same komentarze zostawić, to tak pięknie by to już nie wyglądało ;p
      O, już ja doskonale wiem, jakie to jest nieprzyjemne. Znaczy się, ja po prostu chronicznie upałów nienawidzę, mam ochotę położyć się i umrzeć, kiedy temperatura w cieniu przekracza 30 stopni ;_; Ale rzeczywiście, są plusy, jak trafnie zauważyłeś :D
      Wczoraj właśnie toczyłam ze znajomą dyskusję na ten temat i nawet jako kobiety doszłyśmy do podobnego wniosku :D
      Ech, beta już mi wytknęła. Tu ta sama uwaga, czekam na tę całą recenzję, póki co nie wolno mi nic zedytować, ale wszystko poprawię, jak już się doczekam. Dzięki za wytknięcie :)
      Bernhard tak powoli zacznie pokazywać co raz więcej, tak naprawdę, że tak rzucę sobie takim ogólnikiem, punktem kulminacyjnym akcji całego opowiadania będzie taki naprawdę fest wyraz buntu z jego strony. I to taki, który będzie bardzo brzemienny w skutki. Ale wiadomo, o co konkretnie chodzi, to nie powiem, bo byłby spojler :)
      O MATKO, CHCIAŁABYM TO ZOBACZYĆ :D
      Taktak, to się zgadza, lekarzowi się nie oberwie, ale Cecylka to jest już całkiem inna para kaloszy, no ale tu też nic mówić nie będę, bo wiadomo, spojler ;_;
      O tym, że znów cieszy mi się mordka do monitora, kiedy czytam Twoje komplementy też chyba nie ma sensu przypominać? :D
      Dzięki piękne za komentarz i przepraszam za zwłokę z odpowiedzią, ale na działkę wybyłam :)

      Usuń
  15. Po pierwsze i najważniejsze – kończył się żołnierzom prowiant — prawie zaczęłam się śmiać, ale w porę uświadomiłam sobie, że to przecież poważny problem D:
    dopiero po paru dniach wyszło na jaw jak wielki błąd w ocenie stanu rzeczy, a raczej jednego ze swoich kompanów, popełnił — ale mnie zaciekawiłaś, tak na serio
    A poza tym, to nie woda. — nie woda? W sensie alkohol? Jako że się już nasłuchałam, że nie powinno się pić alkoholu w upał, to aż się boję, co będzie dalej. Chyba że się pomyliłam ;-;
    szczególnie w dziedzinie astronomii — widzę, że przemyciłaś swoje zainteresowania :3 ale to dobrze
    Myśmy z Christerem widzieli jedną, śliczna jak z obrazka, żebyście widzieli! — myślałam, że będzie o Cecylii, a tu nie :D plus za to, nie wiem, dlaczego, ale plus
    Mieli siedzieć w krzakach i podglądać polskie dziewczęta? — no w sumie nie pasuje mi to do Bernharda :3
    Tak się nie robi — no bo się nie robi, a co – oświadczyła Amnezja tonem znawcy. Ale serio D:
    Coś ty powiedział? — o tym samym w sumie pomyślałam
    Nie zdążył dokończyć, bo nerwy w końcu Oxenstiernie puściły. Gwałtownym, pewnym ruchem złapał Björna za poły mundurowego płaszcza i przycisnął go do drzewa, dając upust całej swojej tłumionej wcześniej złości. — absolutnie uwielbiam Bernharda, stawiam mu kapliczkę D:
    i innym tego typu skaczącym robactwem. — no, jest okropne. I jeszcze pająki są straszne, wprawdzie nie skaczą I BARDZO DOBRZE ;q; na widok zwykłych nie mogę, a co by było, jakby zaczęły skakać albo, nie daj Boże, latać ;-;
    niebo tej nocy wyglądało doprawdy cudownie, czarne jak smoła, usiane niezliczenie wielką ilością jarzących się bardziej lub mniej gwiazd. — jak ładnie opisane <3
    i plus za słowo monumentalne, ja o nim zawsze zapominam ;-;
    Nie pojmował, że zamiast pozbawiać go życia, chciała je uratować. — arf arf. Nie mam nic do dodania.

    Ta scena, jak napadli na nich ci chłopi, była taka… obrazowa *.* naprawdę, aż w mojej głowie zaczęło się coś ruszać, a opisy rzadko przemawiają do mojej wyobraźni. Tak więc za to ogromny plus (wprawdzie mogłam zainwestować w lepszy soundtrack niż Love Runs Out, bez komentarza, ale trudno).
    Na nic więcej chyba się nie wysilę, poza tym, że naprawdę mi się podobało i wpadnę jeszcze wieczorkiem na kolejne dwa rozdziały, bo z odcinka na odcinek czyta się coraz lepiej. Takie moje odczucie. Naprawdę super piszesz <3
    Pozdrawiam
    Amnezja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NO BARDZO POWAŻNY XD Ale chyba rozumiem, co Cię tak rozbawiło :D
      Nie, no jak widać się nie pomyliłaś :D Aczkolwiek nie powiem, żeby oni wszyscy do jakichś wybitnych geniuszy się zaliczali ;p
      Lubię przemycać swoja zainteresowania :D I przy okazji mam pojęcie o czym piszę, a to też jest plus :D
      PS. Jazda konna Cecylki to rzecz z tej samej serii, ja też jeżdżę konno :D
      Ja uważam, że to słaba zagrywka, pisać takie rzeczy o głównych bohaterkach, szczególnie, że wielokrotnie nadmieniałam, że Cecylka jakoś wybitnie urodziwa też nie jest. Bercia to jest po prostu paskudny, a ona po prostu zwyczajna - owszem, żołnierze na pewno by się za nią obejrzeli, ale zdecydowanie nie w pierwszej kolejności, szczególnie, że wygląda na strasznie młodziutką do tego wszystkiego. A inna sprawa, że takie zagrywki zalatywałyby merysójką moim zdaniem ;_;
      Tak, Bercia podglądający panienki w krzakach, już to widzę XD
      Dobrze go załatwił, nie? *dumnie wypina pierś* Bercia dobry chłop.
      JA TEŻ NIENAWIDZĘ KONIKÓW POLNYCH ;_; I ciem ;_; O, ćmy to największe zło tego świata ;_;
      A dziękuję pięknie <3 No też mi się jakoś randomowo przypomniało wtedy, pamiętam XD

      A to się bardzo cieszę, bo to była pierwsza tego rodzaju scena jaką kiedykolwiek napisałam. Ale będzie ich więcej, to na pewno.
      Dzięki Ci bardzo za komentarz :D I za komplementy <3 Lecę dalej :D

      Usuń
  16. Wybacz, że mnie tak dawno tu nie było, ale zaczęła się szkoła i przestałam ogarniać xD Niemniej jednak wracam do rozdziału...
    I zacznę od końca - fakt faktem, ja się we wszystkim dopatruję jakiegoś romantycznego wątku, ale kiedy ta nieznajoma Polka uratowała Bernharda, to... to było takie urocze, kochane i słodkie! O ile to w ogóle była Polka, choć kto inny mógł się tam znaleźć? I dlaczego mu pomogła? Teoretycznie, swojemu wrogowi... no, ciekawie, ciekawie się robi! Ale zaskoczyłaś mnie tą końcówką, choć już od początku rozdziału dodawałaś wstawki typu "do czasu" co wszystkiemu nadało dużą dozę tajemniczości. Ech, niestety tak to już bywa na wojnie... która jak zwykle jest bezsensowna. Ludzie muszą być chorzy, żeby coś takiego wszczynać, chorzy i zaślepieni żądzą władzy.
    Niech Ragnar przeżyjeeee.... ja cię proszę, łaskawy człowieku. Tak go polubiłam! Taki rozgadany, wesoły człowieczek z niego. W ogóle podoba mi się, że mimo narracji trzecioosobowej idealnie kreujesz każdą postać - wszyscy są inni, nietuzinkowi. Ich charakter pokazujesz choćby w takich scenach jak samotny spacer Bernharda.
    Za to za Bjornem nie przepadam. Taki typowy, współczesny facet. Bo kobita to zabawka... no i mamy kolejny przykład myślenia, z którym się nie zgadzam. Dobrze, że Bernhard mu pokazał, co na ten temat myśli, o! Bardzo udana scena. Bercia to w ogóle taki dobry, kochany... idealny po prostu <33
    Rozdział bogaty w akcję i niezmiernie ciekawy! Kolejny pewnie uda mi się przeczytać dopiero za tydzień czy dwa... ale oczekuj mnie wkrótce. Pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń