piątek, 28 marca 2014

Rozdział IV



Lipiec 1655, Rzeczpospolita Obojga Narodów, Pomorze
                Marsz trwał już kilka dni i Bernhard był zaskoczony jak łatwo polskie miasta, jedno po drugim, zupełnie bez walki się poddawały. Tyle słyszał o odwadze, uporze i niezłomności Polaków, że aż nie mógł tego pojąć; dopiero po jakimś czasie Ragnar wyjaśnił mu, że przecież większość mężczyzn była na wschodzie, na wojnie z Carstwem Rosyjskim – wtedy dopiero Bernhard faktycznie zwrócił uwagę na to, że w miastach i wsiach, które mijali były niemal same kobiety, a oprócz nich dzieci, albo starcy. No, byli jeszcze, co prawda, chłopi i księża, ale również raczej w znikomej ilości, a i przecież do walki się nie nadawali. Jakim sposobem Polacy mieli więc stawić opór czternastotysięcznej szwedzkiej armii? Tego nie dało się zrobić; przyjęcie zwierzchnictwa szwedzkiego króla było dla nich jedyną alternatywą. Bernhard musiał przyznać, że pomimo iż takie postępowanie wydawało mu się skrajnie niemoralne, to było ono doprawdy genialnym politycznie i strategicznie posunięciem – żadnych niemal strat w wojsku, a w przeciągu paru tygodni zostanie zajęta Warszawa; Rosjanie zajmą się Polakami za Szwedów, a Litwini i tak już ledwo dyszeli. Wszystko malowało się w nader pozytywnych barwach z punktu widzenia Królestwa Szwecji.
                Bernharda wyrzuty sumienia z powodu inwazji w końcu zaczęły opuszczać; ogarniało go raczej pewnego rodzaju znużenie podróżą i kompletnym nieróbstwem. Właściwie cała ta wojna, póki co, polegała na marszu przez polskie ziemie, pytaniu co jakiś czas „Czy przyjmujecie zwierzchnictwo miłościwie nam panującego króla Karola X Gustawa?”, na co Polacy niezmiennie, choć z zacięciem i nienawiścią w oczach odpowiadali, że „Tak, oczywiście” – cóż bowiem innego mogli zrobić? Byli pod ścianą, nie mieli wyboru – nie miał ich kto bronić, nie miał kto się postawić. Dla Szwedów wszystko dobywało się aż nazbyt dobrze. Przy tym wszystkim Bernhard bał się jednej rzeczy – co, jeśli Polacy zawrą z Rosją rozejm? Albo, nie daj Bóg, sojusz? Wtedy to ich, Szwedów, los mógł zostać przesądzony. A Bernhard, prawdę powiedziawszy, narażać się nie chciał – liczył na to, że uda mu się wyplątać z tego całego bałaganu jak najszybciej i jak najbardziej bezboleśnie. Choć sam jeszcze właściwie nie widział na to perspektyw.
                Jak się okazało, problem – przynajmniej pozornie – rozwiązał się sam. Pewnego razu, któregoś dnia marszu, Bernhard nie wiedział dokładnie którego, odnaleźli go Erik i Gustaw. Trwał akurat postój; Bernhard siedział gdzieś na uboczu razem z Ragnarem, który był przez ostatnie parę dni jego wiernym towarzyszem. Dawał odpocząć nogom po długiej jeździe;  ktoś mógłby rzec, że żołnierze na koniach męczyli się mniej, ale nic bardziej mylnego – dla Bernharda kierowanie niespokojnym koniem było przeokrutnie męczące, bo Tajga bała się okropnie tego tłumu i motłochu, który ją otaczał – nie była przecież koniem bojowym, nie była wyszkolona do tego rodzaju podróży. Bernhard zaczął nawet żałować, że ją ze sobą zabrał.
                Oxenstierna nie lubił nieróbstwa i marnowania czasu, dlatego podczas postoju oprócz odpoczynku po ciężkiej podróży wykonywał też jakieś drobne prace, takie jak na przykład czyszczenie broni, czy inne nie wymagające nadmiernego przemieszczania się, a pożyteczne dla ogółu drobnostki. Ragnar z kolei pomimo, że był osobą o wiele bardziej energiczną niż Bernhard, wolał wykorzystać cały wolny czas by absolutnie bezproduktywnie leżeć w trawie i smacznie drzemać.
                Erik i Gustaw rozsiedli się swobodnie koło Bernharda, zagadując wesoło – zbyt wesoło, zważywszy na to, że teoretycznie trwała przecież wojna. W końcu jednak, kiedy pojęli, że Bernhard nie wydaje się zainteresowany dalszym prowadzeniem rozmowy, przeszli do sedna. I Bernhard mocno się zdziwił.
                —Posłuchaj — zaczął Erik tonem, który zwykle zarezerwowany był tylko do spraw politycznych, albo raczej: obdzielania podwładnych nowymi zadaniami. Bernhardowi wcale się taki wstęp nie spodobał. — Potrzebujemy twojej pomocy.
                Bernhard uniósł wysoko jasne brwi w wyrazie najwyższego zdziwienia, postanowił jednak nie przerywać – nie przychodziło mu do głowy nic w czym mógłby bratu i kuzynowi być potrzebny.
                —Ktoś musi tu zostać i przekazać Bengtowi wieści — wyjaśnił Gustaw. — Wiesz, że zajmujemy właściwie wszystko po drodze i że szlak jest wolny. Powinien być tu lada dzień. Niech jedzie ustaloną trasą i nie marnuje czasu na niepotrzebne konflikty, bo my się wszystkim zajmiemy.
                Mowa była oczywiście nie o samym Bengcie, ale o jego oddziale, który z pewnych przyczyn musiał pozostać nieco w tyle – Bernhard wolał nie wnikać dlaczego, tak sprawy polityczne, jak i wojskowe nie leżały ani w kręgu jego zainteresowań, ani kompetencji. Młody Oxenstierna jednak głupi nie był i zauważył natychmiast, że wiadomość którą ma przekazać jest dość… zbędna; domyślił się więc, że szkopuł wcale nie tkwił w faktycznym przekazaniu informacji, a w zrobieniu z niego kuriera, to po pierwsze, bo skutkowałoby to trzymaniem go z dala od bitew i rozlewu krwi, czyli miejsc, gdzie mógłby bardziej zaszkodzić niż pomóc; po drugie, Bernhardowi wydawało się, że Erik i Gustaw uznali po prostu, że nie chcą go pilnować – oni mieli swoje sprawy, które Bernharda nie obchodziły, dodatkowo ciężko było im dość do jakiegokolwiek porozumienia, nawet na gruncie czysto technicznym, takim jak wykonanie prostych poleceń. Bengt zawsze wiedział jak do Bernharda przemówić i jak z nim postępować – Oxenstierna podejrzewał więc, że to właśnie stąd wyniknęła decyzja o powierzeniu mu takiego właśnie, a nie innego zadania. Ale Bernhard nie miał nic przeciw – co złego mogło być w kryciu się po krzakach przez kilka dni, a potem dołączeniu do, powiedzmy sobie szczerze, bardziej pożądanego towarzystwa? Nic, absolutnie nic – tak przynajmniej sądził Bernhard. Ani on, ani Gustaw, ani Erik nie wiedzieli jak ogromny błąd popełniają. Lecz któż mógł to przewidzieć?
                —Mam tu zostać sam? — zapytał dla pewności Bernhard, choć oczywiście znał odpowiedź jeszcze zanim zadał pytanie.
                —Nie, naturalnie, że nie! — odparł szybko Erik. — Zostawimy ci czwórkę ludzi. To będzie chyba najodpowiedniejsza liczba, żeby nie rzucać się w oczy, a w razie potrzeby móc się obronić z ukrycia. Zresztą i tak co najwyżej chłopi mogą was zaatakować, w co szczerze wątpię.
                —Brzmi dobrze — zgodził się Bernhard, a zarówno Erik, jak i Gustaw wydawali się raczej zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Co, możecie zwalić problem na kogoś innego, to jesteście zadowoleni?, pomyślał odrobinę kpiąco Bernhard, nie powiedział jednak tego głośno. Prawda była taka, że on też był z tego zadowolony – Bengt był mu raczej bliskim człowiekiem, na pewno bliższym niż Erik i Gustaw razem wzięci, tak więc była to w zasadzie lepsza alternatywa.
                —Chcemy tylko, żebyś zabrał jednego człowieka, Björna… Zaraz go do ciebie przyślemy — rzekł Gustaw. — Jest trochę narwany, ale dobrze strzela i…
                Bernhard dalej nie słuchał, bo nagle zapragnął złamać bratu nos, udusić go, cokolwiek. Oczywiście pojął sugestię, jaką Gustaw zaserwował – „weź kogoś, kto się zna na broni, bo sam sobie nie dasz rady”. Trzeba mnie było nie zabierać na tę wojnę, pomyślał Oxenstierna krzywiąc się. Gdyby Bernhard  miał określić co go w Gustawie najbardziej denerwuje, to byłaby to właśnie ta wieczna protekcjonalność z jaką starszy brat do niego podchodził – Bernhard nie mógł tego przełknąć, ponieważ pomijając już fakt, że Gustaw był jedynie dwa lata od niego starszy, to przecież byli obaj dorosłymi ludźmi i każdy z nich miał własny rozum – Bernhard nie potrzebował wątpliwej jakości anioła stróża w postaci pułkownika Gustawa Oxenstierny.
                —Dobrze, zabiorę go — rzekł szybko Bernhard, żeby jak najszybciej mieć tę dyskusję za sobą. — Coś jeszcze?
                —Resztę ludzi wybierz sam — odparł tylko Erik, który chyba dostrzegł na twarzy Bernharda irytację i postanowił ulotnić się na bezpieczną odległość, zanim między braćmi dojdzie do nieporozumienia. Albo kolejnej bójki, bo Bernhardowi i Gustawowi często zdarzało się w wypadku większych nieporozumień używać pięści zamiast argumentów. Taki urok bycia rodzeństwem o skrajnie różnych charakterach, a wszystko wskazywało na to, że oni chyba nigdy nie mieli z tego wyrosnąć.
                —Chcę tylko Ragnara. — Bernhard wskazał głową na drzemiącego nieopodal mężczyznę. — Resztę niech ten wasz Björn wybierze tak, żeby mu pasowało.
                Jak Bernhard rzekł, tak się stało – jako towarzysze przypadli mu więc Ragnar, Björn, Christer i Olaf. Bernhard z początku niewiele mógł o nich powiedzieć; tylko tyle, że Olaf był człowiekiem tego samego rodzaju, co on sam – poważny, gburowaty i mrukliwy, ale raczej przyjaźnie usposobiony, nikomu nie chciał wchodzić w drogę i rzadko się odzywał. O ile Olaf i Ragnar byli towarzystwem, którym Bernhard raczej się cieszył, o tyle ani o Björnie, ani o Christerze nie mógł czegoś podobnego powiedzieć. Oboje byli młodzi, głośni, zarozumiali i dość nieokrzesani; widać było, że palili się na wojnę i raczej czerpali przyjemność z samych myśli o ewentualnych nadchodzących wydarzeń – to nawet nie było tak, że traktowali tę wojnę jak przygodę; zostało w nich chyba po prostu wiele barbarzyńskiej krwi wikingów z dawnych czasów, bo wyglądało na to, że samo bycie najeźdźcą sprawiało im sporą przyjemność. Przy tym wszystkim odnosili się jednak do reszty kompanii z szacunkiem, a przynajmniej bez lekceważenia, Bernhard więc nie zamierzał w żaden sposób ingerować w ich zachowanie i światopogląd – przynajmniej póki nie robili głupot. Oxenstierna przez te parę dni marszu sporo zdążył już zobaczyć i widział, że niektórzy tak się rozbisurmanili, że zaczęli wobec Polaków zachowywać się naprawdę okrutnie – pokpiwać z nich, obrażać, na co Polacy nie mogli ani odpowiedzieć, ani nawet zrozumieć; co więcej, żołnierzom zdarzało się kraść albo zwyczajnie zabierać Polakom jedzenie czy inne dobra, zdarzało się zaczepianie kobiet, choć do żadnego poważnego incydentu jeszcze nie doszło. Bernhard czuł się okrutnie sfrustrowany, że nie mógł zrobić nic, aby jakkolwiek na zachowanie żołdaków wpłynąć – zabieranie jedzenia jeszcze zrozumiał, bo w końcu nikomu się nie przelewało, Szwedom też, ale kpin i zaczepek - nigdy. Człowiek powinien mieć w sobie tyle przyzwoitości, aby mógł obejść się bez podobnych rozrywek – dla Bernharda sprawa ta była jasna jak słońce.
                Zatrzymali się w pobliskim lesie; droga przebiegała niedaleko, nie było więc szans na przegapienie oddziału Bengta. Aby lepiej mogli się ukryć, Bernhard powierzył opiekę nad Tajgą Erikowi (i obiecał, że urwie mu łeb jeśli choćby jej włos z grzywy spadnie). Brak koni wiązał się z problemami z ucieczką, ale nie działo się absolutnie nic nadzwyczajnego; raz na jakiś czas ktoś przeszedł drogą rozmawiając wesoło, albo coś podśpiewując w całkiem niezrozumiałym dla piątki Szwedów języku, jednak nikt nawet nie spoglądał w stronę lasu. Jedyną, powiedzmy, sensacją w ciągu kolejnych kilku dni były dwie osoby galopujące w iście szaleńczym tempie nawet nie po drodze, a właśnie na skraju lasu. Bernhard nie zdążył nawet porządnie się im przyjrzeć. Tylko tyle mógł powiedzieć, że na kasztanowym koniu jechał młody mężczyzna, chłop z pobliskiej wsi jak na Bernharda oko; płowa czupryna była przycięta równiutko, jak gdyby ktoś ścinał chłopakowi włosy po założeniu mu doniczki na głowę. Młodzieniec nie mógł nadążyć za pierwszym jeźdźcem, którym, jak Oxenstierna zdążył zauważyć, była drobna kobieta o jasnych, słomianych włosach. Więcej nie mógł powiedzieć, tyle tylko, że niewątpliwie była ona wyższego stanu niż chłopak – mówił o tym jej strój, ale i postawa: prowadziła konia doprawdy doskonale – Bernhardowi rzadko zdarzało się widzieć tak dobrą technikę nawet u żołnierzy, a co dopiero przychodzącą komuś tak naturalnie.
                Kilka najbliższych dni miało być dla Bernharda i jego towarzyszy pełnymi spokoju. Żaden z nich nie wiedział jednak, że to miała być cisza przed burzą.

Łukowce
—Coś ty powiedział? — zapytała Cecylia głosem kipiącym wściekłością i całkiem do niej nie podobnym.
Cecylia Łukasiewicz była wściekła. Wystraszona też, owszem – ale przede wszystkim wściekła. Właśnie przybył posłaniec od proboszcza, prosząc o natychmiastowe stawienie się Cecylii pod kościołem we wsi. Ponoć Szwedzi przyszli i chcieli zająć pobliskie majątki, potrzebni więc byli właściciele – Cecylia właścicielką nie była, ale jako pani na włościach to ona ponosiła odpowiedzialność pod nieobecność swoich braci i ojca.
—K-ksiądz Gilbert… — zająknął się chłopak, który i tak był już mocno roztrzęsiony; Cecylia przypuszczała, że to z powodu Szwedów, a nie broń Boże jej złości. Bo Cecylia wcale taka znowu groźna nie była i nie było chyba nikogo, w kim potrafiłaby wzbudzić lęk.
—No wiem, wiem — ucięła szybko, podnosząc się energicznie z miejsca. — Chodź, Wojtuś.  Jedziemy tam.
—Cecylio, na Boga, czy ty chcesz tam jechać sama? — zapytała zbulwersowana Erzsebet, spoglądając na Łukasiewiczównę z wyraźną troską malującą się w ciemnych, zielonych oczach.
—Przecież muszę jechać, Elka — odpowiedziała Cecylia głosem drżącym ze złości. — Kto pojedzie, jak nie ja? Nie ma czasu. Jeszcze nam tu wlezą, do Łukowców, jak nie przyjedziemy…
Wyleciała z domu jak burza, ciągnąć za sobą Wojtka, posłańca od księdza, który zdawał się być naprawdę zszokowany jej żywiołowością i pewnością siebie.  Cecylia, jak to Cecylia, nie omieszkała oczywiście potknąć się o wystający w wejściu do stajni próg i cudem uniknąć wybicia sobie zębów – dziewczyna zaklęła na to naprawdę szpetnie, a gdy tylko odzyskała równowagę natychmiast zabrała się za siodłanie Żaby – i już ich nie było. Cecylia nie pokwapiła się nawet, by się przebrać – w długiej do połowy łydki spódnicy wskoczyła na konia po męsku, za nic mając sobie konwenanse, i pognała drogą wprost do wsi, nie oglądając się nawet na Wojtka.
Złość w niej aż kipiała. Oczywiście, Cecylia bała się – bo kto by się nie bał, kiedy obca armia najeżdża twoje ziemie, a ty dodatkowo musisz jechać na spotkanie z ich dowódcami, co by się ukorzyć i oddać pod ich zwierzchnictwo? Dla Cecylii to był bolesny cios, jako że wiedziała, że nie ma wyboru – musiała zgodzić się na wszystkie stawiane przez Szwedów warunki. Dla niej to był szczyt bezczelności, jeszcze wymuszać na właścicielach ziemskich poddanie się; jej duma znosiła to z trudem, ale nie było żadnego sposobu na zaradzenie tej sytuacji.
Zjechała z traktu, żeby jadąc brzegiem lasu móc łukiem ściąć nadmiar drogi, która dzieliła ją od plebanii. Wojtkowi udało się ją dogonić, choć z trudem – Żaba była najlepszym koniem w Łukowcach, tak pod względem wytrzymałości jak i szybkości, więc zwyczajnemu, wiejskiemu kasztankowi ciężko było za nią nadążyć.
Już z daleka zobaczyła Szwedów, tych samych najpewniej, których jakiś czas temu widziała niedaleko Łukowców. Nie było ich tu tak wielu; został pewnie tylko mniejszy oddział, w razie gdyby któryś majątek nie chciał się poddać. Oni jakby wcale nie zwrócili uwagi na dwa galopujące konie i ich jeźdźców, co właściwie Cecylię ucieszyło – nie miała ochoty na żadne dodatkowe nieporozumienia, szczególnie, że nie mogła się nawet nikomu odciąć, z uwagi na nieznajomość języka. Na szczęście tylko kilku z nich obrzuciło ich raczej umiarkowanie zainteresowanym spojrzeniem, by zaraz wrócić do swoich zajęć albo też ich kompletnego braku.
Zatrzymali się w końcu pod samą plebanią drewnianego kościółka, niemal tratując przy tym księdza Gilberta, który najwidoczniej na nich czekał.
Trottel! — warknął, spoglądając na Cecylię zmrużonymi oczyma. — Chcesz mnie zabić, dziewczyno?
Ksiądz Gilbert Beilschmidt był dość specyficznym człowiekiem, to trzeba było mu przyznać. Proboszczem w parafii był od niedawna, księdzem zresztą też, co właściwie nie było dziwne, jako że był dość młody (Cecylia przypuszczała, że maksymalnie dziesięć lat starszy od niej samej, jeśli w ogóle). Wygląd jego również był dość osobliwy, jako że duchowny był albinosem – niemal białe włosy sterczały we wszystkie strony dosłownie, a w błękitnych oczach czaił się pewien poblask czerwieni, dla albinosów zupełnie normalny, jednak dla zwykłego człowieka dość niecodzienny. Był zarozumiały, głośny, gderliwy, pewny siebie, leniwy i nieco ordynarny, choć nie przeszkadzało mu to paradoksalnie w dobrym wypełnianiu obowiązków duchownego. Z Cecylią wiecznie się przekomarzali; sami twierdzili, że się nie znoszą, prawda jednak była taka, że – pomimo, iż żadne absolutnie za żadne skarby świata by się do tego nie przyznało – lubili się i ich znajomość, oparta na kłótniach i wyzwiskach w dużej mierze, sprawiała im obojgu pewnego rodzaju przyjemność. Beilschmidt z pochodzenia był Prusakiem , dlatego mówił z wyraźnym niemieckim akcentem – mimo, że Zakon Krzyżacki jako taki już dawno temu przestał istnieć, Cecylia w myślach właśnie Krzyżakiem go nazywała.
-Z przyjemnością, ale innym razem – odcięła się. – Gdzie masz Szwedów?
-W środku, czekają na ciebie – odparł ksiądz. – Tylko Polen, ja cię proszę, hamuj się.
Cecylia nie odpowiedziała na to, tylko wciągnęła głośno powietrze i zacisnęła usta. Teraz dopiero ugięły się pod nią nogi; dotarło do niej, że musi stanąć przed szwedzkimi dowódcami, ukorzyć się i poprzysiąc posłuszeństwo, a przy tym nie mogła, nie mogła dać się upokorzyć – musiała pokazać im, że robi to tylko z przymusu, że kiedyś tego pożałują i że Polak nigdy nie podda się bez walki, nawet jeśli walka ma polegać tylko na godnym zniesieniu porażki.
Zmusiła się do zebrania całych pokładów siły woli, jakie tylko w sobie miała – i pchnęła rękoma drewniane drzwi. Ustąpiły zaskakująco lekko, choć trzeszcząc trochę; Cecylia starała się skupiać tylko i wyłącznie na tym trzasku i dzielnie, bez choćby zadrżenia i bez cienia niepewności w oczach znieść spojrzenia tych kilkorga Szwedów, którzy czekali na plebanii. Było też kilku szlachciców warstwy średniej, tej samej, z której pochodziła Cecylia, oraz drobnej, jednak wszyscy z okolicznych wsi i dworów. Wielu z nich Cecylia znała osobiście – niektórzy lubili ją i szanowali, uważając za silną kobietę, która potrafi zadbać o rodzinny majątek, ale i o siebie, a inni z kolei uważali ją za skończoną, rozszczebiotaną i dziecinną idiotkę, która nie wiadomo jakim cudem miała tak dobrą opinię wśród okolicznych mieszkańców. Niektórzy patrzyli na nią z nadzieją, chyba łudząc się, że zechce się Szwedom postawić; reszta patrzyła z jawną pogardą, uważając chyba, że jeżeli mieli jakiekolwiek szanse na wybrnięcie z całego tego bałaganu w miarę bezoleśnie, to zostały one bezpowrotnie pogrzebane wraz z przybyciem Cecylii.
Szwedów było kilku, ale przy stoliku siedziało tylko dwóch – stąd Cecylia uznała, że oni są tu najwyżsi rangą. Obaj dość młodzi, jak na oko Cecylii to mogli mieć maksymalnie po jakieś trzydzieści pięć do czterdziestu lat; obaj rudzi, choć jeden miał włosy ciemne, kasztanowe, a drugi raczej jasne i ryżawe. Obaj przyglądali się Cecylii, unosząc brwi wysoko do góry, jakby zastali kogoś całkiem innego, niż się spodziewali.
Cecylia cieszyła się, że nie zdążyła się przebrać. Ktoś mógłby uznać taką myśl za dość płytką w podobnej sytuacji i na pierwszy rzut oka faktycznie tak było, jednak jeśli spojrzeć na to głębiej, to miało to o wiele więcej sensu, niż ktoś mógłby sądzić. Goniec wpadł akurat, gdy Cecylia przymierzała swój stary, odświętny strój: ciemną, haftowaną na brzegach w misterne wzory spódnicę i pasujący do niego kontusik. Koszuli nie miała może odświętnej, jako że tylko strój przymierzała, ale przynajmniej czystą i niepogniecioną, co jak na Cecylię było sporym sukcesem. Łukasiewiczówna nie nosiła tego stroju od lat, więc pasował na nią raczej średnio, dlatego też Erzsebet zajęła się przerobieniem go tak, aby pasował na Cecylię teraz – i w nim właśnie pojechała. I całe szczęście, bo po pierwsze sprawiała w ten sposób wrażenie osoby bogatej, bogatszej niż była w rzeczywistości, a więc i bardziej godnej szacunku, przynajmniej w teorii. Dodatkowo, jako kobieta, spodziewała się raczej sceptycznego podejścia do jej osoby, a – nie ma się co czarować – łatwiej będzie zdobyć jej szacunek w eleganckim, odświętnym stroju niż ubraną tak, jak chodziła na co dzień, pracując we dworku: w znoszoną, trochę pocerowaną spódnicę i najzwyklejszą w świecie lnianą koszulę. I nawet włosy, na całe szczęście, wyjątkowo miała schludnie i starannie uczesane, w warkocz-koronę, który plotła sobie tylko, gdy niemiłosiernie się nudziła – a tak się akurat złożyło, że tego ranka właśnie nie było w majątku wiele roboty. Dzięki temu wszystkiemu Cecylia – dokładnie tak, jak się spodziewała – sprawiła wrażenie dostojnej panny, czego nikt kto znał ja na co dzień  nigdy w życiu by o niej nie powiedział.
Nie tylko strój jednak pozwolił jej zaskarbić sobie już na wstępie trochę szacunku – Łukasiewiczówna na co dzień bywała raczej nieokrzesana, ale kiedy było trzeba potrafiła doskonale odegrać wyniosłą i dumną panienkę. Weszła do izby pewnym krokiem, czując na sobie spojrzenia właściwie wszystkich zgromadzonych. Zakręciło jej się od tego w głowie i włożyła maksimum wysiłku w to, by nie dać po sobie niczego poznać – Cecylia przy obcych była bardzo nieśmiała i tylko złość, jaką odczuwała, ratowała ją teraz przed spłonięciem ze wstydu.  Szczególnie, że ze zgrozą uświadomiło sobie, że jest jedyną kobietą w całym tym zgromadzeniu. Teraz to na pewno potraktują mnie poważnie, pomyślała z pewną dozą kpiny i rezygnacji.
Szła z podniesioną głową, starając się, by jej spojrzenie i krok były pewne. Czuła palący wstyd na myśl, że oczy wszystkich zebranych śledzą każdy jej ruch, każdy krok. Paraliżowała ją niepewność i strach. Zatrzymała się jednak przed stolikiem, naprzeciw Szwedów, a obok Łukasza Kaniewskiego, właściciela pobliskiej wsi i jej dobrego znajomego.
-Är du ägare till fastigheten? – zapytał ją Szwed o ciemniejszych włosach, podczas gdy ten drugi uśmiechnął się, przyglądając się Cecylii uważnie.
Cóż za osobliwy język, pomyślała Cecylia, której właściwie jego brzmienie się podobało. Poszukała wzrokiem Gilberta – nie znał szwedzkiego za dobrze, ale wiedziała, że kiedyś trochę liznął, liczyła więc na pomoc, bowiem sama nie znała nawet niemieckiego, tylko rosyjski, nie było więc szans na jakiekolwiek porozumienie.
A Gilbert, na szczęście, był tu i tłumaczył rozmowę. Cecylii nie podobało się to, bowiem zdawała sobie sprawę, że straci przez to bardzo wiele aurotytetu, jaki mogłaby zyskać przemawiając bez tłumacza. Musiało się jednak bez tego obejść, nie było rady.
Pyta cię, czy jesteś właścicielką majątku wyjaśił Prusak. Cecylia cały czas nie odrywała wzroku od Szwedów; chciała dać im do zrozumienia, że czuje się pewnie. Mimo, że było to dalekie od prawdy.
Nazywam się Cecylia Łukasiewicz herbu Rosen i zarządzam rodzinnym majątkiem w Łukowcach oświadczyła, patrząc prosto w jasne, błękitne oczy Szweda. Tego o jaśniejszych włosach i uśmiechającego się w odrobinę zawadiacki sposób widziała tylko kątem oka, ale on nie wykazywał większej chęci do zaangażowania się w rozmowę. – I żądam, żeby wpierw panowie się przedstawili, jeśli łaska.
Wśród szlachciców zapanowało nieprzyjemne poruszenie, gdy Cecylia skończyła mówić – usłyszała nawet coś o lekkomyślnej i bezczelnej idiotce, ona jednak zamierzała trzymać się swego; za wszelką cenę chciała zachować twarz, nic więcej.
Gdy Gilbert przetłumaczył jej słowa, kilku Szwedów prychnęło głośno i z politowaniem; oboje siedzący przy stole zachowali jednak powagę, tylko ten, który się uśmiechał uniósł brwi wyżej i uśmiechnął się jakby odrobinkę szerzej.
Cecylia nie dała się zbić z tropu. Niewzruszona spoglądała na najeźdźców poważnym wzrokiem, marszcząc brwi i walcząc jednocześnie ze sobą, aby z nerwów nie zacząć sobie wyłamywać palców.
Proszę wybaczyć, panno Cecilie powiedział jeden ze Szwedów, ten o kasztanowych włosach, choć Cecylia naturalnie tego nie zrozumiała. Gdy Gilbert tłumaczył, z trudem powstrzymała się od uniesienia brwi w geście zdziwienia. Zaskoczona była, że Szwed naprawdę był uprzejmy – nie była to żadna kpina z jego strony. Dodatkowo, Cecylia stwierdziła, że nie był on w stanie wymówić ani jej imienia, ani tym bardziej nazwiska; z jakiegoś powodu dodało jej to pewności siebie i napawało zadowoleniem. Nazywam się Erik Oxenstierna, jestem kanclerzem Królestwa Szwecji i jestem tu w imieniu Jego Wysokości króla Karola X Gustawa. A to mój kuzyn, pułkownik Gustaw Oxenstierna.
Pod Cecylią na te słowa ugięły się nogi. Kanclerz? KANCLERZ? Oxenstierna – jakkolwiek jego nazwiska by się nie wymawiało, bo Cecylia nie była w stanie go powtórzyć – wyciągnął do niej rękę, a ona przez moment nie wiedziała, czego on właściwie od niej oczekuje. Dopiero po chwili pojęła, że czeka, aż poda mu swoją. Niewątpliwie zauważył, jak jej dłoń drżała, kiedy ją ujął i ucałował na powitanie.
To dla mnie przyjemność poznać panią.
Bez wzajemności rzekła tylko Cecylia, zadowolona, że udało jej się nadać swojemu głosowi chłodny, nieprzyjazny ton. Osobiście wolałabym nigdy nie widzieć was na oczy, panie Oxenstierna.
Chyba udało jej się nawet względnie poprawnie wymówić jego nazwisko, ponieważ nikt z obecnych się nie zaśmiał. Beilschmidt jednak nie pokwapił się o tłumaczenie.
Gilbert, przetłumacz to powiedziała Cecylia, ciągle mierząc się wzrokiem z Erikiem Oxenstierną.
Ksiądz jednak uparcie milczał, za co Cecylia zapragnęła go w tym konkretnym momencie udusić.
Beilschmidt! warknęła Łukasiewiczówna, spoglądając gniewnie na Prusaka.
Proszę się nie kłopotać powiedział nagle Oxenstierna, ku zaskoczeniu chyba wszystkich zgromadzonych, po polsku. Cecylia uniosła wysoko brwi, a jej zdziwieniu nie było końca. Nie mówił zbyt dobrze, jednak dało się go zrozumieć. Nie mówię najlepiej, to prawda, ale co trzeba rozumiem.
Cecylia sama przed sobą musiała przyznać, że jest pod wrażeniem. I pomimo złości musiała odszczekać większość rzeczy, jakie w pierwszym momencie o Eriku Oxenstiernie pomyślała – teraz wydawał jej się człowiekiem naprawdę na poziomie, kulturalnym i grzecznym, a przede wszystkim nie był w jej oczach barbarzyńcą i ignorantem. Co nie znaczyło, naturalnie, że jakkolwiek zmieniało to jej podejście do niego – nadal był Szwedem, nadal był najeźdźcą, nadal był wrogiem.
Rozumiem, naturalnie, twoje oburzenie... zaczął Oxenstierna, ale Cecylia wcięła mu się w słowo, mrużąc oczy.
Nie przypominam sobie, abym pozwalała panu zwracać się do mnie po imieniu. Sama była zdziwiona chłodem swojego głosu i łatwością, z jaką przyszło jej zachowanie pewności siebie.
Z trudem powstrzymała się od uśmiechu na widok miny Łukasza Kaniewskiego – on chyba należał do tej grupy, która miała nadzieję, że Cecylia choć trochę się postawi i utrze Szwedom nosa.
Proszę o wybaczenie rzekł tylko szwedzki kanclerz, ku zdziwieniu zgromadzonych. Drugi Szwed najwidoczniej nic nie rozumiał, ponieważ przywołał do siebie gestem księdza Beilschmidta, aby tłumaczył – Cecylia widziała po minie Gilberta, że z trudem powstrzymuje się od wybuchu. Prusak nie przywykł do bycia na czyjeś posyłki – brak mu było pokory i jakiejkolwiek dyscypliny, a dodatkowo był porywczy i łatwo wpadał w gniew. Cecylia nigdy nie mogła pojąć jakim cudem człowiek taki jak on został księdzem. Nie mogę zapamiętać tych waszych polskich formułek, jak, kto i do kogo powinien się zwracać. W Szwecji one nie funkcjonują. Wrócę więc może do szwedzkiego, tak będzie wygodniej i nikt nie poczucie się urażony.
Proponuję raczej wrócić do Szwecji, bo widać waćpan tu bardzo nie na miejscu powiedziała tylko Cecylia, niezmiernie dumna, że w końcu udało jej się wczuć w rolę, jaką chciała odegrać.
Pani jest bardzo odważna, pani Cecylio zaczął kanclerz odrobinkę rozbawionym tonem, choć w jego oczach błysnęło uznanie. Gilber natomiast znów zaczął tłumaczyć. - Inni powinni brać z pani przykład. Tu Oxenstierna rzucił znaczące spojrzenie na Branickiego, jednego ze szlachciców. Cecylia domyśliła się więc, że sporo ją ominęło – prawdopodobnie Branicki musiał szybko i pokornie zgodzić się na wszystkie szwedzkie warunki. A skoro już o tym mowa...
Wszyscy zgromadzeni oddali się pod zwierzchnictwo Jego Wysokości Karola X Gustawa króla Szwecji powiedział oficjalnym tonem. Wraz z całymi swoimi majątkami i należącymi do nich ziemiami. Czy pani, pani Cecylio, zechce pójść w ich ślady?
Od takich decyzji jest wojewoda, a nie my zauważyła Cecylia, co by nie rzec, trafnie.
Ale pytam panią odparł kanclerz znaczącym tonem. Mierzył ją uważnie spojrzeniem błękitnych oczu, aż Cecylia poczuła się nieswojo i niepewnie. Możemy zająć pani majątek, jeśli pani odmówi. Ale chyba wszyscy chcemy uniknąć niepotrzebnego rozlewu krwi, prawda?
Calutki oddział na kilkoro Polaków? zapytała Cecylia tonem ociekającym wręcz kpiną. Może powinna była się powstrzymać, ona jednak miała to do siebie, że zawsze przychodził taki moment, że trzymanie języka za zębami stawało się za trudne. Przecież to byłoby okrutnie niesprawiedliwe! I gdzie my, na Boga, byśmy was wszystkich pochowali?
Erik Oxenstierna przez moment wyglądał, jakby ktoś uderzył go w twarz. Dopiero po chwili przetrawił jej słowa, uniósł wysoko brwi i uśmiechnął się odrobinkę, niemal niezauważalnie; nie było jednak w jego uśmiechu już nic uprzejmego.
Niektórzy szlachcice zaśmiali się urywanie, jakby bali się, że polecą głowy, jeśli zrobią to zbyt głośno – inni natomiast wydawali się kompletnie przerażeni.
A Cecylia była z siebie dumna jak mało kiedy.
                Gustaw natomiast zaśmiał się głośno i perliście, gdy Gilbert przetłumaczył mu słowa Cecylii. Nie był to śmiech zwiastujący coś złego – Oxenstierna wydawał się po prostu szczerze rozbawiony jej słowami. Ku zdumieniu Cecylii, dostrzegła w jego oczach uznanie, gdy patrząc na nią, mówił coś do Gilberta w swoim chrapliwym języku. A może to był niemiecki? Dla niej to było jedno i to samo.
                Kazał ci powiedzieć, że mu się podobasz oświadczył Beilschmidt z miną, jakby właśnie przegryzł ziarno pieprzu. I że szanuje cię za odwagę. Gilbert miał jeszcze bardzo wiele do powiedzenia, jak Cecylia sądziła po jego minie, jednak najwidoczniej postanowił ugryźć się w język.
                Łukasiewiczówna nic na to nie odpowiedziała, bo właściwie nie przychodziła jej do głowy żadna trafna odpowiedź na coś takiego. Gustaw Oxenstierna natomiast nie powiedział już nic więcej, wpatrywał się w nią jednak bacznie, z ustami rozciągniętymi w uśmiechu, który sprawiał, że Łukasiewiczówna uważała, że wyraźnie czeka on na dalsze przedstawienie z jej strony.
                Pani Cecylio, nie przedłużajmy tego dobiegł do jej uszu głos szwedzkiego kanclerza. Odwróciła się więc w jego stronę. Przyjmuje pani zwierzchnictwo szwedzkiego króla, czy zamierza pani stawiać opór?
                Opór? prychnęła Cecylia, krzyżując ręce na piersiach. Czy ja wyglądam, jakbym mogła stawić wam jakikolwiek opór? Mam pod sobą raptem jedną wieś. Cóż ja mogę, panie Oxenstierna? Oczywiście, że przyjmuję zwierzchnictwo waszego króla powiedziała w końcu głosem pełnym złości, jednak słowa z trudem przechodziły jej przez gardło. Proszę jednak pamiętać, że z pewnością nie na długo.
                Kanclerz pokręcił głową na jej słowa, uśmiechając się pod nosem. Cecylię okrutnie to irytowało, z drugiej strony jednak widziała, że choć maleńką, żałosną odrobinę szacunku na nich wymusiła. Nie poddała się, nie padła im do stóp. Zrobiła więc wszystko to, co zrobić mogła i co zrobić należało.
                Proszę więc dostarczyć do wieczora żywność dla naszego oddziału odrzekł Oxenstierna suchym, urzędowym tonem, który jakby uderzył Cecylię w twarz. Mam ich karmić?, pomyślała zaskoczona. Potem pojęła jednak istotę tego... rozkazu. Musiało być przecież ogromnym problemem wykarmić stu, albo i więcej chłopa podczas marszu. Jeden wóz z jednej wsi. W razie niewypełnienia rozkazu, przyjdziemy i się upomnimy. I obiecuję pani, panno Cecylio, że wtedy nie pozwolę na taką bezczelność. Podziwiam panią, tak jak mój kuzyn, bo jest pani odważna i oddana. Ale nie będę się z panią bawił. Od teraz podlega pani pode mnie, przynajmniej podczas naszego postoju i albo się pani podporządkuje z własnej woli, albo osobiście panią do tego zmuszę. Zrozumiano?
                Tym razem Cecylia szczerze zapragnęła kanclerza uderzyć, jednak naturalnie powstrzymała się od tego, zagryzając usta i zaciskając ręce w pięści. To był dla Cecylii kompletny szczyt bezczelności ze strony kanclerza i bolesny cios w jej dumę. Karmić najeźdźców. Jeszcze może wydać dla nich wieczerzę? Wiedziała, że rozkaz taki wynika z kwestii praktycznych, jednak poczuła się dotkliwie upokorzona przymusem jego wykonania. I do tego jego groźby, które – Cecylia czuła to w kościach – nie zostaną bez pokrycia, jeśli zacznie się sprzeciwiać. Musiała więc schować dumę w kieszeń, czy tego chciała, czy nie.
                Czy to wszystko? zapytała tylko tonem suchym i wypranym z emocji, które resztkami siły woli w sobie tłumiła. Mogę wrócić do domu?
                A przyśle pani prowiant?
                A mam wybór?
                Nie za bardzo. Głos Oxenstierny również stał się suchy i oficjalny. Skończyły się uprzejmości, skończyły się słowa uznania. A zaczęły się interesy.
                Tak też sądziłam. Cecylia odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę drzwi. Wóz przyjedzie przed wieczorem. Z Bogiem, mości panowie rzekła jeszcze, ale jedynie w stronę polskich szlachciców. I wyszła, nim nerwy jej puściły.
                Oparła się plecami o ścianę plebanii i powoli osunęła się po niej na ziemię. Jakiś  żołnierz śledził ją przez moment wzrokiem, potem jednak całkowicie ją zignorował, podobnie jak Łukasiewiczówna jego. Oddychała głęboko, żeby choć odrobinę się uspokoić; początkowo szło jej zaskakująco dobrze i chyba oczywistym było, że prędzej czy później coś musiało pójść bardzo nie tak. Cecylia teraz wiedziała, że powinna była się odrobinę pohamować; bo czy nie było do przewidzenia, że szwedzki dowódca nie pozwoli się upokorzyć, nawet jeśli tylko odrobinę, bezkarnie? Teraz ona czuła się upokorzona poprzez bycie zmuszoną do wykonywania szwedzkich rozkazów. A do tego do wspierania ich wojsk. W pewien pokrętny sposób jednak cieszyła się a takiego obrotu sprawy – pokazała przynajmniej jawnie i dobitnie, że Polak pokornie obcego jarzma nie przyjmie. No, przynajmniej chciała, żeby tak było, choć pewnie wcześniejsze poczynania szlachciców, przynajmniej niektórych, pokazały Szwedom coś zgoła innego. No i było coś jeszcze – samej sobie udowodniła, że jednak ma w sobie siłę i odwagę, by stanąć naprzeciw kogoś takiego jak Erik Oxenstierna i nie dać się rozdeptać.
                Gdy się trochę uspokoiła, podniosła się z ziemi i powlokła się w stronę stajni, gdzie – jak przypuszczała – czekała na nią Żaba. Nim zdążyła jej dosiąść, pojawił się jeszcze Gilbert – Cecylia oparła ręce na biodrach i spojrzała na księdza wyczekująco.
                Scheisse, Polen! Beilschmidt zmarszczył brwi i spojrzał na nią groźnie. Czyś ty już do reszty zdurniała?
                A co, płaszczyć się przed nim miałam? zapytała Cecylia, czując narastającą irytację. Jak właściwie podczas każdej rozmowy z księdzem Gilbertem.
                Nie, ale przynajmniej przymknąć dziób! odparł na to ksiądz gniewnym tonem. Za każdym razem, kiedy cię spotykam, udowadniasz mi, że jesteś jeszcze głupsza niż sądziłem.
                No tak, zapomniałam, że przecież ty zawsze wiesz najlepiej, Niemcze wstrętny warknęła Cecylia w odpowiedzi. Jak ci do Prus wlezą, to pogadamy. Bo Polakiem nie jesteś, więc weźże mnie nie pouczaj! Ja nie mam pięciu lat, wiesz?
                Gilbert jednak, ku jej niezmiernemu zdziwieniu, nie pociągnął dalej tej kłótni, a tylko westchnął głęboko i spojrzał na nią z rezygnacją, jaką rzadko zdarzało się widzieć w jego oczach.
                Polen zwrócił się do Cecylii spokojnym tonem. Ty jak zwykle nic nie rozumiesz. Ja cię podziwiam, za to co zrobiłaś. Ale to było skrajną głupotą z twojej strony. Nie igraj z ludźmi, którzy mogą zgnieść cię na proch. Wybieraj sobie przeciwników na miarę swoich możliwości, inaczej poniesiesz głupią i niepotrzebną klęskę.
                Nie chodzi o zwycięstwo, a o honor odrzekła Cecylia, która również się już uspokoiła. Nie ukorzę się tylko dlatego, że mogę ponieść tego konsekwencje. Za żadną cenę nie będę się płaszczyć i nie padnę na kolana, przed nikim. A już na pewno nie przed Szwedem.
                Gilbert westchnął głośno i pokręcił na jej słowa głową. A potem dopiero rzekł coś, co Cecylii na długo zapadło w pamięć i czemu w żaden sposób nie mogła zaprzeczyć.
                Jak kraj długi i szeroki, tak wy, Polacy, wszyscy jesteście tacy sami.
                


ZGADNIJCIE KTO MA 6 Z FIZYKI NA KONIEC ROKU <3 Ahh, musiałam się pochwalić :D
Odnośnie jakichś tam uwag w kwestii treści, to chcę tylko zaznaczyć, że Szwedzi na wysokich stanowiskach znający język polski to było coś codziennego w tamtych czasach - należy pamiętać, że Rzeczpospolita graniczyła wtedy ze Szwecją. Anyway, chciałam tylko powiedzieć, że to, że Erik zna polski to nie jest nic nienormalnego. Bengt też będzie znał (i zakładam, że znał w rzeczywistości, bo był zarządcą ziem polskich zajętych przez Szwedów).
Mało Berci dzisiaj, ale następnym rozdziałem to nadrobię, spokojna głowa :) Dodam za dwa-trzy tygodnie, się zobaczy jak mi z robotą do szkoły pójdzie.
Ah, i zapamiętajcie Gilberta, bo się księżulek będzie często przewijał :3
No i pewnie wszyscy się już domyślają, że spotkanie Bernharda i Cecylii tuż-tuż. Ale się jeszcze musi mały dramacik po drodze wydarzyć, także teges - ale, w każdym razie, soon. I wtedy się zaczną komplikacje. Głównie te na tle politycznym. A, i Toris za jakiś czas znów zawita! Ale już, nie chcę nikomu spojlować :)
Pozdrawiam :D

33 komentarze:

  1. O witam, witam. Uwielbiam piąteczki. Wchodzę sobie na bloggera, a tu co? A tu mój kochany Bercia! :3
    "— Potrzebujemy twojej pomocy." że tak powiem standard ;_; aż boję się czytać co dalej. Ci bracia Bernharda to niezłe ziółka i nie wiadomo co takiego może im strzelić do głów :P O! A jednak nie jest źle. Cóż, z pewnością Bercia wojenną duszyczką nie jest o czym już Ci plotłam z pewnością w poprzednich rozdziałach, dobrze więc, że uniknie konkretnych starć.
    "Ani on, ani Gustaw, ani Erik nie wiedzieli jak ogromny błąd popełniają. Lecz któż mógł to przewidzieć?" kurdę, kobieto, co Ty mi tutaj kombinujesz za plecami?! Uważaj, bo się Bercia obrazi, a co za tym idzie ja też. Jak mu coś zrobisz to... to... to... TO... będziesz musiała kupić mi zestaw chusteczek, bo swój wykończę w ciągu pół godziny ;__; jestem tego pewna.
    "Bernhardowi i Gustawowi często zdarzało się w wypadku większych nieporozumień używać pięści zamiast argumentów" ojej, jakie to typowe dla mięszczyzn :P nie zadzieraj z Bercią, bo Bercia da Ci po mordzie Gustusiu! *Twoi bohaterowie chyba mnie znienawidzą, jak tak dalej będę do nich mówić zdrobniale ;_;*
    A Bercia jest taki prawy i ułożony, że aż mi się na serduszku od razu cieplej robi. Ale uśmiechnij się, chociaż raz, plsss :<
    Oooooo! Uwielbiam jak ktoś wplata takie wątki, które już wcześniej opisał do perspektywy innego, postronnego bohatera. UWIELBIAM! *o*
    Ahh ta Cecylia i jej koordynacja ruchowa! Hahahah, jakbym czytała trochę o sobie. Narwana, niezdarna... uwielbiam :3
    Tato kup mi Żabę na urodziny - przybiera nowego znaczenia ;__; ale chciałabym mieć taką szybką Żabę! Chociaż pewnie wywaliłabym się po pierwszym kroku... poza tym boję się koni ;_; ale Żabę mogłabym mieć :D
    Krzyżakiem! ;') A swoją drogą też mam takiego znajomego, co z pozoru samymi oblegami w siebie rzucamy, a tak naprawdę to przyjaciel wart miliony :D
    " bezoleśnie" chyba byłaś głodna jak pisałaś, bo zeżarłaś B ;_; zła Freyja! :C "—Pyta cię, czyjesteś właściwielką majątku — wyjaśił Prusak." głodomorek C;
    Rany, Cecylia mnie wprost rozwala tą rozmową! Pełne uznanie! Już bym się śmiała, nawet gdyby nie było w tym nic zabawnego.. ;_;
    "Przecież to byłoby okrutnie niesprawiedliwe! I gdzie my, na Boga, byśmy was wszystkich pochowali?" HAHAHAHAHAHAHAHHAHAHAHAHAHA rany, ale się uśmiałam, aż musiałam ocierać łzy. Rozwalasz mnie swoimi tekstami! <3 Znaczy się...Cecylia :P Żeby nie było :D
    Udało jej się z tymi Szwedami (czy rodzina Berci jest dosłownie wszędzie? :D) zwierzchnictwo przyjąć musiała, to nie ulegało wątpliwości, więc nie bardzo mnie zdziwiło to. Chociaż taki smutek mnie wypełnił. Biedni Polacy tamtych czasów... ;_;
    Rozdział krótki, ale komentarz jeszcze krótszy bo dosłownie padam na ryj. Mam zakwasy chyba w każdej części ciała, a humorek jakiś taki nie wesoły. Na dodatek zaraz muszę wyjść, żeby zdążyć do miasta... wolałabym posiedzieć i poczytać to opowiadanie jeszcze tak z pięćset razy, no ale nie... :<
    GRATULUJĘ 6! O.o A Gilbert jest genialny, więc jestem z tego powodu zadowolona :3
    Nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów... naprawdę chyba nie wysiedzę :'<
    Pozdrawiam! ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No witam, Kwasie :D
      Nie, nie, spokojnie, jego bracia mają łeb na karku, obojętnie, czego sam Bercia by o nich nie myślał :) Co jednak nie znaczy, że to się skończy dobrze, to całe "kurierowanie". No i czy starć uniknie, to jest już całkiem osobna kwestia ;p
      Spoko wodza, przecież go nie ubiję w piątym, czy którymś tam rozdziale XD Bercia ma jeszcze sporo do zrobienia ;p
      MIĘSZCZYZN XDDD I CAN'T XDDD Ale fakt faktem, że Bercia cierpliwy jest, ale jak się wkurzy, to da po mordzie :D A jeśli chodzi o zdrobnienia... Sama niedługo zobaczysz, jak Bercia na nie reaguje ^^ No nie, mój ty wikingu? Ugh, on chyba nie jest z tego powodu tak szczęśliwy jak ja... A Gustaw by nie miał nic przeciw, wierz mi - on jest odrobinkę postrzelony, jeśli mogę się tak wyrazić ;D
      Bercia jest taki prawy i ułożony, że wielokrotnie dostanie za to po dupie ;p I spokojnie, trochę milszych dla niego chwil też się szykuje - nie mogę go cały czas męczyć ;p
      Aż przejrzałam dysk, żeby Ci tu wstawić link do uśmiechniętego Berci, ale... Nie mam XD Damn, mam cały folder z artami tej samej autorki i na ŻADNYM on się nie uśmiecha XD No dobra, na jednym, ale to porno, więc nie wstawiam XD A inna sprawa, że zamiast uśmiechniętego Berci, znalazłam gifa z rozbierającym się Bercią XD TYLE WYGRAĆ XD
      O, to mamy coś wspólnego, bo akurat ja jestem tak samo niezdarna ;_; Ale cieszę się, że się Cecylia podoba, bo kurczę, mnie zawsze kobiece postacie wychodzą jakieś takie bezpłciowe albo przerysowane :<
      Jejuuuu ja bym tak strasznie chciała konia! Też się bałam, ale przymusem zostałam kiedyś wysłana na obóz konny i od tamtej pory... <3 Płakać mi się chce, że od paru miesięcy nie miałam czasu i kasy, żeby pojeździć :< Ale jak pójdę do roboty w wakacje, to mam nadzieję, że się uda :D Chociaż o jeżdżeniu tak dobrze, jak Cecylia w założeniu to robi, to ja sobie mogę pomarzyć XD
      Ja mam taką koleżankę XD Rozmowy wyglądają mniej więcej tak:
      "Ej, mogę przepisać od ciebie notatkę z chemii?"
      "Nie, spierdalaj."
      "Ja się nie pytam *wyrywa mi zeszyt* Dawaj to, robaku."
      Wierz, albo nie, ale to naprawdę jedna z najbliższych mi osób :D
      A żebyś wiedziała, że byłam! Ale kurna, sprawdziłam ten rozdział dwa razy i tego nie zauważyłam... Dodatkowo przeczytałam go teraz, po dodaniu i znalazłam jeszcze masę innych błędów ;_; Dzięki za wyłapanie, zaraz poprawię <3
      Ah, a też się bałam, że przegnę... Cieszę się, że nie <3
      Wiesz co, akurat to nie był mój tekst, ponieważ to jest autentyczny cytat, tylko w zmienionej formie - miał to powiedzieć fiński żołnierz w trakcie wojny zimowej: "Mój Boże, ilu Rosjan... Gdzie my ich wszystkich pochowamy?" - także laury idą do tego nieznanego mi z nazwiska Fina. Ale tak mi się to podobało, że musiałam, po prostu musiałam yo tu wcisnąć XD
      Chcę Ci tylko powiedzieć, że Bercia, gdyby naprawdę żył, to miałby siedem sióstr i czterech braci. A to tylko rodzeństwo, to pomyśl sobie, jakby jeszcze kuzynów zliczyć... Oxenstiernów było jak mrówków, że tak powiem XD
      Biedni, biedni - ale raz, że mieli to na własne życzenie, a dwa: i tak skopią Szwedom zady ;p
      Same here. Miałam zaliczać przysiady - mówię: a, co mi tam, 30 przysiadów to nie muszę się porządnie rozgrzewać. Teraz wiem, że muszę ;_; Ja nawet nie chodzę, ja pełzam ;_; Też mi jakoś tak chyba marnie z tą odpowiedzią poszło... ach, zarobiona dzisiaj jestem, ale odpowiedzieć musiałam :) A jeśli chodzi o komentarz, to wierz mi, Kwasie, że dajesz mi takiego wielkiego kopa do pisania, że naprawdę powinnam Cię po stópkach całować :D
      A dziękuję, dziękuję :3 Jeszcze z matmy będę sępić, bo mi się należy, ale nauczyciel mnie nienawidzi i nie chce postawić :<
      A Gilbert to jest... no cóż, Gilbert XD Uwielbiam go w Hetalii (tam jest Prusami właśnie) i tutaj też nie mogło go zabraknąć, jako że to jest niby ff do Hetalii... Niektórzy pewnie nawet nie wiedzą, ale co tam, nie muszą XD
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz i również pozdrawiam :3

      Usuń
    2. Nawet jak czytam Twoje odpowiedzi do komentarza to mi się humor poprawia.. :D
      Ale przylajzłam tu tylko żeby Cię poinformować o tym, że dzisiaj wyszłam na miasto *kurde, Kwas poza domem w wolnych chwilach.. :O* i jadę autobusem, patrzę, a tam biuro nieruchomości "Bernhard". Droga Berciu, czy jest coś co chcesz mi może powiedzieć? .____.
      A Cecylia bezpłciowa niet! Ona jest silnym charakterem, w sensie że ukształtowałaś ją tak.. mocno..
      Chyba zgubiłam gdzieś wszystkie swoje słowa :'< dlatego krótko szybko i to wszystko tylko przez Bercie..
      Chciałabym zobaczyć zakład pogrzebowy "Bernhard" O.o
      Bercia z Wrocławia śle pozdrowienia do szwedzkiej Berci! :D

      Usuń
    3. Miło mi to słyszeć XD
      Hehe, widzę, że nie tylko ja całe dnie spędzam we własnej norze i rzadko wychodzę na światło dzienne? XD
      Bercia nie ma z tym nic wspólnego XD Mnie z resztą też do Wrocławia daleko, jam z centum.
      No właśnie wiesz co, w wypadku Cecylii, to ja się boję bardziej przerysowania niż bezpłciowości. Ale pożyjemy, zobaczymy :D
      Ty weź go z takimi tematami nie wiąż, co? XD Facet jeszcze chce pożyć XD Co nie, Berciu? *zerka porozumiewawczo w stronę wielkiego Szweda* Chyba mu się nie podoba samo wspomnienie o ukatrupieniu go... Zluzuj porcięta, chłopie, jesteś głównym bohaterem, bez ciebie nie ma fabuły ^^
      Szwedzki Bercia też pozdrawia, mimo, że ciągle z ekranu złowrogo łypie ;p

      Usuń
  2. Przepraszam, że taki krótki komentarz, ale chcę byś wiedziała.
    Obecnie mam stan załamania. Po formacie komputera we wtorek zniknęła mi 7 część mojego opowiadania. Mało tego - wszystko mi spada na głowę, ponieważ za miesiąc mam egzaminy. A ja idiotka myślę, że dostanę się do klasy z maturą międzynarodową.
    Nadal tutaj jestem i wspieram cię duchem. Gratuluję 6. z fizyki i życz mi powodzenia. Jak tylko chaos się uspokoi, to skomentuję na pewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem dokładnie, mi też ostatnio przepadł rozdział, tyle że na innym blogu, nie na tym. Dobrze, że miałam napisane ileś tam w przód, to zdążę go nadrobić ;_; Także rozumiem, że fajnie nie jest. Co do egzaminów, to też łączę się z Tobą w bólu, bo mnie z kolei maturka czeka, także tego. Trzymam kciuki za Ciebie i Twoje egzaminy, oby Ci poszło jak najlepiej i obyś się dostała do wymarzonej klasy :) Pozytywne myślenie to połowa sukcesu, także nie martw się za bardzo i bądź dobrej myśli :) Doceniam, że jesteś, bo naprawdę wiadomo - to wiele znaczy :) Anyway, wszystkiego dobrego i czekam na Ciebie, jak Ci się wszystko poukłada :)

      Usuń
  3. Nie mam pojęcia, jakim cudem nie zauważyłam wczoraj nowego rozdziału u Ciebie;_;
    Ale wreszcie zaczynam się coraz bardziej orientować w akcji, bo w końcu zaczęłam na historii tematy o wojnie trzydziestoletniej i Szwecji^^
    Początek Potopu Szwedzkiego przypomina mi trochę początki II Wojny Światowej, kiedy Niemcy i Anglicy z Francuzami siedzieli na granicy w okopach.
    Tak bardzo mało Berci;_; Aż mnie zaskoczyło to, bo byłam przygotowana na więcej, ale spokojnie to nadrobiłaś Cecylią:3
    Kurczę, koordynację ruchową Cecylia ma niezwykle podobną do mnie xD. Nawet dzisiaj prawie wyłożyłam się na środku skrzyżowania jadąc na rolkach (mój sąsiad musiał mieć niezłą bekę ze mnie;_;), ale mniejsza o to.
    Czytając o kłótni Cecylii z Erikiem, myślałam, że czytałam o kłótni z mojej koleżanki z jedną z naszych wychowawczyń z internatu, bo brzmiało to trochę podobnie, tyle, że na koniec ona i ja za to, że stałam koło niej, dostałyśmy notatkę za chamskie odzywanie się do wychowawcy xD
    Lubię Gilberta, ale tak naprawdę lubię (i tak, tylko dzięki kilku ff o Hetalii :D). Jest taki uroczo złośliwy *-*
    6 z fizyki? *otwiera oczy ze zdumienia* Mas z u mnie + 394876903693 do szacunku, bo dla mnie w gimnazjum zdanie z fizyki było misją niemożliwą, tak jak teraz zdanie z włoskiego;___; Ale nauczycielka z gimbazjum chyba już miała dość nas wszystkich i postanowiła sobie pognębić naszą klasę-.- Dlatego większość klasy poszła na humana:D
    Myślałam, że będzie trochę dłużej, ale chcę się wreszcie zabrać za twój komentarz na moim blogu, bo aż mi głupio, że wcześniej tego nie zrobiłam:).
    Pozdrawiam:3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sabinne! Mordo Ty moja! Wróciłaś i tu! :D Dałaś mi trochę szczęścia w tej paskudnej niedzieli wypełnionej maturami :D
      Łojezu, to mi jeszcze jakieś błędy tu zaczniesz znajdywać XD Bo wiesz, ja to miałam mocno pobieżnie omówiony temat w szkole, a całą swoją wiedzę czerpię z Internetów, które nie zawsze są dobrym źródłem informacji, jak wiadomo.
      Może i masz rację, ja się nie znam, bo powiem szczerze, że jedyne co ja ogarniam od początku do końca z drugiej wojny to kampania wrześniowa i wojna zimowa. A na resztę położyłam w tym roku taką laskę, że aż wstyd ;_;
      Cały następny rozdział będzie tylko dla Berci, spokojna głowa :D Po prostu początek potopu był zwyczajnie nudny jak cholera, bo jak rzekłam, ze Szwedami nie miał kto walczyć. Ale wszystko się rozbuja :) A, btw, postanowiłam, że obronę Jasnej Góry też opiszę - a co mi tam, dobrych bitew nigdy za mało :) Ale cieszę się, że Cecylia przypadła do gustu, bo się bałam, żeby z nią nie przegiąć - ta dziewczyna ma mocny charakter, a wiadomo, że takie łatwo przedobrzyć.
      Same here, ja już wielokrotnie to pisałam - a u mnie w szkole to nawet obcy ludzie z niepokojem odsuwają się ode mnie, jak zaczynam schodzić ze schodów (nie moja wina, że są takie śliskie!) ;_; Anyway, wyłożyć się na środku skrzyżowania to bym nie chciała ;n;
      Jak ja okropnie zazdroszczę ludziom mieszkającym w internacie, tak btw ;_; A wygląda na to, że ja nawet na studia zostanę w domu i będą nici z akademika ;_; Ale dobra, nie będę może odbiegać od tematu :)
      Anyway - to chyba nie będzie ostatnie spotkanie Erika z Cecylią (choć jeszcze pewna nie jestem), ale wierz mi, że Erik sobie na głowę wejść nie da i on do Cecylii takiej sympatii jak Gustaw nie poczuje. Chciałam jeszcze coś mądrego odnośnie tego tematu powiedzieć, ale zapomniałam ;______;
      Ale widzę, ogólnie, że nie tylko nauczyciele u mnie w szkole tak mają, że wystarczy, że oddychasz w towarzystwie kogoś, kto się wykłóca i masz przerąbane tak samo XD Tyle, że u mnie, to zwykle ja jestem tą wykłócającą się XD
      Ja też za hetaliowym Gilbertem przepadam :3 W ogóle, Hetalia to taki osobliwy fandom, że fanfiki wystarczą, żeby doskonale go poznać i wcale nie trzeba widzieć/czytać oryginału :D No, postaram się, żeby mój Gilbert był tak ZAGILBISTY jakim czyni go fandom, bo naprawdę mam do niego słabość :)
      Ahhhhh dziękuję <3 Wiesz, wszystko zależy od nauczyciela moim zdaniem, bo ja np. też znowu taka dobra z fizyki w gimnazjum nie byłam. A z francuskiego, to ja zdaję tylko dlatego, że siedzę z koleżanką, która umie WSZYSTKO - i dzięki niej mam piątkę. A sama bym pewnie nie zdała. I nie żartuję, nie umiem nawet odmienić BYĆ ;_;
      E tam, spoczko - akurat u mnie też ostatnio baaardzo krucho z czasem, także rozumiem wszystko :D
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz! :D I coś tam Ci pewnie odpowiem u Ciebie jeszcze, jak przeczytam, ale to na wieczór dopiero :)
      Pozdrawiam <3

      Usuń
  4. Bernhard *u* miły, niedzielny poranek z Bernhardem to to, co pozwoli mi przeżyć informację, że już koniec weekendu. No może i trochę go mało, ale Cecylia wszyściutko nadrabia :D typowa Polka, co to nie da się gnębić i poniżać :) mam tylko nadzieję, że nie skończy się to dla niej w nieprzyjemny sposób ;-; przez chwilę myślałam, że Gilbert ma na nią ochotę ;__; ale prosze państwa, Toris nie da ruszyć swej narzeczonej :D
    Wow przeczytałam rozdział w krótszym niż tydzień po dodaniu czasie XD brawa dla mnie c: ale co mnie pocieszy w ciągu tygodnia? ;-; aż przeczytam drugi raz jak załapię doła XD
    No nic, to ja czekam na Torisa i więcej Bernharda (<3) i Cecylii oczywiście ;)
    A no i korzę się przed Tobą z powodu szóstki z fizyki ;-; jak żeś to zrobiła? Pytam jak?
    Pozdrawiam i życzę powodzenia w reszcie szkolnych obowiązków, no i oczywiście weny :3
    P.S. Jak są błędy to wybacz, ale już tak jest, gdy chodzi się spać po szóstej ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeeeejku, jak się cieszę, że mój Szwedek daje Ci tyle szczęścia <3 :D
      Cieszę się bardzo, bo ja się tak okropnie o tę Cecylię boję, że przedobrzę i będzie miała zbyt przerysowany charakter :< Ale skoro jest ok, to się bardzo cieszę :D I tak, to jest właśnie to, Cecylia to taka typowa, unosząca się honorem Polka tamtych czasów. I wszystkich czasów. Wiesz, Szwedzi jakimiś potworami nie byli, także tragedii nie będzie, jeśli chodzi o jakieś konsekwencje. Rosjanie są gorsi. Tylko poczekaj, aż się pojawią...
      Nieeee, Gilbert w ogóle nic absolutnie do Cecylii pod tym kątem nie ma! Oni się po prostu kłócą, ale się lubią, i ot, tyle - Gilbert swoje uczucia ulokuje gdzie indziej :3 A jeśli chodzi o Torisa... cóż, Cecylia ma większe jaja niż Toris, to nie ulega wątpliwości - jakby ktoś miał nie dać ruszyć Cecylii, to tylko ona sama XD I w ogóle z Torisem to się długi i skomplikowany wątek szykuje. Ale wszystko w swoim czasie :)
      Ahhh naprawdę się cieszę, że to opowiadanie daje Ci tyle radości :D
      Jakoś tak samo wyszło... :3
      Dziękuję pięknie, za życzenia i komentarz, i naturalnie również pozdrawiam :)
      Eee, ja w tekście też zrobiłam sporo błędów, a wcale nie pisałam po szóstej, więc nie nie mam na swoje usprawiedliwienie :< Wieczorem muszę usiąść i poprawić :<

      Usuń
  5. Ohh, a tu jak zwykle niekończący się rozdział :D A tak poważnie to jest bardzo dobry, jak każdy twój. Postawa Cecylii - godna podziwu :D No i gratuluję szóstki :D Poza tym znów mi wstyd, bo nie umiem wymyślić tak długiego i pięknego komentarza jak moje poprzedniczki :(
    zapraszam do mnie na rozdział IV i-jego-zielone-oczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no tak jakoś wyszło XD Cieszę się bardzo, że się podoba :D Eee, nie martw się, doceniam bardzo, że w ogóle komentujesz :D
      Wpadnę jakoś do końca tygodnia, bo zarobiona jestem :<
      pozdrawiam!

      Usuń
  6. O ja :) Świetny rozdział. I jaki długi. Za to Cię kocham oraz za twój styl pisania. Co ja mogę napisać : Nie mogę doczekać się next, genialne to opowiadanie...Ach sama nie wiem. Może tylko tyle, że czekam z niecierpliwością.
    Pozdrawiam
    Aqua
    zapraszam na 11 rozdział oraz na zwiastun http://aquasenshi.blogspot.com/2014/03/rozdzia-11.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Ekstremalnie spóźniona, ekstremalnie nieogarnięta i ekstremalnie czytająca ten rozdział na raty - ale jestem, melduję się, DOTARŁAM, a już myślałam, że mi się to nie uda. Skoro tak wygląda II liceum to ja się boję, co będzie za rok. :P
    A teraz, żeby ci nie było za mało ekstremalnie, zaserwuję ekstremalnie beznadziejny komentarz, no bo co sobie będę żałować.
    Generalnie to możesz być z siebie dumna, bo tym rozdziałem ratowałam się dziś od nudy na lekcji polskiego, kiedy nauczycielka kazała nam interpretować Norwida, więc wiesz, masz teraz +10 do zajebistości. :D Możesz sobie kiedyś wpisać do CV.
    A teraz o treści właściwej, choć najwięcej to ja mam w sumie do powiedzenia o Cecylii. ALEŻ TA DZIEWCZYNA MA CHARAKTER. Nie no, chciałabym tak umieć, pokonać swoje obawy, stłamsić je choć na chwilę i potrafić pokazać, jaka konkretna ze mnie babka. Na początku, podobnie jak niektórzy mężczyźni tutaj, miałam ją za taką nieszkodliwą trzpiotkę, co to dużo i niekoniecznie mądrze gada, a tu taka niespodzianka, że aż miło! To znaczy nie do końca miło, bo to jej spotkanie ze Szwedami skończyło się jak się skończyło, ale mam teraz o Cecylii dużo lepsze zdanie. :)
    Ksiądz Gilbert - bardzo interesująca postać, choć ja też się szczerze zastanawiam, jak z takim ciętym jęzorem udało mu się zostać w tamtym czasie księdzem (no i jeszcze albinos, nie powinni go o czary oskarżyć i na stosie spalić?). Cechy jego charakteru, które wymieniłaś totalnie kłócą się z moim wyobrażeniem o księżach w tamtych czasach, w ogóle jakoś tak pokory by mu się więcej przydało, skoro już tym księdzem jest, ale tak czy siak bardzo sympatyczna postać. :)
    Trochę tak za bardzo ogarnięty w polskim był Erik, tak mi się wydawało im więcej on po naszemu mówił. Tak wiesz, za ładne słowa mu trochę dobrałaś, ale w sumie ja się nie znam, może wtedy Szwedzi tak ładnie potrafili się po naszemu wysławiać?
    Coś czuję, że Cecylia jeszcze namiesza trochę Szwedom w ich planach. To by do niej pasowało. :P
    Dobra, z teraz zawijam kiecę i lecę, delta mnie wzywa, będę liczyć miejsca zerowe. Życz mi szczęścia. Ja ciebie za to pozdrawiam i mogę życzyć weny, jak autor autorowi powinien. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak taka zarobiona jesteś, to pozostaje mi tylko powiedzieć, że straaaaasznie się cieszę, że czas znalazłaś <3 Ale jak już napisałam u Ciebie - nie martw się, nadchodzi wolność dla Ciebie, a katorga dla mnie D:
      A komentarz nie jest ekstremalnie beznadziejny - ahhh, żebyś wiedziała, jak mi się morda cieszyła, jak go czytałam! :D
      Ależ mnie zaszczyt spotkał - jak się okazałam bardziej interesująca niż Norwid, to aż sama się poklepię po plecach w geście uznania :D Chociaż dla mnie osobiście wszystko jest bardziej interesujące niż polski D: Zła ja, ale cóż poradzić, mam taką nauczycielkę, że jej się po prostu NIE DA słuchać dłużej niż 10 minut w porywach do 15. Ale dobra, nie o tym chciałam gadać :)
      (Teraz następuje moment, w którym umieram z radości)
      Tak okropnie się bałam o Cecylię, bo powtarzam od zawsze, że ja nie umiem pisać o kobietach i stwarzać ich takich, żeby nie były albo bezpłciowe albo przerysowane - Cecylia miała właśnie sprawiać wrażenie rozświergotanej i infantylnej dziewuszki, ale w rzeczywistości mieć bardzo wiele do pokazania, przede wszystkim to, że nie jest wcale głupia, pomimo tego, jakie sprawia wrażenie, i że ma bardzo silny charakter, także strasznie cieszę się, że odebrałaś ją tak pozytywnie, bo postaciom takim jak ona grozi przerysowanie, a ja bardzo nie chcę do tego dopuścić D: A cóż, taka słowna potyczka nie mogła się inaczej skończyć - wątpię, żeby kanclerz pobłażliwie potraktował kogoś tak słabo się hamującego jak Cecylia. Na pewno nie mógł sobie pozwolić na takie "obserwowanie przedstawienia" jak Gustaw, który jest tylko majorem i nie ponosi aż takiej odpowiedzialności, więc, kolokwialnie mówiąc, on sobie mógł na zachowanie Cecylii gwizdać. Bądź co bądź, skończyło się nie dobrze, ale i nie jakoś tragicznie, bo Szwedzi mieli to do siebie, że z początku wcale nie byli brutalni - rodeo zaczęło się później, po zajęciu Warszawy, jak się chłopcy rozbestwili. I teraz to są fakty, a nie moje wyobrażenia :) W każdym razie, gdybym miała powiedzieć o Cecylii coś od siebie, to zdecydowanie byłby to fakt, że ona marnuje się jako kobieta, bo z takim charakterem, w tamtych czasach miałaby o wiele większe możliwości rozwoju we właściwie każdej dziedzinie jako mężczyzna. Ale cóż, takie kobiety też wtedy istniały i się marnowały D:
      Co do Gilberta i jego jęzora, to on potrafi się pohamować, kiedy trzeba - wierz mi, że kiedy trzeba, to dobry z niego chłop, a dla przełożonych to już w ogóle potrafi być uosobieniem pokory i dyscypliny. A wynika to stąd, że zanim został księdzem Gilbert był żołnierzem, a Pruska armia słynęła właśnie z ogromnej dyscypliny. I skuteczności. Wszystko zacznie się wyjaśniać za jakiś czas. Co do jego wyglądu - cóż, miała takie same wątpliwości, ale Gilbert nie jest moją autorską postacią, to hetaliowy Prusy (bo pisałam gdzieś tam, że to opowiadanie należy bardzo luźno, ale jednak, traktować jako ff do Hetalii - zabawne, że sama nie widziałam nawet pół odcinka, a piszę ff, ale to taki bardzo specyficzny fandom, że znajomość kanonu wcale nie jest potrzebna) i nic niestety nie mogę na to poradzić, że tak wygląda. Trzeba to będzie potraktować odrobinę z przymrużeniem oka - chociaż mam na swoją obronę taki argument, że Rzeczpospolita była w tamtych czasach krajem tolerancji i te wszystkie bajery - u nas palenie na stosie ani tego typu akcje raczej się nie zdarzały. I to też jest fakt, źródło: moja nauczycielka historii, którą ostatnio maltretuję na każdej przerwie, żeby mi o potopie opowiadała, bo nie chcę żadnej gafy strzelić, a naprawdę nie chce mi się grzebać na szwedzkich stronach, żeby się czegoś o drugim punkcie widzenia dowiedzieć - i tak uważam za wystarczający wysiłek, że przetrząsnęłam na wylot stronę Oxenstiernów D: Tak, jestem leniem XD

      Usuń
    2. A może i masz rację, wiesz... Z jednej strony to było raczej normalne, że Szwedzi na wysokich stanowiskach znali polski (na pewno Gustaw II Adolf mówił płynnie po polsku [ale w sumie co tu się dziwić, skoro był częściowo Polakiem], ale to trochę nie te czasy, zakładam, że Bengt Oxenstierna jako Gubernator również, ale czy Erik mówił, to nie wiem). Z drugiej strony ja mam to do siebie, że ciężko mi używać mniej "ładnych" słów, tu się muszę bez bicia przyznać - z resztą mam to do siebie, że ja w ogóle sama dość sztywno się wypowiadam, może stąd to wynikło. Niemniej jednak, jak tak powiedziałaś, a ja rzuciłam okiem, to chyba masz trochę racji, bo i ile znajomość polskiego wśród Szwedów tamtych czasów nie była dziwna, to jednak zaznaczyłam, że Erik nie mówił zbyt dobrze.
      Och, Cecylia spróbuje namieszać i to z całkiem niezłym skutkiem, ale to dopiero po tym, jak porządnie zajdą jej za skórę - a efekt będzie taki, że i jej życie zostanie wywrócone do góry nogami. Ale nie chcemy spojlerów, prawda? :D
      Dziękuję pięknie za komentarz! <3 A delta nie jest taka zła! Funkcja logarytmiczna jest jakiś milion razy gorsza D: Ale życzę szczęścia, wedle życzenia :D Pozdrawiam również :3
      PS. Czasami boję się tego, jakie długie odpowiedzi mi wychodzą D:

      Usuń
  8. Jest niesamowicie jak zawsze z resztą! I co raz setny zachwycam się tym niebieskookim blondynem z zakrwawioną mordką, przez niego aż nie mogę skupić się za czytaniu! Jak zwykle powala, czytam, czytam i myślę że nie chce kończyć, a ty nagle mamy END! Nie rób tak! Jest na prawdę mega powalająco i serio aż jestem zagubiona kiedy to wszystko się kończy! Masz szybko dodać następną notkę i poinformować mnie o tym bo oszaleje! Weny i całuski! ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejny wspaniały rozdział. Szczerze mówiąc – póki co zdecydowanie najlepszy :) Cudownie się go czytało. Szkoda tylko, że zajęło mi to aż dwa dni… Jedna idiotyczna wizyta osoby, której nigdy bym się nie spodziewała i do końca dnia miałam takiego doła, że nie potrafiłam się niczym zająć. Od pewnego czasu męczę się w niezwykle chorej aferze uczuciowej, w której skład wchodzi co najmniej pięć osób… Uczucia są do bani :/ Ale do rzeczy.
    Cieszę się, że ten rozdział był w większości poświęcony Cecylii. Fajnie jest w końcu ją dokładniej poznać. Muszę powiedzieć, że jej postawa wobec najazdu zrobiła na mnie iście piorunujące wrażenie. Wiedziałam, że to twarda sztuka, która nie da się stłamsić Szwedom. Nie sądziłam jednak, że stać ją na tak zdecydowane słowa. Gdy powiedziała: „I gdzie my, na Boga, byśmy was wszystkich pochowali?”, myślałam, że padnę i już nigdy nie dam rady wstać. Doprawdy – gdybym była bezpośrednim świadkiem tej sceny, biłabym przed Łukasiewiczówną pokłony. Uwielbiam bohaterów, którzy mają tak cięty język i temperament, że nie zważają na to, w jakie kłopoty mogą popaść przez swoje słowa. A Cecylia zrobiła na mnie tym większe wrażenie, że była tam jedyną kobietą.
    Podobał mi się fragment, w którym było ukazanie jej ubioru. Jej wygląd miał naprawdę ogromne znaczenie w tej cudownej sytuacji. Dodał jej odwagi, wzmocnił wrażenie, jakie wywarła na najeźdźcach, zwrócił na nią jeszcze bardziej uwagę – cudowna sprawa :D
    Podziwiam sposób, w jaki połączyłaś losy głównych bohaterów. Nie było tutaj niczego wymuszonego czy „przypadkowego”. Bernhard i Cecylia nie spotkali się tak do końca bezpośrednio, tylko dosłownie minęli po drodze. Kobieta natomiast poznała Kanclerza i jego kuzyna, w czym również nie było niczego nadzwyczajnego. Wprost przeciwnie – było to bardzo naturalne.
    A skoro już napomknęłam o Bernhardzie, to muszę powiedzieć, że podobała mi się również część z jego udziałem. Cieszę się, że jego rodzina oddelegowała go z tego oddziału. To było bardzo dobre wyjście dla każdej ze stron, chociaż dla większości żołnierzy na miejscu Oxenstierny, byłoby to dość hańbiące zadanie. Jakby nie było, Bernhard niemal wprost usłyszał: „uważamy, że jesteś nam nie potrzebny, więc wysyłamy cię do brata, by mieć cię z głowy, bo twoja obecność jest dla nas ciężarem”. To sprawiło, że w pewnym sensie jest mi szkoda bohatera, choć wiem, że to dla niego dobra opcja…
    Kolejny wspaniały rozdział :) Podziwiam to, że Twoja historia jest taka rzeczywista.
    Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorcia, że dopiero teraz odpowiadam, ale naprawdę miałam dziś urwanie głowy D:
      Przede wszystkim, to bardzo dziękuję za komentarze, i za pochwały, i za uwagi <3
      To może zacznę od komentarza spod poprzedniego rozdziału:
      Bardzo się cieszę, że moje postacie są tak odbierane - naprawdę dużo pracy wkładam w ich wykreowanie, więc aż mi się sama mordka cieszy, jak widzę, że mi to po ludzku wychodzi :3
      Jeśli chodzi o Bernharda i realia tamtych czasów - to też właśnie chciałam pokazać, bo mnie też zawsze doprowadzało do szału to, jaką rodzina miała kontrolę nad właściwie każdym jej członkiem. Większość się przystosowywała, ale jak się nie daj Bóg trafiło jakieś indywiduum, jak Bernhard właśnie, to miał taki człowiek przekichane. Bo rodzinka żyć nie dała. A jeśli chodzi, dodatkowo, o Oxenstiernów, to to jest rodzina o tak kosmicznym stanowisku, że to w ogóle nie wchodziło w grę, żeby ktoś się wyłamał z tej ich małej rodzinnej armii urzędników/dowódców wojskowych. Z resztą, ta rodzina do tej pory w Szwecji cieszy się ogromnym szacunkiem. A w tamtych czasach oni byli w Szwecji ważniejsi niż tacy Radziwiłłowie u nas. Tam był król, pod królem rodzina Oxenstiernów i dopiero pod nimi jakieś inne obrzydliwie bogate i wpływowe szlacheckie rody. Także tym bardziej można sobie wyobrazić, jak bardzo Bernhard do tej rodziny nie pasował. Cieszę się, że to widać :) A co do Annelise... no cóż, nie jej wina, że taka jest - wychowanie swoje zrobiło. Ale gdzie taka Annelise i Bernhard....? To się nie ma prawa udać. Ale nikogo by to nie obchodziło, prawda? Bo to na pewno z tą wyłamującą się jednostką jest coś nie tak, a nie z nimi wszystkimi! I tu też muszę wspomnieć o wyższości naszych czasów nad tamtymi, choć miały one niewątpliwie wiele uroku...
      Co do Annelise, raz jeszcze, to pewnie, że go nie lubi - bo i jak miałaby go lubić, kiedy ona wcale go nie zna? Oxenstierna? Oxenstierna. Jak ktoś się historią Szwecji nie interesuje, to to nie jest takie oczywiste, ale w rzeczywistości tak jak mówiłam - to była rodzina, której członkowie mieli pozycję niemal równą królowi. Więcej nie potrzeba, żeby Annelise (i właściwie większości kobiet na jej miejscu) odpowiadał pomysł takiego małżeństwa. A przecież cel uświęca środki, nie?
      Jeśli chodzi o wojnę i polityków, to moim zdaniem NIC się nie zmieniło, i nigdy się nie zmieni. Na ostatnie kilkadziesiąt lat się uspokoiło, ale to jest właściwie pierwszy taki przypadek w historii. Ale ludzie się nigdy, jak na mój gust, nie zmienią, i zawsze będą chcieli władzy i kontroli nad innymi. Ale to jest materiał na długą, bardzo długą wypowiedź i chyba nie tu jest na nią miejsce.
      Jeżeli chodzi o przyczyny potopu, to wbrew pozorom Szwedzi mieli bardzo dobry powód, żeby Rzeczpospolitą najechać, ale w szkole z jakiegoś powodu o tym nie słyszałam, sama się musiałam dokopać do informacji. Kwestia była taka, że (z grubsza) 50 lat wcześniej w Europie szalała wojna trzydziestoletnia, która totalnie dała szwedzkiej armii po dupie - pozaciągali takie kosmiczne długi, że nie mieli zupełnie jak tego spłacić, nie mieli za co utrzymać ogromnej armii, nie mieli z czego płacić dowódcom. A jak najłatwiej utrzymać armię? Wysłać ją na wojnę i kazać samemu się wyżywić na podbitych ziemiach. Genialne w swojej prostocie, prawda? Można jeszcze przy okazji rozkraść wszystko co wpadnie w łapy, żeby było za co spłacić długi i wypłacać pensje, ale przecież jak się bawić, to się bawić! Po początkowym udawaniu przychylnych Polakom, że niby Szwedzi chcieli się nimi zaopiekować i zapewnić lepsze warunki niż Jan Kazimierz (na co nasi szlachcice szybciutko się dali nabrać) i nawet dotrzymywaniu obietnic im złożonych i przestrzeganiu praw, musiał przyjść czas, żeby, jak to się mówi, wyszło szydło z worka.

      Usuń
    2. Bo też jak można było upilnować czterdziestotysięczną armię, przyzwyczajoną do plądrowania, palenia i mordowania, rozsianą po podbitych ziemiach? Zaczęły się kradzieże, już nie tylko po to, żeby spłacić dług, ale po prostu wszystkiego, co Szwedom wpadło w ręce. WSZYSTKIEGO. Kradli nawet ozdobne fragmenty budynków. Zaczęły się mordy, gwałty, nękanie i szykanowanie. Zaczęło się prześladowanie katolickich duchownych, bardzo brutalne mordy na nich, znieważanie kościołów. I dopiero przy ataku na Jasną Górę Polacy się zebrali do kupy. No, ale się rozpisałam XD Anyway, Szwedzi wcale tacy głupi nie byli, z politycznego punktu widzenia.
      Cieszę się, że scena z dziećmi się podobała, bo nie chciałam popaść w przesadny patos D:
      Co do Torisa, to nie obrażam się - przeciwnie, cieszę się, że to widać, że on taki jest, bo dokładnie taki miał być - to posłuży mi do prowadzenia późniejszej fabuły. Toris jest w ogóle taką postacią, że nieraz się nad nim rozpływam, że on taki biedny i uroczy, a nieraz nie mogę o nim myśleć, bo mnie krew zalewa na myśl o tym, jak bardzo on nie ma jaj D: (bo on, w zasadzie, jest nie do końca moją postacią -> Litwa z Hetalii) Bądź co bądź, on jeszcze trochę charakteru pokaże, ale to dopiero na sam koniec. A wcześniej to ta jego ciotowatość jeszcze wielu problemów narobi.
      Cecylia z kolei należy do tych kobiet, które się okrutnie marnują w tamtych czasach, głównie przez to właśnie, że są kobietami. Ona, w mojej głowie, gdyby była mężczyzną, byłaby świetnym politykiem i dowódcą wojskowym. Bo ma dziewczyna łeb na karku, a i charyzmy jej nie brak. Ale że jest kobietą, to po ptakach - jedyne, na co może liczyć, to na męża, który jej nie stłamsi. A Cecylia się stłamsić nie da, o nie! Z resztą, jej polityka i wojsko wcale nie interesują. A jeśli chodzi o wpływ wojny na jej życie, to łooo - stanie na głowie. Trochę pozytywnie, a trochę nie. Tak to bywa.
      Teraz kolej na ten komentarz :D
      Jestem zaskoczona, że ten jest Twoim zdaniem najlepszy :) Znaczy, po prostu wszyscy tu zgodnie okrzyknęli drugi najlepszym :) Ale ja tam nie wiem, ja mam masę rozdziałów w przód napisane na kompie i chyba nie mam swojego ulubionego. Więc pozostaje mi się cieszyć, że i ten został doceniony :)
      Co do problemów osobistych, to znam to *pat pat*. Ja akurat jestem taką osobą, że wszystko nad wyraz przeżywam, a i uczuciowo jestem trochę upośledzona (serio-serio), więc... D: Pięć osób to dużo *.* Bardzo dużo, jak na mój mały rozumek *.*
      Bałam się, że ją przerysuję - o to bardzo łatwo z tak silnymi charakterami. że mi wyjdzie za dużo patosu, a za mało człowieczeństwa w tej naszej Cecylii. Cieszę się, że wypadła przekonująco i jeszcze tak dobrze jest odbierana :) Ona zdecydowanie ma jaja w podwójnej ilości, za siebie i za Torisa XD Bądź co bądź, ona jeszcze Szwedom się porządnie da we znaki :)
      Och, cieszę się, że o tym wspomniałaś! Ja też uważam, że to musiało w zaistniałej sytuacji być bardzo ważnym elementem odbioru Cecylii :D
      A JA SIĘ TAK BAŁAM, ŻE TO BĘDZIE NACIĄGANE :D Cieszę się, że nie jest - chociaż może jeszcze stwierdzisz, że naciagane, jak przeczytasz następny rozdział, pożyjemy, zobaczymy :)
      To tu powiem, że to wcale nie był taki dobry pomysł, jaki się wydawał... ale to jest rozdział V, więc już nic nie mówię :)
      Dziękuję Ci pięknie za takie wyczerpujące komentarze! :) Jeeeejku, chciałabym jeszcze długo się nad nimi rozwodzić, ale to by mi zajęło chyba wieki D: Bądź co bądź, cieszę się straaaasznie, że zajrzałaś, i że chcesz zostać :D
      Pozdrawiam również i jeszcze raz dziękuję <3

      Usuń
  10. "Trottel!" ^^ Ach, jak to dobrze znać języki :) Choć akurat mój szkopski nieeeco szwankuje bo się był lekko uleżał od nieużywania...Ale akurat wszystko co może obrażać, to się pamięta ^^ Tak na wszelki wypadek, jakby mi przyszło do Niemiec pojechać, i by mnie chcieli obrażać...A, że by chcieli, to jestem prawie, że pewny :P Czyli to Cecylia i Wojtuś galopowali koło Berniego ^^ Co Do Cecylii byłem pewien, ale chłopoka nie kojarzyłem :P No i co racja to racja- Szwedzi znali polski, ale za to kuleli w łacinie^^ Ogólnie, to kolejny powód do dum jest dla naszej szlachty, bo poziom edukacji był jeden z najwyższych w Europie. Francuzi, których się przecież uważa, za takich ę ą, uważali, że wojownikowi nie trzeba więcej niż umieć się podpisać. Jak Jakub Sobieski (ojciec Jana) pojechał do Paryża, to się dziwili wszyscy, że jego sierżant po łacinie napieprza, jak sam ówczesny król Francji kulał w te klocki :P A swoją drogą, to ciekawa historia się wiąże z tym wypadem...Otóż to bł rok 1610, i Jakub Sobieski przechadzał się za swoimi sprawami, kiedy nagle z uliczki wypadła rozpędzona karoca z insygniami króla Henryka IV Burbona. Co ciekawsze, została ona zatrzymana przez jakiegoś mężczyznę, który następnie wtargnął do środka i trzykrotnie dźgnął króla w szyję. Burbon zmarł, a sprawcę, który nazwał się Ravaillac, schwytano. Spalono mu rękę, którą dokonał świędokradczego zabójstwa, rwano go szczypcami, a w końcu rozerwano końmi. Resztki powieszono ( mieli rozmach skur**syny :D). Ale, ludność Paryża, szczególnie ta biedniejsza, która miała Burbona za heretyka, uznała Ravaillaca za męczennika i rozkradła jego zwłoki jako relikwie:) I tu się robi ciekawie- gospodarz domu, w którym mieszkał Sobieski, przywlókł ze sobą kawałek ramienia mordercy i dodał sobie do jajecznicy.:P Wszystko widział ojciec przyszłego króla. "Kucharz" zaproponował mu nawet, że się z nim podzieli owym "świętym pokarmem", ale Sobieski napluł mu w twarz i wszedł :P Wszystko opisał w swoich pamietnikach :) I znowu makabra :P Ciekawe co też stanie się takiego nieprzyjemnego naszemu wielkoludowi...:P Wiesz, polscy chłopi niewiele byli lepsi od czerni kozackiej :) Tu ich opisałaś jako takich spokojnych ludzi, chcących żeby ich zostawić w spokoju, ale...Jak Szwedzi (juz w późniejszych fazach wojny) uciekali z przegranych bitew do lasów, to ich tam wyłapywali chłopi i to co z nimi robili to nie było najprzyjemniejsze :P Znosili odcięte głowy do posterunków wojska koronnego bo początkowo im za każdą płacono... Dopiero jak szlachta zobaczyła ile i w jakim stanie je znoszą, to zakazała mordowania :P Bodajże pisał o tym Sienkiewicz, ale pewny nie jestem...W każdym razie, potwierdzają to kroniki :)
    I czemu Oxenstierna'owie są rudzi noo? :P Zero karier w polityce z takimi włosami ^^ Nikt im nie zaufa :) Mi sie udało, że jak kończyłem szkołę, to fizyk kończył w niej pracować :P I miał totaaalnie wyrąbane na ocen...Więc nam podwyższał nawet o trzy stopnie :D Ale ja dostałem 5 :( :D Uwielbiam fizykę, ale nie tą, co ją uczą w szkołach...o kwantowej mogę rozmawiać godzinami...Oporników za choleerę nie pojmę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to po szkopsku no habla, w szkole miałam angielski i francuski (chociaż ostatecznie bardzo żałuję, że nie poszłam na niemiecki, bo po francusku i tak nic nie umiem D:), a prywatnie rosyjski, to i owszem, ale niemiecki w moim wydaniu to jest tylko to, co mi wujek google zaserwuje, więc nie wahaj się wytykać błędów, jakby co :D
      No bo to jedna z tych postaci, których się używa do zapchania dziur, więc w sumie zdziwię się, jak ktokolwiek gdzieś dalej będzie go kojarzył ;_;
      Luzik, mnie makabra w żaden sposób nie przeszkadza, a jak się jeszcze wiąże z jakimiś ciekawostkami historycznymi (albo w ogóle jakimiś), to ja przyjmuję to z otwartymi ramionami :D Bo o tym, oczywiście, nie miałam pojęcia - jak mówię, u mnie to i owszem, historia Szwecji względnie obcykana, chociaż może nie o wszystkim się pamięta (Wittenberg pozdrawia, ale to w odpowiedzi pod następnym rozdziałem), ale co do reszty, to tyle ile w szkole powiedzieli (a nie powiedzieli za dużo, bo jednak miałam podstawową historię, chociaż nauczycielka była prześwietna i zawsze jakieś ciekawe fakty dorzuciła), więc biedacko D: W ogóle super historia, chyba sobie naprawdę zacznę gdzieś grzebać w poszukiwaniu podobnych kwiatków w historii. Ale samo określenie ŚWIĘTY POKARM brzmi w takim kontekście cudownie XD
      Taktaktak, to o chłopach gdzieś kiedyś wygrzebałam w ramach riserczu, tylko tyle, że (nie wyczytałam tego, to jakieś tam moje osobiste wnioski) ja sobie zakodowałam, że takie cyrki na kółkach z chłopami i Szwedami w rolach głównych zaczęły się na większą skalę dopiero po Jasnej Górze, a wcześniej to co najwyżej płakały takie miasta jak Poznań, chociaż też się nijak bronić nie mogły. Ale mogę się mylić. W każdym razie mówię o tym odnośnie tego, że rzeczywiście póki co tylko Cecylka wykazuje jakąś prawdziwą niechęć w stosunku do Szwedów, ale przecież czy oni początkowo nie traktowali ludzi dobrze? Znaczy, w sensie, mam na myśli podbitą ludność. Gdzieś wyczytałam, że Karol Gustaw była bardzo zdziwiony tym, jak łatwo mu szło i początkowo rzeczywiście kazał przestrzegać wszystkich praw podbitej ludności. Więc, jeśli w ten sposób na to spojrzeć, to rzeczywiście z początku źle nie było. Znaczy, nie to, że ja to jakoś wybitnie popieram, chodzi mi tylko o to, że jeśli dowódcy kapitulowali, to ciężko się spodziewać, że chłopi sami się zorganizują (może co najwyżej jakieś randomowe jednostki -> następny rozdział), na pewno nie na dużą skalę. I wydaje mi się, że rzeczywiście Jasna Góra była dobrym kopem, żeby się wszyscy jak jeden mąż za obronę kraju wzięli. Chociaż już wcześniej było wiadomo, że nie będzie tak cudownie jak Karol Gustaw twierdził, że będzie. Mogę się oczywiście mylić, ale w każdym razie takie było założenie, także jeszcze wszystko przed nami :)
      A u Sienkiewicza tego nie kojarzę, choć Potop czytałam (dzikim fartem niedługo przed maturą :D) kilka razy. Ale ja jestem straszliwie roztrzepana i nieuważana, więc mogło mi umknąć, aż zerknę ;_;

      Usuń
    2. A DLACZEGO NIE? :D Tak naprawdę to to jakoś randomowo przyszło mi do głowy, przez Gustawa, bo planuję mu taki charakter, że rudy i piegowaty człowiek pasuje do niego najlepiej. Samo wyszło D:
      Nie, to moja kobitka od fizyki to porządna babka, przemaglowała jak trzeba było, ale i nauczyć umiała :) Ja szczerze mówiąc w gimbazie nie lubiłam fizyki, ogarniałam, ale nie lubiłam jednak. A ona w liceum naprawdę tak świetnie prowadziła lekcje, że rzeczywiście się fizyką zainteresowałam do tego stopnia, że zdecydowałam się na zdawanie rozszerzenia (miałam nie zdawać wcale) i moje studia, jeśli wybiorę Uniwersytet, bo jeszcze nie jestem pewna, będą się opierały w dużej mierze na fizyce. Akurat oporników to i ja nie cierpię ;_; Ja strasznie lubię te wszystkie magnetyzmy, elektromagnetyzmy i tak dalej, i tak dalej (tak odnośnie tego, słyszałeś może o przykładzie działania rezonansu mechanicznego, most Tacoma? Jeśli nie, to polecam, świetna sprawa. Może wiesz, a może nie, ale żołnierzom idącym przez most nie wolno maszerować, muszą iść jakimś nierównym krokiem, ponieważ częstotliwość ich kroków mogłaby się zrównać z częstotliwością drgań wewnętrznych mostu i wszystko by się w cholerę zawaliło ;___;). A jeśli chodzi o fizykę kwantową, to prześwietną teorią, która przy okazji może stać się świetnym wątkiem do jakiegoś s-f, to teoria wieloświatów - pewnie o niej słyszałeś, ale jeśli nie, to z grubsza chodzi o to, że istnieć miałaby nieskończona ilość równoległych wszechświatów, tworząca nieskończenie wielkie multiwersum/wieloświat, a w każdym z tych wszechświatów rozgrywać by się miała inna wersja wydarzeń. GENIALNA SPRAWA :D
      Dobra, lecę dalej :D

      Usuń
    3. No tak, dopiero po Jasnej Górze się zrobiły z nich takie krwiopijce, ale to nie tak, że to się dopiero wtedy u nich urodziło, zawsze gdzieś tam to w sobie mieli :P No też się właśnie ucieszyłem jak głupi jak otwarłem maturę, patrze co za lektura i...POTOP...Normalnie, juz wiedziałem, że zdam na ponad 80% :D Bo innych lektur prawie nie tknąłem :D Wesela bym za Chiny Ludowe nie zrobił :P Kumple jak idioci wzięli, to pozdawali na 35-48% :D Ale ogólnie, nie była trudna w tym roku :) I tak, o moście Tacoma słyszałem, ale nie na fizyce, tylko na konstrukcjach budowlanych :P No ale to było do przewidzenia, skoro to od samego początku się gibało...A z tymi żołnierzami na moście, to nie chodzi raczej o to, że jakby szli marszem, i uderzali jednocześnie w powierzchnię mostu, to wytworzyliby po prostu ogromne obciążenie? Bo jak sobie tam tuptają jak chcą, to się wszystko rozkłada ładnie, bo naraz, jak idzie dajmy na to tysiąc, to tupnie stu to i siłą jest mniejsza. A jak tupnie tysiąc... To już nie jest obciążenie przewidziane w projekcie, a zewnętrzna siła. ^^ Akurat za motywem światów równoległych nie przepadam w opowiadaniach ^^ Ale owszem, teoria ciekawa. Dodatkowo, to ma działać na takiej zasadzie, że ilekroć stajesz przed wyborem, np iść w prawo czy lewo i idziesz w lewo, tworzy się nieskończona liczba kolejnych Wszechświatów, w których wybierasz drugą ścieżkę, zawracasz, odfruwasz czy porywają Cie kosmici ^^ A ogólnie, ta teoria wnika z innej teorii, a mianowicie z takiej, która głosi, że Wszechświat nie jest zbudowany z atomów a ze strun. Dodatkowo, nie mają one 4 wymiarów, a 11, co powoduje liczne zakrzywienia przepływu czasu, umożliwiające właśnie multiwymiar ^^ Ale mechanika kwantowa interesuje mnie bardziej na poziomie naszego Wszechświata ^^ A co do tych ciekawostek historycznych...Polecam kanał na YT Historia Bez Cenzury, jeśli jeszcze nie widziałaś ^^ Ale większość sam wygrzebałem w książkach i czeluściach internetów :P

      Usuń
    4. No, chociaż tu się nie pomyliłam :D
      Może rzeczywiście jakoś słabo to zaznaczyłam, damn it, ale nic to, już trudno, teraz to po ptakach ;_;
      Ja przeczytałam 4 lektury. Całe 4 i byłam pewna, że żadnej z nich nie będzie (to był Potop, Zbrodnia i Kara, Dżuma i Jądro Ciemności). I tak sobie siedzę z klasie, moja dobra koleżanka przede mną, i tak sobie jęczę, że matko święta, jak ja bym chciała Potop... Wszyscy na to "Zamknij się, tylko nie to, i tak nie będzie!", bo oczywiście nikt nie przeczytał, rozdają arkusze, otwieramy i słyszę od tej koleżanki, wymamrotane pod nosem "NO KU*WA MAĆ", i ja jeszcze nie widziałam, ale już wiedziałam, że jest Potop :D Wesele to w ogóle dla mnie była czarna magia, więc nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby je wybrać, ale za to rzeczywiście, i u mnie większość znajomych wybrała Wesele. Ale w sumie, nie dziwię im się - moja koleżanka z klasy była do samego końca przekonana, że Andrzej i Kmicic to dwie różne osoby, a najczęstsze pytanie, jakie słyszałam od ludzi po egzaminie to "Kto to był Soroka?". Polecam, pozdrawiam, chyba rzeczywiście lepiej, że tacy sobie Wesele wybrali :D Ale ogółem ja też uważam, że polski w tym roku był całkiem k.
      Nie, to nie chodzi o siłę, bo wiesz, jak tysiąc chłopa sobie tupnie jednocześnie, to siła jest, ale teoretycznie taki most powinien utrzymać jakąś tam ilość samochodów i się od ich ciężaru nie zawalić, a zakładam, że ich ciężar byłby większy niż siła uderzenia przy marszu. To znaczy, być może rzeczywiście ta siła też ma jakieś tam znaczenie, na tym to ja się nie znam, więc się wypowiadać nie będę, ale jestem pewna, że chodziło o rezonans mechaniczny, a to ma związek właśnie z identycznymi częstotliwościami siły działającej na ciało i jego drgań wewnętrznych. A że most Tacoma był źle skonstruowany, to jest całkiem osobna kwestia, ale w każdym razie tam też wystąpił ten rezonans, tylko tyle, że on nie był jedynym powodem katastrofy. Zresztą, ja kiedyś nawet mojej pani profesor zapytałam o ten rezonans, no bo mówię, czy dajmy na to, tak czysto teoretycznie, jakbym ja sama sobie zaczęła z jakąś tam stałą częstotliwością tupać w podłogę i jakimś cudem trafiłabym w częstotliwość jej drgań wewnętrznych to co, czy ona by się zawaliła? I pani profesor twierdzi, że przy zbieżności częstotliwości jak najbardziej i że absolutnie nie da się przewidzieć, czy aby przez przypadek jakaś siła zewnętrzna akurat w częstotliwość jakiejś budowli nie trafi, i coś tam mówiła, że wtedy w budownictwie coś tam się robi, żeby to jakoś zniwelować, czy coś, ale tutaj to już nie mam pojęcia o co chodzi D:
      Mnie się motyw światów równoległych szalenie podoba, chociaż do tej pory zetknęłam się z nim tylko w jednym serialu (Fringe) i grze (Bioshock Infinite), ale naprawdę bardzo przypadł mi do gustu. Tak, te ścieżki prawo-lewo też już gdzieś widziałam, i to jest cudowna sprawa, a jeszcze - ale to akurat w serialu słyszałam, więc wiadomo, że to tylko wymysł - podoba mi się wizja deja vu, jako momentu, gdzie w naszej i jakiejś innej równoległej rzeczywistości przez chwilę dzieje się dokładnie to samo. Ahhh, strasznie mi się to podoba, teraz połykam ten serial jak głupia, bo raptem 1 sezon obejrzałam, ale wciągnęłam się jak nie wiem :D
      Teorię strun też znam, chociaż powiem szczerze że na pewno dużo bardziej ogólnikowo, niż teorię wieloświata. I chyba zabiorę ze sobą parę książek na działkę, żeby pogrzebać coś bardziej, miałam to zrobić już dawno, ale na śmierć o tym zapomniałam. Także dzięki za przypomnienie :D
      Być może będę miała za jakiś czas dużo więcej na ten temat do powiedzenia, bo jeśli się na międzywydziałowe wybiorę, to na pewno będę miała bardzo dużo fizyki i nie omieszkam wtedy wykładowców zadręczać :D
      Nie, nie widziałam, dziękuję Ci ślicznie!

      Usuń
  11. Honor... Kiedyś to naprawdę był honor, a dzisiaj? Co to jest honor? Sprawdź w słowniku pod "c".
    Zachowałbym się toczka w toczkę tak samo jak Cecylia, tylko coś czuję, że skończyłbym zdecydowanie gorzej niż ona. Dziewczyną ani kobietą nie jestem, a i moje oblicze do ładnych nie należy. Posiekaliby mnie i na tym by się to wszystko skończyło. I tak wolałbym zginąć, niż karmić Szwedów, jednakże przez wzgląd na mieszkańców wioski odpuściłbym.
    Jeśli chodzi o żywność, to ja na miejscu Cecylii zatrułbym ją czymkolwiek, co działa dopiero po dobie lub dwóch. Cała armia może by i nie zdechła w ten sposób, ale zawsze to choć trochę uszczuplone oddziały.
    Wielki minus za używanie słowa "idiotka". Nie pasuje mi do tamtych czasów ani trochę. Proponowałbym już raczej "głupia dziewucha" albo "głupia dziewczyna", jak to woli.
    A.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak przy okazji: poleciłabyś mi jakieś książki, które by pomogły zagłębić się w historię tego akurat okresu? Bo muszę przyznać, że mam kiepskie pojęcie.

      Usuń
    2. Wiesz, ją myślę ze nie posiekali jej tylko dlatego, ze to kobieta, a kobiet nie traktowało się wtedy poważnie. Mężczyźnie na pewno by tego płazem nie puścili.
      Może i racja, ale w takich chwilach chyba się o takich rzeczach nie myśli. No i też w sumie, to nielada wyczynem byloby coś takiego. A ja się przyznam, ze nawet mi to przez myśl nie przeszło.
      Kajam sie. Poprawie jak będę miala dostęp do komputera, bo chwilowo na działce siedzę i z telefonu się mecze. I uprzedzeń, ze "idiota" jeszcze parę razy się przewija i raz nawet bardzo niefortunne "totalnie" ;_; poprawie wszystko, ale po tej recenzji, no wczesniej nie mogę, chyba wdpominalam ;_;

      Z powieści mogę podpowiedzieć Krwawy Sztorm i Złote Klucze i chyba Saga o Szwedzkiej Checzy, czy jakoś tak, bo mogło mi się pomylić ;_; a jakieś bardziej naukowe podsune jak będę w domu i sprawdze, bo w tej chwili nie pamiętam niestety D:
      Dzięki za komentarz! I wytkniecie tej nieszczęsnej idiotki...

      Usuń
    3. A nie, sorki, krwawy sztorm to wojna trzydziestoletnia.

      Usuń
  12. No, byli jeszcze, co prawda, chłopi i księża — GILBOOOOOOOOO. Nie wiem, czy mi to mówiłaś, że Gilbo jest księdzem, w każdym razie zajrzałam sama do przodu i wiem ^^ już widzę ten tłum fangirlsów w kolejce do spowiedzi :D
    „Czy przyjmujecie zwierzchnictwo miłościwie nam panującego króla Karola X Gustawa?” — nie wiem, dlaczego, ale rozbroiło mnie to zdanie. Totalnie.
    Ragnar z kolei pomimo, że był — dałabym przecinek po kolei, a po pomimo bym skasowała
    Trzeba mnie było nie zabierać na tę wojnę, pomyślał Oxenstierna krzywiąc się. — przecinek bym dała po Oxenstierna, ale to w sumie prawda, mogli mu nie zawracać dupy D:
    Bernhard nie potrzebował wątpliwej jakości anioła stróża w postaci pułkownika Gustawa Oxenstierny. — ach, padłam D: a propos anioła stróża to sprzedam Ci coś później, jak ni zapomnę, boski żarcik mojego autorstwa D:
    jej duma znosiła to z trudem, ale nie było żadnego sposobu na zaradzenie tej sytuacji. — pewnie zniosłabym to podobnie, a raczej bym tego nie zniosła, bo narzucenie mi czegokolwiek graniczy z cudem D: no ale tu za bardzo wyboru nie było, przecież ani ja, ni Cecylia nie biłybyśmy się z szwedzkim wojskiem, c’nie? D:
    Zatrzymali się w końcu pod samą plebanią drewnianego kościółka, niemal tratując przy tym księdza Gilberta, który najwidoczniej na nich czekał. — yo, Gilbo XD
    Był zarozumiały, głośny, gderliwy, pewny siebie, leniwy i nieco ordynarny — w tym opisie przypomina mi nieco moje rzekome alter ego (dlatego właśnie rzekome, bo ja raczej taka nie jestem… raczej), ale whatever, who cares
    Aaaaa, to Erik tam jest D: w sumie domyśliłam się po tym, jak się zaczął uśmiechać, ale początkowo myślałam, że to Bernhard, bo jest późno, a ja jestem debilem D:
    Prusak nie przywykł do bycia na czyjeś posyłki – brak mu było pokory i jakiejkolwiek dyscypliny, a dodatkowo był porywczy i łatwo wpadał w gniew — trochę do mnie podobny D: ale tylko trochę D:
    A, i literóweczka Ci się wkradła, bo masz Gilber zamiast Gilbert
    Kazał ci powiedzieć, że mu się podobasz — ou, czyżby coś się kroiło? oO ale w sumie przestałam lubić Cecylię, nie wiem, czemu, chyba jednak wolę Szwedów ;q;
    Teraz ona czuła się upokorzona poprzez bycie zmuszoną do wykonywania szwedzkich rozkazów. — no nie dziwię się, ale i tak jej nie lubię D:
    Scheisse, Polen! — to pierwsze: ulubione słowo mojej germanistki z gimnazjum :D
    I wprawdzie po czasie, ale gratuluję szóstki z fizyki <3

    To tak, liczę na więcej Gilba i Bernharda, no i Erika. Hm. Jakoś tak go mimo wszystko lubię, lel D:
    Już chyba więcej dzisiaj nie przeczytam, bo już mi się spać chce, niemniej jednak wrócę jutro, najpóźniej pojutrze, jakby się przeciągnęło. Ale już niedługo będę mogła czytać i komentować na bieżąco, jak już nadrobię wszystkie zaległości, a postaram się to zrobić jak najszybciej.
    Pozdrawiam
    Amnezja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, chyba Ci mówiłam :D Ja Prusaka wielbię, będzie go tu sporo :D
      EJ NO JA BYM STAŁA XD Co tam, że mnie w kościele od trzech lat nie było, DLA NIEGO BYM POSZŁA XD
      Rozbroiło w jakim sensie? *.*
      Masz rację z przecinkiem, poprawi się. I z drugim też. Zresztą, wszystkie rozdziały będą teraz poprawiane, ale tylko korekty tego rodzaju, także tego :D Dzięki za wyłapanie!
      CZEKAM NA TEN ŻARCIK :D A co do Gustawa, to wierz mi, że on się na anioła stróża nie nadaje XD
      Same, ja na pewno też bym to źle zniosła. NO JAK TO NIE BĘDZIE SIĘ BIŁA? BĘDZIE XD Czekaj jak dodam następny rozdział XD Ale tak całkiem poważnie, to wiadomo, inaczej się nie dało.
      GILBERT JEST SUPER, BĘDE TO POWTARZAĆ W NIESKOŃCZONOŚĆ :D
      Ale Erik jest rudy D: A Bercia to blondas D: No anyway, Bercia to już się w lesie kampi ;p
      Nienienienienie, nic się nie kroi XD Gustaw po prostu ma to do siebie, że zachowuje się w taki sposób :D Ale kroi się coś innego, z innym Oxenstierną ;p I NIEKONIECZNIE MAM NA MYŚLI BERCIĘ, JOŁ :D W sumie żaden spojler, bo gwarantuję, że i tak będziesz miała dziką niespodziankę :D ALEŻ JESTEM DUMNA Z TEGO WĄTKU :D
      Może się jeszcze do Cecylki przekonasz, bo ona trochę zmieni nastawienie :) Ba, już niedługo Szwedzi nie będą tacy źli, przynajmniej niektórzy :D ALE JUZ NIC NIE MÓWIĘ D:
      Ale że mojej Cecylki nie lubisz, chlip chlip D: *single tear*
      TAk, moje też XD

      A dziękuję, dziękuję :D

      BĘDĄ! Wszyscy będą :D Gilbo będzie jakoś teraz, Bercia też, a Erik koło 14, ale będzie :D
      Spoczko spoczko, i tak bardzo doceniam, aż trzy *.* Wow, chciałabym mieć takie tempo D:
      Będę czekać <3
      Dzięki za komentarz <3

      Usuń
  13. Cecylia od dzisiaj jest moją idolką! Pięknie nagadała tym Szwedom, należało im się. Może nie było to ani mądre, ani odpowiedzialne, ale podziwiam ją za wszystko, co zrobiła. Pokazała, że Polacy mają swój honor, nie będą się ot tak płaszczyć przed Szwedami. Choć tamci nie okazali jej jakiegoś jawnego szacunku, zauważyła to w ich oczach. I to wystarczyło. Nie dała im się, mimo że oni i tak odebrali jej wieś.
    W zasadzie tym lepiej dla Bernharda, jeśli bracia trzymają go z dala od bitew. Na jego miejscu byłabym zadowolona, zwłaszcza, że teraz zmierza w kierunku swojego kochanego brata :D Czyżby widział pędzącą na koniu Cecylię i Wojtka? :3
    Poza tym polubiłam tego księdza, szczególnie intryguje mnie jego relacja z dziewczyną. Wydają się być bardzo podobni do siebie w kwestii charakteru, przez co tak często się przekomarzają.
    Uwielbiam rozdziały z perspektywy Polaków, o przypadły mi do gustu bardziej niż te z perspektywy Szwedów, co nie zmienia faktu, że uwielbiam Bernharda :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi miło Cię znów widzieć :D Mam nadzieję, że przeczytasz odpowiedź, w każdym razie w pierwszej kolejności chciałabym Cię przeprosić, że jeszcze do Ciebie nie zajrzałam - nie mogę się ogarnąć z dotychczasowymi zaległościami, no i nie chcę robić sobie kolejnych ;_; Ale teraz już mam, powiedzmy, system, więc jakoś w najbliższym czasie wpadnę i chociaż z jeden rozdział skomentuję. Jeszcze raz przepraszam ;_; W każdym razie o Tobie pamiętam, ale masz pełne prawo mnie pogonić, jakbyś była zniecierpliwiona, albo coś D:

      Cieszę się bardzo, że Cecylka tak się podoba :D Cóż, więcej zrobić nie mogła, aczkolwiek to też nie jest osoba, która byłaby w stanie ugryźć się w język. Zresztą, jaki Polak by to przemilczał? A Szwedzi w sumie, Ci na wyższych stanowiskach, nie są u mnie tacy znowu źli. No, prócz kilku egzemplarzy, ale oni później :)
      Tak, zgadza się, to ich widział :) No, na temat Berci, to nic nie powiem, bo byłby spojler D:
      Tak, powiem szczerze, że ja bardzo lubię o nich pisać. Cieszę się, że i Tobie do gustu przypadli :)
      Będą się pojawiały naprzemiennie, ale jakoś w praniu wyszło, że chyba więcej tych "polskich" mimo wszystko będzie :)
      Dzięki Ci piękne za komentarz! <3

      Usuń