poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział III



Lipiec 1655, Bałtyk, polskie wybrzeże
                Pierwszego dnia podróży Bernhard był zdenerwowany. Pierwszy raz właściwie opuszczał Szwecję, pierwszy raz na statku i pierwszy raz na wojnę, zrozumiałym więc był chyba jego niepokój. Zaskakująco dobrze znosił jednak podróż; zdarzyło się paru takich żołnierzy, których okrutnie męczyła choroba morska. Na całe szczęście dla nich, podróż nie trwała długo – na tyle długo jednak, że Bernhard zdążył zacząć się niecierpliwić.
                Początkowo Erik, kiedy tylko nie był zajęty układaniem planów wojennych lub przedyskutowywaniem spraw dyplomatycznych, plątał się za Bernhardem, wypytując go o kontakty z Annelise, co jak łatwo się domyśleć jedynie działało najmłodszemu Oxenstiernie na nerwy. Ostatecznie kuzyn chyba zrozumiał delikatne bardziej i mniej sugestie Bernharda mówiące „nie mam zamiaru o tym rozmawiać” i w końcu odpuścił. Rodzina jednak nigdy nie zawodziła: gdy Erik poniósł klęskę, na horyzoncie pojawił się Gustaw, tak więc Bernhard zebrał całe pokłady cierpliwości, na jakie tylko było go stać.
                Gustaw Oxenstierna był wcale do Bengta ani do Bernharda niepodobny – miał rozwichrzone, jasnorude włosy, zadarty nos i uśmiech tak szeroki, że mógł za jednym razem zaprezentować światu całe swoje imponujące uzębienie. Można by rzec, że jeśli Bernhard, Bengt i Gabriel, najstarszy z braci, byli osobami ponurymi i małomównymi, to Gustaw chyba zwyczajnie otrzymał całą dawkę optymizmu, poczucia humoru i łatwości w nawiązywaniu kontaktów z ludźmi, jaka była przeznaczona dla nich wszystkich. O ile Bengt i Gabriel byli w stanie z powodzeniem Gustawa tolerować, o tyle Bernhard absolutnie odwrotnie.
                —Erik skarży się, że marudzisz na swoją narzeczoną — zagadnął, opierając się o burtę tuż obok Bernharda. Jeden z żołnierzy obok nich szorował pokład wyjątkowo się do tego nie przykładając, nikt jednak nie zwracał na niego większej uwagi.
                —Nie marudzę — odparł Bernhard właściwym sobie, niezbyt przyjemnym tonem. — Nic mu nie powiedziałem.
                —No ale swojemu braciszkowi przecież możesz. — Gustaw wyszczerzył się do Bernharda, a ten z kolei bardzo się starał, by w jego spojrzeniu było jak najmniej politowania; nie mógł zdzierżyć protekcjonalnego i raczej mało poważnego zachowania brata.
                —Nie zamierzam — warknął w odpowiedzi blondyn, groźnie mrużąc oczy. — Czemu się tak uczepiliście? Jeszcze wam wszystkim mało,  że nikt nawet nie zapytał mnie o zdanie?
                —Ja nie brałem w tym udziału! — Gustaw uniósł ręce w geście kapitulacji, żeby pokazać Bernhardowi, że jest niewinny jak baranek. Młodszy z braci tylko skrzywił się w odpowiedzi.
                —Słuchaj, poważnie — zaczął Gustaw tonem z założenia mającym wzbudzać zaufanie; na Bernharda jednak już dawno przestało to działać. — Chodzi o Annelise? Czy o co? Ona chyba nie jest taka strasznie zła, tak mi się zdaje, chociaż nie miałem przyjemności…
                —To sam się z nią ożeń — burknął w odpowiedzi Bernhard, przerywając wywód starszego brata. Czuł w kościach, że ta rozmowa nie skończy się najlepiej. Najpewniej dla Gustawa. — Droga wolna, ja nie mam nic przeciwko.
                —Ale powiedz mi, jaki jest z nią problem? — drążył dalej Gustaw, a Bernhard westchnął z rezygnacją; jego argumenty spływały po starszym Oxenstiernie jak po kaczce.
                —Nasłał cię Erik? — zapytał, unosząc brew. Gustaw przez moment wydawał się odrobinę zmieszany, ale szybko odzyskał rezon.
                —Właściwie tak — odpowiedział szczerze, szczerząc się przepraszająco. — Ale sam też chciałem cię o coś zapytać. To co, powiesz mi w czym tkwi problem? Przecież zawsze można z nią porozmawiać, żeby…
                —Czy wy wszyscy — przerwał mu Bernhard cichym, ochrypłym tonem, który aż kipiał z trudem dławioną złością  — nie pojmujecie, że problem nie tkwi w Annelise, a w was? Mam prawie trzydzieści lat, a wy prowadzicie mnie przez życie jak dziecko w ciemnościach. Chcę tylko, żebyście dali mi święty spokój. Czy to jest naprawdę takie trudne do pojęcia?
                —Dobrze, ale czemu nie chcesz jej poślubić? — drążył Gustaw, jakby zupełnie nie usłyszał bernhardowego wywodu. Kapitan odetchnął głęboko kilka razy, żeby choć względnie się opanować i bratu nie przyłożyć.
                Jak grochem o ścianę, pomyślał Bernhard z zupełną rezygnacją. Jezu Chryste, daj mi siłę, żebym go nie zabił.
                — Nie chcę jej i koniec — warknął młodszy Oxenstierna. — Ale przecież powiedziałem, że się z nią ożenię, więc skończmy tę bezsensowną dyskusję, zanim to się źle skończy.
                —Słuchaj… — zaczął Gustaw z pewnym ociąganiem, rozglądając się na boki. Bernhard zmarszczył brwi; brat wydał mu się jakiś nieswój, jakby odrobinę zmieszany i zdenerwowany. Cóż takiego, u licha, się z Gustawem działo? Bernhard rzadko go takim widywał. — Ja… Zapytam cię wprost. Ja i Erik rozmawialiśmy trochę o tobie… No, Bengt też rozmawiał, ale on uważa to za bzdurę… No, ale my jednak… Ale jeśli mamy rację, to to oczywiście zostanie między nami… Wiesz, bo…
                —Do rzeczy — warknął Bernhard, spoglądając na Gustawa wyczekująco. Czuł w kościach, że to nie zmierza w najlepszą stronę; nie domyślał się, o cóż takiego Gustawowi może chodzić, ale to musiała być albo skrajnie poważna, albo absolutnie głupia sprawa – nic innego nie wchodziło w rachubę. Nie, jeśli chodziło o Gustawa Oxenstiernę.
                —No więc… — Gustaw jeszcze raz rozejrzał się, czy aby na pewno nikt nie patrzy. — Tylko naprawdę, to jest rozmowa między nami, obiecuję. Jak brat bratu. — Jeszcze raz odetchnął głęboko. — Czy problem aby nie tkwi w tym, że ona… jest kobietą? — wydusił z siebie na wydechu i z jawnym niepokojem, zakrawającym o lęk wpatrywał się w Bernharda, czekając na jego reakcję.
                A Bernhard z początku tylko zmarszczył brwi, zupełnie nie mając pojęcia o co właściwie brat go pyta i skąd jego nerwy. Właściwie, to jego pytanie wydało mu się całkiem pozbawione sensu.
                —Słuchaj, o co ci znowu… — zaczął Bernhard, ale urwał, gdy w końcu pojął istotę pytania Gustawa. — Och.
                Przez moment zamarł, niezdolny do powiedzenia czegokolwiek. Po chwili zamrugał nerwowo, nie wiedząc właściwie, czy wolałby złamać bratu nos, czy po prostu histerycznie się roześmiać. To było tak zaskakujące, tak absurdalne, że Bernhard nie mógł wydusić z siebie nawet pół słowa. Dopiero po jakimś czasie ukrył w twarz w dłoniach, starając się uspokoić i resztkami siły woli powstrzymać się od wyrzucenia brata za burtę.
                Chryste Panie, czy ja naprawdę na takiego wyglądam?
                —Jesteś idiotą — rzekł tylko Bernhard, spoglądając na Gustawa z największą pogardą na jaką było go stać. Jeżeli oni wszyscy byli tak skrajnymi ślepcami, że zamiast dostrzec w końcu, że to oni trochę za bardzo rozpanoszyli się w życiu Bernharda wymyślają podobne teorie, to naprawdę chyba nic nie dało się już zrobić, żeby przemówić im do rozsądku. — Twoja głupota zaskakuje mnie naprawdę przy każdej rozmowie z tobą, ale że Erik zniżył się do twojego poziomu, to dla mnie nowość.
                —Czyli nie? — spytał wyraźnie uspokojony Gustaw, jak zwykle ignorując istotę wypowiedzi. I tego było Bernhardowi za wiele.
                —Nie — warknął, spoglądając na brata groźnie. — Niech do ciebie w końcu dotrze, baranie, że to w was tkwi problem. Ze mną jest wszystko w porządku.
                Rozmowa ta pewnie byłaby ciągnęła się jeszcze długo i najpewniej skończyłaby się bardzo nieprzyjemnie, ale czyjś głos przerwał braciom Oxenstierna, odwracając całkiem ich uwagę od tej dyskusji.
                —Ląd na horyzoncie! — wrzasnął ktoś, a na pokładzie zapanowało ogólne poruszenie. — Tuż przed nami!
                Gustaw pożegnał się szybko, zanim Bernhard zdążył go udusić, i pobiegł do Erika i Arvida Wittenberga, którzy towarzyszyli sternikowi na mostku i zawzięcie o czymś dyskutowali. Bernhard natomiast został na dziobie, próbując ochłonąć po kolejnym idiotycznym pomyśle brata; cała jego złość jednak uleciała niemal natychmiast, gdy spojrzał na rozciągający się przed nim ląd.
                Plaża była wąska, a w oddali malował się las; promienie słońca padały na piach sprawiając, że zdawał się lśnić niby złoto, nawet Bernhard ze swoją wadą wzroku mógł to dostrzec. I to przypomniało mu o okularach, których w końcu się dorobił — były bardzo nieporęczne i Oxenstierna nie lubił ich nosić, czasem były jednak niezbędne, jak choćby teraz, do zwyczajnej obserwacji, a o strzelaniu z większych odległości już nie wspominając. Wyciągnął więc swoją nowiutką parę okularów z kieszeni munduru i wetknął je sobie na nos — świat od razu stał się bardziej wyraźny, Bernhard mógł dostrzec niemal każdy kontur, każdy czerwony kwiatek rosnący w miejscu, gdzie plaża się kończyła — no, może nie każdy, ale przynajmniej widział je w ogóle; co więcej, udało mu się zobaczyć kilkoro ludzi, niektórych stojących po prostu na piasku, a innych oddalających się od morza.
                A więc to tu, pomyślał Bernhard i ogarnęła go pewnego rodzaju zaduma. Ziemia, którą zdobędziemy. Korona, która upadnie pod falą nadchodzącą z północy.
                W Bernhardzie wywoływał pewnego rodzaju przerażenie fakt, że polska ziemia była tak łudząco podobna do Szwecji — gdyby Bernhardowi ktoś powiedział, że zgubili kurs i zawrócili, trafiając na przykład do Skanii, uwierzyłby w to bez najmniejszych oporów, a jedynym, co mogłoby go z błędu wyprowadzić, był ruch słońca, całkiem odwrotny, niż kiedy człowiek kierował się na północ. Znów ogarnął go żal i wątpliwości. Więc mamy najeżdżać ziemię, która niemal wcale nie różni się od naszej? Ludzi, którzy są takimi samymi ludźmi jak my? Którzy i tak nie są w stanie nam zagrozić? I jedynym powodem tego jest religia i kwestie terytorialne? Bernhard nie był człowiekiem, do którego podobne argumenty byłyby w stanie przemówić, dlatego tylko jeszcze bardziej się przez te myśli zasępił.
                Nie, Oxenstierna zdecydowanie nie był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
                Jego rozmyślania przerwał harmider, jaki niepostrzeżenie wkradł się na statek. Ludzie kłócili się o coś, a Arvid Wittenberg wyglądał dosłownie jakby miał za chwilę wybuchnąć – jego twarz stała się niemal purpurowa, a oczy wychodziły mu z orbit. Bernhard nie do końca pojmował o co idzie, ale zrozumiał wszystko, gdy uważniej przyjrzał się widokowi przed sobą: kierowali się prosto na klif. No, może nie prosto, ale nawet dla niego było oczywiste, że na obecnym kursie skały zahaczą o lewą burtę statku.
                —Jak żeście to wymierzyli, osły?! — wrzeszczał feldmarszałek, a Bernhard pomyślał, że naprawdę nie chciałby być teraz w skórze biednego sternika, który wyglądał, jakby za chwilę miał zejść z tego świata. Ze strachu. I to chyba całkiem słusznie – rozgniewany feldmarszałek Arvid nie był chyba szczytem niczyich marzeń.
                —Ależ panie marszałku, my nie mogliśmy przecież… — zaczął się tłumaczyć sternik, a Bernhard zorientował się chwilę przed nim samym, że to był strzał w kolano.
                —Co mnie obchodzi, że nie mogliście?! — wydarł się marszałek na przerażonego chłopaczynę za sterem, a ten momentalnie jakby zmalał o połowę. — Zmieniać mi ten kurs, ale jazda!
                —Ależ panie marszałku, spokojnie, sytuacja jest pod kontrolą… — spróbował uspokoić go Erik, co również, jak na oko Bernharda było sporym błędem.
                —Pod kontrolą? — zapytał Wittenberg głosem dosłownie kipiącym wściekłością, co dla Bernharda było tylko dowodem na to, że nie pomylił się w swojej ocenie ani odrobinkę. — Jeśli sądzisz, że to jest sytuacja pod kontrolą, to znaczy, że jesteś o wiele głupszy niż ten twój gburowaty braciszek!
                Bernhard nie do końca wiedział, czy pan Arvid mówił o nim, czy o Bengcie — bo nie było tajemnicą, że feldmarszałek ich obojga uważał za odrobinę przygłupich, przynajmniej w kwestiach wojskowych — ale przecież Bengt nie był żołnierzem, a Bernhard to zupełnie inna historia, nie rozumiał więc z czym tak właściwie szanowny pan Wittenberg miał problem.
                —Lepiej każ tym swoim przygłupim osłom wziąć się do roboty, bo jak nie zmienią kursu to się zaraz w tę twoją Polskę po samą rufę wbijemy! — zagrzmiał pan Arvid, a zarówno Bernhard jak i żołnierzyk szorujący do tej pory pokład parsknęli śmiechem na jego słowa.
                Oxenstierna obrzucił go zaciekawionym spojrzeniem i ze zdziwieniem stwierdził, że żołnierz wcale nie jest taki młody, jaki z początku się wydawał – był już raczej równolatkiem Bernharda. Miał blond włosy, ścięte krótko i schludnie, w odcieniu o kilka tonów ciemniejszym niż sam Oxenstierna; nosił również gęstą, ale porządnie przyciętą brodę. Szarozielone oczy spoglądały w inteligentny i spokojny sposób, a cała postać tego mężczyzny sprawiała raczej pozytywne wrażenie; Bernhard przypuszczał, że był to człowiek pochodzący z dobrej, bogatej rodziny, choć raczej mieszczańskiej niż szlacheckiej – inaczej nie skończyłby jako przypadkowy żołnierz o tak niskiej randze – który został powołany do wojska dopiero podczas poboru.
                —Ragnar Ljungqvist, do usług — przedstawił się pewnie, wyciągając do Bernharda rękę i uśmiechając się szeroko. — Pan musi być Bernhard Oxenstierna?
                —Owszem — zgodził się kapitan. Kto inny najpewniej już skarciłby zwykłego dragona za tak bezczelne zachowanie, jakim było przedstawianie się w taki a nie inny sposób komuś nie tylko wyższemu rangą, ale i stanem; Bernhard jednak zdecydowanie do takich ludzi nie należał, tak więc zachowanie żołnierza wydało mu się najzupełniej naturalne. — A więc już u celu.
                —Tak — westchnął Ragnar i oparł się o barierkę obok Bernharda, cały czas trzymając w rękach szczotkę do czyszczenia pokładu. — Jakoś nie widać, żeby specjalnie się od Szwecji tu różniło, prawda?
                Zabawne, że Bernhard myślał dokładnie o tym samym jeszcze parę chwil temu. Odpowiedział Ljungqvistowi jedynie skinieniem głowy.
                —Za co dostałeś taki przydział? — zapytał zamiast tego Bernhard, głową wskazując na stojące za nimi wiadro.
                —Co, to? — zapytał Ragnar ze zdziwieniem, a po chwili roześmiał się głośno i szczerze. — Za niewłaściwe zachowanie względem przełożonych.
                Bernhard uśmiechnął się na to pod nosem.
                —Widzę, że to pana bawi, panie Oxenstierna — zauważył Ragnar, który najwyraźniej był wybitnie gadatliwym i łaknącym uwagi człowiekiem. No, i — jak Bernhard przypuszczał — wyczuł różnicę pomiędzy Bernhardem a resztą wysoko postawionych ludzi tutaj, co właściwie Oxenstiernę ucieszyło; miło było, że ktoś w końcu traktował go jak zwykłego, normalnego człowieka, a nie „szanownego pana kapitana” albo „tego przygłupiego chłystka od Oxenstiernów”.
                —Wiesz, nie da się nie zauważyć tego, o co mogło im chodzić — rzekł Bernhard.
                —Tak mówisz? — zapytał Ragnar, unosząc brew i uśmiechając się łobuzersko. — Mogę panu mówić po imieniu?
                Bernhard naprawdę był zaskoczony śmiałością tego człowieka.
                —Oczywiście.
                —MOŻECIE ZAPOMNIEĆ O JAKICHKOLWIEK ŁUPACH WOJENNYCH! — do uszu Bernharda dotarł wściekły głos feldmarszałka, który najwyraźniej właśnie wylewał z siebie cały gniew na biednego sternika. — BĘDZIECIE CZYŚCIĆ KONIE CAŁEMU ODDZIAŁOWI PRZEZ NAJBLISZE DZIESIĘĆ LAT, WY OSŁY, NIEROBY, GŁĄBY PATENTOWANE…
                —Aż strach się bać — mruknął Ragnar, wskazując głową na Wittenberga. Po chwili zachichotał pod nosem. — Patrz na tego biednego chłopaczynę, on zaraz tam zemdleje.
                Faktycznie sternik nie wyglądał najlepiej. Delikatnie rzecz ujmując.
                —A TY JESZCZE RAZ PRZYŚLESZ MI TAKICH IDIOTÓW DO POWAŻNEJ ROBOTY, TO OSOBIŚCIE POPROSZĘ KRÓLA O WYSŁANIE CIĘ GDZIEŚ NA SYBERIĘ!
                Tym razem oberwało się Erikowi — kanclerz jednak nie tracił rezonu, stał przed marszałkiem wyprostowany i z delikatnym uśmiechem błąkającym się na ustach; wiedział, naturalnie, że to wszystko to były tylko czcze groźby, bo właściwie ciężko byłoby stwierdzić czy feldmarszałek czy kanclerz jest wyższy rangą. A przecież już na pewno król nie wysłałby swojego kanclerza do Rosji, ani w ogóle nigdzie, no chyba że tak jak teraz, jako jednego z dowódców – najwidoczniej jednak Wittenberg musiał sobie ulżyć.
                —Bernhard? — odezwał się Ragnar, a Oxenstierna zwrócił na niego pytający wzrok. — Nie chcesz ty mnie czasem przygarnąć do swojego oddziału?
                Bernhard zaśmiał się cicho na jego słowa. Och tak, Ragnar Ljungqvist był bardzo bezpośrednim człowiekiem. Ale przynajmniej był konkretny i nie owijał w bawełnę.
                —Nie mam oddziału — odparł na to Bernhard. — Ale jak będzie trzeba, to przygarnę.

*

                Bernhard właściwie zupełnie inaczej wyobrażał sobie moment, kiedy w końcu szwedzka armia dotrze do Rzeczypospolitej – sam nie wiedział, ale podziewał się czegoś… widowiskowego i spektakularnego. Rzeczywistość jednak, jak to często bywa, okazała się całkiem odmienna od jego wyobrażeń; samo sprowadzanie ludzi, koni i sprzętu z okrętów zajęło masę czasu; Bernhard nie palił się jakoś do roboty, więc przysiadł sobie na skraju plaży i po prostu patrzył, jak szeregowcy męczą się z rozpakowywaniem zaopatrzenia i całej reszty tego wojennego majdanu, który Szwedzi przywlekli tu ze sobą ze Skandynawii.
                Na domiar złego piach okazał się mokry – Bernhard usiadł akurat w zacienionym miejscu, słońce więc pomimo, że świeciło jasno nie wysuszyło akurat tego konkretnego kawałka ziemi. Całe spektakularne wkroczenie na ziemie Korony skończyło się więc dla Bernharda jedynie mokrymi spodniami i podłym nastrojem.
                Sprowadzono w końcu na ląd jego Tajgę; niewielu ludzi miało możliwość zabrania ze Szwecji swoich koni (prócz kawalerii, naturalnie), jednak jemu akurat ten przywilej przysługiwał. Jego klacz wydawała się zalękniona po kilkudniowej morskiej podróży, zajęło mu więc dość długą chwilę uspokojenie zwierzęcia. Zabrał ją na bok, z dala od krzyków i zgiełku, ale tak by nikt nie stracił go z oczu (jeszcze by tego brakowało, żeby pomyśleli, że zamierza zdezerterować; mokre spodnie były dla niego już wystarczającym problemem).
Dopiero po długiej chwili Bernhard dostrzegł kątem oka coś dziwnego, jakiś ruch, ledwo dostrzegalny, który jednak przykuł jego uwagę. Odwrócił się powoli i jego wzrok padł na stojących na plaży dziewczynkę i chłopca; oboje o kręconych, ciemnoblond włosach i wielkich jasnych oczach, ubrani w proste i znoszone już odrobinę ubrania. Dziewczynka była młodsza i nie mogła mieć więcej niż pięć-sześć lat. Chłopiec natomiast wyglądał na starszego, jednak Bernhard sądził, że na pewno nie miał jeszcze lat dziesięciu.
Oxenstierna zamarł bez ruchu i nie za bardzo wiedział, co właściwie powinien zrobić. Odejść? Tak, chyba powinien. Nie mógł jednak się ruszyć, stopy jakby wrosły mu w piach i nie mógł oderwać oczu od dzieci; dziewczynka była strasznie zlękniona, wyglądała jakby dosłownie w każdej chwili mogła się rozpłakać; jej jasne, okrągłe oczka szkliły się, a podbródek drżał. Chłopiec był wystraszony, stał jednak obok dziewczynki, trzymając oburącz długi kij, jak gdyby był to miecz; ręce mu się trzęsły, oczy spoglądały na Szweda niepewnie, ale chyba naprawdę był gotów do zaatakowania Bernharda, gdyby ten choćby się zbliżył.
Ten widok poruszył go i sprawił, że zatrzęsły mu się ręce. Dobry Boże, co my robimy?
Patrzył na te dzieci jak zahipnotyzowany, przerażony jak one – one nim, a on ich strachem. Przecież to szaleństwo, myślał. One nie wiedzą co się stanie, nie wiedzą, co próbujemy zrobić, a i tak wywołujemy strach, dla nich jesteśmy potworami. I to nie jest powód do dumy.
Bernhard nachylił się w stronę dzieci; chłopiec mocniej chwycił kij, a dziewczynka zadrżała i ukryła się za – jak Oxenstierna ośmielił się przypuszczać – bratem.
—Nie, nie bójcie się — powiedział trochę spanikowanym tonem, chcąc dzieci uspokoić. Osiągnął jednak całkiem odwrotny skutek: dziewczynka rozpłakała się, a chłopiec zamachnął się na Bernharda kijem. Szwed nawet nie protestował, gdy mały Polak trafił go w ramię; pojął, że tylko pogorszył sprawę, bo przecież wiedział doskonale, że nie należy do ludzi sympatycznych i dzieci na ogół zwyczajnie się go bały, a co dopiero w takiej sytuacji. Dodatkowo nie pomógł ani jego głos, ochrypły i szorstki, przypominający warczenie psa,  ani język, jakim się posługiwał – przecież te dzieci z pewnością nie rozumiały szwedzkiego, musiał się im więc wydać przez to jeszcze bardziej obcy i przerażający niż wcześniej.
Bernhard odsunął się i rozpaczliwie szukał jakiegoś wyjścia z sytuacji; nie mógł ich tu teraz zostawić, nie mógł – nie teraz, kiedy widziały w nim potwora. Musiał coś zrobić, by te dzieci uspokoić, cokolwiek – tylko co?
Nie mógł znieść płaczu tej dziewczynki, podobnie jak strachu i nienawiści w oczach jej brata. Nienawiści? Czy takie dziecko naprawdę było zdolne do odczuwania czegoś takiego? Bernhard nie znał odpowiedzi na to pytanie, ale wiedział jedno – jeśli nie, to ten chłopiec na pewno był tego bardzo bliski. Myślał, że Bernhard chce skrzywdzić jego i jego małą siostrę; jak Oxenstierna czułby się na jego miejscu? Nie wiedział, ale przypuszczał, że dokładnie tak samo.
Wzrok Bernharda padł czerwone maki rosnące nieopodal; były w zasięgu ręki, Bernhard więc ukląkł na rozgrzanym piasku i sięgnął ręką po jeden kwiat.
Spojrzał ponownie na dzieci; chłopiec obserwował go bacznie, z kijem w gotowości, śledził wzrokiem każdy ruch rosłego Szweda. Bernhard sam nie wiedział dlaczego to robi, ale wydało mu się to jedyną właściwą rzeczą, jaką można było w tej sytuacji uczynić. Wyciągnął do dziewczynki rękę z kwiatem. Cóż innego mógł zrobić?
Chłopiec zamachnął się na niego kijem po raz drugi, ale zamarł w pół drogi, wbijając zaskoczone spojrzenie w krwistoczerwony mak w jego dłoni. Dziewczynka przestała płakać i popatrzyła na Bernharda zdziwiona i roztrzęsiona. A on spróbował uśmiechnąć się do niej, aby ją zachęcić, usta jednak okropnie mu drżały, więc sam nie wiedział, jaki efekt osiągnął – choć przypuszczał, że raczej mierny.
Chłopiec w końcu opuścił kij. Dziewczynka z ociąganiem, powoli i ostrożnie podeszła do niego i wyciągnęła rączkę po kwiatek; spojrzała na niego i spytała o coś, Bernhard jednak nie zrozumiał – mógł tylko przypuszczać, że spytała o pozwolenie, albo czy to dla niej. Pokiwał więc głową, mając nadzieję, że dobrze odebrał jej intencje. Dziewczyna uśmiechnęła się odrobinkę, niemal niezauważalnie i wzięła od niego mak.
Chłopiec ciągle spoglądał na niego podejrzliwie, ale o wiele przychylniej niż do tej pory. Bernhard nie wstał – nadal klęczał na piasku przed dwójką polskich dzieci, która nie była już tak przerażona, jak z początku. Oxenstierna drżącą dłonią sięgnął do kieszeni munduru. Wyciągnął haftowaną chusteczkę od Annelise; powoli, ostrożnie wyciągnął rękę do dziewczynki i – jako, że nie było sprzeciwu – wytarł jej łzy ze spalonych słońcem policzków i wydmuchał jej nos. Dziewczynka zrobiła naburmuszoną minę i zabrała mu chusteczkę, by samemu zrobić to lepiej. A Bernhard uśmiechnął się odrobinkę, czując jak mieszanka wzruszenia i okrutnego poczucia winy zaczyna dławić go w gardle. Dziewczynka chciała oddać mu chusteczkę, ale on pokręcił głową – po pierwsze wcale jej nie chciał, a po drugie miał nadzieję, że ta marna rzecz, która jednocześnie była właściwie wszystkim co miał, pozwoli tej dziewczynce i jej bratu kiedyś pomyśleć dobrze o jakimś Szwedzie, który nie mógł im powiedzieć jak bardzo nie chciał tu przyjeżdżać i jak bardzo nie chciał ich skrzywdzić.
Gdy dzieci odeszły, Bernhard nadal klęczał i wpatrywał się w pozostawione przez nie w piasku ślady drobnych stóp. Długo walczył z dławiącym go w gardle płaczem; nie mógł sobie na to pozwolić, nie przy tych wszystkich żołnierzach, nie przy swoich braciach. Zakrył dłonią usta i po prostu miał nadzieję, że wytrzyma. Starał się nie myśleć o tych dzieciach, ale w żaden sposób nie potrafił się do tego zmusić – ciągle miał przed oczami ich przerażone buzie, dziewczynki spoglądającej na niego z trwogą, ale i chłopca, który pomimo widocznego strachu odznaczał się jakimś dziwacznym, niesamowitym zacięciem w oczach, które nie powinno charakteryzować kogoś tak młodziutkiego.
Jakiś czas później Erik i Gustaw znaleźli go w tym właśnie miejscu. Ragnar też przyszedł, choć zupełnie sam. Bernhard aż wzdrygnął się, gdy poczuł na ramieniu dłoń Erika; zupełnie nie zauważył ich przybycia. Spojrzał na niego odrobinę nieprzytomnym wzrokiem, a Erik zmarszczył brwi.
—Co ci się stało? – zapytał Bernharda. — Czemu, na Boga, klęczysz w tym piasku?
—Ta dziewczynka… — wymamrotał Bernhard, zanim zdążył ugryźć się w język. Nie myślał już właściwie nad konsekwencjami; chciał tylko wyrzucić z siebie cały żal. — Ona płakała… A chłopiec, on…
—Też bym się rozpłakał, jakbym zobaczył nad sobą taką paskudną mordę — odpowiedział mu Gustaw i Bernhard raz jeden poczuł do niego wdzięczność; Gustaw wszystko obracał w żart i zwykle to było irytujące i mimo, że teraz też było raczej niewłaściwe, to przynajmniej Bernhard zaśmiał się ponuro i zrobiło mu się choć odrobinę lepiej.
Zanim ruszyli, usłyszał jeszcze fragment rozmowy Erika i Gustawa. Bernhard nie wiedział o czym konkretnie mówili, ale dosłyszał rzeczy takie jak „za miękki”, „nie da rady”, „dać łatwą robotę”, „z daleka od bitew”. I wcale nie zrobiło mu się przykro, że mówili o nim w ten sposób – co więcej, zgadzał się z nimi w stu procentach.
Bernhard dopiero po paru godzinach pojął ironię tego, co zrobił; dał dziewczynce mak – kwiat, który nieodparcie kojarzył się ze śmiercią, jako symbol poległych na wojnie żołnierzy, i który – jak twierdzili niektórzy – najlepiej rósł na krwi.
Czasami los stroi sobie z ludzi naprawdę okrutne żarty.



Dzisiaj trochę krócej niż ostatnio :)
Co do tych maków, to wiadomo, że to jeszcze nie czasy "Czerwonych maków na Monte Casino", ale poszperałam trochę i Internet powiedział mi, że maki faktycznie, oprócz samego Monte Casino, są i były uważane za symbol poległych żołnierzy. Ile w tym prawdy, to pewna nie jestem, ale wpasowało się idealnie, więc postanowiłam skorzystać.
Wyjątkowo się dziś nie rozgadam, bo zachrzaniam na kartkówkę z wosu, a weszłam tylko dodać rozdział. Ale nawiedzę na wieczór Wasze blogi, bo widzę, że mam trochę zaległości :)
JESTEM PRZERAŻONA - dziś pisałam ostatnią w życiu klasówkę z chemii. Chlip chlip, niedługo będzie "Witaj, polibudo!". Albo gdzie tam polezę *marzy o AGH*. Generalnie jestem przerażona i musiałam się wypłakać. No, a teraz wracam do wosu :)
Standardowo ładnie proszę o opinie, bo wiadomo - karmią wena :)
Rozdział IV dodam chyba 28 marca, z poślizgiem do 31. Ale będzie jeszcze w marcu, to na pewno :)
Pozdrawiam! :)

34 komentarze:

  1. No witam! :3 Trochę się opóźniłam, ale wczoraj komentowałabym na telefonie... cóż, wtedy moje ręce wołałyby "nieee, my nie chcemy tyle klikać! napiszemy super i tyle!" i nic by z mojego buntu przeciwko nim nie było! ;'c
    Jeszcze czytać nie zaczęłam, ale tak przewinęłam tekst i ledwo mrugnę, patrzę, a tu koniec! Co to za czarnomagiczny, krótki rozdział! O.O
    "—To sam się z nią ożeń" kwikłam XD nie no, musiałam. Hahaha, uwielbiam takie odzywki kończące temat, jak ktoś za bardzo próbuje go drążyć! Ahh, ten Gustaw trochę nachalny, wszędzie by wsadził swoją uśmiechniętą gębę ;D
    Rany, Bernhard się wymonologował *serio? Nie podkreśla tego? ;___; to jest takie słowo?! :O*, a Gustawowi się zaprogramował mózg na to jedno pytanie o Annalise. Trochę offtop, ale ostatnio czytałam o tym, że mężczyźni skupiają się całkowicie na jednym zadaniu i mają takie "zawężone" pole myślenia, natomiast kobiety robiłyby wszystko naraz, wszystko by rozpatrywały i każdy by szczegół zauważyły. Jakoś tak mi to wpadło do głowy, jak tylko zaczęłam czytać o pytaniu Gustawa, który bez przerwy tylko to jedno wałkował :D Hmm, teraz wydaje mi się właśnie taki "osadzony na miejscu", kurczę nie wiem jak to ująć. Chodzi mi o to, że widać przez jego podejście, cały zarys płci... błagam, powiedz, że mnie rozumiesz, bo ja trochę chyba mieszam...
    "Czy problem aby nie tkwi w tym, że ona… jest kobietą?" to opiszę po krótce, co się ze mną działo po przeczytaniu tego zdania. Najpierw zupełnie nie zauważyłam, a później wróciłam, przeczytałam jeszcze raz i prawie wyplułam chrupki z tego wszystkiego. Nie dość, że zaczęłam rechotać jak jakaś nie na miejscu, to jeszcze prawie się chrupkami zakrztusiłam i mój chłopak zaalarmowany przybiegł aż z drugiego końca domu i zaczął mnie klepać po plecach... cała akcja trwała z 10 minut, bo ryczałam ze śmiechu i próbowałam gdzieś znaleźć telefon, bo mi upadł w całej tej plątaninie... w skrócie... PRAWIE UMARŁAM! HHhahhahahah XD
    A Bercia gejem nie jest... jest ze mną, a żebym płeć zmieniała to sobie nie przypominam :D *rzuca okiem na dziwnie zezłoszczonego Bernharda* on ma chyba jakieś niestrawności, wiesz? Czegoś się najadł, czy co? :'c może nadal jest zły i załamany przez głupotę Gustawa :P
    Ooo, Bercia jest trochę ślepawy? No to nieźle, coraz więcej pikantnych szczegółów dowiaduję się o moim przyszłym mężu :D
    No cóż, a właśnie Berciu, jedynymi powodami jest religia i terytorium. Według mnie strasznie dużo tutaj religia miesza. Nie żebym była nietolerancyjna, po prostu jestem obiektywna, nie patrzę z granic żadnej religii. Widzę natomiast, że to przez nią ludzi składa się jako ofiary, widzę że to przez nią tylu żydów zginęło podczas holokaustu, widzę ile wojen wywołała, widzę co się teraz dzieje w Syrii. Oglądam wiadomości w internecie i patrzę na zdjęcia ciał małych, bezbronnych dzieci upapranych krwią. W imię czego? Kto daje im pewność na życie po życiu? Przecież lepiej liczyć chwile tu i teraz, na ziemi, niż patrzeć w niebo i zastanawiać się czy mogę umrzeć tu i teraz, by trafić gdzie indziej. Czytałam też o rzucaniu chrześcijan na arenę jako mięso ku uciesze publiczności. Czy ktoś mi powie, że religia jest normalna? Z całym szacunkiem dla wierzących, ale wywoływanie przez nią wojen jest... głupie i tyle.
    A co do terytorium, to też sprawa do głębszych rozterek. Mamy na przykład taki teraźniejszy przykład - Putina, któremu trochę odwala. Dzisiaj Krym, jutro Ukraina, a pojutrze Polska i inni. Rany, ludzie, władza i potęga to nie wszystko, a wywoływanie wojen nie jest tego warte...
    A ja znów się rozwodzę na temat wojennych ścieżek, no cóż... wybacz? :D Ale jak się ten temat podejmie, to nie ma jak urwać w połowie, bo jest jak rzeka! a ja gaduła jestem i nikt mi w komentarzu mordki nie potrafi zamknąć ;__;
    Do rzeczy... dokładnie, Bercia zupełnie nie pasuje do wojny! Nie powinno go być na tym statku ;'c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ten cały Arvid miał na myśli Bernharda, to niech lepiej liczy słowa i panuje nad językiem! I nerwami najlepiej też, bo tak ociupinkę się zdenerwował.. tak tyci-tyci ;D
      Ragnar jest w porządku, tak stwierdzam. Jest taki wyluzowany i spokojny, jakby płynął w odwiedziny do rodziny, a nie powybijać Polaczków :P w każdym razie zdziwił mnie swoją otwartością, ale zdaje się być naprawdę równym gościem.. w każdym razie odnoszę takie wrażenie po jego stosunku do Bernharda ^w^ Wyczuwam dobrą znajomość pomiędzy Ragnarem, a Bernhardem. Obaj się dobrze dogadują, a w Polsce też Szwecję dostrzegli. Nie dość, że podobni, to się jeszcze dopełniają. Bercia jest trochę cichy i małomówny, a ten Ragnar to do każdego z wyciągniętą na zgodę ręką i w każdym druha widzi.. liczę, że będą w jednym oddziale :P
      O kurczę.. do końcówki tak mi braknie słów, że siedzę teraz i gapię się w klawiaturę. To było takie... symboliczne. Opisałaś scenę tak delikatnie i... raaaaany. O ile normalnie buzia mi się nie zamyka, to teraz wykrztusić słowa nie potrafię. Bercia się nie nadaje na wojnę. Wiem, powtarzam to setny raz, ale on po prostu nie powinien tu być. Powinien być daleko stąd! Nie chciał, żeby te dzieci uważały go za potwora, to było przesłodkie! W sumie wielu miałoby ich opinię gdzieś *w każdym razie tych zaprawianych do wojny* a on nie potrafił odejść, wcześniej przekonując je do siebie. Wiem, może to głupie, ale jak czytałam to mi się oczy zaszkliły, a mój chłopak zaczął się poważnie nade mną zastanawiać, bo raz się śmieję jak głupia, a już chwilę później prawie ryczę i to przez jedno opowiadanie! Ba! Przez jeden rozdział! Pewnie bym się rozpisała i to dużo, ale nie potrafię czekać by ochłonąć po tym co przeczytałam.
      Offtop: maki symbolem poległych... hmm, jak jeszcze tego nie wiedziałam i byłam takim małym brzdącem jak ta słodka dziewczynka, to jak umierał jakiś żuczek, czy inne małe zwierzątko, to robiłam mu taki grób posypany płatkami maku x.x
      Ostatnia klasówka z chemii? Nie mogę się doczekać kiedy i na mnie taki czas przyjdzie ;_; chociaż może wolę zostać w gimnazjum, bo jak ostatnio nadprogramowo uczyłam się chemii z liceum, to chciało mi się płakać! ;/
      Do końca marca rozdział? Do końca marca mam z 7 sprawdzianów, więc na pocieszenie rozdział musi być!
      A Bercia nie ma paskudnej mordy! :c Ucisz się, Gustawie!
      Pewnie jeszcze wielu rzeczy zapomniałam, ale w razie wu zawsze można zużyć jeszcze jeden komentarz na dopiski :D
      O i bym zapomniała. Nie wiem czy w tym tygodniu, czy dopiero po egzaminach, ale zabieram się za Twoje drugie opowiadanie! ;D Będę nadrabiać w wolnych chwilach *czyli na razie będzie ciężko...* w każdym razie już obserwuję ;>
      Pozdrawiam!
      Ps. Standardowo - nie jeden, a dwa komentarze ;_;

      Usuń
    2. No jak widać ja z odpowiedzią też jakoś późnawo, ale cóż zrobić - szkoła żyć nie daje ;_; Ech, akurat sama na telefonie nienawidzę pisać, także know that feel, bro :D
      Spoko wodza, następny jest chyba dwa razy dłuższy, także teges XD
      Ja osobiście za Gustawem przepadam :D I straaaasznie lubię o nim pisać :D A już nadchodzi mała potyczka Gustaw-Cecylia, na razie naprawdę malutka, ale pozwolę sobie powiedzieć, że takie dwa charakterki jak oni w późniejszych rozdziałach będą dostarczały wrażeń - osobiście mam straszny fun, pisząc o nich. Ale to jeszcze hu-hu i trochę przed nami. I już się zamykam, bo żadnych spojlerów przecież nie chcemy XD
      A tak btw, to też nie wiedziałam, że jest takie słowo *.* No to jest bogatsza o nową wiedzę XD
      Ale to co zauważyłaś na temat kobiet i facetów, to ja też gdzieś ostatnio zasłyszałam, i powiem Ci, że Gustaw dokładnie taki jest. I spokojnie, doskonale łapię o co Ci chodzi XD
      AHHHH TAK XD Nie mogłam się powstrzymać, no nie mogłam po prostu XD Znaczy, powiem Ci, że pomysł wyniknął z tego, że oryginalny, hetaliowy Bernhard (Berwald właściwie) faktycznie JEST gejem. Ale mój Bercia nie. Tylko, że nie mogłam sobie darować, naprawdę XD Przepraszam za "prawie śmierć" i prawie udławienie się chrupkami XD Ale jestem z siebie dumna, że aż tak to rozbawiło XD A btw, odebrałaś to tak samo jak Bercia, bo on też z początku nie czaił pytania XD Tylko że jemu potem do śmiechu nie było XDD
      A Ty widzę dalej snujesz plany co do mojego Berci? XD Very well, nie jestem sama XD
      Myślę, że to bardziej przez Gustawa niż przez to drugie XD
      A no jest, i będzie miał przez to trochę kłopotów chłopina...
      Same here. Naprawdę sądzę dokładnie to samo. Ja sama nie jestem wierząca, ale nie atakuję też religii jako takich - bo religia sama w sobie nie jest zła, tylko ludzie wykorzystują ją do złych celów, usprawiedliwiają jakieś swoje niekoniecznie dobre zapędy, i właśnie wojny i nawet holokaust są tu świetnym tego przykładem. Dla mnie to jest przerażające, że człowiek z czegoś tak (przynajmniej w teorii) dobrego jak religia, może zrobić coś tak skrzywionego, powód i usprawiedliwienie dla śmierci wielu, wielu ludzi... i nie mówię tu już nawet o wojnach takich jak potop, bo sam potop nie do końca miał podłoże religijne (jedyne było to, że Polacy pchali się na szwedzki tron, a Szwedzi w zasadzie nie mieli nic przeciw, tylko chcieli króla-protestanta, a Zygmunt Waza po prostu się na to nie zgodził na koniec szesnastego wieku, no i potem poszło z górki), ale jak choćby zamachy terrorystyczne... Ehh,mogłabym tak w nieskończoność...
      Terytorium zawsze było i będzie świetnym powodem do wywoływania wojen, nawet lepszym niż religia. A z Putinem to trafiłaś w dziesiątkę, tyle że nie po Ukrainę, a po Estonię rączki wyciąga. Tak czy inaczej, to co się dzieje to jest chore i jak na moje oko nie skończy się najlepiej. A najgorsze, że nikt nic z tym nie robi. Pomimo, że mogą.
      Spoko wodza, ja mam to samo, w nieskończoność bym mogła gadać, tylko padnięta jestem i nie mam siły, inaczej bym Ci jeszcze jeden ultradługi komentarz napisała na ten temat XD
      A co do Berci... No cóż, dostanie po dupie, bo fakt, że on naprawdę nie powinien się tam zaleźć. Ale na pocieszenie coś dobrego też go czeka :D

      Usuń
    3. A to sobie sama zdecyduj, kogo on miał na myśli :) Bengt do Berci jest baaaardzo podobny, także wolna wolna :D A zły feldmarszałek jest złyyyy... ;n;
      Ja do Ragnara mam ogrom sympatii, i właśnie chciałam z niego zrobić jakąś taką postać "do lubienia" ale niekoniecznie ulubioną. Trochę go jeszcze będzie, ale nie za bardzo mogę coś powiedzieć coś więcej, bo będzie spojler :) W każdym razie z nim to jest dokładnie tak, jak powiedziałaś - dobry facet, totalne przeciwieństwo Berci, co im nie przeszkadza w dogadywaniu się. Już raczej Ragnar sprawia, że Bernhard jest choćby odrobinkę humoru nabiera, a nie wiecznie chodzi struty w takiej podłej sytuacji :) W każdym razie oboje mają podobnie w głowach poukładane.
      Jejku, naprawdę? Cieszę się, że to tak wyszło, bo dokładnie tak chciałam to pokazać. Chciałam pokazać, że Bercia się totalnie na wojnę nie nadaje, pokazać jego dobre serce, które zostanie w późniejszym czasie wdeptane w ziemie. Bo Bernhard to jest naprawdę dobry facet, tylko że będzie musiał się przystosować i zmusić się do walki ze swoimi ludzkimi odruchami i wrażliwością. Teraz łatwo przyszło zrobienie czegoś dobrego, ale kiedy przyjdzie czas na wybór "robię coś dobrego wedle swoich zasad, ale umrę" albo "będę żył, ale muszę przeżyć to, że pozwalam na robienie ludziom krzywdy", to wybór będzie oczywisty, choć na pewno ciężki do wykonania. Bo przecież nikt nie chce umierać, prawda?
      trochę zeszłam z tematu, ale naprawdę cieszę się, że to wyszło po ludzku, bo nie chciałam przesadzić :)
      Jejku, naprawdę? :) Ja zawsze wianki z maków plotłam. Z maków i chabrów. I tak po prawdzie do tej pory tak robię, jak się po wsi plączę :)
      A no ostatnia :) Ale nie bój się licealnej chemii, najgorsze i tak wam odjęli - to jest, elektrochemię, chociaż osobiście ja uważam to za najciekawszy dział. Ale też faktycznie jest trudny. A reszta to jest pikuś :)
      No właśnie u mnie tak samo ;_; Wszyscy się nagle rzucili na klasówki, bo mamy oceny do 10 kwietnia mieć wystawione ;_; Ale rozdział będzie, i to dłuuugi :D
      To się jeszcze Gustawowi nie raz oberwie XD I nie tylko Gustawowi XD Bercia jakoś przez wielu będzie uważany za mało urodziwego ;p
      A no właśnie widziałam, że zaobserwowałaś :3 Nie gonię z czytaniem, bo sama czasu mam średnio, ale będę niecierpliwie czekać na opinię :D Chociaż szósta klasa moich bliźniaków trochę się ciągnie, bo jeszcze nie do końca wiedziałam jak dobrze rozplanować akcję, ale potem ja osobiście jestem już bardzo zadowolona :D Ciekawe, czy Ci przypadną do gustu, bo to totalnie inne postacie od tych tutaj :)
      Pozdrawiam również i baaaardzo dziękuję za taki długi komentarz, i przepraszam jednocześnie za średnią jakość odpowiedzi, ale ja już ledwo na oczy patrzę ;_;
      No i ja też się nie zmieściłam XD

      Usuń
  2. Kurczę no głupio się czuję, bo przede mną tak długi i piękny komentarz, a mi nie przychodzi do głowy nic innego jak tylko "genialnie napisane!" więc musisz się zadowolić tymi słowami, bo ostatnio moja wena przechodzi kryzys :) Życzę Ci dużo weny i radości z pisania! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko wodza, ja doceniam każdy komentarz <3 Cieszę się, że się podobało :)

      Usuń
  3. HAAAAAA, dotarłam! Chwilę mi to zajęło, przyznam, ale ostatnie dni upłynęły mi pod znakiem zatracania się we własnej niemocy twórczej, co doprowadziło mnie do tak skrajnej frustracji, że po prostu ja nie mogę. Ale koniec narzekania, przechodzimy do konkretów.
    Szwecji nigdy nie widziałam tak na żywca i przyznam, że sama to bym nawet nie wpadła na to, że ten kraj może być podobny do Polski - w sumie to nie daleko, ale jakoś dla mnie ta Skandynawia zawsze się jawiła jako całkiem inna rzeczywistość, a tu proszę, ty zmieniasz moje podejście do sprawy. W sumie to doszłam do wniosku, że głupia jestem, skoro sobie myślałam, że tam mają tylko śnieg, wiatr i zimno, ale jakoś tak... No nie podejrzewałabym, że Bernhardowi albo Ragnarowi Polska może się wydać podobna, nawet łudząco podobna do ich ojczyzny.
    A Bernhard to jest taki uroczy - te mokre spodnie sprawiły, że nagle zapałałam do niego sympatią, bo wielu autorów ma taką tendencję, że swoje postacie traktują jako takie, którym podobne sytuacje się nie zdarzają, a przecież właśnie takie coś jest ważne. Nie wiem, czy nadążasz za moim tokiem myślenia, ale ja chcę przez to powiedzieć, że Bernhard jest ogółem bardzo dobrze wykreowaną postacią, on jest taki z krwi i kości dosłownie. Chciałabym, żeby moim bohaterowie też tacy byli, oj, zazdroszczę ci. :P
    Ciekawy element humorystyczny - Wittenberg się rozkręcił, ale przynajmniej udało ci się mnie rozbawić. ;P
    Ta scena z Ragnarem trochę mnie zaskoczyła - no bo on sobie nagle szoruje pokład, a zaraz potem się wita i zapoznaje z Bernhardem. Ogółem to strasznie bezpośredni z niego gość, strasznie szybko przeszedł do konkretów i tak jakby... Nie wiem, ta jego bezpośredniość wydaje mi się trochę podejrzana, ale pewnie jak zwykle doszukuję się podtekstów tam gdzie ich nie ma. Bo coś mi się tak wydaje, że on będzie miał większy udział w fabule? No powiedz, dobrze mi się wydaje czy przekombinowałam?
    Na koniec zostawiłam sobie do skomentowania kwestię Gustawa - NO ŻEBY WŁASNEGO BRATA O TAKIE RZECZY PODEJRZEWAĆ? Toż Bernhard, mimo że blondynek z niebieskimi oczami, to facet z krwi i kości jest! Zły Gustaw, brzydki Gustaw, powinien się wstydzić. Ale w sumie to on taki uroczy z tą swoją gadatliwością - w ogóle facet nie wie, kiedy powinien ugryźć się w język. :P No fajny, fajny, ale takiego snującego podobne domysły braciszka to bym nie chciała, już wolę mojego, co choć ma 20 lat zachowuje się jakby dalej w podstawówce siedział. :>
    Um, chyba już powiedziałam wszystko, co miałam do powiedzenia, choć ładu i składu to ja w tym powyżej NIE WIDZĘ w ogóle. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę powiedzieć tylko jedno - I feel U, bro. Znam to aż za dobrze ;_; Tyle, że ja mam gotowych z pięć rozdziałów w przód i nagle uznałam, że trzeba by je solidnie poprawić (czytaj: napisać od nowa) ;_;
      Wiesz co, nie chodziło mi w sumie o takie łudzące podobieństwo, a raczej coś w zasadzie "plaża jak plaża, domki są, drzewa są, piach jest, woda jest - i jaka to różnica, czy Skania, czy Pomorze?" - tak jakby oni oboje spodziewali się zobaczyć coś zupełnie odmiennego, a trafili na coś, co w żaden sposób nie wydało im się obce. Może trochę źle to w tekście ujęłam, ale mam nadzieję, że to względnie zrozumiałe o co mi chodzi? :D
      Ohohoh poczekaj, doczekasz się zimy - w tamtym okresie w Europie trwała tzw mała epoka lodowcowa, zimy były długie i tak mroźne, że Bałtyk zamarzał na tyle, że w niektórych miejscach z Polski do Szwecji i odwrotnie chodzono pieszo/jeżdżono konno. A legendy, które raczej są nieprawdziwe, mówią, że nawet stawiano karczmy na Bałtyku. Anyway, wszystko w swoim czasie :D
      Jejku, dziękuję, że ktoś zauważył te mokre spodnie <3 Znaczy, myślę, że inni też zauważyli, tylko na napisali, ale i tak dzięki wielkie! :D Nadążam bardzo, bo dokładnie to chciałam przez tę scenę pokazać i bardzo, bardzo się cieszę, że tak bardzo to doceniasz - bo ja ze swoich bohaterów chcę właśnie przede wszystkim zrobić ludzi, takich normalnych i zwyczajnych, którym właśnie przytrafiają się zwyczajne rzeczy. No, swoje też przeżyją, jeśli chodzi o ciekawsze epizody, ale wiadomo, że nie samymi przygodami człowiek żyje, i czasem mu się spodnie przemoczą, czasem nogi sobie pościera, czasem robale go pogryzą... Bo, kurczę, ja sobie nie wyobrażam, jak bez takich "zwyczajnych" incydentów miała by się odbyć wędrówka wojsk przez dziesiątki kilometrów. Anyway, cieszę się strasznie, jak mówiłam <3 A jeśli chodzi o Twoich bohaterów, to ja Ci już wielokrotnie coś na ich temat mówiłam ;p Ale dodam jeszcze, że mnie osobiście Twoja narracja i sposób pisania podoba bardziej, bo wydaje mi się bardziej zdystansowany niż ten mój (w sensie, że bardziej przypomina postronnego obserwatora) - w moim pisaniu jest masa zaleciałości po narracji pierwszoosobowej i uważam to, w zasadzie, za sporą wadę. Ale wiadomo, co kto lubi :)
      Ha, to się bardzo cieszę, bo moje poczucie humoru pozostawia wiele do życzenia XD
      Bo Ragnar to taki chłopaczek z miasta, który właściwie więcej z chłopskimi dzieciakami się nalatał za młodu, niż miał do czynienia z ludźmi wysokiego stanu. A inna sprawa, że z niego gaduła i ekstrawertyk. Nie, spokojnie - Ragnar jest jak najbardziej pozytywną postacią. Może trochę przegięłam z zarysowaniem jego charakteru, nie wiem ;_; Anyway, powiem szczerze, że nie wiem jeszcze co z nim zrobię. Znaczy, mam dwie opcje - albo będzie dość ważny dla fabuły, albo szybko zginie, a na jego miejsce wkroczy kto inny. Pożyjemy, zobaczymy :)

      Usuń
    2. To jest akurat fakt, i cieszę się, że dobrze to widać - Bercia to jest 110% faceta w facecie. Ja go sobie tak wyobrażam, że jak by się go widziało, to natychmiast daje człowiekowi po mordzie odczucie z rodzaju: "POTOMEK WIKINGÓW. KREW BARBARZYŃCY. BEZ KIJA NIE PODCHODŹ." Wiesz, wielki na dwa metry, sto kilo mięśni i jeszcze patrzy wilkiem, to naprawdę, kto by nie spieprzał XD Znaczy, no może ja nie, bo bardziej od takich wielkich blondasów jarają mnie tylko wikingowie... Ale zostawmy ten temat XD Bo w ogóle Bercia na szablonie, to jest trochę zbyt przystojny, jak na moje wyobrażenie. Ale przynajmniej spojrzenie ma takie, jakie sobie wyobrażałam XD
      A do Gustawa, szczerze powiedziawszy, ja osobiście mam słabość :D Ale Bercia chyba miał by dużo niemiłych rzeczy na jego temat do powiedzenia. Ja mam w głowie taką scenę, tak taki wyszczerzony Gustaw szczypie Bernharda w policzek jak taka przysłowiowa "ciocia z Ameryki", a Bernhard tylko patrzy i czeka na dobry moment, żeby mu przyłożyć XD Ale dobra, to tylko takie moje małe rozmyślania :D
      Braci sama nie mam, ale za to sporo kuzynów i muszę powiedzieć, że to ta sama historia, jak z Twoim bratem. Także po raz kolejny - I feel U XD
      E tam, wsjo się dało ogarnąć :D
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz <3

      Usuń
  4. Laurel jak zwykle spóźniona i jak zwykle smutna, że tak późno może powiedzieć, jak genialnie został napisany rozdział ;-;
    Kolejny doskonały tasiemiec pełen uczuć i... Śmiechu XD taka trochę ironia, bo tutaj wojna się za moment zacznie biedne dzieci niczego nie świadome, ale muszę Ci powiedzieć, że tekst BĘDZIECIE CZYŚCIĆ KONIE CAŁEMU ODDZIAŁOWI PRZEZ NAJBLISZE DZIESIĘĆ LAT wprawił mnie w tak dobry humor, że jutrzejszą klasówkę z chemii napiszę chyba na piątkę XD normalnie tekst miesiąca ;-; płaczę ze śmiechu :D
    I te podejrzenia na Bernharda... Przecież od razu widać, że to stuprocentowy mężczyzna -.- niech ktoś spróbuje w to zwątpić to nie ręczę za siebie XD
    Dzisiaj krótko, ale na koniec jeszcze zaznaczam, że doskonały rozdział i nie mogę się doczekać następnego ;3 Pozdrawiam, życzę weny i czekam aż Bernhard wpadnie do Hogwartu pobić Malfoy'a ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Freyja strasznie szczęśliwa na widok komentarza od Ciebie <3
      E, ta wojna to z początku wcale taka straszna nie była, bo Polacy poddawali miasta jedno za drugim. Anyway, wiadomo, że wojna jest straszna i tak dalej, ale kto znów powiedział, że zawsze jest strasznie poważnie? To jest jak w życiu, nieraz takie sytuacje wychodzą same :D A wkurzony feldmarszałek to naprawdę nie jest najlepsze towarzystwo XD Ale mam nadzieję, że chemia Ci dobrze poszła :D
      Spoczko, tylko Gustaw może mieć takie głupie pomysły XD A z Bercią jest wszystko w porządku, spokojna głowa :D Och, za jakiś czas to nawet będzie miał problemy, z tytułu takiego, że serducho zabije mu mocniej dla osoby, która jest totalnie poza jego zasięgiem. Jak pech to pech :<
      Dziękuję bardzo za komentarz <3 A Bercia to mu tak skórę złoi, że nie będzie Malfoy wiedział, jak się nazywa! ;p

      Usuń
  5. Zapraszam na nowy rozdział!
    i-jego-zielone-czy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej :) Zobaczyłam Twój komentarz w spamowniku i postanowiłam tutaj zajrzeć. Początkowo – gdy zobaczyłam, że napisanych jest tylko pięć rozdziałów + prolog – pomyślałam sobie, że przeczytam wszystko, a potem napiszę Ci meeega długie (jak na mnie) wypracowanie na trzy komentarze lub więcej, ale – o ile początkowo ten plan nawet miał szansę wypalić – po tym rozdziale z niego zrezygnowałam. Ale może od początku.
    Prolog wspaniale przedstawił nam wszystkich bohaterów i ich względną sytuację. Przy okazji od razu muszę pochwalić to, jak bardzo są oni realistyczni i wyjątkowi. Naprawdę duża liczba pisarzy ma problem z tym, by tchnąć w każdego bohatera oddzielne życie. Na tym blogu natomiast sposoby bycia tych ludzi, długości i charaktery ich wypowiedzi, a także oczywiście przemyślenia, sprawiają, że każdy człowiek jest tutaj swoistym indywiduum z krwi i kości. To naprawdę coś wartego docenienia :)
    Bernhard jest osobą, którą poznajemy najlepiej, więc od niego zacznę. W dawnych czasach najgorszą rzeczą moim zdaniem były aranżowane małżeństwa. Nigdy nie umiałam zrozumieć, jakim cudem tak głupi pomysł mógł kiedykolwiek funkcjonować i mieć tak duże poparcie w społeczeństwie! Twój blog doskonale ukazuje, że moje podejście ma swoje uzasadnienie – Bernhard i Annelize są idealnym przykładem tego, jaka porażka może wyniknąć z takiego łączenia ludzi na siłę. Najbardziej jednak zawsze zaskakiwało mnie zaślepienie rodzin „poszkodowanych”. Jak oni mogli uważać, że postępują słusznie? Jak mogli zmuszać swojego syna/córkę/brata/siostrę/kuzyna/kuzynkę do małżeństwa? Przecież każdy człowiek powinien sam decydować za siebie. Bernhard natomiast nie może decydować niemalże o niczym w swoim życiu. Chce w spokoju mieszkać z małym górniczym miasteczku i być w nim szczęśliwym. Przez jakiś czas nawet mu się to udaje i nagle co? Jego rodzina się wtrynia. Mianuje go kapitanem bo wypada, by ktoś z takiej rodziny piastował jakieś stanowisko. Ktokolwiek pytał, czy on tego chce? Nie! Bo po co? Potem informuje o tym, że Bernhard ma ożenić się z jakąś kobietą, której nigdy wcześniej na oczy nie widział, bo powinien mieć żonę. I znowu – czy ktoś dał mu możliwość wyboru? Oczywiście, że nie. Po prostu postawiono go przed tym faktem. A wszystko to dla jego dobra. Aż krew może się w człowieku zagotować. A jak tylko mężczyzna okazuje swoje niezadowolenie z tego małżeństwa, to nagle wymyślają, że pewnie jest gejem. Paranoja. Ale tak to kiedyś niestety funkcjonowało (jak ja się cieszę, że żyję w XXI wieku!)…
    Swoją drogą, Annelize też okazała się strasznie fałszywa. Powiem szczerze, że mam poważne wątpliwości co do tego, czy ona w ogóle chociaż lubi swojego narzeczonego. Śmiem wątpić, by tak było. Przy takich kobietach, naprawdę przestaję dziwić się osobom, które budują swoją karierę przez łóżko… (to takie małe nawiązanie do tego, jakie pożegnanie Annelize próbowała zaserwować Bernhardowi).
    Podobają mi się poglądy Oxenstierna w kwestii wojny. Zdecydowanie je podzielam. Gdy uczyłam się historii, nigdy nie potrafiłam pojąć manii dotyczącej powiększania terytorium, co kiedyś było normą (chociaż, patrząc na poczynania Putina, przeszłością tego tak do końca nazwać nie można…). Podbijanie innych narodów, wydawanie na wojnę fortuny, ogromne straty w ludziach, problemy społeczne, które często się pojawiały w czasie/po wojnie. I po co to wszystko? Po to, by kosztem wielu żyć przesunąć granicę o kilkadziesiąt kilometrów?
    Chociaż nie, nie będę taka prostolinijna i ograniczona – w niektórych sytuacjach to jeszcze nawet mogło mieć sens. Na przykład wtedy, gdy w grę wchodził dostęp do jakichś złoży ropy naftowej albo czegoś podobnego. Jednak z pewnością takowego nie było w potopie szwedzkim. Bo prawda jest taka, że ten najazd na Rzeczpospolitą nie miał żadnych prawdziwych podstaw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scena z dziećmi bardzo mnie wzruszyła. Ukazała bowiem, że wojna dotknie również niewinnych. Dzieci, kobiety, osoby starsze – cywile nigdy nie byli bezpieczni podczas wojny. Przechodzące wojska zawsze siały ogromne spustoszenie. To zaś prowadzi nas do kolejnej bohaterki – Cecylii. Właśnie rozstała się ze swoim narzeczonym (który – nie obraź się – nie wzbudził mojej sympatii, bo jest jak na mój gust trochę za bardzo ciotowaty). Nie znamy jej najlepiej, ale bardzo ją polubiłam. Lubię ludzi pogodnych, radosnych i czasami wręcz trochę infantylnych. Dodajmy do tego jeszcze fakt, że jest ona kobietą zadziwiająco niezależną jak na tamte czasy. Podoba mi się sposób, w jaki wykreowałaś tę bohaterkę. Dlatego jestem ciekawa, jak pokierujesz jej losami. Na razie wiem tylko, że cała ta wojna mocno się na niej odbije. Pytanie brzmi – jak mocno?
      Twoje opowiadanie historyczne naprawdę bardzo mi się spodobało. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim blogiem, a trochę się ich już naczytałam. Dlatego z pewnością tutaj zostanę :D
      Serdecznie pozdrawiam!
      PS. Dzisiaj albo jutro doczytam pozostałe rozdziały :)

      Usuń
    2. O jeeeeejku, dziękuję pięknie za taki komentarz! Mam nadzieję, że nie będzie to problem, że odpowiem na niego dopiero na wieczór? Muszę zasuwać do babci robić ciasta, także w tej chwili po prostu nie dam rady D: Ale na wieczór odpowiem, a i u Ciebie (Was) się pojawię :3

      Usuń
  7. fest, fest, fest mnie motyw z makiem rozwalił... </3 Tak bardzo.... Ach. rosnie na krwi...
    Brak mi słów, ściśnięte gardło i tego typu sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Muahahahahaha! Znaczy się...ja tu się cieszę i nadmuchuje dumą, myśląc, że oto przyszedł czas, w którym te Twoje 12 stron przeczytałem w mniej niż 10 minut, a tu się objawia Post Scriptum, i wszystkie moje marzenia o byciu PRO w czytaniu na czas legły w gruzach...:/ ^^ Zakuwanie do kartkówki z WOSU... Jak dobrze czytać o takich kosmicznych wydarzeniach z perspektywy "To już mnie nie czeka" :D Choć akurat z wosu u mnie w szkole się nie trzeba było uczyć, wystarczyło nie być amebą :P A teraz opowiadanie ^^ Berhnard coś za bardzo filozofuje nad swoim losem, jak na kalwina:P W końcu wierzą sobie w tą predestynację i nieuchronność losu, który został człowiekowi wtłoczony w matrycę od chwili urodzenia, wiec i narzucona żona nie powinna stanowić problemu, bo w końcu żadna, którą by wybrał, nie byłaby efektem jego wolnej woli, a boskiego planu :P No ale wiadomo, nie każdy jest świętym ^^ Co do motywu maków, to odnosi się to do mitologii greckiej i sposobu, w jaki ówcześni artyści przedstawiali Persefonę- zasiadającą po boku Hadesa, z pochodnią lub makiem w dłoni ^^ Można to więc interpretować dwuznacznie- jako symbol śmierci, ale także odrodzenia :P Demeter, bogini urodzaju "preferowała" ofiary z płodów rolnych i właśnie tych kwiatów :P No, z Berhnarda wiking jest, ale tylko z zewnątrz :P Niestety, tu Cię zmartwię no ;P Jakoś nie widzę go w roli faceta wykonującego na więźniu Krwawego Orła:) A cóż to takiego? Otóż brano delikwenta, rzucano nim o glebę, wycinano mu orła na plecach. Jak na razie nie jest źle, prawda? :D Ale...Następnie, za pomocą toporka, odcinano żebra od kręgosłupa i odciągano je na bok, by tworzyły skrzydła ^^ Rany posypywano solą, a żeby widok był jeszcze ciekawszy, wyrywano płuca, i kładziono je ofierze na ramionach :) Nie żebym uważał to za fajny motyw, ale...No mieli wyobraźnie :D No i mógł się też nasz olbrzym spodziewać, że go nie zrozumieją ^^ "Co?? To tylko w Szwecji mówi się po szwedzku? No nie rób se jaj!" :D Ciekawi mnie też, czy i u Ciebie Witenberg bezczelnie nałga szlachcie pod Ujściem, że Karol Gustaw przejdzie na katolicyzm...^^ O, a ciekawostka na dziś, taka sobie, ale zawsze jakaś- w potopie szwedzkim zginęło prawie tle samo Polaków, co podczas II wojny światowej. A no i podejrzenie co do wątpliwej heteroseksualności...Czułem, że to to właśnie będzie :P Ale miał szczęście, że jego bracia tac wyrozumiali byli...mógł skończyć jak Edward II, którego za podobne zbrodnie nadziano na rozpalony do białości pręt :) Ach, widzisz, dzisiaj mam nastrój na makabrę :) A, no i dostałaś się na AGH? :) mi przyszedł niedawno mail z UJ:P Normalnie taaaaaka fiesta była,że hej! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak wyszło XD Nie, spoko, jak dojdziesz do VIII albo IX, to wtedy jest masa tekstu do przemielenia, tu się jeszcze hamowałam. Przykro mi, że Cię rozczarowałam XD
      Słuchaj, u mnie WOS to był terror, a najgorsze, że był tylko podstawowy. Śmialiśmy się, że przed wystawieniem ocen pewne są tylko dwie rzeczy: rada pedagogiczna i dożynki z wosu ;_; Już mówię, na czym polega dowcip: otóż, nasz pan od wosu zapytał nas kiedyś, kto zgłasza nieprzygotowanie. No, nie nas, ale w równoległej klasie. Wiedzieli, że będzie pytał, więc masa ludzi się zgłosiła. A on co? "Żartowałem. Dzisiaj są dożynki - będę was dożynał całą lekcję" ;______; I wcale nie żartował ;_; Tak się cieszę, że mam już liceum za sobą <3

      Bernhard to w ogóle jest taki, że on nie do końca pasuje do swojego otoczenia. Taka kreacja jest z mojej strony całkiem świadoma. Ten to zawsze by szukał dziury w całym, bo się po prostu do życia takiego szlachcica, jakimi byli Oxenstiernowie, nie nadaje. To prosty chłop jest :D
      Grecka mitologia to dla mnie czarna magia, więc się szalenie cieszę, że mi to tutaj podetknąłeś. Super sprawa, bo przez przypadek motyw ma jeszcze trzecie dno, też właściwie pasujące do całości, kiedy wiem, jak ma wyglądać cała fabuła :D Dzięki!
      Coś Ty, Bernhardowi do swoich pogańskich przodków to baaardzo daleko, i taki też właśnie miał on być :D Gbur z niego nieziemski, ale ma zdecydowanie za miękkie serduszko na swoje czasy.
      Znałam Krwawego Orła. Ale tak czy inaczej, powinieneś widzieć minę mojej siostry, bo zaczynałam czytać komentarz z uśmiechem na mordce, a jak doszło do Orła, to mi z każdym słowem uśmiech z twarzy spływał, siostra miała niemożebny ubaw, dopóki jej nie przeczytałam XD No ale co jak co, wyobraźni im nie odmówię, również.
      Bernhard, prócz tego, że do swoich czasów nie pasuje, to też nie jest jakiś specjalnie bystry. Tak jak mówię, to prosty chłop, jemu tylko robotę dać i nie wymagać za dużo myślenia, i wtedy się czuje najlepiej :D
      Wiesz co, samej sceny pod Ujściem opisywać nie będę, wszelkie typowo wojenne/polityczne wątki zaczną się od rozdziału X, a więc jeszcze nieopublikowanego. Ale samego Ujścia nie będzie - dopiero później będzie o nim wspominane, w spotkanie z Wittenbergiem i Karolem Gustawem to ja celuję jakoś między rozdziałem XV a XX, ale wierz mi, że szwedzki król i Wittenberg będą u mnie takimi samymi kwiatkami, jak w rzeczywistości. Tak na dobrą sprawę, to chyba najwięcej przyjemności znajduję w pisaniu o nich, para skończonych dupków, ale naprawdę ja jako autorka za nimi przepadam, jako za postaciami.
      Taktaktak, jakby braci nie miał takich kochanych, to ja wiem, że to by się śmiercią mogło skończyć, chociaż powiem szczerze, że nie mam pojęcia do kiedy toczono procesy o homoseksualizm. Wiem, że wtedy jeszcze tak. No, ale bądź co bądź, Bercia woli kobitki, a że zachowuje się czasem, jakby się nimi wcale nie interesował, to już całkiem odrębna kwestia :D
      Nie, nie składałam jednak papierów na AGH. I trochę żałuję, ale uznałam, że wolę iść tu, na miejscu do Łodzi i na drugi rok zacząć sobie jeszcze jeden kierunek. A że i na AGH, i na Politechnice mają kierunek, który by mnie interesował (inżynieria biomedyczna), to uznałam, że wolę jeszcze trochę u rodziców na garnuszku posiedzieć :)
      No to gratuluję serdecznie! :D
      I dzięki Ci piękne za komentarz, naprawdę cieszę się jak głupia, jak widzę powiadomienia o komentarzach od Ciebie ;D

      Usuń
    2. Znam takich nauczycieli, znam ^^ Koleś: "Kto zgłasza np?" Wszyscy panika, bo to akurat prawo budowlane (technik, dzień dobry! :D)...Całą klasa zgłasza, ale dwóch nie ma bo już wykorzystało. No to siedzimy, zadowoleni, bo dwoje idiotów będzie sie spowiadać...A ten robi lekcję :P Na następnej (bo to dwie pod rząd były) "No dobrze, to teraz będę pytał) i myyk, X chodź...X-ale ja zgłosiłem np! "Widzisz, X, T błędnie suponujesz, że ja Cie będę pytał z trzech ostatnich lekcji...Ja Cie będę pytał tylko z poprzedniej. Nieprzygotowanie, według regulaminu zwalnia z wcześniej przerobionych materiałów. Czy mam rozumieć, że nie uważałeś przez całą godzinę?" :D Powiesz "Tak"-1, powiesz "nie", ciul przepytał tak dokładnie, że i tak dostaniesz 1 ^^ Normalnie człowiek cham :D Ale za to śmiesznie u niego zawsze było :D Te miny...30stu debili wpatrujacych się z otwartymi gębami w starszego pana, który ich zgasił...:D Bezcen :P

      Usuń
    3. Boże, jak ja się czasem nienawidzę, naskrobałam odpowiedź i zamknęłam okno, mądra ja ;_;
      No, bądź co bądź, to rzeczywiście Wam Kongo urządzał, u naszego Zbysia, jak ktoś umiał, to spokojnie można było mieć 5, pod warunkiem, że robiło się na poprzedniej lekcji notatki, bo on to tak lubił - podać coś, czego w podręczniku niet i potem głównie z tego zapytać ;_; Albo też czasem mu się myliło, że niby my z rozszerzenia byliśmy i nas z ichniego materiału pytał. I nie dał sobie wytłumaczyć, że u nas WOS w podstawie D: Raz tylko miał jakiś gorszy dzień, zapytał mojego znajomego, odpowiadał średnio, ale na pewno nie na 1. No a Zbysiu "Dobrze... Siadaj... Jeden." No to wszyscy, cała klasa jak jeden mąż, że dlaczego, że przecież chociaż na 2 na pewno odpowiedział. No to Zbysiu mówi, że okej, że zada koledze 3 pytania i jak ten odpowie, to ma ocenę wyżej. Kolega się zgodził, odpowiedział. "Dobrze, siadaj. Jeden plus." ;_____;
      Tacy nauczyciele są super, póki samemu nie ląduje się u nich przy biurku D:

      Usuń
    4. 1+, a co powiesz na dwóję z czterema minusami? :D To dopiero bł hardkor, bo się tego poprawić nie dało (Bo w teorii to nie jest 1, więc zależało to tylko od dobrej woli nauczyciela, a tej mu brakowało), a do wystawiania ocen brał jako oczywiście ndst ^^ Dostawali to uczniowie wyjątkowi jak on to mówił,tacy, którzy swoim zachowaniem przykuli jego uwagę ^^

      Usuń
    5. Właśnie chciałam napisać, że lepiej chyba i tak dwa z czterema minusami, niż to nieszczęsne 1+, ale potem doczytałam komentarz do końca, no i rzeczywiście, wcale nie lepiej ;_;
      Jak ładnie ujął to w słowa :D Nasz Zbigniew się przy nim chowa pod tym względem ;n;

      Usuń
  9. No faktycznie, krótszy niż pozostałe.
    Miałam tu nie pisać komentarza i przejść do czwórki, ale jakoś tak nie mogę się powstrzymać. :)
    Aleś Bernhardowi trudną sytuacje stworzyła. Nie dość że ma trudny charakter, to jeszcze rodzinę, z którą nie ma się jak porozumieć. Pewnie lepiej się czuł, słuchając tej polskiej dziewczynki, niż rozmawiając ze swoimi braćmi.
    Erika już nie lubię, tym bardziej, ze w książce, którą czytałam ostatnio, Erik był czarnym charakterem. :)
    Ale oni narzekają. Niech się cieszą, ze nie płynęli z Ameryki. To dopiero byłaby długa podróż. :)
    Az mi się łezka w oku zakręciła, jak Benio dawał tej dziewczynce kwiatka.
    Ragnar to rzeczywiście śmiały straszliwie człowiek. Żeby go tylko to nie zgubiło.
    Podobało mi się jak ten... no ten... muszę sprawdzić jak on się nazywał... Arvid W. wyzywał ludziów na statku. :D
    No to lecę dalej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Co tu mówić, honory jakie dostał Bernhard zdecydowanie mu się nie należały. Tak to zazwyczaj bywało, lepiej urodzony paniczyk dostawał z miejsca wyższy stopień, a tak naprawdę niewiele wiedział o rzemiośle wojennym. Nie wyobrażam sobie, żeby ten akurat Szwed poradził sobie podczas bitwy, wykrzykując rozkazy i broniąc się jednocześnie. Na jego miejscu wybrałbym sobie zastępcę, o ile w ogóle zasłuży na własny oddział i mu powierzyłbym pieczę nad taktyką.
    Gest, czyli podarowanie chustki i kwiatu maku, był wzruszający, to trzeba przyznać. Bernhard aparycji nie ma zachęcającej, a i widok małego Polaka, który chciał bronić swojej siostry... Lubię Cię za ten ukłon w stronę patriotyzmu, nie tylko mojego.
    Ragnar wydaje się być człowiekiem prostym, nie urągając mu przy tym.
    To musiało być dla wszystkich żołnierzy wielkim zaskoczeniem. Najeżdżają kraj na przeciwległym brzegu Bałtyku i widzą wręcz taki sam brzeg jak u nich. Wielu mogłoby pomyśleć, że mają zamiar podbić własną ziemię.
    A.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiles w sedno, Bernhard bardzo źle skończy przez to, ze otrzymał wysokie stanowisko tylko dzięki koneksjom rodzinnym. To wszystko za kilka rozdziałów. Ale rzeczywiście, ktoś taki jak on do wojaczki się nijak nie nadaje.
      A dziękuję. Dlugo myslalam nad ta scena, chcialam koniecznie ja dopiescic i cieszę sie, ze tak dobrze ja odbierasz. A jakiś patriotyczny akcent, to uznalam, ze czasem konicznie musi sie pojawić. Bo jak głównie o Szwedach pisze, to nie chce zapominać o swoich.
      A to ostatnie to miał być taka mała sugestia co do mojego osobistego zdania - ja nie wierzę, ze wszyscy Szwedzi z ochota wybierali sie na tę wojnę. Wierzę, że wielu z nich miało masę wątpliwości, bo potrafili postawić się na miejscu Polaków. Na pewno nie wszyscy, ale chociaż niektórzy.
      Dziękuje pieknie za komentarz :)

      Usuń
  11. Końcówka rozdziału jest naprawdę wstrząsająca. Aż mi się zachciało płakać... jejku... biedny Bernhard. Po co tym głupim ludziom tak zależy na tej wojnie? Przecież tyle niewinnych istot musi cierpieć przez ich chore ambicje. Nawet takie dzieci. Kiedy zobaczyły Szwedów z pewnością wiedziały, co je czeka. A jeszcze ten mak... Bernhard nie był świadomy tego, co robi. A poza tym podarował dziewczynce chusteczkę. To już pewien pozytywny znak, prawda?
    Rodzina głównego bohatera mnie rozbawiła. On gejem.... hahahha jak to przeczytałam, to serio parsknęłam. Nie wiem, na jakiej podstawie oni snują takie pomysły. Jeszcze dodatkowo go denerwują, zupełnie niepotrzebnie. Ech... mam nadzieję, że kiedyś wreszcie dadzą mu spokój i przestaną zarządzać jego życiem.
    Rozdział jak najbardziej udany, szczególnie ostatni akapit, bardzo mną wstrząsnął. To już mój ostatni komentarz dzisiaj xDD Pozdrawiam serdecznie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo się cieszę, że ta scena wypadła tak, jak wypadła i tak dobrze ją odbierasz. Naprawdę, to dla mnie wielki komplement.
      Bercia to dobry chłop. Za dobry i za miękki na wojnę, jak mówiłam. Oberwie mu się naprawdę przeokrutnie. Za takie przejawy dobrego serca pewnie zostałby wyśmiany przez innych żołnierzy.
      Gustaw jest, no cóż, specyficzny :D Ja osobiście za nim przepadam :D Ale fakt, posądzać brata o coś takiego, w tamtych czasach, to bardzo śmiała rzeczy. Gdyby to była prawda, mógłby zostać skazany na śmierć. Bernhard, znaczy. A jeśli chodzi o całokształt rodzinki, do moim faworytem jest Bengt - jego debiut nastąpi sporo później, ale szczerze, to ja już nie mogę się doczekać.
      Dzięki piękne za komentarz i za wszystkie komplementy :D Naprawdę dałaś mi dużego kopa do pisania :D
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  12. Zgodnie z obietnicą wróciłam ^^
    O ile Bengt i Gabriel byli w stanie z powodzeniem Gustawa tolerować, o tyle Bernhard absolutnie odwrotnie. — no jakbym widziała siebie, znaczy akurat nie chodzi o Gustawa, ale ogólnie ;-; wiesz, o co mi chodzi, nie?
    To sam się z nią ożeń — awww <6 piękna riposta
    jego argumenty spływały po starszym Oxenstiernie jak po kaczce. — ten, tego, znów pozdrawiam :D
    Korona, która upadnie pod falą nadchodzącą z północy. — jak ładnie ujęte, jestem pod wrażeniem (nie żebym Cię nie doceniała, ale bardzo mi się podoba)
    nie rozumiał więc z czym tak właściwie szanowny pan Wittenberg miał problem. — haben Sie ein Problem, Herr Wittenberg? Es wird _____ * cenzorwizja mode: on * ;-;
    —MOŻECIE ZAPOMNIEĆ O JAKICHKOLWIEK ŁUPACH WOJENNYCH! — do uszu Bernharda dotarł wściekły głos feldmarszałka, który najwyraźniej właśnie wylewał z siebie cały gniew na biednego sternika. — BĘDZIECIE CZYŚCIĆ KONIE CAŁEMU ODDZIAŁOWI PRZEZ NAJBLISZE DZIESIĘĆ LAT, WY OSŁY, NIEROBY, GŁĄBY PATENTOWANE… — Arvid, zjedz Snickersa, bo jak jesteś głodny to zaczynasz strasznie gwiazdorzyć DDDDDD:
    Wyciągnął do dziewczynki rękę z kwiatem. — wydaje mi się, że kojarzę skądś podobną scenę, ale nie wiem, skąd… nieważne. W każdym razie nieco się wzruszyłam, zwłaszcza że od początku tego akapitu (mam tu na myśli fragment po tej gwiazdce) pobrzmiewa mi w głowie The Valley of the Moon Lisy Gerrard (klik), nie wiem, dlaczego. Ale utwór bardzo mi się podoba, polecam.
    Też bym się rozpłakał, jakbym zobaczył nad sobą taką paskudną mordę — oesu, to było okropne XD
    Czasami los stroi sobie z ludzi naprawdę okrutne żarty. — tak bardzo życiowe D:

    Z każdym rozdziałem Twoje opowiadanie coraz bardziej mi się podoba. A ten rozdział to chyba póki co mój faworyt, tak czuję. Bo Bernhard :D. Tak, zdecydowanie go lubię. Ale jego bracia są faktycznie mega irytujący, chłop ma trzydzieści lat (już nawet mi się nie chce sprawdzać, czy dokładnie, czy nie, a nie pamiętam, sorka D:), to jest już duży i samodzielny ;-; ja bym pewnie skuła mordę każdemu, kto by się wtrącał do mojego życia, zresztą już teraz mam takie zapędy, no ale ja to ja. Jak rozdawali wyczucie sytuacji, poczucie taktu i tak dalej, stałam w kolejce po… nie wiem, po co, pewnie po właśnie ich brak XD ewentualnie wścibstwo, bo często mam tak, że strasznie lubię wszystko wiedzieć. Hehehe.
    Z mojej strony to chyba tyle.
    Nawiązując do Twojej odpowiedzi na mój ostatni komentarz — z chusteczką Ci wyjaśnię, co i jak, ale mailem, to od razu załączę odpowiedni fragmencik z Fabryki oficerów, może być? :> a, skoro już przy tym jestem, Marion to imię jednej z moich ulubionych postaci właśnie w wyżej wymienionej książce, fajna kobitka ^^
    Lecę czytać dalej, bo moje rzekome alter ego mnie nie kocha i nie da o sobie pisać D:
    Pozdrawiam
    Amnezja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WSTYD MI, ŻE JA U CIEBIE TAK RZADKO BYWAM D: Znaczy się, dziś mnie pewnie nie będzie (z powodów, o których Ci na koniec maila pisałam :D), ale jutro to już zajrzę :D I może też się zbiorę i więcej poczytam :D
      taktak, doskonale łapię :D
      No, też mi się podoba :D Berci zresztą zdarzają się takie przebłyski ;p
      TO NIE BYŁO CELOWO. NAPRAWDĘ XD Btw, wiesz, właśnie skojarzyłam, że siostra chłopaka mojej siostry ma ksywkę Kaczka XD
      A dziękuję, nawet nie myślałam, że to jakieś ładne albo coś :D Ta fala tam wylądowała, bo potop, nie? :D Ale bardzo się cieszę, że mi się udało XD Ty we mnie nie wątpisz, ale ja w siebie tak XD
      WTF, nie czaję niemieckiego? XD
      XDDDDDDD NIE, SNICKERS WYGRAŁ XD Ale Arvid Wittenberg to u mnie straszny choleryk, na pewno jeszcze wiele takich kwiatków z jego ust padnie :D
      Nie kojarzę takiego motywu, ale łapię się na tym, że często niestety wymyślam jakieś powtarzalne motywy, no więc D:
      HEJ ZNAM TO. Bardzo ładny utwór, naprawdę. Z tego typu utworów mogę Ci polecić to: https://www.youtube.com/watch?v=7AensT8ntoY
      BO BERCIA JEST PASKUDNY. O. GUSTAW PRAWDĘ RZEKŁ XD

      Jejku jejku, tak się strasznie cieszę <3 Naprawdę, powaga :D Ten rozdział akurat też należy do moich ulubionych. Co prawda nie przebije tych, które rozgrywają się w Warszawie, ale to dopiero ok. rozdziału 14 :D
      Taktak, prawie 30, 27 :D Ale kto by pamiętał takie rzeczy ;p Też bym, na takich wsiadła, no ale Bercia to Bercia, on jest za spokojny na coś takiego... Ale nie martw się, przyjdzie i jego czas :D
      TO WITAM W KLUBIE, JA PEWNIE STAŁAM W TEJ SAMEJ KOLEJCE XD

      Okejeczka, to ja czekam w takim razie :D A widzisz, jak trafiłam? To u mnie oczywiście Mairon jest ulubieńcem, wcale go we Władcy Pierścieni nie lubiłam, ale jak przeczytałam Silmarillion to całkiem zmieniłam zdanie *.*
      Dzięki piękne za komentarz :D To ja idę odpowiadać dalej :D

      Usuń
  13. No witam :D Ten komć będzie troszkę biedacki, a troszkę chaotyczny, więc szykuj się na ostrą jazdę! XD
    Dobrze, to tak. Cieszę się ze sceny na morzu. Zawsze są korzystne, a jak je filmować, to w ogóle, sól w ubraniach, szaroniebieskie fale wokoło, wiatr rozwiewający fabuluśne włoski i tak dalej. Fabuluśne, bo Gustaw, o ile zrozumiałam, ma tycjanowskie. Jestem nimi zniszczona. ;_____; Ale k, już nic nie mówię i wracam do zachwycania się.
    No więc podoba mi się naturalne zachowanie braci, że próbują dopytać najmłodszego członka rodziny, jak mu tak idzie z narzeczoną. To w zasadzie normalne, ale jak ponownie przeglądałam tekst, uznałam, że warto o tym wspomnieć. :D
    Ile lat miał Gustaw? [pięć minut gugla] Trzydzieści? Kurczę, dobrze, że pisałaś otrzeźwiające "młodszy z Oxenstiernów", bo bez tego jak nic uznałabym, że Gustaw jest młodszy. Podświadomie. Rozumiem, że to taki wiecznie młody człowiek i fokle, i to jest całkiem fajne :D Ale łatwo mu nie wybaczę tego nabijania się z Berci, o.
    Bardzo podoba mi się, jak równoważysz kwestie z opisami czynności. Kiedyś robiłam tak, że opisywałam każdy ruch i każde skrzywienie i to było tragiczne, ale nauczyłam się zwracać na to uwagę. No. Także zauważam i doceniam. :D
    "—To sam się z nią ożeń — burknął w odpowiedzi Bernhard" Sama nie wiem, dlaczego to było takie piękne XD
    "—Właściwie tak — odpowiedział szczerze, szczerząc się przepraszająco." To tak samo, też piękne. XD
    " Gustaw przez moment wydawał się odrobinę zmieszany, ale szybko odzyskał rezon.
    —Właściwie tak — odpowiedział szczerze, szczerząc się przepraszająco"
    To też! XD No dobra, może to przez to, jak zareagowało by 99% społeczeństwa "kto, co, jaki Erik, nieskądżeznowu!" A tutaj Gustaw był rozbrajający i ma +10. :D
    "Czy problem aby nie tkwi w tym, że ona… jest kobietą?"
    Tutaj napisałam Ci o tym, że śmiechłam i moim pierwszym skojarzeniu, a jak się dowiedziałam, że mam rację to zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej. ;____; Ale potem przeanalizowałam sytuację i uznałam, że a. to wygrało. b. Biedny Bercia, że go o to posądzają. D: c. Taka uwaga była przegenialna, jak na nią wpadłaś? :D Mnie by coś takiego nigdy nie wpadło do głowy, niestety. Ale to było i niespodziewane, i kreatywne, i fokle. Czapki z głów :D
    „Dopiero po jakimś czasie ukrył w twarz w dłoniach, starając się uspokoić i resztkami siły woli powstrzymać się od wyrzucenia brata za burtę.”
    Tak absolutnie swoją drogą, chciałabym to zobaczyć, nawet jeśli niechęć do Gustawa przeminęła jak sen złoty. Po prostu ubrałaś to w słowa tak ślicznie, że nie mogłam się powstrzymać od wizji Gustawa plującego wodą wśród fal, chichotu żołnierzy i jakiegoś FACETCOTYROBISZ, najprawdopodobniej w wykonaniu Erika. Napisałam, że Bengta, ale w sumie go tam nie było. WIĘC ;____;
    To był imagin. Jedziemy dalej.
    Opis plaży bardzo ładnie Ci wyszedł, był lekki i bardzo przyjemny w odbiorze, zwłaszcza że część pojawiła się przez pryzmat okularów Berci. Takie zagrania wychodzą zawsze dobrze, a tutaj wyjątkowo. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. „ i ogarnęła go pewnego rodzaju zaduma.” Jak na największy pierwiastek melancholika przystało. Bo chyba ma, nie? Czy coś źle odbieram? ;_; Ale by było głupio, jakbym źle odbierała! XD
    Mądre są te przemyślenia. Niestety prawdziwe. I spodziewam się, że na prawdziwej wojnie niektórzy też musieli tak myśleć – i co wtedy mieli im odpowiedzieć? Zwłaszcza wyżej postawionym, bo szeregowiec może usprawiedliwić to słabym stanem finansowym i tak dalej. Ale tak to bardzo słabo. D:
    „— Jeśli sądzisz, że to jest sytuacja pod kontrolą, to znaczy, że jesteś o wiele głupszy niż ten twój gburowaty braciszek!” Na privie mówiłam Ci, że to chyba chodziło o Bercię, o ile zrozumiałam. Ale przeczytałam tekst raz jeszcze i dochodzę do wniosku, że chyba jednak nie o niego chodziło – w końcu Bercia jest przyszłym zięciem Wittenberga, a z rodziny lepiej nie robić sobie wrogów. I pewnie chodziło o Bengta. Ale swoją drogą, Bengt – przynajmniej jak ta mój gust – to raczej inteligentny facet. Więc. ;_;
    „—Lepiej każ tym swoim przygłupim osłom wziąć się do roboty, bo jak nie zmienią kursu to się zaraz w tę twoją Polskę po samą rufę wbijemy! — „ Okej, to mu wyszło XD
    „Miał blond włosy, ścięte krótko i schludnie, w odcieniu o kilka tonów ciemniejszym niż sam Oxenstierna”
    Czyli co, Bercia miał taki fabuluśny popielaty blond? Czy tamten miał ciemnoblond na pograniczu z jasnym brązem? Gubię się, zawsze widziałam Bercię z takimi włosami... Jakby to nazwać. Trochę jaśniejszymi niż złoto. Nie będę rzucać nazwami farb do włosów, ale pewnie farba Na Bercię miałaby nazwę 03426 SZWEDZKI RUMIANEK czy coś. Nie pytaj.
    Cały akapit poświęciłam kolorowi włosów Berci. Bądź dumna. Albo i nie i przepraszam. XD
    Ragnar ma śliczne nazwisko, mówiłam Ci. Oczywiście, że nie mogłam przeczytać go za pierwszym razem, ale jest śliczne. D:
    —MOŻECIE ZAPOMNIEĆ O JAKICHKOLWIEK ŁUPACH WOJENNYCH! — do uszu Bernharda dotarł wściekły głos feldmarszałka, który najwyraźniej właśnie wylewał z siebie cały gniew na biednego sternika. — BĘDZIECIE CZYŚCIĆ KONIE CAŁEMU ODDZIAŁOWI PRZEZ NAJBLISZE DZIESIĘĆ LAT, WY OSŁY, NIEROBY, GŁĄBY PATENTOWANE…
    Ależ ten Wittenberg ma zasób przyzwoitych obelg! Jestem pod wrażeniem.
    Tajga to ładne imię, mówiłam już? Może nie dorównuje Żabie, noale nie wszyscy są Cecylką.
    Odnośnie dalszego fragmentu muszę się wypowiedzieć całościowo: był piękny. Autentycznie, jestem nim zachwycona, nawet sprawdzanie mi się wyłączyło. I opis tych dzieci, i ich naturalna reakcja wyszły Ci znakomicie, problem językowy tak samo. A zagranie na kwiatek było fenomenalne, serio, strasznie spodobała mi się ich rola i to, że pisałaś o nich już wcześniej, bo tło zrobiło się, no, cielesne.

    JEZU HTML NIENAWIDZI MNIE TEŻ TUTAJ ;_;

    OdpowiedzUsuń
  15. „ Dziewczynka chciała oddać mu chusteczkę, ale on pokręcił głową – po pierwsze wcale jej nie chciał, a po drugie miał nadzieję, że ta marna rzecz, która jednocześnie była właściwie wszystkim co miał, pozwoli tej dziewczynce i jej bratu kiedyś pomyśleć dobrze o jakimś Szwedzie, który nie mógł im powiedzieć jak bardzo nie chciał tu przyjeżdżać i jak bardzo nie chciał ich skrzywdzić.” To serio jest genialne. Aż mi się smutno zrobiło ;_____;
    „—Też bym się rozpłakał, jakbym zobaczył nad sobą taką paskudną mordę”
    I cały smutek szlag trafił XD Gustaw pomocny; dobrze Ci wyszła ta kreacja :D

    „Bernhard dopiero po paru godzinach pojął ironię tego, co zrobił; dał dziewczynce mak – kwiat, który nieodparcie kojarzył się ze śmiercią, jako symbol poległych na wojnie żołnierzy, i który – jak twierdzili niektórzy – najlepiej rósł na krwi.
    Czasami los stroi sobie z ludzi naprawdę okrutne żarty. ”
    NO NIE
    Serio, to zdanie było cudownym i wspaniałym zak0ńczeniem rozdziału. Maki uwielbiam, ale fajnie wiedzieć, że wierzono przed Monte Cassino w ich trombocytolubność. I że tak je postrzegano. Trochę straszne i smutne, także naprawdę – ten rozdział znakomicie Ci wyszedł, choćby pod kątem tego dopracowania tła kwiatków.
    Chyba tyle na dziś. Nie wiem, co mam dodać jeszcze – że kreacje się zarysowywują silniej to wiesz, że opisy były świetne też, wątki bardzo zgrabne. No nie wiem, co mam dodać – to chyba już się pożegnam. :D Pozdrówki!


    I sorki za rozbicie w taki sposób - brakuje mi w tym doświadczenia ;_____;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I z tego wszystkiego rozbiłam komentarze nie w odpowiedziach. Wszystko przez te ograniczenia. Na szczęście nie cierpię - nienawidzę htmli prawie tak bardzo, jak on mnie. D:

      Usuń
    2. Chyba żartujesz D: Chciałabym, żeby moje BIEDACKIE komcie tak wyglądały D:
      No tak coś czułam, że sceny na morzu Tobie ze wszystkich czytelników najmnocniej przypadną do gustu :D Zniszczona? NIE PODOBAJĄ SIĘ? D: Ale owszem, falubuśny to takie piękne słowo do opisu Gustawa :D
      A cieszę się, chociaż prawdę mówiąc, mnie też to przyszło jakoś naturalnie i nawet nie zwróciłabym na to uwagi, gdybyś Ty nie wspomniała. Ale to się naprawdę bardzo cieszę, że przypadkiem mi coś fajnego wyszło :D
      Tak, wiecznie młody zdecydowanie do niego pasuje – szczególnie, że trochę Ci o nim opowiadałam, to jak wiesz, co on tam w przyszłości ma odstawiać, to tym bardziej to do niego pasuje :D Oj, tak to w rodzeństwie już jest, szczególnie, jak się go ma dziesiątkę, że ktoś musi być kozłem ofiarnym D: No i padło na najmłodszego D:
      TEŻ TAK ROBIŁAM. Ale to zajmowało stanowczo za dużo czasu, miejsca i było zbędne, to i się oduczyłam. DZINENA BARDZO <3

      Okej, na te wszystkie wyszczególnione jako GOLD fragmenciki może nie będę odpowiadać, a powiem tylko piękne DZIĘ-KU-JĘ :D
      Jeśli natomiast chodzi o te ich podejrzenia, to sam ten wątek przyszedł mi do głowy podczas oglądania największego pięciominutowego gówna, jakie świat widział aka Hetalii XD Bo mówiłam Ci, że w Hetaliowym kanonie Szwedek jest gejem. Wtedy byłam jeszcze na etapie założenie, że to ficzek, no i postanowiłam, że skoro tutaj gejem nie jest, to niech chociaż jakieś malutkie odniesienie do kanonu będzie. NO I JEST. A w ogóle, to to była gruba sprawa w sumie, bo za homoseksualizm wtedy karano śmiercią D: Nie wiem jak w innych krajach, ale w Skandynawii na pewno. Niemniej jednak bardzo się cieszę, że Ci się podobało :D
      A dzięki, dzięki <3 DAMN, ALE JAK TAK POWIEDZIAŁAŚ, TO JA TEŻ BYM CHCIAŁA TO ZOBACZYĆ XD A tak btw, to wiesz, że jak pisałam ten rozdział, to wtedy jeszcze Bengta miałam jakoś wcale szczególnie nie uwzględniać w historii? ALE BYM BYŁA PRZEGRYWEM, NIE? XD
      Ech, no tych okularów to akurat w ostatecznej wersji chyba będę się musiała pozbyć D: No ale grunt, że póki co jest się czym nacieszyć :D
      Nienienie, spokojnie, bardzo dobrze go odbierasz :D Ale właśnie poruszyłaś temat, który mnie też chodził po głowie – okej, ja wiem, że nie wszyscy ludzie są tak naprawdę, prosto z serduszka dobrzy, właściwie to takich jest mniejszość, ale ja po prostu nie wierzę, że wszyscy z entuzjazmem i biegiem zasuwali na wojnę. No po prostu tego nie łykam.
      Nie, też Ci tam na privie mówiłam, że to chodziło o Bengta, bo ze znanych Ci powodów on baaardzo drze koty z Wittenbergiem. Pan Arvid to dopiero zacznie wieszać psy na Berci, ale to za jakiś czas. A Bengt to jest akurat chyba centralnie najinteligentniejszą postacią u mnie ;____; BOŻE JAK JA GO FAWORYZUJĘ ;_;


      O BOŻE SZWEDZKI RUMIANEK XD Idę zaraz sobie farby szukać, to się rozejrzę za czymś równie pięknym XD PS. Wiesz, że jest bardzo ładny blond, który nazywa się STOCKHOLM? I jest jeszcze VIKING. Ale ja go nie używam akurat, nie na moją kieszeń, 32 zł za opakowanie, dzięki bardzo ;_____; No, ale dobra, nie o tym miałam gadać. No, w mojej wizji Bercia zdecydowanie ma bardzo jasne, popielate kłaczki. Ale serio, w żaden sposób tego nie narzucam, jak Ci się lepiej taki złocisty podoba, to żaden problem :D
      BAŁAM SIĘ UZYĆ CZEGOŚ OSTRZEJRZEGO, NIE MAM POJĘCIA SKAD BRAĆ OBELGI, HALP D:
      Chyba nie mówiłaś, ale wiesz, sama najlepiej wiesz, jak to jest z moją pamięcią… D: Dziękuję, naprawdę. Jak się sprawdzanie wyłączyło, to znaczy, że musiało być naprawdę dobrze. Dziękuję bardzo <3 Tonę w samozachwycie przez Ciebie D:

      MNIE TEZ NIENAWIDZI, NIE MARTW SIĘ.
      <3 Wiesz co, może nie powinnam tak mówić, ale się cieszę, że się smutno zrobiło. Znaczy, że wyszło dobrze.
      TAK JEST, GUSTAW APROBUJE :D A tak całkiem serio, to dzięki bardzo :D


      Oj, ile ja guglałam te maki…
      Ale serio, naprawdę aż się rozpływam na te wszystkie komplementy, powaga. ACH IDĘ SPŁONĄĆ Z RADOŚCI. O BOŻE SERIO. TEN WCZORAJSZY KOP DALEJ DZIAŁA. FEEL MY LOVE ASDFGHJKL <3

      Usuń