piątek, 7 marca 2014

Rozdział II



Maj 1655, Łukowce
Toris był zdenerwowany; wyłamywał sobie palce, siedząc na murku i śledząc wzrokiem Cecylię. Wyczesywała właśnie swojego konia, szczebiocząc wesoło, a on myślał tylko o tym, jak bardzo nienawidził siebie za to, co będzie musiał jej powiedzieć.
Cecylia nie zwróciła nawet uwagi na to, że coś go męczy. Nie to, żeby go ignorowała – kwestia była raczej taka, że Toris wiecznie się czymś zadręczał i dla Cecylii stało się to normą na tyle, że przestała pytać. Tym razem jednak problem rzeczywiście istniał; Laurinaitis nic sobie nie wymyślił, nie wmówił. Nie tym razem.
Ojciec kazał wracać do Kiejdan. Ponoć wojna się szykowała. Kolejna, jakby było mało tej, która już trwała. Toris nie chciał jechać, nie chciał wracać na wojnę; zbyt dużo bólu już widział, zbyt dużo cierpienia. Musiał przyznać się sam przed sobą, że bał się okrutnie: bał się o życie, bał się o swoją przyszłość – bo kogo zrobi z niego kolejna wojna? Wiedział, że jest za słaby. Że zbyt łatwo daje emocjom sobą zawładnąć. Że za bardzo go ponosi. Że za bardzo się przejmuje.
Bał się, że nie zobaczy Cecylii już nigdy więcej. Że przyjdą tu, do Łukowców, że ją zabiją albo zrobią coś gorszego. Że tym razem nie będzie miała szczęścia. Że będzie musiała cierpieć.
Jesteś tchórzem, Torisie Laurinaitis, powiedział głos w jego głowie, a on nie śmiał nawet zaprzeczyć.
Tak, Toris był tchórzem. Nie potrafił nawet spojrzeć swojej narzeczonej w oczy i powiedzieć, że musi jechać. Że ślub trzeba odłożyć. Że umrze bez niej. A co dopiero pójść na wojnę i ryzykować życie? Tak przynajmniej wyglądało to z punktu widzenia młodego Litwina.
Idę się przebrać, Toris zawołała do Litwina Cecylia, a on uśmiechnął się blado w odpowiedzi. Zaczekaj na mnie.
Idź, idź wymamrotał tylko, gdy już zniknęła za rogiem.
Dziadek Jurgis stał oparty o murek tuż koło Torisa. Popatrzył na niego niewidzącymi oczyma, jakby mógł dostrzec zmartwienia, malujące się na twarzy młodego chłopaka. Nikt nie pojmował jakim sposobem, ale dziadek Jurgis zawsze wiedział, co komu leży na sercu - nie potrzebował zmysłu wzroku by poznać każdą targającą człowiekiem emocję. Dziadunio był tu dla wszystkich oparciem, zawsze służył radą lub też po prostu towarzystwem i ciekawymi opowieściami, w zależności od potrzeb. Co więcej, nie był tu właściwie niczyim dziadkiem – pan Julian Łukasiewicz, ojciec Cecylii przywiózł go ze sobą lata temu z jednej z wojennych wypraw; już wtedy dziadek Jurgis był niewidomy, jednak odznaczał się dużo lepszą orientacją i koordynacją ruchową niż na przykład taka Cecylia, która była tak niezdarna, że chyba tylko cudem jeszcze się nie zabiła. Tak czy inaczej dziadek Jurgis stał się przyszywanym dziadkiem wszystkich dzieciaków w Łukowcach, w tym Torisa, choć on właściwie w domu Łukasiewiczów bywał tylko gościem; gdy dziadunio Jurgis tu przybył, Toris był najstarszy: miał piętnaście lat, Cecylia dziesięć, a Kornela, najmłodszego Łukasiewicza, jeszcze na świecie nie było. No i pani Zuzanna Łukasiewiczowa jeszcze żyła.
Dziadek podszedł do młodzieńca, tak jak ten się spodziewał, i usiadł na murku po jego prawej stronie. Wlepiał w Torisa swoje ślepe oczy, przeszywał go spojrzeniem na wskroś. Młody Litwin znów wyłamał sobie palce.
Co ci się dzieje, dziecioku? zapytał staruszek właściwym sobie, odrobinę wesołym tonem, a Toris zagryzł usta. Znowu się czymś martwisz?
Ja się zawsze martwię, dziadku zauważył Laurinaitis, a stary Litwin zaśmiał się ochryple.
Och tak, nie idzie zaprzeczyć!odparł wesoło, lecz po chwili spoważniał i położył sękatą dłoń na ramieniu Torisa. – Ale dzisiaj to się martwisz za dwóch. Jakbyś miał na ścięcie iść.
Blisko odparł Toris, wzdychając głośno. Rozejrzał się, czy aby Cecylii nie ma w pobliżu – nie chciał, żeby usłyszała. Ojciec kazał wracać do Kiejdan. Podobno jakieś niepokoje w Szwecji. Król się jeszcze nie martwi, za bardzo jest Rosją zajęty, ale ojciec tak. Jak znów wojna będzie…
A może nie będzie? podsunął dziadek, unosząc wysoko brwi.
Ja tam nie wiem odparł Laurinaitis, całkiem zrezygnowany. Ale czuję w kościach, że to się nie skończy najlepiej.
I nasza ptaszyna nic nie wie? pytał dalej dziadek, a Toris, zgnębiony, pokiwał głową. Dopiero po chwili się zreflektował, że przecież dziadek Jurgis nie mógł tego zobaczyć.
Nie wie   powiedział więc. Ja przy niej tracę całą odwagę, dziadku rzekł zrezygnowany, kręcąc głową. Ile mamy czekać na ten ślub? A już pomijając to, to o ileż można ze sobą walczyć? Człowiek chce tylko trochę wytchnienia, a dostaje… Toris urwał, bo uznał, że cały jego wywód znów zaczynał zakrawać o atak histerii. Oddychał głęboko, by się trochę uspokoić. Mam dość ciągłego spychania Cecylii na bok i dość strachu o życie nas wszystkich. Chcę tylko… Nie wiem. Chcę tu zostać. Chcę być tylko szarym człowieczkiem, na którego nikt nie zwraca uwagi. Chcę być mężem i ojcem, a nie żołnierzem.
Wszyscy mamy pewne obowiązki, chłopcze odpowiedział mu na to po długiej chwili milczenia dziadek zaskakująco poważnym tonem. I zawsze znajdą się takie, których człowiek nie chce wypełniać. Wojna to nie jest nic miłego. Mogą ci oczy wypalić, albo…
Dziadku!
No co? Popatrz na mnie, ja jestem tego świetnym przykładem – bronił się dziadek Jurgis. – Ale widzisz, mnie ta pruska hołota dostała w swoje łapska i próbowała nawrócić, psia mać, a i tak żyję i mam się dobrze. Ja żem tylko chciał powiedzieć, że ty wszystko widzisz w czarnych barwach. A przecież już żeśmy raz Szwedów wywalili na zbite mordy! To co, drugi raz się nie uda?
No dobrze, to był faktycznie jakiś argument. Polacy nigdy się nie poddawali; choćby nie wiem co stawali do walki, do ostatniej kropli krwi albo do zwycięstwa. W innych sprawach to może nie mieli znowu tak wielu powodów do chluby, faktem jednak pozostawało, że inne narody słusznie drżały przed koronnymi wojskami - próżno szukać drugiej takiej armii, polscy żołnierze naprawdę nie mieli sobie równych.
Ale ty nie jesteś Polakiem, podpowiedział złośliwy głosik w głowie Torisa, a on znów nie mógł temu zaprzeczyć. W tym właśnie tkwił cały problem.
Twoja Cecylia to zrozumie. Dobiegł do jego uszu głos dziadka Jurgisa. To jest dobre dziecko. I w ogień by za tobą poszła, wiesz, dziecioku?
Toris westchnął głęboko, czując nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej; dziadek Jurgis miał świętą rację i choćby Toris nie wiadomo jak bardzo chciał zaprzeczyć – nie mógł. Odgarnął włosy z twarzy i dopiero po dłuższej chwili odpowiedział:
Wiem. I to jest najgorsze.
To była prawda, Cecylia była oddana i gotowa na wszystko dla osób, na których jej zależało. I byłaby gotowa ratować mu skórę, jeśli byłoby trzeba – ta myśl dobijała go najbardziej, bo przecież to on był mężczyzną, to on powinien dawać jej poczucie bezpieczeństwa, a nie zostawiać ją samą jak palec, by mierzyła się z problemami z utrzymaniem majątku (bo takie na pewno się pojawią, jeśli dojdzie do wojny – szwedzka armia musi przejść przez Pomorze, a przecież wszyscy wiemy, jak wyglądają wojny; oby na splądrowaniu majątku się skończyło, oby nie zrobili niczego gorszego, bo mogli, naprawdę mogli), podczas gdy on będzie najpewniej musiał siedzieć na tyłku w Kiejdanach, broniąc majątku ojca, albo też stanąć do walki na otwartym polu – sam nie wiedział, co z tego wszystkiego było najgorszą perspektywą.
Ty powinieneś składać ręce do Boga za taką żonę! Dziadek wycelował mu sękatym palcem dokładnie między oczy. Jak on to robił – Toris nie pojmował i chyba nigdy nie miał pojąć.
Jeszcze nie jest moją żoną mruknął gorzko, bo naprawdę to był dla niego w tej chwili ogromny problem. Nie było nawet jak przyspieszyć ślubu, bo wyjechać miał dosłownie na dniach.
To ja nie wiem, na co ty czekasz.
Dziadunio Jurgis był tak pełen pogody ducha i optymizmu, że doprawdy nie mieściło się to Torisowi w głowie; nie z jego postrzeganiem świata w czarnych barwach, z jego talentem do wymyślania sobie problemów i ogólną skłonnością do utrudniania sobie życia.
Tymczasem czyjeś ręce oplotły go od tyłu; Cecylia oparła policzek o jego głowę, a jej warkocz koloru słomy opadł na jego ramię. Ujął na chwilę jej dłoń i spojrzał na nią; wlepiała w niego swoje błyszczące, kocie ślepia, a jej piegowatą buzię rozjaśniał uśmiech. Na ten widok Toris poczuł się jeszcze gorzej, o ile to w ogóle było możliwe.
Tak się okropnie niecierpliwisz? mruknęła zadziornie, a dziadek Jurgis zaśmiał się cicho. A mówią, że to ja jestem w gorącej wodzie kąpana.
Bo jesteś zauważył Toris, co by nie rzec, zgodnie z prawdą.
Wytrzymasz jeszcze parę miesięcy potargała torisowe włosy i odeszła, wysuwając dłonie z jego uścisku. Wstał więc, ponieważ wybierali się na konną przejażdżkę do lasu.
Dzięki za wysłuchanie, dziadku mruknął jeszcze młody Litwin, a staruszek tylko machnął ręką na znak, że nie ma o czym mówić.
Nim Toris zdążył wsiąść na swojego karosza, Cecylia już dawno wskoczyła na grzbiet Żabie i pomknęła w stronę lasu, wołając za narzeczonym: „No dalej, Toris, nie ociągaj się tak!”. I owszem – Cecylia wpadła na osobliwy dość pomysł nazwania konia Żabą. Konia, który – jak by nie patrzeć – żaby w żaden sposób nie przypominał. Była to ładna, izabelowata klacz, młoda jeszcze i ruchliwą, a więc idealna dla żywiołowej Cecylii, która nie mogła długo usiedzieć w miejscu. Był to koń o doskonałym rodowodzie – hodowany dla polskiego wojska; nie dał się ułożyć jak trzeba dla husarii, więc został odesłany. Przejął ją ojciec Cecylii, pan Julian, i sprowadził jako prezent dla córki na jej dwudzieste urodziny. Cecylia nie posiadała się radości – Żaba z resztą też – chyba nikt nigdy nie poświęcał jej tyle uwagi, co Łukasiewiczówna; Cecylia nawet prowadziła z klaczą długie monologi i czasami – w stanie, co prawda, dość sporego upojenia alkoholowego – Toris mógłby przysiąc, że Żaba doskonale rozumiała, co Cecylia do niej mówi.
Poczekaj na mnie, na Boga! zawołał za nią Toris, spinając konia, odpowiedział mu jednak tylko głośny śmiech Cecylii. Pognał więc za nią, żeby przypadkiem jej nie zgubić.

*

                Toris był jednym wielkim wyrzutem sumienia, gdy Cecylia wpełzła mu na kolana i spojrzała na niego z góry z zadziornym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Nie powinien był, bo przecież do ślubu było jeszcze daleko, ale jego ręce same odnalazły jej wąziutką talię, a później ładnie zaokrąglone biodra. Nie powinien był też pozwolić jej popchnąć się na ziemię i nachylić nad nim, by jej usta znalazły się dosłownie milimetry nad jego własnymi. Serce biło mu jak szalone, bo im bliżej była, tym trudniej było mu myśleć; jednocześnie im dalej to szło, tym wyrzuty sumienia stawały się większe i większe, niemal rozrywając go od środka.
                Taki jesteś niecierpliwy, Liciu? zapytała go Cecylia konspiracyjnym szeptem, nachylając się jeszcze niżej. Jej gorący oddech owiewał jego twarz i nie sam już nie wiedział, czy to przez to jest mu tak piekielnie gorąco, czy może po prostu był to wynik zawstydzenia, jakie jego narzeczona w nim wywoływała.
                Cecylio, nie można tak odpowiedział jej również szeptem, właściwie nie wiedząc czemu; dziwactwa Cecylii czasami po prostu mu się udzielały. Nie wypada… Nie można… Dlaczego ty to jeszcze utrudniasz? wydusił w końcu z siebie, przeklinając się za swoją słabą wolę.
                Cicho bądź uciszyła go tym samym, zadziornym tonem. Tyle lat, Toris…
                Szyszki uwierały go w plecy, igły wchodziły we włosy i pod ubranie, kłując go dotkliwie, a miękkie, gorące usta Cecylii sprawiały, że resztki jego trzeźwego myślenia odchodziły w niepamięć. Nie powinien był jej całować, nie w taki sposób, jeszcze nie teraz…
Lenkija szepnął, jednak przeszło to zupełnie bez echa. Sam jakby nie do końca był pewien, czy chce ją odepchnąć.
Ale musiał, musiał – ona była taka lekkomyślna, taka impulsywna i chyba dodatkowo nie rozumiała, że jeśli to pójdzie dalej, to sama sobie może narobić szkód, bo przecież co ludzie zaczęliby o niej mówić, jeśliby się to wydało! A on naprawdę nie miał nieskończonych pokładów cierpliwości i wstrzemięźliwości; musiał, musiał to przerwać zanim zaszłoby za daleko – a Cecylia była na doskonałej drodze do doprowadzenia go na skraj wytrzymałości.
Lenkija powtórzył odrobinkę głośniej i pewnej, a Cecylia spojrzała na niego tymi swoimi wielkimi, zielonymi oczami. Ręce zatrzęsły mu się okropnie, sam nie wiedział czy to z frustracji, czy ze zdenerwowania. W głowie, jak na złość, kołatała mu się tylko myśl o wojnie, boleśnie dając się we znaki, bo widział teraz dokładnie, co straci, co kolejny konflikt mu odbierze. Odsunął ją od siebie delikatnie, a ona patrzyła na niego z mieszanką wyrzutu i niezrozumienia.
Co się dzieje, Toris? zapytała naiwnie zmartwionym tonem, a jemu pozostało tylko się roześmiać na widok jej miny. Krótko i urywanie. Nie chcesz mnie?
Oszalałaś? zapytał, ujmując jej twarz w dłonie. To nie tak, kochana. To zupełnie nie tak. Po pierwsze, to muszę dbać o twój honor. Uśmiechnął się blado, a Cecylia przewróciła na to oczami.
Toris, no ale ileż można! Przecież ja nie jestem z drewna! zawołała oburzona i Toris momentalnie pojął, że ten argument nie przemówi jej do rozsądku. Pozostała jednak jeszcze jedna kwestia i Laurinaitis musiał, naprawdę musiał jej to powiedzieć, tu i teraz, bo wiedział że inaczej nigdy się do tego nie zbierze.
Zauważyłem odpowiedział jej na to względnie wesołym tonem. Po chwili jednak spoważniał. Cecylio, musimy porozmawiać. To bardzo ważne.
Co takiego? zapytała poważniejszym już tonem. Zmarszczyła jasne brwi, wpatrując się w Torisa intensywnie.
Musimy odłożyć ślub.
Jego usta same wymówiły te słowa, on jakby nie miał już żadnej kontroli nad swoim ciałem i swoimi czynami. Cecylia zamrugała kilka razy, nie mówiąc ani słowa. Uśmiech powoli spływał jej twarzy, by mógł zastąpić go żal i zdziwienie.
Nie rób sobie ze mnie żartów powiedziała zaskakująco jak na nią poważnym tonem. To nie jest zabawne.
 Laurinaistis czuł się okropnie, gdy musiał jej powiedzieć, że nie żartuje.
Ojciec wzywa mnie do Kiejdan wydusił z siebie, z trudem zmuszając się do patrzenia jej w oczy. To nic pewnego, ale boją się ataku.
Rosjan?
Szwedów.
Cecylia zamilkła zupełnie i chyba nigdy nie wydała się Torisowi tak poważna, jak w tym właśnie momencie. Patrzyła na niego swoimi jasnymi, teraz jakby zmatowiałymi oczami, a na jej twarzy nie czaił się nawet cień uśmiechu.
                —-Jedź — powiedziała w końcu, a na jej twarzy zagościł drżący, wymuszony i wcale nie wesoły uśmiech. — Wszystko w porządku. Rozumiem, że to nie od ciebie zależy.
                Toris nie wątpił w szczerość jej słów i to właśnie bolało najbardziej; Cecylia nigdy nie narzekała (no – nie w tak poważnych sprawach, bo normalnie to właściwie tylko zrzędziła), zawsze była wyrozumiała i cierpliwa, choć Toris podejrzewał, że wewnątrz niej aż się gotowało z żalu i złości – nie na niego, a na sam fakt – bo Cecylia była zbyt żywiołowa i zbyt impulsywna, by przyjąć taką wiadomość ze stoickim spokojem. Laurinaitis miał czasem wrażenie, że Cecylia tylko dla niego starała się tak trzymać – jakby bała się, że jeśli okaże emocje, które nią targają, wtedy wszystkie tamy Torisa pękną i on nie poradzi sobie z problemami. Litwin z jednej strony czuł się tym okrutnie przybity i urażony, bo wstyd mu było, że to jego narzeczona miała o wiele silniejszy charakter od niego; z drugiej jednak strony doceniał jej oddanie i troskę, bo przecież nie płynęły one z chęci zrobienia Torisowi na złość, a ze szczerej chęci uczynienia jego życia łatwiejszym.
                —Cecylio, posłuchaj — zaczął Toris, samemu nie bardzo wiedząc do czego właściwie zmierzał. — To na pewno tylko fałszywy alarm. Może rozejdzie się po kościach i wrócę zanim się obejrzysz, albo…
                —Przestań — powiedziała Cecylia cicho, ale Toris nie mógł jej nie posłuchać. Umilkł w pół słowa i spojrzał na nią pytająco. Cecylia nadal na nim siedziała, choć teraz wyprostowana. Wzrok miała smutny i zamyślony, a jej drobne, szczupłe palce odgarniały mu z twarzy kosmyki brązowych włosów. — Nie mówmy o tym. Jeszcze tu jesteś. I dla mnie to jest ważne. Będziemy się martwić później.
                Uśmiechnęła się trochę blado, w zamyśle jednak z pewnością pokrzepiająco, a Torisa nagle ogarnęło niezmierzone wzruszenie i żal. Zerwał się nagle i niespodziewanie do pozycji siedzącej, jednocześnie obejmując Cecylię w pasie i ratując w ten sposób przed rychłym upadkiem. Jej spojrzenie było cokolwiek zaskoczone, ale Toris nie dbał o to – pocałował ją natarczywie, desperacko, jakby bał się, że to ostatni raz, kiedy dane mu będzie to zrobić; w gardle czuł paskudny ucisk, a pod powiekami zapiekło go okropnie i musiał włożyć dużo pracy w to, aby powstrzymać nadchodzący płacz. Cecylia z początku była zaskoczona, jakby nie do końca rozumiała co dookoła niej właściwie się dzieje, ale po chwili odpowiedziała Torisowi równie desperacko. Przeturlali się na bok; teraz Cecylia leżała na ziemi, a sosnowe igły powchodziły jej pod ubranie i we włosy.
                Toris po chwili przylgnął głową do jej piersi, obejmując ją rozpaczliwie drżącymi rękoma, zaciskając usta i oczy. Cecylia patrzyła w przebijające pomiędzy gałęziami i liśćmi błękitne, jasne niebo, a jej dłoń jakby zupełnie nieświadomie i odruchowo powędrowała na głowę Torisa i poczęła głaskać go uspokajająco, jak dziecko, które u matki szuka pocieszenia i bezpieczeństwa. Żadne z nich nie powiedziało ani słowa; trwali tak przez długi moment, każde pogrążone w swoich myślach.
                Dopiero jakiś czas później ciszę przerwał głos Cecylii.
                —Wracajmy do domu — rzekła cicho, a Toris wstał, choć niczego nie pragnął tak bardzo, jak zostać z nią tu, po środku łukowieckiego lasu do końca swoich dni.

*

Cecylia początkowo nie pojęła w stu procentach znaczenia wieści, jakie przekazał jej Toris. Przez kilka najbliższych dni zachowywała się, jakby zupełnie nic się nie stało – była tak samo roześmiana, rozszczebiotana i męcząca jak każdego innego dnia, i to do tego stopnia, że każdy, łącznie z dziadkiem Jurgisem bał się trochę o jej nerwy – niektórzy zaczęli podejrzewać, że to po prostu taka reakcja obronna, i że Cecylia zwyczajnie sobie nie radzi. Prawda jednak była taka, że Łukasiewczówna przez cały ten czas wmawiała sobie, że to tylko idiotyczny żart, albo że wydarzy się coś, przez co „cała ta wojna zostanie odwołana” – ktoś mógłby rzec, że to nieco naiwne podejście do sprawy i być może miałby rację - Cecylia zachowała w sobie jeszcze wiele z dziecka pomimo, że była już dorosłą kobietą. Coś pękło w niej dopiero ostatniej nocy, którą Toris miał spędzić w Łukowcach. Wtedy uświadomiła sobie z całą mocą, co oznacza kolejna wojna – że to nie tylko utrata Torisa na długie miesiące, jeśli nie lata, ale co więcej, oznaczała też wieczny, nieprzerwany strach – o życie, o dom, o bliskich. Cecylia nie przeżyła jeszcze żadnej wojny, choć dawały jej się odczuć skutki konfliktu trwającego od 1654 roku, z Rosją konkretnie, jednak tak się złożyło, że póki co w okolicach Łukowców obchodziło się bez większych incydentów, a nawet jeśli zbłąkali się jacyś żołnierze, którzy chcieli napaść na Cecylię plączącą się po parafii, to ona zawsze potrafiła sobie w jakiś błyskotliwy sposób poradzić i wyprowadzić żołdaków w pole – bo przecież Cecylia nie była głupia i wiedziała, że jedynym ratunkiem w podobnej sytuacji jest ucieczka, ale nie na oślep przed siebie, tylko przemyślana i sprytna. Łukowców jednak nikt nigdy nie ośmielił się nawet spróbować napaść – walki zwyczajnie toczyły się na wchodzie kraju, Rosjan Pomorze nie interesowało – ale Cecylia wiedziała, że tym razem to może się tak ładnie nie poukładać. Szwedzi mogli zaatakować z dwóch stron: od Inflant, albo od Bałtyku. Obie te możliwości tak samo Cecylię przerażały, ponieważ jednym z pierwszych celów ataku szwedzkiej armii zostałyby Kiejdany, jeśli uderzenie przyszłoby z Inflant, natomiast jeśli Szwedzi natarliby od morza, wtedy Łukowce pewnikiem stały na ich drodze. Osobiście Cecylia skłaniała się raczej do tej drugiej możliwości, jako że na Litwie toczyły się walki z Rosjanami – Szwedzi nie chcieliby raczej się w to mieszać.
Cecylia była córką dowódcy chorągwi husarskiej koronnej królewskiej Juliana Łukasiewicza, oraz siostrą trzech żołnierzy – Kajetana, Gabriela i Aleksandra – była więc względnie obeznana z wojennymi realiami; zdawała sobie sprawę, że tak wielka armia, jaką Szwedzi mogli uderzyć, będzie potrzebowała jedzenia, czasem schronienia, i że często kończy się to zajmowaniem takich właśnie dworków i otaczających ich wsi, jak Łukowce – stojących na uboczu i względnie bogatych, a jednocześnie raczej niechronionych. I cóż Cecylia mogłaby począć w takiej sytuacji? Nic, zupełnie nic i boleśnie zdawała sobie z tego sprawę. A przecież nie tylko o siebie musiała dbać! Pomijając wszystkich ludzi, przyjaciół i sąsiadów, pozostawał jeszcze mały Kornel, który był pod opieką Cecylii. Był to najmłodszy Łukasiewicz, niespełna dziesięcioletni – matka Cecylii i Kornela, pani Zuzanna, zmarła w połogu i to na Cecylii, jedenastoletniej wówczas, spoczął obowiązek zadbania o chłopca. Ktoś mógłby powiedzieć, że to okropne; w rzeczywistości jednak nie wyglądało to tak źle, ponieważ Cecylii pomagała, oczywiście, niemal cała służba – szczególnie angażowała się Erzsebet. Tak poważne obowiązki, które spadły na Cecylię w tak młodym wieku z jednej strony wykształciły w niej bardzo wcześnie troskę i matczyne odruchy, jednocześnie czyniąc ją osobą wrażliwą i chętną do niesienia pomocy; z drugiej strony skutkowały jednak tym, że w Cecylii do tej pory pozostało wiele dziecka – stracone dzieciństwo jakby odrabiała sobie teraz, kiedy Kornel już sam umiał o siebie zadbać, a Cecylia tylko pilnowała, by nie robił głupot.
Bądź co bądź, Cecylia wiedziała to wszystko i zaczęła się bać (pomimo, że wojna ta nie była nawet pewna – już raczej odwrotnie, była tylko pogłoską, której nawet król Jan Kazimierz nie traktował poważnie; ktoś mógłby się pokusić o stwierdzenie, że to tylko ojciec Torisa panikował, Cecylia miała jednak złe przeczucia) – a warto wspomnieć, że Łukasiewiczówna nie należała do osób, które bały się byle czego; już raczej do tych butnych i głupio odważnych. Przyszedł jednak czas, gdy i ona musiała spojrzeć prawdzie w oczy i uświadomić sobie zagrożenie.
Długo nie mogła zasnąć; wierciła się w łóżku, nie mogąc zupełnie znaleźć sobie miejsca. Było jej na przemian za gorąco i za zimno, wiecznie coś nie tak. Dopiero po długich bezsennych godzinach była w stanie przyznać się, że po prostu się boi. Wnętrzności skręcały się jej nieprzyjemnie, a Cecylia kuliła się co raz bardziej, nie wiedząc co ze sobą począć, co zrobić, aby paskudne myśli opuściły jej głowę. W końcu poddała się i postanowiła wstać; jej bose stopy stanęły na drewnianej podłodze, a Cecylia od razu poczuła się lepiej. Poczłapała powoli i po omacku do drzwi; znała swój dom na pamięć i mogłaby go przejść z zamkniętymi oczami, nie widziała więc powodu do szukania świecy i męczenia się z zapaleniem jej. Sama nie wiedziała dlaczego to robi; wiedziała za to, że pewnikiem jej się zbierze, jak zwykle z resztą – bo Cecylia miała sporo problemów z akceptowaniem i przestrzeganiem przyjętych norm zachowań – mimo wszystko jednak szła w stronę sypialni Torisa i nie obchodziło jej, co ktoś będzie miał na ten temat do powiedzenia; potrzebowała teraz kogoś obok siebie, kogokolwiek, kto sprawiłby, że nie będzie się czuła tak żałośnie i boleśnie samotna ze wszystkimi swoimi zmartwieniami w tę ciepłą, majową noc.
Drzwi skrzypnęły cicho, gdy Cecylia je otwierała. Przemknęła cicho do środka i zamknęła je za sobą, starając się, by znów nie zaskrzypiały. Jej oczy przyzwyczaiły się już do ciemności i dostrzegła delikatny, ale jakby nerwowy ruch na łóżku. Była gotowa dać sobie obciąć głowę, że Toris też nie spał i dodatkowo pewnie martwił się po stokroć bardziej niż ona sama.
Weszła do jego łóżka po chwili wahania, obejmując go od tyłu i wciskając twarz w jego kark; miękkie, bure włosy łaskotały jej policzek, odgarnęła je więc delikatnym ruchem ręki. Czuła, jak Toris drży. Nie odezwał się, ale ona wiedziała, że nie śpi. Teraz dopiero zapragnęła nie zasypiać – w ten sposób ta noc mogłaby przeciągać się jeszcze długie godziny, a przecież tylko one dzieliły ją od wyjazdu Torisa. Cecylia w końcu musiała się z tym pogodzić.
Jego delikatne, szczupłe palce splotły się z jej własnymi. Toris westchnął głęboko i w końcu jego niemal niesłyszalny szept przeciął gęstą, ciężką ciszę.
—Nie powinnaś tu być, Lenkija — szepnął, nie puszczając jednak jej dłoni. W jego głosie brzmiał żal i zmęczenie.
—Kogo to obchodzi? — odpowiedziała Cecylia, również szepcząc.
—Zakładam, że na przykład twojego ojca. I mnie. Bo to mnie twój ojciec złoiłby skórę, jakby cię tu złapał.
Cecylia parsknęła śmiechem i przez chwilę poczuła się dziwnie lekko, jakby wszystkie jej troski na moment gdzieś uleciały, nie zostawiając po sobie nawet najmniejszego śladu.
—Przecież mojego ojca tu nie ma — zauważyła. — Ale nie mów, że to nie byłoby tego warte.
Teraz to Toris parsknął śmiechem, aż Cecylia musiała go uciszyć. Tak, Cecylia nie należała do wybitnie skromnych dziewcząt, już raczej zupełnie na odwrót – Torisa zawsze bawiły jej odrobinkę zarozumiałe uwagi, wypowiadane w dziwnie niespodziewanych momentach. Zawsze jednak uważał, że Cecylia była tak dobrą dziewczyną, że na te kilka wad, którymi wyraźnie się odznaczała, mógł człowiek przymknąć oko.
Po chwili jednak ten wesoły nastrój prysnął niby bańka mydlana; bolesna świadomość nadchodzącej wojny i rozstania spadła na nich na nowo, a w pokoju zapadła ciężka do zniesienia cisza, mącona tylko ich oddechami.
—Będzie wojna? — zapytała Cecylia, mocniej oplatając Torisa ramionami.
—Nie wiem — odparł jej na to Litwin, ale jakoś bez przekonania. — Pewnie nie, skoro król się nie martwi. Ale jechać muszę.
—Boję się — wypaliła ni z tego, ni z owego Cecylia.
Toris nic jej na to nie odpowiedział; Cecylia przypuszczała, że to dlatego, że sam też się bał – nie chciał jej po prostu tym martwić.
—Ja wszystko przeżyję — powiedziała Cecylia, znajdując w sobie nagle niespodziewaną siłę. — Tylko wróć zdrów.
Na to też odpowiedziała jej cisza.


Gdy Toris wyjechał, życie w Łukowcach, o dziwo, wróciło do normy. Co prawda w lipcu bracia  Cecylii zostali wezwani do króla, sytuacja jednak nie wyglądała najgorzej, ponieważ miało to związek z wojną z Rosją, a nie ze Szwecją. Nikt właściwie się już wojną nie martwił, wliczając w to Cecylię. Wszystko toczyło się swoim własnym tokiem, z tą tylko różnicą, że teraz to Cecylia była panią we dworze i za wszystko była odpowiedzialna. Ten spokojny, błogi niemalże nastrój ciągnąłby się pewnie jeszcze jakiś czas, gdyby nie to, że pewnego słonecznego, lipcowego popołudnia Kornel przybiegł do Cecylii, drąc się wniebogłosy o żołnierzach maszerujących od morza. Wtedy Cecylia zamarła, a po chwili, gdy odzyskała względny spokój i zdolność myślenia, zgarnęła z ogrodu Erzsebet i we dwie pobiegły na pobliskie wzgórze, by owych żołdaków podpatrzeć.
I faktycznie, szła cała armia żołnierzy odzianych w granatowe mundury i stalowe hełmy; niektórzy jechali na koniach, inni maszerowali pieszo. To był niesamowity i zapierający dech w piersiach widok; Cecylii nigdy wcześniej nie zdarzyło się widzieć czegoś tak majestatycznego, jak maszerujący przed siebie Szwedzi – bo Cecylia nie wątpiła, że były to wojska szwedzkie. Jeden z żołnierzy jadących na koniach zatrzymał się na moment i popatrzył w ich stronę, po chwili ruszając dalej, najpewniej skarcony przez dowódcę  – dopiero wtedy Cecylia uświadomiła sobie, co tak właściwie to oznaczało; aż zakołowało jej się w głowie i Erzsebet musiała pilnować, żeby nie upadła.
Był koniec lipca tysiąc sześćset pięćdziesiątego piątego roku i Cecylia na własne oczy oglądała początek mającej trwać przez następne pięć lat wojny.


Czerwiec 1655, Sztokholm

Po drugiej stronie Bałtyku Bernhardowi wcale nie powodziło się wiele lepiej. Przygotowania do wojny ruszyły pełną parą, podobnie jak pobór – sam Bernhard został wezwany do Sztokholmu w trybie pilnym, musiał więc opuścić Ytterheden w pośpiechu i bez długich pożegnań; może i dobrze się stało, bo właściwie tego właśnie Oxenstierna bał się o wiele bardziej niż samej wojny. Gdy odjeżdżał, pobór nie przeszedł jeszcze przez wieś – i z tego Bernhard właściwie się cieszył, ponieważ nie wiedział, czy byłby w stanie oglądać pożegnania przyjaciół, ojców, mężów i synów z ich rodzinami; może kapitan nie wyglądał na takiego, ale podobne sytuacje zawsze mocno go poruszały.
Bernhard udał się więc do Sztokholmu tylko po to, by usłyszeć od Erika, że „on wszystkim się zajmie” i żeby Bernhard niczym się nie martwił – w młodszym Oxenstiernie aż się zagotowało na te słowa; ściągnięto go tu właściwie zupełnie bez potrzeby, by plątał się po zamkowych korytarzach, nie przeszkadzając „mądrzejszym”. Nie, żeby Bernhard chciał się mieszać – nie miał pojęcia o polityce ani o strategiach wojskowych, z resztą, jako kapitanowi właściwie nie przysługiwało mu podejmowanie żadnych decyzji. Bardziej zdenerwowała go – kolejna już – samowolka rodziny (Erika konkretnie) w operowaniu jego czasem i życiem; nie bardzo jednak miał co na to poradzić, plątał się więc po prostu, starając się nie wadzić zbytnio nikomu, a sporo czasu – w miarę możliwości drugiego – spędzając ze swoim starszym bratem Bengtem. O ile Bernhard z Bengtem właśnie dość dobrze się rozumieli, o tyle z kolejnym bratem (najmłodszym zaraz po Bernhardzie) to była już zupełnie inna historia. Najmłodszy syn Gabriela uważał Gustawa, bo to o nim właśnie była mowa, za skończonego idiotę, hulakę i mąciwodę – cóż, z jednej strony słusznie, a z drugiej nie. Gustaw w rzeczywistości był inteligentnym człowiekiem i bardzo utalentowanym wojskowym, nie przeszkadzało mu to jednak wiecznie żartować z Bernharda i traktować go okrutnie protekcjonalnie, pomimo że różnica wieku między nimi wynosiła jedynie dwa lata – Gustaw zawsze uważał, że Bernhard jest trochę zbyt dziecinny ze swoimi idealistycznymi poglądami. Różnie w życiu bywa, a w tym wypadku sprawy potoczyły się tak, że Bernhard swojego brata chronicznie nie znosił, a ten drugi notorycznie się z młodszego naigrywał. Na całe szczęście dane im było spotkać się tylko raz, i to jedynie przelotem – Gustaw zdążył jednak  doprowadzić Bernharda do białej gorączki i przed dokonaniem brutalnego mordu powstrzymał kapitana właśnie Bengt.
 Żeby tego było mało, Bernhard musiał, chcąc nie chcąc, napatoczyć się prędzej czy później wprost pod nogi feldmarszałka Arvida Wittenberga. Oxenstierna zdecydowanie nie przepadał za tym człowiekiem; nie miał ku temu większych powodów, kwalifikował go po prostu z automatu jako osobę, z którą raczej wolałby nie mieć do czynienia.  Na szczęście marszałek znalazł dla Bernharda tylko chwilę, jednak to przypomniało mu o jednej sprawie, która właściwie całkiem wyleciała mu z głowy na ostatnie dwa miesiące.
Annelise.
Bernhard zapragnął sam sobie palnąć w łeb i zakopać się pod ziemią na najbliższy milion lat; odczuwał niemiłosierny, upokarzający wstyd na myśl o tym, że zapomniał właściwie o swojej narzeczonej na całe dwa długie miesiące. I już pal sześć, że była dla niego właściwie zupełnie obcą osobą – powinien naprawdę chociaż na tyle się zdobyć, żeby poświęcić jej czasem jedną, maleńką myśl – w końcu, czy tego chciał czy nie, obiecał że ją poślubi, a to chyba do czegoś człowieka zobowiązywało. Tak czy inaczej, postanowił odnaleźć ją gdzieś na zamku (gdzie, jak się dowiedział, akurat przebywała) i postarać się pozbyć wyrzutów sumienia.
Gdy ją znalazł, poczuł się jeszcze gorzej. Nie, żeby to była jej wina, niech Bóg broni! Nie, to raczej z Bernhardem był problem, a przynajmniej on sam tak uważał. Annelise ucieszyła się okropnie na jego widok, chociaż on owej radości nie potrafił odwzajemnić – znów, nie dlatego, żeby nie chciał, po prostu nie pojmował, jak można cieszyć się na widok obcej niemal osoby, z którą nie ma się właściwie nic wspólnego? Annelise jednak nie wydawała się tym przejmować. Zaprosiła Bernharda na spacer po królewskich ogrodach, a on nie śmiał odmówić.
Jako, że Bernhard z natury był raczej małomówny, obowiązek podtrzymywania rozmowy ciążył na Annelise, która jednak doskonale się z niego wywiązywała – była kobietą obytą w świecie, oczytaną, może niezbyt gadatliwą, ale wyuczoną jak być uprzejmą i nienachalną, potrafiąc jednocześnie skupić na sobie czyjąś uwagę.
—Musisz być niezmiernie dumny z udziału w tej wojnie — powiedziała Annelise, uśmiechając się do Bernharda delikatnie. — To będzie naprawdę coś wielkiego.
Bernhard powstrzymał się od wypowiedzenia cisnącego mu się na usta „niekoniecznie”. Zamiast tego mruknął coś nieartykułowanego, a Annelise chyba uznała za sukces wyciągnięcie od niego jakiejkolwiek reakcji.
—Ja głęboko wierzę, że wszystko ci się powiedzie — powiedziała jeszcze.
—Oby miała pani rację, panno Wittenberg — odpowiedział jej Bernhard, przystając na chwilę.
—Och, Bernhardzie, możesz mnie przecież nazywać po imieniu — zawołała wesoło. — W końcu będziemy niedługo małżeństwem, możemy więc porzucić te śmieszne formułki!
Na te słowa Bernhardowi nieprzyjemnie skręciły się wnętrzności. Przerażała go ta perspektywa - życie z kobietą, której zupełnie nie znał i chyba nie miał w najbliższym czasie poznać.
—Oczywiście, jestem niemądry — mruknął jednak w odpowiedzi. — Wybacz.
—Och, wybaczone! — odpowiedziała ujmując go pod rękę. — Ale powiedz mi, czym zajmowałeś się przed wojskiem? Ponoć byłeś górnikiem.
—Jestem górnikiem — poprawił ją. — I będę, kiedy wrócę.
W myślach jednak użył słowa „jeśli”.
Annelise odrobinę skrzywiła się na te słowa. Bernhard przypuszczał, że niezbyt podobała jej się wizja życia w górniczej osadzie, bo przecież wyraźnie jej to zasugerował, musiał jednak z zadowoleniem stwierdzić, że nie obeszło go to zbytnio. Jak sobie obiecał, tak zamierzał czynić – chciał żyć w Ytterheden, więc będzie żył w Ytterheden. Z Annelise albo bez – to nie miało dla niego wielkiego znaczenia.
—W takim wypadku pozostaje mi tylko podziwiać twoje powołanie — odpowiedziała mu z uśmiechem, jednak wydawało mu się, że wyczuł nutę fałszu w jej głosie. Nie, żeby miał pretensje – starała się w końcu nie dać mu poznać, że coś jej się nie podoba. I docenił to, chociaż nie sądził, by zaniechała w przyszłości prób wyperswadowania mu tego pomysłu, a to już mniej mu się podobało.


Czas mijał mu szybko, zdecydowanie zbyt szybko – sam nie wiedział kiedy, ale minęła niemal połowa lipca i w końcu usłyszał coś, czego oczekiwał od dawna.
                —Wypływamy jutro o świcie! — oświadczył wesoło Erik, a Bernharda nagle ogarnął strach.
                Postanowił też, że wypadałoby pożegnać się z Annelise. Spotkanie potoczyło się dość nieoczekiwanie, przynajmniej dla Bernharda – dopiero jakiś czas później pojął, że wszystko zostało przez Annelise zaplanowane, a on dał się jej okręcić dookoła palca.
                Tego dnia wyglądała pięknie, to Bernhard musiał przyznać – Annelise przewyższała urodą chyba nawet Sagę. Jej ciemne, czekoladowobrązowe włosy mieniły się w lipcowym słońcu złotymi refleksami, stwarzając miły dla oka kontrast z bladą, nieskazitelną cerą. A oczy panna Wittenberg miała doprawdy hipnotyzujące, choć – jak na Bernharda gust – pozostawał w nich niemal zawsze cień pewnego rodzaju chłodu, nawet jeśli Annelise śmiała się wesoło.
                Nie rozpaczała przesadnie, ale i nie bagatelizowała wyjazdu Bernharda – zdawała sobie sprawę, że po pierwsze może on z wojny nie wrócić, a po drugie może wrócić, ale w jego życiu może już wtedy nie być miejsca dla niej. Chciała więc sprawić, by ją zapamiętał i nie zapomniał o niej podczas wojny – tyle chociaż mogła zrobić.
                Annelise zadbała, by znaleźli się w odosobnionym miejscu. Początkowo mówili trochę o wojnie, a trochę o rzeczach błahych i nieistotnych. Bernhard, który nijakiego doświadczenia z kobietami, jak już zostało wspomniane, nie miał, nie pojmował zupełnie do czego to wszystko zmierza. Po długiej, naprawdę długiej chwili pojął, że Annelise chciała, żeby ją pocałował. Początkowo Oxenstierna poczuł się niezręcznie – ona ciągle była dla niego obcą kobietą, cokolwiek by nie powiedzieć. W końcu jednak uległ – była w końcu jego narzeczoną, a oprócz tego Bernhard nie był przecież ślepy i Annelise zwyczajnie mu się podobała. Dlaczego więc nie miałby tego zrobić?
Usta Annelise były miękkie i pewne – zbyt pewne, uświadomił sobie potem Bernhard – ogłupiały go i sprawiały, że nie był zdolny do racjonalnego myślenia. Oxenstierna ze zdziwieniem uświadomił sobie, że sprawia mu to przyjemność, choć jednocześnie wyrzucał sobie, że żałośnie ją w ten sposób wykorzystywał: nie robił tego bowiem z miłości. Ale czy Annelise robiła? Nie, nie przypuszczał.
                Dopiero, gdy poczuł delikatne dłonie Annelise na swoim ciele, ze zgrozą uświadomił sobie, do czego w rzeczywistości ta kobieta zmierzała – zamierzała pociągnąć ten pocałunek o wiele, wiele dalej; to był tylko początek. Bernhard odsunął się od niej zszokowany i z trudem opanował targające nim uczucia. Na Boga, był przecież tylko zwyczajnym człowiekiem i nikt chyba nie miał prawa w zaistniałej sytuacji wymagać od niego opanowania i racjonalnego myślenia – sam Bernhard jednak pluł sobie w brodę, że tak późno to zauważył.
                To on poczuł się teraz wykorzystany; Annelise chciała go w ten sposób uwiązać, wiedząc, że Bernhard jest mężczyzną zbyt honorowym na to, żeby – gdyby dopięła swego – nie ożenić się z nią po powrocie. Bo przecież jak to tak? Czy Bernhard Oxenstierna, dla którego honor był wartością nadrzędną, mógłby tego nie zrobić? Nie, ponieważ wtedy musiałby żyć ze świadomością, że tę biedną kobietę zhańbił, a tego by nie przeżył – i Annelise doskonale zdawała sobie z tego sprawę, uświadomił sobie Bernhard. I zaczęła ogarniać go złość. To było perfidne i wyrachowane z jej strony, nawet jeśli było aktem rozpaczy, w co jednak Oxenstierna i tak za nic w świecie by nie uwierzył.
                Annelise wyczytała z jego twarzy wszystkie targające nim uczucia. Skuliła się jakby w sobie, a na jej twarzy zagościł cień lęku – Bernhard wyglądał bardzo groźnie, gdy się złościł, ani trochę jednak groźny nie był. Na pewno nie dla kobiety.
                Oxenstierna walczył ze sobą długo, by nie okazać jej pogardy w wypowiadanych słowach – pomimo złości, nie chciał jej ranić. Sama pojęła już jak wielki błąd popełniła i Bernhard nie widział potrzeby drążenia tego tematu. Chciał po prostu, aby zeszła mu z oczu i by nie musiał jej w najbliższym czasie oglądać – a jego życzenie miało się przecież spełnić.
                —Muszę iść — rzekł tonem chłodniejszym nieco, niż zamierzał. — Do zobaczenia po powrocie.
                Odwrócił się na pięcie, nie czekając nawet na jej odpowiedź. Ona jednak złapała go za ramię; odwrócił się więc, by zobaczyć czego chciała.
                Spoglądała na niego niepewnym, zalęknionym trochę, ale i chyba skruszonym wzrokiem. W dłoni trzymała ładną, śnieżnobiałą, haftowaną złotą nicią chusteczkę. Bernhard wbił w nią pytające spojrzenie.
                —Chciałam ci ją dać — powiedziała cicho. — Ona właściwie jest częścią posagu, ale… Chciałam, żebyś miał coś mojego. Żebyś o mnie pamiętał.
                Bernhard patrzył na nią przez moment nie wiedząc, co właściwie powinien zrobić. Ostatecznie jednak, niechętnie, wziął od niej podarunek i wetknął go sobie do kieszeni mundurowego płaszcza.
                —Dziękuję — powiedział. Nie trzeba było od tego zacząć?, dodał odrobinę kpiąco w myślach, zachowując to jednak dla siebie.
                —Niech Bóg ma cię w opiece.
                Skinął jej tylko głową w odpowiedzi i zostawił ją samą.
                Czuł się gorzej niż kiedykolwiek wcześniej w jakiejkolwiek sytuacji związanej z Annelise. Bernhardowi jej działanie wydało się tak śmieszne, a jednocześnie wyrachowane, że nie mógł pozbyć się niesmaku. Co więcej, sam najchętniej by się zastrzelił – dlaczego, dlaczego na Boga jej uległ? No, nie całkiem, ale dlaczego dał się tak ogłupić? Bernhard tego nie pojmował i był zły na siebie. Za uległość i za podatność na manipulację. Przynajmniej nie zadręczał się już wykorzystywaniem jej – sama zamierzała wykorzystać go bardziej, nie miał więc sobie w tym momencie nic do zarzucenia.
                Bernhard po dłuższej chwili przemyśleń uznał, że chyba wojna jest w tej chwili dla niego mniejszym problemem – stanowiła już raczej, w pewien pokrętny sposób, wybawienie. Bo teraz wiedział jedno – ta kobieta nigdy nie będzie w stanie wywołać w nim cieplejszych uczuć. Bernhard pojął, że nigdy, przenigdy jej nie pokocha i że życie w małżeństwie będzie dla nich obojga wyłącznie ciężarem.
                Sprawa ta jednak miała teraz zejść na co najmniej drugi plan – tego dnia bowiem Bernhard wyruszał do nieznanego mu kraju, na wojnę, która przeciągnąć się miała o wiele bardziej, niż ktokolwiek się spodziewał. Co więcej, miała również wywrócić Bernharda życie do góry nogami, choć on sam w tym konkretnym momencie naturalnie nie miał o tym bladego pojęcia. 



Powiem Wam, że miałam się poddać i zacząć pisać w pierwszej osobie - ale jakimś cudem się przekonałam jednak do trzeciej, także żadna rewolucja się tu już nie szykuje :)
Taaaaak, wiem, że melodramatyzm leje się tu strumieniami, szczególnie ze strony Torisa - taki już z niego chłopak, to element kreacji postaci. No i wiadomo, że kurczę - rozstanie narzeczeństwa musiało tak trochę melodramatycznie wyglądać, na pewno bezboleśnie by nie przeszło. Jak ktoś lubi takie klimaty, to pewnie się podobało, a jeśli ktoś nie lubi, to mam dobrą wiadomość - to już ostatni taki rozdział. Wiecie, co w następnym? Pewnie, że wiecie - Bercia jedzie do Polszy :D Proszę się od razu nie nastawiać na jakieś krwawe jatki, bo początkowo wojna ta nie wyglądała spektakularnie - miasta same się poddawały, a Szwedzi po prostu szli dalej. Ale spokojnie, byłoby nudno, jakbym Berci w coś nie wpakowała, nie? :D W każdym razie, teraz Torisa już niet, Cecylii w następnym rozdziale też niet, trójka będzie chwilą dla Bernharda tylko i wyłącznie :) Potem Cecylia czasem się przewinie, ale w większości Bernhard, póki co.
Jeśli są jakieś błędy, to proszę mówić - ja w tej chwili sprawdziłam dość pobieżnie, choć naprawdę niczego więcej nie widziałam. Sprawdzę jeszcze raz, ale najpewniej jutro późną nocą, jak już ogarnę całą chemię organiczną, bo póki co w głowie mi tylko cyjanohydryny, Trommery, Tollensy i inne tego rodzaju pierdoły - załamałam się, jak dziś wywiesili przydział sal na matury i biorę się ostro do roboty ;_;
I się pochwalę, że próbną maturkę rozszerzoną z fizysi napisałam na 88%, nie mając powtórzonego całego materiału :D Także jest dla mnie nadzieja XD
Rozdział III za tydzień, albo dwa, zobaczymy :)
Pozdrawiam :)

EDIT:
Ach, "Licia" to tak, że niby zdrobnienie od Litwy. Jako, że to niby ma być ff do Hetalii, to chcę, żeby jakieś tam małe odniesienia były - nawet jeśli tylko w sposobie zwracania się do siebie postaci. A ludzie spoza fandomu mogą to zupełnie zignorować :)
BTW, jeśli ktoś jest w fandomie - wiecie może, czy Iwan to jest "Bragiński" czy "Braginski"?

40 komentarzy:

  1. "Cecylia, która była tak niezdarna, że chyba tylko cudem jeszcze się nie zabiła" No jakbym siebie widziała! Mała ja biegnie na jakichś zawodach, pierwsze miejsce wohoho, wygrana w kieszeni, dwa kółka za mną. Jestem, biegnę po złoto. I nagle... BUM! Bliskie spotkanie 3 stopnia z murawą. Tak zaryłam twarzą, że miałam całą poharataną i mi krew jak Bernhardowi leciała :C A wygrana była tak blisko! :C Na dodatek wywaliłam się na prostej drodze... brawa ;_; tak więc Cecylia do polubienia :D
    "Wojna to nie jest nic miłego. Mogą ci oczy wypalić, albo…" śmiechłam :D albo zedrzeć skórę na żywca. Albo spalić na stosie :3 Dziadki rządzą!
    Hahhahahah Żaba >< Masz tendencję do świetnego nazywania koni! No Żaba... i jeszcze rozumie Cecylię O.o a ja takie pogawędki prowadzę z moim labradorem, ale ma chyba za mały móżdżek i nie pojmuje moich słów... cóż, przynajmniej się stara :/
    Ojejku ;__; jaka słodka z nich para! Chyba nie wytrzymam, jeśli zrobisz coś Torisowi i Cecylia zostanie bez narzeczonego...chyba będę udawać fontannę. Wojna ma na mnie zawsze taki wpływ ;__; nie ma lepszego romansu niż takiego, który trwa podczas wojny. Okej, bardziej łzawego. W każdym razie w moim wypadku *przytula się do Bernharda* ale ty mnie nie opuścisz, Berciu prawda? :3
    "Bo to mnie twój ojciec złoiłby skórę, jakby cię tu złapał." ochrona własnego tyłka najważniejsza *kiwa głową z poważną miną i uderza się w pierś* honor to honor, a bicie tyłka przez ojca narzeczonej honorowi ubliża!
    No i do wojny doszło :< a miałam cichą nadzieję, że jednak ją odwołasz :D Tylko zostaw Torisa w spokoju! Tam w lesie byli zbyt słodcy, by zrobić im krzywdę, a Cecylia jest zbyt dobra i miła na takie okropieństwa ;c
    Ten Gustaw mi się fajny wydaje :D Znaczy... nieeee, okropny, zły, samo zło, chodzący w ludzkiej postaci sauron, taktak *patrzy na Bernharda, czy dalej łypie tak nienawistnie* no właśnie i ten... tego... zły... ;__; Berciu nie gniewaj się ;c ale ja, podobnie jak Gustaw, uwielbiam doprowadzać ludzi do szału i szewskiej pasji, żeby zjadali ze złości własne wątroby. Ha! :3
    NIE. LUBIĘ. ANNELIESE. BARDZO. ;c Dobrze że Bercia nie czuje nic do niej.. w sumie jak, skoro jej nie zna ;/ już bardziej pasuje do niego Saga. Ale najbardziej ja.. tylko mnie tam nie ma ,_, a Bercia mógłby być moim praprapra dziadkiem, albo jeszcze więcej pra. Mniejsza, w każdym razie jestem bardzo na nie z Annelise. Wcześniej tolerowałam jej obecność, bo w sumie nie było większego o niej fragmentu, ale teraz mi się kiszki skręciły z niezadowolenia. Nie lubię jej, ot co. Bercia mógłby się żenić z Sagą, przynajmniej mógłby herbatkę popijać ^w^
    Ehh. Miło mi się czyta, że mężczyźni tak się martwią o cnotę kobiet. Jeszcze milej mi się czyta, jak patrzę na wiek tych kobiet i zdaję sobie sprawę, że w tych czasach jedna na tysiąc w tym wieku jest teraz dziewicą... Aj piękne były tamte czasy. Czemu urodziłam się tak późno? Czasem mi się wydaje, że jestem zupełnie nie z tej epoki. Przeżyłabym bez telefonów, komputerów, bez wszelkiej elektroniki, przecież sama ta.. klasa tamtych lat jest zbyt przyciągająca by martwić się technologią XXI wieku.. Coraz bardziej zakochuję się w tym opowiadaniu. I to z słowa na słowo mam ochotę na więcej!
    "Co więcej, miała również wywrócić Bernharda życie do góry nogami, choć on sam w tym konkretnym momencie naturalnie nie miał o tym bladego pojęcia." JA CHCĘ WIĘCEJ. Te słowa zapaliły we mnie jeszcze większą chęć do czytania i to zupełnie niespodziewanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. " W każdym razie, teraz Torisa już niet, Cecylii w następnym rozdziale też niet"jak to niet ;cc chociaż może to dobrze, nie mam ochoty na płakanie z powodu opowiadania i obżeranie się czekoladą... prawda Berciu? Nie mamy ochoty, nie. Z drugiej strony też dobrze, bo trójeczka Berciowata :3
      Jakim cudem?! Fizyka to moja zmora ;C Chemia natomiast to same dobra organiczne <3 *bo nieorganiczna mnie wkurza XD*
      Dasz radę z maturą! Jak na mnie przyjdzie czas, to się chyba załamię ;_; też mam teraz latanie z tymi wszystkimi egzaminami, a stresuję się tak, że łypię na każdego gorzej niż Bercia teraz na mnie! :c
      O, a jak 88% bez powtórzonego materiału, to prawdziwą maturę zgarniesz na stówkę i to bez dwóch zdań! W każdym razie tego Ci życzę :D
      Przepraszam, dość chaotyczny komentarz ;__;
      Pozdrawiam! ;3
      Ps. Czemu do jasnej ciasnej nigdy nie umiem u Ciebie napisać tyle, żeby się zmieścić w jednym komentarzu?! :// Za dobre rozdziały piszesz! Na dodatek nie wyłapałam błędu żadnego... Czyli tak podsumowując: GENIALNE!

      Usuń
    2. To sobie możemy podać ręce, bo ze mnie taka sama łamaga, to Cecylia akurat ma po mnie, że tak powiem XD I mówię teraz poważnie, moja koordynacja ruchowa oscyluje gdzieś w okolicach zera absolutnego - jeśli istnieje możliwość zrobienia sobie krzywdy, to na pewno ja ją sobie zrobię ;_; Na zawody to ja nie chodzę, jako leniwiec patentowany, ale to mi nie przeszkadza w byciu poturbowaną przynajmniej raz na tydzień ;_; Aż cud że się na studniówce nie potknęłam o własne nogi jak tańczyłam z jednym nauczycielem, na którym mam totalnego crusha <3 Ale by był wstyd XD Ahhhh, aż mi się studniówkowy film zachciało obejrzeć XD
      Ale grunt, że Cecylię da się lubić, bom się o nią bała :C
      Hue XD Tak, właśnie tak chciałam dziadunia Jurgisa pokazać :D I w ogóle chciałam, by oni (Jurgis i Sigmund) byli taką małą analogią pomiędzy Ytterheden a Łukowcami :D
      Że rozumie, to się tylko Torisowi zdaje, jak jest nachlany XD Ale koniki to są mądre stworzenia, mnie się też zawsze wydawało, że rozumieją co się do nich mówi :D No tak mi zostało z wizyt w stajni (chlip chlip, teraz to czasu nie ma :<) - pisałam, że Tajga właśnie stamtąd, a Żaba akurat autorska :D Znaczy, zawsze chciałam mieć kota... I nazwać go Żaba... Ale mam uczulenie, więc kota nie będzie... No to koń Cecylii skończył jako Żaba :D Huehue, ale ja z moimi chomikami też gadam, także teges XD
      Spoko wodza, Toris wyjdzie raczej z wojny cały, a przynajmniej w moim dalekosiężnym planie póki co nie znalazło się miejsce na jego śmierć, tyle mogę rzec ;p Nieeee, on ma inną rolę do odegrania... SOON :) Ahh, powiem szczerze, że ze mnie to niezbyt romantyczna dusza, ale wojenne romanse bardzo do mnie przemawiają - dlatego miejsce na romanse się tu znajdzie, choć wiadomo, że to nie będzie motyw przewodni :) A Bercia nigdzie się nie wybiera, zostaje tu! :D Co nie, Berciu? :D
      No ba, Toris miałby przeżyć coś takiego z godnością? A w życiu nigdy! XD Co jak co, ale o tyłek to trzeba dbać - o tym to akurat Toris wie najlepiej ;p I właściwie można to uznać za maleńki, taki tyci-tyci spojler :)
      Oooo, Cecylia to jeszcze parę razy po tyłku dostanie, że jej się odechce bycia taką dobrą - tak to już bywa, że Ci z najlepszymi chęciami obrywają zwykle najmocniej. Ale Cecylia to silna babka i da sobie radę - szczególnie, że będzie miała pomoc, z reguły :)
      GUSTAW JEST SPOKO :D Nie martw się, to mnie Bercia udusi, bo przecież to ja nasyłam na niego Gustawa ;p Ale Gustaw naprawdę jest fajny :D *wzrok Bernharda właśnie mi powiedział, że mam przerąbane* Znaczy, może nie powinnam tak mówić, bo to moja własna postać, ale... No lubię gościa, co poradzę XD Mam nawet taką fajną trollscenę w następnym rozdziale z Gustawem i Bercią :D Także trochę go będzie :D
      DOBRZE! Też jej nie lubię XD Ona jest taką postacią do nielubienia, chociaż naprawdę nie jest jakoś strasznie tragiczna - po prostu to kwestia wychowania i ona niewiele może na to poradzić. Ale to nie kobitka dla Berci :< Saga to akurat ma narzeczonego, ale co tam - właściwie, to na pewno prędzej Saga niż Annelise. Myślę, że i tak na pewno się domyśliłaś, że Bercia sobie znajdzie w swoim czasie odpowiedniego dla siebie crusha :D A że pechowo... No cóż, ktoś musi mieć przekichane. Musisz trochę pocierpieć ku uciesze czytelników, co, Berciu? :D
      Cieszę się, że najwidoczniej został Twoim husbandem XD

      Usuń
    3. Same here, dude. Ja często sobie myślę, że urodziłam się w bardzo niewłaściwych czasach.Ja bym była o niebo szczęśliwsza, naprawdę, jakbym się urodziła chociaż z 50 lat temu. Ewentualnie 400 XD A odnośnie tego drugiego - nie, żebym ja była jakaś mocno konserwatywna, bo w ogóle nic z tych rzeczy, ale kurczę - zauważyłam ostatnio, że bycie dziewicą w wieku lat 19 jest co najmniej dziwnie postrzegane przez niektórych (a nawet jest powodem do kpin dla niektórych, o zgrozo), a co dopiero jak się jest jeszcze starszym - i wtedy ogarnęło mnie takie ogólne WTF, bo w ogóle co komu do tego, to chyba każdego prywatna sprawa, to raz, a dwa - co za czasy, żeby ludzie myśleli w taki sposób? I mówię teraz o obserwacji własnych znajomych, co mnie trochę przeraziło, a oprócz tego po prostu zrobiło mi się za nich wstyd ;_; A najbardziej przerażające dla mnie było, że to dziewczyny się śmieją, wcale nie faceci (z jednej znajomej koleżanki się nabijały dość niedawno i dlatego to taki temat rzeka, bo byłam zszokowana). A zostawiając w spokoju moją tępą klasę i wracając do tekstu, to ja uważam, że tacy mężczyźni to skarb - nie tylko w dzisiejszych czasach, ale i w tamtych też, bo nie czarujmy się - większość wcale nie była taka jak Bercia czy Toris, co to się tak martwią. I w sumie tu też pojawią się tacy co to wychodzą z założenia, że "A kto by się tym przejmował", albo skrajnie "Nie chcesz? A kogo to obchodzi!". Porządnych facetów to niestety zawsze było jak na lekarstwo :<
      Aaaahhhhh cieszę się, że podsyciłam ciekawość :D Następne parę rozdziałów już napisane, także spokojna głowa, niedługo się doczekasz :D
      No, powiem szczerze, że mam w następnym rozdziale jedną taką scenkę, która dość smutnawa jest. Ale nic już nie mówię, bo wiadomo, nikt tu nie chce spojlerów :)
      No właśnie nie wiem jakim cudem, ale jakoś poszło! :D Chemia zawsze spoko, akurat powtarzam organiczną <3 I jeszcze elektrochemia, taaaaaaaaaaaka super <3
      Obie widzę mamy przekichane w tym roku - no ale kurczę, damy radę! :D I tak nie mamy innego wyjścia :)
      Eh, na stówkę to nikt jeszcze nie napisał ponoć, ale z 90% to mam nadzieję, że się uda, bo baaaardzo chcę studiować chemię, albo fizykę właśnie :D Dzięki w każdym razie <3
      Ty przepraszasz, a ja pięknie dziękuję, bo mi się morda cieszy odkąd go przeczytałam :D
      Pozdrawiam również i baaaardzo dziękuję za opinię i komentarz <3
      PS. Ja nie narzekam <3 Dajesz mi takiego kopa do pisania, że łooo <3 Aż się zarumieniłam z tych komplementów <3
      PPS. Jutro z rana melduję się pod kartką u Ciebie, bo dziś już ledwo na oczy patrzę, a chcę Ci porządny komentarz napisać :)
      PPPS. SAURON JEST SUPER <3

      Usuń
  2. Internet świruje, szkoła świruje, moje życie świruje. Ale co to, to nie. Nie przegapię kolejnego rozdziału, nie zrobię sobie zaległości.
    Ale najpierw - 88% próbnej matury z fizyki? 88%? Dziewczyno, wprawdzie Ja jestem jeszcze w gimnazjum, ale już teraz chylę czoło przed twoim geniuszem. Nie dość, że wspaniale piszesz, to jeszcze masz coś do przedmiotów ścisłych. Oj, Freyja, Freyja. Z święcą w ręku szukać takich ludzi.
    Dobra, wracamy do tekstu. Widać to, o czym pisałaś u mnie - sprawdzanie tekstu kilkaset razy. To takie piękne uczucie, gdy czytasz swobodnie, bez automatycznego poprawiania w głowie. Nic, brak literówek, jakiś malutkich potknięć. Wywołujesz u mnie ogromny szacunek takim stylem. Co do samego fabuły - Oj, zaczyna się dziać. Szwedzi raczej nie odpuszczą, tak samo Polacy. Obie strony znają swoją ogromną wartość, na ich korzyść przemawiają liczne plusy i minusy. Szczerze, to współczuje zarówno Cecylii jak i Bernhardowi za znalezienie się w tym totalnym chaosie. To nie jest miłe patrzeć na tyle bólu i cierpienia. Twój styl idealnie potrafi wtłoczyć w czytelnika wszystkie te wartości, które chcesz przekazać, czułam, jak na mnie wpływałaś. Budujesz klimat, od którego trudno mi się wyrwać. Bałam się na równi z Torisem, przezywałam historię Cecylii, zdegustowałam się śledząc fragment o Annelise. Twoim zamierzeniem chyba było zrobić z niej czarną postać. Szczerze, to większą niechęć czuję do cała rodziny Bercia. Najchętniej związałabym ich i spaliłabym na stosie za jakieś herezje czy inne takie. ._. Nie wiem, w tamtych czasach wiele dało się wymyślić.
    A tak w ogóle, mam pytanko. Czy zamierzasz w historii uwzględniać pozostałych Nordyków? Czy zostawisz ich daleko stąd? To tak z czystej ciekawości. W Hetaliowym fandomie SuFin to 3 najpopularniejszy paring z tego, co tam kiedyś czytałam, a twój blog to fajna odskocznia. Co nie zmienia faktu, że samego Finka i pozostałych kocham równie mocno. .3.
    Podsumowując - trzymaj tak dalej, bo odwalasz kawał świetnej roboty. :D Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Teraz przeczytałam poprzednie komentarze. Nie myliłam się co do Annelise. :D
      Nie piszę tak długich komentarzy, za błędy przepraszam, wykończona jestem. ^^' Dobranoc!

      Usuń
    2. Doceniam <3
      No GENIUSZ to chyba trochę za dużo powiedziane :D Niemniej jednak naprawdę chodzę cała w skowronkach, że mi tak dobrze poszło :D Ciekawe jeszcze, jak chemia pójdzie...
      Ahhh, cieszę się, szczególnie, że jak dodawałam ten tekst, to było baaaardzo późno (potem dodałam go jeszcze raz, bo blogger odmówił współpracy na chwilę), w każdym razie byłam bardzo nieuważna sprawdzając ten rozdział tuż przed dodaniem. A wierz mi, że błędy, jakie znajdywałam, były idiotyczne, także naprawdę dobrze, że wyłapałam wsjo XD
      No, z początku to wojennych szaleństw nie będzie, bo Polacy do połowy 1656 w większości albo sami się poddawali, albo przegrywali - ale to nie znaczy, że naszych bohaterów nie wplączę w jakieś lokalne, mniejsze potyczki, co by nudno nie było :) Bercia to już baaardzo niedługo będzie miał spory problem :D
      Ahhh to chyba największy komplement, jaki mogłam dostać <3 Powiem szczerze, że moi rodzice chyba sądzą, że jestem jakaś upośledzona, bo ja czytam często te kwestie, które moje postacie wypowiadają, albo ich przemyślenia na głos i próbuję jakby je "zagrać" przed kompem. Jeśli wtedy, kiedy to mówię i próbuję sobie wyobrazić brzmi niezbyt przekonująco, to cały fragment idzie do kasacji i piszę od nowa. Ehhh moje życie ;_; Do matury to nie ma się kto uczyć, ale udawać Bernharda to pewnie, czemu nie ;_;
      No właśnie ciekawa jestem jak się dalej przyjmie Toris, bo szykuję dla niego dość sporą rolę :P
      Ale naprawdę cieszę się, że tak udało mi się wciągnąć Cię w klimat :) I wszystko odebrałaś prawidłowo :D Tylko, że ja w sumie też nie do końca chcę, żeby Annelise była zła, okropna i w ogóle be - ona jest do nielubienia, ale to jaka jest to nie jest do końca jej wina i chcę jakoś później, jak się znów pojawi, wyraźnie to zaznaczyć. Co nie zmienia stany rzeczy, że Bercia nie jest dla niej :)
      A co do rodzinki - oni nawet nie są tacy źli, chociaż mnie też by doprowadzali do szału. Osobiście ja przepadam za Gustawem, ale dopiero później będzie go trochę więcej. Ale czekaj na Bengta, bo jak tamci są denerwujący, tak Bengt jest baaardzo do Bernharda podobny, może trochę mniej wrażliwy i bardziej surowy, ale myślę, że będzie taką postacią do polubienia :)
      Co do pytania, to powiem tak: Finka na milion procent nie będzie, bo SuFin to jest moje ultimate OTP i serduszko by mi pękło, jakbym Bercię spiknęła z kimś innym, a Finek gdzieś tam by się plątał - moja dusza fangirla mi na to nie pozwala XD Więc Finka nie będzie, jako że tu się pojawi inny paring z Bercią w roli głównej. Z resztą, powiem szczerze, że tu będzie maaaaasa dziwnych albo nielubianych przeze mnie paringów - jak choćby taki LietPol, za którym nie przepadam (wolę PrusPola, ahhhh kolejne otp), ale będzie jeszcze parę innych, i właściwie wszystkie, których nie lubię XD Oprócz berciowego, bo on jest po prostu DZIWNY i widziałam tylko jeden fanfik z tym paringiem w całych Internetach.
      Co do reszty Nordyków, to powiem szczerze, że poważnie nad tym myślę. Pojawi się masa innych hetaliowych postaci, Białoruś, Rosja, Ukraina, Łotwa, Estonia, Prusy, Niemcy, Węgry już była wspomniana, ale będzie jej więcej, może jeszcze Turcja... Zobaczymy. A Bardzo chciałabym jakoś tu wetknąć Danię i Norwegię w szczególności, chociaż może im też małego Islandię wcisnę. Ale to się zobaczy, bo cały czas usiłuję wymyślić jakiś dobry pretekst, żeby mogli się pojawić - bo ja też jestem ich totalną fanką, także naprawdę miałabym fun pisząc o nich :D
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz, a dobranoc nie odpowiem, bo południe prawie XD

      Usuń
  3. Boziu, to takie smutne ;-;
    Pożegnanie Torisa i Cecylii - normalnie coś we mnie pękło. Biedni zakochani. I jeszcze ta wojna. Mimo wszystko uważam, że Cecylia sobie poradzi, a Toris mam nadzieję, że przeżyje. Ale nie mam szans przekonać się o tym w następnym rozdziale, więc jeszcze trochę pożyję w słodkiej nieświadomości :)
    Taka radocha, że cały rozdział będzie poświęcony Bernhardowi ^^ on jest wspaniały. Mimo tego, że jest taki smutny, gburowaty i Bóg wie co jeszcze, ja i tak go kocham ;) tak wspaniałe go stworzyłaś, że po prostu nie da się inaczej ;-; no bo jak tu nie kochać takiego gburka ^^
    Uhuhu :> mam podnietę i czekam na następny rozdział z samym Bernhardem, który jest wspaniały i... I... Pomimo tego, że jest górnikiem ja go poślubię hahaha :3 wszyscy tacy kochani, a ja pisze ci taki komentarz bez ładu i składu ;-; pozostaje mi mieć nadzieję, że jakoś (nie wiem jak) go ogarniesz XD A, zapomniałam dodać, że nie znalazłam ani jednego błędu, więc chylę czoła, biję pokłony i wielbię całym sercem <3
    Pozdrawiam i życzę weny i czekam na kolejny rozdział z Bernhardem (Boże jak ja go uwielbiam) ^^
    P.S. Dramaty w Twoim wykonaniu mi bardzo przypadły do gustu, więc nie będę narzekać jeśli będzie ich więcej ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny rozdział, mnie osobiście, wydaje się najsmutniejszy ze wszystkich, jakie do tej pory napisałam. Ale, naturalnie, wiadomo - każdy może to odebrać inaczej. Także chyba będzie jeszcze smutniej ;-;
      Pewnie, że biedni - ale takie czasy, trzeba to jakoś znieść. Cecylia to twarda babka, ona sobie zawsze da radę, a Toris... Cóż, Toris może narobić głupot, tyle powiem. Ale spokojnie, nie planuję go zabijać :D
      Powiem Ci, że od niedawna układam sobie w głowie obraz Bernharda i paradoksalnie to jest jedna z najbardziej dopracowanych moich postaci. Także tym bardziej cieszę się, że wzbudza tyle pozytywnych emocji :D
      A tak BTW, to kurczę, wy wszystkie chcecie tu brać z nim ślub? XD Dobra, sama też bym nie pogardziła, także nic nie mówię XD
      Spoko wodza, komentarz ogarnięty i bardzo doceniony <3
      Odnośnie dramatów już mówiłam, że trochę się jeszcze trafi - może nie na tle romansów, ale... No, grunt, że się podobało <3
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz <3

      Usuń
  4. ja to skomentuję, obiecuję, ale muszę się lepiej poczuć. Tutaj trzeba sie bardziej skupić. daty i w ogóle ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pali się, spokojnie :) I w sumie to bardzo doceniam to, że chcesz się skupić, a nie przeczytać jednym okiem :) Także kuruj się (bo chyba dobrze zrozumiałam, żeś chora?) :) A ja czekać będę z niecierpliwością <3

      Usuń
  5. Ojejejkuuuuuuu *_*. Wiem, to takie dość prymitywne z mojej strony, bo stać mnie żeby powiedzieć coś więcej, ale chwilowo pozostaję w fazie zachwytu. Zachwycona jestem przede wszystkim Torisem, bo teraz to w sumie lubię go jeszcze bardziej niż Bernharda. Wszystkie twoje postacie sprawiają, że patrzę na moje i widzę sztywne dechy bez choćby kawałka własnego charakteru, po prostu aż się robię zazdrosna. xD
    Toris jest taki słodki, taki uroczy, taki kochany i tak bardzo chwyta za serducho to jego oddanie Cecylii, że aż... No po prostu nawet nie umiem się wysłowić!
    Zaskoczyłaś mnie natomiast z Annelise - sądziłam raczej, że, mimo wszystkich zawirować, w jakie planujesz wplątać Bernharda, oni też się jakoś ze sobą odnajdą i stworzą taką fajną relację, a tu nagle ona taka wyrachowana i przebiegła, a Bernhard dochodzi do wniosku, że nigdy nie będzie w stanie jej pokochać. No szczena mi opadła i jeszcze ją zbieram z podłogi normalnie.
    To wszystko razem takie smutne jest, bo dwaj tacy porządni faceci, a ty się z nimi tak okrutnie obchodzisz. Ale nie żebym narzekała - drama musi być, drama zawsze jest dobra, ja lubię dramę. Piszesz o tym wszystkim w taki sposób - o uczuciach, targających Torisem, gdy ma przy sobie Cecylię, o Bernhardzie i tym, co sobie pomyślał o Annelise, że to jest takie realne, takie, że ja razem z nimi odczuwam. Jakby to był fejsbuk, to pod tym rozdziałem właśnie gwałciłabym przycisk "lubię to". :P Jeśli nie zaserwujesz niczego jeszcze lepszego, to rozdział II ma szansę stać się moim ulubionym. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znów przez Ciebie obrosnę tu w piórka, no! :)
      Toris, oj Toris... Cieszę się, że tak dobrze go odbierasz, bo kanoniczny Toris (to nie moja autorska postać, a Hetaliowy Litwa) zostawia spore pole do popisu przy kreowaniu postaci, więc to taka postać niby nie moja, a jednak moja. Nie chciałam zrobić z niego płaczliwego chłopaczka, bo w sumie łatwo przesadzić, kiedy pisze się o tak skrajnie wrażliwym melancholiku, jakiego chciałam z niego zrobić. Ale weź nie mów, że Twoje to sztywne dechy, no XD To jest w sumie ostatnia rzecz, jaką bym o nich powiedziała :) Może faktycznie ja bardzo emocjonalnie podchodzę po moich postaci, ale to dlatego, że (jak pisałam już gdzieś wyżej) staram się odgrywać ich kwestie, ich przemyślenia (tak, gadam do siebie i udaję własne postacie XD), a po drugie, to to chyba taka zaleciałość po tym, że jak mówiłam większość tekstów piszę w pierwszej osobie :) Ale grunt, że się podoba <3
      A Toris narobi z tej miłości głupot, oj, narobi...
      Annelise zdecydowanie nie jest kobitką dla Berci i właściwie nigdy nie była - ale na pewno chcę ją jeszcze pokazać z jakiejś lepszej strony, bo w gruncie rzeczy nie chcę, aby była tak wyrachowaną osobą, za jaką Bernhard ją uważa, bo ja osobiście widzę ją jako z natury raczej dobrą dziewczynę, którą zepsuło wychowanie i wpływ otoczenia. Bernhard na pewno nie będzie jej jakoś nienawidził, czy coś - Annelise też wcale nie jest jakąś podłą jędzą, po prostu oni są zupełnie z innej bajki i dzielą ich granice nie do pokonania. Przynajmniej w mojej głowie tak to wygląda, przynajmniej :) Ale mam nadzieję, że to nie było jakieś negatywne zaskoczenie, co? *.* A tak odbiegając ciut, to myślałam, że wy wszyscy tutaj przejrzycie moje plany co do Bernharda właściwie od razu - bo tak sobie myślałam, że jestem taka okrutnie przewidywalna. Ale widać, że jednak się pomyliłam, co mnie bardzo cieszy :3
      Będzie gorzej. Oj, będzie dużo gorzej. A za Torisa to mnie tu chyba wszystkie zlinczujecie XD
      Cieszę się bardzo, naprawdę - to chyba największy komplement, jaki mogłam dostać, bo naprawdę bardzo chcę skupić się tu właśnie na wewnętrznych przeżyciach. Obok właściwej akcji, oczywiście :D
      Nie, dobra, gwałcenie przycisku "lubię to" wygrało wszystko XD Ohhh, to było gold XD
      No, mam nadzieję, że coś lepszego się pojawi, bo byłoby słabo, jakby teraz było tylko gorzej XD Ale bardzo dziękuję, w każdym razie :)

      Usuń
  6. Nono, dziewczyno, podziwiam Cię! :D Rozdział genialny! Na widok jego długości pomyślałam "o niee" ale podczas czytania przekonałam się, że było warto! świetnie piszesz! Życzę Ci dużo weny :)
    Pozdrawiam:
    i-jego-zielone-oczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Komentuję jeszcze raz, gdyż właśnie opublikowałam nowy rozdział ;) Czekam na Twoją opinię :) Pozdrawiam:
    i-jego-zielone-oczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. No to jedziemy. :D
    Zacznijmy od tego, że Twoje postaci żyją. Naprawdę. Ci ludzie wydają się fizycznie być i istnieć, a ta historia tylko przekazuje ich losy, dodając im charakteru i głębi. Na przykład ta wzmianka o wychowywaniu Kornela przez Cecylię. Niby nic, a jednak bardzo mi się spodobała, bo tłumaczy część temperamentu Cecylki, ta dziecinność ładnie kontrastuje z opisywaną wiernością i oddaniem. I ujmuje mnie to wszystko. Podobnie jak całość kreacji Torisa, on sprawia wrażenie takiego, co ciągle chodzi ze spuszczoną głową, martwi się na zapas, smędzi i fokle.
    A, no i dziadek, mój ulubieniec tego odcinka! On jest taki kc. 3: Doradzi, będzie, posłucha, taki kochany człowiek. A pokrzepiająca wzmianka o tym, że na wojnie można stracić oczy, wygrała, dziadunio mocno pomocny.
    Dalej - scena w lesie. Świetnie napisana, z dobrymi dialogami, odpowiednim skierowaniem jej torów na utrapienia wojenne. Chronienie honoru Cecylki - gold dla Torisa. XD Niebycie z drewna - gold dla Cecylki. Jest świetnie.
    "—Kogo to obchodzi? — odpowiedziała Cecylia, również szepcząc.
    —Zakładam, że na przykład twojego ojca. I mnie. Bo to mnie twój ojciec złoiłby skórę, jakby cię tu złapał."
    <2 Ten fragment wygrał. Jednak oby nie złoił mu skóry, oni tylko trzymają się za rączki. D:
    "—Ja wszystko przeżyję — powiedziała Cecylia, znajdując w sobie nagle niespodziewaną siłę. — Tylko wróć zdrów.
    Na to też odpowiedziała jej cisza."
    Ten fragment robi duże wrażenie. Jestem pełna podziwu, bo tutaj jest tyle emocji, że aż dziw.
    Polubiłam tę dwójkę, ale o tym już chyba mówiłam. D: Zupełnie sobie zaprzeczają charakterem, ale wychodzi na to, że się dopełniają. Takie pairingi czasem mogą wychodzić naprawdę świetnie – oni przykładem. :D
    I w ogóle to takie dramatyczne, bo nic się nie mówi o braciach Cecylii, oni już poszli na wojnę, nie żyją, co z nimi? ;-; Znaczy to było pytanie retoryczne, ale mnie interesują takie detale, jak już zdążyłaś zauważyć. XD Raczej pytanie było w kosmos.
    I ciekawe, jak sobie da radę Cecylia na gospodarstwie, a Toris na wojnie. No bo łatwo nie będzie ani jednemu, ani drugiemu. ;__;

    No to chodźmy do Berci. :D
    „Gustaw zawsze uważał, że Bernhard jest trochę zbyt dziecinny ze swoimi idealistycznymi poglądami.” Okej, to było dziecinne i już faceta nie lubię. ;_; Idealizm to jedno, a dziecinność drugie. Że co, że Bercia nie zna życia i ma jakieś ugruntowane poglądy czy też jest im wierny? I już dziecinny. Ech, doceniam tę kreację już po tym jednym zdaniu, bo takie stwierdzenie jest całkiem prawdopodobne, noale. ;_;

    I to stropienie Berci, kiedy przypomniał sobie o Annelise – to zagranie było cudne. Serio, to takie kochane. ;_; Co tam, że jej nie znał i że nie miał wyboru w kwestii tego mariażu, który ustawiono za niego z góry. I że na początku w ogóle odmówił. Teraz się zachował.
    „Bernhard powstrzymał się od wypowiedzenia cisnącego mu się na usta „niekoniecznie”. „
    Pomyślałam też coś takiego. ;-; Jak wojna może być czymś super łoł witam wspaniałym, 2/10? Przecież to głównie krew, bitwy i śmierć.
    Annelise jest taka... Aargh, sztuczna. To, jak mówi, jest takie fałszywe. A jak później prawie doprowadziła do tego, żeby w tym miejscu pojawił się erotyk, to w ogóle. Wyrachowana kobieta, rany, ależ ona kontrastuje z Bercią. ;____; Dobrze, że przynajmniej dała mu tę chusteczkę, to jakoś złagodziło tragiczny obraz sytuacji, chociaż – trzeba Ci przyznać – sytuacji prawdopodobnej i bardzo zgrabnie ujętej. I Twój bohater bardzo korzystnie w niej wypada, bo ani tej kobity nie ochrzanił, ani nie uległ. Same plusy, w dodatku przez tę relację do kreacji doszedł metr głębi. Jeszcze jeden.

    Więc podsumowując - niebawem biorę się za nn. Ta historia wciąga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, i żeby mojego słowa stało się zadość :D :
      Wiem, że robię jakieś tam błędy techniczne, nawet sporo i wiem, że muszę nad tym pracować, ale to jest tylko jeden aspekt pisania tekstu. I naprawdę bardzo się cieszę, że ten drugi, czyli wiesz, fabuła i postacie, wychodzą lepiej niż ta techniczna strona. Naprawdę to co mi napisałaś to jest jeden z większych komplementów, jakie mogłam otrzymać, bo ogromną wagę przykładam do konstrukcji bohaterów. Torisa widzisz dokładnie tak, jakim go chciałam pokazać. Tak naprawdę, to on właściwie jeszcze nie wszystko, co mu w duszy gra pokazał, ale to wszystko wkrótce – bo ja teraz o nim właśnie piszę gdzieś tam w niedalekiej przyszłości i szczerze, to mnie samej ciężko jest ocenić jego postępowanie, znaczy wiesz, jednoznacznie potępić albo pochwalić. Ale to zobaczysz sama o co mi chodzi za jakiś czas, wiadomo :D Co do Cecylii, to w kwestii opieki nad Kornelem to bardzo chciałam pokazać, że ona jest taka dziecinna trochę z natury, a trochę żeby wynagrodzić sobie stracone lata dzieciństwa jeszcze w sumie, kiedy bardzo szybko musiała dojrzeć i zajmować się bratem. Ja ją widzę jako taką trochę jednocześnie dziecinną i dojrzałą w zależności od sytuacji. Ale to też w sumie nie ma co gadać, postać powinna mówić chyba sama przez siebie, nie? :D
      A dziadunio to po prawdzie inspirowany podobnym dziadkiem z jednego fanfika czytanego milion lat temu, niemniej jednak kreacja moja, więc bardzo się cieszę, że przypadł do gustu :D Ja to lubię takich dziadków z dystansem, on jeszcze nie raz zabłyszczy :D Mam nadzieję…
      A ta scena w lesie to był mój największy koszmar, tak się bałam, że wyjdzie sztucznie i przesadzenie D: Ale cieszę się, że tak nie wyszło, Matko Boska, naprawdę się bałam, że mnie czytelnicy zlinczują, albo pomyślą, że to ma być typowy romans, a wcale tak ma nie być D: Ale nie ma na co narzekać, skoro się przyjęło :D Heee, Cecylia nie tylko nie jest z drewna, ale dodatkowo jest jeszcze bardzo nachalna, więc zapowiadam trochę tego typu zagrywek w przyszłości, choć w trochę innym wydaniu :D A Toris to jest wielki obrońca Cecylii i jej honoru po wsze czasy. I będzie miał przez to takie głupie pomysły, że mu bardzo wiele problemów przyspożą, już niedługo.
      A ojciec Cecylii to jest pocieszny chłop, on by Torisa nie stłukł :D Nie mogę się w sumie doczekać, kiedy się w końcu pojawi, ale to chyba dopiero w 11 rozdziale D: No, bądź co bądź pan Julian jest jedną z moich ulubionych postaci. Chyba będzie dość, jak powiem, że po kimś Cecylia musi mieć taki charakterek, i że to wcale nie jest jej matka? :D
      Asdfghjkl tonę w radości za ten komplement odnośnie tego fragmentu <3 BTW, ja zawsze uważałam, że czasem brak odpowiedzi jest bardziej poruszający niż jakieś ckliwe gadki…
      Ja właśnie lubię łączyć ludzi, którzy są totalnymi przeciwieństwami. Znaczy wiesz, może być dużo zgrzytów, ale jednocześnie taka relacja może być bardzo ciekawa :D

      Usuń
    2. COŚ CI POWIEM O JEJ BRACIACH XDDD Albo o jednym XD Bo ma ich trzech, tyle że dwóch jest charakterem podobnych do ich matki, czyli generalnie cichutcy, spokojni, poważni i bardzo mądrzy i rozważni i tak dalej. Ale jest jeszcze jeden, który jest totalną męską wersją Cecylii, albo jest jeszcze gorszy od niej. I, ja wiem, że nie te czasy w ogóle, i to się nie pojawi w opowiadaniu (niestety, chlip chlip), ale widzę go w pełnym umundurowaniu, z rozwianymi włosami i szelmowskim uśmiechem na twarzy, śpiewającego (równie okropnie jak Cecylia, ale to chyba rozdział 6 :D) wniebogłosy „Baczność dziewki, w górę kiecki, jedzie ułan jazłowiecki!”. I pan Julian, mierzący go spojrzeniem pod tytułem „Synek, PLZ ;_;” Aż żal, że to pioseneczka z późniejszego okresu D:
      A co do Torisa na wojnie, to powiem tak – głupot tylko ktoś taki jak on może tam narobić.
      Ahhhh, naprawdę się cieszę, że i Gustaw wypadł taki… charakterny. Więcej go jest w następnym rozdziale, bardzo działającego Berci na nerwy. Ale w każdym razie, ja go widzę mimo wszystko jako raczej pozytywną postać, bo on w sumie dla Berci chce dobrze, tylko się z niego nabija. A że przy okazji jest ograniczonym idiotą, to już całkiem inna kwestia ;_;
      Bo Bercia to jest taka dobra dusza, co to najpierw o innych myśli, a później dopiero o sobie. I trochę mu to nieraz nie pasuje, ale przecież nie zmieni tego, jaki jest. I strasznie się cieszę, że też się udało. Tyle szczęścia mi dał Twój komentarz, że nie mam słów :D FEEL MY LOVE <3
      Annelise to tylko głupiutka, zmanierowana szlachcianka. No, może nie taka głupiutka, bo gdybym planowała jakieś dworskie intrygi, to ona byłaby w te klocki najlepsza. Bądź co bądź, o życiu poza dworem szlacheckim/królewskim to ona nie ma pojęcia. Ale powiem tylko, że ona nie będzie taką złą do szpiku kości postacią, trochę ogarniętości też w niej jest, ale to dopiero za parę ichnich lat się okaże.
      A z Bercią to jest tak, że gdyby mówił wszystko, co myśli, to jego życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Na pewno narobiłby sobie wielu wrogów. Ale że on przemilcza 99% tego, co w rzeczywistości myśli, to skończył jak skończył, pod butem rodzinki. Ale oczywiście tak samo, aż mnie nosi ze szczęścia na te komplementy pod jego adresem :3
      Dzięki Ci piękne za ten komentarz <3

      Usuń
  9. Opowiadanie, powieść, nie ma znaczenia jakby to zrealizowała. Teoretycznie są granice długości, kiedy opowiadanie przekształca się w powieść, jednakże po co się ograniczać? Ogółem zamysł był bardzo fajny, za to wykonanie pozostawiało wiele do życzenia.
    Mnie sceny seksu jakoś specjalnie nie urządzają. Oczywiście, umieszczam je czasem w swoich opowiadaniach, ale nie są to opisy, na które miałem na swoje nieszczęście się natknąć. Że to i to wchodzi tam pod tym konkretnym kątem, tyle i tyle razy. Jak już ma być taka scena, to niech będzie napisana z wyczuciem albo chociażby z pominięciem tych wszystkich czynności.
    Ja aż tak bardzo historią wcześniej się nie interesowałem. Ba, mogę nawet pokusić się, że obchodziła mnie ona tak bardzo, jak śnieg, który spadł kilka zim temu. Winę zwalam na nauczycielkę, której lekcje w ogóle nie były ciekawe i na których spałem przez bite trzy lata. Dopiero w technikum się pozmieniało i ta historia była interesująca, tyle że to tylko jeden rok i nic więcej. Dlatego myślałem o rozszerzeniu, bo chciałbym się dowiedzieć więcej chociażby o siedemnastym wieku.
    Ja piszę bez bety, mimo że do dobrych nie należę. Raz, że nie chcę żadnej odbierać nikomu, kto bardziej potrzebuje jej ode mnie, dwa, że wolę jednak sam pracować nad sobą i swoimi tekstami.
    Jestem pełny podziwu, że masz już tyle napisanych stron. Jestem człekiem leniwym i pisanie traktuję jako hobby, a nie pasję. Gdybym się zebrał i pisał tak codziennie, to pewnie byłbym kilka razy lepszy, niż jestem, ale... Jakoś tak nie potrafię i żałuję tego. Mogę jedynie marudzić i dołować się, że inni mają więcej zapału albo w końcu się wziąć za siebie i pisać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trochę podpytywałem, bo byłem diabelnie ciekawy czy i w moich żyłach płynie szlachecka krew. No i się okazało, że tak, z czego jestem dumny.
    Ile ja dałbym za taką rodzinną kronikę... Niestety nie mam zielonego pojęcia, czy gdzieś jakieś dzienniki, pamiętniki czy inne notatki o mojej rodzinie istnieją, także... Wiem tylko tyle, ile mi powiedziano.
    Również, jakbym wziął się w końcu za pisanie powieści historycznej, przesiedziałbym większość czasu procesu twórczego na szukaniu informacji właśnie o tym i owym. Już mam zalążek pomysłu, ale najpierw muszę sobie ogarnąć wszystko, co mi będzie potrzebne. Chociażby to, jak wyglądały niegdyś tradycyjne polskie wesela w siedemnastym wieku. Jednakze nie wiem, czy podołałbym takiemu wyzwaniu. Może i same szukanie informacji nie sprawiłoby mi ogromnych problemów. Bardziej mi chodzi o moje wątpliwe umiejętności.
    Nie, nie umarłem i umierać nie zamierzam. Chcę doczekać do końca Twojej powieści.
    Do niczego nie zmuszam.
    Może i jestem osobą wyjątkową pod tym względem. Jeszcze jakby jakaś dziewczyna to doceniła, to byłoby naprawdę cudownie ; )
    Nah, jeśli uważasz, że u Ciebie opisy kuleją, to porównaj jakiekolwiek moje opowiadanie ze swoim, a przekonasz się, że tak nie jest.
    Mnie akurat takie drobnostki urządzają, bo i tekst jest ciekawszy. Plus nie może być ciągle tak, że zawierane mają być jedynie bardzo ważne rzeczy.
    O opowiadaniu wypowiem się później.
    A.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, wiesz, wszystko zależy od długości - ja pomyślałam, że to miało być jeden post = jedno opowiadanie = jedna sprawa. I moim zdaniem to by było po prostu za ciężkie do zrealizowania. Ale jeśli to się nie ograniczało do jednego postu, to całkiem zmienia postać rzeczy.
      Wiesz, ja też fanką nie jestem - tak samo uważam, że jeśli się w tekście pojawiają, to trzeba napisać je z wyczuciem, żeby nie wydawały się zwyczajnie śmieszne albo niesmaczne. I szczerze mówiąc ja sama nie wiem, czy będę miała odwagę umieścić taką scenę u siebie, właśnie ze względu na to, że nie wiem, czy nie wyszłoby to jakoś... Cóż, niezręcznie. A rzeczywiście, ja przepraszam bardzo, ale jakbym chciała czytać takie szczegółowe opisy stosunku, to bym sięgnęła po jakiś erotyk, albo coś w ten deseń. Takie szczegóły są zbędne i niepotrzebne. Więc widzę, że generalnie się zgadzamy.
      Witam w klubie, ja też miałam historię głęboko w nosie przez bardzo długi okres czasu, przez co do dziś obarczam winą nauczycielkę, i - podobnie jak Ciebie - dopiero w liceum zainteresowałam się historią poważniej. Ja miałam historię przez całe trzy lata, podstawową co prawda, bo skończyłam biol-chem-fiz, ale w sumie żałuję, że nie miałam jej rozszerzonej. To znaczy, klasa humanistyczna to by było totalnie nie dla mnie, ale przecież kto biomechanikowi/fizykowi/chemikowi (nie mogę się zdecydować na studia D:) zabroni interesować się historią? Na całe szczęście nikt :)
      Ja uznałam, że autor sam nie wyłapie pewnych dziwnych rzeczy, jakie wciska do swojego tekstu - no, nie twierdzę, oczywiście, że każdy tak ma, ale ja na pewno - i dobrze jest mieć kogoś, kto rzuci na całość obiektywnym okiem. I rzeczywiście trafiło się parę kwiatków, których czytelnicy na szczęście albo nie zauważyli, albo zaniechali wytykania, niemniej jednak będę musiała to poprawić. O tej nieszczęsnej gramatyce nie wspominając.
      Wiesz, ja też nie powiedziałabym, że pisanie to moja pasja - po prostu sposób, w jaki lubię spędzać czas. A że mam to do siebie, że jak zacznę pisać, to już nie mogę przestać, to właśnie w ten sposób się to skończyło - jednej nocy napisałam dokładnie 46 stron. Co prawda całą noc nad tym zarwałam, ale to jakoś samo wyszło i po prostu szkoda mi było przerywać. A następnego dnia poszłam do szkoły D: Ale mam też takie dni, że za Chiny Ludowe nie napiszę nawet trzech linijek.

      Usuń
    2. Też byłabym szalenie dumna :) A tak, to mogę się tylko cieszyć, że w moich żyłach płynie nordycka krew - mało patriotyczne z mojej strony, nie? U mnie jest wszystko, tylko tak jak mówię, pójście do tego wujka po to, żeby to przejrzeć, to jest gra nie warta świeczki. Raz tylko widziałam listy pradziadka z Rosji i właśnie jakiś dziennik, jak to mieli go zabierać transportem na Syberię, ale w ostatniej chwili to odwołali - wszyscy się cieszyli, że jednak nie jadą na śmierć, a tu się okazało, że mieli iść na wymianę z Niemcami. No, suma summarum rodzinne historie twierdzę, że dziadek właściwie się z tego cieszył, bo zanim dojechali do niemieckiego obozu, to uciekli. A z gułagu by nie uciekli. No, w każdym razie, moim zdaniem, bardzo ciekawa historia. I na pewno jest ich więcej, no ale D:
      Ja właśnie tak robię. Chociaż szczerze powiedziawszy, zaczęłam wszystko pisać bez kompletnie żadnego researchu, potem robiłam go w panice w trybie ekspresowym, a teraz to już na spokojnie, chociaż więcej siedzę z nosem w książkach/artykułach niż piszę. A szczerze powiedziawszy, to i ja mam problem w weselem, albo raczej z małżeństwem i ze statusem, że tak powiem, prawnym żony. W prawie Szwedzkim, i to jest najgorsze, bo to się równa, po raz kolejny, grzebaniem na szwedzkich stronach. Ale mówi się trudno, wolę się użerać z tłumaczeniem/zawracać głowę znajomemu Szwedowi, niż napisać coś bez wiedzy, jak to naprawdę wyglądało. No, ja na temat Twoich umiejętności jeszcze się wypowiedzieć nie mogę, ale na pewno będę trzymać kciuki :)
      To mi szalenie miło, bo już myślałam, że naprawdę zanudziły Cię na śmierć te moje wywody o historii.
      Pamiętam, ale jak mówiłam, zaglądam do komentujących zawsze, i nawet jeśli nie zostaję na dłużej, to choć słowo zostawiam, więc i Ciebie to nie ominie :)
      Ja doceniam, ale to pewnie marne pocieszenie ;)
      Zobaczymy :) Ale szczerze powiedziawszy, to wiadomo jak to jest, autor chyba zawsze najbardziej krytycznie patrzy na swoje dzieło.
      To tu się, jak widać, zgadzamy :) Ja też uważam, że takie drobnostki to są smaczki, które nie dość, że urozmaicają tekst, to jeszcze nadają mu prawdopodobieństwa. Bardzo Ważne Rzeczy to jedno, ale nie tylko na nich tekst się opiera :)
      Spokojnie, nie powiem, że nie czekam, ale też do niczego nie gonię :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Widzę, że nie jestem jedyną osobą, która ma małe problemy z wybraniem kierunku na studia. Fakt, że mam jeszcze dużo czasu na myślenie o tym, jednakże już chyba powoli powinienem zacząć się nad tym zastanawiać.
      46 stron to strasznie dużo. Ja poprzestałem na pięciu z kawałkiem. Może i nie pisałem tego przez całą noc, a przez kilka godzin, ale i tak to mój najwyższy wynik jak na razie.
      Ja niestety nie mam dostępu do takich rzeczy. Moja rodzina pochodzi z Mazur, a wcześniej z łódzkiego i białostockiego, także w domu dziadków żadnych dzienników nie znajdę.
      Pradziadek ze strony dziadka był podczas wojny w SS - Niemcy dali mu wybór, albo zostanie hitlerowcem albo jego rodzina umrze. Drugi pradziadek, ze strony babci, został wywieziony do Niemiec, na roboty. Rodziny ze strony ojca nie znam.
      Znajomy kumpla studiuje historię i ma napisać do mnie, gdy będzie miał lepszego neta. Wiadomym więc, że będę go męczył o wszystkie, nawet najmniej istotne szczegóły. Chciałbym jak najlepiej odwzorować tamtejsze realia. I podobnie jak Ty, skupię się na potopie szwedzkim.

      Usuń
    4. O, słuchaj, ja się muszę zdecydować na już - przedwczoraj przyjęli mnie na inżynierię biomedyczną po angielsku, wcześniej na międzywydziałowe matematyczno-przyrodnicze i muszę na dniach podjąć decyzję gdzie pójdę, także tego, nieciekawie, bo naprawdę nie wiem co zrobić D:
      No, powiem Ci, że to było coś, jestem z tego bardzo dumna. Później, co prawda, na skutek dużej zmiany koncepcji ponad połowa z tego trafiła do generalnego remontu, ale co tam, łatwiej pracować na gotowcu niż pisać od zera. Zresztą, ten plik do dnia dzisiejszego rozrósł się już do 108 stron, a to tylko jeden z kilku. Ale powiem Ci jedno - to nie było warte zarwania nocy, usnęłam później na jednej lekcji i po chyba czwartej godzinie zwinęłam się do domu spać ;_; Nigdy więcej już tego nie powtórzyłam ;_;
      O, ja też jestem z łódzkiego!
      Powiem Ci, że to też bardzo ciekawe historie. Szczególnie ta o dziadku w SS - to się nazywa ciężki wybór, prawda? I poświęcenie. Chylę czoła.
      Pradziadkowie ze strony ojca u mnie zginęli w powstaniu warszawskim, prócz tego nic zupełnie o nich nie wiemy. Za to ze strony mamy pradziadek to właśnie ten, o którym opowiadałam, a prababcia z kolei była sołtysem pobliskiej wsi i się też trochę nawojowała, tyle, że politycznie.
      No ja niestety znajomych na historii nie mam, ale za to siostrę wysyłam na przeszpiegi do nauczycieli w roku szkolnym - to znaczy, do tej pory sama dyskutowałam z moją nauczycielką, bardzo mi kobitka pomogła, ale jak już skończyłam szkołę, to mi tylko młodsza siostra zostaje. I znajomy Szwed, ale nie chcę mu za mocno głowy zawracać.
      To teraz już masz jak w banku, że jak nic będę Cię czytać :D Daj, proszę, znać, jakbyś faktycznie się za to wziął, jestem pierwsza w kolejce do czytania :D

      Usuń
  11. Opowiadanie:
    Nie mam nic do zarzucenia, jestem pod wielkim wrażeniem - mam wymieniać dalej, powtarzając się czy zadowolisz się tym, co napisałem wcześniej?
    Szczerze to chciałbym poznać taką dziewczynę jak Cecylia. Zdecydowanie różni się od większości, które znam. Chociaż... Poznałem, ale o tym cicho.
    Strasznie podoba mi się kultura Polski, te wszystkie zwyczaje, tradycje, słowiańskie wierzenia i przesądy et cetera. Jestem patriotą, może i nie przesadnie wielkim, który chodzi na wszelakie parady itp, ale jednak. Szkoda, że w dzisiejszych czasach nie jest już kładziony tak wielki nacisk na honor, jak kiedyś... Z chęcią przeniósłbym się do siedemnastego wieku.
    Nie pogardziłbym widokiem maszerującego wojska w pełnym słońcu, chociaż nie chciałbym go zobaczyć pod swoimi oknami. Mieszkam bowiem na Pomorzu Zachodnim, na północnozachodnim krańcu Polski i do granicy z Niemcami mam ledwo trzy kilometry.
    Oczywiście nie spodobało mi się zachowanie Annelise. Nie lubię wymuszania na mnie czy na kimkolwiek jakichkolwiek obietnic.
    A, i chciałbym poznać braci Cecylii. Mam na imię tak samo jak jeden z nich.
    A.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieee, spokojnie, nie ma co się powtarzać :) Ale szalenie mi miło, że zdania nie zmieniłeś.
      No to tylko się cieszyć :D
      Ale co do Cecylki, to ona miała właśnie, że tak powiem, zupełnie nie pasować do swoich czasów.
      TAK! Tak! Widzę, że zapatrujesz się na to dokładnie tak, jak ja. Raz, że kultura dawnej Polski jest naprawdę przewspaniała, chociaż powiem szczerze, że ja w ogóle jeszcze rozpatrywałam z początku pisanie czegoś całkiem odrębnego, o pogańskiej Polsce, albo właśnie ogółem o Słowianach, z maleńką nutką fantastyki powiązaną z wierzeniami i zwyczajami. Ale ostatecznie zarzuciłam koncept, bo nie ma co się na zbyt wiele porywać, lepiej najpierw skończyć jedno, a potem wziąć się za drugie. Szczególnie, że i trzecie by się znalazło, ale to tzw. steampunk, chciałabym pisać coś o wynalazcach, przy okazji ze zbudowanym od zera światem, kulturą i wierzeniami. I tego nawet mam ze 20 stron na komputerze, ale dalej nie ruszam. I w ogóle przepraszam, ale ja się nie mogę powstrzymać od gadania, jak już zacznę D: Bądź co bądź, wracając, to ja też z chęcią bym się do siedemnastego wieku przeniosła. Tylko, że nie chciałabym skończyć jako przypadkowa chłopka/mieszczanka/szlachcianka na drodze szwedzkich/rosyjskich/tureckich żołdaków, bo to raczej nieciekawa alternatywa. Co by nie powiedzieć, czasy brutalne, ale jednak mimo wszystko magiczne.
      A to akurat w siedemnastym wieku miałbyś spore szanse na spotkanie Szwedów na Pomorzu, jedna z armii, z generałem Wittenbergiem na czele, swoją drogą, uderzała od morza, przez granicę ze Świętym Cesarstwem Rzymskim.
      Ja też tego nie lubię. Ale Annelise nie jest taka zła, jak ją maluję, jeszcze jakoś X w przyszłości pokaże się z lepszej strony:)
      Aleksander, jak przypuszczam? :) Poznasz na pewno, co prawda jeszcze spory kawałek, ale wszyscy trzej się pojawią, razem z tatuśkiem Łukasiewiczem :)
      Dzięki Ci piękne za komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  12. OMG...Co za... Jestem wzburzony :D Co to za porządki sieja pytam, żeby kobiety się zachowywały jak faceci, a faceci z kolei jak tybetańscy mnisi, chociaż nawet nie, bo oni nie ślubują celibatu...:D No ja wiem, że inne czas, inna kultura, wszystko co żyje oddaje się radosnym peanom na cześć Stwórcy no ale...:D Toris z kolei to taki typ człowieka melancholijnego, za bardzo skupionego na problemach, za mało myślącego o rozwiązaniach. Ale to może tylko ja, bo nie lubię typów, którzy lubią "rozmawiać o swoich problemach" :D nie lubię i już :P Plus, Toris znajdzie się w chyba jeszcze większym bajzlu emocjonalnym jak na jego charakter, bo skoro go wzywają do Kiejdan, to znaczy, że podlegać będzie zapewne Bogusławowi Radziwiłłowi a więc zdrajcy...Się teraz zaczną Opalińscy i inne sprzedawczyki :P Berhnarda, z racji jego pracy w kopalni, powinni dać do kopania min pod murami ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Chryste Panie, nie nadążam Ci odpisywać! :D Ale nie marudzę, okrutnie mnie cieszą komentarze od Ciebie :D
      Spoko spoko, to tylko takie ewenementy :D No, powiedzmy, że Cecylka to w ogóle nie jest kobieta rodem z tamtych czasów i wielokrotnie przez to po tyłku dostanie, i od Szwedów, i od swoich, i od Rosjan nawet, a Toris z kolei, to takie troki od majtek, a nie facet D:
      Tak, trafiłeś w sedno, że on za bardzo się skupia na emocjach, ale i przy okazji na sobie - zasłania się różnymi innymi rzeczami, ale w głębi serca jego własny interes jest dla niego najważniejszy. Więc podpisuję się pod tym rękoma i nogami. Ja w ogóle, nawet jako autorka, mam mieszane odczucia co do Torisa, raz go lubię, a raz nie D:
      Taaaaaak, dzięki Ci, skoro zdawałeś maturę z historii, to na pewno doskonale wiesz właśnie co i jak się działo, także ten wątek nie będzie stanowił dla Ciebie zagadki. No i może to i dobrze.
      Damn, to też już jest. Znaczy się, Bercia i, powiedzmy, materiały wybuchowe. Ale jakieś 150 stron dalej, jak nie lepiej D:

      Usuń
    2. Spoooko, na dziś się chyba wypstrykałem :P Jeszcze tu Ci odpowiem i ide :D Poczytałbym dłużej, bo ciekawią mnie dalsze losy bohaterów, ale masz strasznie długie te rozdziały (to nie jest zarzut, bo to dobrze! Jak dojdę do ostatniego, i nie będę musiał nadrabiać, to będę chciał jak najdłuższe kolejne części ^^), a ja muszę zmiatać :P Ale nie lękaj się- jutro wrócę ^^ A widzisz, jednak czasem się mi uda przewidzieć pewne wydarzenia :D A co do tych materiałów wybuchowych...Obstawiam....Bramę Krakowską podczas zdobywania Warszawy ^^ Wiesz, może nie stanowi zagadki, ale nadal fajnie się czyta...Ogniem i mieczem przeczytałem już z 15 razy, a nadal chętnie sięgam :D A tak BTW.... napisałaś, że jesteś miłośniczka historii Szwecji...
      słyszałaś utwór "Herr Mannelig"? Taka ballada nordycka, ale pewnie znaaasz :D W wykonaniu In Extremo- miodzio ^^

      Usuń
    3. No, powiem Ci, że i tak bardzo produktywnie Ci to wyszło *.* Dzięki śliczne, powiem szczerze, że dałeś mi kopa, żeby się wziąć za dokończenie rozdziału 10, bo póki co to tylko gniłam przed komputerem oglądając Fringe D:
      Ha, słuchaj, te rozdziały tutaj są króciutkie, 8 ma 18 stron, a 9 - 20 ;___; Ale potem chyba będą jednak trochę krótsze, chciałabym się mieścić w 12-15 stronach, ale nie wiem, czy się da ;_;
      Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie będę czekała z niecierpliwością :D
      No, akurat tym razem pudło, podczas zdobywania Warszawy Bercia akurat będzie... gdzieś indziej :D Raczej późniejsze potyczki miałam na myśli.
      No właśnie jak jeszcze pracowałam, to próbowałam w pracy czytać, ale wiadomo, jak to jest, że jednak za robotę też się trzeba było wziąć i niewiele przeczytałam. A teraz bezproduktywnie nadrabiam zaległości w serialach i staram się dobić pomysł na opowiadanie s-f, jaki ostatnio wpadł mi do głowy, bo nie chcę pisać kilku rzeczy na raz D:
      Nie, akurat tego nie słyszałam. Wyguglałam, posłuchałam i podoba mi się, bardzo moja dywizja :D A jeśli chodzi o ballady, te typowo szwedzkie, bo oni tam mają osobny gatunek muzyczny właśnie pod tytułem SZWEDZKIE BALLADY, to szalenie mi się podobają w wykonaniu Falconer. Szczególnie polecam "En Kungens Man", "Herr Peder Och Hans Syster" i "Per Tyrssons dottrar i Vange". I jeszcze to magiczne "Vi Salde Vara Hemman" z opisu tekstu, tam chyba nawet zalinkowałam :D Ach, i jeszcze Kristallen den fina ostatnio za mną chodzi ;____; Mogłabym tak w nieskończoność D:

      Usuń
  13. "Była to ładna, izabelowata klacz, młoda jeszcze i ruchliwą, a więc idealna dla żywiołowej Cecylii, która nie mogła długo usiedzieć w miejscu." - ruchliwa
    "Jej gorący oddech owiewał jego twarz i nie sam już nie wiedział..." - przed "sam" chyba nie powinno być "nie"
    " Uśmiech powoli spływał jej twarzy, by mógł zastąpić go żal i zdziwienie." - zabrakło "z"


    To jak Toris narzekał, że Cecylia jest od niego silniejsza i że to on jest mężczyzną i powinien ją ratować skojarzyło mi się z książką "Rywalki" ( tak na marginesie polecam Ci ją bardzo). Troszkę denerwujące są te męskie gadki o utrzymywaniu rodziny itd. Facet mógłby zrozumieć, że czasami się po prostu nie da. Toris przynajmniej tylko sobie ponarzekał i nie zrobił nic głupiego z tego powodu, nie tak jak tam ten durny Aspen. :)
    Rozkminy Cecylii są godne podziwu. Może i prosta kobieta, ale pomyślunek ma. Pisałam już pod prologiem, że postać Cecylii do gustu mi bardzo przypadła. Toris ujdzie w tłoku. Coraz bardziej zaczynam go rozumieć, ale i tak za nim nie przepadam. :)
    Postacie dziadków są u Ciebie wyśmienite. Jak o nich czytam, to mimowolnie się uśmiecham. Jedna postać, a tyle radości. :D
    Podoba mi się scena w lesie. Jakoś tak naturalnie Ci to wyszło. :)
    Trzymaj tak dalej Cecylio! Przeżyjesz na pewno, wystarczy tylko trochę szczęścia. :)
    Fajnie to musiało wyglądać. Też bym tak sobie chciała połazić po morzu. :)
    Bernhard jest taki biedny. Już ja wiem jak to jest, jak ktoś cie zmusza do rozmowy. Czy to naprawdę tak trudno pojąc, że może ktoś nie lubi towarzystwa? Albo że woli słuchać, niż gadać?
    Tak, tak. Annelise chciała być uprzejma, ale mogła sobie dać spokój z tą gadką o wojnie.
    Brawo Beniu! Wreszcie wprowadzasz swój plan w życie. I mam nadzieję, że mu się uda, tak jak sobie zaplanował.
    A ta Annelise to małpa wyrodna. Jak tak można? Takie ma ładne imię, a taka jest żmijowata. Kto by się spodziewał? Dobrze Beniu, ze się w porę skapnąłeś i nie dałeś.


    No więc drugi rozdział za mną. Może faktycznie lepiej się go czytało od poprzedniego. Wojna już w następnym rozdziale. :D Już się nie mogę doczekać.
    Dziękuję, że masz do mnie tyle cierpliwości. W końcu obiecuję, że przeczytam od lutego.

    Pozdrawiam i weny!
    [pat-czyli-ognistowlosa]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, powiem Ci, że nie spodziewałam się komentarza tak szybko :)
      Dzięki Ci śliczne za wyłapanie błędów, ja nie wiem, jak to się dzieje, że zawsze coś przeoczę ;_;
      Toris to głównie tylko narzeka i marudzi, i nic konkretnego nie robi, taki typ D: A na książkę chętnie zerknę, dzięki za polecenie! :)
      Cecylka jako jedyna z głównych bohaterów prawdziwie ma łeb na karku. Taka trochę uboga szlachcianka ze wsi, ale głupia nie jest, co to, to nie. Co do Torisa, to ja sama mam co do niego mieszane odczucia. Ale cieszę się, że Cecylkę przyjęłaś tak entuzjastycznie :)
      Dzięki piękne, też osobiście bardzo lubię obu dziadków :D
      Cecylka i szczęście razem w parze nie idą. No, nie, chociaż w sumie, to są takie momenty, że ma więcej szczęścia niż rozumu. Ale to wszystko w dalszych rozdziałach :)
      Też Bercię rozumiem, bo sama jestem introwertyczką, więc totalnie wiem jak to jest, jak ludzie wiecznie marudzą, a człowieka denerwuje tylko to, że nie chcą się odczepić. Ale mówi się trudno, trzeba się niestety dostosować do społeczeństwa D:
      Co do Annelise, to powiem tylko tyle, że nie jest taka zła, jak ją tu maluję. Ale jakaś wybitnie super, moim zdaniem, też nie jest. Ale to wszystko w przyszłości :)

      Oszalałaś, nic nie szkodzi! Powiem Ci, że teraz się cieszę jak dziecko, jak komentujesz, więc naprawdę długi czas oczekiwania wynagradzasz mi tym w zupełności :)

      Dziękuję pięknie za komentarz i pozdrawiam również :D

      Usuń
    2. A no te błędy takie są. Ostatnio podczas czytania książek, wyłapuję wszystkie pomyłki jak leci. Więc nie ma się co martwić, nawet po dokładnej korekcie coś się znajdzie. :)
      No niestety trzeba się dostosować, chociaż sto razy lepiej i łatwiej by było, gdyby to społeczeństwo się dostosowało, albo przynajmniej postarało. :)
      Dam Annelise jeszcze jedną szansę. :) W sumie to dopiero co ją poznałam, więc niech ma. Ale jak to mówią, liczy się pierwsze wrażenie, a dobrego to ona na mnie nie zrobiła.
      Cieszę się, że się cieszysz. :D
      Jutro się pewnie zabiorę za trójeczkę.
      Pozdrawiam

      Usuń
  14. Ja tam uwielbiam takie melodramatyczne postacie jak Toris, dlatego jego kreacja jak najbardziej mi odpowiada. W końcu niby jak inaczej miałby się zachować w podobnej sytuacji? Musi porzucić całe swoje życie i wyjechać na wojnę, której tak naprawdę nie chce. Musi zostawić swoją ukochaną i nie ma pewności, czy znów ją zobaczy. Nikt w takich chwilach chyba nie myślałby racjonalnie. Żal mi tych dwojga... są zbyt młodzi, by oglądać podobne okrucieństwo. Jeszcze tacy niewinni.
    Zaintrygowała mnie postać dziadka. Bardzo lubię takich mądrych i pozytywnych bohaterów, rzucających światło na całą sytuację.
    Żałuję, że Toris i Cecylia nie pobrali się jeszcze przed wojną. Teraz wszystko jest takie niepewne... mam nadzieję, że mężczyzna wróci i będzie mógł dokończyć to, co zaczął.
    Kurczę, mam chyba takie same odczucia co do Annelise jak Bernhard. Widać, że kobieta go naprawdę nie kocha i wcale jej się nie dziwię. Została zmuszona do tego małżeństwa. Ironia - Ci, którzy chcą się pobrać, nie mogą tego zrobić, a Ci, którzy nie chcą, muszą.
    Ciekawi mnie, jak dalej potoczą się losy głównych bohaterów. Uważam ten rozdział za bardzo udany, szczególnie jego pierwszą część. Uwielbiam podobne rozważania moralne i dramatyzm :3 Pojawię się tu jeszcze z pewnością, tyle tylko, że będę od jutra nieobecna na bliżej nieokreślony okres czasu.
    Pozdrawiam, życzę weny i, jeśli masz ochotę, zapraszam do mnie: www.jestem-niezniszczalna.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja osobiście za Torisem średnio przepadam... chociaż właściwie to jest tak, że raz go lubię, a raz nie. Ciężko stwierdzić D: W każdym razie cieszę się, że choć kreacja jest k :D
      Niewinni to chyba bardzo dobre słowo, szczególnie odnośnie Cecylii. Bo ona najmocniej przez swoje naiwne podejście do pewnych spraw oberwie. Jej wojna naprawdę szybko pokaże, że świat nie jest taki, jakim jej się wydawał.
      Och, Toris wróci, to jest pewne. Ale jaki będzie tego skutek, to sama zobaczysz, myślę że nie taki, jakiego można by się spodziewać.
      Annelise nie jest taka zła, jak ją tu maluję :) A inna sprawa jest taka, że rzeczywiście, ona też jakoś wybitnie Bernharda nie chce. Oxenstierną nie pogardzi, ale ten czy inny to dla niej żadna różnica.
      I rzeczywiście, ironia. Chyba jesteś pierwszą osobą, która to zauważyła. I bardzo mnie to cieszy :)
      Cieszę się bardzo, że masz ochotę jeszcze zajrzeć, będę czekała z niecierpliwością :)
      Ja u Ciebie już byłam i komentarz zostawiłam :) Będę z chęcią czytać, tylko najpierw muszę ponadrabiać zaległości, chyba mi głowy nie urwiesz? D:
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  15. Powiem szczerze, że Twoje odpowiedzi zdecydowanie mnie zmotywowały do dalszego komentowania. Lubię, jak autor interesuje się tym, co czytelnicy mają do powiedzenia, a nie, że przeczytał albo nie przeczytał, nie wiadomo, bo odzewu nie ma (a znam takie przypadki) ;-; tak więc dzięki, biorę się znowu za czytanie i komentowanie.
    I znowu muszę to napisać, i będę to pewnie powtarzać przez cały czas, chyba że zmienię zdanie, ale to mało prawdopodobne — nie lubię Torisa D: więc po rozdziale X pewnie go chętnie pohejtuję, a bo co, kto bogatemu zabroni D: (zresztą, kiedyś reklamowałam się na fejsie jako profesjonalny hejter, więc cóż)
    taka Cecylia, która była tak niezdarna, że chyba tylko cudem jeszcze się nie zabiła — <3 nic więcej chyba nie mam do powiedzenia
    Chcę być mężem i ojcem, a nie żołnierzem. — z całym szacunkiem, Toris, ale nie chciałabym, żebyś był moim ojcem D: chociaż, jak na mój gust przynajmniej, na żołnierza się nie nadaje D:
    Cecylia wpadła na osobliwy dość pomysł nazwania konia Żabą — coś chciałam powiedzieć, ale wypadło mi z głowy, w każdym razie fajne imię :>
    bo normalnie to właściwie tylko zrzędziła — mehehehe; musiałam ;q; (tak, też się zastanawiam, dlaczego dziś tak od rzeczy)
    I faktycznie, szła cała armia żołnierzy odzianych w granatowe mundury — te granatowe mundury zdecydowanie mnie przekonały, aw, mój ulubiony kolor <3
    Musisz być niezmiernie dumny z udziału w tej wojnie — coś mi mówi, że niekoniecznie… o, faktycznie :D ta, też piszę w trakcie czytania.
    oczy panna Wittenberg miała doprawdy hipnotyzujące — Twoje oczy — hypnotajzing :D nie mogłam się powstrzymać, tak mi się jakoś przypomniało…
    Po długiej, naprawdę długiej chwili pojął, że Annelise chciała, żeby ją pocałował. — nie wiem, co powiedzieć, więc napiszę, że się uśmiechnęłam, lel ^^
    W dłoni trzymała ładną, śnieżnobiałą, haftowaną złotą nicią chusteczkę. — od razu przypomniała mi się Felicitas Frey, podchorąży Hochabauer i właśnie chusteczka… ale ciii, nic nie mówiłam ;q;

    Generalnie chyba wolę, jak piszesz o Sztokholmie, tak mi się wydaje. Może dlatego, że nie przepadam za Torisem, a z Bernhardem jakoś tak łatwiej mi się utożsamić ;-; ale widziałam kawałek rozdziałów ósmego i dziewiątego, to jestem mądrzejsza i wiem, że później Bernhard będzie w Łukowcach. Nie mylę się, nie? oO (mam nadzieję, bo kwas będzie)
    Annelise (cały czas piszę jej imię Annelies, nie wiem, dlaczego) cały czas lubię — i tego też nie jestem w stanie wyjaśnić. Chyba po prostu lubię takie postacie. I chociaż wiem, że oni do siebie nie pasują, będą się ze sobą męczyć i tak dalej, i tak dalej, to jednak mam nadzieję, że dojdzie do ślubu D: nie pytaj, jestem dość ciekawą osobą ;-;
    To by chyba było na tyle z mojej strony, mam nadzieję, że długość komentarza Cię zadowala, bo mnie jakoś tak nieszczególnie, ale nie chcę go sztucznie przedłużać, powiedziałam już wszystko, co chciałam xx
    A, i pozwolisz, że do Twoich komentarzy będę nawiązywała w mailach? Bo już jakoś tak, nie wiem, byłoby mi trochę łatwiej. Chyba że masz jakieś obiekcje, to mów śmiało, może się przemogę ;-; jeszcze do Ciebie dzisiaj zajrzę, ale pewnie po południu, bo teraz mi się dziwne rzeczy tłuką po głowie i muszę zrobić z nimi porządek ;-;
    Pozdrawiam
    Amnezja

    PS A co do Iwana to sama nie wiem, bo widziałam nawet formę Braginsky ;-; więc sama jestem lekko zdezorientowana (i nawet nie chce mi się wcisnąć F3, żeby sprawdzić, czy ktoś Ci już odpowiedział, lel xx)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to się bardzo cieszę <3 Jestem tego samego zdania, nie lubię olewactwa czytelników ;_;Bo jednak kurczę, ludzie poświęcają czas, żeby przeczytać i coś powiedzieć, nieraz - jak Ty - naprawdę niemało, i uważam, że autor powinien takie rzeczy doceniać choćby odpowiadając na komentarz. O :D
      Oj, naprawdę będziesz mogła po nim pojeździć jak po łysej kobyle, i później parę razy w przyszłości jeszcze też :D
      *pat pat* nie martw się, ja teraz aktualnie też przechodzę fazę hejtu na Torisa XD
      trololololo, tę niezdarność Cecylka ma po mnie, że tak powiem ;_________; naprawdę, mogę się poszczycić gracją słonia w składzie porcelany ;_________;
      ZAWSZE CHCIAŁAM NAZWAĆ KONIA ŻABA, A KOTA TESLA. Z wiadomych względów Cecylia nie ma kota zwanego Teslą, ale gdyby to było możliwe, to miałaby :D
      Mundury z okresu potopu są PASKUDNE. Prześlę Ci potem w mailu (bo jak wstawię tu, to jeszcze się ktoś przyczepi, że naruszam prawa autorskie;_____;), co zrobiłam kiedyś w dyskusji ze znajomą, jak się nabijałyśmy ze szwedzkich mundurów XD Ale chyba pokazywałam Ci już najpiękniejszy mundur na świecie aka mundur Karola XII? Czy to nie Tobie, bo przyznam się, że nie pamiętam D:
      O NIEEEE, PRZYPOMNIAŁAŚ MI O PIOSENCE DŻOANY, O NIEEEE XD
      Ej ej ej, o co chodzi z tą chusteczką? *.* Znaczy, w sensie, z tą, o której mówiłaś?

      Torisa teraz długo nie będzie, za to będzie dużo Berci, o :D
      Taktak, zgadza się, będzie w Łukowcach, dokładnie :)
      Spoko, ja notorycznie MARION czytam MAIRON, pozdrawiam Tolkiena ;___________;

      NIE ZASPOJLUJĘ, NIE ZASPOJLUJĘ, NIE ZASPOJLUJĘ... Powiem tyle, że wątek romantyczny jest tu dziko skomplikowany. I wierz mi, że na pewno Cię zaskoczy, przynajmniej na pewnym etapie :D Annelise, jak mówiłam, nie okaże się taka zła na koniec, na pewno ja ją widzę lepiej... Chociaż gorzej też... Tylko, że będzie miała do tego powody... ech, dobra nic nie mówię, bo będzie spojler D:
      Nienienie, spoczko foczko, jest super <3 Dziękuję piękne <3
      Tak, oczywiście, jeśli tak Ci wygodniej, to nie ma problemu :)

      PS. Nie, nikt mi nie odpowiedział XD Chyba dam Bragiński i koniec. No i oczywiście chyba się domyśliłaś, że się Wania pojawi :D

      Dzięki piękne za komentarz i również pozdrawiam <3

      Usuń
  16. Wreszcie przybyłam do Ciebie, wybacz za tak wielką zwłokę, ale wesel i ciasta, i zmęczenie, i musiałam pojechać do chłopaka, ech, same braki odpowiedniej ilości czasu, a nie chcę komentować tutaj na łapu capu, bo polubiłam Szwedka :C
    A teraz jeszcze komentuję z komputera chłopaka, więc nijak nie mogę tego ładnie zrobić, bo mego pliku w Wordzie ni moo...
    Dobra, odniosę się do treści, jeny, Twoi dziadkowie - w sensie ten szwedzki i teraz litewski są tacy podobni do siebie :D Oczywiście, to nie jest coś złego, wręcz to taki smaczek dla opowiadania, że mimo odległości, innej kultury, oni są do siebie niezwykle bliscy charakterowo, mili, weseli, a przede wszystkim doświadczeni przez życie... Jego ślepota i "widoczność" mnie urzekły, przypomniał odrobinę moją ciocię, która również była niewidoma, a cały czas potrafiła zaskakiwać lepszą od wielu nas percepcją :D
    Och, dobra, nie lubię tego Litwina, wkurza mnie to jego angstowanie, jakby nie był facetem, a jakimś kotletem... Straszne jest jego zachowanie, takie pozbawione jakiejś odwagi i to ciągłe marudzenie na świat, niech ten człowiek weźmie się w garść, albo stanie się na moim celowniku! :o
    A Celia, och, ona jest taka urocza i taka pewna siebie, że po prostu to ona rządzi naszym Litwinem, czy on tego chce czy nie chce, dziewczyna może i jest urocza i odrobinę zagubiona to i tak potrafi być twardą babką! :D
    a i "pomimo, że" pamiętaj, że przecinek zazwyczaj w takich sformułowaniach pojawia się przed, a nie pomiędzy, więc ", pomimo że" chyba jakiś link Ci ostatnio też zostawiałam :D
    Och, Berni, jest i on, ten wielki misiek, a już myślałam, że go w tym rozdziale nie uraczę, a tu proszę! :3 Jeju, jakie ten chłopaczyna ma ciężkie życie, wszyscy są nastawieni do niego anty, oprócz mieszkańców jego posiadłości, każda wyższa sfera, jakby chciała mu tylko podstawiać nogi... A Ana, jeny, wyrwałabym jej wszystkie włosy z głowy! Jakie to wredne babsko jest :x Taka damulka z wyższych sfer, co to nie ona, mam wrażenie, że któraś z przyjaciółek poradziła jej takie a nie inne pożegnanie, a Bercia dość średnio myślący, nie wie o co chodzić może kobiecie, on myśli, że ta dobra i miła, a tu proszę! :x Swoją drogą wszystko jest wyśmienicie opisane :D Uwielbiam kiedy jest perspektywa Bernarda, jest taka urokliwa i prostolinijna! Niedługo wrócę, by przeczytać resztę :x Wiem, że tak mi mozolnie idzie, ale Twoje rozdziały są długie, ale staram się jak mogę, by nadgonić! :D Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za przyjemną lekturę :3

    http://dzikie-anioly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nienienie, nie ma sprawy, jak widać ja też się spóźniam u Ciebie, ale naprawdę postaram się jeszcze dziś wpaść, a jak nie dziś, to jutro już na pewno :D
      No i oczywiście bardzo doceniam chęci zostawiania porządnych komentarzy, naprawdę <3 Z tego samego powodu jeszcze nie było mnie u Ciebie, ale pojawię się, jak mówiłam.
      A się cieszę bardzo, że się dziadkowie podobają :D powiem szczerze, że mnie się bardzo przyjemnie o nich obu pisze, no i że oni oboje gdzieś tam co jakiś czas do samego końca będą się przewijać. Bądź co bądź wszelkie analogie były zamierzone, jak najbardziej :)
      Spoko, nikt go nie lubi, prócz jednej czytelniczki właściwie ;p on właściwie jest tu od tego, żeby go nie lubić :D ja to go osobiście raz lubię, raz nie, ale żeby się bez spojlerów obeszło to powiem tak - w kolejnych rozdziałach dostaniesz sporo powodów, żeby sobie na nim poużywać, bo przecież dlaczego nie :D
      Jeśli o Cecylkę i Torisa chodzi, to zdecydowanie ona w tym związku nosi spodnie. I powiem więcej, z całej trójki głównych bohaterów to ona ma zdecydowanie największe jaja. Raz w życiu postać kobieca mi się udała, RAZ JEDEN XD
      Dzięki bardzo za rady, właściwie teraz już o tym wiem - tylko jak mówiłam, trochę jeszcze potrwa zanim przekleję tu poprawione wersje rozdziałów. Od dziesiątki już się takie kwiatki nie zdarzają :) niemniej jednak dzięki za zwrócenie uwagi :)
      Wiesz co, nagle sobie uświadomiłam, że "wielki misiek" to jest naprawdę określenie jak znalazł :D Ale spoko spoko, on jeszcze się ogarnie ze swoim życiem i przestanie dać sobie na łeb włazić, ale wiesz, na taki character development to potrzeba jednak czasu. Ale spoko wodza, będzie chłopinie lepiej :D
      A jeśli o Annelise z kolei chodzi, to ja ją lubię, szczerze powiedziawszy. No jest jaka jest, ale ma kobita jaja, tego jej odmówić nie mogę - może tego tu nie widać, ale wiesz, w momencie kiedy cały zamysł jej postaci mam gotowy i będzie się to ujawniało dalej w przyszłości, to wiadomo. Ale też nie będę nic mówić, kurczę, taki ze mnie straszny człowiek-spojler, no D: Aczkolwiek mimo wszystko wcale się nie mylisz w jej ocenie.
      Wiesz co, bardzo mnie cieszą te komplementy pod adresem perspektywy Berci. Bo podkreślasz to, co ja bardzo chciałam pokazać, że to prosty chłop jest, za prosty jak na kogoś pokroju Oxenstiernów. Bo to fejmy i szychy były.
      Nic się nie martw, ja nie gonię :) Ale powiem Ci też, że im dalej, tym rozdziały są dłuższe, więc wiesz :)
      Dzięki Ci pięknie za komentarz <3

      Usuń