piątek, 28 lutego 2014

Rozdział I



Dla ludzi, którzy są po raz pierwszy - w spisie treści jest jeszcze prolog. Mnie samej często zdarza się przegapić, więc gwoli ścisłości informuję.           


    Maj 1655, Ytterheden
Bernhard mieszkał w małym, ale za to bardzo przytulnym i zadbanym dworku w regionie Norrtälje, do którego należały całkiem spore tereny zielone. Może brzmiało to całkiem miło, w rzeczywistości jednak nie była to ładna okolica (z resztą, chyba właśnie dlatego to Bernhard, jako najmłodszy, dostał ją w spadku): rozciągające się bez końca ponure wrzosowiska stanowiły jedyny widok, jaki witał człowieka z okien. Nawet teraz – a może szczególnie teraz – w środku maja, kiedy wszystko inne już dawno zdążyło obudzić się do życia, bezkresne wrzosowiska w Ytterheden zdawały się być martwe; pola ziały szarością, przygnębiając tylko człowieka, który zapuścił się w te rejony. Malujący się w oddali las również sprawiał podobne wrażenie; nie był ani niepokojący, ani zachęcający, a po prostu ponury i jakby pozbawiony wszelkiego życia. Na horyzoncie nie widać było nawet zarysów żadnych większych budynków, a jedynymi śladami cywilizacji w okolicach bernhardowego domu było kilka, dosłownie kilka, chłopskich zagród położonych nieopodal – wszyscy byli właściwie na utrzymaniu młodego Oxenstierny, to jest pracowali w należącej do niego kopalni, która swoją drogą była jedynym źródłem z jakiego Bernhard mógł czerpać pieniądze na utrzymanie majątku; ziemia nie nadawała się pod uprawę i właściwie tylko dzięki wydobywaniu złóż żelaza cała ta wioska pośrodku niczego jeszcze jako tako się trzymała.
                Bernhard jednak, mimo wszystko, nie narzekał; on lubił żyć blisko prostych ludzi, dzielić ich trudy i problemy, a tak właśnie wyglądało życie w Ytterheden – wszyscy pracowali ciężko, bez względu na różnice stanowe i wszyscy mieli taki sam wkład w funkcjonowanie tej małej wsi. Znali się na wylot i Bernhard mógł z czystym sumieniem powiedzieć, że jedynych przyjaciół, jakich kiedykolwiek zdarzyło mu się mieć (nie licząc tu jego starszego brata Bengta i kuzyna Erika), znalazł właśnie wśród górników z Ytterheden. Dlatego też właśnie tego dnia tak ciężko było mu wracać do domu; nie wiózł im bowiem dobrych wieści.
                Jeden ze starszych braci Bernharda, Bengt, był wysoko postawionym politykiem, bardzo swoją drogą zaangażowanym w sprawę wypowiedzenia Rzeczpospolitej Obojga Narodów wojny – miał bowiem być administratorem zajętych przez Szwedów ziem, przynajmniej do momentu przyłączenia ich do Królestwa Szwecji - oczywistym więc było, że był to człowiek bardzo dobrze poinformowany; Bernhard był mu dozgonnie wdzięczny za informację, że rozkazy zaciągu do wojska już są wypisywane i w przeciągu kilku tygodni miały zostać dostarczone do rąk dowódców, w tym jego własnych. Problem wynikał z tego taki, że musiał poinformować też wszystkich w Ytterheden, że za kilka tygodni zostaną powołani do służby. Oxenstierna wiedział, że to oznaczać będzie katastrofę dla ich żon, matek i dzieci – zadbał więc o to, by wypłacano im renty, z jego własnej nawet kieszeni, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Bengt Oxenstierna na szczęście był człowiekiem pełnym zrozumienia i trzeźwo myślącym, choć bardzo surowym, zgodził się jednak zadbać o tych biednych ludzi z Ytterheden; za to również Bernhard był mu dozgonnie wdzięczny.
                Później z resztą miało się okazać, że właściwie całe Bernharda życie polegać miało na zaciąganiu długów wdzięczności u Bengta, ale to była zupełnie inna historia, która opowiedziana zostanie w swoim czasie.
                Mimo późnej, wiosennej pory było okrutnie zimno. Chłodny wiatr bezlitośnie wciskał się w każdą nieosłoniętą płaszczem przestrzeń, przeszywając człowieka na wskroś. Bernhardowi w uszach aż trzeszczało, a jego mundurowy kapelusz ledwie trzymał się na głowie, gdy pędził drogą pomiędzy wrzosowiskami w stronę zabudowań w Ytterheden. Nie pomagał naturalnie fakt, że na tym ostatnim odcinku drogi, dzielącym go od domu, popędzał Tajgę, swoją wielką gniadą klacz, by czym prędzej dotrzeć na miejsce.
                Już z daleka dostrzegł uwijające się w swoich niewielkich ogródkach kobiety – zbierały warzywa, najpewniej na kolację. Poznał je jednak dopiero z bliższej odległości – wada wzroku dawała mu się ostatnio mocno we znaki. Pani Frida Mikalstrud, żona najbliższego przyjaciela Bernharda, który pełnił funkcję sztygara pod jego nieobecność, dostrzegła jeźdźca pierwsza. Trąciła łokciem swoją nastoletnią córkę Kajsę i obie pomachały mu na powitanie.
                —Pan Bernhard! — zawołała pani Frida, gdy ten wstrzymał konia i stanął przed ich skromnym domostwem. — Długo pan zabawił na dworze! No i jak widać, poszczęściło się panu!
                Oxenstierna rozumiał, że miała na myśli jego nowy, kapitański mundur. Skrzywił się niemiłosiernie na tę uwagę, chcąc wyrazić swoją dezaprobatę.
                —Można tak powiedzieć— odparł jej jednak uprzejmie. —Sven w kopalni?
                —Jak zawsze — odparła z rezygnacją kobieta i oparła się o ścianę domu, ręką poprawiając jednocześnie chustę, którą miała przewiązane siwiejące już odrobinkę włosy.  — Dobrze, że pan wrócił. Mieli tam chyba jakieś problemy. Zawalił się jeden z szybów.
                Bernhard nagle zbladł, jakby cała krew momentalnie odpłynęła mu z twarzy. Tak, w kopalni był jeden szyb, który od lat stał nieużywany; Oxenstierna zarządził bezwzględny zakaz wchodzenia tam – na samym wejściu było widać, jak bardzo spróchniałe są deski podtrzymujące sufit i ściany korytarzy i nikt nie znał dnia ani godziny, kiedy strop mógł runąć komuś na głowę, by pogrzebać go na zawsze w czeluściach mrocznego kopalnianego szybu.
                —Czy ktoś tam był? —zapytał Bernhard z niepokojem, ale pani Frida szybko pokręciła głową.
                —Nie —odpowiedziała natychmiast, a kapitanowi momentalnie kamień spadł z serca. — Teraz tylko mają masę roboty, bo trzeba wszystko posprzątać i zabezpieczyć.
                Bernhard właściwym sobie zwyczajem milczał i pokiwał tylko na jej słowa głową. Zdawał sobie sprawę, że będzie ogrom roboty z tym zawalonym szybem; na zabezpieczanie go zmarnują pewnie masę czasu, a dodatkowo trzeba będzie posprawdzać korytarze, z których wydobywane jest żelazo, czy im też przypadkiem nie grozi żaden zawał. Nagle jednak głos Kajsy przerwał jego rozmyślania; Bernhard zwrócił oczy na drobną, niewysoką dziewczynę o chorobliwie bladej twarzyczce i cienkich ciemnoblond włosach.
                —Pan wygląda na okropnie zmartwionego! — rzekła zatroskanym tonem, marszcząc ciemne brwi. — Coś się stało?
                —Nie — odpowiedział jej szybko; nie mógł teraz spojrzeć jej w oczy i powiedzieć, że zabiera jej ojca i brata na wojnę. Im obu pękłoby serce, a Oxenstierna naprawdę nie miał sumienia robić im w tej chwili takiej przykrość. — Proszę się nie martwić, jestem tylko zmęczony podróżą.
                —Kajsa, przynieś panu chleba i szynki! — zarządziła natychmiast Frida, a jej córka czym prędzej pomknęła do kuchni, nim Bernhard zdążył zaprotestować.
                —Pani Mikalstrud, pani nie może… — zaczął, jednak kobieta szybko mu przerwała, kręcąc głową.
                —Co nie może! —zawołała, celując w niego pacem. — Panu, panie Bernhardzie, to się od nas kawał nieba należy. Gdyby nie pan to już dawno byśmy tu pomarli. Panu spieszno do kopalni, to chociaż posilić się damy, skoro inaczej ugościć nie możemy.
                Bernhardowi okropnie głupio zrobiło się na jej słowa, chociaż jednocześnie poczuł ogromną radość z faktu, że ci ludzie byli tak do niego przywiązani i to wcale nie tylko ze względu na pracę i pomoc  – oni byli po prostu serdeczni, widzieli w nim normalnego człowieka, bo i on ich takimi widział. A to było wszystko, czego Bernhard kiedykolwiek pragnął.
                Kajsa wróciła z niewielkim pakunkiem, w którym znajdował się chleb, kawałek szynki i nawet trochę wina w glinianej butelce. Bernhard przyjął to od niej z wdzięcznością, bo faktycznie był głodny jak wilk – nie jadł nic prawie cały dzień, a – aż wstyd mu było to przyznać – on nawet nie będąc specjalnie głodnym był w stanie pożreć konia z kopytami; w dzieciństwie pochłaniał podczas jednego posiłku więcej niż wszystkie jego siostry razem wzięte i do tej pory mu to zostało. To był właściwie jedyny pozytywny aspekt pochodzenia z tak wysokich warstw społecznych – że mógł się najadać do woli.
                —Dziękuję — powiedział do kobiet typowym dla siebie, odrobinę szorstkim tonem, jednak one uśmiechnęły się do niego w odpowiedzi. W Ytterheden każdy był już przyzwyczajony do specyficznego i niezbyt sympatycznego sposobu bycia młodego Oxenstierny, wiedząc że jego zachowanie i powierzchowna szorstkość w żaden sposób nie jest adekwatna do tego co kapitan chciał otoczeniu przekazać.
                Bernhard ruszył więc dalej w stronę kopalni, choć teraz zdecydowanie wolniej – dopiero gdy wcisnął w siebie trochę (naprawdę pysznego, należałoby dodać) jedzenia, puścił się galopem do celu.
                Robiło się już ciemno. Gdy niebo powoli zaczynało przybierać bladą, szarawą barwę Ytterheden stawało się jeszcze mniej zachęcające niż do tej pory; wszystko jakby traciło kolory i pogrążało się w letargu. Robiło się nie tylko ponuro, a zwyczajnie przygnębiająco.
 Bernhard minął po drodze piękną Sagę, zmierzającą w stronę miasteczka; wracała pieszo z odległej o kilka kilometrów sąsiedniej wsi, gdzie czasami chodziła pomagać rodzinie swojej kuzynki, która wiecznie chorowała i nie miał jej kto pomagać przy pilnowaniu gromadki małych dzieci. Saga była narzeczoną Mikaela Olovssona, jednego z górników; Bernhard nie mógł zaprzeczyć temu, co mówiło się o Sadze w okolicach: była zdecydowanie najpiękniejszą kobietą, jaka kiedykolwiek zagościła w Ytterheden. Była tylko częściowo Szwedką, nie było tajemnicą, że wywodziła się z ludu Saami*, była więc właściwie bardziej skandynawska niż ktokolwiek inny w tej wiosce, można by tak rzec. Pochodzenie można było wyczytać w jej twarzy o śniadej skórze, w mocnych, ostrych rysach oraz skośnych oczach o tęczówkach tak ciemnych, że zdawały się być niemal czarne. Dodatkowo tego obrazu dopełniały jeszcze aksamitne, ciemne jak węgiel włosy, opadające jej na plecy gładką kaskadą. Bernhard bardzo Sagę cenił; była szalenie inteligentną kobietą, głodną wiedzy i chętną do nauki, a ponadto bardzo zdolną – należała więc do tych kobiet, które gdyby tylko urodziły się w innych, bardziej sprzyjających ku temu czasach, mogłyby osiągnąć w życiu bardzo wiele. Niestety jednak Saga nie mogła rozwijać się tak, jak by tego chciała; jako córka zwykłego chłopa mogła co najwyżej pomarzyć o jakichkolwiek naukach. Bernhard, dla którego Saga zawsze była mile widzianym i raczej przyjemnym towarzystwem, czasami przywoził jej różnego rodzaju książki, jakie udało mu się zdobyć tu i ówdzie. Lata temu nauczył ją też czytać – chociaż w ten sposób mógł pomóc dziewczynie spełnić część marzeń, które w większości i tak z góry skazane były na niepowodzenie.
                Saga pomachała mu z daleka, a on odwzajemnił gest; nie zatrzymał się jednak, tylko dalej pędził w stronę kopalni, by mieć tę nieprzyjemną rozmowę z górnikami za sobą tak szybko, jak tylko się da.

*

                —No proszę, kogo nam tu przywiało! — zawołał Sven Mikalstrud już z daleka. — Bernhard Oxenstierna we własnej osobie.
                Bernhard skinął Svenowi głową na powitanie. Zsiadł czym prędzej z konia i przywiązał go do płotka, biegnącego wzdłuż drogi; w gruncie rzeczy nie było takiej potrzeby, Tajga była tak spokojna i posłuszna, że na pewno nigdy by nie odeszła, ale cóż –Bernhard wyznawał w życiu zasadę, że przezorny zawsze ubezpieczony.
   Sven był zaskakująco wesołym, jak na mieszkańca takiego ponurego miejsca, człowiekiem. Niemal dorównywał Bernhardowi wzrostem (a nie było to łatwe, bo Oxenstierna mierzył sobie dokładnie sześć stóp i pięć cali wzrostu), a posturą zdecydowanie go przerastał, chociaż i Bernhard naprawdę byłem dobrze zbudowanym mężczyzną. Sven wyglądał jednak bardzo nietypowo, jak na kogoś z tych stron: ciemne włosy opadały mu na śniadą, teraz całkiem umazaną kopalnianym pyłem, twarz, a jego jasne, szare oczy niemal zawsze wesoło błyszczały. Serce ścisnęło się Bernhardowi na myśl o tym, co będzie musiał mu powiedzieć. Co będzie musiał powiedzieć im wszystkim.
Było tu ich razem ledwie dwudziestu siedmiu mężczyzn, łącznie z samym Bernhardem i jego pomocą domową w postaci zarządcy, powiedzmy, który przy okazji pełnił rolę stajennego, kucharza i Bóg jeden wie kogo jeszcze, na zmianę z Bernhardem. Kobiet było trochę więcej, bo trzydzieści trzy. Rzeczywiście była to więc malutka osada i wszyscy musieli się tu, siłą rzeczy, znać na wylot. Tak też naturalnie było; znikały tutaj wszelkie różnice społeczne – na początku ludzie z Ytterheden  traktowali Bernharda z respektem godnym niemal króla (teoretycznie, nie było co się oszukiwać, rodzina Oxenstiernów była na tę chwilę jedną z najbardziej szanowanych w kraju – chyba tylko Arvid Wittenberg mógł się poszczycić równie wysoką pozycją), z biegiem czasu jednak, gdy dotarło do nich, że Bernhard wcale nie uważał się za lepszego i, co więcej, chciał im pomagać i pracować razem z nimi, jak równy z równym, całkiem zmienił się ich stosunek do młodego Oxenstierny. Stali się sobie przyjaciółmi, nikt nie wstydził się przyjść do nowego pana na włościach po pomoc, a i on w razie problemów mógł się do nich zwrócić – i dlatego właśnie tym bardziej bolało go, że tym razem to właśnie on musiał przynieść im złe nowiny.
—Toś się, chłopie, nieźle dorobił tam u króla! — zawołał Jorgen Magnusson, jeden z górników.
—Co ty, jakimś marszałkiem zostałeś? — zapytał z kolei Ragnar, przyglądając się eleganckiemu mundurowi Bernharda z nieskrywanym zaciekawieniem.
Oxenstierna skrzywił się na to wszystko okropnie. Do tej pory był tylko spokojnym posiadaczem ziemskim i górnikiem, ale jego kuzyn-idiota (jak Bernhard w myślach nazywał czasami Erika) nie mógł tego znieść, a więc wraz z resztą denerwujących braci i kuzynów Bernharda (wyłączając z tego Bengta, oczywiście) załatwili mu w jakiś pokrętny sposób mianowanie na kapitana. Ot tak, prosto z marszu. Dodatkowo Bernhard nie miał prawa odmówić, bo na prośbę Erika mianował go sam król Karol X Gustaw – tak, to Erikowi Oxenstiernie trzeba było przyznać: niczego nie potrafił tak dobrze, jak stawiać ludzi pod ścianą. Polityk idealny. Prawda jednak była taka, że w zaistniałej sytuacji gdy zbliżała się wojna, miało to swoje plusy. Lepiej przecież być kapitanem niż zwykłym żołnierzykiem, gdy idzie się w bój, prawda? Ma się chociaż jakiś wpływ na los bitwy, choć nierzadko znikomy. Właściwie jednak to równie dobrze w ostatecznym rozrachunku mogło się to okazać całkiem obojętne – jeśli przyjdzie Bernhardowi umrzeć od polskich kul, to kogo tam, po drugiej stronie, będzie obchodziło, kim był? Przed śmiercią i przed Bogiem wszyscy przecież byli równi.
—Kapitanem — poprawił go szorstko Bernhard. Potem jednak westchnął głośno. — Musimy porozmawiać.
Wszyscy popatrzyli na niego zaskoczeni, nie wiedząc najwyraźniej o cóż takiego może chodzić. Ręce zaczęły Bernhardowi drżeć, zacisnął je więc w pięści, by to ukryć. To ich nie pokrzepiło; jego twarz przybrała jeden z tych bardziej niepokojących i trochę groźnych wyrazów, a górnicy popatrzyli po sobie niepewnie.
—Chodzi o ten szyb? — zapytał w końcu ostrożnie Sven. — Nikogo tam nie było, a…
Bernhard jednak pokręcił tylko głową i w końcu, po długiej chwili wahania i zmagania się z wyrzutami sumienia, rzekł:
—Nie będę was okłamywał. Król zbiera ludzi na wojnę. Szykuje się pobór.
Przez moment żaden z nich nie wydusił z siebie ani słowa, patrzyli tylko to na siebie, to na Barnharda w milczeniu, z co raz większym napięciem; powietrze zdawało się gęstnieć w oczach, aż w końcu osiągnęło takie stadium, że Bernhardowi wydawało się, że bez problemu można by zacząć je kroić toporem. Zacisnął mocno usta i zaczął dłubać czubkiem nowiutkiego, wyglancowanego na wysoki połysk buta w piachu i kopalnianym pyle. Nienawidził się okropnie za to, że musiał postawić ich w podobnej sytuacji. Mimo, że nie było w tym ani odrobinki jego winy.
—Bernhard — powiedział w końcu Sven, a jego twarz przybrała odrobinkę spanikowany wyraz. — Nie żartuj sobie z nas.
Oxenstierna nie odpowiedział mu, jednak jego wzrok był wystarczająco wymowny i zgnębiony, by mógł posłużyć za odpowiedź.
—Kiedy? — zapytał tylko Jurgen ochrypłym głosem.
—Kilka tygodni. Góra dwa miesiące.
Znów zapadła gęsta i pełna napięcia cisza, której Bernhard nie mógł znieść;  z drugiej strony nie był też w stanie się odezwać, więc po prostu milczał, czując się co raz bardziej winnym.
—Gdzie? — odezwał się znów Sven. — Do Danii?
Bernhard pokręcił na to głową.
—Do Rzeczypospolitej — odparł. — Ponoć są osłabieni po wojnach z Rosją. — Gdy nikt mu nie odpowiadał, dodał: — To pewnie będzie szybka wojna. Jeszcze przed zimą wrócimy do domu.
Wtedy ktoś nagle zaśmiał się gorzko i nerwowo, co przyciągnęło uwagę ich wszystkich. Bernhard spojrzał na sprawcę zamieszania – to był stary Sigmund Olafsson, najstarszy człowiek w Ytterheden. Pomimo ponad siedmiu dekad na karku nadal trzymał się bardzo dobrze – naturalnie, włosy i broda już dawno mu posiwiały, ale nadal pozostawał krzepki i energiczny, a umysł ciągle miał jasny i bystry. To był jakby wspólny ojciec ich wszystkich: sierot i wyrzutków, zapomnianych przez świat górników. No, Bernhard może taki znowu zapomniany nie był, ale dla niego dziadek Sigmund też był tutaj kimś na kształt ojca. Przynajmniej odkąd tu mieszkał. I to właśnie Sigmund był najbardziej szanowaną osobą w całej tej zapadłej dziurze; wszyscy traktowali go poważnie, liczyli się z jego zdaniem, a on zaś chętnie wtykał nos we wszystko, co w Ytterheden się działo.
—Z czego się śmiejesz? — warknął nerwowo Jorgen. — Bernhard dobrze mówi, jak…
—Z całym, proszę ciebie, Bernhardzie, szacunkiem, ale pies drapał ciebie i te twoje pocieszenia. — Sigmund splunął na ziemię, potem jednak popatrzył na Oxenstiernę z troską. – Ty nie masz pojęcia, gdzie cię wysyłają, chłopcze.
W rzeczy samej, o Rzeczypospolitej Bernhard nie miał zbyt wielkiego pojęcia: tylko tyle, że na pewno nie dadzą Szwedom łatwo wygrać – ale przecież nawet jeśli sam w swoje zapewnienia nie wierzył, to musiał jakoś dodać tym wszystkim ludziom otuchy – tak przynajmniej on sam uważał.
—Ja żem tam był, synku — kontynuował Sigmund i wskoczył zaskakująco zgrabnym i energicznym ruchem na płotek, by na nim przysiąść. — Całe trzy razy, jeszcze za Karola IX, a potem za Gustawa Adolfa… Niech im ziemia lekką będzie… Chociaż może tylko drugiemu…
—I co, staruszku? — wtrącił z kolei Sven. — Jak tam było?
—Jakby kto kij w mrowisko włożył! — zawołał Sigmund, a Bernhardowi, tak jak i całej reszcie, pozostało tylko słuchać. — Pamiętam jak nas pod Białym Kamieniem rozgromili, tośmy uciekali gdzie pieprz rośnie! Kiedy to było… Który mamy rok, Bernhardzie?
—Pięćdziesiąty piąty.
—Więc to było jakieś… No, kiedy? W sześćset drugim, o ile dobrze pamiętam… — Aż przykro się robiło patrzeć na Sigmunda. Jedyną osobą w tej wiosce, posiadającą jakiekolwiek wykształcenie, był Bernhard, jego zarządca Martin Wilhelmsen i Sven, przy czym oni obaj bardzo podstawowe. No i jeszcze Saga. Reszta chłopów nie miała szczęścia odebrać jakichkolwiek nauk.
—Pięćdziesiąt trzy lata.
—Tak, pięćdziesiąt trzy lata temu — zawołał Sigmund wesoło. —No i patrzcie, wcale żem się liczyć nie nauczył od tamtego czasu.
—Co z tą bitwą, dziadku? — zaczął dopytywać Karl, syn Svena.
Bernhard mocno minąłby się z prawdą, jeśli powiedziałby, że sam nie był ciekaw.
—Ach tak. No więc, ten Biały Kamień to była twierdza, że ho-ho — rzekł Sigmund, wyraźnie ciesząc się zainteresowaniem pozostałych. — Stara jak świat, na bagnach, nie do zdobycia, myśleliśmy sobie. Najpierw nas odcięli, ale to było nic, mogliśmy się tam bronić miesiącami, gdyby tylko nadeszła pomoc. Ale nie nadeszła. Rozgromili ich pod Rewalem. Kiedyśmy o tym usłyszeli, tośmy wiedzieli, że koniec już blisko i że tylko się modlić zostaje. Ale byli tacy, co chcieli walczyć, no i ja przecież też chciałem – nadzieja zawsze nam zostawała. Nie mogli nas z początku, proszę ja was, ruszyć. Mury były stare i twarde, tośmy się poczuli bezpiecznie. A wtedy oni, Polacy znaczy, dorwali jednego z naszych i wyciągnęli z niego, że łatwo się w jednym miejscu przebić. No i tamci zburzyli mury. Polacy, znaczy. Szczęście, że chcieli się godzić, bo inaczej to bym wam tego, chłopcy, nie opowiadał. Ale to jeszcze nic… Były inne bitwy. Ja żem to raz widział, już lata później. Ich była garstka, nie mieli prawa tego wygrać. A wygrali. Wyglądali, proszę ja was, jak aniołowie przenajświętsi, a szarżowali jak jakie diabły! Ale to nie byli ani aniołowie, ani diabły, a polska kawaleria, uskrzydleni żołnierze na wielkich, pięknych koniach. Warto było przegrać tę bitwę, by to zobaczyć…
Tak, Bernhard wiele słyszał o tej kawalerii – bo czy była choć jedna osoba we dworze, która nie słyszała? To były jedyne oddziały, które nawet w szwedzkim królu wzbudzały postrach. Ciężka jazda, szarżująca nieustraszenie i bezlitośnie, nawet na wrogów, którzy swoją liczebnością przewyższali kawalerię kilkudziesięciokrotnie. Bernhard słyszał, że byli ponoć właściwie nie do pokonania – on osobiście w to wierzył, bo przecież udało im się zdobyć Moskwę, wygrywając pod Kłuszynem w tysiąc sześćset dziesiątym; udało się to im i tylko im, nikomu nigdy wcześniej, ani później.
Jeżeli Bernhard miałby mówić szczerze, to bał się tej wojny. Odebrał dokładne wykształcenie w wielu dziedzinach, w tym historii i wiedział doskonale, że ona lubi się powtarzać – a Polacy i Litwini już trzykrotnie Szwedów rozgromili, a jeśli nawet nie to, to nigdy, przenigdy się nie poddali – walczyli zawsze do ostatniej kropli krwi, a jeśli nawet zawierali rozejm, to tylko chwilowy - ich upór i wola wali była jednocześnie przerażająca i imponująca. Może pierwszy cios szwedzkiej armii rzuci ich na kolana, ale jeśli tak, to tylko na chwilę – tak uważał Bernhard. Polacy nikomu nie pozwolą zająć swoich ziem, a jeśli Szwedzi zdobędą Kraków, to będzie ich gwóźdź do trumny; Polacy wszystko zniosą, ale nie Kraków, nie ich stolicę.
Może Bernhard miał na to wszystko jakieś odmienne spojrzenie, ale dla niego ta konkretnie wojna była kompletnym bezsensem. Gdyby zaszła taka potrzeba, oddałby życie za swój kraj; gdyby ktoś najechał Szwecję z dumą stanąłby do walki w jej obronie. Dlaczego jednak mieliby atakować Rzeczpospolitą, targaną biedą, chorobami i wojnami? Nie, Bernhard w tym sensu nie widział – ani zdobycze terytorialne, ani pretensje polskich królów do szwedzkiej korony nie były dla niego wystarczającymi argumentami. W takiej sytuacji staną się najeźdźcami, Polacy będą się bronić, będą ich mordować i to, Bernharda zdaniem, bardzo słusznie; szwedzcy żołnierze będą ich zabijać: synów, ojców, mężów i ich żony, splądrują ich domy, spalą wsie. Cóż więc będzie dziwnego w tym, że Polacy zechcą ich wyrżnąć w pień? Nic. Bernhard na miejscu Polaków wyrżnąłby wszystkich.
—Nie miejcie wszyscy takich min, chłopcy — zagadnął wesoło Sigmund, widocznie starając się ich wszystkich pocieszyć, a Bernhard wrócił na ziemię. — Powiem wam, że ja się świetnie bawiłem na tych wszystkich wojnach. No, może nie zawsze, ale… Kiedyś znaleźliśmy w jednej twierdzy całą piwniczkę samogonu. Chłopcy, co to było! Pamiętam, że którejś nocy, na warcie, proszę ja was, Johanssen tak się urżnął, że wypadł nam przez okno do rzeki. I jego szczęście, że ta rzeka tam była i że akurat ktoś tam stał, inaczej to by była chyba ostatnia popijawa w jego życiu…
Bernhard parsknął śmiechem, reszta z resztą też. Sigmund zawsze potrafił rozluźnić atmosferę i podnieść wszystkich na duchu.
—No, co prawda w następnej bitwie pocisk armatni urwał mu rękę — rzekł Sigmund i zamyślił się. — Cóż, więc właściwie to jednak była jego ostatnia popijawa…
Bernhard momentalnie zbladł na jego słowa; pod wieloma górnikami nogi też się ugięły. Karl aż jęknął głośno i ukrył twarz w dłoniach – Bernhard nie dziwił się chłopakowi, miał dopiero piętnaście lat, a jednak wszyscy wiedzieli, że pobór go nie ominie. Sven obrzucił Sigmunda karcącym spojrzeniem i wymamrotał coś, co zabrzmiało jak „Wielkie dzięki, Sigmund”, starając się jednocześnie jakoś uspokoić Karla, całkiem bezskutecznie.
—No co, prawdę przecież żem powiedział! — oburzył się Sigmund.
—Mogłeś darować sobie te szczegóły — mruknął Bernhard, tak żeby tylko Sigmund go dosłyszał.
—Wszyscy musicie być gotowi, synku — odpowiedział mu cicho. — Rozlewające się bebechy twoich przyjaciół to będzie jeden z przyjemniejszych widoków, jaki cię czeka. Radość ze zwycięstwa to jest jest nic przy tym wszystkim. Jak będziesz miał szczęście, ciebie też zarżną. Jak będziesz miał szczęście, to zrobią to tak, że nawet nie będziesz wiedział kiedy. Ty, chłopcze, jesteś za miękki na wojnę. Jesteś za dobry. Lepiej ci umrzeć, niż z niej wrócić. Jak wrócisz, to już nie będziesz sobą.
Bernhard wiedział co ma na to odrzec. Sigmund powiedział właściwie wszystko to, co chodziło kapitanowi po głowie. Nikt nie znał okropieństw wojny tak naprawdę, jeżeli nie poczuł ich na własnej skórze. A przecież Bernhard ich nie poczuł. Skąd więc mógł wiedzieć, co się z nim stanie? Może ustrzelą go już pierwszego dnia? A może przeciwnie, okaże się doskonałym żołnierzem? Może zwariuje, oglądając śmierć swoich przyjaciół i podwładnych, wszystkich tych biednych mężczyzn, w których chyba tylko on jeden w całym dworze królewskim dostrzegał normalnych ludzi? A może spodoba mu się rola kata i stanie się człowiekiem, którego Polacy będą nienawidzić ze szczególną zaciętością? A może sam postanowi skończyć swój żywot, zanim zrobi to ktoś inny? Może zechce uwolnić się od odpowiedzialności za losy podległych mu ludzi? Skąd mógł to wiedzieć?
Jedno było dla niego jasne i oczywiste: wojna może człowieka zniszczyć, może zrobić z niego potwora. Musiał więc mieć coś, co za wszelką cenę będzie go trzymało przy zdrowych zmysłach.

*

Było już całkiem ciemno, gdy Bernhard dotarł w końcu do domu. Założył, że Wilhelmsen już śpi, więc nie chcąc go budzić sam rozsiodłał i oporządził Tajgę. Dopiero potem powlókł się do domu, powłócząc nogami i czując, że mógłby zasnąć na stojąco; całe napięcie i trudy podróży dopiero teraz znalazły ujście i niemal zwalały Bernharda z nóg.
Gdy zamknął za sobą drzwi z ciemnego korytarza rozległ się głos Wilhelmsena. Bernhard najpierw podskoczył jak oparzony, by dopiero po chwili uświadomić sobie, że nic nie czyha na niego w ciemnościach – no, nic prócz zarządcy.
Wilhelmsen nie był jeszcze starym człowiekiem, ale starszym od Bernharda co najmniej o jakieś dwadzieścia lat. Oxenstierna znał go odkąd tylko pamiętał, bowiem Martin Wilhelmsen zarządzał majątkiem Ytterheden jeszcze za czasów Gabriela Oxenstierny; nikt nie znał tajemnic tego dworu lepiej niż ten poczciwy Duńczyk, więc Bernhard zarówno przez to, jak i przez wzgląd na dawne czasy nie pomyślał nawet o pozbyciu się go z domu, kiedy sam przejął majątek. Ze świecą było szukać równie oddanego, lojalnego i dyskretnego zarządcy, który chciałby dodatkowo pełnić wszystkie inne obowiązki, jakich wymagało prowadzenie takiego majątku. Przy tym ani on, ani Bernhard na taki układ nie narzekali.
—Spodziewałem się ciebie parę tygodni temu — powiedział Wilhelmsen, a Bernhard ciężko oparł się o drzwi. —Ale widzę, że wcisnęli ci tam mundur.
—Wysyłają mnie na wojnę — burknął w odpowiedzi Bernhard, który nie miał już siły, aby starać się brzmieć bardziej uprzejmie niż normalnie. — Mnie, który w życiu na oczy broni nie widział.
—Coś tam widziałeś — zauważył Wilhelmsen. — Strzelać przecież umiesz.
—Strzelanie do kaczek to co innego niż strzelanie do ludzi.
—Nie mogę zaprzeczyć — zgodził się Wilhelmsen i jego twarz przybrała posępny wyraz. — Zmęczony?
—Jak diabli.
—Nie przeklinaj* — skarcił Bernharda Wilhelmsen, a kapitan poczuł się jakby znów był kilkunastoletnim chłopcem, łajanym przez ojca. — Kolacja?
—Dziękuję, nie mam ochoty.
Wilhelmsen uniósł wysoko brwi, spoglądając na Oxenstiernę ze zdziwieniem. Jeśli Bernhard nie miał  ochoty na jedzenie, to mogło oznaczać tylko i wyłącznie to, że faktycznie był przybity.
—Pójdę spać — wymamrotał Bernhard, przecierając oczy. — Porozmawiamy jutro.
—Jak sobie życzysz, chłopcze — odparł Duńczyk. — Dobranoc.
Bernhard nawet nie odpowiedział, tylko powlókł się schodami na górę, wprost do sypialni, nawet łazienkę omijając szerokim łukiem. To była, jak uważał Bernhard, zaleta mieszkania samotnie – nikt nie suszył mu głowy, jeśli czasem zdarzyło mu się wleźć do łóżka brudnym i śmierdzącym.
W pierwszym odruchu wpełzł na łóżko w pełnym umundurowaniu, tylko kapelusz rzucając po drodze na stolik. Po chwili jednak uświadomił sobie, że Saga zabije go za ubłoconą pościel – bo Saga, kiedy nie miała innych obowiązków, za odpowiednią pensję pomagała Wilhelmsenowi z utrzymaniem domu Bernharda; zajmowała się rzeczami takimi jak pranie, czy sprzątanie. Za dużo roboty nie miała, bo Bernhard raczej nie był specjalnym bałaganiarzem, ale zawsze znalazło się coś, przy czym mogła pomóc, a przecież żadne pieniądze nie chodziły piechotą. Zmusił się więc do zejścia z łóżka i rozebrania się; gdy jego palce powoli, z ociąganiem rozpinały guziki mundurowego płaszcza, Bernhard myślał o wszystkim, co przydarzyło mu się przez ostatnie parę tygodni. Przez cały ten czas narastało w nim napięcie i nerwy, starał się jednak opanować, by nikomu nie robić scen, by załatwić co do niego należało i wrócić do domu w świętym spokoju.
Płaszcz poleciał na podłogę.
Bernhard spojrzał na elegancki, granatowy materiał i poczuł jak powoli wzbiera się w nim z dawna dławiony gniew. Czuł żal do siebie i do całej swojej rodziny, że nigdy nie dane mu było sprawować kontroli nad swoim życiem, że ktoś zawsze wiedział lepiej, co jest dla niego dobre, że pozwolił na to, by inni dyktowali mu co powinien, a czego nie, że zawsze był tak okropnie uległy wobec rodziny.
Buty wylądowały obok płaszcza.
Ten mundur był symbolem wszystkiego, co próbowała wcisnąć i wmówić mu rodzina, a czego on nie chciał. Był jakby materialną manifestacją jego uległości i przegranych dwudziestu siedmiu lat życia. Bernhardowi ręce się trzęsły, gdy rozpinał koszulę. Czuł okropny ucisk w klatce piersiowej, który normalnie zwiastowałby nadejście płaczu – Bernhard jednak rzadko płakał, właściwie nie pamiętał już kiedy ostatnio miało to miejsce, zmusił się więc do zdławienia tego uczucia, by nawet samemu przed sobą nie pokazywać, jak bardzo dotknęła go zaistniała sytuacja.
Koszula opadła na ubłocone buty, a Bernhard w nagłym przypływie gniewu kopnął leżący na podłodze mundur. Obiecał sobie, że razem z nim, właśnie teraz zrzuca z siebie więzy, jakie nałożyła na niego rodzina. Owszem, pojedzie na wojnę. Nie zerwie też zaręczyn z Annelise. Ale nie ręczył, że kiedykolwiek do ślubu dojdzie. Nie ręczył, że kiedykolwiek do Szwecji wróci. Obiecał sobie tyle, że w końcu, raz w życiu, na tej wojnie będzie postępował po swojemu – nawet jeśli miałoby to dla niego oznaczać spore kłopoty.
Gdy znów wpełzł do łóżka, nadal targały nim nerwy. Owinął się kołdrą i wbijał zmęczony wzrok w sufit. Zrobiło mu się głupio za ten wybuch złości, gdy w końcu odrobinę ochłonął – postanowienie jednak pozostało. Dziś był ostatni dzień, kiedy pozwolił swojej rodzinie wejść sobie na głowę. Nadszedł najwyższy czas, by Bernhard w końcu zaczął żyć po swojemu.


*Saami - lud pochodzenia ugrofińskiego, zamieszkujący Laponię. Są to potomkowie pierwotnych mieszkańców Skandynawii, pochodzenia mongolskiego, a nie indoeuropejskiego, jak dzisiejsi Nordycy.
*W Skandynawii większość przekleństw ma związek z diabłem i piekłem - i odwrotnie, takie nasze lekkie "Jak diabli" u nich byłoby odebranie jako dość szpetne przekleństwo, powiedzmy.

Pięknie dziękuję za komentarze pod prologiem. Od razu uprzedzę też, że następny rozdział też będzie takim tasiemcem, jak ten - chcę w jak najmniejszej ilości rozdziałów upchnąć wszystko do wybuchu wojny, co byście długo nie musieli czekać :)

Ach - Ytterheden też jest fikcyjne. Nazwa podpatrzona X czasu temu w jakiejś skandynawskiej powieści. Ale Norrtalje to już prawdziwy region w Szwecji.

59 komentarzy:

  1. Napisane wyczerpująco, oddano w ten tekst całe serce i duszę. Idealnie połączono swój talent, pasję i życie. Gratuluję, ponieważ twoja opowieść należy obecnie do moich ulubionych. I to nie tylko ze względu na Hetalię. Choć przyznam, że już gdy przeczytałam nazwisko głównego bohatera to poczułam, że będzie idealnie. Nie pomyliłam się.
    Życzę weny na dalsze rozdziały. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie się cieszę, że się podobało! :) Jak ja się okropnie cieszę, że wpadł tu ktoś znający Hetalię - wiesz, ludziom, którzy jej nie znają na pewno nie będzie nieznajomość fandomu przeszkadzała, ale jak ktoś zna, to wyłapie masę smaczków, które innym umkną :)
      Powiem szczerze, że ja też przepadam za hetaliowym Szwedkiem. No, dla mnie Szwedek bez Fina to nie to samo, a tu Finka nie będzie, ale stwierdziłam, że spróbuję sprawdzić się w paringu, który w oryginalnej Hetalii byłby cokolwiek dziwny. Z normalnych to póki co jest LietPol (za którym osobiście swoją drogą nie przepadam, wolę PrusPola), ale inne też się pojawią :D
      No, w każdym razie dziękuję pięknie za tak miły komentarz i zapraszam częściej - będzie mi niezmiernie miło, jeśli będziesz wpadać :D

      Usuń
    2. Nie martw się. W Hetalii nie ma dziwnych paringów. :D
      Nie ma za co. ;)

      Usuń
    3. No nie wiem, może racja - swego czasu byłam zszokowana AmeBelą, a teraz to prawie OTP :D W każdym razie z paringiem, który tu zaserwuję zetknęłam się cały jeden raz i od tamtej pory za mną chodził - mimo, że nawet nie należy do moich ulubionych i przy okazji niszczy moje dwa największe hetaliowe OTP. I skończyłam zakładając bloga XD
      A przy okazji podpatrzyłam, że sama coś piszesz, więc pozwolę sobie wpaść do Ciebie i poczytać :)

      Usuń
    4. Ja to naprawdę jestem ślepa, dopiero teraz zauważyłam reklamę w spamie ;_; No, w każdym razie wpadnę :D

      Usuń
  2. WOW ale ten I rozdział długi, oczywiście mi się podoba. Każdy twój rozdział jest świetny. Jestem ciekawa jak w ogóle rozwiniesz akcję. Koniecznie mnie informuj. I dziękuje za komentarze u mnie.
    Aqua

    OdpowiedzUsuń
  3. Jej, ale się napracowałaś! I muszę Ci powiedzieć, że praca nie poszła na marne :D Rozdział jest na prawdę świetny! Gratuluję Ci z całego serduszka :)
    Zapraszam:
    i-jego-zielone-oczy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze - przepraszam, że tak późno, ale gdybym chciała skomentować wcześniej, to musiałabym krótko szybko i na temat - czego nie lubię ;/
    Pogadałam już sobie trochę z Bernahrdem, żeby przestał się na mnie gapić, ale chyba ma jakiegoś focha, albo co, bo dalej pacza. Przynajmniej ma ładne oczy ,__, O! Może chce trochę tej czekolady, co jem? *przykłada czekoladę do monitora i czeka aż Bernhard łaskawie otworzy paszczę* chyba nie chce ;c
    Tylko mam taki malutki wąt: "Pani Frida Mikalstrud, żona Bernharda najbliższego przyjaciela" zastanawiałam się czy Bernhard ma żonę... trochę się kolejność wykoleiła ;P
    Swoją drogą fajne imię dla klaczy - Tajga ;_; a w takim miasteczku chętnie bym sobie zamieszkała. Ludzi za bardzo nie lubię *w każdym razie poza internetem* więc nie przeszkadzałby mi ten brak tłumów. A okolica pomimo, że "łysa" w krajobrazy z opisu ma w sobie właśnie to coś :3 Ja poproszę taki dworek. Może być nawet z samym Bernhardem ;3 *zerka na niego...* który chyba nie podziela mojego entuzjazmu co do jego osoby ;__; to jest smutne ;c
    Hmm... obiecałam sobie, że nie zakocham się w żadnym literackim bohaterze... obiecałam sobie... obiecałam.... ;__; no i jak zwykle niewypał. Tak oto i on kolejny, Bernhard pięknooki dołącza do grupy moich ukochanych... nie no naprawdę, wiem że łypie na mnie jak na jakiegoś szczura, ale to z miłości <3 ja to wiem! ;3 Poza tym jest idealny! Żre nie wiadomo ile - mamy wspólny temat. Jedzenie. DUŻO jedzenia ;3
    Saga... właśnie piję tą herbatkę *patrzy na picie i bezgłośnie posyła przeprosiny, głaszcząc kubek* naprawdę nie chciałam jej wypić ;c
    "przezorny zawsze ubezpieczony." - kolejny powód dla którego powinniśmy być razem! Wyznaję taką samą zasadę!
    A Sigmunda polubiłam. Jest taki bezpośredni, a gdybym spotkała go w prawdziwym życiu, mogłabym siedzieć godzinami i słuchać jego opowieści. Serio. Jakoś gość przypadł mi do gustu...
    Ehh tyle miłych słów o Polakach. Prawdziwych, racja, bo walecznych dusz naszych przodków to niejeden wojak by pozazdrościł. Niestety, dokąd to wszystko zaprowadziło? Nie o taką przyszłość walczyli nasi przodkowie. Nie o Tuska na fotelu i nie o Kaczyńskiego i świtę, którzy rozpamiętują Smoleńsk przez kolejne dziesięć dekad. No i oczywiście nie o tych gimbusów i nie o brak tolerancji dla innych. Polska walczyła świetnie. Niejedną Tolkienowską wojnę z Sauronem byśmy wygrali ;) ale polityka była jest i będzie do bani, bo chyba nasz naród się do tego nie nadaje... a ci, którzy cokolwiek by zmienili na lepsze, do władzy się nie dorwą, bo tam same grube ryby ze znajomościami, które ohują i ahują na swoje dobra materialne, kompletnie mając w swoim zacnym siedzisku resztę ludzi. Gdzie się podziali ci waleczni Polacy z tych wojen? *Kwas użala się, gryząc kolejny kawałek czekolady i patrząc bezradnie na Bernharda* Ja nie wiem, ale Bernhard by się tak według mnie na Polskie stanowisko nadawał ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nie, ja w tym sensu nie widział " ;ppp póki jestem na kompie, to wyłapię :D nagle Ci się pierwszoosobówka wtargnęła do tekstu i zaczęła szarżować nad spójnością. Głupia ;c
      Annelise? Kto? W sensie ja? Okay :3 Do ślubu dojdzie Beniu, nie martw się.
      Hmm, zacznie żyć po swojemu? Nie pojedzie na wojnę? Niee, po nim tchórzostwa się nie spodziewam. Jednak jakim cudem ma zamiar to zrobić? "Dziadek" ma rację, Bernhard nie nadaje się na wojnę *chociaż łypie na mnie iście diabelsko ;-;* Co w takim razie zrobi?
      Ahh uwielbiam to opowiadanie! Czytałabym dniami, tygodniami i miesiącami. Wojna to tak obszerny, zarazem piękny i okrutny temat, o którym często zdarza mi się myśleć. Lubię motyw wojny w książkach, filmach. Zawsze się rozczulam nad tym, że mężczyźni idą na bój, że często nie wracają. Zawsze mi smutno na myśl jak czują się ich żony, dzieci, ukochane. I zastanawiam się co bym zrobiła na ich miejscu.
      To opowiadanie też wzbudza we mnie wiele emocji i strasznie skłania do rozmyślań - lubię to, bujanie w obłokach to moje hobby ><
      Nie mogę się doczekać rozdziału numer 2! Rany! Zaczęłam czytać i komentować równo godzinę temu :D *tak, to ja. Zawsze muszę w między czasie przerwać lekturę i porozmyślać ;_;*
      Pozdrawiam i dużo weny! Więcej takich pięknych i długich rozdziałów! ;3
      Ps. Blogspot mi nie chciał całego opublikować dzida ://

      Usuń
    2. Łojezusmaria, jaki długi komentarz! <3 Właśnie mi wena umierała chwilowo, bo mnie jedno opowiadanie skłoniło do przeskoku w inne uniwersum, że tak powiem, a to patrzę i nagle Ty i Twój komentarz - i wena wróciła :D Jak odpiszę to galopuję poprawiać rozdział drugi, co bym miała gotowca na przyszły tydzień :D
      Za każdym razem rżę tak samo, jak czytam te Twoje rozmówki z postaciami XD A Bercia to tylko tak wygląda! To jeszcze nie znaczy, że Cię nie lubi! Na mnie to chyba tak okrutnie łypie za permanentne nazywanie go Bercią ;_; Ale że on czekolady nie chce, myślałby kto... I tak wszyscy wiemy, że chcesz, Berciu.
      Eeee, no coś mi nie pykło, faktycznie ;_; Zaraz poprawię i piękne dzięki za wyłapanie :)
      A Tajga to imię mojej klaczy, jeśli się mogę pochwalić <3 No, nie dosłownie mojej, bo na własność konia nie mam, ale to mój ulubiony koń, na którego zawsze się na jazdach wpychałam, jeśli tylko był wolny :D
      Widzę, że Ty się zapatrujesz na mieszkanie na tym odludziu tak samo jak ja. Włączając w to mieszkanie z Bernhardem, aż wstyd przyznać XD Aahhh, ja to mam do niego ogromną słabość (bo on właściwie nie jest moją autorską postacią, jak większość tutaj, choć charaktery buduję tylko z zarysów, jakie znam z mangi). I tak, ja też tak mówiłam, że się nie zakocham w żadnej fikcyjnej postaci - a hetaliowy Szwedek (znaczy Bercia właśnie) od dawna jest moim ultimate husbando, jak to moja koleżanka mawia XD Ale ćśśś, zapomnij, że to powiedziałam, bo to nie wygląda dobrze, jak się człowiek tak jara postaciami, o których sam pisze ;_; No, ale mam jeszcze drugiego fikcyjnego męża, krzyżaka Gilberta, który też się tu pojawi :DD Ale cieszę się, że aż tak przypadł Ci do gustu, że zasłużył na miejsce w gronie Twoich ukochanych :>
      No wiesz co, Saga to takie ładne imię... A Ty mi tu z herbatą wyskakujesz XD A tak po prawdzie, to mnie też zawsze się tak kojarzyło. Jednocześnie naprawdę to imię okrutnie mi się podoba - więc mądra Saga została Sagą :D To ma sens, co piszę, prawda?
      Jak Ci Sigmund przypadł do gustu, to powiem Ci, że w Łukowcach też mają takiego swojego Sigmunda, pod tytułem DZIADEK JURGIS. Trochę się oczywiście różnią, bo wiadomo, ale z założenia oni mieli być elementem wspólnym pomiędzy Łukowcami a Ytterheden - do tego stopnia, że Bernhard patrzy na Jurgisa i myśli "Jakbym słyszał biadolenie Sigmunda". Ale już nic nie mówię, bo zaraz się wygadam co do fabuły, i co będzie? :C
      Aaa, nawet się nie będę wypowiadała odnośnie tematu, który poruszyłaś, ponieważ zgadzam się z Tobą w stu procentach. Ja mam wrażenie, że my jesteśmy juz takim narodem, że jak trzeba, to się do kupy zebrać umiemy. A jak mamy za dużo luzu, jak teraz, to nam się w tyłkach przewraca. I mielą taki Smoleńsk nie wiadomo ile... Nawet nie będę nic mówić, bo mnie zaraz krew zaleje XD Co do polityki, ale już w tych dawniejszych czasach - oczywiście też masz świętą rację i zamierzam to pokazać. Póki co pokazuję tylko obraz Polaków z punktu widzenia takiego przeciętnego Szweda. A sprawa od wewnątrz będzie wyglądać zupełnie inaczej - obsmaruję całą magnaterię, aż się widno zrobi. Marzyłam o tym całe życie <3 Ale bohaterstwa to nam nie odmówię, w żaden sposób - tyle, że jak zauważyłaś, walki a polityka to są dwie zupełnie różne kwestie.
      (czuję, że odpowiedź będzie dłuższa od Twojego komentarza XD)
      Damn it, wszystko przez to, że następne pięć rozdziałów mam napisane w pierwszej osobie (i ten też miałam). Ostatecznie zmieniłam koncepcję i piszę w trzeciej. Ale weź to teraz wszystko popraw... *.* Nie ważne, zaraz coś z tym zrobię i raz jeszcze dzięki za wyłapanie :)
      Widzę Ty już masz co do Berci daleko posunięte plany XD
      "Beniu" też mi się podoba XD To jak tam Bernhard, wolisz Benia, czy Bercię? Żadne? Ale z ciebie gbur, wcale na żartach się nie znasz :C

      Usuń
    3. Ale ale! Napisałam, że on POJEDZIE na wojnę :D *scrolluje do góry, co by się upewnić* Tak. Napisałam, że pojedzie. Ja sobie też nie wyobrażam, jak on by się mógł z tego wymigać XD Z resztą, co by to było za opowiadanie o potopie, jakby się Bercia na niego nie wybrał? Nieee, jego przygody to się w Polszy dopiero zaczną :D Chyba w trzecim rozdziale, o ile dobrze pamiętam :D
      Jejku jejku, normalnie aż latam pod sufitem z radości, czytając komentarze od Ciebie <3 Podobnie mam, w temacie wojny. To jest zagadnienie tak wielowymiarowe, dające tak duże pole do popisu, że aż zal nie skorzystać. A inna sprawa jest taka, że właśnie chciałabym pokazać spojrzenie na wojnę (jaka w tamtych czasach była właściwie codziennością) z kilku odmiennych perspektyw. Jest taka piosenka, która swoją drogą dała początek pomysłowi na to opowiadanie, "En livstid i krig" - co prawda opowiada o wojnie trzydziestoletniej, ale co tam. W każdym razie, najpierw podobała mi się tylko ze względu na melodię (bo po szwedzku to ja no habla, więc nie wiedziałam o czym jest), a jak poczytałam tłumaczenie, to naprawdę serduszko mi pękło. A mówię o tym, bo ona jest dokładnie o tym, o czym Ty napisałaś, że myślisz. I ja z resztą też myślę. I, o mój Boże, znów mi się smutno zrobiło :C
      Cieszę się, że udało mi się tak Cię poruszyć. Kurczę, naprawdę. Nie sądziłam, że ktoś zaangażuje się tak mocno jak ja w tego typu rozmyślania. A tu taka miła niespodzianka.
      Ha, ja drugą godzinę odpisywałam XD
      A dwójeczka na 95% za tydzień :)
      Widziałam, że dodałaś 24 kartkę, ale wpadnę do Ciebie jutro - zasypiam już twarzą na klawiaturze i mam samą historię, co Ty - zostawiłabym teraz krótki i niewyczerpujący tematu komentarz. A uważam, że u Ciebie należy się porządny i przemyślany komentarz. Więc spodziewaj się mnie jutro rano :) Przy czym rano w odniesieniu do soboty, to w moim wypadku znaczy coś koło wczesnego popołudnia ;_;
      Mnie chyba też nie opublikuje ;_;
      A tak odnośnie jeszcze tej piosenki - ja sobie zawsze wyobrażam Bercię mówiącego głosem wokalisty. Takie moje malutkie skrzywienie :D
      Dzięki piękne za taki komentarz - naprawdę dałaś mi nim ogromnego kopa i masę motywacji :D

      Usuń
  5. Ueheheheeheh, przeczytałam i jestem!
    W pierwszej kolejności nie mogę nie zapiać z zachwytu nad tym, ile Ty wiesz. Serio, dla mnie czasy, o których tu piszesz to kompletnie czarna magia, zwłaszcza pod względem historycznym, bo w sumie moje zainteresowania zawsze skupiały się wokół wojny secesyjnej i obu wojen światowych. Tak więc wielgachny ukłon za znajomość realiów i kontekstu historycznego oraz za takie zgrabne wprowadzenie go do fabuły.
    Bernhard jest typem bohatera, którego zawsze chciałam stworzyć, ale nigdy nie byłam dość konsekwentna, by utrzymać go w zaplanowanej koncepcji. Już gościa uwielbiam, bo nie zamierzam ukrywać, że mam okrutną słabość to takich władze mrukliwych, gburowatych niebieskookich blondasków, którzy niby się nie chcą żenić, ale jednak prawdziwa miłość to by im się marzyła. W ogóle jestem niesamowicie wręcz ciekawa, jak rozwinie się wątek Bernhard - Annelise, bo w sumie możesz z nimi zrobić dosłownie wszystko, zwłaszcza, jeśli teraz wysyłasz Bernharda na wojnę i to do Polski (a wszyscy wiemy, że Polacy to zawsze naród specyficzny był, jest i pewnie będzie, więc domyślam się, że spotka go tam kilka ciekawych przygód, a przynajmniej tego bym chciała :)).
    Bardzo zainteresowały mnie też postacie Cecylii i Torisa. Domyślam się, że nie zostali wprowadzeni bez powodu i ich losy w pewnym momencie będą miały szansę skrzyżować się z losami Bernharda? Czy może Bernahard będzie miał swoją część a oni swoją i nie będą sobie wchodzić w drogę? Bo Toris jest uroczy, taki zakochany w tej gadatliwej Cecylii, że to aż się rozpływałam, jak czytałam o jego uczuciach względem tej wyraźnie temperamentnej panny. No fajny po prostu, co tu dużo gadać.
    Podsumowując: póki co jestem zachwycona, chcę więcej, chcę już i teraz, BO TAK. Bo mi się podoba, bo świetnym początkiem opowiadania zyskałaś sobie nową, stałą czytelniczkę i możesz się spodziewać, że będę się tu pojawiać wraz z każdym nowym rozdziałem.
    Jeszcze tylko wspomnę, że w prologu machnęłaś się na dacie i przy tym pokoju w tej Sztumskiej Wsi zamiast 1635 roku napisałaś 1935. Pewnie przez nieuwagę, ale przyznam, że przeżyłam mały zonk, zanim się zorientowałam, że to błąd się podstępnie wkradł. :P
    Pozdrawiam serdecznie, mam nadzieję, że nakarmiłam Twojego wena no i... Czekam na następny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to się tylko drugą wojną interesuję, jak już, pierwszą niekoniecznie. Powiem też szczerze, że ja ogólnie jestem obcykana w historii Skanydnawii, ale moim konikiem zdecydowanie są czasy Karola XII, więc jakieś 60 lat po potopie. Ale wyszło jak wyszło, że skończyłam pisząc to, bo tu mam największą wiedzę o rodzinie Oxenstiernów - i to przesądziło :) W każdym razie okropnie się cieszę, że to doceniasz <3 Ale przecież sama piszesz opowiadanie historycznie i wiesz, że trzeba je mocno dopracowywać, żeby to ładnie i z sensem wyglądało - szczególnie, że u Ciebie to bardzo zgrabnie wychodzi, choć o innych czasach piszemy :)
      Też mam słabość do takich facetów, aż wstyd przyznać, jako że to postać, o której sama piszę ;_; No, w każdym razie miałam go w głowie od baaaardzo dawna i mam nadzieję, że uda mi się go pokazać tak, jak sobie zaplanowałam :)
      A tego Ci dokładnie bym nie mogła powiedzieć, nawet jeśli bym chciała, ponieważ sama jeszcze tego nie wiem. Losy Annelise nie zostały jeszcze jakoś specjalnie w mojej głowie dopracowane, co innego sam Bernhard. Och tak, Bernhard przeżyje mały szok w zetknięciu z Polakami, szczególnie że jako jedna z pierwszych trafi mu się panna Cecylia - a drugiej takiej to ze świecą szukać :) I tu się zaczyna odpowiedź na Twoje pytanie, bo owszem - Cecylia i Toris zostaną mocno wmieszani w sprawy Bernharda, albo może odwrotnie: to on zostanie wmieszany w ich sprawy. Jeśli powiem, że tak Bernharda, jak i Cecylię oraz Torisa (a później jeszcze Gilberta i Iwana) można potraktować - z przymrużeniem oka, oczywiście - jako metafory albo uosobienia narodów, to niektórych aspektów ich losów będzie można się domyślić, jeśli się coś więcej wie na temat potopu :) Ale oczywiście nie wszystko się wiąże z historią, bo przecież to są zwykli ludzie, jak mówiłam, więc wiadomo :)
      Toris, mój słodki Toris - zakochany jest jak nie wiem, ale taka ślepa miłość prowadzić może do głupich czynów. Tyle mogę rzec, żeby nie walnąć spojlerem :) W każdym razie cieszę się, że przypadł Ci do gustu, bo powiem szczerze że nie mam wielkiego doświadczenia w opisywaniu podobnych uczuć :)
      Teraz to ja się rozpływam <3 Popadnę w samozachwyt :D Ale cieszę się, że zachęciłam Cię do zostania na dłużej :D
      Już lecę poprawić, dzięki za wyłapanie - wszystko przez to, że piszę teraz referaty o drugiej wojnie na historię i tylko dwudziesty wiek mi w głowie ;_;
      Nakarmiłaś, i to jak! :D
      Dziękuję pięknie za komentarz - ahhh, aż się człowiekowi od razu chce pisać <3

      Usuń
    2. W sumie to trochę szkoda, że mnie nigdy ta Skandynawia nie wciągnęła, ale nic straconego, zawsze mogę się kiedyś na serio nią zainteresować (i liczę, że tak będzie, a co, wiedzy nigdy za wiele). Niby też piszę to opowiadanie historyczne, ale zauważyłam, że zaczynam tak mieszać i kombinować, że zaczynam się bać, co mi to wyjdzie w najbliższym czasie, bo mi brak konsekwencji i boję się, że mogę rozmiękłe kluchy z mojego "historycznego opowiadania" zrobić. Czas pokaże. :>
      Ty, to wiesz co, ja może spróbuję choć raz zrobić tak, jak być powinno i nie spierniczyć sobie głównej męskiej postaci, a co. W końcu należy sobie w życiu stawiać cele, a ja, zainspirowana Twoją konsekwencją będę ćwiczyć swoją. :P
      Zastanawiam się, jak zamierzasz wpleść Cecylię w losy Bernharda (w ogóle to w jakim języku oni się dogadają przede wszystkim? O.o), ale ten tego, już nie mogę się doczekać, narobiłaś mi smaku. :D Co do Torisa - tak sobie myślałam, że Ty w tej wielkiej miłości jakieś drugie dno stworzysz. To by było zbyt piękne, żeby mogło być bez podtekstu czy czegoś. xD
      Popadaj jak chcesz, masz ku temu powodu, bo w morzu chłamu, jaki teraz krąży po blogosferze wyróżniasz się jak najbardziej pozytywnie. ZAWSZE MOGŁABYŚ PISAĆ OPKO O ONE DIRECTION, nie?
      To pisz jak się chce pisać, zachęcam (aczkolwiek nie poganiam, żeby nie było.) :PPP


      Usuń
    3. Wiesz, co kto lubi - za mną Skandynawia chodzi od ładnych ośmiu lat i jakoś nie mogę się jej pozbyć, więc w końcu uległam :D I jeszcze Rosją się tak interesuję, ale jakbym miała wybierać, to wolę jednak Skandynawię :) A co do historyczności, konsekwencji i tego wszystkiego, to powiem Ci, że:
      a) już zdążyłam strzelić historycznego faila, jeżeli chodzi o fakty, jako że Bengt Oxenstierna jest postacią autentyczną i jest synem Gabriela Oxenstierny, jak napisałam. Bernhard jest bratem Bengta. Tylko tyle, że napisałam, że ojciec Bernharda zmarł wcześniej (1640, ale daty akurat nie podawałam). Ojciec Bengta umarł w 1656, więc w tym konkretnym momencie jeszcze żył. Taki fail wyniknął stąd, że informacje czerpałam ze szwedzkich stron i nie przyszło mi do głowy, żeby zajrzeć na oficjalną stronę Oxenstiernów - a jak już tam zajrzałam, to się okazało, że było dwóch Gabrielów Oxenstierna i oboje byli braćmi Axela ;_; Więc muszę trochę ponaciągać fakty, bo inaczej cała linia fabularna mi teraz runie na łeb ;_;
      b) jestem bardzo poważnie podejrzana o zespół Aspergera, a to się wiąże właśnie z takim usilnym trzymaniem się pewnych określonych ram i tendencją do wyszukiwania bardzo szczegółowych informacji o jakichś tam konkretnych, wąskich dziedzinach - a mówię to po to, bo mnie tu chwalisz za konsekwencję i w ogóle, a to naprawdę nie jest do końca moja zasługa, że tak powiem. True story :)
      c) moja konsekwencja w następnym rozdziale raczej legnie w gruzach, bo napisałam Ci u Ciebie, że dzięki Tobie i Twojemu tekstowi zaczęłam pisać w trzeciej osobie - i chyba polegnę na tym polu, bo robię tak makabrycznie dużo błędów, że aż sama nie mogę na to patrzeć - poprawianie zabiera mi więcej czasu niż pisanie, poważnie, i mimo szczerych chęci, bo naprawdę przeokrutnie zaimponowało mi jak Ty piszesz, to chyba będę musiała się poddać i pisać w pierwszej osobie. Wynika to też z tego, że drugiego bloga piszę w pierwszej osobie i po prostu ciężko mi jest się przestawić raz tak, raz tak ;_; Nie wiem, rozdział drugi dodam najpewniej w pierwszej osobie i poproszę Was o opinie, którą narrację Wy lepiej odbieracie - jak wam trzecioosobowa lepiej podejdzie, to zedytuję rozdział drugi na trzecią osobę, a jak pierwsza będzie lepsze, to zedytuję rozdział pierwszy na pierwszą osobę. Wiem, że nie powinnam tak robić, ale serio, zdaje mi się, że w pierwszej osobie idzie mi o niebo lepiej. We will see :)
      W kwestii języka, w jakim oni będą rozmawiać, to jeszcze na sto procent pewna nie jestem, a mam dwie opcje: pierwsza jest taka, że oni oboje szprechają po niemiecku i wtedy no problem, aczkolwiek osobiście obstaję za drugą opcją, że oni totalnie nie znają swoich języków, Cecylia mówi po rosyjsku, Bernhard po niemiecku i nie mają jak się dogadać, a MUSZĄ, bo - to chyba mogę zdradzić - przez jakiś czas będą zmuszeni do przebywania w swoim towarzystwie bez żadnej innej możliwości i planowałam rozegrać to tak, że jak mus, to mus i z czasem Bernhard zacząłby rozumieć trochę po polsku, Cecylia po szwedzku - zdaje mi się, że to jest możliwe, żeby nauczyć się dość szybko rozumieć (i zaznaczam, że tylko rozumieć, bo nie mówić) całkiem obcy język, sama się tak obeznałam z rosyjskim (chociaż wiadomo, że ruski to prosty jest), po czasie się dopiero zaczęłam uczyć. Nie wiem na ile to byłoby wiarygodne, muszę jeszcze pogadać z ludźmi na ten temat (i, oczywiście, jeśli miałabyś coś do powiedzenia w tej kwestii to też z chęcią wysłucham :)), ale powiem szczerze, że zamierzałam później pociągnąć tę Cecylii pobieżną znajomość szwedzkiego jako dość ważny wątek, więc.... Więc nie wiem jeszcze ;_;
      Toris to się tylko tak dobrze zaczyna, potem narozrabia, że ho-ho, to mogę obiecać :D
      PLS ;_; No, właściwie to zawsze jest jakiś argument :D
      Piszę właśnie i płaczę, bo nie wiem, czy w trzeciej, czy w pierwszej osobie skrobać ;____;

      Usuń
    4. Chyba jednak pociągnę to w trzeciej osobie, jakoś poszło, jak przestałam poprawiać stare rozdziały, a zaczęłam pisać nowe :D

      Usuń
  6. Na prawdę jest tego dużo ale nie zanudzasz. Miło i przyjemnie się czyta Twoją pracę. Zupełnie tak jakbyś stworzona do pisania, na prawdę ciężko o ciekawego i solidnego bloga, ale Ty takiego stworzyłaś! Będę śledzić to na pewno! Aż chciało się przestać pisać referat na historię, a to złe bo oderwałaś mnie od rzeczywistości! ♥
    Życzę weny i owocnej pracy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, tak się przeokrutnie cieszę <3 Starałam się i cieszę się, że widać tego efekty <3
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz <3

      Usuń
  7. No tak, znowu miałam skomentować wcześniej, ale nagle przypomniało mi się, że w poniedziałek matura próbna z polskiego i cały dzień siedziałam nad uzupełnianiem tematów z tamtego semestru ;_;
    Wracając do opowiadania: jejciu, jak mi się podoba twoje opowiadanie! I mi się nawet ten tasiemiec wydał normalnej długości, a czytało mi się naprawdę przyjemnie:)
    Bernhard wydaje mi się taki ludzki, a wysyłanie go na wojnę jest jak rzucenie puszystego kotka (no dobra, puszystego przerośniętego kotka xD) na pożarcie ;_; Chyba po prostu polubiłam Bernharda i nie chcę, aby poszedł na wojnę^^.
    I bardzo, ale to naprawdę bardzo podobała opowieść Sigmunda o tym, kiedy był na wojnie z Polską. Może trochę dlatego, że lubię po prostu czytać relacje ludzi z wojny;3
    W każdym razie czekam na następny rozdział i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież nie pali się, spoko wodza :D
      A jak już mówimy o maturach, to ja mam chyba na poniedziałek maturkę z fizyki... Cholera, znów zapomniałam ;_;
      Miło mi to słyszeć, bo to prawie 5000 słów XD Więc bałam się, że będzie ciężko przez to przebrnąć XD
      Dokładnie tak to wygląda XD Ale Twoja metafora to coś pięknego XD No, chłopina na wojnę pójdzie, ale wcale tak źle na tym nie wyjdzie ;p
      Też to lubię :D Będzie jeszcze dziadunio Jurgis, taki łukowiecki Sigmund, można by rzec :D Chociaż on ma doświadczenia akurat z Prusakami (Jezu, jak robale XD)
      Dziękuję pięknie za komentarz <3

      Usuń
  8. Najlepszy blog jaki do tej pory odkryłam.Jestem pod niesamowitym wrażeniem Twoich zdolności. Ale nie dziwę się temu bardzo,ponieważ masz 19 lat,a wiek robi swoje.
    Ja mam dopiero 14 lat,ale już próbuje swoich sił.
    Byłabym wdzięczna gdybyś do mnie wpadła.
    ~~Pozdrawiam Wiktoria-nowa czytelniczka :]
    http://themoordeath.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzę w wolnej chwili :D
      Bardzo dziękuję za komentarz <3

      Usuń
  9. Z lekkim poślizgiem, nie no dobra co ja gadam. Skomentowałabym wcześniej, ale tak wyszło, że byłam zajęta i zbytnio czasu nie miałam.
    Nie lubię komentować tak późno, bo wszystko co Ci chciałam napisać, przekazały już inne osoby w komentarzach. Ugh... co za niesprawiedliwość.
    Gdyby moja pani od historii dowiedziała się, że czytam opowiadanie z wątkami historycznymi to by mnie wyśmiała( ja taki leszcz z tego przedmiotu i TAKIE opowiadanie), nom ale cóż. Jestem zachwycona(chyba pisałam to pod prologiem;), ale nie zaszkodzi napisać jeszcze raz ) Ty to wszystko wiesz czy szukasz informacji w necie, co?
    juz się nie mogę doczekać wojny! liczę na dużo akcji i zwrotów akcji, ale znając ciebie to tak będzie.
    Czekam na NN
    xo

    ps. pamiętasz to opowiadanie, gdzie huncwoci, Lily i potem Reg czytali HP? Tak? to piszę je w innej formie i zaczęłam je publikować tu: http://marauders-another-story.blogspot.com
    Liczę na twój komentarz <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko wodza, sama wiem jak to jest jak człowiek czasu nie ma :)
      I'M PROUD <3 Historia jest super! Tylko ja uważam, że wszystko zależy od sposobu, w jaki jest przekazywana. Wiesz co, to jest tak, że większość raczej wiem, ale jakichś szczegółów, jak na przykład o bitwie pod Rewalem i oblężeniu Białego Kamienia to szukałam, bo to nie były jakoś superważne bitwy, więc nie za wiele o nich wiem. A jak chcesz się pośmiać, to Ci powiem, że znam nawet postanowienia pokojów i w ogóle (nie tylko ze Szwecją, ale z Rosją i Turcją też) a z klasówki dostałam 3, bo nauczycielka pomyliła Sztumską Wieś ze Starym Targiem. I to była moja jedyna 3 z historii ;_;
      Wojna w trzecim rozdziale. Znaczy, omówmy się, że z początku to spektakularnie nie będzie, bo i w rzeczywistości nie było - miasta z początku same ustępowały, zupełnie bez walki. Ale w każdym razie w trzecim rozdziale Szwedzi wkraczają do Polski, a zanim dojdzie do walk, do Berci jeszcze się coś przytrafi, żeby nudno nie było :D
      Cieszę się, że się podobało <3

      Jasne, że pamiętam i rano Ci napisałam już tam na blogu, że zajrzę :D Także lecę zrobić to teraz :D

      Usuń
  10. Ten rozdział to najlepszy sposób rekreacyjnego spędzenia czasu, jaki dany mi było spędzić w tym tygodniu. Przepraszam z całego serduszka, że tak późno, ale koniec ferii dał się mocno we znaki i nagle wyszło, że musze się uczyć dłuuuuugaśnej prozy na konkurs .-.
    Po pierwsze: jak ty to robisz, że ja znajduje tylko jedną literówkę, na tak długi rozdzial? ;-; gdzie się tego nauczyłaś, albo gdzie to rozdają, bo ja też chcę ;__; nie chce ci się czasem napisać poradnika dla początkujących odnośnie zasad ortografii i interpunkcji? Nie? To szkoda :c
    Po drugie: jakim prawem to jest takie wciągające i niepowtarzalne? Wygląda po prostu jak najprofesjonalniejsze opowiadanie wydane przez doświadczonego pisarza. Po raz drugi pytam, skąd to masz? XD
    Oczywiście pytanie retoryczne. Masz talent. Chciałabym umieć tak pisać. Kiedy piszesz o tym wszytkim ja czuję ten smutek mężczyzn i ich rodzin, bo zmuszeni są pójść na wojnę, obawę przed utratą przyjaciół, wściekłość na rodzinę tak długo rządzącą życiem Bernharda... Te uczucia są tak autentyczne, jakbym była naszym ukochanym i groźnym panem na wrzosowisku ^^
    Po trzecie i ostatnie pozdrawiam i życzę weny i z największą niecierpliwością czekam na kolejnego tasiemca, który jest najciekawszym tasiemcem, jakiego dane mi było przeczytać :')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że tak mówisz :D
      I nie ma absolutnie za co przepraszać! :D
      Sprawdzam rozdziały po jakiś 3756456326283462475343 razy, aż w końcu nie mogę już na nie patrzeć - ot, cały sekret. A teraz będę szukać tej jednej literówki XD
      O jejku, jejku, aż się zarumieniłam <3
      Cieszę się, że tak udało mi się poruszyć Cię tym tekstem. Mam nadzieję, że następne rozdziały nie będą gorsze :)
      Kolejny tasiemiec jutro :) Albo zaraz, jeśli się nie rozmyślę i nie odechce mi się go sprawdzać XD
      Dziękuję za komentarz <3

      Usuń
  11. Dopiero zaczynam przygodę z twoim opowiadaniem. Przebrnęłam przez prolog i ten rozdział. Muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba twój sposób prowadzenia narracji. Dzięki temu nawet dłuższy fragment czyta się gładko. Postaci są interesująco zarysowane. Zapowiada się naprawdę dobra opowieść o trudach walki. Mam nadzieję, że już za kilka rozdziałów przekonam się o tym, że opisy bitew tworzysz równie plastycznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przebrnęłaś przez definitywnie najnudniejszy rozdział tutaj, więc dalej, mam nadzieję, będzie tylko lepiej :) Cieszę się bardzo, że Ci to podchodzi, bo szczerze powiedziawszy po raz pierwszy bawię się w narrację trzecioosobową, więc różnie to mogło być. Co do postaci, to wkładam w nie bardzo dużo pracy, dlatego mam nadzieję, że dalej nie będzie gorzej z ich odbiorem. Akurat ładnie trafiłaś, że w rozdziale V trochę krwi się leje :) Osobiście powiem, że pierwszy raz pisałam opis takiej potyczki, powiedzmy, ale mocno się w tym odnajduję, przynajmniej jeśli chodzi o przyjemność z pisania, więc mam nadzieję, że w odbiorze też będzie nieźle, czekam więc z niecierpliwością na opinię :)
      Dziękuję za takie miłe słowa i za komentarz :) pozostaje mi zaprosić do czytania dalej :)

      Usuń
  12. Zacznijmy od tego, że Bernhard jest kc. Bo jest. Nie mam bladego pojęcia, jaki był w oryginale, ale tutaj jest świetny. Wychodzi na postać bardzo realistyczną, jednak jest w nim coś takiego innego. Jakby troszkę wyrwany z tych czasów, ale tak, że można w to uwierzyć bez namiastki problemu.
    Czasy, właśnie, znakomicie oddajesz klimat. Czuje się taką szarość tego miejsca, jego namacalność. I w ogóle świetnie piszesz w tych realiach, jakbyś opisywała te wszystkie połączenia, kto z kim, kiedy i dlaczego, z głowy. Noi te krajobrazy. Ci prości ludzie. Jestem ujęta. <4
    Noi oczywiście świetnie opisujesz, dokładnie i rzetelnie. Ładnie.
    A, i podoba mi się wplecenie postaci Sagi. Nie wiem, może jest tylko epizodyczna, ale Bernhard ciekawie o niej mówi i chociaż nie powiedziała ani słowa, polubiłam ją.

    Am, nie wiem, co jeszcze. Chyba tyle. Niestety, nie umiem pisać komciów tak ładnych, jak Ty, chyba powinnam poćwiczyć. ,_,
    I oczywiście powodzenia z maturą!

    Pozdrówki,
    Athemoss.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiąc o oryginale, masz na myśli Hetalię, skąd go wywlokłam? Hetalia jest takim zrąbanym fandomem (i mówię całkiem szczerze, koncept jest świetny, ale wykonanie totalnie do kitu i to fanowskie opowiadania ratują dla mnie całą tę serię), że jedyne, co da się z niego wyciągnąć to to, że Bernhard ma bardzo bogate i wrażliwe wnętrze, ale na zewnątrz jest totalnym gburem. Czyli kanon zachowałam :) Oprócz tego nie wiemy właściwie nic, więc tak naprawdę, prócz tych kilku rzeczy, to budowałam go od podstaw. Tym bardziej więc cieszy mnie, że uważasz go za tak dobrze zbudowaną postać, bo właściwie w większości pracuję nad jego charakterem sama.
      Wiesz co, ja w większości piszę z głowy :) Po prostu bardzo interesuje mnie ten okres historii Polski, a dodatkowo historia Skandynawii jako całość, więc tak się ładnie złożyło, że jedyne, czego szukam w Internetach czy w książkach, to jakiś bardzo dokładny przebieg marszu, fragmenty pamiętników żołnierzy, czy kolejność wydarzeń, żeby nic nie pomylić, jakieś dokładne daty, co do dnia, ale wbrew pozorom to wcale nie jest tak dużo informacji. To są raczej takie rzeczy, które pozwalają mi zapełniać cały ten "świat" detalami. A niektóre naginam, tu się muszę przyznać :) Bądź co bądź, bardzo się cieszę, że tak jest to odbierane, bo wkładam dużo pracy w to, żeby realia były prawdopodobne, także naprawdę miód na moje uszy <3
      Akurat w kwestii opisów to jedyne, z czego jestem zadowolona, to to jak są szczegółowe. Nad językiem chyba mogłabym jeszcze trochę popracować, tak sądzę D: Ale znów - dziękuję za miłe słowa :)
      Saga raczej epizodyczna, ale jeszcze się pojawi w bardziej odległej przyszłości :) A sama też, szczerze mówiąc - mimo że wielkiej roli nie odegra - to mam dla niej dużo sympatii :)

      E tam, Twoje komcie są jak najbardziej w porządku! :D To ja cierpię na jakiś słowotok raczej, ale cóż poradzić D:
      Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć :)

      Pozdrawiam i dziękuję pięknie za komentarz! :D

      Usuń
  13. Freyo? ;-;
    Bo przypadkiem znalazłam powtórzenie. "Koszula opadła na ubłocone buty, a Bernhard w nagłym przypływie gniewu kopnął leżący na podłodze mundur. Obiecał sobie, że razem z tym mundurem, właśnie teraz zrzuca z siebie więzy, jakie nałożyła na niego rodzina."
    Noale okropnie mi się spodobała idea tej symboliki i jednocześnie zapytuję, czy mogę go wkleić do swoich linków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Goddamnit D: Dzięki za wyłapanie, mnie to zawsze coś umknie, żebym nie wiem ile razy sprawdzała D: Chyba czas zawiązać współpracę z jakąś betą D: Zaraz poprawię.
      Jasne, nie krępuj się, będzie mi bardzo miło :3

      Usuń
    2. No mam tak samo. D: Niczym się nie przejmuj, zauważyłam przy trzecim przeczytaniu tego fragmentu, więc wiesz. ;-; A bety polecam, wyłapią, pomogą, są super, innymi słowy.

      Usuń
    3. Chociaż tyle dobrego... No nic, jak ogarnę życie i skończę egzaminy, to pewnie kogoś poszukam :)

      Usuń
  14. Na Twój komentarz pod prologiem pozwolę sobie odpowiedzieć tutaj, żeby wszystko było w jednym miejscu.
    Szukawszy wczoraj blogów na jednym ze spisów, znalazłem dwa, które mnie zaintrygowały. Jednym z nich jest właśnie Twój, drugim za to zbiór opowiadań kryminalnych, które zapowiadały się świetnie. Szkoda, że tylko zapowiadały. Zamysł był taki: jedno opowiadanie, jedna sprawa. Myślę sobie, dawno żadnego kryminału nie czytałem, więc warto to nadrobić. Tja... Czytanie zakończyłem na pierwszej scenie. Seksu, a jakże. Tak, opowiadanie zaczyna się opisem seksu w samochodzie, gdzie bohatera zamyka oczy tylko po to, żeby po chwili znowu je zamknąć. Potem nagle przypomina sobie, że ma chłopaka czy kogoś tam, przerywa stosunek i w samej bieliźnie wychodzi z samochodu. Szkopuł w tym, że auto stało przy parku. Dopiero wtedy zaczęła się ubierać. No to podziękowałem autorce za zmarnowanie kilku minut życia.
    Jestem wybredny pod względem wybierania blogów do czytania, bo po prostu nie zamierzam tracić czasu na coś kiepskiego.
    W moim przypadku siedemnasty wiek nie jest moim ulubionym okresem w historii, ale tylko z tego względu, że nigdy nie potrafię się zdecydować, który z nich lubię najbardziej. Tak samo jak nie mam ulubionego owocu, piosenki, filmu, książki et cetera. Zawsze jest ich kilka. Oczywiście uwielbiam okres, kiedy Rzeczpospolita Obojga Narodów jest potęgą, sięgała od morza do morza, a na sam dźwięk słowa "husaria" ludzi ogarniał strach.
    Większość jest samoukami, w tym i ja. Tyle że niektórzy ludzie jednak się uczą, a reszta po prostu pisze i nie wyciąga z tego wniosków. Oczywiście nie jesteś doskonała. Literówki się zdarzają, czasem jakieś słowo zjesz albo piszesz niepoprawnie, np. zamiast "zresztą" piszesz "z resztą". Powtórzenia również Ci się zdarzają, na przykład przy sytuacji, gdy Bernhard kładzie się na łóżko. W następnym zdaniu użyte jest to samo słowo, a mogłabyś je zamienić chociażby na "łoże". Nie wiem czy to jedyne błędy, czy też nie. Wyłapałem je przypadkiem. Twój tekst jest na tyle dobry, że nie zwracam na nie większej uwagi.
    Staropolszczyzna byłaby bardzo wielkim plusem tego opowiadania. Sam wiem, że to trudnym jest pisanie w tym języku przez cały czas, ale jak sama powiedziałaś, postacie zdecydowanie mogłyby staropolszczyzną się posługiwać. Dodałoby to smaczku i opowiadanie tylko by na tym zyskało.
    Bernharda udało Ci się bardzo dobrze wykreować, jednak nie jest personą, która zdobyła moją sympatię. Oceniam go po tym, co przeczytałem. Może moje zdanie o nim się zmieni i jest na to realna szansa, sądząc po tym, co Szwed obiecał sam sobie.
    Tak, Toris to człowiek z krwi i kości. Łatwiej się z nim utożsamić, przynajmniej ja tak sądzę. Również i ja mam swoje ideały, jednakże, tak jak i Laurinaitis nietrudno mi się dostosować.

    || Ze względu na długość komentarza, musiałem go podzielić na kilka części ||

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i owszem, po prababci, niech ziemia lekką jej będzie, a jej pamięć nigdy nie przeminie. Rakowska miała na nazwisko, herbu Trzywdar. Bądź jednego z pięciu pozostałych, którymi ta rodzina miała prawo się posługiwać.
      W takich opowiadaniach tło historyczne jest równie ważne, co historia postaci, którą chcesz przedstawić. Jeśli to pierwsze jest wykonane bardzo dobrze, drugie już nie musi, acz powinno, by nie było zbytniej różnicy. ; )
      Jestem przekonany jak wiele pracy przede mną czeka, by w ogóle zabrać się za tworzenie takiej powieści. Jakie wybrać wydarzenia na tło historyczne, jak wykreować postacie, by były wiarygodne i w równie wiarygodny sposób się zachowywały, wszelakie tradycje, wierzenia, et cetera. Pracy co nie miara. Zapału mi nie brakuje, talentu raczej też nie, choć to nie mnie oceniać.
      Możesz być pewna, że się odezwę, co też w sumie właśnie robię. Ale nie z powodu, że chciałbym, żebyś i mego bloga odwiedziła, komentarzem się odwdzięczyła i tym podobne. Jestem pod tym względem bezinteresowny.
      Talentem jak i umiejętnościami mnie przerastasz, o tym jestem przekonany, także nawet nie przeszła mi przez głowę myśl, że mogłabyś się zainteresować moimi marnej jakości opowiadaniami.
      Dziękuję ślicznie za komplement, który niezmiernie uradował mą duszę. Muszę przyznać, że po raz pierwszy usłyszałem coś takiego pod swoim adresem. ; )

      Usuń
    2. Odnosząc się teraz do rozdziału:
      Jestem pod wrażeniem niezwykłej lekkości Twojego pióra. Piszesz bardzo plastycznie i człowiek o bogatej wyobraźni w ogóle nie ma problemów ze stworzeniem opisywanego obrazu w swojej głowie. Za to zawsze podziwiałem kobiety i głównie przez to uważam, że mają większe predyspozycje do pisania niźli my, zwykli mężczyźni tudzież chłopcy, jak to jeszcze jest w moim przypadku. Jesteście bardziej wrażliwe, co widać przy okazji wszelakich opisów.
      Również wszystkie niby takie zwyczajne momenty, a jednak podwyższające wartość czytanego tekstu, Ci się chwali. Widać, że świat żyje w Twoim opowiadaniu. Kobiety w ogródkach, piękna Saga, która jedynie pomachała mężczyźnie, brudna twarz Svena... Wszystko jest takie naturalne, wcale niewymuszone, tak jakby wydarzyło się to naprawdę.
      Do dialogów nawet nie można się przyczepić, są wspaniałe.
      Jestem pod wielkim wrażeniem i nie tyle, co zazdroszczę, a wręcz podziwiam Twój talent, Twój warsztat i chęci, by to opowiadanie było jak najlepsze. Jeśli kiedykolwiek zamierzasz wydać to opowiadanie jako pełnoprawną książkę, to nieśmiało poprosiłbym o egzemplarz z dedykacją ; )
      A.J.

      Usuń
    3. Jasne, i mnie będzie wygodniej :)
      Wiesz, mnie samo "jedno opowiadanie = jedna sprawa" w sumie by średnio zachęciło, bo ciężko opisać rozwiązanie jakiejś kryminalnej zagadki w jednym opowiadaniu. Znaczy, to nie jest nie do zrobienia, ale chyba trzeba by być piekielnie dobrym, żeby zrobić to z sensem. No, w każdym razie na pewno byłoby to poza moim zasięgiem.
      Cóż ogółem szkoda opowiadania, pewnie też bym zrezygnowała na tym fragmencie. Znaczy, scena seksu sama w sobie nie jest zła, jeśli przewija się przez opowiadanie gdzieś tam w jakimś sensownym momencie i jeszcze napisana jest z wyczuciem, ale w momencie, kiedy coś takiego wita czytelnika już na wstępie, to mnie osobiście też by to nie zachęciło. Szczególnie, jeśli było to tak, cóż - absurdalne wręcz, jak mówisz. Ja bym tego nie kupiła. I myślę, że masa osób mogła w ten sposób zrezygnować.
      Tym bardziej się cieszę, że uznałeś mój blog za wart poświęcenia czasu :)
      Siedemnasty wiek odpowiada mi chyba najbardziej ze względu na ogromną ilość wojen (przynajmniej w rejonach, którymi ja osobiście jestem zainteresowana, czyli na północ i wschód od Świętego Cesarstwa Rzymskiego), a i przy okazji osobiście na pewno miał na to wpływ fakt, że Korona i Litwa to wtedy było naprawdę coś. Żal mi takiej wielkiej potęgi, albo raczej tego, że już nią nie jesteśmy, więc mogę chociaż o niej pisać :) Bo rzeczywiście, w samej historii Szwecji ciekawsze mogłyby być rządy Lwa Północy, albo Karola XII, ale sentyment pchał mnie jednak do potopu, co by z naszą Rzeczpospolitą też to opowiadanie związać w jakimś większym stopniu.
      Cóż, staram się ze wszystkich sił, żeby się uczyć i wyciągać wnioski z uwag czytelników. I nie tylko - nawiązałam współpracę z betą, bo uznałam, że są pewne rzeczy, których nie przeskoczę (na przykład brak znajomości teorii gramatyki, większość rzeczy piszę na wyczucie i mimo, że w większości wychodzi to raczej lepiej niż gorzej, to mam świadomość tego, że mimo wszystko robię błędy - powiem szczerze, że umęczyłabym się jednak, gdybym miała zacząć zagłębiać się w techniczną stronę języka jakoś wybitnie szczegółowo i sprawdzać każdy przecinek czy coś, to po prostu nie jest w żaden sposób coś, co byłabym w stanie zdzierżyć dłużej niż przez kilka minut - to też nie za dobrze, ale nic na to nie poradzę, sam na pewno wiesz jak to jest, jak człowiek ma się uczyć czegoś, czego nie lubi) i ona już wytknęła mi wszelkie te moje nieszczęsne "z resztą" (dzięki wielkie za zwrócenie uwagi) i inne tego rodzaju kwiatki, ale niestety jeszcze nie mogę wstawić zbetowanych wersji rozdziałów, ponieważ czekam na recenzję na jednym z katalogów i poproszono mnie, bym do czasu jej opublikowania nic nie zmieniała na blogu. Niemniej jednak, pracuję już nad wszystkim i w jakimś niedługim terminie pojawią się poprawione wersje wszystkich rozdziałów. Jest mi jednak szalenie miło, że mimo wszystko tekst te błędy rekompensuje :)
      Cóż, gdzieniegdzie jakieś bardziej staropolskie wypowiedzi się przewijają, ale powiem szczerze, że raczej rzadko. Nie chcę teraz zmieniać wszystkiego, szczególnie, że mam bite 300 stron gotowego tekstu - jak mówiłam, najpierw chcę napisać całość, a później zająć się edycją. Teraz żałuję, że nie wplatałam tej staropolszczyzny chociaż w wypowiedzi, ale jeszcze nic straconego, ten tekst przejdzie jeszcze masę korekt, więc dlaczego nie i zmianę języka dialogów.

      Usuń
    4. Cóż, Bernharda na pewno będzie o wiele więcej niż Torisa, bo to jednak on jest głównym bohaterem. Co nie znaczy, że Litwin nie będzie ważną postacią, a wręcz przeciwnie. No, bądź co bądź, wszystkie moje postacie pod wpływem wydarzeń się zmienią, więc nawet mnie samej ciężko jest jeszcze wydać jakiś konkretny osąd na ich temat teraz, kiedy jeszcze nie mam w ręku całości. Ale osobiście też uważam, że na tę chwilę Toris wydaje się jakiś taki bardziej przystępny.
      Podziwiam ludzi, którzy tak dobrze znają historię swojej rodziny. Jeden z moich wujów prowadzi kroniki, ale to dziwny człowiek, wolę go unikać, moja ciekawość nie jest silniejsza od niechęci do niego D: Jedyne, co wiem o sobie, to że ja z kolei mam duńskie korzenie, przez pradziadka, z kolei. Cóż, to może nie moja ukochana Szwecja, ale już blisko, więc nie powiem, że się nie cieszę :)
      Ja się bawię kreacją postaci - ponoć wychodzi mi to dobrze, sama też jestem zadowolona, ale wiadomo, że niczego nie biorę za pewnik, bo przecież jestem amatorką, zawsze może mi się coś opsnąć i wyjść, co najmniej, słabo. Bądź co bądź do realiów ja osobiście przykładam ogromną wagę, poświęcam masę czasu na research, nie tylko w Internecie, ale biegając po bibliotekach/antykwariatach i wyszukując wszelką literaturę na temat potopu i postaci historycznych. Znalazło mi się też parę błędów w realiach, to znaczy sama je znalazłam już po publikacji, jak na przykład to, Karol X nie był synem, a wnukiem Karola IX, albo że Skania w 1655 roku należała jeszcze do Danii, a nie - jak napisałam w rozdziale trzecim - do Szwecji. Ale tu znów wraca temat recenzji i tego, że jeszcze nie mogę tego poprawić. Mam nadzieję, że jeszcze nie umarłeś z nudów, czytając te moje wywody?
      To jest fakt, chyba tylko pisząc jakąś powieść związaną z nauką trzeba by się narobić więcej, niż przy pisaniu historycznej. Ale jeśli ktoś historię lubi, to to jest świetna sprawa, bo sam, mimo że czasochłonny, research staje się wtedy samą przyjemnością :D A jeśli kiedyś się na coś zdecydujesz, to na pewno rzucę okiem, bo cierpię na straszliwy niedobór opowiadań historycznych w blogosferze D:
      Szalenie mi miło, poważnie :)
      Ja oczywiście też ludziom komentuję bezinteresownie, wiadomo, jednak ja osobiście wychodzę z założenia, że warto chociaż rzucić okiem na to, co komentujący tworzy. A nuż trafi się coś ciekawego? I szczerze powiedziawszy, to z tego co się zorientowałam, to to co piszesz ma szansę przypaść mi do gustu. Ale dopiero za jakiś tydzień będę miała czas na czytanie, bo muszę jeszcze nadrobić zaległości u kogoś, komu już dawno to obiecałam, także wiadomo. Ale słowo zostawię na pewno :)
      Jejku, aż nie wiem, co Ci odpowiedzieć na takie komplementy *.* Chyba wystarczy, jeśli powiem, że mi naprawdę szalenie miło?
      A to dziwne, że pierwszy raz, bo naprawdę jesteś pod tym względem ewenementem w blogosferze. Poważnie, nigdy jeszcze nie zetknęłam się z kimś, to wypowiadałby się w tak ładny sposób.

      Cóż, szczerze mówiąc osobiście uważam, że opisy akurat u mnie kuleją, ale cieszę się, że najwyraźniej nie jest tak źle, jak ja to widzę. Ale osobiście się z Tobą zgadzam, chyba rzeczywiście coś w tym jest, że kobietom takie rzeczy przychodzą łatwiej.
      A to jest dla mnie ogromny komplement, za który dziękuję z całego serca - czasem zastanawiam się, czy czytelnika nie będzie nudzić takie pisanie, momentami, o niczym konkretnym, ale uznaję zawsze, że to ważny element kreacji postaci i świata. Więc bardzo się cieszę, że wypada to tak fajnie :)
      A to ostatnie to już w ogóle sprawiło, że siedzę i jak głupia cieszę mordkę do komputera :D
      Dzięki piękne za komentarz i za miłe słowa! No, i oczywiście za wszelkie uwagi :)

      Usuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. No tak, najmłodszy ma zawsze najgorzej. :) Ale Bernhard powinien się cieszyć, że w ogóle ma dom i tą kopalnię, dzięki której może go utrzymać.
    Może i pusta okolica, i jakaś szara, i ponura, ale nie ma się co smucić, nie wszystkim dostają się piękne posiadłości. Na szczęście Bernhard doskonale to rozumie. :)
    Jakbym była na miejscu tych ludzi, wiadomość o powołaniu do wojska mnie albo mojego kogośtam też by mnie nie ucieszyła. :)
    Sven mi się kojarzyło z tym łosiem/reniferem/czy kim on tam był z Krainy Lodu. A że mam nad biurkiem wielki plakat z tego filmu, więc pewne za każdym razem, gdy padnie imię Sven, będę na niego zerkać. :D
    Bardzo ładnie ze strony pana Bernharda, że nie zachowuje się względem swoich "poddanych" tak źle, jak to zawsze pokazują. Bo niby czemu jakiś odpowiednik burmistrza albo sołtysa miałby się wywyższać? Nie lepiej być takim jak Benio?
    O! Co do jedzenia, to ja go doskonale rozumiem. Mam tak samo. :D
    A na myśl o Sadze, będę miała przed oczami torebkę herbaty. :/
    Niestety wiele osób w tamtym okresie chciało się rozwijać, a nie miało takich możliwości. Nie to co teraz. Możliwości są, a chętnych brak. :)
    "Przed śmiercią i przed Bogiem wszyscy przecież byli równi." - Dobrze powiedziane. Dołącza do mojej kolekcji cytatów. :)
    Pięknie opisałaś to napięcie i strach Bernharda. Sama mogłam to poczuć i zaczęłam się niepokoić razem z Beniem.
    "Całe trzy razy, jeszcze za Karola IX, a potem za Gustawa Adolfa… Niech im ziemia lekką będzie… Chociaż może tylko drugiemu…" - :DD Niech im ziemia lekką będzie - takiego powiedzonka jeszcze nie słyszałam.
    Dziadek opowiadał to tak... po dziadkowemu. Udało ci się to. Fajnie też opisałaś myśli Bernharda. Się taka dumna poczułam. :D
    No ta historia z piciem mnie rozbawiła. "Bernhard parsknął śmiechem, reszta z resztą też." A ja z nimi. :)
    "—No, co prawda w następnej bitwie pocisk armatni urwał mu rękę — rzekł Sigmund i zamyślił się. — Cóż, więc właściwie to jednak była jego ostatnia popijawa…" - Dziadek wymiata.
    A która wojna w ogóle ma jakiś sens?
    "Nadszedł najwyższy czas, by Bernhard w końcu zaczął żyć po swojemu." Szkoda, że nie domyślił się tego wcześniej.
    "...a posturą zdecydowanie go przerastał, chociaż i Bernhard naprawdę byłem dobrze zbudowanym mężczyzną." - literóweczka - był dobrze zbudowanym mężczyzną.

    Tak więc jedynaczka za mną. Powoli będę nadrabiać, chociaż jak zobaczyłam rozdział dziewiąty, to mi się w głowie zakręciło. Zlituj się dziewczyno. :)
    Rozdział taki wprowadzający, trochę mnie naprowadził na te klimaty co trzeba.
    Ubolewam trochę nad Łańcuchem Czasów, bo świetnie się zapowiadało, ale cóż.
    Cieszę się, że Benio wrócił na szablon.
    Pozdrawiam i wen!
    [pat-czyli-ognistowlosa]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, wiem, miała być wczoraj, PRZEPRASZAM D: Ale jestem :)
      Słuchaj, Oxenstiernowie byli tak obrzydliwie bogaci, że Becia, nawet jako najmłodszy, mógłby całe życie nie robić absolutnie nic, a i tak mamony by mu na życie i utrzymanie domu wystarczyło. W sumie, ja zauważyłam nagle, że to tu nigdzie nie pada, ale to byli hrabiowie, tak btw, także tego :D
      Ja bym chyba umarła na ich miejscu, bo Szwedzi dopiero co poprzednią wojnę wtedy skończyli ;_;
      Hahaha, mnie też XD Znaczy, to nie było celowe, bo Krainę Lodu widziałam dopiero niedawno po raz pierwszy, ale anyway, teraz też mi się tylko z reniferem kojarzy XD
      Bo Bercia to jest prosty chłop, jemu tylko dać kilof/łopatę/nóż/cokolwiek, wysłać go do roboty i byłby szczęśliwy, a nie mu się każą w szlachcica bawić D: Wiesz, dla ludzi, to lepiej być takim, ale dla szlachcica już niekoniecznie, mimo wszystko D:
      Hahaha, chyba każdy mi to o Sadze mówi :D Ale ja w pierwszej kolejności mam skojarzenie właśnie ze skandynawskim imieniem, a nie z herbatą, mimo wszystko.
      TAK, MNIE TEŻ TO BOLI, SPOŁECZEŃSTWO NAM GŁUPIEJE.
      Cieszę się, że się jakoś w miarę przekonująco udało to napisać :)
      Naprawdę nie słyszałaś? Jedno z moich ulubionych :D
      Bo Bercia to mało domyślny jest D:
      Dzięki za wyłapanie, poprawi się, ale niestety dopiero po recenzji, bo czekam na jedną, a nie wolno mi nic zmieniać do czasu publikacji D: Ale dzięki, poprawię na pewno.

      Luzik, wiesz, że ja z niczym nie gonię, ale bardzo się cieszę, że mogę poznawać Twoją opinię :D
      IX to już ostatni taki tasiemiec, spokojna głowa :D
      Właśnie przebrnęłaś przez najnudniejszy rozdział na tym blogu, serdecznie gratuluję! :D
      Może jeszcze go reaktywuję, ale nic obiecać nie mogę D: -Jakby co, to dam znać :)
      Pozdrawiam i ślicznie, że dziękuję za komentarz <3

      Usuń
  17. Iiii, to ja myślałem, ze on ma dwa metry, a tu 193 cm... :P Mikrus...:D I Grrrrrrrrr...:P "Uskrzydlona kawaleria"...mam nadzieję, że była to figura retoryczna no ;P Owszem, na paradach, po zwycięskich bitwach, tak, były skrzydła, ale do bitwy? Nieee:) To sobie zapamiętam na zawsze, nauczyciel nam to wbijał ze łbów młotkiem i dłutem, bo wszyscy myśleliśmy, że mieli, no ale...A i jak już je zakładali na te parad, to kolejna ciekawostka- nie mocowali ich do pleców zbroi, ale z tyłu siodeł. Jakby je nosili na plecach, to b nawet nie wleźli na konia :) Sigmund był pod Kircholmem? To o tym "nie mieli prawa wygrać"...:) I się zastanawiam, czy opiszesz tylko wojnę polsko -szwedzką, czy też jednak pójdziesz dalej, i będzie cała II wojna północna? A, i nadal nie wiem, czy jest on kapitanem kawalerii czy piechoty? :P Chociaż sądząc po tym, że rekrutuje zwykłych chłopów, to raczej to drugie... No ciekawi mnie jak sobie nasz nominowany koneksjami kapitan poradzi na polu bitwy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 196! Już z drugą osobą się licytuję, bo mi beta wciskała, że to jest 189 ;_; Ale nie mam pojęcia, skąd się bierze taki rozrzut, naprawdę. Ma 196. No, ale to i tak nie dwa metry D:
      Taktak, spokojnie, to tylko taka legenda, powiedzmy, krążąca wśród szwedzkich żołnierzy, wiesz, propaganda i te sprawy, żeby trzęśli portkami, ale się mój Bercia rozczaruje, bo uskrzydlonej kawalerii to on nawet na oczy nie zobaczy :) Ale mimo wszystko wielkie dzięki za zwracanie uwagi, bo nawet beta nie wytykała mi takich rzeczy. (Te opublikowane rozdziały jeszcze zbetowane nie są, jakby kto pytał D:)
      A tego o siodłach nie wiedziałam *.* Zarzucaj mi takimi ciekawostkami częsciej, co? :D
      Nie, to "nie mieli prawa wygrać" to była bitwa o twierdzę Biały Kamień, o której nigdy w życiu nie słyszałam na historii w szkole, sama to wygrzebałam.
      Wiesz co, plan jest ograniczenia się do samego potopu + jakiegoś krótkiego okresu czasu tuż po nim. Ale różnie to może być, no np. wczoraj wywróciłam ze znajomą do góry nogami cały (choć nie za wielki) wątek romantyczny i 20 stron poszło do generalnego remontu. Noale cóż, mówi się trudno :D
      Eeeee, jeśli chodzi o tego kapitana, to powiem szczerze, że nie mam pojęcia na ile mój zamysł był prawdopodobny, ale to miał być tylko tytuł honorowy. W sensie, takie myślenie rodzinki: "Po co mu oddział, jak on i tak nic nie umie? Lepiej będzie, jak my go będziemy pilnować. Ale kapitanem musi być, bo wstyd i hańba, żeby Oxenstierna był byle żołnierzykiem!" No, także tego. Dostanie mu się paru ludzi, do siedzenia w krzakach. Bo co się stanie, jak każą się takiemu z czwórką ludzi ukrywać gdzieś na boku przez dzień czy dwa, żeby ich potem drugi brat i jego oddział przejął? Teoretycznie nic. A praktycznie, to niemiła niespodzianka. I w ten sposób chyba odpowiedziałam, że on nie ma prawa sobie poradzić. No.
      Dziękuję Ci pięknie za komentarze, tak w ogóle, bo taka niewychowana jestem, że pod poprzednim postem nawet DZIĘKUJĘ nie napisałam D:

      Usuń
    2. stopa to 30,4 cm a cal to 2,5 cm :) 6*30,4= 182,5, 5*2,5=12,5...cholera, oboje sie mylimy chyba, bo wyjdzie 195 :D Chyba, że korzystasz z jakiegoś dokładniejszego przelicznika, bo ja to z głowy wygrzebałem, że taki^^ I nie wiem jak mi wyszło 193...Chyba zgadłem, bo innej wymówki nie mam :D W każdym razie, jeśli tyle, to ok jest ciut wyższy,zwracam honor :PBiały Kamień...Tam, o ile pamiętam, główną rolę odegrały te nieszczęsne bagna, w których Szwedzi potopili działa i żołnierzy. Husaria zaczęła ich spychać i w końcu utknęli. Ale myślę, że i w otwartym polu byłoby tak samo, Kircholm pokazał, że husaria sama wygrywa bitwy ^^ A co do ciekawostek...jak będę jakieś miał odnośnie tekstu, to oczywiście, żeby się pochwalić wiedzą, nie omieszkam ^^ Choć o Potopie szwedzkim to raczej mało mam:P No, ale zobaczmy, może coś innego się uda podciągnąć pod temat:)

      Usuń
    3. korzystałam z przelicznika, że stopa 3,48 cm, a cal lub też ichni kciuk (powinnam to poprawić D:) = 2,54 cm, wychodzi bez mała 196, ale to szczególiki :) Ale to i tak nie 189, jak by nie patrzyć D:
      Być może, powiem szczerze, że tu się oparłam tylko i wyłącznie na artykule z Wikipedii, aż wstyd, normalnie latam po bibliotece i grzebię w książkach, albo chociaż zerkam na szwedzkie strony jeszcze ;_; A za Kircholm to się nie brałam, bo powiem szczerze, że się bałam, że jakiegoś byka walnę, a pamiętam, że przy pisaniu tego rozdziału trochę w szkole cisnęli i nie miałam zbytnio czasu na risercz D: Ale później już takich fuszer nie odwalam :)
      Słuchaj, jak Ci się coś randomowego, średnio związanego z tekstem przypomni to też wal, jestem głodna wiedzy w każdej postaci *_*

      Usuń
    4. *Ekhem, stopa = 30,43 cm

      Usuń
  18. Oxenstierna wiedział, że to oznaczać będzie katastrofę dla ich żon, matek i dzieci – zadbał więc o to, by wypłacano im renty, z jego własnej nawet kieszeni, jeśli zaszłaby taka potrzeba – kurde *.* żeby teraz władzę było stać na taki gest D: mówię tutaj o wypłacaniu rent (i nie tylko) z własnej kieszeni
    miała na myśli jego nowy, kapitański mundur – jak już pewnie wywnioskowałaś po moim ostatnim komentarzu, znów wzięło mnie na wojsko i nagle wykazuję ogromne zainteresowanie mundurami i stopniami wojskowymi D: rok temu moim największym marzeniem było, żeby zostać oficerem D: (jak zauważył mój nauczyciel od EDB, kiedy byliśmy z nim na cmentarzu wojskowym, że kiedyś to za mundurem panny sznurem, a teraz panny same w mundurach ^^)
    nie będąc specjalnie głodnym był w stanie – przecinek po głodnym; ja też tak mam czasami, znaczy często, niestety D:
    To był właściwie jedyny pozytywny aspekt pochodzenia z tak wysokich warstw społecznych – że mógł się najadać do woli. – jakbym słyszała moją siostrę :D i siebie w sumie też, ale bardziej ją :D
    szalenie inteligentną kobietą, głodną wiedzy i chętną do nauki – zabrzmi jak zawyżone poczucie własnej wartości, ale high five, uwielbiam się uczyć D: i w sumie też jestem inteligentna. Raczej o.O
    ale jego kuzyn-idiota – nie ma jak szczerość :D ale ja póki co nawet lubię Erika (+ ma ładne imię, jak von Manstein i Hartmann <3)
    Z całym, proszę ciebie, Bernhardzie, szacunkiem, ale pies drapał ciebie i te twoje pocieszenia – powtórzę się: nie ma jak szczerość :D
    Rozgromili ich pod Rewalem – moje pierwsze skojarzenie: Tallinn. Pewnie dlatego, że się naczytałam o Rosenbergu (tak, o tym Alfredzie Rosenbergu) i dopiero niedawno się dowiedziałam, że w Polsce jest Rewal D:
    Pamiętam, że którejś nocy, na warcie, proszę ja was, Johanssen tak się urżnął, że wypadł nam przez okno do rzeki – padłam :D
    Bernhard nie dziwił się chłopakowi, miał dopiero piętnaście lat, a jednak wszyscy wiedzieli, że pobór go nie ominie – tak swoją drogą, choć wiem, że to nijak ma się do Twojego opowiadania: czytam właśnie biografię Himmlera i jak to zdanie zobaczyłam, to tak mi przeszło przez myśl, że Heniek to by nawet płuca wypluł, żeby pójść na wojnę D: [czasami będą mi się zdarzały takie wstawki, wybacz, po prostu nie mogę się czasami powstrzymać D:]
    lepiej niż ten poczciwy Duńczyk – czytam to i od razu widzę Danię z toporem :>
    Strzelanie do kaczek to co innego niż strzelanie do ludzi – wiem, że nie znałaś mnie, kiedy to pisałaś, ale y u do dis? D: [przypominam, że jestem kaczką D:]

    Żeby nie było, że jakieś głupoty mi w głowie – ostatni fragment naprawdę bardzo ładny, super się go czytało. Taki… prawdziwy. Dobrze przekazałaś emocje D: za to ja źle przekazuję to, co mam na myśli, ale chyba wiesz, o co mi chodzi, nie? D:
    Bernharda już bardzo polubiłam.
    I wiesz, co? Szacun za to, że piszesz o historii. Ja, kiedy mam ochotę coś historycznego napisać, siadam i czekam, aż mi przejdzie, bo jestem lewa z historii, nawet z II WW, na której rzekomo się znam D:
    Więcej niestety nie napiszę, bo jestem zmęczona i głowa mnie boli D: postaram się wrócić jutro, a jeśli nie, to może wystukam coś na telefonie w przyszłym tygodniu (i wracam dziesiątego, więc wtedy już na pewno zobaczysz moje komentarze, póki co pierwsze koty za płoty D:)
    Ściskam
    Amnezja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaaa, u nas to takiej łaskawości nie uświadczysz, sami krwiopijcy na tej Wiejskiej siedzą ;_________;
      A co do tego, że za mundurem panny sznurem, to co do mnie, to się wszystko zgadza, niech mi facet wyskoczy w ładnym mundurze, to już jestem jego XD Nie no, żartuję, oczywiście, ale serio, tak szalenie mi się podobają mundury I WOJSKOWI, że łooooo <3 Zresztą ja w ogóle kocham historyczne mundury. Najładniejszy mundur ever? Jak dla mnie, to wdzianko Karla XII, o, proszę: http://www.peter.petrobrigada.ru/unif/cloak/karl12uniform.jpg :D
      TEŻ SIĘ UWIELBIAM UCZYĆ, NAPRAWDĘ. Do tego stopnia, że moi rodzice są załamani, bo liczyli, że pójdę na medycynę, a ja co? MIĘDZYWYDZIAŁOWE MATEMATYCZNO-PRZYRODNICZE, z zamiarem zostania na uczelni. Nie Łódzkiej, gdzie będę studiować, bo za granicę chcę wybyć, do Szwecji, oczywiście, albo do Finlandii, ale ogółem to wiesz o co chodzi :D
      Akurat mnie się imię Erik nie podoba, ja jestem fanką starego, dobrego Karla, nawet jeśli o imiona chodzi :D
      Ja też o polskim Rewalu nie wiedziałam, póki riserczu nie zrobiłam *pat pat*
      Luzik arbuzik, randomowe wstawki zawsze spoko :D Ale widzę, że Ty ostro pierwszą i drugą wojnę maglujesz, co?
      No to Ci powiem, że bardzo mocno wzorowany na Danii jest brat Berci, Gustaw :D Pojawia się chyba w rozdziale III :D
      OMG, PADŁAM JAK SOBIE O DOLANIE PRZYPOMNIAŁAM XD SORASKI XD

      Dziękuję pięknie, cieszę się, że tak ładnie wyszedł :D I wcale źle nie piszesz tego, o co Ci chodzi, ja wszystko czaję, nie bój nic, ja jestem większym retardem D:
      A może warto się wziąć? Ja się masy rzeczy dowiaduję w trakcie riserczu, MASY. Zaczynałam z bardzo biedacką wiedzą D: Ale cieszę się, że to tak doceniasz, powaga :D
      Dzięki piękne za komentarze i wypisanie błędów, oczywiście :D
      Buźka :D

      Usuń
  19. Tutaj znalazłam literówkę:
    "Przez moment żaden z nich nie wydusił z siebie ani słowa, patrzyli tylko to na siebie, to na Barnharda w milczeniu" - Bernharda :) Chyba, że ja coś źle odmieniam, ale wolałam Ci powiedzieć na wszelki wypadek.
    Bardzo zainteresowała mnie ciekawostka związana z przekleństwami. To niesamowite, jak bardzo kultury poszczególnych krajów różnią się od siebie. Podziwiam Cię za dbałość o podobne szczegóły.
    Naprawdę żal mi Bernharda... jest normalny w odróżnieniu od reszty. I niestety niezrozumiany przez swoją rodzinę. Jakby urodził się w nieodpowiedniej epoce. Ktoś taki to prawdziwy wzór do naśladowania. Troszczy się o swoich podwładnych, ciężko pracuje, nie wywyższa się, żyje tak, jak wszyscy ludzie bez żadnej wyższej pozycji społecznej. Podziwiam go za to. I martwi mnie to, co napisałaś pod ostatnim moim komentarzem, ale nie chcę spoilerów oczywiście, dlatego będę czekać :3
    Ja nie rozumiem, czy poprzednie wojny niczego nie nauczyły ówczesnych władców. Dalej by się bili, tracili kolejnych ludzi. Ech, Bernhard wcale nie miał łatwego zadania. Musiał poniekąd powiadomić swoich podwładnych o tym, że część z nich pożegna się z życiem. Ostatnie słowa Sigmunda były przerażające, a jednocześnie bardzo prawdziwe. Wojna źle wpłynie na psychikę głównego bohatera i może lepiej by było, gdyby nie doczekał jej końca. Wiem, że to okrutne, jednak jeśli spojrzy się na to z nieco innej perspektywy, można tak pomyśleć. Rozumiem, że życie to skarb, lecz czy po wygranej wojnie dalsze egzystowanie Bernharda będzie można nazwać w ten sposób? Nie mam pojęcia. Liczę na to, że mężczyzna będzie silny i mimo wszystko nie straci zdrowych zmysłów. Niezmiernie mi go żal.
    Rozdział bardzo mi się podobał, szczególnie ze względu na rozterki wewnętrzne Bernharda. Uwielbiam podobne fragmenty ;) Tymczasem zabieram się za czytanie kolejnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jestem, poodpowiadam dziś na komentarze i jakoś w najbliższym czasie zajrzę do Ciebie :D
      Nienienie, to literówka, dobrze mówisz :) Dzięki bardzo! :)
      Tego o przekleństwach dowiedziałam się akurat całkiem przypadkiem :) niemniej jednak cieszę się, że tak to doceniasz :D
      Bernhard to człowiek kompletnie nie na miejscu, jeśli o swoje czasy chodzi, trafiłaś w sedno. I zostanie, niestety, brutalnie sprowadzony na ziemię. Chociaż od siebie powiem, że punktem kulminacyjnym całej fabuły będzie właśnie ogromny wyraz buntu ze strony Berci, brzemienny w skutki dla losów wojny - ale o co dokładnie chodzi, to wiadomo, mówić nie będę, bo spojler :)
      Wiesz, prawda jest taka, że Karol Gustaw akurat miał ogromne szanse na zwycięstwo, ale sam schrzanił sprawę podejściem do katolików. Wystarczyłoby, że rzeczywiście przestrzegałby obiecanych praw, co nie kosztowałoby go wiele, a losy tej wojny wyglądałyby zupełnie inaczej. Ale Karol Gustaw był nadętym, zapatrzonym w siebie bubkiem, który sądził, że świat sam powinien paść mu do stóp, no i wyszło jak wyszło. Wojny to zawsze głupota, ale jak świat światem towarzyszą człowiekowi i wątpię, by coś się w tej materii kiedykolwiek zmieniło D:
      Bercia to twardy chłop, poradzi sobie. Nabierze za to dużo charakteru, to muszę powiedzieć :) Ale łatwo nie będzie - wojny nie są piękne i zamierzam to tu pokazać.
      Dzięki piękne za komentarz :) Lecę odpowiadać dalej :)

      Usuń
  20. " całkiem spore tereny zielone. Może brzmiało to całkiem" - całkiem Ci się powtórzyło.
    Boru zielenisty potem masz zdanie wielkości moskiewskiego metra :C Przecież można kropki zamiast przecinków i lepiej, by się czytało :C
    "zywistym więc było, że był to człowiek bardzo dobrze poinformowany; Bernhard był" - tu tak dużo być jeszt :l Ogólnie sporo się pojawia tego czasownika, ja nie mam nic przeciwko, ale czasem mi to zgrzyta, jak już wspomniałam, i nie ładnie brzmi :C proponuję ctrl + f (kocham tę opcję xD) i wpisać "był" - czasem trzy koło siebie występują, czasem nawet cztery, no, ale ogólnie podoba mi się Twój styl i mam wrażenie, że próbowałaś go na taki stylizować... "epokowy" XD Lubię to :>
    "on nawet nie będąc specjalnie głodnym [przecinek] był w stanie pożreć konia z kopytami;"
    " jednego posiłku więcej niż wszystkie jego siostry razem wzięte i do tej pory mu to zostało. To był właściwie jedyny " - jednego i jedyny
    "bladą, szarawą barwę [moim zdaniem tu powinien widnieć przecinek] Ytterheden"
    Uwielbiam Cię za wątek o husarii, zawsze husarze mnie fascynowali, podziwiam ich i ich wkład w polskie wojsko! To niesamowicie pozytywny element naszej historii, dzięki któremu czasem i przegrana bitwa okazywała się zwycięską! :D
    Podoba mi się jak to ujęłaś - anioły szarżujące jak diabły! Idealnie pasuje do naszej kawalerii :) I wątek z Moskwą! Ha! Coraz bardziej lubię Twoje opowiadanie :D
    "i wola wali była " - walki :)
    Witam Cię ponownie, przybyłam szybciej niż planowałam, a to z tego względu, że byłam po prostu ciekawa, co stworzysz w rozdziale - nie zawiodłam się, lubię takie powolne poznawanie bohaterów, jeśli wiem, że za chwilę czeka mnie burza z piorunami - nadchodzi wojna. I jak tu nie lubić Berniego - on taki dobry dla wszystkich, pomocny i wieśniakom pomoże, i do kopalni wejdzie, i książki przywiezie, no swój chłop! :D Staruszek Sigmund (dobrze napisałam?:c) bardzo przypadł mi do gustu, jest taki poczciwi, a jednocześnie zaznajomiony z wojaczką, podoba mi się :D Saga - ach, gdyby nie miała narzeczonego mogłabym pomyśleć, że może być to wybranka serca Berniego, ale cóż, ale... Różne rzeczy się dzieją w wątkach miłosnych, więc czekam na jakąś panią dla Berniego, bo podejrzewam, nie wiem czy słusznie, że Anallise odejdzie na bok mimo całego honoru i dobroci naszego Szwedka :D

    Podobają mi się krajobrazy i pomysł na opowiadanie, pozdrawiam serdecznie!

    http://dzikie-anioly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie Ci dziękuję za wypisanie tego wszystkiego - i w tym, i w poprzednim komentarzu. Pozwolisz, że odpowiem na obydwa w jednym miejscu?
      Powtórzenia i te długie zdania to, niestety, moja pięta Achillesowa. Staram się nad tym pracować, teraz już z pomocą bety, ale tych rozdziałów nie zdążyłam jeszcze poprawić i pewnie w tym tygodniu nie zdążę, bo mi się trochę pracy w domu nawarstwiło, aczkolwiek na pewno w końcu się za to wezmę :)
      Wiesz, właściwie, to masz trochę racji, że starałam się pisać trochę epokowo, a jednocześnie wcale nie. I tak naprawdę teraz żałuję, że nie wplatałam staropolszczyzny do dialogów, ale jednocześnie boję się, że mogłoby mi to nie wyjść, więc sposób w jaki piszę uznałam za bezpieczniejszy. Tym bardziej okropnie się cieszę, że przypadł Ci do gustu :)
      Tak naprawdę, to ja bardzo żałuję, że nie wcisnęłam tu słowa o bitwie pod Kircholmem, ale właściwie zawsze mogę to naprawić w przyszłości :D Jak najbardziej możesz spodziewać się więcej husarzy - jako mały spojler, ale naprawdę maluteńki, powiem, że ojciec i bracia Cecylii są husarzami i na pewno pokażę ich tu w akcji :)
      Jeśli chodzi o wątek miłosny, to powiem wprost, że on jest SZALENIE zagmatwany i gwarantuję Ci, że Cię zaskoczy. W pewien sposób jest oczywisty, ale pewnych jego aspektów naprawdę nie sposób się domyślić. Nie chcę tu rzucać spojlerami, ale powiem tak - około rozdziału 14-15 czeka ogromny plot twist :)

      A teraz poprzedni komentarz:

      Czyli co, nie "Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu", a raczej "Wszystkie blogi prowadzą do Szwedów"? :D Ale naprawdę, jest mi szalenie miło, że zdecydowałaś się przeczytać :D
      Ja, szczerze mówiąc, jeśli o historię chodzi, to obcykana jestem tylko w historii Rzeczypospolitej, Szwecji i Finlandii, z dużym naciskiem na wiek XVII, a w wypadku Finlandii jeszcze wojnę zimową. Ale z chęcią zerknę na to, co tam polecasz, zawsze jestem głodna wiedzy :D
      Co do braku wyjustowania, to od któregoś tam rozdziału dalej już są wyjustowane. Oczywiście i w tych to poprawię, ale nie chcę się rozdrabniać, tylko poprawić w pliku raz a dobrze i wkleić poprawione, więc, jak wspominałam, jeszcze troszkę mi to zajmie, ale zajmę się tym z pewnością. Niemniej jednak, dzięki piękne za zwrócenie uwagi :)
      Cóż, powiedziałabym jeszcze coś na temat Twoich uwag o bohaterach, ale nie powiem, bo boję się, że wywalę z jakimś spojlerem D: Mam nadzieję, że mi to wybaczysz :)
      A jeśli chodzi o randomowe gadanie o randomowych rzeczach, to nic się nie przejmuj, ja też sobie lubię tak pobajdurzyć, więc się nie krępuj :D
      Dzięki Ci piękne za komentarz! :)

      Usuń
    2. Pozwalam odpowiedzieć! ^^
      Rozumiem masz przypadłość do być i mieć, to łatwo wyleczyć :P Proponuję jeszcze raz "ctrl + f" - mi bardzo często pomaga, wpisuję "miał czy "był", czy "jej", "jego" i usuwam lub zmieniam na coś innego, gdy potrzeba :D
      Wiadomo, że tak :D Zawsze chętnie wypiszę jak coś zobaczę również, co więcej par oczu, to więcej :D
      Zauważyłam to :) Czasem było, że było epokowo, a czasem nie :D Dialogi trudno mi ocenić, dopiero dwa wpisy za mną :)
      OWWWWO super! Więcej husarzy - takie spojlery to dla mnie miód, nutella i wgl, słodycz!
      Ok, to przede mną jeszcze miliard czytania, nadrobię to, obiecuję, już niedługo, może jutro nawet, zobaczę :D
      A moje obcykanie jest takie nijakie, znam się na wszystkim i o niczym :C
      Widziałam właśnie, bo chciałam zwrócić uwagę na zapis dialogów w pierwszym poście, w prologu, że tam są dywizy i braki spacji, ale patrzyłam dalej i się to zmieniło :)

      Proszę bardzo :D A ja cieszę się, że zajrzałaś do mnie, to miłe! :D Cóż, mam nadzieję, że Ci się spodoba :)

      Usuń
    3. Tak, to jest po prostu moja zakała. Ale dzięki, na pewno rada się przyda, moje gotowe do opublikowania 150 stron, czy coś koło tego, już pod tym kątem przemaglowałam i pomogło :D No, oczywiście jeszcze nie całe, ale sporą część :D
      A to święta prawda :D Raz jeszcze piękne dzięki :)
      Ech, na pewno od 10 rozdziału dialogi będą, przynajmniej momentami, mocno zalatywały staropolszczyzną. A tu to jeszcze nie miałam wyczucia. Poprawię całe opowiadanie pod kątem tych dialogów, ale najpierw chcę je skończyć.
      No, co prawda pierwszą prawdziwą bitwą, jaką opiszę, będzie odbijanie Warszawy, najprawdopodobniej, ale zamierzam poświęcić temu cały długaśki rozdział. Husarii nie zabraknie :D
      Ja z niczym nie gonię, szczególnie, że dziś jednak nie dam rady wpaść do Ciebie. Ale do piątku to zrobię, słowo :D
      Ja znowu też takiej ogromnej wiedzy nie mam nawet o tych swoich ulubionych czasach, jeden czytelnik mi to udowodnił ;_; Ale nic to, już nad tym pracuję :D
      Tutaj też brak spacji póki co, ale jak mówiłam - mam zbetowane pliki na komputerze, muszę tylko poprawić i wtedy wkleję je tu :) Do października się zrobi :D

      Też mam taką nadzieję, przekonamy się niedługo :D

      Usuń
    4. Biję się w pierś - przedwczoraj prawie dwójkę przeczytałam i już sobie z jeden części błędziołchy wypisałam, ale... Była trzecia, więc wyciszyłam lapka i jak to mam w zwyczaju zamknęłam wszystko xD Więc z okazji focha na siebie wczoraj cały niemal dzień gierciłam w Dota 2, więc niestety nie przybyłam z komentarzem, zrobię to niedługo, obiecuję, w sobotę mam jakieś tam dziwne wesele i moja mamuśka piecze ciasta, ja jej dzielnie pomaga i wgl :C

      Ja mam do wstawienia 114 stron xd ale tekst ciągle jest poprawiany, jedynie 34 z początku i 18 z zakończenia ma ręce i nogi xD reszta pochodzi z tamtego roku :c

      Ja właśnie tak zrobiłam - skończyłam, a teraz wstawiam na nowo, już poprawione rzeczy :)

      Trzymam za nie!

      Rozumiem :) Ja miałam okres, w którym chodziłam z lapkiem do biblio i prosiłam o różne tytuły z danych dziedzin xd uważali, że jakiś licencjat pisze xD

      Usuń
    5. Spokojnie, nie ma problemu, ja w tym tygodniu weki z babcią robię, potem domek maluję, znam ten ból, jak człowiek zarobiony XD A jeśli chodzi o tego rodzaju akcje, jak zamykanie w trakcie pisania komciów... Znam to ;_; Człowiekowi się tak strasznie nie chce pisać od nowa, że ho-ho ;_;
      Ja mam opublikowane tutaj już około setki, gotowe kolejne 150, ale pomiędzy nimi dziura na jakieś 50 stron ;_; Nie szkodzi, załatam. A dalej, to jeszcze hu-hu i trochę, co najmniej drugie tyle, ale myślę, że więcej, bo chyba nie zamknę się w 500, które planowałam, raczej koło 700-800, jak już ;_; A u Ciebie już byłam :D Ale to i tak, niewiele Ci w sumie zostało do poprawienia :D

      No, wywiązałam się! :D

      Ej jakie to musiało być piękne XD Ja jakiś czas temu przesiadywałam w bibliotece, na szczęście mam po drugiej stronie ulicy, ale przemaglowałam chyba wszystko co o potopie mieli, a że dużo tego nie było, to już całkiem inna sprawa D:

      Usuń
  21. No cóż, powoli wizja nadchodzącej wojny zaczyna budzić strach w sercach bohaterów.
    Bardzo przyjemnie poczytać o dokonaniach Polaków z perspektywy ich wroga. Przypomnieć sobie można sporo z historii (choćby postać Gustawa Adolfa), a i dowiedzieć sporo (jak choćby o istnieniu i pochodzeniu ludu Saami. Powieść historyczna jak się patrzy, nie ma co :-)
    W najbliższym czasie przyjdzie mi się zabrać za rozdział drugi. To wiem na pewno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że ja osobiście troszkę idealizuję sobie naszych żołnierzy z czasów XVII - w tekście, kiedy będę pokazywać ich osobiście, staram się tego nie robić, ale zdecydowanie nie powstrzymuję się przed tym w opowieściach postronnych, tak jak w tym rozdziale. A taki ciekawostki, to ja muszę, muszę wciskać :) Cieszę się, że informacje nie do końca związane z tematem opowiadania są dobrze przyjmowane :D
      Będę czekać, to na pewno! :)
      Dzięki piękne za komentarz :)

      Usuń