czwartek, 20 lutego 2014

Prolog


Kwiecień 1655, Sztokholm

                Jeżeli Bernhard Gabrielsson Oxenstierna miałby jakoś określić sam siebie, to pierwszym co przyszłoby mu do głowy to fakt, iż był on życiowym nieudacznikiem. Cóż, to może byłaby przesada, ale faktem pozostawało, że do odnoszenia ambitnych sukcesów albo chociażby spełnienia jakichkolwiek osobistych celów było mu raczej daleko. Nie było to do końca jego winą, Bernhard doskonale zdawał sobie z tego sprawę – rodziny przecież się nie wybiera, a jeśli ktoś, tak jak młody Oxenstierna, miał pokojowe usposobienie, zero smykałki do polityki i marzył tylko i wyłącznie o spokojnym życiu na kawałku własnej ziemi, którą w świętym spokoju mógłby uprawiać własnymi rękoma, to mógł się bardzo rozczarować. Jako najmłodszy syn Gabriela Oxenstierny, świętej pamięci już, i wychowanek jego brata Axela, kanclerza Królestwa Szwecji, Bernhard nie mógł nawet się łudzić co do swoich przyszłych losów: wszyscy w tej rodzinie byli albo urzędnikami (i to nie byle jakiej rangi) albo dowódcami wojskowymi. Bernharda wuj Axel najwyraźniej uznał za zbyt głupiego, aby mieszać go do polityki, został więc szybciutko (i bardzo niezasłużenie) mianowany kapitanem – i na nic były jego tłumaczenia, że on nie będzie, że on nie chce, że jego wojna nie interesuje. Jak wuj zarządził, tak się stało i Bernhard żadnego wyjścia nie miał. Teraz z resztą Axel Oxenstierna też już spoczywał w pokoju od przeszło roku, a nowym kanclerzem został jego syn, Erik Axelsson Oxenstierna, zarazem kuzyn Bernharda, starszy od niego o lat cztery - najbliższy mu członek rodziny, zarówno wiekiem, jak i pod względem relacji.
Życie towarzyskie młodemu kapitanowi wcale nie układało się lepiej – pomimo lat dwudziestu siedmiu kandydatki na żonę ani widu, ani słychu. I nie to, że Bernhard nie chciał – przeciwnie! Oxenstierna marzył o romantycznej miłości, o kobiecie serdecznej, pełnej ciepła, która dałaby mu miłość prawdziwą, szczerą i niewymuszoną, która wyrozumiale patrzyłaby na jego mrukliwe usposobienie, i której nie zależałoby na jego nazwisku i tytułach. A takich kobiet, jak dotąd, Bernhard nie spotkał, ani jednej, jak by nie liczył. Z resztą, w ogóle w jego życiu z kobietami to było tak, że dzieliły się na dwie grupy: jednym nie podobał się wcale, widziały w nim gbura, mruka i barbarzyńcę wręcz, który nie wiadomo jakim cudem był spokrewniony z czarującym Erikiem Oxenstierną; inne zaś chętnie by za niego, zdaje się, wyszły, ale z kolei Bernhard nie był wcale nimi zainteresowany. Raz, że były rozpieszczone, rozchichotane i wyrachowane (bo jakie też mogły być kobiety we dworze królewskim? A innych przecież do niego nawet nie dopuszczano – nazwisko „Oxenstierna” przecież liczyło się jak żadne inne, nie mógł się więc spoufalać z kimś zbyt niskiego stanu - co dla młodego kapitana, swoją drogą, było kompletnym absurdem), a dwa: wiedział doskonale, że nie pokazał im nic, przez co mogłyby się nim zainteresować, musiało się to więc wiązać z jego nazwiskiem i stanowiskiem. A tego Bernhard by nie zniósł – jeśli miał mieć kobietę, dla której liczą się jedynie takie aspekty jego osoby, to już wolał nie mieć żadnej.
Jego wygląd z resztą, sam w sobie, na pewno też kobiet nie zachęcał, choć naturalnie wszystko pozostawało kwestią gustu. Bernhard mierzył bowiem bez mała dwa metry wzrostu, a i zbudowany był nad wyraz dobrze, jako że lubował się w pracy fizycznej, często – ku zgrozie rodziny – pomagając przy stawianiu domostw w swoim majątku, czy innych tego typu pracach. Mógłby ktoś powiedzieć, że to brzmi bardziej dobrze niż źle, ale na tym się – jak sądził sam Bernhard – zachęcające elementy jego aparycji kończyły. Włosy miał jasne i popielate, wiecznie rozczochrane, choć nosił je raczej krótkie – za nic nie dały się doprowadzić do porządku, Bernhard już dawno się z tym pogodził. Oczy miał jasne, intensywnie niebieskie, ale wiecznie zmrużone, co ludzie odbierali błędnie jako gniewne spojrzenia, ale powód był bardziej prozaiczny, niż by się zdawało - chyba zaczynał mieć po prostu jakieś problemy ze wzrokiem, a że był zbyt zalatany, żeby się z tym do kogoś zgłosić, to kończyło się to właśnie w taki sposób. Wiecznie zmarszczone brwi, trochę za długi, ale przynajmniej względnie prosty nos i zawsze zaciśnięte w wąską szparkę usta zdecydowanie urody mu nie dodawały, choć właściwie Bernhard na swój sposób był dość przystojny – cóż, na pewno bardziej, niż cała ta szlachecka, niezadbana i roztyta hołota (bo inaczej naprawdę nie dało się tego nazwać) panosząca się po królewskim zamku;  jednocześnie jednak swojemu kuzynowi Erikowi nie dorastał nawet do pięt – ten miał masę uroku osobistego, wrodzony wdzięk i jak bardzo był sympatyczny i atrakcyjny, tak Bernhard raczej nieprzyjemny w odbiorze. To ogólnie niekorzystne wrażenie potęgował jeszcze niski, okropnie zachrypnięty głos i specyficzny sposób mówienia: Bernhard bowiem miał tendencję do burczenia pod nosem, mówienia bardzo niewyraźnie i raczej ciężko było go zrozumieć, jeśli w ogóle się odzywał, bo mówił on niewiele. Wynikało to zarówno z jego niechęci do otaczających go ludzi, ale i z faktu, że było mu ciężko po prostu wyrażać emocje – zawsze wychodziło na opak, ludzie odbierali zupełnie coś innego niż on chciał im przekazać, więc w ostatecznym rozrachunku Bernhard przestał odzywać się w ogóle, swoje myśli zostawiając tylko i wyłącznie dla siebie.
Jak się jednak miało okazać, nadchodzące miesiące nie miały być dla Bernharda wiele lepsze – przeciwnie, zapowiadały się gruntowne zmiany w jego życiu, całe dwie i Oxenstierna sam nie wiedział której z nich chciałby uniknąć bardziej.
Pierwsza wisiała mu nad głową od wielu, wielu już miesięcy – otóż, Polacy kończyli właśnie wojnę z Rosją, byli osłabieni po wielu bitwach ale i nie tak dawnych powstaniach na wschodzie, tak więc miłościwie nam panujący król Karol X Gustaw, za uprzejmą namową Hieronima Radziejowskiego, zdyskredytowanego i wygnanego polskiego szlachcica, planował wszczęcie ataku na katolików – ciągle trwał spór o koronę, Jan Kazimierz był przecież synem Zygmunta III Wazy i – podobnie jak ojciec – rościł sobie prawa do szwedzkiej korony. Bernhard nie miał nic przeciwko polskim Wazom, właściwie jeśli spojrzeć na to obiektywnie, to oni mieli więcej praw do tronu niż Karol IX, ojciec obecnie panującego – Oxenstierna jednak był Szwedem i wierzył w Boga, a jako taki chciał mieć króla o tym samym wyznaniu, nie katolika. Nie, żeby to była jakaś wielka różnica – Bernhard nie miał nic przeciw katolikom w ogóle, ale jednak co król, to król i pewne kwestie musiały pozostać zgodne z tradycją. A Królestwo Szwecji przecież państwem katolickim nie było.
Mimo wszystko jednak, Bernhardowi wcale nie uśmiechało się jechać na wojnę, na którą najpewniej zostałby wysłany za sprawą, oczywiście, Erika Oxenstierny. Co jak co, ale wojować z niewinnymi ludźmi to on nie zamierzał – gdyby choć dali jakiś pretekst, ale przecież nie: tłukli się tylko z sąsiadami ze wschodu, Szwedów mając za kwestię zdecydowanie drugo-, jeśli nawet nie trzeciorzędną; odkąd został w 1635 roku zawarty pokój w Sztumskiej Wsi, Polacy nie zatruwali Szwedom głowy.
Bernhard był patriotą, jak większość Szwedów – miłość do państwa płonęła w jego sercu gorąco i młody kapitan poszedłby z największą chęcią walczyć za ojczyznę, nawet oddać za nią życie, ale w momencie, gdy wymagała tego sytuacja, a nie z powodu fanaberii władcy i jego pachołów, takich jak właśnie Erik, naturalnie z całym szacunkiem do jego kanclerskiej mości. Być może właśnie przez takie myślenie, pomyślał z lekką dozą kpiny Bernhard, wuj Axel uznał mnie za co najmniej niezbyt adekwatnego na jakiekolwiek politycznie stanowisko.
Tak czy inaczej wyprawa do Polski wisiała mu nad głową, a Bernhard jechać nie chciał. Nie chciał, bo raz: nie zamierzał narażać życia dla czyichś – niepotrzebnych, należałoby dodać – ambicji terytorialnych, a dwa: nie chciał stawać do walki z Polakami, którzy pomimo spustoszenia jakie zasiało w ich kraju ponad pół wieku nieprzerwanych niemal wojen, wciąż byli gotowi do walki, wciąż mogli zgnieść szwedzką armię na proch. Bernhard, wbrew opinii rodziny, wcale nie był taki głupi, jeśli chodziło o sprawy polityczne – jak się później miało okazać, on już od samego początku wiedział, że Polacy Szwedom panoszyć się w ich kraju nie dadzą. Miało jednak minąć jeszcze parę ładnych lat zanim dotrze to do szwedzkiego monarchy.
Kiedy pojawiła się druga sprawa, która wcale nie była Bernhardowi na rękę, ogarnął go gniew – a młody Oxenstierna gniewał się naprawdę okropnie, był wtedy straszny i większość ludzi uciekała w popłochu widząc choćby cień przemykający po jego twarzy. Jedyną właściwie osobą, która potrafiła z wyniosłym wyrazem twarzy się z rozgniewanym Bernhardem wykłócać był właśnie jego kuzyn Erik, zważywszy na dość bliską przyjaźń, jaką panowie się darzyli. Tym razem jednak dla Bernharda było tego wszystkiego za wiele; otóż kuzyn przedstawił mu śliczną panienkę, wysoką i smukłą Annelise Wirtenberg von Debern, lub też Wittenberg, bo takie nazwisko preferował jej ojciec, feldmarszałek Arvid. Bernhard nie mógł uroczej Annelise odmówić urody – poza tym, że była diabelsko wręcz zgrabna, nosiła długie ciemne włosy zaplecione w wytworną, acz skromną fryzurę, która bardzo się Bernhardowi podobała. Jasna skóra i oczy w kolorze bladego błękitu dodawały jej naprawdę wiele uroku, podobnie jak ładnie wykrojone, pełne malinowe usta oraz pociągła twarz o mocnych, bardzo regularnych rysach. Wszystko byłoby pięknie, gdyby Bernhard nie nasłuchał się wcześniej okropnych plotek, jakie krążyły we dworze na jej temat, ale nawet nie to stanowiło problem – Oxenstierna raczej nie był z tych, którzy bezwarunkowo wierzą w czyjeś słowa, on wolał raczej przekonać się na własnej skórze co i jak. Nie, problem stanowiło coś zupełnie innego. Otóż, jak się okazało, wuj tuż przed swoją śmiercią zaręczył go (pełniąc, w teorii, rolę jego ojca) z ową oto panienką. Gdy Erik przyprowadził ją i przedstawił Bernhardowi, a potem wyjaśnił kwestie zarządzeń wuja, Oxenstierna poczuł, jak krew się w nim gotuje. Kapitan nie chciał się żenić z kimś, kogo wybrała mu rodzina; na tę chwilę właściwie nie chciał się żenić wcale, bo pomimo dwudziestu siedmiu lat kobiety nigdy nie były dla niego sprawą pierwszorzędną. Po cichu, niezależnie od obowiązków wojskowych, Bernhard zarządzał kopalnią, która zalazła się w części ziem przypadłej mu po śmierci ojca – to był dla niego priorytet, bo starał się dbać o ludzi i zapewnić im odpowiednie warunki, przynajmniej tam, gdzie mógł. Sam też często schodził do kopalni – póki nie mianowano go kapitanem na niewątpliwą (choć absolutnie nieoficjalną) prośbę Erika Oxenstierny Bernhard pełnił w owej kopalni funkcję sztygara i praca była dla niego jedynym zajęciem, które w pewien sposób sprawiało mu przyjemność. Owszem, w całym swoim niemal trzydziestoletnim życiu Bernhard myślał o kobietach, to było przecież całkiem normalne, raz nawet prawie został kochankiem jednej z dam we dworze. Prawie, bowiem kobieta wyraźnie go adorowała, a Bernhard, który doświadczenia w tej materii nijakiego nie miał, łatwo dał się kobiecie okręcić dookoła palca, szczególnie że potrafiła odgrywać naprawdę łagodną, ciepłą i serdeczną osobę, dokładnie taką, o jakiej Oxenstierna marzył. Problem pojawił się natomiast, kiedy kobieta wyraźnie pokazała mu w końcu, czego od niego oczekuje. Początkowo Bernhard nie wiedział, jak się zachować w takiej sytuacji, nie chciał jej jednak odmawiać – sytuacja kusiła i na jego miejscu mało kto by się oparł. Ostatecznie jednak Bernhard był mężczyzną honorowym, co właściwie było bardzo niezwykłe, i wyrzuty sumienia oraz poczucie przyzwoitości kazały mu sprowadzić damę na ziemię i odmówić jej, czego ona, naturalnie, nie przyjęła najlepiej. Potem Bernhard stał się jeszcze bardziej oschły i nieprzystępny w stosunku do kobiet, czując się właściwie zniesmaczony zachowaniem panien (i mężatek) na dworze.
Biorąc pod uwagę całe to jego niemiłe doświadczenie i historie krążące na temat dworskich pań, jak również poczucie braku kontroli nad własnym życiem, przez które dotychczas był prowadzony jak dziecko w ciemnościach najpierw przez ojca, potem wuja, a teraz kuzyna, nikogo chyba nie zdziwi fakt, że kapitan okropnie się na tę informację wściekł. Uroczy uśmiech Annelise nic dla niego nie znaczył i nie mógł powstrzymać go przed rozgromieniem wzrokiem kuzyna, na jego słowa, że ślub zostanie zorganizowany w przeciągu kilku miesięcy, żeby – naturalnie – zanim do niego dojdzie narzeczeństwo mogło się lepiej poznać. Nic sobie nie robił z obecności panny Annelise Wittenberg, gdy spoglądał na wyjątkowo najwyraźniej z siebie zadowolonego kuzyna. I nic sobie nie robił z jej obecności również, gdy w końcu postanowił się odezwać.
-Nie – powiedział tylko, a przypominało to dosłownie warknięcie psa.
-Co: nie? – zapytał zaskoczony i trochę zbity z tropu Erik Oxenstierna. – Co, boisz się, że nie zdążysz przed wyprawą do Polski? Spokojnie, Bernhardzie, to się da…
-Nie – powtórzył Bernhard, a na dźwięk jego gniewnego warknięcia uśmiech spłynął z twarzy Annelise. – Nie będzie żadnego ślubu.
-Cóż znowu wygadujesz za bzdury, Bernhardzie? – zawołał z oburzeniem młody kanclerz. – Ranisz Annelise, na Boga!
Dopiero wtedy Bernhard się zreflektował i spojrzał przelotnie na Annelise, która faktycznie wyglądała, jakby ktoś właśnie całą jej dumę rozdeptał i wgniótł bezlitośnie w podłogę. Gdyby panna Wittenberg smuciła się z powodu jego odmowy, gdyby faktycznie sprawił jej tym przykrość, Bernhard pewnie by skapitulował i zgodził się ostatecznie ją poślubić – taki już był, że łatwo miękł i wyrzuty sumienia mogły go dosłownie pożreć żywcem, jeśli komukolwiek sprawiał przykrość. On jednak widział, że była to kwestia ambicji, a nie uczuć; Annelise najwyraźniej podobał się pomysł zostania panią kapitanową, a kto wie, być może kiedyś nawet panią feldmarszałkową. Bernhardowi za to podobał się o wiele mniej.
-Nie wyjdę za panią, panno Wittenberg – oświadczył poważnie, spoglądając w jej jasne oczy. – Nie zamierzam poślubić kobiety, której nie kocham. Której nie znam.
Erik Oxenstierna wyglądał jakby z jednej strony miał ochotę wybuchnąć głośnym śmiechem, a z drugiej strony po prostu Bernharda udusić. Annelise z kolei zacisnęła usta w wąską szparkę i nie odpowiedziała mu nic, patrząc tylko na niego z wyraźnym wyrzutem.
Ktoś mógłby powiedzieć, że Bernhard był okrutny mówiąc jej to prosto w twarz, on jednak zawsze był człowiekiem prostym i nie lubił ludzi okłamywać; często wystawiał się w ten sposób na ogólnie pośmiewisko w dworskim towarzystwie. I tym razem pewnie  miał trafić na języki całej szlacheckiej śmietanki towarzyskiej, bo nie sądził, by Annelise przepuściła mu taką zniewagę płazem.
-Jesteś niepoważny, Bernhardzie! – oświadczył Erik, łapiąc kuzyna za ramię. – Musimy pomówić. Przepraszamy panią najmocniej, panno Wittenberg. Wrócimy do pani za chwilę.
Pociągnął Bernharda na stronę i spojrzał na niego ostro; Erik miał w sobie naprawdę ogromną charyzmę, więc pomimo tego, że Bernhardowi sięgał zaledwie do nosa jego spojrzenie odniosło zamierzony skutek; kapitan naprawdę poczuł się nagle bardzo malutki.
-Co ci znów strzeliło do głowy? – zapytał Erik ostro, odgarniając z twarzy kasztanowe włosy.
-Nie będę się z nią żenił – oświadczył uparcie Bernhard. – Nie chcę jej. Sam sobie znajdę żonę.
-Znajdziesz – prychnął kpiąco Erik. – Ty to byś, kuzynie, z kopalni na powierzchnię nie wylazł do końca życia, jakby cię siłą nie wyciągnąć. Nie jesteś już taki młody, przydałaby ci się żona.
Bernhard nic na to nie odpowiedział, bo pomimo złości nie chciał się kłócić.
-Ja i Elsa też mieliśmy zaaranżowane małżeństwo – Erik wzruszył ramionami. – Ja nie narzekam.
Och, oczywiście, gdybym znał swoją przyszłą żonę od małego, gdybyśmy każdą wolną chwilę spędzali razem i gdybym w końcu pokochał ją ze wzajemnością, tak jak ty Elsę, to ja też bym nie narzekał, pomyślał Bernhard, krzywiąc się.
-To nie to samo – powiedział jednak tylko, siląc się by jego głos nie zabrzmiał zbyt wrogo.
-Bernhard, nie łudź się. Ludzie tacy jak my rzadko biorą ślub z miłości. Takie aranżowane małżeństwa mogą bardzo dobrze funkcjonować – powiedział Erik ze szczerym przekonaniem. Bernhard jednak taki przekonany już nie był.
-Zgódź się – drążył dalej kanclerz. – Pojedziemy do Polski, zatęsknisz trochę za nią i sam zobaczysz, że wszystko się rozwiąże. Ślub weźmiecie, gdy wrócimy. Ostatecznie nie chcesz przecież złamać słowa, które panu Arvidowi dał mój ojciec, prawda?
To był argument poniżej pasa, bo przecież sam Bernhard nikomu niczego nie obiecywał. Ostatecznie jednak przemówiło to do niego, ponieważ wuja Axela darzył ogromnym szacunkiem i nie chciałby zrobić nic, co mogłoby choć trochę splamić jego honor, nawet po śmierci. Ostatecznie przecież mógł jednak wcale z tej wojny nie wrócić, prawda? Bernhard uśmiechnął się gorzko na tę myśl.
-Nie chcę – powiedział Bernhard, czując się bardzo zaszczutym. Wyrzuty sumienia już jednak dawały o sobie znać. – Co, jeśli się zgodzę, a później spotkam kogoś z kim chciałbym się ożenić?
Po minie Erika Bernhard wywnioskował, że ma jego rozterki za raczej dziecinne problemy. Dla Bernharda to była jednak poważna sprawa, bo jak już tutaj wspomniano, był on mężczyzną honorowym i jakieś romanse za plecami żony, nawet jeśli jej wcale nie kochał, nie wchodziły w rachubę. Oprócz tego, nieludzkim wydawało mu się odbieranie sobie prawa do bycia z ukochaną osobą, jeżeli faktycznie kiedyś by taką spotkał.
-Gwarantuję ci, że przekonasz się do Annelise – odparł tylko Erik. – To przeurocza kobieta.
Bernhard jakoś nie podzielał zdania kuzyna, nie powiedział jednak tego na głos.
Ostatecznie jednak zgodził się. Bernhard zawsze ulegał naleganiom rodziny, a i ta sprawa nie była wyjątkiem. Prawda była taka, że on nie wiedział nawet czy z tej wojny wróci, dlatego też wyraził zgodę pod warunkiem, że nikt nie będzie go zmuszał do ślubu przed powrotem z wyprawy do Polski. A prawdę mówiąc, to liczył na to, że Annelise nie będzie chciała tak długo na niego czekać.
Tak więc Bernhard ostatecznie został narzeczonym ślicznej Annelise Wittenberg, chociaż to kuzyna oddelegował, by ją za niego przeprosił – nie chciał stwarzać więcej nieprzyjemnych sytuacji, a wiedział doskonale, że jego przeprosiny nie zabrzmią przekonująco.
Po raz pierwszy w życiu zaczęło się też Bernhardowi śpieszyć na wojnę.


Kwiecień 1655, Łukowce



                Cecylia Łukasiewicz potrafiła się śmiać głośno i perliście, głosem podobnym do śpiewu ptaków. Nikt nie miał też tak zaraźliwego śmiechu jak ona – Toris wiedział to dobrze, jako że był osobą dość ponurą i nawet on sam przed sobą musiał przyznać, że gdy rozlegał się dźwięczny śmiech młodej Polki świat stawał się jakby bardziej pełny życia.
                To był też jeden z wielu powodów, przez które już lata temu zapragnął się z Cecylią ożenić.
                Znali się od dziecka; pomimo ogromnej odległości, jaka dzieliła ich domy, szczęśliwymi zrządzeniami losu dane im było spotykać się częściej, niż można by przypuszczać: bo przecież Toris, jako syn wojewody kiejdańskiego miał swoje obowiązki w Wielkim Księstwie Litewskim, a Cecylia z kolei, jako córka dowódcy chorągwi królewskiej oraz siostra trzech żołnierzy musiała pilnować porządku w rodzinnym majątku w Łukowcach. A wierzcie albo nie, ale Cecylia do zarządzania miała smykałkę jak nikt inny.
                Toris pamiętał ją od najmłodszych lat, jak rządziła się i zadzierała nosa, jak ganiała się z braćmi i z dziećmi chłopów po polach, tarzała się z nimi w błocie, chodziła łowić żaby w sadzawce. Cecylia nie była spokojnym dzieckiem, ani nawet nie bawiła się jak przystało na dziewczynkę, jednak czego można się było spodziewać, zważywszy na to, że Cecylia otoczona była właściwie samymi chłopcami? No, była jeszcze Węgierka Erzsebet Hedervary, zwana Lizą lub też Elką wedle woli, ale to raczej bardziej szkodziło niż pomagało, ponieważ ona do pewnego momentu była przekonana, że jest chłopcem. Tym bardziej zaskakujące więc było, że one obie, zarówno Liza, jak i Cecylia, wyrosły na doprawdy urokliwe panny i – co najdziwniejsze – to Erzsebet  była zdecydowanie tą ładniejszą i bardziej kobiecą. Młody Litwin jednak odkąd pamiętał widział tylko Cecylię, z jej piegowatą, trójkątną buzią, z natury bladą, ale o policzkach zwykle spieczonych słońcem, z jej zadartym nosem i wiecznie roześmianymi ustami, włosami długimi i złotymi niczym zboże. Tym jednak, czym Cecylia niewątpliwie mocno przykuwała uwagę, były jej niezwykłe oczy o kształcie migdałów i tęczówkach w osobliwym odcieniu iście kociej zieleni, które w świetle zdawały się błyszczeć niemal żółto, by w cieniu sprawiać wrażenie bladych, niemal całkiem pozbawionych koloru. Toris mógłby wpatrywać się w nie godzinami; podobnie z resztą, jak wsłuchiwać się w trochę zachrypnięty, zadziorny głos Cecylii, którego brzmienie nie ustawało nawet na chwilę – panna Łukasiewicz lubiła mówić, o wszystkim i o niczym, byle nie siedzieć w milczeniu, co właściwie większość ludzi doprowadzało do szału. Faktem było, że Cecylia lubiła gadać głupoty, tak tylko żeby mówić, choć jednocześnie nikt nie miał szans jej przegadać – Torisowi jeszcze nigdy nie zdarzyło się słyszeć kogoś, kogo stać by było na bardziej cięte repliki niż Cecylię. I biada temu, kto wszczynał z Łukasiewiczówną kłótnie – to była uparta bestia, która raz sprowokowana, nigdy nie odpuszczała, póki nie udowodniła całemu światu, że ma rację.
                Toris natomiast, z drugiej strony, był chyba całkowitym Cecylii przeciwieństwem. Tak jak ona była rozgadana, tak on był cichy i spokojny; więcej czasu spędzał na przemyśleniach, aniżeli na rozmowach, taki układ jednak odpowiadał im obojgu – on lubił słuchać, a ona lubiła być słuchana. Był też – w odróżnieniu od Cecylii – okrutnie nieśmiały i łatwo było wprawić go w zakłopotanie; szczególnie Łukasiewiczówna lubiła robić rzeczy, które sprawiały, że Laurinaitis nie miał pojęcia jak się zachować. To z kolei prowadzi nas do tego, że Toris był dość poważną osobą, podczas gdy Cecylia była co najmniej infantylna. Chociaż potrafiła zachowywać się poważnie, gdy sytuacja tego wymagała.
                To jednak zdecydowanie nie był jeden z tych dni, kiedy Cecylia Łukasiewicz zamierzała być poważna.
                -Toris – odezwała się nagle, a Laurinaitis zwrócił na nią spojrzenie. Jej twarz przybrała wyraz naiwnej, dziecięcej konsternacji, bardzo właściwej Cecylii, pomimo wieku lat dwudziestu jeden. – Kochasz mnie trochę? Chociaż tak troszeczkę?
                Toris roześmiał się. Cecylia miała tak poważną minę, że nie mógł się nie roześmiać.
                -Kvailas Lenkija*. – Pokręcił głową, wtykając jej za ucho chaber, który dopiero co zerwał z rosnącej obok kępki. – Oczywiście, że tak. I wcale nie tak troszkę. Inaczej bym się z tobą nie żenił.
                To była święta prawda, Toris kochał Cecylię bardziej, niż mógł i potrafił to w jakikolwiek sposób wyrazić; czasem sprawiało mu to ból, gdy Łukasiewiczówna nie zauważała jego niemej tęsknoty, czasem okrutny uścisk w klatce piersiowej męczył go na samą myśl o utracie Cecylii w jakikolwiek sposób, bo Laurinaitis był sztandarowym przykładem pesymisty i kochał sam siebie zadręczać wizjami najokropniejszej przyszłości, przemaglowywać w myślach najgorsze życiowe scenariusze i robić sobie tym wielką krzywdę, tylko po to, by usłyszeć takie naiwne „Kochasz mnie trochę?“ – i by cały jego świat nabrał radości na nowo.
                Gdy Cecylia go pocałowała, był zdziwiony. Zawsze robiła to całkiem znienacka i Toris zawsze był tak samo zaskoczony, jakby sam nie wierzył, że wszystko to dzieje się naprawdę. Jej usta zawsze były tak samo miękkie, tak samo oszałamiające i odbierały Torisowi zdolność jasnego myślenia. Odpowiadał jednak na jej pocałunki ochoczo, trochę desperacko, jakby bał się, że za moment Cecylia zniknie, okazując się tylko i wyłącznie wymysłem jego umysłu.
                W głębi serca jednak wiedział, że wszelkie problemy sam sobie wymyśla. Cecylia była osobą tak prostolinijną i naiwnie szczerą, że jeśli okazywała komuś uczucie, to robiła to całą sobą, szczerze i z całego serca – tak jak robiła to wobec niego. Była spełnieniem jego marzeń, pomimo ciężkiego charakteru i wielu wad, jakie miała. I teraz już nic nie miało mu jej odebrać – chciał oświadczyć się już lata temu, jednak wojna z Rosją pokrzyżowała jego plany. Teraz jednak żadna wojna nie miała już stanąć mu na przeszkodzie – Cecylia przyjęła jego oświadczyny z właściwą sobie radością i pozostawało tylko czekać do ślubu.
                Tak – Toris w końcu, po wielu latach, mógł powiedzieć, że nareszcie był szczęśliwy.
                Wiatr wyrwał chaber zza ucha Cecylii i porwał go wprost w lustrzaną powierzchnię sadzawki. Odbicie Torisa zadrżało. Przez chwilę mógł zobaczyć sam siebie, wysokiego, szczupłego młodzieńca o burych włosach opadających na twarz i ramiona, oczach szarych i wiecznie nieobecnych, twarzy pociągłej, o delikatnych rysach odznaczających się osobliwą, szlachetną urodą. Na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie marzyciela i człowieka noszącego w sobie wiele zmartwień; smutny uśmiech czaił się na jego wargach sprawiając, że rozsiewał dookoła siebie pewnego rodzaju aurę tajemnicy. Choć w rzeczywistości Toris tajemnic nie miał. Jeszcze.
Wtedy jeszcze nikt w Rzeczypospolitej Obojga Narodów nie spodziewał się rychłego wybuchu kolejnej wojny – Potopu, który miał zalać ich kraj falą śmierci i zniszczenia. Ani Cecylia, ani Toris, ani w ogóle nikt w Łukowcach nie spodziewał się też, co przyniesie im los w przeciągu najbliższych kilku miesięcy.
*Kvailas Lenkija - lit. "głupia Polsko".
_____________

Miło mi oświadczyć, że ogarnęłam w końcu życie i mogę zacząć publikować i ten tekst :) Okej, muszę wyjaśnić jeszcze parę kwestii, zanim polecimy dalej.
Po pierwsze, jakiś czas temu pisałam, że pomimo zbieżności imion/nazwisk, opowiadanie to nie jest fanfikiem do Hetalii. Muszę powiedzieć, że jednak jest. Proszę się jednak nie zrażać, bo Hetalia to bardzo specyficzny fandom, o którym można czytać nie mając o nim bladego pojęcia (ja tak robię, nie widziałam nawet pół odcinka, a komiksów tyle co na tumblrze mi się przewinęło) - dla Was nie będzie to żadnej różnicy - jedyne moje ułatwienie jest takie, że postacie, o których piszę mają jakiś zarys charakteru, mam punkt zaczepienia, na którym mogę bazować. Żadna linia fabularna nie jest zaczerpnięta z oryginału - albo może i jest, bo fabułą Hetalii jest po prostu historia świata. Powtarzam jednak - nie musicie mieć żadnego pojęcia o Hetalii, ponieważ postacie są tu zwykłymi ludźmi, a nie uosobieniami narodów. Muszę jednak nazwać to fanfikiem w tzw. HUMAN AU, żeby mnie nikt nie zjadł, że sobie postacie przywłaszczam. Nie przywłaszczam. Ale rozwijam po swojemu. Kto nie zna Hetalii nic nie traci. Postacie i tak tylko częściowo mają zgodny charakter z tymi oryginalnymi.Tak naprawdę jedyną zaleciałością po Hetalii, prócz imion i wyglądu postaci, jest sposób zwracania się ich do siebie - trafi się czasem "Lenkija", "Polen" czy "Panie Szwedku".
Co dalej - zaczyna się rozterkami towarzyskimi, ale ludzi nielubiących romansów uprzedzam, że to absolutnie nie będzie żaden główny wątek - początek taki, a nie inny, co by podkreślić, jak bardzo się naszym bohaterom zmienią priorytety w najbliższym czasie. A dla spragnionych wrażeń - za kilka rozdziałów poleje się krew, długo nie trzeba będzie czekać. Wojna tuż-tuż, a przecież wojny nie są piękne. I ta też nie będzie.
Głównym bohaterem jest Bernhard, który łypie na Was z szablonu. Rozdziały pisane będą głównie z jego punktu widzenia, choć czasem Cecylia lub Toris się trafią, kiedy Bernhard będzie, powiedzmy, niezdatny do użytku, albo kiedy zechcę przedstawić wydarzenia dziejące się poza zasięgiem wiedzy Bernharda, a istotnymi dla fabuły - dlatego też pojawili się w prologu.
To chyba tyle, co mogę rzec :) Zapraszam wszystkich do czytania i bardzo proszę o komentarze, bo wiadomo - karmią wena :)

PS. Łukowce miały być wiochą totalnie fikcyjną, a potem się okazało, że takie miasto istnieje, tyle, że gdzieś w okolicach Lublina. Jakoś zedytuję może tę nazwę, zobaczymy - w każdym razie, póki co, proszę traktować Łukowce jako wiochę fikcyjną i znajdującą się na pomorzu.

42 komentarze:

  1. Mam ten zaszczyt nakarmić cię weną jako pierwsza, z czego nie wiedzieć czemu ogromnie się cieszę :) opowiadanie baaaaardzo przypadło mi do gustu. Postacie są przedstawione perfekcyjnie i już po przeczytaniu prologu mogę stwierdzić, że kocham każdą z nich ;) genialnie opisane realia dworskie, że sie tak wyrażę. Bernhard *.* jest idealny po prostu. Taki czekający na swoją prawdziwą miłość ;-; podoba mi się zarówno romantyczny, jak i ten bardziej krwawy aspekt opowiadania, więc potwornie zniecierpliwiona czekam na pierwszy rozdział ;)
    Pozdrawiam i życzę weny ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, cieszę się okrutnie! :D Ciężko mi w sumie było pisać ten prolog, bo chciałam pokazać z grubsza charakter tej trójki w pigułce, że tak powiem, a w sumie nie jest to łatwe, gdy ma się do dyspozycji jeden rozdział - tym bardziej więc cieszę się, że się przyjęli :)
      Bernhard to jest taki typ człowieka o bogatym i wrażliwym wnętrzu, który na zewnątrz jest nieopisanym gburem i mrukiem. Co wyjdzie w przyszłości :)
      A pierwszy rozdział za jakieś dwa tygodnie, tak sądzę :) Może wcześniej, ale nie obiecuję :)
      Dziękuję pięknie za komentarz! :)

      Usuń
  2. No wiesz co, no wiesz co, noo. Ja tu czekam na coś fajnego, a ty mi tu wychodzisz z TAKIM ZAJEBISTYM CZYMŚ!!! no dobra, nie czymś, ale opowiadaniem które jest kurewsko dobre. Jestem no mile zaskoczona. Świetnie wszystko opisałaś. Przemyślenia bohaterów też były...no nic tylko pogratulować. Dręczy mnie pytanie, dlaczego wszystko co piszesz musi być takie fajne? Chciałabym tak opisywać jak ty, ah marzenia ściętej głowy.
    A teraz ni z gruszki ni z pietruszki, ten szablon, on jest... no jednym słowem straszny i nie podoba mi się ani trochę.
    Powiem ci jeszcze, ze nigdy nie podjęłabym się pisać opowiadania z elementami historii, a zwłaszcza polskiej, no chyba że o wojnie secesyjnej, ale to inna historia ;)
    Czekam na następny, a teraz spadam dopracować swój rozdział.
    Buziaki i weeeny!
    xo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szlag! i znowu krótki komentarz. Grr...

      Usuń
    2. Że krótki, to się nie przejmuj, nie wszyscy muszą pisać takie tasiemce jak jak :)
      Jeeeeejku, cieszę się, że to wyszło! W życiu jeszcze nie pisałam nic historycznego, no, jeśli nie liczyć malutkiego ficzka do Hetalii, ale to było raczej z naciskiem na relacje postaci, taki mały LietPol łamany przez PrusPol. Ale dobra, nie o tym chciałam xD
      Naprawdę niezmiernie mi miło, że podoba Ci się aż tak :3
      Ekhm, cóż ja Ci mogę na to odrzec - szabloniarnie nie chciały się podjąć pomocy, a ja kłamać nie będę, że się na szablonach znam - mnie osobiście ten ani ziębi, ani grzeje - jest lepszy niż gotowce z blogspotu, ale dupy nie rwie, przynajmniej ja tak to widzę. Co umiałam, to zrobiłam i po prostu nie jestem w stanie ogarnąć go bardziej. Może wrzucę jakiegoś gotowca, jak znajdę coś odpowiedniego. Cóż, dzięki za szczerość, tak czy inaczej - widać tylko pisanie idzie mi jakoś po ludzku XD Mam nadzieję, że nie będzie on mocno przeszkadzał w odbiorze całości, co?
      Ja się trochę boje, że mi się tu trafi jakiś czytelnik nacjonalista albo ONR-owiec i mnie zje, bo zamierzam obsmarować Polaków. Znaczy, nie to, że niesłusznie, bo uważam, że my w tamtym okresie byliśmy skończonymi idiotami (jako całość), ale Litwinom i Szwedom też się oberwie, bo wiadomo, że nikt nie jest doskonały. A i Ruscy też swoje dostaną, że tak powiem. W każdym razie, narodowcy mogliby mnie zjeść za to co zamierzam napisać XD (mam nadzieję, że nie uraziłam w żaden sposób Twoich poglądów, albo coś, bo nie miałam tego na celu, naturalnie)
      Dziękuję za komentarz i za krytykę - może jakoś ogarnę to badziewie, jakim jest blogspot, i poprawię jeszcze ten szablon ;_;

      Usuń
    3. Wcale mnie nie uraziłaś. Nie jestem narodowcem ;) Nawet mnie zaciekawiłas jeszcze bardzie.
      Skorzystam, że tu jestem. u mnie pojawiła się 4. Czekam na "tasiemca" ;)
      BB

      Usuń
    4. I całe szczęście, że nie jesteś :D Very well then, mam nadzieję, że ni dam ciała :D
      Zajrzę jutro, bo dziś już ledwo żyję :)

      Usuń
  3. No dobra, miałam być wcześniej, ale musiałam skorzystać z ładnego dnia i tego, że jestem w domu, więc teraz zdążyłam się ogarnąć i zabrać za odpowiadanie.
    Jedyne co kojarzy mi się jak na razie z Potopem Szwedzkim to bitwa pod Warką, obrona Jasnej Góry i jedna legenda (a może opowieść?) związana z Zamościem i tym, jak przyjęto bodajże dowódcę wojsk szwedzkich (jeśli nie samego króla Szwecji), a dokładniej urządzono ucztę poza murami Zamościa, aby Szwedzi nie mogli zając miasta. I tyle. Mój podręcznik do historii też niewiele o tym mówi, więc muszę zając się tym na własną rękę. Dobra, wystarczy mojego zrzędzenia na temat historii, tym bardziej, że póki co przerabiam upadek Wielkiej Armady, więc jeszcze mogę liczyć na inwencję mojej historyczki:D.
    Bernhard wywołał we mnie pozytywne emocje, a raczej jego cały pacyfizm i podejście do życia. Wydaje mi się (nie licząc jego postury) taki przyjazny dla ludzi i zupełnie niepasujący do epoki, w sensie, że jego poglądy są trochę wyrastające poza to, co ludzie sądzili w tamtych czasach. Chyba trochę zanudzam, ale po dziewięciu polskich w tym tygodniu, nie mogę myśleć o niczym inaczej niż w kontekstach "Lalki" i pozytywizmu warszawskiego.
    Przejdźmy dalej- Axel skojarzył mi się najpierw z książką "My, dzieci w dworca Zoo", którą czytałam gdzieś pod koniec 3. gimnazjum. Dlatego najpierw wyobraziłam sobie chłopaka z końca lat 70. XXw. z Berlina Zachodniego niż kanclerza i wuja Bernharda z XVII w. Przynajmniej w moich wyobrażeniach wyglądało to nieco... dziwnie xD.
    Łukowce przypominają mi trochę Soplicowo z Pana Tadeusza, a raczej całą sielankowość tego miejsca. A dzieciństwo Cecylii bardzo, ale naprawdę bardzo przypomina moje, to znaczy, w sąsiedztwie ja i moja siostra byłyśmy jedynymi dziewczynami, za to było siedmioro chłopaków i dlatego od razu przypomniały mi się nasze wybryki:D.
    Dobra, teraz pora na krytykę i nie chodzi mi o fabułę i błędy (chociaż tych nie zauważyłam w ogóle), tylko o szablon. Chodzi mi głównie o okropnie malutką czcionkę, a że noszę okulary (a krótkowzroczność to przekleństwo), naprawdę to przeszkadza, Poza tym nie mam żadnych uwag, czekam na więcej^^.
    Życzę mnóstwa weny i pozdrawiam:3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko wodza, nie pali się :D
      Ja nie wiem, co jest z tym szablonem - powiem Ci, że ja osobiście jestem ślepa jak kret, tak samo - krótkowidz i te literki są duże. Znaczy, to nie tak, że mówię, że czepiasz się niesłusznie - już raczej zakładam, że znów mój komputer daje dupy, albo na innych przeglądarkach może to wyglądać zupełnie inaczej niż u mnie. Obiecuję ogarnąć z innych przeglądarek i poprawić, bo mnie też do szału doprowadza mała czcionka, także naprawdę dzięki za wytknięcie, bo pewnie sama bym tego nigdy nie zauważyła :)
      Obronę Jasnej Góry to sobie tu chyba bezpośrednio daruję, jako że ta sienkiewiczowska była całkiem w pytkę, jak to mawia moja koleżanka, i nie chcę mu w to z buciorami wchodzić :)
      A co do tej legendy, to Ci powiem, że ja pierwsze słyszę *.* Zaraz muszę sobie wygooglować :D Może chodzi o Arvida Wittenberga? Bo on umarł w twierdzy Zamość i faktycznie został pojmany. Ja o Zamościu wiem tyle, że odmówił poddania się, a Szwedzi na to DOBRA, SPOKO i poszli dalej XD
      Mój biedny Bercia (jak by go nazwała Cecylia z całą swoją dziecięcą oprawą) ma straaaaasznie dobre serduszko i jest miękki jak nie wiem, dlatego wiecznie dostaje po dupie od życia i od rodziny. I dokładnie tak jest, z resztą w którymś z następnych rozdziałów to napisałam, że on sam się czuje, jakby urodził się w niewłaściwych czasach, i że ma nadzieję, że kiedyś ludzie się ogarną.
      Jezus Maria, dziewięć polskich boli mnie na samą myśl o tym XD Ja mam pięć i na każdym mam wrażenie, że sczeznę ;_; Ale to chyba bardziej kwestia mojej nudnej jak flaki z olejem nauczycielki, niż samego przedmiotu.Do dziś pamiętam, jak w zeszłym roku desperacko próbowałam zaliczyć Lalkę, jako że trafiłam na odpytywanie nie zdążywszy jeszcze nawet powąchać tej książki XD
      Dokładnie o Soplicowie myślałam, pisząc o Łukowcach - cieszę się, że to widać. Co prawda sielanka to tam tylko chwilowo, ale jeszcze jakiś czas tak będzie - trzeba przecież przedstawić rodzinkę Cecylii i Torisa :D Potem z resztą też na jakiś czas tam się zrobi, że tak powiem "ostatni przyczółek polskości", jak Cecylia będzie stamtąd Szwedów na kopach wywalać - też w sumie z myślą o tej całej bitwie z Ruskimi, tam w Soplicowie, chociaż Cecylia to się tylko słownie będzie wykłócać i skończy się to zupełnie inaczej.
      Akurat nie przeczytałam tej książki. Kiedyś zaczęłam, ale nie chciałam czytać dalej, nawet nie wiem czemu, bo w sumie mi się podobała. Kiedyś pewnie wrócę. W każdym razie Axela nie kojarzę. Ale powiem Ci, że musiało to być ciekawe, czytając ten tekst XD
      A w kwestii dzieciństwa to sobie możemy ręce podać :D
      Dzięki pięknie za taki rozbudowany komentarz :D Na pewno nie będzie trzeba długo czekać na pierwszy rozdział :)

      Usuń
  4. Ten gość na mnie łypie ;c bez przerwy się gapi, naprawdę! ;___; nie gap się. nie gap się, zły gościu. nieeeee rób tego. :C (nie słucha się! :C)
    Poza tym z miejsca polubiłam Bernharda. Sama nie wiem, wydaje mi się w porządku. c;
    Jak zaczęłam czytać prolog, to mi szczęka samoistnie opadła na podłogę i jestem zmuszona jej zaraz poszukać. Jedno pytanie kotłuje mi się w głowie i gdyby nie to, że mam brak słów po przeczytaniu tak cudownej pracy, zalałabym Cię monologiem o Twoim talencie. Który z pewnością dokarmia już miliard innych ludzi. A co do pytania - Jak? Jak?! Jakim cudem, potrafisz wytworzyć tak omamiającą historię już od pierwszych słów? Wręcz mnie zahipnotyzowałaś. Swoim niebanalnym językiem, tym jak pleciesz zdania... cholera, ten gość się na mnie gapi i mnie rozprasza ;____; *a kysz, zmoro nieczysta!*
    Za kilka rozdziałów poleje się krew? Mi już się tu leje... przez komputer :D Krew z nosa tego gościa po prawo :D W każdym razie o rozlewie krwi z wielką chęcią poczytam. A temat strasznie wyczerpujący. Raczej nie potrafiłabym się trzymać historycznych wątków *jakiekolwiek by one nie były*. Fakty są nie dla mnie. Dlatego Ciebie strasznie podziwiam!
    Bernhard nie gap się tak na mnie. To nie moja wina, że piszę komentarz. Cholera, nawet zaczynam gadać do szablonu. Nieźle, jeszcze trochę i się z nim zaprzyjaźnię... chociaż chętny to on się być nie wydaje ;__; Odstraszam od siebie ludzi. Nawet tych z szablonów, ehh.
    Podsumowując, genialny styl pisania, świetna fabuła, porywający bohaterowie i zapierający dech w piersiach całokształt! Cudo!
    Bernhard weź się tak nie gap...
    Pozdrawiam i weny życzę, żeby Cię nie opuściła! ;>
    Zapraszam też do mnie, miło by było znać opinię kogoś, kogo się już w pewnym sensie uważa jako... hm, autorytet :>
    ~ no-rules-in-my-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet sobie nie wyobrażasz jak straszliwie rżałam do monitora, czytając Twoje rozmowy z Bernhardem XD Miałam w głowie taki fragment, jak to Cecylia właśnie marudzi "Nie gap się, Szwedzie! No weźże przestań!", Bernhard marudzi "Przestań gadać, Polen!" - i teraz masz to jak w banku, że na pewno to napiszę XD
      Bardzo Ci dziękuję za takie słowa. Jejku, naprawdę, aż mi się głupio zrobiło... Cieszę się przeokrutnie, że komuś tak się spodobało to, co piszę <3 Naprawdę, szczególnie, że ja w sumie jestem umysłem ścisłym i pisałam tylko i wyłącznie dla siebie do tej pory (prócz bloga potterowskiego, ale to też od jakiegoś pół roku dopiero) - aż ciężko mi uwierzyć, że ktoś może sądzić, że tak dobrze piszę <3
      Wiesz, powiem Ci szczerze, że ja raczej wolę trzymać się faktów - łatwiej mi jest bazować na czymś, pisząc, niż stwarzać wszystko samemu; mam wrażenie, że wtedy tekst jest jakby... niekompletny. Tak więc autentyczne tło historyczne bardzo mi pomaga :) Chociaż przyznam Ci się, że trochę dałam ciała, ponieważ Gabriel Oxenstierna, zmarły w 1640 jest ojcem Bernharda. Potem gdzieś tam wygooglowałam, że Gabriel Oxenstierna miał też jakieś tam dzieci, w tym Bengta, który został później zarządcą zajętych przez Szwedów ziem w Rzeczypospolitej. Bengt będzie dość ważną postacią i tu pojawia się problem - ponieważ dopiero po napisaniu kilkunastu rozdziałów i zaplanowaniu całej akcji, okazało się, że ojcem Bengta był inny Gabriel Oxenstierna, zmarły 1656 ;_; Nie jest tak łatwo, jak się korzysta ze szwedzkiej Wikipedii XD Ale, w każdym razie, będę przez to musiała parę faktów naciągnąć, bo nie chcę robić z Bengta i Bernharda kuzynów - mają zostać braćmi i już. Także suma sumarum, to nie zawsze jest co podziwiać ;p
      Bernhard tylko tak wygląda! On tak naprawdę ma dobre serduszko! :D
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz - dałaś mi naprawdę ogromnego kopa do pisania i w ogóle masę radości <3 Serio-serio :D
      Jejku, nawet nie wiem, co powiedzieć :D Oczywiście, że do Ciebie zajrzę :) Już zajrzałam, właściwie - czytałam Cię dziś na lekcjach :D Jak doczytam trochę dalej, to się wieczorem odezwę u Ciebie :D
      Jeszcze raz pięknie dziękuję i pozdrawiam serdecznie! :>

      Usuń
  5. Jej! Aż nie wiem co mam napisać! Styl pisania powala na deski, oczywiście w pozytywnym sensie! Oby tak dalej, życzę max weny i w ogóle wow ♥

    Zapraszam do siebie :
    http://monsters-night.blogspot.com/
    http://my-world-is-your-name.blogspot.com/
    http://law-of-death.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadnę, poczytam :)
      Dziękuję pięknie za komentarz <3

      Usuń
  6. No dobra, to teraz ja. Na początku chce przeprosić, że tak późno, ale wiadomo czas, a właściwie jego brak jest sprawcą wielu problemów. Niby ferie, a więcej pracy niż w nie-ferie. :)
    Ale przejdźmy do opowiadania. Powiem ci, że dobrze mi się czytał. Podoba mi się ten styl (zresztą nie tylko mi, moja mama też jest fanką tego opowiadania, ale komentarza raczej nie zostawi :D).
    Podoba mi się postać Bernharda, chociaż jego imię kojarzy mi się z takim starym, gburowatym lokajem w takiej jednej książce. Jego charakter, znaczy tego, co się tak na mnie gapi z szablonu, strasznie przypomina mój, także Bernhard przybij pionę.
    Erika już nie lubię, tak jak ludzi, którzy mnie do czegoś zmuszają. Popieram Benia i jego kombinowanie. Może się gdzieś zawieruszy na tej wojnie i nie będzie musiał wracać do tej baby (chociaż imię babsztyla mi się podoba).
    W części "szwedzkiej" zauważyłam mały błąd, a mianowicie: "odkąd został w 1935 roku zawarty pokój w Sztumskiej Wsi, Polacy nie zatruwali Szwedom głowy." Ja myślę, że oni nawet nie myślą o 1935 roku. :) Coś ci na klawiaturze przeskoczyło.
    No to teraz kolej na "polską" część.
    Cecylia z twojego opisu to taki kawał baby, co nie da sobie w kaszę dmuchać, a Toris, taki cichy i milczący. Nie lubię takich facetów, ale to tylko moje zdanie.
    No więc ogólnie fajnie się to wszystko zapowiada. Pierwszy rozdział skomentuje, jak już go przeczytam. Pewnie jeszcze dzisiaj, albo jutro.
    Wprowadziłaś mnie w klimaty historyczne, a to mi się bardzo przyda, bo muszę się uczyć na konkurs z tego właśnie przedmiotu.
    No to ja już uciekam.
    Ściskam mocno i Ciebie i Bernharda :D i życzę mnóstwo weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze, jaki długi. :) Czyli jednak ja chcę, to potrafię. :D

      Usuń
    2. Ależ nie pali się, ja też wiem jak to jest, jak to jest jak czas ucieka nie wiadomo kiedy i nie wiadomo gdzie :D
      Cieszę się, że jakoś poszło, bo ja się tego stylu trochę bałam (zawsze piszę w pierwszej osobie, a to taki eksperyment, którego nie wiem jeszcze, czy nie będę żałować) :) Hahaha, to koniecznie pozdrów mamę i powiedz, że okropnie się cieszę <3
      Nie powinnam tak mówić, bo to mój własny bohater (no, nie autorski, ale piszę o nim, więc wiadomo), ale ja mam do niego ogromną słabość <3 Także naprawdę cieszę się, że przypadł Ci do gustu :D
      Erik nie jest taki zły, on po prostu jest... politykiem. Ale fakt, ja też nie lubię, jak mi się mówi co mam robić - mam tendencję do stawania okoniem na każdy rozkaz, nawet jeśli jeszcze pięć sekund wcześniej zamierzałam zrobić to, co mi kazano. A Bercię (Benio też jest piękne XD) to w Polszy dużo przygód czeka, na różnych płaszczyznach życia :D A co do Annelise... to po prawdzie jeszcze nie wiem do końca co się z nią stanie ;_;
      Damn it, piszę teraz referaty na historię o drugiej wojnie i to wszystko przed to ;_; Już poprawiam i dziękuję za wyłapanie :)
      Z Cecylią to własnie tak jest, że ona sobie nie da wejść na głowę. A Toris... to takie trochę ciepłe kluchy i ja osobiście też za nim nie przepadam, chociaż kilka osób już mi powiedziało, że on jest totalnie uroczy - co kto lubi, ale Toris trochę narozrabia, tyle mogę powiedzieć :)
      Nie pali się, nie gonię - aczkolwiek czekam z niecierpliwością <3
      Zawsze do usług :D
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz <3

      Usuń
  7. Z bólem serca muszę rzec, że nie dam rady przeczytać do końca, nie dzisiaj, bo oczy tak nachalnie mi sie zamykają! I to boli, oj boli! Tak to jest, jak człiowiekowi, który wiedzie nocny tryb życia każe się nagle wstawać skoro świt! Wybacz mi! Bo ja sobie nie wybaczę. Bo, kurwa (przepraszam za obsceniczne słownictwo, ale otwarcie przyznaję się do tego, iż klnę dużo i często zwłaszcza w chwilach szczególnego rozentuzjazmowania, jak teraz, dlatego byłabym nieszczera, gdybym teraz posłużyła się strzałeczką bakspejsa, tylko daletego, że nie wypada... tak? choć możliwe, ze się mylę. ale moje 'kurwy' to dowody prawdziwego uznania, dlatego mam szczerą nadzieję, że mi przebaczysz) po prostu nie sposób się oderwać i czynię to tylko ze względów wyczerpania na dzisiaj swoich funkcji życiowych.
    Pewno wiesz, pewno każdy Ci to mówi/pisze - masz zaje zaje ZAJEBISTY styl. I to naprawdę, naprawdę, naprawdę nie jest zwykłe kadzenie. Dowód mam! Ja i historia to pomyłka, masakra i katastrofa. Hetalia? Niiiiiiie, ja tam wolę blicza, o. Stalowego, o. Wszystko co historyczne chcąc, nie chcąc (nie chcąc! żałuję jak mogę, że jestem tak upośledzona) trafia na jakąś magiczną barierę wbudowaną w mój mózg i za nic nie może się przez nią przedostać.
    Ale nie u Ciebie. Jeszcze nie wiem jak to do końca tu jest, przeczytałam prolog i część piątego rozdziału, na taki "pierwszy rzut oka" wydaje się historycznie być mocno, ale! To mnie nie zraziło! Styl, jakim piszesz ciągnie mnie do czytania i to naprawdę ostro! Jestem zafascynowana. Podziwiam. Zazdroszczę, a jak. ;) (ale wiesz jak, pozytywną zazdroscia, nie nasza polską! nie zeby tobie szlo gorzej, tylko mi lepiej ^^) Zwyczajnie marzę o tym, żeby się zgłębić w ten świat. I to imię: Bernhard. Zakochałam się. Tak na imię będzie mieć mój syn i walić rzeczywistość.
    Oraz sama postać Bernharda. Jakos najbardziej złapałam się na ten jego niski, zachrypnięty głos. W jego opinii wada, ale... <3 Błagam, facet o takim głosie musiałby być mój :D Yhym.
    Jezu, mam nadzieję, że uda mi się szybko do Ciebie wrócić.

    Wybacz, ze tutaj, widzę iż masz tu zakładkę do spamienia, ale nie wiem czy zdołam tam dotrzeć, bo chyba nawet do łóżka będę potrzebowała holownika. Ale chcę zostawić tylko adres swój, gdzie rezyduję. arrancarno6.blogspot.com Nie wiem czy praktykujesz coś w stylu informowania o postach, jeśli tak, chętnie się piszę już teraz, bo osobiście mam tandencję do przegapiania nowości z obserwowanych :( chociaż sie staram! Uprawiam na arrancarze ff bleacha oczywiście, jakbyś była gotowa sie kiedyś odmóżdżyć - zachęcam ;)

    Mega pozdraiwam, mega sie ciesze, ze znalazlam Gud mes oss. Mega. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię doskonale, spokojna głowa! Nie ma drugiej takiej rzeczy, której nienawidziłabym tak bardzo, jak czytania kiedy jestem totalnie zmęczona. I wstawania rano, bo osobiście też prowadzę tryb życia sowy, także I feel U :)
      Kurwami się nie przejmuj, bo ja osobiście staram się w Internetach tylko jakoś ładne wysławiać, ale jakby mnie ktoś z Internetów posłuchał, jak mówię normalnie, to by mnie nie poznał XD
      Łojezusmaria asdfghjkl ja po prostu popadnę w samozachwyt, jak mi tak wszyscy będą pisać D: Ale straaaaasznie, strasznie się cieszę, że udało mi się przekonać Cię do nielubianych, powiedzmy, tematów - sama wiem, że jak ktoś dobrze pisze, to i ja się przekonuję, więc tym bardziej uznaję to za ogromny komplement <3 A Hetalią to się nie przejmuj, bo tak naprawdę to musiałam napisać to o Hetalii, bo Bercia jest hetaliowy, Toris, Gilbert, Erzsebet... I Cecylia, właściwie też. Tyle, że fem!Polska. Ale tak jak mówiłam, myślę, że to za mocno powiedziane, że to fanfik do Hetalii. To jest z założenia opowiadanie historyczno-obyczajowo-przygodowo-chustwieco. Wszystko na raz :) A historii też na siłę pakować nie będę - tylko taką podkoloryzowaną na potrzeby fabuły, więc mam nadzieję, że też jakoś lekko się przyjmie :D
      Strasznie się cieszę, ło jejku, wiem, mówię to drugi raz, ale naprawdę, szczerze powiedziawszy, to ja nie byłam przekonana do pomysłu pisania tego tekstu, ale widzę, że się przyjmuje! :) Tym bardziej cieszą mnie komplementy na temat stylu, bo osobiście uważam, że jeszcze muszę dość mocno nad nim popracować, ale wiadomo, że jak się samemu pisze, to inaczej się na swoje "dzieło" patrzy, niż robi to czytelnik :)
      A Bernhard... Ech, wstyd, ale ja mam go na tapecie na kompie XD Znaczy, hetaliowego Berwalda, ale wiadomo o co chodzi - został Bernhardem, bo "Berwald" to nie jest nawet imię. Ale też "Bernhard" mi się o wiele bardziej podoba :D Jak Twój syn będzie miał pretensje, że ma dziwne imię, to już jestem gotowa, żeby ponieść za to odpowiedzialność XD
      A jeśli chodzi o ten głos, to nie tylko ja podzielam Twoje zdanie, ale znajdzie się też w tym tekście postać, która się z Tobą zgodzi :D
      Ja też mam nadzieję, że szybko wrócisz :3 Szczególnie, że do 17 maja pojawi się tu tylko jeszcze jeden rozdział D: Niestety, maturę piszę, więc częściej nie da rady. Ale przynajmniej nie będziesz miała dużo do nadganiania, jakby coś :D

      Luzik arbuzik, dla mnie może być tu, nie widzę problemu :) Sama się wczoraj w nocy czułam na tyle paskudnie, że stwierdziłam, że odpowiem Ci dziś D: No, w każdym razie, jeśli sobie życzysz, to nie ma problemu, spokojnie mogę Cię informować :) Sama też często przegapiam coś w nowościach, więc rozumiem doskonale. A i powiem Ci, że po maturze również z chęcią poczytam u Ciebie, bo mam Bleacha na liście "do ogarnięcia po maturze" - póki co zupełnie nie jestem w fandomie, ale zamierzam to nadrobić jak tylko ta katorga w postaci egzaminów się skończy, więc wtedy Twój tekst będzie jak znalazł :D także dzięki i na pewno wpadnę, jak się w fandom wdrożę :D

      Również przesyłam überpozdorwienia :D I też straaaaasznie się cieszę, że wpadłaś i zostawiłaś słowo, bo naprawdę nawet nie jestem w stanie opisać jak bardzo morda mi się dzięki temu cieszyła :D I jakiego kopa dostałam do pisania dalej :> Dziękuję pięknie za komentarz i zapraszam w przyszłości :D

      Usuń
  8. O jaaa cię, tak sie raduję, że moje słówka Cię ucieszyly ^^
    Tym razem króciutko popiszę, bo jeszcze mi sie weekend nie zaczął :P
    Raz, dzięki wer macz za marudzonko na poczcie :D Pewno i tak bym wbiła przy okazji w komnatarze, bo widziałam, że odpowiadasz często, ale i tak pięknie dziękuję i zapraszam częściej :D Ja tam uwielbiam spamić i jestem samozwańczą krolową trollów, także chetnie i często marudzę, z góry wybacz mi, jeśli w komenatrzach będą się nagle pojawiać jakieś z dupy wzięte niepotrzebne Ci do niczego informacje ;)) Wybacz mi już! ;)

    Och, matuuuura. Mam już za sobą, ale obecnie ciągle matura u mnie na tapecie, bo bratowa piszę i często się konsultujemy (pisze prace ze stalowego alchemika, więc jakże moglabym sie nie angażować :D). A jaki Ty masz temat? Powodzenia życzę już teraz! A po egzaminach, na odstersowanie KONIECZNIE bleacha musisz obejrzeć. Mówię to ostatnim czasy wszystkim, bo ześwirowałam niemożliwie na punkcie Grimmjowa ;) Mogę się pochwalić pewnym sukcesem z tego tematu - udało mi sie zmusić chłopaka, żeby ze mną patrzył, dzieki czemu ja również oglądam od początku :D Także naprawdę zachęcam! ^^

    Coś jeszcze chciałam, ale mi umknęło...
    No nic, będę wracać, to może mi się przypomni.
    Pozdróweczka i miłego piątunia ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jeszcze jak :D
      Odpowiadam zawsze, jakby co :D To Ci powiem, że mamy coś wspólnego, bo ja jak zacznę gadać, to już nie mogę przestać i naprawdę czasem aż mi głupio, że zaczynam gadać zupełnie o czymś innym niż powinnam... D: Ale spoczko, dla mnie git - feel free jeśli chodzi o pisanie... czegokolwiek :D Najpewniej dam się wciągnąć w dyskusję i taki będzie finał XD A do Ciebie, jako się rzekło, poczytam jak już ogarnę kto jest kto i w ogóle o co chodzi w Bleachu :D

      A jak ja mówiłam koleżance, co to pisze o s-f jako lękach człowieka, żeby napisała o Attack on Titan, którego jest wielką fanką, to niee, bo będą źle patrzeć na anime... D: Nie chciała mnie słuchać, no! D:
      Ja piszę "Mity i legendy a twórczość Tolkiena" w oparciu głównie o mity fińskie i skandynawskie. Nie dziękuję, żeby nie zapeszać :3 Obejrzę na pewno, bo nawet koleżanka od Tytanów od dawna mi marudzi, więc się w końcu zamierzam wziąć :D Na coś trzeba poświęcić pięć i pół miesiąca wakacji :D

      Jak ja dobrze to znam...^^
      Pozdrówki! I wzajemnie :3

      Usuń
  9. Cześć! Wpadłam realizować założenia i postaram się do poniedziałku zwalczyć to opowiadanie.
    Dobra, to tak. Realia są świetnie oddane jak na mój laicki gust, o tych czasach moja wiedza jest niemal śmieszna, powinnam teraz zaraz zająć się jakąś cegiełką z epoki. Noale i tak mam stos lektur do nadgonienia, to może innym razem.
    Bernhard brzmi jak fantastyczna postać. Niskie i zachrypnięte głosy są przecież takie, że pół żeńskich Internetów jest zachwycona, czego on chce. ,_, I ten opis, achy i ochy. Podobnie jak jego narzeczonej, coś czuję, że te plotki będą prawdziwe. Noale to dobrze.
    Cecylia i Toris. <7
    Brzmią jak zupełne zakochańce. Oni się poznają z Bernhardem czy to dwie równoległe historie? ;-; Próbuję to sensownie połączyć, ale coś nie idzie. Noicozrobisz.
    Jak lekko mi odbiegać od tematu...
    Te kreacje są znakomite. Koniec. I opisy też. Prolog świetny i porządny, a nie jakieś biedackie pół strony, ach, idę do wanny, bo się rozpływam w zachwycie, to może nie wycieknę. 3:

    No to? Pozdróweczki!

    Athemoss.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No witam! :D
      Osobiście Ci powiem, że może to i lepiej, że za dużo nie wiesz na ten temat, bo na samym początku odwaliłam małą fuszerę D: Znaczy się, to odnośnie ojca Bernharda, bo kurczę, nie przyszło mi do głowy, że w tym samym czasie mogło żyć dwóch Gabrielów Oxenstiernów, no D: jeden już nie żył w tym czasie, kiedy to pisałam i to właśnie on miał być ojcem Bernharda. Potem jeszcze pojawi się Bengt, który jest Bernharda bratem - tyle, że dopiero po fakcie załapałam, że Bengt (postać autentyczna) był synem tego drugiego Gabriela, który w 1655 jeszcze żył D: I już nie zmieniam ten koncepcji, bo mi część fabuły runie na łeb, trudno D: Dopiero w zeszłym tygodniu przewertowałam parę książek i ponaprawiałam wszystkie dziury i błędy w fabule, spowodowane moją niewiedzą. Ale dobra, nie będę Cię tym zanudzać, wyjdzie w praniu :)
      Hehehe, też tak sądzę :D Za nisko się cenisz, Berciu! Twoja autorka ci to mówi! A co do jej narzeczonej, to nic nie powiem - bo się to wyjaśnia w którymś z już opublikowanych rozdziałów. Przynajmniej częściowo :)

      Bo to są zakochańce. Sielanka i te sprawy. Ale do czasu, bo przecież nikt nadmiaru sielanki nie lubi, nie? :D
      Poznają się, najpierw Bernhard i Cecylia, a za jakiś czas dopiero Toris jeszcze. Właściwie, to też już się spotkali w opublikowanych rozdziałach, to już nic nie będę mówić :) Ciekawa jestem, jak to przyjmiesz, skoro nie bardzo widzisz jak to połączyć - jeju, żeby mi teraz nie wyszło, że to naciągane, co napisałam D:
      A odbieganiem od tematu się nie przejmuj, ja to robię notorycznie XD
      Ahhhhhh miód na moje uszy! No, czy jakoś tak... :) Cieszę się przeokrutnie, że się podoba, wiadomo :D Chociaż co do swoich opisów, to ja mam osobiście poważne wątpliwości... ale wiadomo, że inaczej się na to patrzy, jak to swoje własne "dzieło", a i trochę niepewności jest potrzebne, żeby nad sobą dalej pracować, nie?

      Dzięki piękne za komentarz :D

      I też pozdrawiam :D

      Usuń
  10. Na Twojego bloga zajrzałem z czystej ciekawości. Jakkolwiek zachęcający opis by nie był, chciałem się przekonać czy i tekst również będzie interesujący. Zdarzało się nie raz, że opis był prześwietny, treść nie za bardzo. Bywało także i w drugą stronę.
    Muszę jednak przyznać, że w Twoim przypadku i opis, i tekst są równie ciekawe. Trafiłaś prosto w mój gust. Historia, siedemnasty wiek, potop szwedzki - co tu dużo mówić, idealne zestawienie, by zachęcić człowieka do czytania.
    Styl masz bardzo dobry, błędów stylistycznych bardzo mało. Piszesz w sposób interesujący, wszelakie fakty nie nudzą i nie wzmagają ochoty, by pominąć fragment czy dwa i przejść do ciekawszych rzeczy. Brakuje mi tu jednak staropolszczyzny, tak jak chociażby jest to w trylogii husyckiej Sapkowskiego. Język ten uważam za wręcz niezwykły i bardzo żałuję, że obecnie go się nie używa. Dlatego zawsze doceniam to, gdy ktoś korzysta z niego w opowiadaniach, szczególnie jeśli chodzi o te związane z historią.
    Postać Bernharda jest dość ironiczna. Większość mężczyzn z wielką chęcią zamieniłoby się z nim. Mieć rodzinę z renomą, zapewnioną karierę w wojsku oraz ożenek z niebrzydką kobietą. Ale ten woli przeżyć romantyczną miłość i żyć w spokoju.
    Toris Laurinaitis za to strasznie przypomina mnie albo to ja jego przypominam, zależy z której strony na to patrzeć. Nawet szlachcicem jestem, herbownym, a jakże, jedynie bez żadnej rodzinnej ziemi, a przynajmniej o takiej nic mi nie wiadomo. To przeważyło, że będę raczej Torisowi chętniej towarzyszył niźli Bernhardowi. Poza tym niezbyt lubię Szwedów ; D
    Podejrzewać jedynie mogę, że to panna Cecylia uratuje w przyszłości Oxenstierna. I pewnie obdarzy ją płomiennym uczuciem, mimo że będzie wiedział albo dowie się potem, że jest z Torisem po słowie. Zresztą, przeczytam o tym kiedyś.
    Sam się kiedyś zastanawiałem nad stworzeniem jakiejś fikcyjnej historii, która splatałaby się z wydarzeniami, które naprawdę miały kiedyś miejsce, lecz sądzę, że bym temu nie podołał. Może kiedyś się przekonam jakby by mi to szło, jednakże na razie zajmę się czytaniem Twojego opowiadania.
    A.J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czasami tak bywa, że opis zachęci, a człowiek wchodzi z nastawieniem, że przeczyta coś dobrego, a tu niestety, z planów nici. Dlatego niezmiernie się cieszę, że czytając mój tekst, choćby taki jego kawałek, się nie rozczarowałeś.
      Cóż, na potop padło tylko dlatego, że bardzo, bardzo interesuję się historią Szwecji, a siedemnasty wiek to zdecydowanie mój ulubiony okres nie tylko jej historii, ale historii w ogóle. Długo wahałam się między potopem a wojną trzydziestoletnią, ale ostatecznie wybrałam to pierwsze. To taki bardziej osobisty konflikt, niż wojna, która swoim zasięgiem objęła pół Europy.
      Niezmiernie miło mi słyszeć (czytać) takie pochwały pod adresem mojego stylu i niewielkiej ilości błędów - jestem samoukiem, a opublikowane tu teksty jeszcze nie zostały przez nikogo sprawdzone, więc jest to dla mnie duży komplement.
      Osobiście bardzo ubolewam nad faktem braku staropolszczyzny w moim tekście. Szalenie podoba mi się ona we wszelkich powieściach historycznych, ale niestety musiałam spojrzeć racjonalnie na swoje możliwości, żeby nie porwać się z motyką na słońce. A niestety tak właśnie by to wyglądało, gdybym się na staropolszczyznę porwała. Być może kiedy skończę pisać całość, to zdecyduję się na wplecenie jej chociaż w wypowiedzi postaci, ale to jeszcze dość odległe plany - póki co dla mnie najważniejszym jest napisać całość.
      Bernharda chciałam pokazać jako osobę nie pasującą do czasów, w jakich się urodziła. To taki idealista-romantyk, który wielokrotnie mocno oberwie za swoje podejście do życia. Do tego to człowiek, którego na siłę pcha się do roli, do której nie pasuje - za grosz nie ma smykałki do wojaczki i wielokrotnie nabawi sobie w ten sposób kłopotów. Ale rzeczywiście, masz rację, to raczej w założeniu postać dość ironiczna.
      Toris z kolei jest postacią, cóż, bardzo ludzką, przynajmniej w moim założeniu. Nie jest takim idealistą jak Bernhard, chyba trochę lepiej potrafi się przystosować do swoich czasów. To taki człowiek trochę zagubiony, który popełnia wiele błędów, ale nabiera siły, musząc zmierzyć się z ich konsekwencjami.
      Och, to mówisz waść, żeś szlachcic? Rada jestem móc witać tak zacnego jegomościa w moich skromnych progach! :D
      Cóż, cała fabuła, którą zamierzam to przedstawić nie będzie jakoś szalenie skomplikowana i nieprzewidywalna, bardziej zależało mi na zabawie realiami i na tych, powiedzmy, wojennych i politycznych sprawach, niźli na wątku romantycznym, dlatego też on do wybitnie zaskakujących należał nie będzie. Bo też trafiłeś w sedno. Z drobną uwagą, że jeszcze nie jestem do końca pewna, jaki będzie tego wszystkiego finał.
      Cóż, taka pisanina wymaga dużo pracy przy wyszukiwaniu informacji. No, i na pewno jeszcze więcej, jeśli chce się staropolszczyzną pisać. Bądź co bądź, będę trzymała kciuki za Twoje poczynania w tej materii :)
      Dziękuję Ci pięknie za komentarz i mam szczerą nadzieję, że jeszcze się tu, na tym moim Gud Med Oss odezwiesz. A ze swojej strony powiem, że chętnie rzucę okiem na Twojego bloga - no, rzucić okiem to już rzuciłam, ale z chęcią jeszcze jakoś w najbliższym czasie zapoznam się z treścią. A póki co raz jeszcze dziękuję i serdecznie pozdrawiam!
      Ach, i muszę koniecznie dodać, że masz naprawdę piękny sposób wypowiadania się. Rzadko kiedy spotykam się z czymś takim, aż musiałam to koniecznie podkreślić :)

      Usuń
  11. No i na coś się mi w końcu matura z historii przydała :D Głownie po to, że zamiast wytrzeszczać oczy na poszczególne fakty, kiwałem sobie głową, jak na człowieka UCZONEGO przystało :D Naprawdę, uwielbiam Trylogię (no, poza "Panem Wołodyjowskim, bo tam trochę za dużo tego romansu jednak jest) i tu widzę, że się szykuje mi coś w stylu "Potopu", tylko z perspektywy szwedzkiej, co może być nadzwyczaj ciekawe. Fajnie b było, jakbyś zrobiła jakiś crossover z postaciami typu Kmicic albo Skrzetuski :) W końcu było poselstwo z Zagłobą do króla szwedzkiego, który "rozparł się niczym lew i toczył groźnym wzrokiem" ^^ Ale też wspominając o powodach do wojny, zapomniałaś o tych nieszczęsnych Inflantach, o które zawsze Szwedzi też mieli fochy ^^ I wojna z Rosją, owszem, ale Chmielnicki też jeszcze szalał do 1655 :P No chyba, że to już po tym...:) Ogólnie postacie nabierają już kolorów, myślę, że Berhnard będzie moim numero uno, i nie, nie dlatego, że jest głównym bohaterem! Po prostu sam się zawsze wyróżniałem wzrostem spośród tłumu i nie powiem, ciepło się na sercu robi, jak się czyta o kimś kogo też mają przez to za mutanta :D Plus, (ale to już mniej chwalebny powód), również jak się za coś zabiorę, to olewam wszystko inne :P Siadam dopisania opowiadania- myk, wyłączam telefon, zamykam drzwi, i wszyscy Won :D Nawet jak dziewczyna dzwoni, to nie ma uproś, są w życiu pewne priorytety, a smoki są jednym z nich :D Tak, jestem okropnym człowiekiem...:P I niech Cię Światowid broni, żebyś mi w razie opisu bitwy husarskiej, dodała chorągwiom pancernym skrzydła, bo normalnie będziesz miała na sumieniu mój monitor ^^ Przecież to by było takie bezsensowne... Raz, że dodatkowy ciężar, a dwa świetny sposób żeby przeciwnik ściągnął takiego orzełka z konia...A mam nadzieję, że bitwy będą, gdyż iż je lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja może matury z historii nie mam (a żałuję, że nie zdawałam, chociaż nie wiem, co bym się tam miała po biol-chem-fizie pchać D:), aczkolwiek historia Szwecji to mój prywatny konik :D Ja powiem szczerze, że przez całą Trylogię jeszcze nie przebrnęłam, przede mną jeszcze Ogniem i Mieczem (bardzo po kolei się wzięłam za czytanie, nie ma co ;_;), ale zamierzam to szybko nadrobić :D W każdym razie owszem, zdecydowanie Potop między innymi skłonił mnie do pisania tego mojego "cudeńka" - uznałam jednak, że dobrze będzie pokazać historię tej wojny z kilku różnych perspektyw, a przede wszystkim takiej, z jakiej nie zaserwował nam tego Potop, czyli właśnie szwedzkiej. Tak naprawdę nie tylko Toris, Cecylia i oczywiście Bernhard odegrają ważne role - później jeszcze ważna okaże się postać pruskiego księdza, który też będzie miał co nieco do opowiedzenia, a oprócz tego na pewno jeszcze Bengt Oxenstierna, który jest postacią historyczną. I do którego, powiem szczerze, ja osobiście mam największą słabość :D
      Powiem szczerze, że myślałam o takim crossoverze, ostatecznie jednak zarzuciłam pomysł. Ale kto wie, może przemyślę jeszcze chociaż jakieś malutkie wspomnienie o nich :)
      Ale za to Karol Gustaw pojawi się na pewno! Och, jak ja kocham pisać o Karolu Gustawie, nawet nie mam słów :D Bo tekstu mam napisane ponad 200 stron więcej niż opublikowałam, tak więc wiele wydarzeń już jest gotowych, w tym i sceny z Karolem Gustawem właśnie.
      Co do przyczyn wojny, może rzeczywiście źle to tutaj ujęłam, ale miały być to przyczyny takimi, jakimi widzi je Bernhard. A on wybitnie rozgarnięty, jeśli chodzi o wojsko i politykę, to nie jest. Później właśnie w rozmowie z Karolem Gustawem Cecylia wytyka mu to wszystko - ona jest o wiele bystrzejsza w tej materii niż Bernhard - więc jakoś to tak może niezręcznie wyszło, ale błąd już w tych 200 napisanych stronach jest poprawiony :) A Chmielnicki to rzeczywiście moje niedopatrzenie D: Kajam się D:
      O, żeby go tylko za mutanta mieli, oni wszyscy trzęsą przed nim portkami ;p Cóż, ja nigdy tego problemu nie miałam, kurdupel ze mnie, no i co poradzić D:
      No to high five, ja też jak zacznę pisać, to koniec, nikt się do mnie nie dobije ;_;
      Nienienienie, spokojnie, wiem to wszystko o skrzydłach, nie bój nic, risercz się porządny zrobiło :D Znaczy, dobrze, o husarii to może niekoniecznie, ale anyway, ja raczej niczego bez riserczu nie napiszę.
      Bitwy będą, ale trochę trzeba będzie poczekać. Dobra, idę dalej, na drugi komentarz Ci odpowiedzieć :)

      Usuń
  12. O matko. Przyszłam taka ja - do studiowania czegokolwiek mi jeszcze trochę brakuje - patrze na te wszystkie kwestie polityczne i historyczne, no i oczywiście styl... i moje wrażenie: wow. Naprawdę wielkie, ogromne WOW, bo żadną inną wypowiedzią i tak nie przebije twojego rozdział :D Styl powala, a jednocześnie tak lekko się czyta :)
    Piszę, bo zarekamowałyśmy się u siebie nawzajem i ty nie miałaś czasu czytać u mnie i ja u ciebie XD Ale jestem i wieczorem nadrobię resztę u ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku jejku, naprawdę jest mi tak szalenie miło, że aż nie mam słów <3
      Wybacz, wiem, że obiecałam Ci X czasu temu, że poczytam, tylko wyszło tak że rzeczywiście z tym czasem było krucho... Ale obiecuję, że jakoś na dniach też zacznę czytać u Ciebie :)
      Dzięki Ci piękne za komentarz i oczywiście czekam na dalsze opinie :)

      Usuń
  13. Witaj!
    Wybacz, że jestem tak późno. Zawsze mam zaległości na blogach, nie wiem w który ręce włożyć, a potem denerwuję się sama na siebie, że nie potrafię się ogarnąć i wszystkiego nadrobić.
    Ale w końcu jestem. Jak widać.
    Ba, nawet nie wiem, czym jest Hetalia, a co dopiero, żebym miała z tym coś wspólnego. Ale skoro piszesz, że to w niczym nie przeszkadza, to mi nie przeszkadza. :D
    Podziwiam Cię. W życiu nie odważyłabym się pisać opowiadania, w którym pojawiałyby się prawdziwe wydarzenia historyczne. I tak teraz siedzę, czując się, jak jakiś przygłup, bo choć historię kocham i uwielbiam, nigdy nie mogę połapać się w tych wszystkich wydarzeniach. Szacunek, naprawdę.
    Prolog zaczęłam czytać już jakiś czas temu, ale chyba byłam nieco rozkojarzona, a potem przerwałam, bo pojechałam odwiedzić babcię. Jednak dzisiaj zajrzałam ponownie, już z nowymi siłami i muszę przyznać, że mi się podoba.
    Jestem tym dziwnym typem człowieka, który, choć historię uwielbia, nie czyta opowiadań historycznych. Zwykle moja dusza wrażliwca pozwala mi się wczuć w niemal każdą pisaną historię, ale nie w takie. (W przeciwieństwie do mojej mamy, która takie opowiadania kocha.) Jednak ostatnio coś mi się chyba odmieniło, ponieważ częściej do nich zaglądam i mi się podobają. Tak jest i w przypadku Twojego bloga. Jestem tu, choć ciężko mi w to uwierzyć. ;)
    Na początku trudno było mi się wczuć w styl. Wybacz, jeśli Cię tym uraziłam. Każdy ma jakieś drobne fanaberie. Chociaż styl masz naprawdę cudowny, układasz piękne zdania, to jednak nie jest on... jakby to rzec? Styl nie w moim stylu? Takie masło maślane. Tekst jest w trzeciej osobie, a ja (tak, kolejne moje dziwactwo; radzę się do nich przyzwyczaić) preferuję opowiadania pisane w pierwszej osobie. Jednak, gdy kończyłam prolog, było mi już łatwiej. Później mi to już nie przeszkadzało. Nienawidzę zaczynać. Potem się wczuwam i dalej już jest w porządku.
    Powiedz Bernhardowi, żeby się na mnie tak złowrogo nie patrzył. Aaaa nie zabijaj! Jam jest przyjaciel! :D (Wiem, Bernhard raczej nie jest taki. Nie zabijesz mnie, prawda Bernhardzie?)
    Ciekawie opisujesz wygląd bohaterów. robisz to w taki sposób, że aż chcę zapamiętać wszystkie szczegóły, ale mój mózg chyba nie podziela mojego pragnienia. Wiesz, wakacje, więc odpoczywa. Jeśli coś pomieszam, nie gniewaj się.
    Wybacz jeśli znów się ujawnię dopiero za szmat czasu. Tak już mam, że chcę zrobić wszystko, a nie robię nic lub niewiele mi z planów wychodzi. Ale wiedz, że pamiętam o Tobie i o Twoim blogu, więc wpadnę. Nie wiem tylko kiedy, prawdopodobnie nie jutro, bo wybieram się na Herkulesa. Nie, naprawdę nie wiem, ale postaram się zajrzeć. Pewnie nadrobię wszystko, ale małymi kroczkami. W razie czego, gdybym się zbyt długo nie pojawiała, znajdź mnie gdzieś w internetach, złap za kołnierz i przytaszcz tutaj. Czasem potrzeba mi kopa, bym się wzięła do roboty.
    (Wybacz, jeśli ten komentarz jest nieskładny lub Cię czymś uraziłam. Czy tylko ja wysiadam przy upałach? Aaa jeszcze mnie laptop grzeje w nogi. ;_;)
    Wena mam nadzieję, że nakarmiłam. :D Motywacji życzę! <3
    Pozdrawiam serdecznie!
    Eveline

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejciu, wszystkim odpisuje na komentarze a Tobie nie D: ale to dlatego ze pisze z telefonu a odpowiedź Tobie bedzie naprawdę długa o sama rozumiesz... Odpowiem w niedzielę wieczorem, jak będę miala dostęp do kompa :)

      Usuń
  14. Tak jakoś wpadłam tutaj za pośrednictwem jednego z blogów i postanowiłam przeczytać, z czystej ciekawości. Muszę Ci powiedzieć, że podziwiam Cię za znajomość tych wszystkich zawiłości historycznych. Szczerze mówiąc, nie mam o tym pojęcia. Może i mam dobrą pamięć, ale bardzo krótką, przez co wszelkie wiadomości szybko uciekają mi z głowy.
    Bernhard to wyjątkowo barwna postać, jakby oderwana od tamtych czasów. Nie przepada za wojnami, jest romantykiem i nie chce zgodzić się na małżeństwo z Anneliese. Lubię go za to, poza tym ma imię, z którym mam pewne pozytywne skojarzenia.
    Co do Cecylii i Torisa - jak to mówią, przeciwieństwa się dopełniają. Tak jest i w tym przypadku. W gruncie rzeczy cieszyłabym się, gdybyś pociągnęła pewne romantyczne wątki, ponieważ jestem ich wielką fanką od dłuższego czasu. A tych dwoje to wyjątkowo udana para. Zastanawia mnie, jak nadchodząca wojna wpłynie na ich relację.
    Ech, nie umiem pojąć logiki ówczesnych władców. Tylko by podbijali terytoria, zupełnie nie myśląc o swoich podwładnych. A wojna to najgorszy wynalazek człowieka. Ciekawi mnie, jak to się dalej potoczy :)) Masz bardzo dobry styl, przyjemnie się czyta, zgrabnie przechodzisz od sceny do sceny, a w dodatku dbasz o szczegóły. Pozdrawiam :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziekuje za taki miły komentarz :) komplementy pod adresem stylu, ale i kreacji postaci zawsze są dla mnie najcenniejsze, tak więc naprawdę bardzo siesze, ze tak to wszystko odbierasz :) Bernhard to czlowiek ktory zdecydowanie nie jest na swoim miejscu, co bedzie miało ogromny wpływ na jego losy. Powiem szczerze, ze final całej historii związany jest wlasnie z tym jak bardzo Bernhard nie potrafi się przystosować i znieść panujących norm... Ale nie chcemy przecież spojlerow :) jesli chodzi o Cecylkę i Torisa to jedno jest pewne - lekko nie bedzie.
      Dziękuję pięknie za komentarz. No i pozwolę sobie powiedziec, ze mam nadzieję, ze to nie ostatni :)
      PS. Przepraszam, ze ta odpowiedź taka biedacka, ale pisze z telefonu i wiadomo, jak to jest.... D:

      Usuń
    2. Ach, jeszcze chcialam tylko rzec, ze wojny nigdy nie są piękne i wojna jako taka, jej brutalność i okrucieństwa same w sobie też będą bardzo istotna kwestia w moim tekście. I to chyba tyle, co chcialam rzec :)

      Usuń
  15. Tak, to tylko ja. Mogę się pochwalić, że wreszcie do Ciebie dotarłam i mogę się wypowiedzieć D:
    to pierwszym co przyszłoby mu do głowy — przecinek przed co (nawet bym się zastanawiała, czy po głowy też nie powinien być, ale skoro nie jestem pewna to zostawmy na razie)
    Jeśli powtarzamy jakiś spójnik, w tym wypadku albo, przed drugim stawiamy przecinek ^^
    cóż, na pewno bardziej, niż cała ta szlachecka, niezadbana i roztyta hołota (bo inaczej naprawdę nie dało się tego nazwać) panosząca się po królewskim zamku – dobrze ujęte, lubię to, że tak powiem :D
    zawsze wychodziło na opak, ludzie odbierali zupełnie coś innego niż on chciał im przekazać, więc w ostatecznym rozrachunku Bernhard przestał odzywać się w ogóle, swoje myśli zostawiając tylko i wyłącznie dla siebie – oooo, skąd ja to znam ;-; enneagramowa jedynko-piątka pozdrawia D:
    Annelise Wirtenberg von Debern, lub też Wittenberg – o, prolog i już Annelise (tak, pamiętam, jak wspominałaś o niej w komentarzu) – ona jest Niemką, c’nie? Przynajmniej tak mi się wydaje D: (popraw mnie, jeśli się mylę)
    prośbę Erika Oxenstierny Bernhard pełnił w owej – dałabym przecinek po Oxenstierny
    zanim do niego dojdzie narzeczeństwo mogło się lepiej poznać – przecinek po dojdzie
    Annelise najwyraźniej podobał się pomysł zostania panią kapitanową, a kto wie, być może kiedyś nawet panią feldmarszałkową – ja to bym wolała zostać kapitanem albo feldmarszałkiem, o ile by mnie do tego dopuścili, rzecz jasna nie w tamtych czasach, ale no kurde D: chciałoby się
    Bernhard był okrutny mówiąc jej to prosto w twarz – przecinek po okrutny
    siląc się by jego głos nie zabrzmiał zbyt wrogo – przecinek po się
    śmiech młodej Polki świat stawał się jakby bardziej pełny życia – przecinek po Polki
    oraz siostra trzech żołnierzy musiała pilnować – przecinek po żołnierzy
    bawiła się jak przystało na – pewna nie jestem, ale bym dała przecinek po się D:
    Laurinaitis był sztandarowym przykładem pesymisty – high five, Toris ;-;

    Wiesz, że cholernie mi się podobało? Piszesz tak profeszjonalnie, że nie mogłam się oderwać D: i nie byłabym sobą, gdybym nie napisała profeszjonalnie, więc wybacz i tak dalej, ale ten typ tak ma ;-;. W sumie o bohaterach jeszcze nie mam do końca wyrobionej opinii, bo póki co każdy wykazuje jakieś podobieństwo do mnie, zapewne na podstawie cechy k-k-k [leel, they told me I could be anything so I became a triangle XD”], ale nie są szablonowi i papierowi, to najważniejsze. Annelise *-* niby była przez chwil kilka, ale już ją polubiłam. Tak samo Bernharda – nie pamiętam już charakteru Szwecji z APH, ale mam wrażenie, że bardzo podobny. Tak samo Toris, a Cecylia to fem!Polska, nie? Jeśli tak to super, że Cecylia, a nie Felicja, plus dla Ciebie. Choć średnio za nią przepadam, ale może się to zmieni. W każdym razie ładna, zazdro D: i Torisa niestety nie lubię, wybacz. W APH działał mi na nerwy i to się chyba niestety nie zmieni… no ale dobra, jakoś przeżyję.
    Więcej chyba nie mogę napisać, a nawet jeśli mogę to przykro mi, ale głowa boli i oczy błagają o litość ;q; w każdym razie lecę czytać i komentować dalej, bo się wciągnęłam :D
    Ściskam
    Amnezja
    PS Tak a propos Twojego komentarza, który zostawiłaś mi w spamie – nie ma problemu, miłego wyjazdu ^^. Jak wrócisz i się ogarniesz to najwyżej wejdziesz :3 zwłaszcza że sama jutro wyjeżdżam i nie skomentuję Ci wszystkiego.
    PPS jakby się coś nie zgadzało w tym, co Ci wypisałam jako błędy, to przepraszam, jestem zmęczona, a starałam się pomóc ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cześć! :D W końcu mogę się zająć odpowiedzią, a wieczorkiem wbiję jeszcze do Ciebie :D No chyba, żeby mi coś wypadło, to wbiję jutro D:
      Dzięki piękne za wypisanie błędów, poprawię wszystko jak tylko doczekam się recenzji, bo póki co, to nie mogę, niestety, nic poprawiać D:
      Jesteś jedynka ze skrzydłem w pięć? Ja cztery w pięć :D
      Eeee, zdaje mi się, że Wittenbergowie są Szwedami. Znaczy się, Arvid Wittenberg na pewno urodził się w Finlandii, także tego, ale może i mają jakieś niemieckie korzenie, szczerze mówiąc nie wiem, muszę poguglać :)
      TAAAAAAAAAAAK, to widzę, że Ty masz podobne zapędy do mnie, ja też bym chciała być dowódcą, joł! :D Oczywiście wiadomo, że to by było właściwie niemożliwe do zrealizowania, ale damn, jak ja bym chciała! Ale póki co napieprzam sobie w Empire Total War i jestem spełniona :D Polecam gierkę, spodoba Ci się! :D Ja oczywiście bawię się w Karla XII, bo przecież jakże by inaczej :D

      Jejciu jejciu, naprawdę? <3 Wiesz, mój warsztat, jak dla mnie, jakiś wybitny nie jest, aczkolwiek najgorszy, zdaje mi się, również nie, to chyba efekt tego, że piszę coś właściwie bez przerwy od.. 10 lat? Oczywiście od niedawna publikuję, ale oczywiście ćwiczenia robią swoje :) Ale tak mi jest szalenie miło, że Ci się podoba, feel my love <3
      Annelise wszyscy tu hejtują, a ja jako autorka powiem, że ona początkowo pokazuje się z raczej podłej strony, ale potem okazuje się, że wcale nie jest taka zła :D
      Jeśli chodzi o Szwedka z Hetalii, to powiem Ci, że on tam ma w sumie zarysowane tylko tyle, że jest bardzo miły i kochany wewnątrz, ale kompletnie nie potrafi tego pokazać i ludzie się go boją, bo jest wielki i straszny. Czyli jak mój Bercia, to chyba udało mi się zachować. Dalej to tylko moje jakieś tam headkanony, tak naprawdę w Hetalii jest o nim zbyt mało, by skopiować jego charakter bez dodawania własnych smaczków :)
      Taktak, Cecylka to fem!Polska :) NIENAWIDZĘ IMIENIA FELICJA. I niby z jakiej paki fem!Polska miałaby mieć na imię koniecznie dokładnie tak, jak jej męski odpowiednik? Uważam to za głupotę. I Cecylka tak ładnie brzmi, jak dla mnie idealnie do niej pasuje :D Ewentualnie Baśka, ale wolę Cecylkę :) No, mam nadzieję, że jednak się do mojej Cecylki przekonasz :D
      TEŻ NIE LUBIĘ TORISA, joł :D W rozdziale dziewiątym będziesz sobie mogła po nim pojeździć, droga wolna, sama zobaczysz czemu :D
      Nienienie, spoko, żaden problem! :D Tym komentarzem tak szalenie mnie ucieszyłaś, że łooo <3
      PS. No to już jestem :D
      PPS. Spoko, znam ten ból D:
      PPPS. Lecę odpowiadać dalej :D

      Usuń
  16. Witam,
    Muszę przyznać, że zabierałem się do prologu od dłuższego czasu, a to z uwagi na:
    I jego długość
    II tematykę historyczną, mimo wszystko dosć niebanalną w obszarze blogosfery
    W końcu się jednak zabrałem.
    Samo zawiązanie akcji bardzo ciekawe, czytelnik z miejsca angażuje się w losy Bernharda (sympatyczny olbrzym), przedstawione z dużą dozą humoru.
    Styl, w jakim piszesz, świetnie nadaje się do powieści historycznej. Zdarza Ci się jednak stworzyć potwora, w postaci pięciolinijkowego zdania, który, gdy się już rozciągnie, zaczyna żyć własnym życiem. Tym sposobem zawierasz multum informacji w jednym zdaniu, podczas gdy sprawniej byłoby trochę je rozbić. Na szczęście nie zdarza się to na tyle często, by zepsuć ogólny odbiór tekstu.
    Wrócę w wolnej chwili. O ile będzie ona wystarczająco długa :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :)
      O, prolog to jeszcze nic, rozdział IX ma 20 wordowych stron. To akurat wybitny tasiemiec, ale obawiam się, że tak czy inaczej większość oscyluje i będzie oscylowała w granicach. Niestety.
      Niespodzianką jest dla mnie to, że jednak mimo wszystko komuś przypadł do gustuj mój humor :) Bardzo mi miło.
      Tak, tak - te potwory to moja zmora. Dalej już jest lepiej, szczególnie, że nawiązałam współpracę z betą (akurat nie jest jeszcze opublikowana żadna zbetowana wersja, ale to długa historia wiążąca się z oczekiwaniem na recenzję i zakazem wprowadzania zmian na blogu) - bądź co bądź dalej staram się z tym walczyć.
      Będzie mi szalenie miło, jeśli jeszcze Cię u mnie zobaczę:)
      Pozdrawiam serdecznie i pięknie dziękuję za komentarz!

      Usuń
  17. Szczerze to trafiałam na Twojego bloga miliard razy xD Zawsze odstraszała mnie ilość rozdziałów - jakoś nie po drodze mi z nadrabianiem ich na blogach, moje oczy często tego nie wytrzymują, a ja ślęczę i czasem gubię sens czytanych zdań, no, ale, skoro trafiam tu znowu, więc w końcu skusiłam się na przeczytanie więcej niż fragmentu - tak, tak, dzielnie za każdym razem coś czytałam, nie będąc świadoma co było wcześniej, brawo dla mnie :D No, ale bez zbędnego biadolenia - już i tak to dzielnie zrobiłam; przejdę do tego, co przeczytałam.
    Nie wiesz, że uwielbiam historię, prawda? No, nie wiesz, ale naprawdę za nią przepadam, ostatnio często zdarza mi się sięgać po biografie, jakiejś eseje albo "Upadki Cesarstwa Rzymskiego" Heathera - okropnie polecam! Uwielbiam fragment o tym jak to jeden z władców barbarzyńców tak się bał zemsty Rzymian, że chciał się otruć, ale mu się nie powiodło, bo, co? Bo zażywał przez lata małe ilości trutki :D Więc krew musiała się przelać!
    Znowu odchodzę od tematu...
    Co mi się nie podobało? Brak wyjustowania, nie wiem, jakoś nieestetycznie się czytało, ale tak to tylko to :x
    „Jak się jednak miało okazać, nadchodzące miesiące nie miały” - mieć x 2
    w sumie dość często się u Ciebie pojawia właśnie takie powtórzenie i być, ale z drugiej strony to opowiadanie historyczne, więc i język właśnie tak może wyglądać, ale to powyżej jakoś bardziej rzuciło mi się w oczy i zgrzytnęło 
    „wielu, wielu już miesięcy – otóż, Polacy kończyli właśnie wojnę z Rosją, byli osłabieni po wielu” - wieu x 2
    „Młody Litwin jednak odkąd pamiętał [przecinok] widział tylko Cecylię”
    Hetalia? Naprawduuu? :D Oglądałam kiedyś i czytała, fajna całkiem manga :>
    Ok, skończyłam czytać, Berni jest słodkim mężczyzną, taki prostolinijny i szczery, a jednocześnie uległy jak baranek! Bardzo przypadła mi do gustu ta postać, mam wrażenie, że będzie straszył Polaków swym wzrostem, a potem okaże się, że on taki dobry i miły, i wgl...! Bardzo go polubiłam za brak owijania w bawełnę :) Cecylia i Toris - podobał mi się ich wątek, i świat oczami Litwina, jest uroczym człowiekiem podobnie jak Szwed! :)
    Pozdrawiam serdecznie! :) Wybacz, że większą część komentarza zajmuje paplanie :C Ale ja nie umiem ładnie komentować opowiadań... Niedługo powrócę i przeczytam resztę!

    http://dzikie-anioly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Ach, dobrze przeczuwałam, Bernharda jak najbardziej będę lubić. Ideał, można by rzec (trochę smutno mi teraz, bo nawet ze świecą ciężko takiego w obecnych czasach znaleźć ;)). Nie będę wymieniała jego oczywistych zalet, jaki jest, każdy widzi. Muszę tylko przyznać, że mnie rozczulił w momentach, gdzie wygłaszał kwestie niby to bardziej do kobiet przystające (tak stereotypowo trochę napisałam, ale oczywiście nie przeszkadza mi to - wręcz się cieszę, że widzę mężczyznę, który się wyłamuje, jest konkretny, szczery i pragnie robić/mówić to, co chce, a nie to, co mu wypada), "Nie wyjdę za panią..." - cudowne :D (tylko czy w przypadku mężczyzny nie powinno być: nie ożenię się z panią? chyba że to było specjalnie, dla wzmocnienia efektu, to przepraszam i jak najbardziej kupuję). Zupełnie inaczej mi się ukazał w wyobraźni (swoją drogą ten z szablonu wygląda prawie jak Michael Scofield ze Skazanego na śmierć).
    Trzymam za tego uroczego romantyka kciuki, tak samo za Cecylię i Torisa. Co do tych drugich - świetna para. Cecylia przywodzi mi na myśl typ kobiety-wojowniczki (nawet jeśli ma w sobie coś z beztroskiego dziewczęcia - ale czy to tak bardzo źle?), ciekawe czy taką się okaże ;) Ale polubiłam ją, Torisa także - kolejny ideał. Tylko tknęło mnie przeczucie, że coś złego mu się stanie (lepiej nie będę dawać temu przeczuciu wiary).
    Pięknie opisałaś Polaków :) Aż się taka dumna z polskości zrobiłam :D Jako miłośniczce Litwy (a raczej naszej wspólnej historii) bardzo mi miło widzieć językowe smaczki (Lenkija znam, drugie słowo muszę sobie zapamiętać).Tylko nie bardzo zrozumiałam dlaczego Toris zwrócił się do ukochanej per Polsko, a nie Polko (a z tego, co ogarnęłam, to są to postacie, nie uosobienia narodów? :)) Albo źle widzę o tej porze, to też możliwe.
    Z Hetalią racja, w ogóle nie oglądałam, a fanfiction jestem jakoś w stanie zrozumieć (nie ma dla mnie różnicy między takimi opowiadaniami a powieściami historycznymi).
    Z symboli bardzo spodobał mi się chaber, pasuje jak ulał do Torisa.
    O panu ojcu i panu wuju mogę jedynie napisać, że nie zazdroszczę Bernhardowi takiej familii ;) Jestem ciekawa kobiet w jego rodzie (szanowna mama lub ciotka, może one bardziej wyrozumiałe? o ile nie były, biedne, pod całkowitym wpływem małżonków oczywiście ;p).
    Erik, Erik, hmm... Na razie nie wiem jeszcze, czego się można po nim spodziewać. Za to historia jego miłości do żony jak najbardziej urzekająca :)
    Przyszła niedoszła żona wydała mi się nieco zlodowaciała, choć momentami czułam, że zaraz zaskoczy. Potem jednak czytałam jej opis i wyobraziła mi się Izabela Łęcka, no, coś na jej kształt w każdym razie.
    Z Potopem mam tak, że coś tam dzwoni, ale chyba w innym kościele, obrona Jasnej Góry, a potem to już tylko jakieś urywki z Sienkiewicza.
    To dopiero prolog, ale już jakieś odczucia mam, a takim głównym jest to, że tę historię śmiało by można zekranizować (w każdym razie podczas czytania cały czas miałam w głowie włączoną projekcję, i choć to norma, to jednak akurat tutaj czułam się jak podczas seansu).
    Na koniec o stylu (i przepraszam, że tak na końcu o nim) - już od pierwszych zdań się zakochałam. Ładny, płynny, bogaty, schludny, baaardzo przyjemny - wciąga niesłychanie, można wczuć się w opowieść (a narracja, jakbym gawędy słuchała! czułam się oprowadzana po tamtych miejscach i czułam jakiś drobny kontakt z narratorem, jak w jednej z moich ulubionych książek - jako czytelniczka bardzo dziękuję za tyle wrażeń :)).

    Weny życzę i ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Cóż... przeczytałam i już wiem, że z początku będę myliła imiona. Znaczy gdy już jakieś przeczytam, to dopasuje do postaci, ale sama ich nie zapamiętam na tyle by przepisać, przynajmniej dopóki nie przeczytam kilku rozdziałów pod rząd, a to zrobię pewnie dopiero koło niedzieli, bo tematyka mnie urzekła. W ogóle lubię takie cofanie się do przeszłych i minionych czasów, tamtejszych dżentelmenów i panien chcących bogato wyjść za mąż, albo chociaż zdobyć nazwisko na odpowiednio wysokim poziomie.

    Zafascynowało mnie, że twój bohater jest taki zwykły. Ani szczególnie urodziwy, ani odważny, właściwie to straszny tchórz, albo po prostu przyzwoity wariat, skoro wybrał iść na wojnę, niżeli poślubić ładną kobietę, z którą mógłby mieć dzieci i jakoś sobie spokojnie żyć (o ile ta jego przeklęta wojskowa rodzinka by mu na to pozwoliła).

    Podobał mi się moment przedstawienia wybranki i rozmowa między kuzynami, z czego jeden, ten cwaniak, tak cwaniaczy, bo on miał to szczęście i ożenił się z miłości.

    Zaś co się tyczy drugiej części rozdziału, to nieszczególnie mogę się wypowiedzieć i zastanawiam się, czy to wina jakiegoś mojego przeoczenia, czy tak wczesnej godziny, oraz nieprzespanej nocy. Jeśli jednak dobrze pokojarzyłam wszystkie fakty, to Elsa - żona Ericka, wychowywała się razem z Cecylią - żoną Tor...(mówiłam, że nie zapamiętam?). Teraz też nie pamiętam jakie pokrewieństwo łączyło obie te panienki, ale myślę, że z biegiem czytania zacznę kojarzyć bohaterów lepiej i splotą mi się w ładną całość nie tylko oni, ale też ich losy, tylko wystarczy znaleźć chwilkę, by przeczytać kilka rozdziałów pod rząd, bo tak jest najlepiej, więc mnie ilość rozdziałów z pewnością nie odstrasza, a nawet cieszy, jednak nie licz na to, że kiedyś będę na bieżąco, choć może, może i się tak wydarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jejku jejku, jak mi jest miło, że ktoś jeszcze odkopuje stare rozdziały :)
      Spoko, ja je wszystkie pamiętam nawet nie dlatego, że jestem autorką, a dlatego, że mam po prostu świra na punkcie rodziny Oxenstiernów i Szwecji w ogóle, więc wiadomo jak to jest, jak coś się lubi, to się samo pamięta :) także nie bój nic, jak coś pomylisz, to się przecież nic znowu takiego nie stanie :)

      Skoro czytasz od początku, to może ja Ci od razu powiem, że na tę chwilę pierwsze 5 rozdziałów, to ja bym skondensowała w góra dwa. Ergo: będzie się trochę wlekło. Ale potem to już co innego, bo fabuła po przebudowie i jeszcze akcję do przodu pogoniłam :)

      Ja za moim Bercią bardzo przepadam, przyjemny prosty chłopina, co to chce tylko i wyłącznie świętego spokoju. Przynajmniej tak staram się go przedstawić. Także bardzo mnie cieszy, że go tak poztywnie odbierasz :)

      Nawet nie będę udawać, że pamiętam, co pisałam ten rok czy dwa temu :) Ale za komplement pięknie podziękuję :)

      Eeeee wiesz Ty co, teraz jak ja tak myślę, to może ja się jakoś niezręcznie wyraziłam w tym rozdziale... Ale Elsa z Cecylką nic wspólnego nie ma... Ale tak sobie myślę, może to kwestia mylenia imion i pomyliłaś Elsę z Elką? :) Chociaż ja nawet nie pamiętam, czy Elka się tu w ogóle pojawia :< Ale jeśli już, to Elka owszem, z Cecylką się wychowała, a Elsa się więcej CHYBA nie pojawi.

      A Cecylka jeszcze żoną Torisa nie jest, na razie tylko narzeczoną :)

      Dopiero koło dziesiątego rozdziału tak naprawę można sobie ogarnąć kto jest kto i kto dokładnie z kim jest spokrewniony :)

      Pięknie dziękuję za komentarz :)
      A do Ciebie zajrzę z chęcią, bo z kiedyś czytanych blogów tylko dwa mi jeszcze nie umarły, wiec chętnie odwiedzę coś nowego, ale oficjalnie mówię, że dopiero w drugim tygodniu lutego bo sesja :<

      Usuń
    2. Faktycznie z Elką... przez moje codzienne spolszczanie wszystkiego, aż pomyliłam osoby ;(

      Nie jest żoną? To chcesz mi powiedzieć, że się nieco pospieszyłam i byłabym w stanie ofiarować prezent ślubny na zaręczyny? ;)

      Spokojnie, mnie się tam nie spieszy. Ja też czekam na więcej chwili wolnej, by przeczytać kilka rozdziałów na raz, bo tak jeden na X czasu, to nie ma sensu, bo się łatwo zagubię.

      Usuń